Nawet podsłuchiwać nie trzeba, bo towarzystwo rozbawione, głośne, trzy eleganckie panie, przed każdą kawa i ciacho, stoliki na powietrzu pod parasolami.
Jedna z pań opowiadała koleżankom o swoich doświadczeniach z rodziną. W pewnym wieku robi się porządki, takie generalne, bywa że i mieszkanie zmieniamy na mniejsze, więc i mebli, i wszelkiego dobra za wiele.
Sił i możliwości do owego porządkowania też coraz mniej, więc nasza bohaterka poprosiła o pomoc najbliższych. Nie sprecyzowała o jakich członków rodziny chodzi, może koleżanki były w temacie.
Okazało się, że każda z poproszonych osób jest bardzo zajęta, a to w pracy, a to na działce, a to wakacje dzieciom trzeba zorganizować itp. Przyszło poradzić sobie samej, z pomocą sąsiadów i firmy przeprowadzkowej.
Tanie to nie było, ale kto bogatej emerytce zabroni? Firmy też muszą jakoś zarabiać, a że panowie sprawni i uczynni byli, pani odpaliła każdemu co nieco poza rachunkiem.
Czasu minęło trochę, nowe mieszkanie urządzone, a pani emerytka postanowiła spłatać figla mało uczynnej rodzinie. Napisała smsy do zainteresowanych....
Tutaj kończę opowieść, mając nadzieję, że czytający ten wpis dopiszą swoje zakończenie, za co z góry dziękuję.

... i wysłała im rachunek za uczynność ;-)
OdpowiedzUsuńAle ja bym napisała tak: Mam mieszkanie w remoncie, przyjeżdżam do was na tydzień.
Ooo, teraz mam inny pomysł: Sprzedałam mieszkanie, wprowadzam się do was.
O, mocne:-)
UsuńDzięki za Twój pomysł!
Pani napisała : droga rodzino właśnie sporządziłam testament, bowiem umieram, a mieszkanie zapisuje temu, kto mi pomógł w przeprowadzce.
OdpowiedzUsuńa swoją droga, już bez żartów, to miałam w życiu wiele przeprowadzek i powiem ci, że to na prawdę było trudne i rozumiem, rozgoryczenie. Raz mnie też pewne typy i typiary wystawiły. .. nie zapomniałam.
Nadrabiam zaległości blogowe :-)
W potrzebie wielu rzeczy o bliskich się dowiadujemy...
UsuńNa urlopie blogi mogą poczekać:-)
… z zaproszeniem na oblewanie nowo urządzonego mieszkania, po czym na drzwiach wywiesiła kartkę, że właśnie dzieciom i wnukom organizuje wakacje na działce.
OdpowiedzUsuńDobre, a adres działki nieznany:-)
UsuńŚwiatna historia i bardzo ciekawe jej zakończenia przez powyższe osoby! Uśmiałam się :)
OdpowiedzUsuńA to jeszcze nie koniec:-)
UsuńNo, jestem bardzo ciekawa dalszych hipotez w komentarzach 😁
OdpowiedzUsuńJa także, coraz bardziej!
UsuńJa to pewnie nic bym nie napisała, tylko uznałabym, że nie mam żadnej rodziny i całkowicie zerwałabym kontakt.
OdpowiedzUsuńNiektóre kontakty same odchodzą w niebyt...
UsuńPrzypomina mi to bardzo sytuację z pociągu nad morze rok temu. Naprzeciwko naszego siedzenia, pewien jegomość rozprawiał z towarzyszami o dolegliwościach własnych i członków rodziny... Nim dojechaliśmy nad morze, pozostali pasażerowie postanowili gremialnie go uciszyć, bo znaliśmy już całą historię choroby ze szczegółami XD
OdpowiedzUsuńJa tak miałam w przychodni, pan obok opowiadał mi o swoich chorobach i trepanacji czaszki :-(
UsuńNie potrafie skomponowac trafnej i dobitnej riposty - prawdopodobnie raz na zawsze zignorowalabym tych ludzi co wydaje mi sie najlepszym sposobem dania im do zrozumienia ze jak obeszlam sie bez nich w czasie przeprowadzki tak obejde sie bez nich w zyciu.
OdpowiedzUsuńJa tez nie moge sie nadziwic a takze strawic ludzi bardzo glosno rozprawiajacych o swych prywatnych sprawach w publicznych miejscach.
Czasami jest to dla mnie krępujące, zwłaszcza gdy temat rozmowy intymny nawet...
Usuń...w którym poinformowała ich, że cały majątek zapisuje Fundacji Felineus" ratującej koty.
OdpowiedzUsuńO, super pomysł, brawo Ty!
UsuńMam adopciaki z Felineusa, wspieram ich finansowo jakimiś groszami, zaznałam od nich również ogromnej pomocy, Gdy Fanta zachorowała na FIP. 1% podatku też co roku dla nich przeznaczamy całą rodziną.
UsuńMy co roku wpłacamy na inny cel.
UsuńTak naprawdę to chyba nic bym do nich nie pisała. Cenię sobie spokój.
OdpowiedzUsuńSpokój rzecz święta, ale kiedyś trzeba się spotkać...
UsuńTo prawda Asiu. To może przy spotkaniu bym im "podziękowała".
UsuńTo zawsze trudne, prawda?
UsuńKurczę, ja to bym do nikogo nic nie napisała. W końcu przyjdzie koza do woza. Pozdrawiam serdecznie:)
OdpowiedzUsuńMoże i tak być, racja, każdy w jakiejś potrzebie bywa.
UsuńHmm, może napisała coś w tym stylu: zmieniłam Wasze nazwy w kontaktach na: 'Zajęty 1', 'Zajęta 2' i 'Zajęty 3'. Nie dziękujcie. A jak będziecie mieli wolną chwilę, dajcie znać to dopiszę Wasze imiona;-)
OdpowiedzUsuńBardzo oryginalne, do wykorzystania :-)
UsuńTzn. ... ona nie uwierzyła tym ludziom, że są zajęci? Dlaczego?
OdpowiedzUsuńTo nie kwestia wiary, każdy ma prawo być zajęty w danym momencie, a przeprowadzki nie planujesz z dnia na dzień. Jeśli nie możesz liczyć na pomoc najbliższych, to czyją?
UsuńNiby tak, ale ... jak widzę, gdy znajomi nie mogą normalnie pojechać w czasie urlopu na wakacje do rodziny (urlop oznacza, że oni na co dzień pracują) i mieć naprawdę wakacje, bo przyjeżdża się do rodziny robić komuś remont albo w czymś pomagać to trochę ... ręce opadają. Wynika bowiem z tego, że ludzie nadal mają dzieci po to, aby mieć tanią siłę roboczą, jak w XIX wieku. Z Twojej opowieści wynika, że emerytka cały czas kasę miała i nawet nie musiała oszczędzać. I dobrze. Zapłaciła tym, którzy wykonali pracę. Dla mnie na tym opowieść się kończy (płatanie figla mało uczynnej rodzinie to już gra sił, jak ktoś ma skłonność do takich zagrywek, z góry mało go lubię).
UsuńWiesz, jest taki stary mem: nie widać kolejki do opieki nad rodzicami, za to jest długa kolejka po spadek.
UsuńSama świadomość, że możesz na kogoś liczyć jest budująca, a i dzieci często liczą na pomoc rodziców, więc to działa w obie strony...
Napisała smsy do zainteresowanych oraz dołączyła zdjęcie ekipy przeprowadzkowej:
OdpowiedzUsuń„Kochani, przedstawiam Wam nową gałąź naszego drzewa genealogicznego. Wyrosła mi w dniu przeprowadzki, ma cztery zdrowe kręgosłupy, osiem sprawnych rąk i ani jednej działki wymagającej natychmiastowej reanimacji. Awansowali do grona najbliższych, bo jako jedyni byli blisko, kiedy ich potrzebowałam. Dotychczasowi najbliżsi zostali przesunięci do rodziny dalekiej i zajmują obecnie miejsce tuż za wujem Ignacym, który nie żyje od 1998 roku - przynajmniej miał konkretny powód, żeby nie przyjść. Nowego adresu nie podaję, żeby nikt nie musiał się fatygować”. ;)
Dosadnie i dowcipnie zarazem:-)
UsuńOtóż to, są powody i powody, nie powiemy, że nie odbierzemy zwłok ojca z kostnicy, bo mamy pilne zebranie...
Dobre :)
UsuńNo to ja będę przewrotna i napiszę tak :D Panią znamy tylko z głośnej rozmowy w kawiarni, nie wiemy więc czy ona zawsze bywa pomocna, a może ona odmawiała pomocy w potrzebie swoim bliskim, tym których teraz poprosiła o pomoc w przeprowadzce. Albowiem bywa i tak że ci co się głośno skarżą miewają "wiele za uszami".
OdpowiedzUsuńTego nie wiemy, w zabawie chodzi o co innego jednak, no i nie mogę zdradzić na razie zakończenia...
UsuńBardzo jestem ciekawa zakończenia :))
OdpowiedzUsuńPewnie nic bym nie pisała, ale na pewno w przyszłości będzie okazja, żeby odpowiednio podziękować ;)
Z wielką frajdą przeczytałam pomysły osób komentujących ;)))
Komentujący są niezawodni, uwielbiam to!
Usuń"Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie." - tak mówi przysłowie i jest w tym ziarnko prawdy.
OdpowiedzUsuńO właśnie, cokolwiek robimy, dobrze mieć świadomość, że jest ktoś pomocny i życzliwy.
UsuńPani przepisała wszystko na radio Maryja!
OdpowiedzUsuńOjoj, ale by się zdziwili, a może nie?
UsuńJa bym zignorowała zachowanie rodziny. A pani napisała, że zaprasza na parapetówkę.
OdpowiedzUsuńPrzeprowadzałam się w życiu kilka razy, w ostatnich latach, gdy już byłam starsza i zawsze to robiłam sama. Bo w czym niby rodzina miałaby mi pomóc? W pakowaniu czy wynoszeniu rzeczy? Nikt nieprzygotowany do tego nie będzie nosił mebli. A pakowanie trzeba samemu robić. Sąsiadów bym najmniej obarczała takimi obowiązkami.
Teraz również, będąc w trudnej emocjonalnej sytuacji, sama pakuję dom, który ma być na sprzedaż. Meble zostają. Córki przyjechały na chwilę i pojechały, wzięły rzeczy, które im się podobają. Przecież nie mogę od nich wymagać, żeby tu były ze mną cały czas. Swoją drogą jestem pewna, gdy już będzie ewentualny kupiec z gotówką i ostatecznie trzeba będzie dom opuścić, na pewno ze mną przyjadą.
Sorry za prywatę, żeby się wygadać jak blogowy pasażer.
Nie przepraszaj, blogowe opowieści są zawsze ciekawe.
UsuńJesteś pewna córek, masz oparcie, to krzepiące.
Widocznie nasza bohaterka też liczyła na takie wsparcie, nie miała żadnego, bywa...
Standard, także w moim życiu - chociaż do emerytki mam jeszcze trochę. :) Też wolę zapłacić i mieć zrobione, i tyle. Kiedyś była taka reklama banku: "pożyczasz pieniądze... i tylko pieniądze jesteś winien" i podobnie jest z innymi rodzinnymi interesami czy przysługami.
OdpowiedzUsuńGorzej, jak kogoś faktycznie nie stać i potem naprawdę ma problem...
Wdzięczność, to czasami kłopotliwy dodatek do życia...
UsuńAsiu ale mnie wciągnęłaś w tę historię! 😄 Już byłam ciekawa, jaki numer pani emerytka wywinęła swojej „wiecznie zajętej” rodzince, a Ty w najlepszym momencie urwałaś opowieść 😂 Ja bym w SMS-ie napisała, że przy porządkach znalazłam coś bardzo cennego i potrzebuję pomocy w podjęciu decyzji, co z tym zrobić… Ciekawe, ilu nagle znalazłoby wolny wieczór! 😉😂 Czekam na prawdziwe zakończenie, bo czuję, że będzie dobre
OdpowiedzUsuńNiebawem, nie mogę za wiele zdradzać:-)
UsuńPani napisala: Zapraszam na kawe na ławie w podziece za to, ze swoja obecnoscia nie przeszkadzaliscie mi w przeprowadzce.
OdpowiedzUsuńDobry pomysł, delikatny sarkazm, a kto wie, może i było sprawniej dzięki temu:-)
Usuńja bym napisała, że dom zapisany na Radio Maryja :) Ale by mi nie uwierzyli, więc może, że na fundację zwierzątkową...
OdpowiedzUsuńZnam takie historie.. Nieraz bywa tak, że osoba, która chętnie pomaga, ze swoimi problemami zostaje sama... ;) Co mogła napisać tamta pani? Może podziękowała za "wsparcie" podczas przeprowadzki i zmieniła zapis testamentu? Ciekawe co wymyśliła haha :D
OdpowiedzUsuńMy też pakowaliśmy się i przeprowadzaliśmy sami, meble i sprzęt przewiozła firma. Na szczęście było tego niedużo, w końcu w kawalerce za wiele się nie pomieści ;))