Moja mama mawiała: nie martw się na zapas, co ma być, to będzie, a jak będzie, to się z tym zmierzymy! I nie był to bynajmniej hurra optymizm, bo raczej twardo stąpała po ziemi, nie uznawała jednak biadolenia i negatywnego myślenia.
Sama staram się robić podobnie, bo już samo myślenie może wywołać lawinę nie do zatrzymania, a do paniki już wówczas blisko.
Wystarczy jedna natrętna myśl i już sen oddala się... hen daleko. A znacie układanie strasznych scenariuszy? bo co będzie, jeśli to czy tamto?
Jak się zdarzy, to wtedy zaradzimy!
Pamiętam, jak syn wybrał się do kolegi na drugi koniec osiedla. Długo nie wracał, telefonu nie odbierał, ja w oknie, a w głowie scenariusze z najgorszych horrorów. Gdy wreszcie wrócił, okazało się, że telefon padł po prostu i jak to nastolatek - nie wpadł na to, by do matki z telefonu kolegi zadzwonić.
Mawiają, że kto za dużo myśli, na pewno wymyśli problem, którego nie ma. Wystarczy zafiksować się na myślach typu:
* czy zamknęłam drzwi,
* czy wyłączyłam gaz,
* czy wszystkie okna zamknięte przed wyjazdem?
Ileż to razy dręczyły nas myśli :
- brać kredyt czy lepiej nie? a jeśli stracę pracę lub choroba mnie dopadnie?
- podżyrować pożyczkę koleżance? a jeśli przestanie spłacać lub wyemigruje?
- lecieć na urlop daleko czy wypoczywać w kraju? a jak biuro zbankrutuje lub zaginie bagaż?
Pół biedy, gdy potrafimy z podobnymi myślami uporać się racjonalnie, ale gdy powodują stan lęku lub bezsenność, to mamy problem...
A co z myślami, które nas samych zaskakują? czy mieliście tak kiedyś, że własny strumień myśli galopujących w głowie przeraził was nieco? czy to moje myśli, czy podszept diabła, czy jestem złym człowiekiem lub coś ze mną nie tak?
Przypomniały mi się porzekadła o myśleniu:
Od myślenia głowa boli.


Myslie, ze mysle. Czy te mysli sa natretne? Raczej nie. Czasem sa ciezkie, czasem smutne, czasem jasne, czasem frywolne, czasem wypowiedziane, innym razem gleboko ukryte. Glowa caly czas pracuje krytycznie. Wlasciwie bezmyslnosc mnie wkurza (szczegolnie u innych) u siebie gdy nagle staje przed sciana, gdy nic sensowniejszego nie potrafie wymyslic. Wszystko ma granice i ograniczenia. Nawet myslenie choc w glowie sie kłębi.
OdpowiedzUsuńZwłaszcza te głęboko ukryte myśli dają do myślenia!
UsuńNie no myślenie zdecydowanie nie boli. jest konieczne i nowe pokolenia zdecydowanie mniej myślą co widać słychać i czuć. Poziom zidiocenia rośnie lawinowo. nie zastanawiaja się nad konsekwencjami. i działają bez zastanowienia, a co tam. tacy zawsze byli a brali sie z głupoty. oczywiście, że wielu się udaje ...bo trafiają na naiwniaków, lub sobie podobnych. ostatni taki zryw zidiocenia , sytuację podręcznikową obserwowaliśmy w trakcie rozpoczęcia wojny, gdy banda ACOTAM poleciała na wczasy do Dubaju...
OdpowiedzUsuńa wcześniej kredyty we frankach...i jest wiele przykładów.
Wydaje mi się, że Ty raczej pokazujesz obsesję i natręctwa. każdy ma jakieś. i wedle mnie są lepsze one od pustostanu w głowie. i przereklamowanego : kto nie ryzykuje nie pije szampana.
Pamiętam, jak się zdziwiłam, gdy się dowiedziałam, że ludzie na zagraniczne wakacje kredyty biorą... a potem płacz i biadolenie...nie stać cie to nie jedz, nie leć, nie kupuj...a to jest wypadkowa niemyślenia: a co tam będziemy się martwić potem. (dla mnie Scarlett O’Hara była głupią pindą z południa))
słynne polaczkowate niemyślenie:
bóg dał dziecko to i dana dziecko. jprd.
mam tak, że myślę przed a nie biadolę po fakcie. nie piszę czarnych scenariuszy. jestem antytezą takiego zachowania. choć oczywiście mam swoje lęki i czasem ściągam na siebie problemy...jak każdy.
dobrego łikendu.
No właśnie, lęki i natręctwa, trudno z nimi walczyć, choć rozum podpowiada co innego!
UsuńOglądałam kiedyś program o zadłużających się lawinowo ludziach. Wierzycieli na pęczki, ale nie potrafili zrezygnować z żadnego zakupu, masakra!
Co do większości zgadzam się z Tobą, Nie zgadzam się w kwestii kredytów frankowych. To był pierwszy i jedyny kredyt, który miałam w życiu. Kredyt na zakup niedużego domu, by po kilku latach razem zamieszkać. Jedyna waluta kredytu, którą mi zaproponowano to były franki. Kredyt niewielki, dodam. Kredyt, który dostałam po upokarzającej procedurze, mimo, że akurat mam taki zawód, który jakby z "urzędu" pozwala na przyznanie kredytu. Jako jedna z niewielu zażądałam umowy przed podpisaniem i miałam mnóstwo zastrzeżeń. I zostałam postawiona przez bank pod ścianą: albo pani podpisuje albo nie ma kredytu. Spłaciłam go prawie błyskawicznie, oszczędzając jak się da i na czym się da. Niedawno sąd uznał umowę za nieważną, bank działał z pozycji silniejszego.
UsuńI nie uważam się za głupiego czy naiwnego czy też niemyślącego polaczka, bo zawarłam taką umowę. Nie. Absolutnie. Co przeżyłam to moje. Nikomu tego nie życzę, ale nie pozwolę się też wrzucać do jednego wora.
szczegółów nie znam, nie przyglądałam się za blisko i wiem, że ludzie teraz wygrywają sprawy sądowe, nie przeczę, że banki robiły rzeczy niezgodne z prawem. mnie raczej chodzi o mechanizm, że biorę kredyt w obcej walucie, i nie mam wpływu na bardzo wiele czynników, to jednak obca waluta... i dużo ryzykuję. znacznie więcej niż w złotówkach.
Usuńjotko, ja rozumiem, że to obsesyjne zadłużanie się jest jakimś psychicznym problemem. ale też sposobem na życie. podobno cała ameryka kredytem stoi i na kredyt żyje. jest to nie zgodne z moim podejściem do życia... owszem zdarzało sie pralkę czy lodówkę kupić ale mieściło się to w granicach mojego budżetu i w razie W nie rujnowało mi życia. Mam tak od zawsze, że jakiś bufor finansowy na koncie, gdyby się coś posypało jest. ale ja całe życie dorosłe mogłam liczyć tylko na siebie. nie mam tatusia, który sypnie gotówką. niestety.
UsuńO nie, ostatnia rzecz jaką można powiedzieć o Scarlett, to to, że była głupią pindą! 😲😁 A fe, Teatru, jak tak możesz? 😜 Ja sobie swego czasu chciałam wręcz wytatuować "jutro jest nowy dzień, pomyślę o tym jutro" 😉
Usuńano mogę 😂i powiem więcej, no tak mnie wkurzała, no tak, że Przeminęło z wiatrem nie skończyłam czytać...hehe film zobaczyłam z ledwością. otóż posunę się dalej🫣 , nie wiem kiedy Ty czytałaś, bo ja w liceum usiłowałam, otóż wydawała mi się to lektura dla egzaltowanych pensjonarek :-))) ale ja byłam buntownikiem z irokezem...i romansidła mnie brzydziły.
UsuńOtóż wiem co piszą znawcy, o tej niezależności kobiecej i sile ale dla mnie była nie do zniesienia kapryśna, zalotna i próżna, głupia, manipulacyjna, egoistyczna i wyjątkowo wkurwiająca.
Nie wiem, jak bym zareagowała dziś?? ale nie chce mi się już do tego wracać, bo przeminęło z wiatrem 😂
Teatru, ja pod koniec podstawówki. W średniej to ja czytałam "Króla szczurów" i... " Pamiętniki Fanny Hill" 😜 Taki miałam rozrzut tematyczny 😂😂
Usuńno to owszem teraz kumam. i rozgrzeszam 😜
UsuńPrzeminęło z wiatrem nie czytałam i nie obejrzałam. Nie moja bajka. Króla szczurów i owszem, czytałam.
UsuńZ tymi kredytami to było też tak: miałam w pracy koleżankę, która chwaliła się znajomościami w banku i że kredyt we frankach na dom wzięła, a frajerzy przepłacają w złotówkach, ale gdy koniunktura się odwróciła leciała szybko do znajomych przewalutować kredyt.
Na raty kupowaliśmy, pewnie - auta za gotówkę nie kupisz, ale wszystko w miarę rozsądku...
Mam podobną byłą znajomą ze znamosciami w banku...i tez sie chwaliła ze frajerzy...a ona cwana. I wtedy mnie to wkurzało. I daleka byłam on wtracania sie pańatwa gdy przyszla kryska na matyska. I nagle cwaniary dostały po.nosie.
UsuńAle zapewne tez sporo ludzi nie miało innej opcji.
Możliwe, skoro sądy przyznały im racje, to coś w tym jest.
UsuńMoja mama wszystkim się zamartwiała, martwiła na zapas, musiałam wykonać ciężką pracę nad sobą, żeby być inną. Nie zawsze się udaje. Ale trening czyni mistrza!
OdpowiedzUsuńmiałam dokładnie to samo, z MatkąJawigą.
UsuńKażdy jakieś naleciałości z domu wynosi, a potem pół życia się tego pozbywamy...
UsuńNie mam natrętnych myśli, już nie, zwłaszcza po spłaceniu kredytu. Wychodzę z założenia, że co ma być to będzie, zwłaszcza po ostatnich bardzo ciężkich latach w mojej rodzinie. Ale myślę o wielu rzeczach, staram się przewidywać i myślę o konsekwencjach decyzji, choć życie zaskakuje.
OdpowiedzUsuńOj, zaskakuje, ale życzę Ci, by najgorsze już nie wróciło, należy się kiedyś odrobina spokoju!
UsuńBBM: Dewizę życiową Twojej mamy uważam za bardzo trafną i choć nie da się całkowicie wykluczyć czarnych myśli, to można je baaardzo ograniczyć.
OdpowiedzUsuńCzasami jednak nie dają spać, nawet liczenie baranów nie pomaga...
UsuńZ pewnym wiekiem coraz mniej mam myśli, które nie dają spokoju. Nie dlatego, że mój świat jest idealnie i wspaniałe ułożony. Nadal pracuję i o świętym spokoju to ja tylko mogę pomarzyć. Z wiekiem nauczyłam się do wielu problemów podchodzić spokojnie. Życie tak mi dało po d... , że wyćwiczyłam w sobie taki mechanizm obronny.
OdpowiedzUsuńI wcale nie uważam, że Scarlett była głupią pindą. Była silną, niezależną kobietą; wychowywano ją na delikatną, podporządkowaną panienkę, co kłóciło się z jej osobowością.
Otóż to, z wiekiem do wielu spraw podchodzimy inaczej.
UsuńCo do Scarlett nie wypowiem się, nie czytałam...
Moja nauczycielka rosyjskiego często powtarzała: "Dumał, nie dumał, carem nie będziesz" 😉
OdpowiedzUsuńŚrednio się zamartwiam. Pierwszy moment kiedy pojawia się problem, mam wyrzut stresu, ale zaraz sobie powtarzam, że na wszystko jest jakiś sposób, wyjście, a dookoła ludzie, którzy mogą pomóc, bo wiedzą jak. I to pomaga, przynajmniej na tyle, że problem nie zniknie, ale nie powoduje ataków paniki 😉
A martwienie się rzeczami, na które totalnie nie mam wpływu (polityka, wojna, inflacja) to już zupełnie nie mój problem, żeby się zadręczać.
Teraz jest właśnie taki czas, by zaobserwować swoje reakcje na pewne problemy i odsiać ziarna od plew. Na wiele sytuacji nie mam wpływu, a ile osób stresuje się choćby pogodą!
UsuńZ zasady nie zadręczam się na zapas, jakieś wyjście zawsze się znajdzie, a jeżeli nie będzie ono po mojej myśli, to cóż, takie życie, że nie zawsze układa się według naszych oczekiwań ale to nie jest powód, żeby robić z tego dramat. Co innego martwienie się o bliskich, jak w przypadku, o którym wspomniałaś barku telefon od syna. Na szczęście było chwilowe. Najlepiej wtedy racjonalnie znaleźć proste przyczyny.
OdpowiedzUsuńBrania kredytów na wszystko nie rozumiem i nie akceptuję. Ale są ludzie, którzy nawet gdy nie mają problemów, to sobie je znajdą.
Doskonała ilustracja była sytuacja z filmu "Skarb". Stała kolejka do pompy po wodę i pani w kolejce zadręczała się decyzją o wyprowadzce z ruin, bo albo coś na głowę spadnie, albo inni mieszkanie wezmą i skorzystają...
UsuńZawsze dużo myślałam, niestety negatywnie. Przez takie podejście, niewiele było szczęścia w życiu. Myślenie pozytywne, zazwyczaj podsuwa rozwiązanie problemu.
OdpowiedzUsuńW każdym razie pozytywne nastawienie ułatwia życie, bo chociaż człowiek nie zadręcza się cały czas...
UsuńNie należę do osób, które by się zamartwiały. Pewnie gdyby dotknęły mnie albo bliskich problemy zdrowotne, byłoby inaczej i natrętne myśli towarzyszyły by mi od świtu do nocy. Jest problem, to staram się go rozwiązać, bez paniki, bez natrętnych myśli, biorąc pod uwagę realne możliwości. Poza tym od problemów jeszcze nikt nie umarł, a od zamartwiania się tak:) bywa czasem, a najczęściej w półśnie, że wybudzi mnie jakaś natręta myśl podprogowa. Natychmiast wstaję, robię sobie coś do picia albo włączam muzykę albo biorę książkę do ręki i odsuwam tę myśl. Uważam, że z takiego natrętnego rozmyślania absolutnie nie ma żadnej korzyści.
OdpowiedzUsuńZamartwianie się bardzo wyniszcza, do tego stopnia, że nie ma siły później cieszyć się z pozytywnego rozwiązania. Twój sposób może działać, spróbuję w razie potrzeby...
UsuńOddaję się innym czynnościom. Oglądam chmury, słucham muzyki...
OdpowiedzUsuńI zawsze pomaga?
UsuńGeneralnie nie miałem problemów tego typu chociaż oczywiście czułem ucisk w sercu kiedy żona, w samochodzie, 5 minut po wyjeździe z domu, zapytała - a sprawdziłeś czy gaz wyłączony?
OdpowiedzUsuńPrzypominam sobie jednak przypadek gdy złe myśli gnębiły mnie cały weekend. To była moja pierwsza praca w Australii, opracowałem system obliczenia zapotrzebowania na materiały dla fabryki, napisałem do niego kilka programów komputerowych. W piątek , po zamknięciu fabryki, miałem dostęp do fabrycznego komputera i wykonałem obliczenia... znaczy nie wykonałem bo mój program nie zadziałał.
Nie miałem dostępu do kodu programu czyli nic nie mogłem zrobić - całą sobotę i niedzielę nie wiedziałem co z sobą zrobić, nie wyobrażałem sobie jak ja w poniedziałek spojrzę w oczy swoim kierownikowi i kolegom.
Rzeczywistość okazała się bardzo sympatyczna - ani słowa nagany, kierownik trzy razy powtórzył żebym się nie przejmował, dał mi do pomocy programistę żebyśmy razem rozwiązali problem.... i już :)
Miałam podobnie, gdy zwątpiłam, czy dobrze zakodowałam sprawdziany próbne klas ósmych na koniec podstawówki, oczywiście okazało się , że tak, ale ta niepewność trwała długo...
UsuńJa...? W ogóle sobie nie radzę. Mój tato też zamartwiał się na zapas. U mnie, przy nerwicy lękowej, urasta to jeszcze bardziej.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńWitam w moim świecie. :) U mnie podobne problemy to codzienność - tyle, że tak silna i rzeczywista, że już muszę brać na to leki i mam kilka diagnoz.
OdpowiedzUsuńZdrowi ludzie często tego nie rozumieją, ale tak naprawdę to jest proste. Osoba z cukrzycą choruje, bo jego organizm nie umie przetworzyć nadmiaru glukozy. Osoba z gruźlicą choruje, bo ma w organizmie bakterię, która wymknęła się spod kontroli. A osoba ze schizofrenią, depresją, zaburzeniami lękowymi itp. choruje, bo chemia w jej mózgu nie współpracuje ze sobą prawidłowo.
ps. tamten komentarz możesz usunąć, źle mi się kliknęło i za wcześnie mi się wysłał :)
Klik dobry:)
OdpowiedzUsuńNieustannie myślę, ale najczęściej o wszystkich, tylko nie o sobie.
Pozdrawiam serdecznie.
Nękają ale czasem udaje mi się zastosować metodę Scarlett O`Hary. Irena
OdpowiedzUsuńNie zamartwiałam się i nie zamartwiam. Raz- to nie leży w mojej naturze. Dwa- chyba nie miałam powodów. Nigdy nie wzięłam kredytu, utrata pracy mi nie groziła, gazu w domu nie mam... Jedynie zdrowie pozostawia trochę do życzenia, powoduje obawy i ograniczenia ale... jest jak jest i zamartwianie się nic nie da.
OdpowiedzUsuń