Strony

wtorek, 23 czerwca 2026

Festiwal w parku

 Tyle ciekawego dzieje się wokół, że gdybym chciała uczestniczyć we wszystkich imprezach, wystawach, spotkaniach, to musiałabym nie bywać w domu. A  ciekawie też dzieje się po sąsiedzku w Kruszwicy, Toruniu itd.

Tym razem napiszę o Festiwalu Książek Pisarzy Niezależnych, który zorganizowano po raz pierwszy w naszym mieście, a podobno i w Polsce. Sceneria iście letnia, namioty w parku pod tężniami. Zjechali twórcy literatury rozmaitych gatunków, można było porozmawiać z pisarzami, kupić książki z autografem, upolować gadżety , poczytać i podotykać pięknych okładek.


Na stoiskach  pisarek, głównie literatura romantyczna i książki dla dzieci, panowie zaprezentowali w większości kryminały, książki historyczne lub literaturę faktu.
Młodzi czytelnicy zatrzymywali się przy stoiskach z literatura fantasy i SF.


Książek było naprawdę sporo, każdy mógł znaleźć coś dla siebie.


Oprócz książek, zdobyłam też zgrabny notesik i zakładki do książek.


Kupiłam dwie pozycje, jeden kryminał z dedykacją od autora, który okazał się laureatem nagrody festiwalowej oraz grube tomisko autorstwa pani Agaty Kasiak. 
Druga książka to powieść z pogranicza historii i fantasy, bardzo chwalona przez przedstawiciela pisarki.
Były także tzw. okazje, czyli książki po 10 zł, ale nic ciekawego w kartonach nie znalazłam.


Udało się także trafić na podsumowanie rywalizacji festiwalowej ( nie podano godziny).
Komisja wytypowała 8 nominowanych. W sumie nie wiem, kiedy członkowie jury zdołali przeczytać te wszystkie książki.
Twórczość nominowanych była tak różna gatunkowo, że przyznano nagrody równorzędne. Natomiast uczestnicy Festiwalu ufundowali puchar dla władz i mieszkańców Inowrocławia w podziękowaniu za zorganizowanie tak wspaniałej imprezy.


Nagrody festiwalowe wręczono w muszli koncertowej Parku Solankowego i wszyscy, którzy nie doczytali informacji o miasteczku literackim pod tężniami, mogli udać się wprost spod muszli na spotkania z pisarzami.

Miejmy nadzieję, że podobna impreza zagości u nas za rok!

sobota, 20 czerwca 2026

Wróciłam z Marsa

 No może nie całkiem, ale symulacja bazy marsjańskiej była! Planetarium toruńskie umożliwia takie cuda. Kiedyś zwiedziliśmy Geodium, teraz przyszła kolej na Marsa. Poniżej zdjęcie ukazujące planetarium z lotu ptaka, piękna bryła byłej gazowni z charakterystyczna kopułą.

(zdjęcie planetarium : Kapitel, CC BY-SA 4.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0>, via Wikimedia Commons)


W holu planetarium różne kosmiczne ciekawostki, którym także warto się przyjrzeć.
Po obejrzeniu filmu "Marsjanin", zajrzeć do podobnej bazy, to nie byle gratka.
Bilety niedrogie, wystawa interaktywna.


Główny pulpit sterowniczy z planem pomieszczeń całej bazy, wokół poszczególne sekcje zajmujące się badaniami i hodowlą. Była nawet toaleta z zamkniętym obiegiem wody oraz miejsce relaksu dla astronautów. W specjalnej szafie torebki z posiłkami dla mieszkańców bazy. 


Laboratorium botaniczne, hodowla warzyw w systemie hydroponicznym, wszystko ściśle kontrolowane komputerowo, aby osiągnąć jak najlepsze plony.


Hodowla glonów, jako źródła ważnych mikro i makroelementów, także kontrolowana komputerowo.


Usiadłam przy pulpicie sterowniczym robota - niezły trening zręcznościowy, bo za pomocą dźwigni i przycisków trzeba było przemieszczać klocki w poziomie i ustawiać piramidy.


Stanowisko mikroskopowe - na tarczy, która przesuwa się za pomocą dźwigni, umieszczono próbki różnych minerałów. Obraz ogromnego powiększenia widoczny jest na ekranie, samodzielnie trzeba wydobyć ostrość i nasycenie kolorów.


Pod koniec marsjańskiej przygody można zrobić sobie zdjęcie i wysłać je na swój adres e-mailowy.
Zdjęcie zrobiliśmy, ale jeszcze nie dotarło...


Przed wejściem do budynku planetarium, plac oczekiwania z pięknym drzewem i widokiem na stare toruńskie kościoły.

Czy warto odwiedzić bazę na Marsie? Warto!
Może czułam lekki niedosyt, ale w cenie 10 zł za bilet nie wymagajmy cudów !



środa, 17 czerwca 2026

Do lasu!

Dawno nie byliśmy w lesie, a u nas dawno, to ze dwa tygodnie:-) Gdy zmęczy szum i gwar miasta, to tylko do lasu! Zieloność koi oczy, tlen wypełnia płuca, głowa obraca się w poszukiwaniu cudów natury.

Wysokie drzewa, paprocie, ścieżki w nieznane, tropy zwierząt, śpiew ptaków, szkoda że nie wszystkie potrafię rozpoznać. Coraz częściej słychać kruki, kiedyś tylko w wysokich górach bywało...

Nawet wiersz się w głowie ułożył:

 Pod zielistną kopułą lasu

czas nagle wstrzymuje oddech

zamierają godziny w zachwycie

wszystko tu dzieje się wolniej.

W drzew koronach wiatr szepce zaklęcia

ptasie trele jak pereł sznury

skrzydlata orkiestra niedęta

symfonia pod batutą natury.

Pod kopułą opery leśnej

zadzieramy głowy  wysoko

las choć cichy, to jednak nie śpi

my słuchamy poruszeni głęboko.



Polany pełne konwalii, ale żal wielki, bo już przekwitły, tylko pojedyncze dzwoneczki jeszcze przetrwały.


Po deszczach klejnoty błyszczą na liściach, a i żaby wyszły z ukrycia...


Wielkie mrowisko jak twierdza, a wokół zastępy żołnierzy. Wędrują, w sobie tylko znanych kierunkach, każdy ma przydział zadań , niektórzy wytyczają nowe ścieżki.


Inni architekci z mrówczego rodu zbudowali trasę podziemną, może dostali specjalne wytyczne w razie zagrożenia z powietrza?


Po długich leśnych wędrówkach buty zamokły w połowie, ale warto było, buty wyschną, a wrażenia i moc pozostaną ze mną!

poniedziałek, 15 czerwca 2026

Opłakiwacz...

 Chyba to za sprawą tej deszczowej pogody, jakoś trafiają się niezbyt wesołe tematy. Tym razem,  temat jest   jednocześnie ciekawy kulturowo. Oglądam cykl programów francuskiego podróżnika, który zwiedza świat pociągami i dociera do najróżniejszych zakątków i ludzi.

Tym razem zwiedzał Litwę i na jednym z cmentarzy spotkał człowieka, który za opłatą opłakuje zmarłych, których nawet nie zna. Jest to usługa, za którą płaci rodzina zmarłego, można to opłacić na kilka lat z góry.


Pan OPŁAKIWACZ, bo tak go nazwałam, wprowadza się jakby w trans żalu, płyną prawdziwe łzy, czasami cicho coś śpiewa, zaciska dłonie, pogrąża się w głębokim smutku.


Czasami opłakuje zmarłych na dwóch lub więcej grobach. Na cmentarzu towarzyszy mu żona, która pomaga po seansie wyjść Opłakiwaczowi z tego żałobnego transu.
Jak to określiła żona bohatera reportażu, mąż był zawsze bardzo wrażliwy, szybko się wzruszał, a zajmuje się zawodowo opłakiwaniem zmarłych od 1986 roku.
Na co dzień jest podobno pogodnym człowiekiem, choć w trakcie filmu trudno to stwierdzić.


Sam cmentarz bardzo skromny, dużo starych nagrobków.
Zdjęcia zrobiłam z ekranu telewizora, stąd kiepska jakość.
Opłakiwanie musi być bardzo wyczerpującym zajęciem, bo pan Opłakiwacz miał tego dnia drugie zlecenie, ale nie potrafił znaleźć grobu, stwierdził, że jest zbyt zmęczony...

Co kraj to obyczaj, a myślałam, z płaczki żałobne już nie istnieją.

Z tego, co wiem, u nas można opłacić opiekę nad grobem, ale opłakiwanie zmarłych za pieniądze?


piątek, 12 czerwca 2026

Synowie - jej duma...

 

Pani B. urodziła troje dzieci. Jednak to z synów była najbardziej dumna, o nich ciągle opowiadała, później także o wnukach, krew z krwi męskich potomków rodziny.

Co innego córka, ani zdolna, ani wnuka nie urodziła, jedynie wnuczkę, no i rozwiodła się, bo zięć uciekł do innej. Widocznie nie umiała go zatrzymać....

Męża też raczej za nieudacznika miała, tyle lat na jednej posadzie, ani auta, ani domu z ogródkiem. Tyle potrafił, a ludziom za darmo pomagał, no ofiara losu!

Za to o sobie, mniemanie pani B. miała wysokie, mogłaby wszystko, gdyby chciała, znała tyle właściwych osób, wszystko umiała załatwić. Lubiła być w centrum uwagi, ale nie wszędzie chętnie ją goszczono, bo mącić lubiła, podjudzać. Zawiść, to jej drugie imię, mawiano.

Lata mijały, synowie okrzepli na swoich włościach, wnuki rozjechali się po świecie, starość i choroby dopadły panią B. bez litości. Zaczęła narzekać na synów, że matkę zaniedbują, że wieści o wnukach nie ma, że do siebie na wieś nie wezmą, a tak by posiedziała w sadzie...

Uwięziona na ostatnim piętrze w blokowisku, zrzędliwa, czasami agresywna, skazana na pomoc córki i towarzystwo męża. Ten w swojej dobroci nie chce zgodzić się na dom opieki, choć córka widzi, że ojciec marnieje w oczach, a i ona sama najmłodsza już nie jest i sił brak na zabiegi higieniczne przy matce. Renta córki nie wystarcza, by pomagać finansowo rodzicom, sama potrzebuje leków i rehabilitacji.

A synowie? mają się dobrze, bez wyrzutów scedowali opiekę nad matką młodszej siostrze, w końcu jest na miejscu, nie pracuje, a jeśli jej ciężko, to od czego są domy opieki?

********************************************************************************

Chyba tylko życie pisze podobne scenariusze, pewnie wszyscy znamy ich mnóstwo. 
Bo życie nie jest czarno-białe i nigdy nie wiemy, jak potoczy się nasza historia...

wtorek, 9 czerwca 2026

Zapiski codzienności cz.39

No jak tu nie zacząć od kwiatów, kiedy wszystko kwitnie? No nie da się! Ogrodu nie mam, więc tym bardziej zachwycają mnie rośliny w cudzych ogrodach i parkach. Teraz jeszcze apogeum kwitnienia piwonii, w jednym z ogrodów podziwiałam białe i bladoróżowe, sama nie wiem, co ładniejsze, róże czy te piwonie właśnie?


Kolejne zamówione książki przyszły, wreszcie przeczytam Siembiedę, bo wszyscy o nim mówią, sprawdzę i ja.


Na jednej z ulic w Toruniu rozbiórka. Widać zabytkowe piwnice z półkolistymi sufitami. Podobnych odkryć dokonano w piwnicach pod Sandomierzem, teraz jest tam ciekawa trasa turystyczna.


Obiadek w hinduskiej restauracji, każde z nas zamówiło inny rodzaj sosu, pyszne smaki, niesamowity ryż, tylko tam taki bywa, a w gratisie napój mango na bazie jogurtu. Raj na ziemi!
Porcja wydaje się mała, a ledwo zjedliśmy


Moje bukiety majowe: konwalie i pierwsze polne kwiaty, teraz jest ich więcej, pora wybrać się na łąki za miastem.


Kulinaria raz jeszcze - zostały mi truskawki , nikt nie miał już na nie ochoty, bo mało słodkie były. Postanowiłam zrobić szybkie ciasto. Zabrałam się do pracy, nie sprawdziwszy czy mam proszek do pieczenia, a tu niedziela, proszku brak.
Pokruszyłam więc drożdże, które znalazłam w lodówce i uratowałam honor. 
Ciasto wyszło nawet dobre.


Ta kula poniżej, to zegar słoneczny na jednym ze skwerów w Toruniu. Powstał w 500  rocznicę urodzin Mikołaja Kopernika i formą nawiązuje do odkrycia kopernikańskiego, że Ziemia jest planetą i kręci się wokół Słońca.
Patronat merytoryczny nad zegarem - Instytut Astronomii UMK.


Taki uroczy bukiecik dostałam od syna na Dzień Mamy, spóźniony, ale tym dłużej postoi:-)


Długi weekend, to musowo spotkanie przy grillu, a pogoda tak kapryśna, że trudno wybrać termin.
Te kolorowe szaszłyki, to moje dzieło:-)


Również w długi weekend koncerty na polu, czyli Dni Inowrocławia. Jak dla mnie za głośno, za dużo alkoholu, po którym młodzież dostawała małpiego rozumu i hałasowała po osiedlu do rana.
Czy naprawdę bez piwa i wódki nie umiemy się bawić?


Na koniec trzy karty art żurnala, a jeszcze tyle czeka w kolejce na pokazanie...




Smutna refleksja poweekendowa: wracaliśmy od syna do domu i w drodze widzieliśmy dwa wypadki, w tym jeden śmiertelny. A ile ich było w całym kraju?
Ilu rowerzystów przemieszcza się drogami nie tylko bez świateł, ale bez jakichkolwiek zabezpieczeń...

Szerokiej drogi, dokądkolwiek jedziecie!

sobota, 6 czerwca 2026

Dwa spektakle

 Zawsze lubiłam teatr telewizji. Czekało się na poniedziałkowe spektakle, na czwartkowy Teatr Sensacji lub Kobrę.  Pierwsze spektakle pojawiły się już w 1953 roku, ale kto miał wtedy w domu telewizor?

Był czas, gdy telewizja wróciła do spektakli  na żywo, także z udziałem publiczności w studiu. Niesamowite wrażenia, ogólna dostępność, gwiazdorska obsada.

Później nastąpiła posucha, spektakle pojawiały się sporadycznie, dawnych przedstawień trzeba było szukać na różnych platformach. 

Obecnie można znowu obejrzeć wybrane sztuki na TVP Kultura oraz TVP1. Wiele ciekawych informacji znalazłam na stronie Teatru Telewizji


W tym tygodniu uraczyłam się dwukrotnie i to spektaklami o kompletnie różnej wymowie i dla zupełnie różnych odbiorców. Choć kto zabroni dorosłym oglądać spektakle dla dzieci?
Bo ten pierwszy, to KANATO , czyli ożywienie znanych wszystkim wierszy Jana Brzechwy, całość  w stylu Felliniego. Do tego aktorska kreacja Anny Seniuk! Czy trzeba więcej?
Te wiersze, to mistrzostwo świata, podane w zupełnie innej formie i konwencji nabierają nowego wymiaru. Polecam!


Drugi spektakl, to NORYMBERGA z kreacjami Janusza Gajosa i Dominiki Ostałowskiej. Reklamowany jako thriller psychologiczny.
Nie będę rozpisywać się o treści, bo kto nie oglądał, to nie będzie mu w smak takie uprzedzanie fabuły.
W każdym razie, z prawdziwą Norymbergą, czyli procesem zbrodniarzy hitlerowskich nie ma nic wspólnego, poza metaforą użytą w sztuce. 
Spektakl o rozliczeniach z systemem komunistycznym, o jego ofiarach i ich rodzinach.
Powiem krótko - wiele wątków, jak i zakończenie przypominają czasy najnowsze.

Mimo zmiany władzy, prób rozliczeń poprzedników i mozolnych prac nad NOWYM, stare układy trzymają się dobrze, kłamca staje się bohaterem, złodziej ofiarą prześladowaną politycznie, a trzymający sznurki tych marionetek w dłoniach, śmieją się nam wszystkim w nos.

środa, 3 czerwca 2026

Kwietniowe wycieczki cz.2

 Myślałam, że nie byliśmy w Kłóbce, a jednak... Lata temu odwiedziliśmy ten skansen, ale teraz jakby poznawany od nowa, bo przybyły nowe elementy, czyli dwór i spichlerz, no i trafiła się przemiła i kompetentna przewodniczka, której z przyjemnością się słuchało. Zwiedzanie kameralne, kilka osób w grupie, nikt nie poganiał, pogoda piękna i ciepło jak na kwiecień.


Niby wiele się widziało, ale jednak każdy skansen ma inne ciekawostki i zawsze jakaś niespodzianka na nas czeka.


Nawet kuźnie kryją wiele ciekawostek, zwłaszcza te narzędzia do wyrywania zębów, czy całkiem nowoczesne na owe czasy proste maszyny ślusarskie !


Na zdjęciu z lewej sprytnie pomyślany zamek do drzwi - wkładało się w otwór kijek z zapadką i przy kręceniu kijkiem, zapadka przesuwała kolejne drewniane klocki. Po prawej żarna- wiadomo...


Dawna szkoła, to niezła gratka dla rzecznika praw dziecka, sposobów do dyscyplinowania ucznia było tam sporo i wcale nie rozmowy wychowawcze mam na myśli. Próbowaliście kiedyś klęczeć na suchym grochu?


Dwór i spichlerz, to świetnie odrestaurowane budynki, dzięki którym obszar skansenu rozciąga się daleko poza zabudowania wiejskie. Dwór otoczony jest ścieżkami spacerowymi i jeśli nie przepada się za zwiedzaniem wnętrz, można pospacerować po rozległym terenie.


Budowę dworu rozpoczęła Maria z Wodzińskich Orpiszewska w 1845 roku.
Fryderyk Chopin oświadczył się Marii kilka lat wcześniej, jednak do ślubu nie doszło.
W swoim dworze Maria mieszkała do śmierci.
Spodobała mi się kuchnia ze spiżarnią, wielka i świetnie wyposażona.

************************

Ogromnym zaskoczeniem była dla nas wizyta w muzeum i w zamku w Gosławicach pod Koninem.
Już kiedyś tam zajechaliśmy po drodze, ale dziwne były godziny otwarcia i odbiliśmy się od drzwi.
Myśleliśmy wówczas, że szybko zwiedzimy muzeum i pojedziemy dalej.


Okazało się, że Gosławice, to nie tylko muzeum, ale i zamek, dwór oraz skansen.
Muzeum w dawnym spichlerzu, to głównie eksponaty na temat kopalni odkrywkowej w Koninie oraz znaleziska archeologiczne odkryte w trakcie prac odkrywkowych.


Eksponaty dotyczące pracy kopalni usytuowano także na zewnątrz, prawdopodobnie z uwagi na wielkość i ciężar artefaktów...


Zamek, to dopiero była gratka! Wygląd wprawdzie mało zamkowy, zwłaszcza z zewnątrz, ale w środku wspaniałe wystawy, a z murów widoki na Jezioro Gosławskie.


Ten zamek naprawdę warto odwiedzić, pokazywałam wcześniej choćby lampy zebrane na jednej z wystaw! Budowla powstała w XV wieku, zniszczona podczas wojen szwedzkich, odbudowana w XVIII wieku, ale zamieniona w gorzelnię lub browar. W okresie międzywojennym zamek obrócono w ruinę.
Odbudowano go w latach 1978-1986 i zaczęto udostępniać zwiedzającym.


Oprócz muzeum i zamku, wspomniany mały skansen, wręcz kompaktowy, a na jego terenie, w czasie naszego pobytu piknikowali uczestnicy imprezy dla miłośników kultury japońskiej.


Jest i dwór, malowniczo położony wśród drzew i kwitnących roślin i aż wierzyć się nie chce, że nie jest to oryginalna budowla, a rekonstrukcja oparta na dwóch podobnych  dworach w innych miejscowościach w Wielkopolsce.


Piękne wnętrza i sporo eksponatów, jak na rezydencję położoną z dala od popularnych szlaków turystycznych.


Nigdy nie wiemy, jak wiele ciekawych miejsc mijamy w trakcie podróży na dalekich trasach.
Nie wszystkie uwzględniono w przewodnikach i na drogowskazach.

Czy polecicie cos ciekawego w pobliżu swego miejsca zamieszkania?