Lubię medyczne tematy: dzieje medycyny, opowieści chirurgów i neurologów, ciekawostki z badań naukowych i farmaceutyczne. Bardzo mi zależało na odwiedzeniu skansenu archeologicznego w Biskupinie , gdyż w tym roku poświęcono festyn medycynie średniowiecznej.
Trafiliśmy niestety na tłumy wycieczek szkolnych, ale na szczęście młodzież interesowały inne atrakcje, niż ciekawe pogadanki o metodach leczenia naszych przodków, więc przy stanowiskach "wiedzowych" tłoku nie było.
Stanowisko medyka/cyrulika - ciekawa opowieść o narzędziach chirurgicznych, wyrywaniu i leczeniu zębów, stawianiu baniek, znieczulaniu i wybudzaniu. Znieczulano mieszanką ziół z winem, a wybudzano różnymi sposobami, na przykład wkładając do nosa odrobinę musztardy.
Wiedza chirurgiczna stała na dość wysokim poziomie, medycy potrafili wykonać trepanację czaszki czy usunięcie zaćmy. Problemem były powikłania, brak higieny, zakażone rany, a najlepszymi specyfikami pomocnymi medykom były czosnek, cebula i miód. Okłady na jęczmienie na oku robiono na bazie białego wina, nie czerwonego, by świata nie widzieć na różowo.
Powierzchowne rany smarowano miodem.
Na dłużej zatrzymało nas stanowisko farmaceuty. Pan opowiadający ciekawe historie jest z wykształcenia farmaceutą, a po godzinach pasjonuje się zgłębianiem wiedzy historycznej o dawnych medykamentach. Sam także sporządza atrament i farby do zapełniania manuskryptów pisanych na pergaminie.
Ilustracje i teksty w owych kodeksach pokazują dawne metody leczenia i sporządzania leków, zalecenia na wypadek epidemii, a wszystko po łacinie.
Najważniejsza zasada 3 kroków na wypadek pandemii brzmiała: uciekaj szybko, daleko i długo nie wracaj.
Stanowisko medyka na polu bitwy - o dziwo najwięcej ludzi ginęło nie na wojnach czy od ran, ale z powodu chorób i epidemii, na drugim miejscu był głód, później pożary, dlatego w modlitwie mamy słowa: od powietrza (złego), głodu, ognia i wojny uchowaj nas Panie!
Zestaw narzędzi wojskowego chirurga przypominał narzędzia tortur, a na zdjęciu powyżej replika niezbędnika - scyzoryk, łyżeczka, widelec, jakieś szpikulce oraz po lewej stronie miniaturowa łyżeczka do wyciągania woskowiny z uszu.
W jednej z chat grodziska, prezentacje studentów UAM w Poznaniu: ślady urazów na czaszkach i kościach kończyn, dawne choroby układu kostnego wynikające z braków pokarmowych lub chorób genetycznych, ciekawostki o mierzeniu ciepłoty ciała i zaglądanie przez okular profesjonalnego mikroskopu.
Była także prezentacja o zielarstwie i okadzaniu pomieszczeń, o olejkach zapachowych i kąpielach zdrowotnych.
Na placu głównym skansenu archeologicznego, różni wojowie prezentowali rodzaje urazów zadanych mieczem na polu bitwy lub w pojedynkach, za modele służyły fragmenty szkieletu ludzkiego zatopione w masie plastycznej, podobnej do skóry.
Była i szamanka, która malowała tajemne wzory na skórze lub zaczyniała uroki...
Trafiliśmy do szałasu rzemieślnika, który wytwarzał groty do strzał, z niezwykłą precyzją i znawstwem.
Groty przymocowywano do drzewca za pomocą ścięgien zwierzęcych.
Co ma wspólnego ów rzemieślnik z medycyną?
A no to, że wielkość ran człowieka czy zwierza zależała od rodzaju grotu, nie mówiąc o tym, że niektóre bywały zatrute. Używano nawet specjalnych strzał na ryby.
Nie popieram polowań, ale opowieść i prezentacja były zajmujące...
Nie pamiętam, czy już kiedyś polecałam książki Noaha Gordona z cyklu o Medicusie?
Niezwykle ciekawa seria o dziejach medycyny od czasów najdawniejszych, beletrystyczna, ale pełna konkretnej wiedzy historycznej!







O, aka szybka aktualizacja! Jeszcze szybkość logowania do komentarzy by poprawili i Blogger będzie śmigał ;-)
OdpowiedzUsuńNiesamowicie bogata wycieczka. Niektóre rzeczy znam, a inne są nowością. U mnie w domu stosowało się stawianie baniek, nadal czasami bywają pomocne. To najlepsza metoda, gdy się człowiek może położyć w domu w łóżku, wygrzać w cieple i nie musi iść do pracy. Po co wtedy faszerować się lekami?
Każdy region miał i ma nadal swoje naturalne, ziołowe sposoby na różne dolegliwości. I niektóre są rzeczywiście skuteczne. Np. na oparzenia rewelacyjny jest pyłek z kwitnącego widłaka. Zebrać to trudno, żmudna robota, trzeba iść do lasu i z każdego kwitnącego badylka strząsać pyłek, więc jest drogi, ale poznałam panią, która zbiera i sprzedaje dorabiając do emerytury w ten sposób. Mam od niej małą buteleczkę.
Widziałam, że nawet można przez Internet kupić, na Allegro.
Pamiętam specyfiki z domowej apteki, nalewka z orzecha na żołądek, napar z nagietka na rany, kwiat lipy na przeziębienie... zapominamy o niektórych, bo szybko chcemy zdrowieć.
UsuńNiesamowite, że potrafili zrobić trepanację czaszki czy usuwać zaćmę, a jednocześnie największym przeciwnikiem medyka były brudne ręce i zakażenia. Znieczulenie winem z ziołami brzmi jeszcze całkiem przyjemnie, ale musztarda wkładana do nosa na wybudzenie skutecznie odbiera mi ochotę na podróż w czasie. ;)
OdpowiedzUsuńPrzy dużych dawkach wina lub pitnego miodu, to i ziółka pewnie były tylko dodatkiem:-)
UsuńNajbardziej zaciekawiły mnie dawne sposoby znieczulania, trepanacja i oczywiście „recepta” na pandemię – uciekać szybko, daleko i długo nie wracać! 😉
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się też to, że pokazałaś medycynę nie tylko od strony lekarzy, ale również farmacji, zielarstwa, chirurgii wojskowej czy nawet rzemiosła związanego z grotami strzał. Człowiek czyta i nagle odkrywa, jak wiele współczesna medycyna zawdzięcza obserwacjom i doświadczeniom naszych przodków.
A Biskupin po Twojej relacji zdecydowanie trafia na moją listę miejsc do odwiedzenia. No i dziękuję za przypomnienie o Medicusie Noaha Gordona – chyba pora wrócić do tej serii! ❤️
Biskupin zawsze wart odwiedzenia, bo i okolice atrakcyjne- Wenecja, Żnin, Lubostroń, Pakość , same perełki.
UsuńBardzo ciekawa opowieść! Ja też lubię takie medyczne historie. Książka Chirurdzy mnie zachwyciła
OdpowiedzUsuńI nie zaktualizował mi się Twój blog...
Aktualizacje powoli wracają, miejmy nadzieję, że trwale!
UsuńNiezmiernie ciekawe sa fakty o dawnej medycynie a takze zadziwiajace gdyz prymitywne narzedzia i powierzchowna wiedza o budowie organizmu stawiala duze ograniczenia. Jednak ludzie sobie radzili w duzej czesci metoda prob i pomylek ale pozwalajace znalezc wlasciwy sposob.
OdpowiedzUsuńPodziwiam poziom obecnej medycyny ale czemu nie wierze i unikam to leczenia sie metoda online, tzn video wizyta lekarska.
W czasie pandemii covidu, zdarzało się u nas, że ortopeda oglądał pacjenta na odległość namiotu przed szpitalem...
UsuńBardzo długo zabraniano adeptom sztuki chirurgicznej operacji i uczenia się na człowieku, ćwiczyli więc na świniach, bo ich organizmy są bardzo podobne, jeśli chodzi o wielkość i budowę organów.
I od razu przypomina mi się "Egipcjanin Sinuhe", który idąc na ucztę, na której miał wypić truciznę, wcześniej się wewnętrznie naoliwił 😊
OdpowiedzUsuńPamiętam niektóre sposoby domowe na różne przypadłości, np. wiesz, że skutecznym sposobem na oparzenie jest mocz? Oczywiście nie mówię o oparzeniu trzeciego stopnia, ale takim zwykłym, które często się przydarza w kuchni - obsikujesz i nie piecze, naprawdę 😁
Mocz miał wiele zastosowań, a na oparzenia podobno skuteczna jest mączka ziemniaczana, chłodzi i łagodzi ból.
UsuńNiesamowicie ciekawe stoiska i mnóstwo wiedzy! Sama bym chętnie posłuchała i zobaczyła, dzięki za świetne zdjęcia :))
OdpowiedzUsuńTo prawda, że ogólna wiedza w tamtych czasach była naprawdę imponująca, brakowało tylko świadomości istnienia bakterii i innych patogenów, na higienę patrzono z dystansem... Od razu przypomina mi się książka "Ludzie bezdomni" S. Żeromskiego, jak główny bohater próbował cokolwiek zdziałać i z jaką spotkał się reakcją w swoim zawodowym środowisku. Przecieranie szlaków nie jest łatwe! :)
Wówczas ludzie podejrzewali istnienie jakichś "robaków", które wyniszczają organizm i powodują zakażenia, ale nie potrafiono ich znaleźć i nazwać.
Usuńmusztarda nadal działa... pamiętam, jak w wieku licealnym rozbolał mnie ząb... poszedłem do apteki prosząc o jakiś proszek "grubszego kalibru"... pani nie mogła mi takiego sprzedać, bo potrzebowała receptę, ale zachowała się asertywnie... zamiast mówić "nie" zaprosiła mnie na zaplecze i dała mi powąchać coś ze słoika... trzepło mnie strasznie, znieczuliło mi pół twarzy na dość długo... jak się potem dowiedziałem, to był olejek z gorczycy, czyli ekstrakt musztardy...
OdpowiedzUsuńdziś takich aptek już nie ma, są tylko sklepy z bardzo miłymi dziewczynami za ladą, ale niekoniecznie douczonymi w temacie...
a czosnek do tej pory jest najlepszy na katar... dziabiemy ząbek na drobno, potem w gazę i wsadzamy taki tampon do nosa... i po katarze, w większości przypadków...
p.jzns :)
Na ból zęba podobno też goździki dobre.
UsuńCzosnek, jak najbardziej, byle do pępka nie wkładać bo ciąży nie zapobiega:-)
moja Lady nie lubi czosnku i nie lubi jak go spożywam dla zdrowotności, bo jej śmierdzi i gdy jej tłumaczę, że jak sama go spożyje, to problem zniknie, tłumaczę mechanizm, to ona nadal jest na nie... niby mądra baba, a taka głupia.. ale z babami tak jest i trzeba z tym żyć... LOL
UsuńMój teść jadał tyle czosnku i cebuli, że w autobusie ludzie przesiadali sie gdzie indziej. Mi ten zapach nie przeszkadza, cebula bardziej.
UsuńDobrze pamiętam cały proces stawiania baniek. W dzieciństwie wielokrotnie tak właśnie mnie leczono.
OdpowiedzUsuńA ja nie miałam stawianych lub nie pamiętam...
Usuń:))) Biskupin i medycyna. Az dziw bierze, ze jednak ludzie przetrwali z pokolenia na pokolenie bez dzisiejszych lekarzy, lekarstw, diagnostyki. Podoba mi sie zasada trzech krokow - najskuteczniejsza. Podziwiam te rozne przyrzady, ktorych przeznaczenia lepiej sobie do konca nie uswiadamiac. :)))Tylko przez ludzi pasjonatow moze sie taka impreza udac.
OdpowiedzUsuńCo do literatury o medycynie. Oczywiscie czytam bo to bardzo interesujace. Zielarstwo tez jest interesujace a szamanki omijam z daleka.
Tak, pasja jest tu kluczowa, bo nawet w wypadku pisarzy potrzebna jest pasja do poszukiwań i studiowania źródeł.
UsuńNaturalna selekcja zostawiała tylko najsilniejszych. Moja prababcia urodziła 19 dzieci, dzieciństwo przeżyły tylko 3 siostry.
Oooooooooo! Miód na moje oczy, serce i duszę 🍯.
OdpowiedzUsuńPożarłam ten post zachłannie raz i drugi. Takie rzeczy są bardzo interesujące! I "Medicus" jest cudowny. Ubóstwiam takie słowiańskie ciekawostki, na lekcjach zawsze daję przykłady starszych, bo już średniowiecznych, recept na wykonanie leków. Niedawno przeczytałam serię książek o Kacprze Ryxie, autor jest etnografem i te powieści naszpikowane są tyloma smaczkami obyczajowymi i historycznymi, że nie chce się odłożyć książki.
O, tego nie znam, muszę poszperać i przeczytać.
UsuńSzkoda, że nie oglądasz filmów, bo i tu wiele ciekawego byś znalazła!
Na pewno tak. Ale i tak nie nadążam z niczym, od kilku dni usiłuję napisać nowy post i ciągle coś mi przerywa.
UsuńNo właśnie sprawdzam codziennie, a tu nic!
UsuńZawsze mnie fascynuje jak dużą wiedzę posiadały kiedyś "babki', niemające przecież żadnego wykształcenia.
OdpowiedzUsuńAkurat popełniłam wpis o mojej szarlatanerii :)
Babki, znachorzy, lokalne wiedźmy...nie wszystkie metody godne popularyzacji, ale wiele wartościowych znajdziemy:-)
UsuńBańki pamiętam z dzieciństwa. Miałam też przystawiane.
OdpowiedzUsuńJa chyba mało chorowałam, bo nie przypominam sobie...
UsuńBardzo interesujący wpis. Co prawda, tak dogłębnie nie zastanawiałm się nad medycyną z dawnych lat, ale bańki pamiętam no i syrop z cebuli :)
OdpowiedzUsuńSyrop z cebuli na kaszel oczywiście, nie lubiłam, ale był skuteczny!
UsuńBardzo ciekawy festyn, nawet nie wiedziałam że bywają o takiej tematyce. Gdy tak patrzę na te narzędzie to aż ciarki przechodzą ;)) Jedynie bańki to temat mi znany, mam komplet jeszcze po babci, ma na pewno ponad 50 lat :) A bańki niejednokrotnie miałam stawiane w dzieciństwie, przy każdym większym przeziębieniu :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło, Agness:)
Było wiele ciekawostek, nie widziałam jedynie pijawek...
UsuńBiskupin jest znany z tematycznych festynów, zawsze jest ciekawie:-)
Pijawki i teraz bardzo popularne :)
UsuńCiekawe, i miło, że pokazałaś tutaj tyle osób z wielkimi pasjami.
OdpowiedzUsuńCo do wycieczek szkolnych, to wiadomo, ten wiek rządzi się swoimi prawami... Ja bakcyla na zwiedzanie złapałam dopiero w liceum podczas wyjazdów z mamą, podczas wycieczek szkolnych to bardziej błazenada pod wieloma względami.
Dzieciaki z podstawówki szukają głównie pamiątek typu: miecz, tarcza lub smakołyków, taki wiek. Jeśli rodzice nie zaszczepią bakcyla, to na pamiątkach i plaży się kończy...
Usuńps. u mnie nowy wpis na Stacji Ratyzacyjnej, piszę tutaj, bo z powodu problemów technicznych zapewne wyrzuciło twojego maila z newslettera
OdpowiedzUsuńFaktycznie nie dostałam info, dzięki!
UsuńWszystko o czym piszesz powyżej wydaje mi się bardzo interesujące. Zasada trzech kroków na wypadek pandemii, żeby uciekać szybko, daleko i długo nie wracać nie została raczej wymyślona w sytuacji zamykania granic i lockdownów, bo my daleko byśmy nie uciekli 😀.
OdpowiedzUsuńMusztarda wkładana do nosa jako środek wybudzający z narkozy ma sens ale ja myślę, że jeszcze lepiej spisałby się chrzan 😃.
O widzisz, wasabi chyba jeszcze lepsze!
UsuńSyn koleżanki uciekł do Nowej Zelandii, ale tam go zamknęli na 2 lata:-(
Wezmę sobie do serca sprawdzone rady na temat pandemii. 😄😆😅
OdpowiedzUsuńBardzo lubię takie smaczki i ciekawostki. Dobrej niedzieli. Pozdrawiam.🤗
Dobrej niedzieli i całego tygodnia!
UsuńBanieczki, gorczyca, czosnek, miód....i pomyśleć, że to wszystko ma obecnie swoje naukowe uzasadnienie, a kiedyś było wynikiem wielowiekowej obserwacji i metody prób i błędów .....
OdpowiedzUsuńZnajomość łaciny ....w dawnych czasach od razu nobilitowała ....z powodu analfabetyzmu większości... Współcześnie trzeba się bardziej postarać, hi,hi
Miałam zajęcia z łaciny w liceum i na studiach, ale mało pamiętam, język nieużywany zapomina się...
UsuńJa też- na studiach... ale krótko . Na szczęście. :-) dla łaciny.
UsuńW moim domu leczniczo stosowano: czosnek(ponoć wypędzał owsiki), cebulę(syrop na kaszel podawałam mojemu synowi), miód(herbata z nim i cytryną, na przeziębienie), bańki miałam stawiane w latach 80-tych XX wieku. Jestem miłośniczką ziołolecznictwa, mam książkę "Leki z bożej apteki". Inną książkę o homeopatii zabrał z mojego księgozbioru znajomy rodziców aż do Szwecji, gdzie ówcześnie mieszkał. Z wykładów prof. Waldemara Voise pamiętam te o Awicennie, autorze "Kanonu medycyny".
OdpowiedzUsuńTez miałam książkę o ziołach i lekach, ale wydałam, za wiele tego, a i tak kupuje się gotowe mieszanki. Podziwiam natomiast wszystkich, którzy znają się, zbierają i stosują!
UsuńCiekawy wpis. Akurat w domu jest na czasie bo brat zaczął studia medyczne :)
OdpowiedzUsuńO, ciekawe czy pozna coś z ludowej medycyny?
UsuńBardzo ciekawe informacje medyczne, wiele aktualnych.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się zasada trzech kroków na wypadek pandemii.
Pozdrawiam serdecznie :))
Zasada aktualna, nawet w czasie lockdownu przydatne były działki i ogrody, nie trzeba było kisić się w domu!
UsuńO, Medicus Gordona to było TO, wszyscy czytaliśmy, to był chyba początek lat 90tych, piękna historia, niestety ekranizacja taka sobie, ale Medicusa nie da się tak o po prostu sfilmować. Szaman czy Chirurdzy, kolejne książki autora, niestety nie dosięgły już Nedicusa. Podobnie jak Filary Ziemi są niepowtarzalna książka.
OdpowiedzUsuńTo prawda, ekranizacje niektórych powieści nie zawsze są dobrym pomysłem, a Chirurdzy zbyt współczesna chyba, choć i czytane przeze mnie współczesne rewelacje bywają fascynujące.
UsuńMedycyna średniowiecza, nic dodać nic ująć :P
OdpowiedzUsuńPrawda? teraz to już nie takie tajemnicze, ale mimo wszystko!
UsuńNo to miałaś niezwykle ciekawą wyprawę. Te manuskrypty po łacinie zawsze mnie fascynowały. A miód to chyba jeden z najstarszych leków na tej planecie. Pozdrawiam, dobrego nowego tygodnia!
OdpowiedzUsuńManuskrypty i starodruki to kopalnia ciekawostek!
UsuńBardzo ciekawie.Moim dzieciom jeszcze pediatra przepisywał bańki.U mojej babci zawsze była filiżaneczka czystego smalcu wieprzowego na rany bo się gaza nie przyklejała, smalec gęsi na zapalenie oskrzeli chyba to pamiętam.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńWiele tego było, żałuję, że nie zapisywałam...choć sama nie cierpiałam syropu z cebuli!
UsuńJak ja się cieszę, że nie urodziłam się w średniowieczu! ;)
OdpowiedzUsuńZ ciekawością oglądam takie pamiątki, słucham o tych czasach, czytam, ale tym bardziej doceniam, że przyszło mi żyć obecnie.
Wycieczka super ciekawa, a Biskupin wydaje się być stworzony do imprez o takiej tematyce. I iluż pasjonatów mieliście okazję spotkać!
Wspaniały wpis, dużo się dowiedziałam. Pozdrawiam serdecznie.
Obejrzyj na Netflixie "Nadużycia medyczne". Ta wiedza może nam się w przyszłości przydać.
OdpowiedzUsuń