Karpacz jest świetnym miejscem wypadowym na piesze wyprawy, ale jako miejscowość do życia, no nie wiem... w którąkolwiek stronę nie idziesz, to zawsze jest pod górę i tylko chwilowo z górki.
Tak więc chodziliśmy w trybie góra-dół! Nie dziwiło, że wiele osób czatuje na przystankach na busy i taksówki, ale prawda też taka, że nie stali tam sami starcy i inwalidzi, wozami nad Morskie Oko też nie jeżdżą tylko seniorzy...
Dzień był przekropny, Śnieżki z dołu nie widać, więc wybraliśmy opcję spacerową, co nie znaczy, że kilometrów było mniej...
Via Sacra czyli trasa łącząca obiekty sakralne na terenie Karpacza.
Mijając ponownie zaporę na Łomnicy, dochodzimy do ronda Biały Jar, skąd prowadzą liczne szlaki w góry.
Kierujemy się ścieżką wzdłuż wyciągu w stronę Dzikiego Wodospadu. Trasa niezbyt wymagająca, na każde nogi i kondycję:-)
Takie budynki, to typowo górskie klimaty, masz wrażenie, że to Alpy co najmniej...
Wreszcie Dziki Wodospad, dziki z nazwy, ale mocno uregulowany, a dinozaury jakoś nas nie wystraszyły...
Gdyby nie piesza wędrówka, pewnie nie zauwazylibyśmy wieży widokowej. Drogowskaz do skoczni Orlinek widać z daleka, ale mało kto wie, że skocznia nieczynna, za to wykorzystywana jest jako punkt widokowy.
Schodów na górę mnóstwo, ale najgorsze były te prześwity przez stopnie i między nimi, więc nie wiem, jak można chodzić po szklanych platformach...
Widoki niesamowite, na każdym poziomie wieży i z każdej strony!
Bileter z wieży polecił nam drogę powrotną szlakiem przez las, nie wzdłuż ruchliwej drogi i było warto, choć nogi mi odpadły od tułowia...
Nagrodą był ostatni odcinek przez skwer z sympatycznymi rzeźbami.
I na koniec żarcik taki, wstąpiliśmy do sklepu z łakociami, gdzie zawarliśmy znajomość z krowami Bożenką i Stefcią i kupiliśmy żelki dla siebie i wnuka:-)
Po takim dniu - pyszna obiadokolacja i basen, dla chętnych jaccuzi!
Sześć długości basenu i jestem jak nowa:-)
Ostatni post o Karkonoszach będzie typowo górski.










No niezła wycieczka, ale zmęczenie i widoki satysfakcjonujące! Te dziury między stopniami też by mnie deprymowały. Gdy kilka lat temu wchodziłam na wieżę widokową w Horyńcu, znaczni niższą zapewne, robiłam przystanek na każdym piętrze, żeby wzrok oswoić i uregulować błędnik.
OdpowiedzUsuńA te krowy to z jakiego powodu? Jakaś lokalna odmiana, tradycja?...
Rzeźba brodacza - chyba to Karkonosz - podoba mi się.
To chyba sieć słodyczowa Malinowa krówka, bo tam i cukierków krówek pełno było.
UsuńPodobny sklep jest w Toruniu.
Bosheee jaki piękny basen!
OdpowiedzUsuńReszta też, ale jak widzę taka wodę to głupieję;))
Ostatnio wybieram hotele z basenem, innej opcji nie ma!
Usuń💪💪💪🐟
UsuńGory maja to do siebie, ze jest gora dol. Urodzeni w gorach nawet w Lodzi, na Piotrowskiej mowia, ze ida w gore lub w dol :))) choc wiadomo, ze jest rowno. W gorach jest przestrzen, nawet w dolinie! No a na wierzcholku to dopiero widac....
OdpowiedzUsuńA z Was nogi wioda tam gdzie wzrok siega :)).
Nie zawsze wiodą aż tak daleko, czasami poprzestajemy na widokach z daleka...
UsuńKlik dobry:)
OdpowiedzUsuńSkoro chodzi się tam w trybie góra-dół, to jak w Karpaczu robią skok w bok? ;) :)))
Pozdrawiam serdecznie.
Podobnie, bo gdy idziesz deptakiem, to skok w lewo będzie w górę, a w prawo w dół.
UsuńĆwiczenie łydek za każdym razem...
I znów podziwiam kondycję! A na tę wieżę widokową w życiu bym nie wlazła 😁
OdpowiedzUsuńKondycja w górach jakoś lepsza, niż w dolinie...
UsuńOdkąd podczas mojej ostatniej wycieczki do Hiszpanii tak mnie rozbolały podeszwy, że musiałam regularnie gdzieś przysiadać, jestem mniej krytyczna wobec młodych i na oko sprawnych ludzi, którzy ograniczają chodzenie czy stanie - choć wciąż większość zapewne by mogła.
OdpowiedzUsuńPlatforma kusiła, ale przez te prześwity pewnie bym nie weszła. Albo bym weszła, ale już nie zeszła - pamiętam, jak w gimnazjum weszłam po czymś takim na skałkę i schodzenie było wielkim wyzwaniem...
Ludzie z gór mają zwykle lepszą kondycję, jak tak całe życie chodzą pod górkę ;) Znałam jedną dziewczynę, której przykład mi tę teorię potwierdzał :)
Lubię, jak są różnorodne trasy, nie wszystkie wymagające :)
Stopy mogą boleć z różnych przyczyn, kolana także, ale trasa nad Morskie Oko nie jest aż tak trudna, mój syn w wieku 5 lat zaliczył.
UsuńUrozmaicenie też lubię, bo ile można się wspinać?
Trudna nie jest, jest za to koszmarnie nudna :P (Ale jeśli ktoś ma problem, może nie iść, wyzysku koni to nie usprawiedliwia.) Za to z ocenianiem, że ktoś woli gdzieś podjechać, jednak jestem ostrożna, mimo że dla większości to kaprys.
UsuńZapomniałam jeszcze, że kiedyś byłam na szklanym tarasie i nie było to w ogóle straszne, bo to szkło było słabo przejrzyste i jeszcze z jakąś metalową siatką pod spodem :) Za to mój brat raz wynajął na wakacje domek z kawałkiem szklanej podłogi na piętrze i ona już wyglądała dziwnie :)
Nie oceniam, raczej dziwię się, bo kwintesencja gór, to chodzenie, zdobywanie, przełamywanie własnych słabości. Po to tam jeździmy, by obcować z przyrodą, we własnym tempie, bez nadwerężania sił.
UsuńSą oczywiście wyjątki, ale te wyjątki nie robią tłoku ...
No właśnie góra-dół, tak jak już pisałam głównie to pamiętam z Karpacza ;)
OdpowiedzUsuńMam zdjęcie mojej mamy z 1954 r zrobione na skoczni w Karpaczu, w tle znacznie niżej widać zabudowę. Wygląda na to że wdrapała się dość wysoko na skocznię, a więc chyba nieoficjalnie to już od bardzo dawna skocznia służyła za punkt widokowy i dlatego pewnie dobudowano te schody ;) Dla mnie byłoby zbyt dużym wyzwaniem aby się wdrapać po nich :)
Bardzo podobają mi się te stylizowane rzeźby zwierząt.
Kiedyś czynna była winda, teraz zabita dechami...
UsuńTe rzeźby skojarzyły mi się z Origami:-)
Widoki z góry...i ta droga wijąca się poniżej....Ho,ho chyba by mnie gorący pot oblał w trakcie wspinaczki po takich schodach....ze strachu i wysiłku... Basen z widokiem...., zwierzaki ,super fotka z dinozaurem. i żelki to ekstra dodatki, po takich wyczynach.Całkowicie zasłużone :-)
OdpowiedzUsuńMusieliśmy pływać, bo po hotelowych posiłkach nie weszłabym w żadne spodnie! Poza tym basen, to relaks:-)
UsuńI odciążenie dla kręgosłupa....Wiele by pisać o zaletach ruchu w wodzie, ale nie każdy toleruje powrót do środowiska przed narodzinami. Skojarzenie z wodami płodowymi i tym okresem może wywoływać różne emocje i zniechęcać.
UsuńNo fakt, nie wszystkich ciągnie do wody, choć to podobno najzdrowszy sport, oprócz roweru.
UsuńAtrakcji co niemiara. Kusiłby mnie bardzo ten punkt widokowy, ale nie jestem pewna, czy po takich schodach dałabym radę się wspiąć - te prześwity między stopniami by mnie pokonały. A basen - cudności :)
OdpowiedzUsuńWystarczy patrzeć przed siebie lub w górę, nigdy pod nogi!
UsuńWspaniałe widoki z tej wieży. Tak sobie myślę, czy dałabym radę wejść...Bardzo podobają mi się te rzeźby zwierząt :) Basen jak widać na zdjęciu pierwsza klasa!
OdpowiedzUsuńBasen miodzio, były tez sauny i jaccuzi, ale woda dla mnie za ciepła w tych bąbelkach...
UsuńWczoraj spędziłam równe cztery godziny, spacerując po Lisiej Górze (rezerwat przyrody w mieście, 10 minut ode mnie). Czuję palącą potrzebę sukcesu, więc czy mogłabyś mnie pochwalić? 😅
OdpowiedzUsuńKochana, cztery godziny marszu, to wyczyn nie lada, jestem z Ciebie dumna, a i zdrowie podreperowałaś, ale uważaj, podobno tlen zabija!
UsuńNo masz Ci los. Z drugiej strony teren przylega do murów dawnego WSK, gdzie produkuje się silniki do samolotów i inne takie artefakty, więc myślę, że może ten tlen jest nieco przyćmiony... Ewentualnie przez to, że to wszystko jest w mieście. I jest równowaga tlenowa w przyrodzie 😉
UsuńA, to co innego!
UsuńNa Cabo Girao chodziłam po szklanym tarasie na wysokości prawie 600 metrów i uważam, że to było cudne 🤩
OdpowiedzUsuńLęku wysokości nie mam, ale szklany taras, to chyba przesada...
UsuńSkoro pode mną nie pękł, to możesz spać spokojnie - nawet gdyby ktoś Cię na niego wsadził, to nic Ci się nie stanie, chudzinko 😅
UsuńJa tam w szkło nie wierzę, wolę mocniejsze zastosowania...
UsuńKarpacz ma chyba własną definicję spaceru - wychodzisz „tylko się przejść”, a wracasz z udami himalaisty i poczuciem, że schody są osobistą zemstą architekta. Ja po tych prześwitach na wieży prawdopodobnie odkryłabym w sobie lęk wysokości, nawet gdybym wcześniej go nie miała. :D
OdpowiedzUsuńZ tym lękiem to dziwna sprawa, ja niby nie mam, ale czasami jednak...to zależy właśnie od detali. Kiedyś balkon w hotelu był wąski, piętro ósme, nie mogłam czytać na tym balkonie...
UsuńNasza dzielnica to właśnie same pagórki... Pójdziesz 700m do Biedronki i od razu masz bieg z obciążeniem hahaha :D Masz rację, przyjemnie się tam chodzi turystycznie, ale codzienne życie jest uciążliwe! Nie wyobrażam sobie tu nie mieć auta ;)
OdpowiedzUsuńWidoki piękne, a basen po spacerze to sama przyjemność :D
No z zakupami to maraton niemal!
UsuńNajgorzej schodzić po stromym, kolana bolą!
Wspaniała wycieczka, kondycji zazdroszczę, bo trzeba mieć niezłą na takie wyprawy <3 Jednak obłędne widoki rekompensują cały trud i zmęczenia :))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło, Agness:)
Dla tych widoków i cudów natury wspinamy się, póki dajemy radę:-)
UsuńKarpacz jest specyficzny pod względem górek i zejść. Ale wyrabialiście sobie kondycję dzięki spacerom ;)
OdpowiedzUsuńO to właśnie chodzi, pokonywać własne słabości i lenistwo:-)
UsuńNo na takie wieże widokowe to ja nigdy nie wchodzę, mowy nie ma. Jeszcze z prześwitami, a weź... Karpacz znam, bo mam blisko, a za dwa tygodnie wybieramy się do Heviz na Węgrzech (wody termalne), które bardzo nam przypomina te nasze podgórskie miasteczka jak Karpacz czy Świeradów, bo właśnie tam wszędzie jest pod górkę a tylko czasem w dół, i domy bardzo podobne stylowo. Przekonamy się, jak tam z naszą kondycją...
OdpowiedzUsuńNo fakt, w Świeradowie tez wszędzie pod górkę. Podsłuchałam kiedyś rozmowę starszych pań, które nie zaglądały do górnego parku, bo im za wysoko. Nasz hotel to już w ogóle był na wielkiej górce!
UsuńW Karpaczu jeszcze nigdy nie byłam. Najczęściej zwiedzamy północ :)
OdpowiedzUsuńMy z kolei w większości na południe, ale i północ czasami.
UsuńDolny Śląsk znam tylko wyrywkowo, same miasta, głównie przejazdem, nad czym ubolewam. Natomiast Rynek pośrodku góry, nachylenie tak duże, że ani wózkiem, ani dziecko rowerkiem nie ma szans pojeździć sobie, I te zakupy pod górę, myślę o Lanckoronie, mieście aniołów, w którym można się zakochać, ale nie mieszkać.
OdpowiedzUsuńO tak, Lanckorona może zawrócić w głowie, byliśmy tam dwa razy i bardzo nam się podobało, ryneczek jak z innej epoki...
UsuńMam w albumie zdjęcie z Karpacza, ale to było zimą, a ja byłam na tyle mała, że więcej byłam noszona przez ojca, niż stałam na własnych nogach(należy pamiętać, ze chodzić zaczęłam po 5 roku życia). Niestety mam lęk wysokości, więc schody i ścieżki , które pokonywałaś nie byłyby dla mnie. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńLęk wysokości ogranicza, a teraz wieże widokowe powstają jak grzyby po deszczu!
Usuńsześć długości basenu...no no. jotko.
OdpowiedzUsuńpodziw
Z przerwą ;-)
UsuńO kochana, niezły wyczyn, zazdroszczę:) jeszcze nie dotarłam w te tereny, ode mnie to tak daleko... Choć czuję, że mnie zachęciłaś:)
OdpowiedzUsuńZrobiła kilkanaście tysięcy kroków, przemierzyła ponad dwadzieścia kilometrów, wspięła się na skocznię, a na koniec jeszcze zaliczyła basen! Od dziś mówię na Ciebie Kobieta-Terminator!
UsuńJotko, czasy takie, że dziś młodzi często w gorszej kondycji niż seniorzy.
@T. - w porównaniu z twoimi marszami, to pikuś:-)
Usuń@ Taita - co do młodych, to zgoda, za mało ćwiczą, tylko autami jeżdżą.
Jaki tam Terminator, kolana mi nawalają!
Ojejku, nie wiem, jak to się stało, że się przypadkowo podpięłam pod cudzy komentarz. Nie planowałam tego, gapa ze mnie! Wybaczcie :)
UsuńTen budynek jest przepiękny! Istne cudo!
OdpowiedzUsuńPrawda? zachwyca od pierwszego spojrzenia!
UsuńNa wieżę widokową to j bym raczej nie weszła
OdpowiedzUsuńCzy "Wieści ze świata" to z Tomem Hanksem?
Jeżeli tak, to ten film będę oglądać
Obejrzyj, nie zawiedziesz się!
Usuńostatni raz w Karpaczu byłem... ooyooyooy... chyba jasno się wyraziłem?...
OdpowiedzUsuńdinozaury chyba z lodówki mi zaczną wyłazić, tyle ich teraz jest dookoła...
za to podoba mi się brama, styl taki jakby dalekowschodni nieco, a ja akurat lubię takie rzeczy...
p.jzns :)
to się nazywa brama Tori😀
UsuńO, znów wiem coś nowego...
Usuń@Ardiola...
Usuńdziękować za info... prawdę mówiąc, to ta brama z bramą Tori nie ma nic wspólnego, same różnice, ale mnie się tak jakoś skojarzyło i tyle... generalnie to mnie się prawie wszystko raczej kojarzy z białą chusteczką, ale tu zainterweniowało akurat "prawie"...
Skojarzenia bywają ciekawe...i spontaniczne.
UsuńSześć długości basenu - podziwiam. Uczyłam się pływać ale nie polubiłam.
OdpowiedzUsuńJa nie umiem nurkować...
UsuńOd samego czytania o chodzeniu nogi mnie bolą. Zawzięłam się obejście po lecie posprzątać i czuję się jakbym biegiem na Śnieżkę się dostała.
OdpowiedzUsuńI pomyśleć, że 20 lat temu przeszłam Sudety wzdłuż i trochę wszerz.
Nasze możliwości tez już inne, niż dawniej, a sprzątanie bardzo wyczerpuje...ja to zrobiłam przed Karpaczem, bo wiedziałam, że po powrocie nie będzie mi się chciało.
UsuńMnie też dzisiaj nogi odpadły od tułowia, haha!
OdpowiedzUsuńJak dobrze, że przeżyłaś spotkanie z dinozaurem;-)
Och, tam w upale, to i tak podziwiam, że zwiedzasz!
UsuńPrzeżyłam, łagodny był:-)
Basen tak piękny, że aż żal mącić wodę wskakiwaniem do niego 😄
OdpowiedzUsuńNie wskakuję, wchodzę po drabince:-)
UsuńZ mojej dolnośląskiej wsi do Karpacza jest 45 km, ale nie jeżdżę tam często ze względu na te górki i nie ma zupełnie gdzie się zatrzymać. Chyba, że na basen do hotelu Movenpick👍😀,a wcześniej do Gołębiowskiego.
OdpowiedzUsuńPiękna wycieczka.
Gołębiowski widać z daleka, tam nie byłam, a niektóre drogie hotele liczą sobie jeszcze za parking!
UsuńPo takich spacerach miałaś jeszcze siłę na machanie nogami w basenie? To znaczy że nie było tak źle 😁
OdpowiedzUsuńWoda uzdrawia i dodaje energii:-)
UsuńA mi zawsze mówili że woda wyciąga energię 🤔
UsuńLeżenie w ciepłym jacuzzi tak, ale pływanie w chłodnej na mnie działa ożywczo!
UsuńDopiero kiedy wejdzie się na szlak, widać cały majestat gór. Myślę, że warto zwiedzać i odkrywać ile się da. Wszystko, co przedstawiłaś Joteczko, jest dla mnie nowe i interesujące. No a piesze wędrówki to przecież samo zdrowie!
OdpowiedzUsuńSamo zdrowie i widać więcej detali po drodze!
UsuńTobie w sercu grają góry, mnie w sercu szumi morze... Naprawdę mocno mnie trzyma po tym wyjeździe.
OdpowiedzUsuńNiech trzyma jak najdłużej!!!
UsuńKarpacz to piękne rodzinne miasto moich dziadków ze strony ojca. W tej willi dziadków mieszkałem z rodzicami w latach 1953-56. Historia dłuższa, ale opisałem ją na blogu (są zdjęcia!):
OdpowiedzUsuńhttp://legionypolskie.blogspot.com/search?q=willa
Zaraz zajrzę, dzięki !
UsuńPodobno link do "mojej willi" nie otwiera się, więc poniżej daję link do samego zdjęcia. Warto porównać to co było 70 lat temu, z tym co teraz.
Usuńhttps://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh4k3sSNZSYHpCVuXCMHsRbFTcWAzmhF8E17zschcpX0_rOTm-jUl7XMCn__Z3WL3LUzm39JVpniyHVn2nV81ZPUqXJS0Hx1j8AaR1Yo_IzWYYmoX48Jhha-xVgA4gQzs0jV7YQ3WCSLazH/s1600/679+a1.jpg
Link do wpisu, jak najbardziej, tylko zdjęcia nie wszystkie widoczne, myślałam, że to tylko u mnie.
UsuńBardzo podobne!
UsuńTe zdjęcia dzieli przedział czasowy ok. 90 lat, a to moje jest zdjęciem pocztówkowym. Rodzinne zdjęcia pochodzą z lat 1930-1970 u.b.w., ale nie są one tak okazałe. Dziadków wywłaszczono w 1962 r., ale willa od "powojnia" była wielokrotnie remontowana i modyfikowana, być może stąd te różnice.
UsuńTaki okres to szmat czasu, gdyby nie wywłaszczenia, miałbyś fajną miejscówkę!
UsuńWywłaszczenia to jedno, ale drugie to system polityczny. Utrzymanie takiego czegoś w warunkach socjalizmu zmierzającego do komunizmu to samobójstwo. Dziadek przypłacił to życiem ...
UsuńBasen wielce pociągający! Czytam o tych kilometrach "połykanych" przez Was i wspominam czasy gdy "przerabianie kilometrów nogami" było wręcz frajdą.A takie myśli nachodzą mnie regularnie gdy drepczę z rollatorem do sklepu ciesząc się, że nie musiałam ani razu przysiąść by kręgosłup nieco odsapnął. Bo to kręgosłup jest zmęczony, nie ja.
OdpowiedzUsuńOj, często ciało nie nadąża za głową!
UsuńIle razy zmienialiśmy plan wyprawy, bo kolana bolały, bo migrena, bo bateria siadła i energii brak...
Wspaniałe są te wille. Tworzą górski nastrój, są klimatyczne i po prostu piękne. Dla mnie najbardziej wartościowe z całego Twojego wpisu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Zadbane i dobrze wykorzystywane tworzą fajny klimat!
UsuńPoczułem się, jakbym wrócił do domu. W Karpaczu przeżyłem jedne ze swoich najszczęśliwszych chwil.
OdpowiedzUsuńWiele osób z sentymentem wspomina Karpacz:-)
UsuńStrasznie dawno nie byłam w Karpaczu, kilka lat chyba, wolimy Szklarską. Ale dzięki, zatęskniłam :)
OdpowiedzUsuńJa z kolei dawno nie byłam w Szklarskiej...
UsuńKupiłam dzisiaj najnowszą część serii karkonoskiej Gortycha, będę czytać.
OdpowiedzUsuńNo muszę także zakupić, bo nie czytałam, ale zacznę od początku!
UsuńJa też czytam od początku. Chodzi o to, że najpierw zbieram sobie całą serię, a dopiero potem ją czytam.
UsuńTak najlepiej, by nie czekać na kolejne tomy, chyba że pisarz dopiero pisze...
UsuńNie wiem czy byłem w tej miejscowości. Jeśli tak to baaardzo dawno temu.
OdpowiedzUsuńZawsze warto wrócić i zweryfikować:-)
UsuńPamiętam Karpacz sprzed lat. Szalony Geograf miał wtedy 2 latka i nosiliśmy go na barana...
OdpowiedzUsuńTeraz to On mógłby Cię nieść na barana:-)
UsuńSuper wycieczka Asiu. Ten budynek taki przytłaczający. Uciekaj z pod tego dinozaura, bo to może źle się skończyć. 😉😁😁😁.
OdpowiedzUsuńUciekłam na lody!
UsuńMoja mama jest fanką wszelkich skoczni narciarskich (dzięki niej zwiedziłam już działające obiekty w Wiśle i Zakopanem, a także niedziałający gdzieś w Bieszczadach, nie pamiętam nazwy tej miejscowości), na pewno by ją to zainteresowało. :)
OdpowiedzUsuńBasen robi wrażenie, ależ dawno nie pływałam!
Skocznie w Zakopanem znam z dołu tylko, nigdy na żadną nie wchodziłam...
UsuńAle się uśmiałam z tego „góra–dół” i nóg odpadających od tułowia 😂 Karpacz rzeczywiście potrafi zrobić człowiekowi porządny trening, nawet kiedy wybiera się tylko „na spacer” 😄 Za to takie przypadkowe odkrycia jak wieża widokowa są najlepsze – człowiek idzie bez wielkich planów, a trafia na coś, czego zupełnie się nie spodziewał. No i Bożenka ze Stefcią na zakończenie wyprawy – obowiązkowy punkt programu 😂🐄 Po tylu kilometrach pizza, basen i jacuzzi zdecydowanie zasłużone! ❤️
OdpowiedzUsuńPizzy nie było, za to pyszna obiadokolacja i deser!
UsuńBrawo Wy! Piękna wycieczka. Na szczęście trud i "odpadanie nóg" zostało wynagrodzone pięknymi widokami, rzeźbami i pysznymi żelkami "od krowy".
OdpowiedzUsuńA basen po takiej wędrówce jest zbawienny dla ciała - całe zmęczenie zostaje w wodzie i człowiek jak nowy, no prawie. ;)
No prawie, ale to zmęczenie przyjemne, nagrodzone widokami i smakami:-)
UsuńDzięki, że wpadłaś:-)
Matko, ile tam tych schodów i jakie fajne rzeźby! Super sobie te wycieczki robicie! :)))
OdpowiedzUsuńTakie atrakcje same się pchają w nasz grafik:-)
UsuńFantastyczna wycieczka! I Waszą kondycja też! Uściski ♥️
OdpowiedzUsuńNa razie jako taka, dajemy radę:-)
UsuńCudowne zdjęcia :)
OdpowiedzUsuń