Strony

sobota, 28 marca 2026

Za dużo myślenia?

 Moja mama mawiała: nie martw się na zapas, co ma być, to będzie, a jak będzie, to się z tym zmierzymy! I nie był to bynajmniej hurra optymizm, bo raczej twardo stąpała po ziemi, nie uznawała jednak biadolenia i negatywnego myślenia.

Sama staram się robić podobnie, bo już samo myślenie może wywołać lawinę nie do zatrzymania, a do paniki już wówczas blisko.

Wystarczy jedna natrętna myśl i już sen oddala się... hen daleko. A znacie układanie strasznych scenariuszy? bo co będzie, jeśli to czy tamto? 

Jak się zdarzy, to wtedy zaradzimy!

Pamiętam, jak syn wybrał się do kolegi na drugi koniec osiedla. Długo nie wracał, telefonu nie odbierał, ja w oknie, a w głowie scenariusze z najgorszych horrorów. Gdy wreszcie wrócił, okazało się, że telefon padł po prostu i jak to nastolatek - nie wpadł na to, by do matki z telefonu kolegi zadzwonić.

Mawiają, że kto za dużo myśli, na pewno wymyśli problem, którego nie ma. Wystarczy zafiksować się na myślach typu: 

* czy zamknęłam drzwi,

*  czy wyłączyłam gaz, 

*  czy wszystkie okna zamknięte przed wyjazdem?

Ileż to razy dręczyły nas myśli :

-  brać kredyt czy lepiej nie? a jeśli stracę pracę lub choroba mnie dopadnie?

- podżyrować pożyczkę koleżance? a jeśli przestanie spłacać lub wyemigruje? 

- lecieć na urlop daleko czy wypoczywać w kraju? a jak biuro zbankrutuje lub zaginie bagaż?

Pół biedy, gdy potrafimy z podobnymi myślami uporać się racjonalnie, ale gdy powodują stan lęku lub bezsenność, to mamy problem...

A co z myślami, które nas samych zaskakują? czy mieliście tak kiedyś, że własny strumień myśli galopujących w głowie przeraził was nieco? czy to moje myśli, czy podszept  diabła, czy jestem złym człowiekiem lub coś ze mną nie tak?

Przypomniały mi się porzekadła o myśleniu:

Od myślenia głowa boli.

Nie myśl tyle, bo cię zjedzą motyle.

Kogut myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścięli.

Wyszukałam także cytaty znanych i mniej znanych:

1. Człowiek może, choć nie zawsze, kontrolować to, co mówi, ale nigdy tego, co myśli. (W.Herman)

2. On za wiele myśli. Tacy ludzie są niebezpieczni. (W. Shakespeare)

3. I do tego właśnie prowadzi myślenie, pomyślał. Prowadzi do kłopotów. Nawet kiedy wiesz, że inni potrafią myśleć za siebie, ty zaczynasz myśleć za nich też. (T. Pratchett)
 
4. Głowa mi pęka. Myśli chyba galopują mi z jednego końca mózgu na drugi, bo słyszę wewnątrz czaszki stukot ich kopyt. (K.Wilczyńska)

5. Najważniejszych problemów, przed którymi stoimy, nie da się rozwiązać na tym samym poziomie myślenia, na jakim je stworzyliśmy. (A.Einstein)

6. Niesamowite, że tam, gdzie świat ma tysiące odcieni, kościół chciałby, żeby był czarno-biały. Za to tam, gdzie trzeźwe myślenie nie widzi więcej niż dwie opcje, kościół dopatruje się istnienia trzeciej. (A.Eldrycz)


Jak radzicie sobie z natrętnymi myślami? A może nie nękają Was wcale?

92 komentarze:

  1. Myslie, ze mysle. Czy te mysli sa natretne? Raczej nie. Czasem sa ciezkie, czasem smutne, czasem jasne, czasem frywolne, czasem wypowiedziane, innym razem gleboko ukryte. Glowa caly czas pracuje krytycznie. Wlasciwie bezmyslnosc mnie wkurza (szczegolnie u innych) u siebie gdy nagle staje przed sciana, gdy nic sensowniejszego nie potrafie wymyslic. Wszystko ma granice i ograniczenia. Nawet myslenie choc w glowie sie kłębi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza te głęboko ukryte myśli dają do myślenia!

      Usuń
  2. Nie no myślenie zdecydowanie nie boli. jest konieczne i nowe pokolenia zdecydowanie mniej myślą co widać słychać i czuć. Poziom zidiocenia rośnie lawinowo. nie zastanawiaja się nad konsekwencjami. i działają bez zastanowienia, a co tam. tacy zawsze byli a brali sie z głupoty. oczywiście, że wielu się udaje ...bo trafiają na naiwniaków, lub sobie podobnych. ostatni taki zryw zidiocenia , sytuację podręcznikową obserwowaliśmy w trakcie rozpoczęcia wojny, gdy banda ACOTAM poleciała na wczasy do Dubaju...
    a wcześniej kredyty we frankach...i jest wiele przykładów.
    Wydaje mi się, że Ty raczej pokazujesz obsesję i natręctwa. każdy ma jakieś. i wedle mnie są lepsze one od pustostanu w głowie. i przereklamowanego : kto nie ryzykuje nie pije szampana.
    Pamiętam, jak się zdziwiłam, gdy się dowiedziałam, że ludzie na zagraniczne wakacje kredyty biorą... a potem płacz i biadolenie...nie stać cie to nie jedz, nie leć, nie kupuj...a to jest wypadkowa niemyślenia: a co tam będziemy się martwić potem. (dla mnie Scarlett O’Hara była głupią pindą z południa))
    słynne polaczkowate niemyślenie:
    bóg dał dziecko to i dana dziecko. jprd.
    mam tak, że myślę przed a nie biadolę po fakcie. nie piszę czarnych scenariuszy. jestem antytezą takiego zachowania. choć oczywiście mam swoje lęki i czasem ściągam na siebie problemy...jak każdy.
    dobrego łikendu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, lęki i natręctwa, trudno z nimi walczyć, choć rozum podpowiada co innego!
      Oglądałam kiedyś program o zadłużających się lawinowo ludziach. Wierzycieli na pęczki, ale nie potrafili zrezygnować z żadnego zakupu, masakra!

      Usuń
    2. Co do większości zgadzam się z Tobą, Nie zgadzam się w kwestii kredytów frankowych. To był pierwszy i jedyny kredyt, który miałam w życiu. Kredyt na zakup niedużego domu, by po kilku latach razem zamieszkać. Jedyna waluta kredytu, którą mi zaproponowano to były franki. Kredyt niewielki, dodam. Kredyt, który dostałam po upokarzającej procedurze, mimo, że akurat mam taki zawód, który jakby z "urzędu" pozwala na przyznanie kredytu. Jako jedna z niewielu zażądałam umowy przed podpisaniem i miałam mnóstwo zastrzeżeń. I zostałam postawiona przez bank pod ścianą: albo pani podpisuje albo nie ma kredytu. Spłaciłam go prawie błyskawicznie, oszczędzając jak się da i na czym się da. Niedawno sąd uznał umowę za nieważną, bank działał z pozycji silniejszego.
      I nie uważam się za głupiego czy naiwnego czy też niemyślącego polaczka, bo zawarłam taką umowę. Nie. Absolutnie. Co przeżyłam to moje. Nikomu tego nie życzę, ale nie pozwolę się też wrzucać do jednego wora.

      Usuń
    3. szczegółów nie znam, nie przyglądałam się za blisko i wiem, że ludzie teraz wygrywają sprawy sądowe, nie przeczę, że banki robiły rzeczy niezgodne z prawem. mnie raczej chodzi o mechanizm, że biorę kredyt w obcej walucie, i nie mam wpływu na bardzo wiele czynników, to jednak obca waluta... i dużo ryzykuję. znacznie więcej niż w złotówkach.

      Usuń
    4. jotko, ja rozumiem, że to obsesyjne zadłużanie się jest jakimś psychicznym problemem. ale też sposobem na życie. podobno cała ameryka kredytem stoi i na kredyt żyje. jest to nie zgodne z moim podejściem do życia... owszem zdarzało sie pralkę czy lodówkę kupić ale mieściło się to w granicach mojego budżetu i w razie W nie rujnowało mi życia. Mam tak od zawsze, że jakiś bufor finansowy na koncie, gdyby się coś posypało jest. ale ja całe życie dorosłe mogłam liczyć tylko na siebie. nie mam tatusia, który sypnie gotówką. niestety.

      Usuń
    5. O nie, ostatnia rzecz jaką można powiedzieć o Scarlett, to to, że była głupią pindą! 😲😁 A fe, Teatru, jak tak możesz? 😜 Ja sobie swego czasu chciałam wręcz wytatuować "jutro jest nowy dzień, pomyślę o tym jutro" 😉

      Usuń
    6. ano mogę 😂i powiem więcej, no tak mnie wkurzała, no tak, że Przeminęło z wiatrem nie skończyłam czytać...hehe film zobaczyłam z ledwością. otóż posunę się dalej🫣 , nie wiem kiedy Ty czytałaś, bo ja w liceum usiłowałam, otóż wydawała mi się to lektura dla egzaltowanych pensjonarek :-))) ale ja byłam buntownikiem z irokezem...i romansidła mnie brzydziły.
      Otóż wiem co piszą znawcy, o tej niezależności kobiecej i sile ale dla mnie była nie do zniesienia kapryśna, zalotna i próżna, głupia, manipulacyjna, egoistyczna i wyjątkowo wkurwiająca.
      Nie wiem, jak bym zareagowała dziś?? ale nie chce mi się już do tego wracać, bo przeminęło z wiatrem 😂

      Usuń
    7. Teatru, ja pod koniec podstawówki. W średniej to ja czytałam "Króla szczurów" i... " Pamiętniki Fanny Hill" 😜 Taki miałam rozrzut tematyczny 😂😂

      Usuń
    8. no to owszem teraz kumam. i rozgrzeszam 😜

      Usuń
    9. Przeminęło z wiatrem nie czytałam i nie obejrzałam. Nie moja bajka. Króla szczurów i owszem, czytałam.
      Z tymi kredytami to było też tak: miałam w pracy koleżankę, która chwaliła się znajomościami w banku i że kredyt we frankach na dom wzięła, a frajerzy przepłacają w złotówkach, ale gdy koniunktura się odwróciła leciała szybko do znajomych przewalutować kredyt.
      Na raty kupowaliśmy, pewnie - auta za gotówkę nie kupisz, ale wszystko w miarę rozsądku...

      Usuń
    10. Mam podobną byłą znajomą ze znamosciami w banku...i tez sie chwaliła ze frajerzy...a ona cwana. I wtedy mnie to wkurzało. I daleka byłam on wtracania sie pańatwa gdy przyszla kryska na matyska. I nagle cwaniary dostały po.nosie.
      Ale zapewne tez sporo ludzi nie miało innej opcji.

      Usuń
    11. Możliwe, skoro sądy przyznały im racje, to coś w tym jest.

      Usuń
    12. Nie zgadzam się z opinią, że Przeminęło z wiatrem, to romansidło. To wielowątkowa powieść o wojnie, niewolnictwie, przemianach społecznych...

      Usuń
    13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    14. Hafty na...nie zgadzaj się, masz prawo, ja nie podyskutuję z siedemnastolatką, którą byłam, bo drugi raz tego nie tknę :-)

      Usuń
    15. Najwięcej na tych kredytach zarobiły banki i doradcy (to było eldorado). Dla nich. Kredyt spłaciłam chyba w 7 lat i oprócz kwoty głównej 300 tys. dostali ponad 90 tys. Też dużo. Teraz bardzo chcą ugody. Pomijam, że pozwali mnie i mojego męża (żeby nie było każdy dostał swoje wezwanie do zapłaty) o zwrot tego, co od nich dostałam.... Czyli chcieliby formalnie 600 tys. a ja zobowiązanie gnojom spłaciłam. Teraz 3 rok czekam na wyrok Sądu Apelacyjnego, bo bank się odwołał od niekorzystnego dla nich wyroku. Myślę, że jeszcze będzie kasacja i kolejne 5 lat. Zwłaszcza, że może trafić się neosędzia.

      Usuń
    16. To prawdziwy koszmar, zwykły obywatel zawsze ma pod górkę i jak tu spać spokojnie!

      Usuń
  3. Moja mama wszystkim się zamartwiała, martwiła na zapas, musiałam wykonać ciężką pracę nad sobą, żeby być inną. Nie zawsze się udaje. Ale trening czyni mistrza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miałam dokładnie to samo, z MatkąJawigą.

      Usuń
    2. Każdy jakieś naleciałości z domu wynosi, a potem pół życia się tego pozbywamy...

      Usuń
  4. Nie mam natrętnych myśli, już nie, zwłaszcza po spłaceniu kredytu. Wychodzę z założenia, że co ma być to będzie, zwłaszcza po ostatnich bardzo ciężkich latach w mojej rodzinie. Ale myślę o wielu rzeczach, staram się przewidywać i myślę o konsekwencjach decyzji, choć życie zaskakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, zaskakuje, ale życzę Ci, by najgorsze już nie wróciło, należy się kiedyś odrobina spokoju!

      Usuń
    2. Najgorsze mnie już spotkało. Śmierć jest najgorsza i najtrudniej się z nią pogodzić, zwłaszcza gdy jest tak kurewsko niesprawiedliwa.

      Usuń
    3. O tak, niesprawiedliwa i nie można się na nią przygotować...

      Usuń
  5. BBM: Dewizę życiową Twojej mamy uważam za bardzo trafną i choć nie da się całkowicie wykluczyć czarnych myśli, to można je baaardzo ograniczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami jednak nie dają spać, nawet liczenie baranów nie pomaga...

      Usuń
  6. Z pewnym wiekiem coraz mniej mam myśli, które nie dają spokoju. Nie dlatego, że mój świat jest idealnie i wspaniałe ułożony. Nadal pracuję i o świętym spokoju to ja tylko mogę pomarzyć. Z wiekiem nauczyłam się do wielu problemów podchodzić spokojnie. Życie tak mi dało po d... , że wyćwiczyłam w sobie taki mechanizm obronny.
    I wcale nie uważam, że Scarlett była głupią pindą. Była silną, niezależną kobietą; wychowywano ją na delikatną, podporządkowaną panienkę, co kłóciło się z jej osobowością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, z wiekiem do wielu spraw podchodzimy inaczej.
      Co do Scarlett nie wypowiem się, nie czytałam...

      Usuń
  7. Moja nauczycielka rosyjskiego często powtarzała: "Dumał, nie dumał, carem nie będziesz" 😉
    Średnio się zamartwiam. Pierwszy moment kiedy pojawia się problem, mam wyrzut stresu, ale zaraz sobie powtarzam, że na wszystko jest jakiś sposób, wyjście, a dookoła ludzie, którzy mogą pomóc, bo wiedzą jak. I to pomaga, przynajmniej na tyle, że problem nie zniknie, ale nie powoduje ataków paniki 😉
    A martwienie się rzeczami, na które totalnie nie mam wpływu (polityka, wojna, inflacja) to już zupełnie nie mój problem, żeby się zadręczać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jest właśnie taki czas, by zaobserwować swoje reakcje na pewne problemy i odsiać ziarna od plew. Na wiele sytuacji nie mam wpływu, a ile osób stresuje się choćby pogodą!

      Usuń
  8. Z zasady nie zadręczam się na zapas, jakieś wyjście zawsze się znajdzie, a jeżeli nie będzie ono po mojej myśli, to cóż, takie życie, że nie zawsze układa się według naszych oczekiwań ale to nie jest powód, żeby robić z tego dramat. Co innego martwienie się o bliskich, jak w przypadku, o którym wspomniałaś barku telefon od syna. Na szczęście było chwilowe. Najlepiej wtedy racjonalnie znaleźć proste przyczyny.
    Brania kredytów na wszystko nie rozumiem i nie akceptuję. Ale są ludzie, którzy nawet gdy nie mają problemów, to sobie je znajdą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonała ilustracja była sytuacja z filmu "Skarb". Stała kolejka do pompy po wodę i pani w kolejce zadręczała się decyzją o wyprowadzce z ruin, bo albo coś na głowę spadnie, albo inni mieszkanie wezmą i skorzystają...

      Usuń
  9. Zawsze dużo myślałam, niestety negatywnie. Przez takie podejście, niewiele było szczęścia w życiu. Myślenie pozytywne, zazwyczaj podsuwa rozwiązanie problemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W każdym razie pozytywne nastawienie ułatwia życie, bo chociaż człowiek nie zadręcza się cały czas...

      Usuń
  10. Nie należę do osób, które by się zamartwiały. Pewnie gdyby dotknęły mnie albo bliskich problemy zdrowotne, byłoby inaczej i natrętne myśli towarzyszyły by mi od świtu do nocy. Jest problem, to staram się go rozwiązać, bez paniki, bez natrętnych myśli, biorąc pod uwagę realne możliwości. Poza tym od problemów jeszcze nikt nie umarł, a od zamartwiania się tak:) bywa czasem, a najczęściej w półśnie, że wybudzi mnie jakaś natręta myśl podprogowa. Natychmiast wstaję, robię sobie coś do picia albo włączam muzykę albo biorę książkę do ręki i odsuwam tę myśl. Uważam, że z takiego natrętnego rozmyślania absolutnie nie ma żadnej korzyści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamartwianie się bardzo wyniszcza, do tego stopnia, że nie ma siły później cieszyć się z pozytywnego rozwiązania. Twój sposób może działać, spróbuję w razie potrzeby...

      Usuń
  11. Oddaję się innym czynnościom. Oglądam chmury, słucham muzyki...

    OdpowiedzUsuń
  12. Generalnie nie miałem problemów tego typu chociaż oczywiście czułem ucisk w sercu kiedy żona, w samochodzie, 5 minut po wyjeździe z domu, zapytała - a sprawdziłeś czy gaz wyłączony?
    Przypominam sobie jednak przypadek gdy złe myśli gnębiły mnie cały weekend. To była moja pierwsza praca w Australii, opracowałem system obliczenia zapotrzebowania na materiały dla fabryki, napisałem do niego kilka programów komputerowych. W piątek , po zamknięciu fabryki, miałem dostęp do fabrycznego komputera i wykonałem obliczenia... znaczy nie wykonałem bo mój program nie zadziałał.
    Nie miałem dostępu do kodu programu czyli nic nie mogłem zrobić - całą sobotę i niedzielę nie wiedziałem co z sobą zrobić, nie wyobrażałem sobie jak ja w poniedziałek spojrzę w oczy swoim kierownikowi i kolegom.
    Rzeczywistość okazała się bardzo sympatyczna - ani słowa nagany, kierownik trzy razy powtórzył żebym się nie przejmował, dał mi do pomocy programistę żebyśmy razem rozwiązali problem.... i już :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobnie, gdy zwątpiłam, czy dobrze zakodowałam sprawdziany próbne klas ósmych na koniec podstawówki, oczywiście okazało się , że tak, ale ta niepewność trwała długo...

      Usuń
  13. Ja...? W ogóle sobie nie radzę. Mój tato też zamartwiał się na zapas. U mnie, przy nerwicy lękowej, urasta to jeszcze bardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobrażam sobie, współczuję...

      Usuń
    2. Ech, w zasadzie wszystko mi jedno. Lepiej to już było i to dawno.

      Usuń
    3. A ja wierzę, że wiele się jeszcze wydarzy...tego dobrego.

      Usuń
    4. Tobie tak, też wierzę 💖, a nawet jestem o tym przekonana.

      Usuń
  14. Witam w moim świecie. :) U mnie podobne problemy to codzienność - tyle, że tak silna i rzeczywista, że już muszę brać na to leki i mam kilka diagnoz.

    Zdrowi ludzie często tego nie rozumieją, ale tak naprawdę to jest proste. Osoba z cukrzycą choruje, bo jego organizm nie umie przetworzyć nadmiaru glukozy. Osoba z gruźlicą choruje, bo ma w organizmie bakterię, która wymknęła się spod kontroli. A osoba ze schizofrenią, depresją, zaburzeniami lękowymi itp. choruje, bo chemia w jej mózgu nie współpracuje ze sobą prawidłowo.

    ps. tamten komentarz możesz usunąć, źle mi się kliknęło i za wcześnie mi się wysłał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego za mało się mówi o takich problemach, a mam wrażenie, że takich osób z problemami przybywa, znamię czasu. Już najmłodsi borykają się z podobnymi problemami, a o pomoc nie tak łatwo.

      Usuń
    2. A co do powiedzonek, to przypomniało mi się jeszcze jedno: koń ma wielki łeb, niech się martwi.

      Usuń
    3. Dobre, a ja znam - duży masz łeb, to dużo ci wiedzy wejdzie:-)

      Usuń
  15. Klik dobry:)
    Nieustannie myślę, ale najczęściej o wszystkich, tylko nie o sobie.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własne problemy czasami potrafimy uśpić, bo najbliżsi angażują nas bardziej.

      Usuń
  16. Nękają ale czasem udaje mi się zastosować metodę Scarlett O`Hary. Irena

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie zamartwiałam się i nie zamartwiam. Raz- to nie leży w mojej naturze. Dwa- chyba nie miałam powodów. Nigdy nie wzięłam kredytu, utrata pracy mi nie groziła, gazu w domu nie mam... Jedynie zdrowie pozostawia trochę do życzenia, powoduje obawy i ograniczenia ale... jest jak jest i zamartwianie się nic nie da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrowiem zamartwiałam się , gdy pracowałam, bo to zawsze komplikowało życie i opiekę nad dzieckiem, teraz już chyba nie, bo nawet zwolnienia nie potrzebuję...

      Usuń
  18. W stosunku do podejścia Twojej Mamy, moja Babcia była bardziej radykalna: a co jo sie byda tym tropić; możno nie dożyja? ;)
    Mnie samą niepokoją wydarzenia lub zachowania nietypowe, niezrozumiałe dotyczące ludzi, których kocham.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja babcia mawiała podobnie - dziecioku, ja już tego nie dożyję...

      Usuń
  19. Jestem z natury fatalistką - co ma być to będzie, niezależnie zupełnie od tego co ja o tym myślę. Nie wymyśliłam tego sama, ale od najwcześniejszych lat słyszałam babcine "co ma być to będzie, a ty staraj się postępować tak jak należy" i drugie Jej ulubione porzekadło "muru głową nie przebijesz". I trzecie - "nie martw się na zapas bo ci potem pomysłów zabraknie". I z perspektywy czasu - miała babcia rację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? zawsze jest jakieś wyjście i tego się trzymajmy!

      Usuń
  20. Te natrętne myśli naprawdę potrafią zniszczyć spokój dnia czy nocnego snu, a często okazuje się, że „problem” wcale nie istnieje. Mnie pomaga przede wszystkim wyjęcie ich na papier – spisuję wszystkie „co jeśli” i nagle stają się bardziej konkretne, a nie takie galopujące w głowie potwory. Czasem wystarczy też jedna głęboka oddechowa pauza, żeby trochę zdystansować się od własnego mózgu.

    Świetne są też Twoje cytaty – Pratchett i Wilczyńska idealnie oddają ten chaos w głowie. I zupełnie się zgadzam: nasze myśli nie są złe same w sobie, problem pojawia się, gdy pozwalamy im przejąć stery. Twoje podejście mamy – „co ma być, to będzie, a jak będzie, to się z tym zmierzymy” – brzmi jak zdrowa równowaga między troską a rozsądkiem. 🌿

    Ciekawi mnie, czy próbowałaś kiedyś prostych rytuałów „oczyszczających” głowę, jak krótki spacer, zapisanie myśli czy medytacja? U mnie to czasem działa lepiej niż walka z samymi myślami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spacery to mój sposób na wszystko, a obcowanie z naturą już jest medytacją...

      Usuń
  21. Koń ma duży łeb, to niech myśli 😉

    Wiele lat temu mój wieloletni przyjaciel skwitowal: z tych wielu trosk i obaw, które miałem, przytrafiło mi się najmniej z nich.

    Taz, że. Luzik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i te troski powodują wiele złego w naszej głowie, a potem w organizmie...

      Usuń
  22. Dla mnie skuteczny środek to radykalna zmiana dobowego stylu. wtedy staram się zająć czymś innym np. spacer, szachy internetowe, elektronika, trochę medialnego porno, itd., itp., ... Jak to nie pomaga to czysta behawiorystyka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli sprawdza się zasada - robić coś zupełnie innego niż zwykle, spotykać się z pogodnymi ludźmi, odwiedzić nowe miejsce...lub pogadać z kimś mądrym i życzliwym.

      Usuń
  23. Chyba nie mam jednego sposobu. Wszystko zależy czego dotyczą owe myśli, ale no niestety mam więcej tych negatywnych niż pozytywnych... ;D mimo wszystko, staram się jakoś nie skupiać na nich na tyle uwagi, by mnie nie przytłoczyły za bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy chyba ma , ale radzimy sobie w różnym stopniu.
      Niech wygrywają te pozytywne!

      Usuń
  24. Przypomniałaś mi o różnych myślach kiedy dzieci nie wracały na czas do domu, zresztą chyba wyniosłam to z domu , mogłam przyjść z prywatki o drugiej w nocy ale musiałam być, mama nie tolerowała spóźnień, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kiedyś, mimo wszystko było bezpieczniej chyba...

      Usuń
  25. Niestety, ja to zawsze za dużo myślę i często te natrętne myśli, zmartwienia wracają, choć uczę się je od siebie oddalać. Prawdą jest, że co ma być to będzie, a nasze zamartwianie się nic nie zmieni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W teorii wszystko wydaje się proste, gorzej z praktyką, każdy ma swoje demony...

      Usuń
  26. stwierdzono że 80%rzeczy o które się boimy,że się wydarza nie wydarzają się.Jest to normalne,że zamartwiamy się.Pytanie co z tym robimy?czy usiłujemy wytłumaczyć sobie,że np.nie mam na to wpływu,odpuszczam,czy nakręcamy się.Czesto inni ludzie przekazują nam swoją energie i dlatego martwimy się,źle się czujemy.Jakie są według mnie sposoby na pozytywne nastawienie?medytacja,muzyka klasyczna,las,praca z czakrami,czytanie i zastanowienie sie:czy mam na to wpływ?czy nie wyolbrzymiam?Dobrym sposobem jest zajęcie się
    prostymi czynnościami np.sprzataniem.Mysle że żeby mieć pozytywne nastawienie musi być też zachowana rownowaga pomiedzy cialem(dieta,ruch)i umyslem(panowanie nad emocjami,czasami schodzenie z emocji)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, inni też mają wpływ na stan naszych emocji, jeśli obcujemy z panikarzami, pesymistami, zrzędami, to i nam się udziela podobny nastawienie. W pracy mamy mały wpływ na to, w życiu prywatnym już tak.

      Usuń
  27. Dawniej się zamartwiałam i przeżywałam, ale z wiekiem mi to przeszło. To pewnie wynika z doświadczenia i trochę z pracy nad sobą. Jak coś się wali, to mówię, że wszystko mija, nawet najdłuższa żmija. Oraz, że Pan Bóg nigdy nie dopuszcza takiego złego, żeby nie mógł dopuścić jeszcze gorszego (to chyba ze Szwejka?). No i - to już całkiem moje: w nie takich czarnych d... już byłam i jakoś dałam radę, więc kolejną katastrofę też przeżyję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, cytaty do przyswojenia, choć z tym o Bogu mam problem...
      Masz rację, doświadczenie życiowe, to świetny nauczyciel!

      Usuń
  28. Jotka, ja bardzo dziękuję za Twoje wpisy. Nie zawsze komentuję, ale wielokrotnie poruszają mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i doceniam:-)
      To właśnie w blogowaniu lubię najbardziej - nigdy nie wiem kto czyta i kiedy skomentuje, ale warto! Wszystkie komentarze są dla mnie cenne!

      Usuń
  29. Wychodzę z takiego samego założenia, jak Twoja mama - jak się wydarzy, będę się martwić, co z tym zrobić. Czasy covidu i agresja na Ukrainę mnie w tym jeszcze utwierdziły. Nie zawsze da się tak w praktyce, bo czasami jakieś myśli przychodzą, ale staram się nie przywiązywać do tych, które przynoszą tylko zmartwienia, a nie dają przy tym pomysłów na rozwiązanie.
    Podejmowane decyzje już warto przemyśleć i z decyzjami zazwyczaj mam problem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej dłużej podejmować decyzje, niż potem żałować...gorzej, gdy nie wszystko od nas zależy. I jak żyć?

      Usuń
  30. U mnie 'za dużo myślenia' wygląda trochę inaczej, bardziej jak wielowarstwowy krajobraz niż lawina. Kiedy pracuję twórczo, pozwalam myślom się rozproszyć, rozmnożyć, nawet zgubić  i te myśli wracają, przefiltrowane. To nie jest dla mnie chaos, raczej proces szukania formy, wertowania siebie i świata jednocześnie. Czytam dużo i słucham, ale to nie jest ucieczka od myślenia, raczej jego przedłużenie innymi głosami. Nawet kiedy odpoczywam, przy muzyce, śpiewie czy książce, gdzieś w tle dalej coś się układa, przesuwa, dojrzewa. Taka cicha praca pod powierzchnią. Nie mam potrzeby martwienia się na zapas o rzeczy, na które nie mam wpływu ale jednocześnie naturalnie przewiduję. Wyobraźnia podsuwa mi różne scenariusze, bardziej jako narzędzie orientacji niż źródło lęku. Dzięki temu łatwiej mi rozpoznać zagrożenie i je ominąć, zamiast w nie wchodzić. Może dlatego nie czuję potrzeby roztrząsania dylematów bez końca, jeśli coś jest realne, podejmuję decyzję. Jeśli nie, puszczam. Każdy ma swój sposób mierzenia się z niepewnością. Jedni idą w ryzyko, w ekstremalne doświadczenia, inni w zabezpieczenia i to też jest jakaś naturalna symbioza, którą sobie tworzymy. A jeśli chodzi o natrętne myśli, tu już rzeczywiście zaczyna się inna przestrzeń. To nie jest kwestia 'za dużo myślenia', tylko czegoś, co potrafi przejąć kontrolę. I dobrze, że umiemy to rozpoznawać i leczyć, jeśli ktoś tego potrzebuje i chce. Myślenie samo w sobie nie jest wrogiem. Czasem tylko trzeba nauczyć się, jak z nim żyć, żeby nie zaczęło żyć za nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa ostatnie zdania to chyba kwintesencja tego, co chciałam przekazać właśnie. Dziękuję za ciekawe refleksje:-)

      Usuń
  31. myśli w stylu:
    czy zamknęłam drzwi,

    * czy wyłączyłam gaz,

    * czy wszystkie okna zamknięte przed wyjazdem
    to mogą być problemy z pamięcią. Gorsze jest nakręcanie się jakimiś lękowymi scenariuszami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lękowy scenariusz - dziś usłyszałam opowieść o włamaniach do mieszkań z dachu, to dopiero zagwozdka, do tej pory bali się ci na parterze...

      Usuń
  32. problemów jako takich nie ma... są tylko jakieś tam przykrości, które nie zawsze dadzą się ominąć, zapobiec, przeskoczyć... jednak to wciąż nie są problemy... dopiero myślenie tworzy z nich problemy... ale to jeszcze pół biedy... myślenie potrafi robić problemy nie tylko z przykrości... myślenie potrafi tworzyć problemy z dosłownie niczego... te problemy, te z niczego, stanowią większość ludzkich problemów... bo myślenie zasłania ludziom widok tego, co jest, a to im przeszkadza prawidłowo reagować... więc z czego ta ludzkość ma być dumna?... z narzędzia, którym nie potrafi się posługiwać?...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno wykorzystujemy 10% możliwości mózgu, może to dlatego tyle niedoskonałości w myśleniu i działaniu?

      Usuń
  33. Jestem "myślicielem", to znaczy tym, który często myśli "na zapas", znaczy się niepotrzebnie. Jeśli chodzi o myśli natrętne, to pojawiają się często jako niechciane w nocy i faktycznie zdarzyło się, że skutecznie uniemożliwiły mi sen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, kotłują się te myśli, a sen coraz dalej...

      Usuń
  34. Normalny człowiek przewiduje zagrożenia, martwi się, gdy odkryje, że podjął złą decyzję. Upośledzony nabierze pożyczek i nie będzie martwił się, co będzie jutro, bo nie przewidzi, że może stracić pracę, zachorować...
    Natomiast mnie na sen pomaga fizyczne zmęczenie.
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja babcia mawiała, że zmęczony, to nawet na kamieniu zaśnie, ale u mnie nie zawsze się to sprawdza...

      Usuń
  35. Bardzo fajny, mądry wpis! Takie zwyczajne martwienie się czasem jest silniejsze od nas, ale zamartwiać się nie warto. Mój tato nauczył mnie mądrej rzeczy: jeśli coś cię martwi i nie daje spokoju, to zastanów się teraz co możesz zrobić w tej sytuacji i przestań o tym myśleć. Taki "plan B". A więc myśleć warto, ale nad rozwiązaniem i wewnętrznym spokojem, no i przede wszystkim działać ;D
    Nieraz uratowało nam to skórę - większość problemów się nie wydarzyła, ale jak już coś jednak na nas spadło, to ja miałam chociaż już jakiś plan działania na dobry początek. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń