Strony

niedziela, 30 sierpnia 2026

Ręce opadają...

 Mały przerywnik w pokazywaniu zdjęć, bo podzielić się muszę obserwacją z hotelowych restauracji.

Planując podróże wakacyjne, wybieramy różne hotele , pensjonaty, kwatery. Wygodną opcją jest hotel/pensjonat ze śniadaniem, bo nie w każdym pokoju jest lodówka, nie zawsze blisko do sklepu, a do śniadania jest także kawa i coś do kawy.

Zdarza się, że wykupimy obiadokolację, jeśli cena za całość nie powala, a w okolicy nie ma jakichś lokalnych smakołyków. Ta opcja, to także świeże owoce i warzywa, surówki, sałatki, soki  oraz przepyszne desery. 

Niekiedy czytam opinie gości o hotelowych restauracjach. Opinie bywają rózne, wiadomo, każdy lubi co innego. Jeśli znam oceniany lokal, mam możliwość zweryfikowania opinii w Internecie z tym, co widziałam na własne oczy.

 Co mnie dziwi?

Słyszałam na własne uszy w hotelowej stołówce, jak niektórzy marudzili - nie ma nic dla mnie! No naprawdę? wśród takiej obfitości jedzenia na każdy apetyt i żołądek? wśród takiej obfitości napojów, płatków, musli, naleśników, bułek, wędlin, serów, owoców i drożdżówek nie ma nic do jedzenia?

Jajka na 10 sposobów, sałatki, mleko zimne i ciepłe, kawa z expresu i rozpuszczalna, herbaty czarne i owocowe, owsianka, dżemy , orzechy i migdały... 

Zastanawia mnie, co tacy wybredni goście jadają w domu, jaki wybór potraw i produktów miewają w lodówkach lub domowej spiżarni?

Podziwiam kucharzy za kreatywność, by niczego nie zmarnować, podać estetycznie i odpowiednio doprawić. Dobrze, że taki kucharz, który od świtu jest na nogach by przygotować śniadanie na 7.30 nie widzi min niektórych gości. 

A może w tej całej obfitości smaków i obrazów niektórzy dostają małpiego rozumu? 

Oburza mnie także, nakładanie na talerze porcji wedle oczu, a nie żołądka, by potem zostawiać połowę do wyrzucenia. Naprawdę, niektórzy nie zaznali głodu i nie szanują pracy innych.

94 komentarze:

  1. Witaj Jotko :) Oj tak, to prawda, że brak słów na takie zachowanie. Myślę sobie, że sprawdza się tutaj powiedzenie, że dasz palec, to chcemy całą rękę. Coraz więcej i więcej, nawet w kwestii jedzenia. Zresztą my mamy zapusane w genach wieczne niezadowolenie z wszystkiego. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale żeby brakowało...a jeszcze na deptaku gofry, chipsy, lody, coca cola...

      Usuń
  2. ech, ludziom się w dupach przewraca od dobrobytu, od niego tylko uzależniają swój dobrostan, więc nigdy go nie osiągną...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, naprawdę, kiedyś w schroniskach były tylko bigos, chleb i herbata z kotła, teraz jest wszystko, a jeszcze czegoś niektórym brakuje...

      Usuń
  3. Są tacy, że nigdy nie będą zadowoleni. A ci co tak nakładają sobie bez opamiętania, to myślą tylko o sobie, to krótkowzroczni ludzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam kiedyś świadkiem tego braku opamiętania na wycieczce, ci co dłużej spali, nie mieli co jeść na śniadanie...

      Usuń
  4. Nienawidzę marnowania jedzenia. I wiecznie nabzdyczonych snobów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jotko, to samo w szpitalu.
    Ja to określam tak, jak otworze opakowanie sera czy wędliny, czy słoik dżemu, to jem to aż zjem, nie mam urozmaicenia. W szpitalu masz codziennie inny ser, twaróg, wędlinę, owoce, codziennie inny obiad, a ludzie wydziwiaja, że na kolację "znowu ser i wędlina". A wiesz, obfoce kilka talerzy dla nowego tematu 🙃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, zrób to, jestem ciekawa.
      Ja tam nigdy w szpitalu nie narzekałam, leżałam gdy byłam chora, a wtedy o frykasach się nie myśli.

      Usuń
  6. Hotelowy bufet uruchamia w niektórych ludziach małego faraona: wszystko ma być, najlepiej w dwudziestu odmianach, choć połowa i tak wyląduje w koszu. W domu być może kanapka nad zlewem, ale na wyjeździe budzi się juror kulinarnego show. Drażni mnie nie wybredność, lecz marnowanie - oczy większe od żołądka, za to szacunek do cudzej pracy ledwo widoczny gołym okiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i tak być, na co dzień chleb ze smalcem, a w hotelu panisko musi kawior mieć!

      Usuń
  7. No wiesz, a gdzie małże, krewetki, ośmiorniczki?... Żartuję ;-) Też tego nie rozumiem i nie mam pojęcia, co ci ludzie jedzą w domu. Ja mam mniej urozmaicone domowe śniadania, wiec wybór hotelowy zawsze mi się podoba, bo mogę zjeść coś, czego w domu nie mam czasu albo nie chce mi się zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie, często wybieram to, czego sama nie robię lub nigdy nie jadłam, zwłaszcza w Grecji...

      Usuń
  8. Też tego nie rozumiem, bo w domu to chyba mało kto ma taką obfitość jedzenia. Przecież będąc w hotelu, można codziennie na śniadanie jeść coś innego. I z tym ładowaniem na talerz całej hałdy jedzenia to też przesada. Ale akurat tego trzeba się nauczyć, bo człowiek faktycznie głupieje, jak widzi tyle jedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak miałam za pierwszym pobytem w Grecji, ale po 3 dniach wybierałam tylko to, czego jeszcze nie próbowałam...

      Usuń
  9. Mój kolega twierdzi, że to nie tak, że ludzie mówią takie rzeczy z wyrachowanej, czystej złośliwości i chęci dowalenia komuś. W sensie, tacy też istnieją, ale wielu jest po prostu kompletnie bezmyślnych lub wręcz głupich i w swoim przekonaniu mówią mądrości i postępują słusznie. A mówią (czy też piszą), bo mogą, i tyle.
    Kolega czytał dużo książek o mózgu i o samoświadomości, więc jego argumenty brzmią dla mnie bardzo logicznie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, nie dziwę sie dzieciom, które bywają grymaśne, ale dorośli?

      Usuń
  10. mam dokładnie te same obserwacje :-(
    niestety. wybrzydzanie, wpisywanie opinii krzywdzących ...bo jadam wodorosty z oceanu arktycznego posypane specjalnym sproszkowanym grzybem z serca amazonii i do tego przyprawa z dalekiego wschodu.🙈
    Obserwuje, że już i tak jest lepiej z tym nakładaniem w ilościach dla konia. bo przecież można podejść kilka razy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, lepiej dobrać , niż wyrzucać. W restauracjach zdarza mi się brać na wynos resztki obiadu, na kolację lub kolejny obiad. Nie zawsze jest to możliwe, gdy domu daleko...

      Usuń
  11. Nie bede usprawiedliwiac osob o ktorych piszesz bo nie znam ich powodow do grymaszenia - napisze o sobie bo do takich naleze.
    Moja mala rodzinka czesto je w restauracjach a jest ich tu masa, co jedna inny rodzaj kuchni, innej przynaleznosci narodowej a najwiecej jest takich "owoce morza". Do nich ani nie wstepuje a gdyby to nie mialabym w nich co zjesc. Podobnie z brazylijskimi, mongolskimi, indyjskimi, greckimi, peruwianskimi - ciezko wyliczyc ta roznorodnosc - nawet w tych wloskich a sa popularne moge znalezc moze 2 dla mnie jadalne potrawy. Nie marnuje ich wyrobow bo nie korzystam ale latwo mi rozumiec osoby nie lubiace pewnych potraw.
    Restauracje hotelowe to osobna sprawa jednak tez mi sie zdarzalo ze nic z ich menu mi nie odpowiadalo wiec dobrze rozumiem innych. Roznica ta ze nie zamawialam wiec sie nie marnowalo, szlam na posilek na miasto.
    Dla mnie takie grymasy sa zrozumiale, przeciez nawet majac dzieci mielismy do czynienia z grymasami bo i one maja swe ulubione potrawy.
    Wyliczone przez Ciebie hotelowe menu jest duze i roznorodne, z takiego mozna cos wybrac wiec masz racje ale nie kazdy hotel posiada duza restauracje, napewno nie te prowincjonalne.
    Powiem Ci ze kelnerzy i kucharze prawie wszedzie maja ze mna cyrk bo zawsze z regularnych potraw cos odrzucam proszac by mi np nie posypywano serem, by salata byla bez cebuli czy oliwek i sucha, niczym nie polana, bez orzechow na ktore jestem uczulona , nawet chce mrozona herbate 40-60 co znaczy wiecej nie slodzonej niz slodkiej.
    Wiec grymasze ale jesli przyrzadza jak chce to nie marnuje bo zjadam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem diety, alergie pokarmowe itd. sama czasami proszę o pizzę bez sera, cebule oddaję mężowi, a gdy widzę na stolikach obok wielkość porcji, to zamawiam danie dla dzieci.
      Co innego zresztą w restauracji, gdzie zamawiasz z karty, a co innego, gdy masz spory wybór w bufecie i możesz wybierać bez ograniczeń.

      Usuń
  12. To chyba jakaś przywara narodowa, dzieje się w hotelach, ośrodkach wczasowych, nawet za granicą rodacy to robią, owoc do torebki, jednorazowe porcje z dzemikami i miodem do torebki a jak stół szwedzki to boją się że zabraknie no i Ci maruderzy co im nie smakuje.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli owoce są w całości na paterach, to tez biorę jeden, bo nie zjem na śniadanie, ale może później.
      Podobnie, gdy porcje są przygotowane już na stołach, to co mi przydzielono, zabieram, bo nie jadam dużo, a na drugie śniadanie i owszem.

      Usuń
  13. Jadąc na wakacje nastawiam się, że nie będę jadła tego co w domu dlatego szerokim łukiem omijam pobyty z wyżywieniem. W europejskich hotelach menu śniadaniowe jest takie samo, oparte na jajkach, wędlinach, serach i płatkach do mleka, do tego jakieś gofry i naleśniki, w większości pozaeuropejskich hoteli również są dostępne śniadania przygotowane pod europejskie gusta. Myślę, że ci wybredni turyści oczekują, że na wczasach będzie się im serwować rarytasy, skoro zapłacili to i wymogi nie z tej ziemi, tak jak by sam fakt uiszczenia opłaty dawał im prawo do oczekiwania nie wiadomo czego.
    A tego nakładania sobie na talerz ile się zmieści też nie rozumiem ale myślę, że to znowu wynika z zasady, że skoro zapłaciłem, to muszę to sobie odbić na jedzeniu tak żeby się zwróciło, chociaż nie wiem gdzie tu logika, skoro i tak jedzenie ląduje w koszu a nie w brzuchu 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli liczymy na regionalne smakołyki, to warto odwiedzać tawerny, małe restauracyjki, uliczne budki itp. Dlatego najlepsza opcja, to nocleg ze śniadaniem, a obiad w trasie:-)

      Usuń
  14. Widziałam takie memy. 😄 Pewnie chodziło o parówkę! 🤣

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Parówki i wszelkie kiełbaski były, na zimno i ciepło, czego dusza zapragnie.

      Usuń
  15. Nie pamiętam, czy u Ciebie o tym wspominałam, pewnie tak, ale zwykle starałam się wybierać hotele, gdzie większość ocen jedzenia była dobra i dziwiłam się tym słabym. A ostatnio dla odmiany trafiłam do takiego, gdzie większość jedzenie chwaliła, a dla mnie tam właśnie było słabe i monotonne - potem przez jedną noc byłam w innym i tam było zupełnie inaczej, pojawiły się też produkty, które pamiętałam z innych hoteli w regionie i których się spodziewałam. Więc tam dla odmiany nie rozumiałam, co ludziom w tym jedzeniu odpowiadało ;)
    Monotonność śniadań nie jest dla mnie wadą, bo i tak jem zawsze to samo i wręcz oczekuję, żeby hotelowe śniadania były powtarzalne. Jak mam pieczywo, jajka i pomidory albo inne warzywo, to mi to wystarczy, ale jeśli to śniadanie kosztuje więcej albo jeśli to hotel z pełnym wyżywieniem, to przyznam, że oczekiwałabym jednak większego wyboru, a zdarzało mi się spać w hotelach, gdzie nic innego dla mnie nie było (owszem, były, ale np. szynki, których nie jem, i ser żółty, który jem w ostateczności, albo dżemy, któych też nie jem...) - z drugiej strony na ogół nie były to hotele, gdzie śpi się dla śniadań ;)
    Nakładanie nadmiernej ilości mnie również drażni, nie lubię takiego bezmyślnego marnowania. Czasami okazuje się, że coś nam jednak nie smakuje i wtedy trudno, ale od nakładania więcej, niż jest się w stanie zjeść, można się powstrzymać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne że bywają wyjątki, nam się zdarzył nocleg ze śniadaniem, gdzie właścicielka nie wysilała się, a mogła, bo w sezonie był wybór warzyw i owoców, a ona ciągle jajecznica i pomidory, no i kawa tylko rozpuszczalna, bez żadnego dodatku typu herbatnik czy kawałek babki.
      A opłata za śniadanie była spora.

      Usuń
    2. Dobrze, kiedy opis i recenzje są rzetelne, wtedy można ocenić, czy się chce te posiłki wykupić i wiadomo, czego się spodziewać.

      Usuń
    3. To prawda, czasami konieczność jednak wymusza całościowe wyżywienie.

      Usuń
  16. Malkontenci znajdą się zawsze.
    Kiedy gotuję w domu, to czasami jestem dość wybredna, ale na wyjeździe, w hotelu, to nawet cieszę się na śniadaniowy bufet, bo mogę zjeść coś, czego normalnie nie jadam. Zdarzają się bardzo skromne śniadania, ale cóż, jem co dają, albo po prostu nie wykupuję śniadania. Zresztą obecnie zwykle można sprawdzić zawczasu jak wygląda śniadanie w danym hotelu i podjąć odpowiednią decyzję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie cieszy nawet, że nie muszę gotować, a po wypasionych posiłkach mam wyrzuty, że za dużo jem!

      Usuń
  17. Rece opadaja i wlosy sie jeżą na glowie, i mysli ciemnieja, i na usta usmiech sie nie cisnie. :))))

    OdpowiedzUsuń
  18. Wyjaśnienie jest jeszcze takie, że od nadmiaru- głowa dostaje kociokwiku, więc je się oczami. Stąd trudny wybór....i człowiek stwierdza,, nie ma nic dla mnie,, walory estetyczne niektórych dań i atmosfera luksusu zaspokajają najwybredniejsze podniebienie, wiec pozostaje skwitować , jak powyżej. Kto wie, czy w niektórych miejscach bardziej nie sprawdził by się ,,stół wiejski,, zamiast szwedzkiego. :-) Kiełbacha , kiszka , boczek, smalec i ogórek kiszony ,z dżemem i chlebem hi,hi papryka w słupkach ...Ale to raczej zbyt wysokie koszty...
    A może nie każdy jest gotowy na ,,przepych,,? I leci się lękowym stereotypem nie zawsze uświadomionym ,, dla mnie nie wystarczy,, , podczas nakładania na talerz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były i ogórki , i boczek, i kiełbacha, no może kiszki faktycznie nie było, bo nawet śledzie widziałam!

      Usuń
    2. Od siebie mogę dodać, że kiedyś w kawiarni przy wykwintnym deserze i kawie-miałam opór i lęk wynikający z tego, że nie wiedziałam jak się dobrać do deseru, żeby mi na stolik lub ubranie nie spadło i żeby się nie upaćkać. :-) Poczekałam aż ktoś inny zacznie....i pokaże ,,drogę,, Podskórnie bałam się oceny otoczenia. Taka byłam ,,spięta,, i usztywniona własnymi ograniczeniami.

      Usuń
    3. To podobno najlepsza metoda na nieznane dania, podpatrzeć jak inni to robią, sama tak spoglądam, gdy nie wiem do czego jaki widelec...

      Usuń
    4. Główną myślą ograniczajaco-paraliżującą była: jak cię widzą tak (o)piszą- do której byłam ,,przywiązana,, Gdy przestało mi na tym zależeć- odetchnęłam z ulgą ja , więc i otoczenie podświadomie wyluzowało. Mogłam je wreszcie zostawić i odejść . :-) ...zmieniona.

      Usuń
    5. Taki paraliż towarzyski może zepsuć każdą ucztę ;-)

      Usuń
  19. To takie wybrzydzanie na pokaz, a najczęściej gdybyś zobaczyła zawartość ich lodówek i to co ci narzekacze codziennie konsumują to byłabyś po prostu załamana. Owszem, na wczasach FWP posiłki bywały czasem dość "siermiężne" a zwłaszcza ich ekspozycja nie budziła zachwytu, no ale te czasy już dawno minęły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w dodatku bywały znaczne różnice między zestawami dla nauczycieli, a tymi dla górników, bo stawka była inna.

      Usuń
  20. Nie wiem dlaczego, ale zawsze mi się robi przykro, słysząc takie komentarze. Tym bardziej, że w domu tego nie mam na śniadanie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko przykro, ale i wstyd, bo ktoś nawymyślał, napracował się, a tu taki komentarz...

      Usuń
  21. Czasem chyba bardziej niż brak jedzenia przeszkadza nam to, że nie potrafimy docenić tego, co mamy. A kwestia marnowania jedzenia tocos co mnie rusza… Warto pamiętać, ile pracy i serca ktoś wkłada w przygotowanie każdego posiłku. ❤️ Szanujmy jedzenie, ludzi, którzy je przygotowują, i nakładajmy tyle, ile naprawdę jesteśmy w stanie zjeść. Bardzo potrzebny i dający do myślenia wpis! 🌷

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba wynika z dobrobytu i braku wyobraźni, moja babcia nie wyrzuciła ni okruszka chleba, a z resztek potrafiła przygotować cuda..

      Usuń
  22. Bo..." Osiołkowi w żłoby dano, w jednym owies, w drugim siano.
    Uchem strzyże, głową kręci i to pachnie i to nęci.
    Od któregoż teraz zacznie, aby sobie podjeść smacznie?
    Trudny wybór, trudna zgoda- chwyci siano, owsa szkoda.
    Chwyci owies, żal mi siana (...)
    Hrabia Fredro wiedział o takim zachowaniu 200 lat temu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga, ale jak dasz mało i co dzień podobnie, to też niedobrze!

      Usuń
  23. Też miałam podobne obserwacje, gdy mieliśmy wykupiony hotel z wyżywieniem... Aż się boję pomyśleć, co jedzą te osoby, które są tak prędkie do marudzenia... Jeśli mają tak "wyrafinowany' gust kulinarny, to chyba niepotrzebnie decydowały się na takie wyżywienie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ja jeszcze zapytałabym, czego im w takim razie brakuje...

      Usuń
  24. Prawdziwi i kulturalni bywalcy różnych hoteli i pensjonatów nigdy nie mają głupich wymagań i odpowiednio się zachowują. Poza tym do odpowiednich gwiazdek hotelowych są dopasowane odpowiednie przepisy jedzeniowe i wyposażeniowe pokoi ... I na odwrót.
    No i prawdą jest ze im "większy dziad" tym większego udaje "pana, bywalca czy bogacza"... Ciągle jako naród nie mamy jednak tej kultury odpowiedniego zachowania się w przeróżnych miejscach.
    Kiedyś siedzieliśmy we dwójkę przy śniadaniu w jakimś skromnym pensjonacie gdy nagle podeszły do nas dwie zupełnie obce osoby z zewnątrz, zajrzały nam w talerze i powiedziały coś w tym rodzaju:" idziemy stąd bo tu sama holota jest"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to trafiliście naprawdę chamskie towarzystwo.
      My kiedyś na wczasach mieliśmy przydzielony stolik ze starszymi ludźmi, którzy na wszystko narzekali, obrzydzali każdy posiłek, głównie to zapamiętałam z tych wczasów.

      Usuń
  25. Podejrzewam, że największe fanaberie mają osoby, które na codzień jedzą wyłącznie chleb ze smalcem. Miałam zreszta okazję to potwierdzić własnymi obserwacjami kiedyś dawno temu na wczasach tak zwanych zakładowych, gdzie wszyscy się znali i wiedzieli jaki kto ma status finansowy. Najbardziej wybrzydzali ci, co najmniej mogli sobie pozwolić na luksusy, dyrektorzy i ich rodziny były zadowolone i chwaliły kuchnię.
    Podobno teraz coraz więcej hoteli odchodzi od śniadań w formie szwedzkiego stołu, na rzecz podawanych przez kelnera. Chodzi o ograniczenie marnowania jedzenia, bo i na stołach szwedzkich dużo zostawało i goście za dużo sobie nakładali, zostawiając potem po pół talerza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak słyszałam, a jeśli nie śniadania, to obiady z karty, no i ograniczanie opcji all inclusive, jestem za!

      Usuń
  26. Dla mnie najważniejsze w śniadaniowym menu są jajka i owoce :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Wyjeżdżałam tylko do szpitali, sanatoriów lub na wczasy wojskowe, jadłam to, co podawano, bo choć nigdy nie byłam głodna, to jednak nauczona, by przy jedzeniu nie grymasić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo my z tego pokolenia, które poznało wszelkie ograniczenia...więc na wczasach itp. cieszyło wszystko, nawet to, że podano i nie trzeba zmywać:-)

      Usuń
  28. Oj , różne są potrawy w restauracjach hotelowych . Oczywiście są i tacy , którym nic się nie podoba, nic nie smakuje. Też mnie to dziwi. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle w restauracjach czy barach bywa różnie, ale gdy jest wszystko świeże i smaczne, to grzechem jest marudzić.

      Usuń
  29. Ja właśnie uwielbiam jeść w takich miejscach bo można przebierać w jedzeniu a sama mam tak, że czasem trudno mi się zdecydować co zjeść, nawet będąc w domu, nie mam pomysłu co kupić/zrobić. Niektórzy chyba lubią narzekać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo sobie cenię hotel z wyżywieniem, bo o nic sie nie martwię :-)

      Usuń
  30. Marnowanie jedzenia... bardzo mnie złości i smuci.
    ALe co można zrobić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Globalnie pewnie niewiele, ale wystarczy, że każdy z nas zacznie od siebie:-)

      Usuń
  31. Też tego nie ogarniam, dla mnie hotelowe restauracje to całkowity luksus, na który pozwalałam sobie tylko za pieniądze rodziców xD. Też widziałam jak ludzie ładują na talerze wszystko co się da, a potem idzie to do kosza :/ No aż mnie to boli. Sama w podróżowaniu stawiam raczej na miejscówki z dostępem do kuchni i robimy sobie z partnerem jakieś jedzonko i kanapki na drogę, po taniości, żeby były fundusze na kolejną wycieczkę :). Rozumiem, że innych stać i mogą sobie nawet powybrzydzać i chcieć nie wiadomo jakich smaków ale nie usprawiedliwia to dla mnie marnowania jedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywało, że ciepły posiłek na wyjazdach był tylko dla syna lub tzw. zupki chińskie, byle nie być głodnym. Teraz mogę sobie pozwolić na odrobinę luksusu.

      Usuń
  32. Mam takie podejrzenie, że ci, którzy najbardziej marudzą, w domu jadają głównie trzy potrawy na krzyż i to często na stojąco zamiast na talerzach :)
    Każdy, kto w domu choć trochę gotuje, wie ile to wymaga planowania i pracy.
    Druga grupa to malkontent z powołania.
    Dla żadnej z tych grup nic się nie da zrobić, i tak będą niezadowoleni. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, bo takich narzekaczy widywałam już od pierwszych wyjazdów na wczasy...lata temu!

      Usuń
  33. Takie osoby poprawiają sobie, w ten sposób, samoocenę. Bardzo głupi sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No chyba tak, bo tylko czasem ptasiego mleka brakuje...

      Usuń
  34. Przyklaskuję i przyłączam się do Twojego oburzenia ;)
    Myślę, że ci wyjątkowo wybredni goście często jedzą na co dzień dość pospolicie i monotonnie, co absolutnie nie przeszkadza im narzekać na kulinarną "nudę". Jakoś trudno mi uwierzyć, że wśród tylu opcji nie są w stanie wybrać dla siebie jednej czy dwóch. Niektórzy jednak wychodzą z założenia, że jak płacą, to WYMAGAJĄ, a mówiąc bardziej precyzyjnie: oczekują, że wszyscy będą tańczyć koło nich. Więc jeśli sam Gordon Ramsay im nie przyrządzi posiłku, to będą zniesmaczeni. To ten typ klienta, któremu choćby zaoferowano gwiazdkę z nieba, to i tak by nie docenił, a jedynie narzekał, że była za gorąca / zimna / mała / zbyt duża / za wolno podana / nie taka, jaką chciał, bo jemu ta obok bardziej się podobała...

    Ja jestem jeszcze z tego pokolenia, które wychowywano, aby miało szacunek do pożywienia. Zawsze mierził mnie widok znajomych, którzy marnowali mnóstwo jedzenia, a chleb wyrzucali do kosza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie uczono, że wiele produktów można wykorzystać inaczej, a nawet gdy cos jest po dacie, to nie oznacza, że trzeba wyrzucić!
      Na szczęście, od dawna jest moda na zero waste i to mi sie podoba:-)

      Usuń
  35. Ile razy gdzieś wyjeżdżam, jedzenia jest w bród i wybór ogromny. Nawet u nas, w Polsce. Będąc za granicą, niektórych "egzotycznych" smaków nie toleruję, ale z tym naprawdę nie ma problemu, bo jak nie to, to tamto albo jeszcze coś innego. Głodu nie ma. I też wkurzają mnie do białości te kopy jedzenia brane na talerz, a potem pozostawiane, niezjedzone, zmarnowane. To jest coś potwornego. I jeszcze to robienie wiochy - pakowanie kanapek w serwetki i do torby. Ludzie wstydu nie mają, naprawdę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasami zabieram w Grecji owoce suszone w serwetce i owoc na drogę, bo jeśli leża w całości, to biorę na później, ale jeden!

      Usuń
  36. Ja też lubię hotele czy pensjonaty z wyżywieniem, co najmniej ze śniadaniem, bo na kolację można chodzić w różne miejsca.
    I lubię obserwować ludzi, bo ostatnio jeżdżę sama i z kolei wydaje mi się, że sytuacja się znacząco polepszyła. Ludzie jedzą powoli, nie nabierają dużo, nawet mało powiedziałabym, ewentualnie dobierają sobie, nie wynoszą owoców. Może inaczej jest na pobytach, pakietach zorganizowanych, gdy śniadanie czy inny posiłek wliczony jest w cenę. Gdy zamawiam teraz hotel, to śniadanie jest dodatkowo płatne.
    Ostatnio w Busku, gdy miałam taki tygodniowy pakiet z trzema posiłkami i zabiegami, serwowano naprawdę luksusowe dietetyczne rzeczy. Miałam ochotę sobie coś dobrać, ale wiedziałam, że za 4 godziny znowu będę miała taki znakomity posiłek, to rezygnowałam. Ludzie postępowali podobnie.
    Myślę, że jesteśmy coraz zamożniejszym społeczeństwem. Ale wyjątki potwierdzają regułę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamożność widać, całe rodziny w hotelach , a pobyt nie jest tani, nas stać dopiero od kilku lat.
      Jeśli ludzie bywają tu i tam częściej, to może i dobrych nawyków nabywają:-)

      Usuń
  37. Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w końcu sie to zmieni na lepsze, wszystko wymaga czasu.

      Usuń
  38. Myślę, że tym wybrzydzaniem chcą zwrócić uwagę na siebie. Tak się dowartościowują z braku laku.
    Za to nakładanie kopiastego talerza, a potem zostawianie jedzenia w Egipcie nie szanują Polaków. Pewnie nie tylko w Egipcie...
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Egipcie nie byłam, ale słyszałam, że bywają restauracje, gdy w przypadku zostawiania na talerzu, dopłacasz za danie.

      Usuń
  39. Nie mam takich problemów 😃 Śniadań nie jadam, ani w domu ani na wyjazdach, więc nawet jeśli bywam sporadycznie w hotelach to biorę opcję bez. Albo nie schodzę na stołówkę.
    A generalnie to lubię próbować wszystkiego, bo kuchnia to jedna z tych rzeczy, które mówię bardzo wiele o danym kraju. Ale zawsze najpierw próbuję w ilościach śladowych czy mi coś smakuje, a dopiero potem nakładam tyle ile wiem, że zjem 🙂 I zawsze mam bekę z Angolii, którzy mając na wakacjach do wyboru jedzenie z całego świata, wpieprzają te swoje bekony, fasolę i inne jaja. A jeśli tego zabraknie, to faktycznie nie mają co jeść 😄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, w naszym hotelu chyba też bywają Anglicy, bo był bekon, jajka i fasolka w pomidorach:-)

      Usuń
  40. Ludzie po prostu lubią wybrzydzać się do przypierdzielać do głupot. I wiem, że nie wszyscy wszystko jedzą, ale jestem pewna, że będąc na posiłku w bufecie coś można dla siebie wybrać. Czy to wśród mię czy warzyw na pewno coś w domu się je.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Największy dramat z dziećmi, wiele razy widziałam, że jedzą suchy makaron i chleb z nutellą i nic więcej, ewentualnie frytki.

      Usuń
  41. Zgadzam się z Tobą. Z tak bogatej oferty można coś wybrać. Może niektórym się przewraca w głowach od takiego dobrobytu?!

    OdpowiedzUsuń
  42. Oj tak, że się tak wyraże: niektórym się w pupkach poprzewracało i stąd ta wybredność ^^

    OdpowiedzUsuń
  43. Niektórym po prostu nie można dochodzić... Uściski ♥️

    OdpowiedzUsuń
  44. Pełna zgoda! Mam te same odczucia.
    Nagminne nakładanie ogromnych porcji i zostawianie na talerzach - oburza mnie. A marudzenie "nie ma nic dla mnie" w takiej sytuacji nie przystoi i jest aż śmieszne. ;) Też się zastanawiam, co ci ludzie jedzą w domach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? zawsze mnie to zastanawia, nie mam tyle wyobraźni...

      Usuń