Strony

piątek, 27 lutego 2026

Zapiski codzienności cz.33

 Wiosna coraz śmielej zagląda nam w okna. Te już mam umyte, gdy na termometrze było 7 na plusie, więc bez wyrzutów sumienia teraz spacerować i podróżować mogę. W parku sprzątane są alejki, z ton piachu po zimie uwalniane. Na ulicach coraz więcej ludzi bez czapek, choć kolorów w ubraniach jeszcze mało...



Rozbawiło mnie kiedyś takie niecodzienne autko, dopieszczone w każdym calu, w środku tapicerka seledynowa, nowoczesne akcenty także. 



Tym razem zamówienie wysyłkowe skromne, ale książki dla wnuka musiały być!



Na spacerach nie tylko widoki piękne spotykamy, pochwała brzydoty też się trafia. Zawsze mnie dziwi, co trzeba mieć w głowie, by tak oszpecić swoje otoczenie...


Nad jeziorem, ptactwo głośno obwieszcza nadejście wiosny, zdziwione tylko, że jeszcze lód na tafli ogranicza powierzchnię do swobodnego  pływania...


Na plaży sympatyczny drogowskaz przypomina, że niebawem słonko nas popieści mocniej i może kocyk rozłożymy?


Przerwy na kawę zawsze umilają wyprawy w znane i nieznane, nogi odpoczywają, podniebienie rozkosznie mruczy, słońce mruga z bezchmurnego nieba...


Tajemnicze znalezisko potraktowaliśmy niczym marzannę, bałwanek na kamyku jako pożegnanie z zimą!





Kończę kartami art żurnala. Nie za wiele, bo nie każdy lubi.

Wyglądajcie wiosny , cieszcie się każdym dniem!

środa, 25 lutego 2026

Wspomnienie...

Nie każdy miał to szczęście, że studiował w rodzinnym mieście i nie musiał wynajmować stancji, a nie wszystkim studentom spoza miasta uniwersyteckiego przysługiwał akademik. 
Ile razy jestem w Toruniu, przypominają mi się moje stancje, ich poszukiwanie i historie z tym związane.
Gdy dostałam się na studia, pojechałyśmy z koleżanką oglądać pokoje oferowane studentom przez prywatnych właścicieli, bo akademik niestety nam nie przysługiwał.

Co to była za pielgrzymka! wszelkie grzechy powinny nam zostać darowane!
Dziś chyba takie kwatery nie miałyby racji bytu, choć nie jestem pewna...
Ludziom wydawało się, że łózko i dostęp do toalety, to wszystko, czego student potrzebuje, jeść i myć się nie musi, pranie wozi do mamusi.


Wierzcie mi, że powyższy mem wcale nie jest przesadzony, widywałam gorsze kwatery.
Ale stancje, to nie tylko warunki bytowe, to także właściciele i ich stosunek do studentów.
Pierwsza moja stancja była na osiedlu Wrzosy, w nowym domku jednorodzinnym, do którego skierowała nas starsza pani, bo u niej już pokój był zajęty, za to córka otworzyła działalność.

Dom zasobny, wielki salon z kominkiem, a dla studentek pokoik z dwoma łóżkami, stołem i szafką, dostęp do łazienki z prysznicem.
Niby nie tak źle, ale właściciele okazali się trunkowi, a po kielichu kłócili się strasznie, on wojskowy, ona gospodyni domowa i tylko dzieci żal, że musiały tych kłótni słuchać.
O porzuceni tejże stancji myślałam od jakiegoś czasu, ale szalę przeważył jeden incydent.
Po powrocie na stancję z jakiegoś weekendu zauważyłam ślady bytności w naszym pokoju, a w łóżku plamę na prześcieradle.
Spakowałam się natychmiast, klucz i kartkę  z wyjaśnieniem wrzuciłam do skrzynki na listy i tyle mnie widzieli...
Resztę roku akademickiego dojeżdżałam pociągiem, na szczęście już była wiosna.

**********************

Kolejna stancja, był to pokój u emerytowanych nauczycieli, przemiłych i towarzyskich bardzo, ale skrajnie oszczędnych, co przekładało się na komfort życia studentek, zwłaszcza zimą.
Generalnie oszczędzali na ogrzewaniu, czasami ucząc się do egzaminów siedziałyśmy pod kołdrami, rozgrzewając się herbatą. W "naszej" łazience była tylko zimna woda i umywalka, uprosiłyśmy o możliwość skorzystania raz w tygodniu z wanny, po basenie, by zmyć z siebie chlor!
Jeden raz zastałyśmy dom nagrzany jak nigdy, wszędzie zapalone światła i zapach ciasta.
Okazało się, że w tym dniu była kolęda i na cześć księdza te wszystkie zbytki.
W innych porach roku mieszkało się przyjemnie, a i za drogo nie było...

W sumie przez 4 lata studiów, 2,5 mieszkałam na stancji, bo na ostatnim roku zajęć było niewiele, głównie pisanie pracy magisterskiej i dojeżdżałam pociągiem.

U koleżanek w akademikach bywało się oczywiście, no i w czasie praktyk studenckich też mieszkaliśmy w akademikach. Ciekawe to było doświadczenie...

********************************

Gdy mój syn szukał kwatery, sytuacja była już inna, albo od razu dobrze trafił.
Wynajęli z kolegami mieszkanie, jedynie meble i co nieco do kuchni trzeba było kupić, ale od czego Ikea? Wszystko później odsprzedał kolejnym lokatorom.

Podobno teraz ceny strasznie wysokie, ale i akademiki tanie nie są...

niedziela, 22 lutego 2026

Próby i próbki...

Lepiej próbować, niż żałować, że się nigdy nie spróbowało!
Czyż takie hasło nie jest odpowiednie dla wielu sytuacji w naszym życiu? jak na tym obrazku obok , odsunie smutki,- jeśli nigdy nie spróbujesz swoich skrzydeł, to nigdy nie poznasz smaku latania...

Wielokrotnie powtarzałam, że wszystko może być inspiracją do działania: dobry przykład, Internet, życzliwa zachęta , marzenie, potrzeba rozwoju.

Wszystko co przynosi radość i poczucie spełnienia warte jest próbowania, nawet jeśli brak nam wiary we własne siły, bo nigdy nie wiemy , co stanie się naszą pasją, odsunie smutki, ograniczy poczucie samotności. 

Próbuję i ja, realizuję się plastycznie i choć wiem, że nie będę ARTYSTKĄ, to zabawa jest przednia, poznaję nowe techniki, o których nie miałam pojęcia, czasami zakupię jakiś nowy gadżet, poszukam tutorialu, wyszukam cytaty, pogłówkuję nad zestawieniem faktur itd. 
A ile frajdy daje stworzenie kartki bez okazji i wysłanie komuś po prostu z serca...

Poniżej kilka przykładów nowych kart AJ, gdzie albo łączę wyklejanie z rysowaniem, albo tylko wykorzystałam podpatrzone pomysły z użyciem kredek i mazaków.




Spodobały mi się mandale, ale nie chodzi tylko o kolorowanie, ale także o szkicowanie i ozdabianie własnych.


Najpierw szkice ołówkiem...


....potem wypełnianie kolorem i wykorzystanie gotowej mandali na karcie AJ.


Ta większa jeszcze nieskończona, może powstanie z niej obrazek do sypialni...


A tu pokazuję Wam skarb prawdziwy czyli moc przydasi do tworzenia kartek i AJ - przesyłka od wspominanej już kiedyś nieocenionej znajomej z Finlandii.
Wzorniki, wytłaczanki, pieczątki, naklejki, pomysły tematyczne, torebeczki z malutkimi elementami - poczułam się jak dziecko w sklepie z zabawkami!
Słowo DZIEKUJĘ to za mało!


Na koniec anegdota z życia wzięta:
zimny dzień, po spacerze chce się siusiu, ale gdzie tu iść, do domu daleko.
Wchodzę do pijalni wód w naszym parku, pytam o możliwość skorzystania z toalety, pani zza baru odpowiada , że owszem, ale za 5 zł. Widząc moją minę mówi: może pani kupić butelkę wody za 8 zł, to toaleta będzie gratis.
Kurtyna!

Życzę wszystkim przełamywania obaw, wstydu i niechęci - uwierzcie w siebie, a radości nie będzie końca!
Podobno raz w roku powinno się zrobić coś nietypowego lub odwiedzić nieznane miejsce.
Nie musi to być od razu lot balonem :-)


czwartek, 19 lutego 2026

Z poczekalni...

 

Poczekalnia to czekanie, czasem bardzo długie, niekiedy całkiem  krótkie, a i miejsc oczekiwania na coś może być wiele ( przychodnia, dworzec, kolejka w sklepie, lotnisko, restauracja).

Czy wiecie, że nawet CZEKANIE doczekało się badan naukowych?

Okazuje się, że w różnych poczekalniach spędzamy od roku do dwóch lat!
90% czasu oczekiwania znosimy bez problemu, najgorsza jest końcówka. Gdy to przeczytałam, to faktycznie przyznaję, że najgorszy był rok do emerytury, ciągnął się strasznie...

Dzisiaj czas oczekiwania, nawet bardzo długi, upływa nam znośniej dzięki postępowi technicznemu, mamy do dyspozycji telefon z Internetem, audiobooki, tablety, wreszcie książki lub czasopisma. Rozmowy też należą do czasoumilaczy (chyba że trafisz na trudnego rozmówcę ), w dodatku w wielu miejscach oczekiwania, wyświetlają nam informacje  typu: czas oczekiwania, zmiany w opóźnieniu, numer klienta itd.

Pandemia covidowa spowodowała, że w wielu miejscach już obowiązują zapisy godzinowe, a nawet minutowe i jak najmniej ludzi w poczekalni, zdarzają się jednak poślizgi, a wówczas w poczekalni przydają się czasopisma. Często z tego korzystam, bo jednak do książki potrzebny jest inny rodzaj skupienia.

Nawet te rewelacje o czekaniu wynotowałam z czasopisma, bodajże Świat Wiedzy.

Zwróciło moją uwagę podsumowanie na temat turystyki. Podano miasta, które najwięcej zarabiają na turystach z całego świata:
Dubaj - 29 mld dolarów
Londyn - 16,1 mld
Amsterdam - 13,6 mld

Barcelona - 12,7 mld
Nowy Jork - 12,5 mld
Paryż - 9,8 mld

Liczby te mogą przyprawić o ból głowy!
A czym jest ból głowy? jest doznaniem wywołanym przez podrażnienie receptorów bólowych w obrębie opon mózgowych, w naczyniach krwionośnych w głowie oraz w tkankach otaczających np. mięśniach karku.
W dziewięciu na 10 przypadków jest to ból napięciowy, spowodowany najczęściej stresem. Bardziej dotkliwa bywa migrena, gdyż towarzyszą jej dodatkowe elementy, jak mdłości, dreszcze, wrażliwość na światło, dźwięki i zapachy... jak mawiała moja babcia - najgorszemu wrogowi nie życzę.
Równie ciekawym jest, co powodować może ból głowy?
Zimno, kaszel, ciasna gumka do włosów, zmiany w obrębie odcinka szyjnego kręgosłupa, wady wzroku, nocny bezdech, alkohol, hormony, brak snu, strach, podekscytowanie...
A leki? najczęściej środki przeciwbólowe, ale i akupunktura, sok z selera, ruch na świeżym powietrzu....


Jeśli macie jeszcze trochę cierpliwości, to warto poczytać o dzięciurach!
Dzięciury, to kuzyni naszych dzięciołów, występujące w obu Amerykach. Nasze swojskie dzięcioły są przy tych amerykańskich leniwe, bo robią jeden lub kilka otworów w drzewie, zjadają robala, soku popiją, a te za oceanem potrafią w jednym dębie zrobić 50 tysięcy otworów i naupychać w nich zapasy na bardzo długo.
W dodatku, ich spiżarnie liczą nieraz ponad 100 lat, bo są dziedziczone! w okresie lęgowym dzięciury żywią się owadami, owocami i sokiem drzew.

Na koniec, już dla najbardziej wytrwałych, kilka ciekawostek o wskrzeszaniu. Na szczęście nie o ludzi tu chodzi, a o próby przywracania wymarłych gatunków zwierząt, takich jak ptak dodo, ptak moa, wilk workowaty.
Powstał bowiem zespół pod nazwą COLOSSAL, który zajmuje się ratowaniem gatunków zagrożonych wyginięciem. Szacuje się , że do 2050 roku zniknie z naszej planety 1/3 dzisiejszych gatunków zwierząt.
Zespół naukowców (m.in.biolog ewolucyjny, genetyk) twierdzi, iż możliwym byłoby reaktywowanie niektórych zwierząt uznanych za wymarłe. Jest oczywiście wielu przeciwników tego zamierzenia, bo problemem byłoby znalezienia miejsca we współczesnym ekosystemie dla przywróconych przedstawicieli fauny.
Na razie, uczeni skupiają się na modyfikacjach genetycznych pod kątem zwiększenia odporności zwierząt na choroby. Około 80% populacji diabła tasmańskiego wyginęło z powodu nowotworów pyska. Naczelnym celem badań stało się maksymalne przyspieszenie  prac naukowych tak, by ocalić jak najwięcej  znikających gatunków...

Niebawem znów będę w poczekalni, może coś ciekawego znajdę:-)


poniedziałek, 16 lutego 2026

Walenty zmarznięty...

 Walenty zmarznięty, ale uśmiechnięty! W tym roku nie było czekoladek ani innych podarków, miała być wycieczka taka, jak lubimy! Las, jezioro, obiadek - to i co, że zimno? ulubione miejsce, przestrzeń i niewielki mrozik, aż człowiek czuje, że żyje! a ile tropów zwierzęcych na śniegu, można z nich układać całe opowieści!


Jezioro skute lodem, ale to nie przeszkoda dla łyżwiarzy i wędkarzy. Wprawdzie po kilku dniach odwilży nie odważyłabym się śmigać na łyżwach czy łowić pod lodem, ale ja strachliwa jestem.
Jednak już kompletny podziw dla pana, który kąpał się w przeręblu, a chwilę później, spokojnie na ławce zakładał ubranie, gdy nam ręce marzły w rękawiczkach nawet.


Na rozgrzewkę herbatka z termosu, kilka łyków i można wędrować dalej...
Spacer po lesie, to jak powrót do domu!


Nowy most rośnie w oczach, zlikwidowano kładkę tymczasową dla pieszych i rowerów, jest już przejście mostem.


Na koniec spacerów nad Jeziorem Ślesińskim wstąpiliśmy na pizzę z pieca mozaikowego. Pizza o śmiesznej nazwie Narwana, bo z szarpaną wieprzowiną. Wokół naszego stolika rezerwacje w ramach walentynkowego weekendu. Miło i smacznie:-)


By podwoić przyjemności, dokonaliśmy rezerwacji na wielkanocny weekend, który spędzimy z rodziną w kompleksie wypoczynkowym nad jeziorem, ale już innym. Zero gotowania, relaks 100%, baseny, siłownia, spacery i SPA!


No i jeszcze walentynkowa karta z art żurnala...


Dobrego tygodnia!

piątek, 13 lutego 2026

Zapiski codzienności cz.32

 Zima niemal na ukończeniu, a ciągle w mediach alarmują o konieczności zakładania czujek , które mogą nas uchronić przed śmiercią na skutek zatrucia tlenkiem węgla lub dymem w przypadku pożaru. 

Wydatek to niewielki, instalacja prosta, a jednak nowe wypadki ciągle się zdarzają. gdy zmienialiśmy piec w kuchni, obligatoryjnie założono nam czujkę, choć nie mamy junkersów i tylko płyta do gotowania gazowa i co jakiś czas chodzą po domach fachowcy, sprawdzający szczelność instalacji gazowych.


Jeszcze jeden stos nie przeczytany, a już jutro odbieram kolejny, ale tym razem i książeczki dla wnuka, no i coś dla męża. Czytanie z maluchem to nowa jakość, zwraca uwagę na takie szczegóły, jakich dorosły często nie zauważy, a ulubionych fragmentów może słuchać na okragło!


Styczeń był mroźny, ale jak widać udało się wydreptać trochę kroków, co pomogło spalić te wszystkie smakołyki zjadane w domu i w ulubionych kafejkach.


Lutowy wypad do Torunia, Wisła urokliwa, zmarznięta i wiele kolorów lodu, zwłaszcza przy brzegach.


Lokale gastronomiczne kuszą walentynkową ofertą, kto powiedział, że nie można świętować dwa tygodnie? A nie zapomnijcie, że 13 lutego jest Dzień Kochania Siebie!


Takie wejście przez bramę - reklama zakładu szklarskiego, trudno przegapić, a i urodę poprawić można, przechodząc!


Temperatura miała być dodatnia, więc wjazd na myjnię. Kolejka jak przed świętami. Gdy były silne mrozy, to nawet myjnie zamknięto, teraz wszyscy chcą umyć auta z soli i błota, niektórzy dzielnie nawet wewnątrz odkurzali...


Wiosna za progiem, u nas traktorek stanął jak żywy, może komuś do ogródka ?




Zabawy słowem różne mogą przybierać formy, to taka próbka tylko.
Teraz przygotowuję się do bardziej plastycznych opcji art żurnala, co z tego wyjdzie - nie wiem, bo z tymi umiejętnościami u mnie krucho, ale wszak "śpiewać każdy może..."

Czy jakieś zwiastuny wiosny u Was widać? bo u mnie nawet przebiśniegów brak!

wtorek, 10 lutego 2026

Dialogi sklepowe

Wpadam czasami do naszej galerii handlowej, by sprawdzić co nowego lub po odbiór zamówionych książek i różnych dialogów jestem świadkiem, niekiedy to niemal skecze kabaretowe. 
Sami zresztą oceńcie...

 1. W przymierzalni sklepu znanej, a niedrogiej  marki słyszę dialog pewnej pary :
- trochę ciasna, myślisz, że schudnę?
- nie wiem, jest jeszcze dużo czasu
- a jak się jednak nie zmieszczę, może wezmę wiekszą?
- a może czas się za siebie wziąć?


2.  Zaskoczenie w sklepie obuwniczym:
- przymierz te szpilki, kochanie!
- ale wiesz, że nie chodzę w szpilkach!
- przymierz je dla mnie!
I pan delikatnie nałożył but na stopę żony, jak Kopciuszkowi...

3. W sklepie z bielizną nie pierwszy raz widziałam pana kupującego komplet dla ukochanej, kiedyś sama byłam obsługiwana przez ekspedienta...
- szukam kompletu na walentynki
- o, super, a zna pan rozmiar?
- taki średni, jak pani pokaże, to będę wiedział czy pasuje...

4. Kolejna para, poszukująca ubrań na wyprzedażach:
- to dla ciebie?
- tak, a co?
- no weź przestań, ile ty masz lat?
- nie znasz się, teraz wszystko wszystkim pasuje!

sobota, 7 lutego 2026

Czułość

 Zainspirował mnie wpis na blogu  Margarithes i wkradł mi się do głowy wiersz, a tak dawno żadnego nie napisałam.

Czułość

Czym jest czułość?

Zapytasz.

Może ciepłem

Dłoni na policzku,

Ust muśnięciem

Gdy oczy łzami zamglone,

Szeptem w ciszy

By bliskości

Nie spłoszyć,

Serca drżeniem

Ulotnym wspomnieniem…

Tym jest czułość?

Ty mi powiedz

Lub najlepiej pokaż!



A czym dla Was jest czułość?

 

środa, 4 lutego 2026

Alimenty dla żony...

 

W większości, nie jesteśmy znawcami przepisów prawa, ustaw i rozporządzeń. 
Mało interesujemy się tą stroną życia, póki ona nie zainteresuje się nami.
Spadek, alimenty, skomplikowane podatki, darowizny, roszczenia itd.

Pojawia się czasami w przestrzeni publicznej temat alimentów, czy funduszu alimentacyjnego dla dzieci, na które ojcowie przeważnie nie płacą.
 Najczęściej kojarzymy chyba alimenty, jakie sąd zasądza dla dzieci po rozwodzie rodziców.

Bywają jednak alimenty dla byłych żon, czy dla rodziców dorosłych już dzieci, alimenty dla wnuków zasądzone do wypłacania przez dziadków oraz dla dziadków ze strony dorosłych wnuków.

 Najtrudniej chyba pogodzić się z obowiązkiem spłacania długów, które się dziedziczy, a nieznajomość prawa nie zwalnia z jego przestrzegania. Dlatego warto skorzystać z pomocy prawnika.

Zgodnie z literą prawa, alimentów od byłego małżonka można domagać się , jeśli popadłeś/aś w niedostatek lub w związku z rozwodem obniżył się twój poziom życia. Pozwany wówczas wypłaca alimenty zarówno dzieciom, jak i byłej żonie, czasami tylko żonie, gdy dzieci są już dorosłe i samodzielne. Ustalając wysokość świadczenia, sąd bierze pod uwagę dwa kryteria: uzasadnione potrzeby uprawnionego oraz możliwości zarobkowe i majątkowe zobowiązanego.

Tyle przepisy, a wiemy, że w życiu bywa różnie...

Kiedyś poruszyła mnie sprawa alimentów, jakich domagał się stary ojciec od córki. Ojciec, który pił przez całe życie, dręczył żonę i dziecko, aż musiały uciekać z domu. Gdy córka dorosła i stanęła na nogi, kochający ojciec przypomniał sobie o niej i wniósł o opiekę, którą sąd zasądził.  Ojciec pijak wybrał sobie prywatny dom opieki, za który płacić miała córka, a na który nie było ją stać. Koszmar dzieciństwa dopadł kobietę nawet po latach. Taka niesprawiedliwość bulwersuje bardzo.


Znam też przypadek przyznania  alimentów dla żony, która całe dorosłe życie była wsparciem dla męża robiącego karierę, zrezygnowała z pracy zawodowej, by jak to się mówi, prowadzić dom na odpowiednim poziomie i przyjmować gości z zagranicy.
Po latach mąż znalazł sobie inną, młodszą  i zostawił żonę z głodową emeryturą.
Po pierwszym szoku, kobieta zaczęła ubiegać się o alimenty od byłego męża i sprawę w sądzie wygrała.

*********************

Idąc trochę innym torem - pojawił się kiedyś pomysł emerytur dla kobiet, które nigdy nie pracowały zawodowo, ale wychowały kilkoro dzieci. Nie mam nic przeciwko, ale pod warunkiem, że wówczas, kobiety, które pogodziły pracę w wychowaniem dzieci, dostaną podwójne emerytury.