Słyszymy wielokrotnie, że nastąpił oto upadek obyczajów.
Niewątpliwie tak jest, ale czy to cecha ostatnich lat i czy tylko życia publicznego lub dziennikarstwa dotyczy to zjawisko?
Wiele sytuacji, o których chcę wspomnieć dotyczy zwyczajnie szacunku wobec rozmówcy, słuchacza, klienta, sąsiada...
W życiu codziennym staram się stosować zasadę: traktuj innych tak, jak sama chciałabyś być traktowana.
Z żalem obserwuję, że nie wszyscy podobnej zasady przestrzegają.
Gdy dzwonię do kogoś i słyszę w tle dziwne odgłosy (zapełnianie zmywarki, chowanie naczyń do szafy, strofowanie dzieci lub psa) czuję się gościem niepożądanym, skoro rozmówca po drugiej stronie nie może przerwać na chwilę swoich zajęć, by spokojnie porozmawiać.
Pamiętam, jak pracując w szkole przy stronie internetowej placówki, zadzwoniłam służbowo do opiekuna naszej strony po poradę techniczną. Raz pan był na siłowni, innym razem na stoku i to ja miałam zadzwonić ponownie...no kto tu jest dla kogo?
Gdy uczestniczyłam w lektoracie języka angielskiego na studiach podyplomowych, przysłano nam kiedyś zastępstwo za naszą anglistkę. Pan przyjechała na rowerze, w stroju mocno sportowym i w tych elastycznych gaciach z wkładem żelowym na tyłku prowadził zajęcia.
A co powiedzieć na głośne rozmowy telefoniczne, często przez kamerkę w miejscach publicznych? Nie o młodzież chodzi, a o ludzi statecznych, seniorów... obserwuję w parku kuracjuszy, którzy rozmawiają na głośniku z rodziną, znajomymi, opowiadając co tam panie w uzdrowisku, wymiana uwag na temat jedzenia i osób. Ciekawe, czy rozmówca po drugiej stronie wie, że słucha go połowa spacerowiczów?
Nie lepiej w sklepach - ile razy widzę osoby wielofunkcyjne ( w sumie podziwiam) - rozmawiają przez telefon, płacą przy kasie, w jednej ręce pies, obok dziecko, pani żyje własnym życiem, a że przeszkadza choćby kasjerce?
Muszę wspomnieć o zachowaniach naszych parlamentarzystów czy lokalnych radnych, i to z każdej opcji politycznej. Zachowania niegodne posła czy senatora, awantury na sali sejmowej, awantury na ulicach - i dla takich ludzi ustanowiono immunitet?
A czy podoba Wam się poświęcenie strzelnicy? nikt nie krzyczał o obrazie uczuć religijnych? Przyjeżdża ksiądz, by poświęcić miejsce, gdzie ludzie ćwiczą się w strzelaniu do drugiego człowieka, bo nie oszukujmy się, nie chodzi o strzelanie sportowe na olimpiadzie...
Szacunek dla sąsiadów? - nie wypuszczaj psa na balkon, by ujadał na wszystko, co się rusza; nie pal papierosów na klatce schodowej; nie trzaskaj drzwiami auta o 2 w nocy...
Inne obserwacje:
- nie ma gdzie iść z bólem zęba do dentysty, ale na każdej ulicy zrobisz sobie brwi, rzęsy i paznokcie
- na każdym niemal rogu wyrastają kebabownie, a gdzie pizzeria, bar mleczny, bar wege czy naleśnikarnia?
- w Toruniu mijaliśmy dwie wycieczki: jedna, to młodzież szkoły średniej, wszyscy w czarnych bluzach z kapturami, głowy w telefonach.; druga to seniorzy , w kolorowych strojach, roześmiani, panie w pięknych kapelusikach...
- kiedyś w parku widzieliśmy panią, myjąca ławki, bo niektórzy mają zwyczaj siadania doopą na oparciu, a butami brudzą siedzenia, czy to jakaś nowa moda?
Zazwyczaj optymistycznie patrzę na świat i ludzi, ale przyznaję,
że coraz trudniej mi to przychodzi...

Wszystkie Twoje obserwacje potwierdzają także moje odczucia, a można by dodać jeszcze całą litanię. Niestety, marnym pocieszeniem są nieliczne wyjątki. Może faktycznie ludzi jest za dużo, że zanika szacunek wobec drugiego człowieka jako podstawowy wyznacznik kultury?
OdpowiedzUsuńA uliczne kebaby mnie strasznie irytują, tyle ich jakby to polka potrawa narodowa była. A pisałam już u siebie, że nawet w sąsiedniej wsi zniknął sklep, a w tym miejscu powstał salon piękności: paznokcie jest gdzie zrobić, a po chleb mieszkańcy jeżdżą do sąsiednich wiosek.
No właśnie, kosmopolityzm nie jest zły, ale akurat nie w tych przypadkach... Szewca szukasz długo, a tu co chwila Salon Madame Żanet, Studio fryzur Glamour itd.
UsuńGlosne rozmowy telefoniczne w sklepach na szczescie prowadzone sa w jakichs dziwnych jezykach, wiec odbieram to jak glosne skrzypienie wozka z zaklinowanym kolkiem.
OdpowiedzUsuńDo lez doprowadzaja mnie "madki" ze "słotkim narybkiem" dracym "jape" miedzy regalami z wiszacymi ubraniami bo mamusia musi przymierzyc to i owo co trwa kilka godzin.
Mlodziez: wchodza do slepu z hulajnogami, ktore torpeduje wszystko, bo podobno nie mozna ich zostawic przed sklepem bo ukradna. A ze komus zahaczonemu leca guziki az z kolniezyka bluzki czy zostaja slady kolka na bucie to gapiostwo starosci a nie aroganckie zachowanie mlodosci.
Hulajnóg u nas mnóstwo, cały gang osiedlowy, najgorzej, gdy trzepią kołami o chodniki lub kręcą młynki wokół głowy, aż zamykam oczy...
UsuńTo się niestety zaczyna w domu, rodzice dają przykłady swoim zachowaniem, dzieci przenoszą do szkoły, nikt nikomu nie może zwrócić uwagi, bo zaraz wielkie halo, ogólne przyzwolenie na chamstwo i niezauważanie innych. I ten język, ordynarny, na który jest przyzwolenie.
OdpowiedzUsuńNie tylko przyzwolenie, niektóre zachowania nazywane są bohaterskimi, a gdy zwracasz komuś uwagę, to słyszysz: jak pani przeszkadza, to niech pani wyjdzie...
UsuńIkroopka napisała komentarz w punkt :) Podpisuję się pod nim wszystkimi kończynami, niektórymi koślawo, ale jednak ;)
UsuńMam wrażenie, że dziś każdy myśli, iż jest pępkiem świata i cały świat kręci się wokół niego. Stąd właśnie to pogwałcenie zasad współżycia społecznego.
Marzę, by nauczano savoir-vivre w szkole (naiwnie łudzę się, że COŚ by to dało), a rodzice przywiązywali większą wagę do kształtowania własnych dzieci. By współpracowali z nauczycielem, a nie traktowali go jak wroga publicznego numer 1.
Co do siadania na oparciu i brudzenia buciorami ławek, to tak samo „uwielbiam” tych, co w kinie trzymają giry na fotelach rząd niżej.
A ja tych, co w kinie jedzą, piją, sikają i kręcą się ciągle, a bywają jeszcze tacy, co opowiadają osobie obok film lub tłumaczą, o co chodzi...
UsuńMyślę i myślę
OdpowiedzUsuńI niestety uświadamiam sobie, że tutaj ten obrazek przy kasie jest niespotykany.
Jakby mam poczucie, że u mnie ludzie są lepiej wychowani?
Nie wiem zresztą.
Może po prostu szanują innych klientów i kasjerki?
Usuń🫣A ja się z Wami nie zgadzam. Często tak wyglądam, jak ta młodzież w bluzie z kapturem :-)))tylko nie wiszę w telefonie. Pamiętam, że w wieku młodzieńczym nie szanowałam wspólnej własności...pamiętam jak wyglądały szkoły, parki...jak wyglądała wspólnota komunistyczna. Nikt niczego nie szanował. dziś jest dokładnie odwrotnie. takie mam zdanie. nie kradną mi papieru toaletowego w teatrze, mydła i ręczników. Szanują wystrój. Wypiękniało wszystko co publiczne. Nie ma porównania. niech rzuci kamieniem ten kto nigdy nie odbiera telefonu od dziecka, chorego męża czy szefa w sklepie ?? sama jestem wielofunkcyjna, robię kilka rzeczy na raz. zdarza mi się płacić i prowadzić rozmowę na słuchawce w sklepie ale zawsze podczas rozmowy cichej uprzedzam gdzie jestem i że będę rozmawiać z panią w kasie. ot żyycie, jestem szefem dzwonią o różnych porach. ale też odcinam smycz kiedy mogę. Tak to teraz wygląda WSZĘDZIE. w każdym kraju. wiem, bo zwiedzam. kiedyś przeszkadzali nam za głośni Niemcy dziś sami jesteśmy za głośni...
OdpowiedzUsuńNatomiast mnie wkurzają ludzie gadający do telefonu na głośnomówiącym. masakra, i w każdym wieku. dlatego strefa ciszy w pkp jest wybawieniem. lokale bez dzieci są wybawieniem dla mnie osobiście...bo dla mnie wrzeszczące wniebogłosy dziecko, jest tym samych co głośne rozmowy telefoniczne.
To chyba mieszkasz w innej Polsce, bo u nas nadal brak szacunku dla wspólnej własności, nawet nie chce mi sie wymieniać.
UsuńCo do czarnych bluz, rozumiem, ze KTOŚ lubi czarny, ale 30 osób w klasie? a podobno chcą indywidualnego traktowania. Nie założyłabym czarnego ani fioletowego, bo nie lubię, a oni jak te owce, wszyscy na czarno.
Nigdy nie odbieram w sklepie, zwłaszcza od szefa, a jeśli ktoś znajomy, to najwyżej mówię - jestem w sklepie, oddzwonię.
Jotko, dziś jest taka moda wśród młodzieży, kiedyś to były bananowe spódnice i tureckie swetry, teraz czarne bluzy z kapturami:) A co do szanowania wspólnej własności, to też zgodzę się z Teatralną, kiedyś bardziej młodzież niszczyła przystanki, ławki, kosze na śmieci, łamała młode drzewka, wyrywała róże na klombach - teraz to wyjątek.
UsuńTeraz niszczą przy pomocy farb w spraju i naklejek samoprzylepnych, to jakaś plaga!
Usuńno, ale czy ten pan poradził technicznie, mimo że był na stoku i siłowni, czy wykręcał się od roboty tłumacząc się pobytem w tych lokalizacjach?... no, ale z drugiej strony, czasem podczas takiej porady trzeba sięgnąć po jakieś materiały pomocnicze, a z tym może być faktycznie trudno, gdy się szusuje lub wyciska... czyli wychodzi na to, że trzeba być doradcą najwyższej klasy, aby udzielać konsultacji podczas dbania o formę...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
No niestety migał się, a nie robi tego za darmo, ale to tylko pani ze szkoły...
Usuń"nie pal papierosów na klatce schodowej; nie trzaskaj drzwiami auta o 2 w nocy..." Kiedy przeczytałam pierwszą część cytowanej wypowiedzi, to zrobiło mi się wstyd. Gdy zamieszkałam w nowym mieszkaniu z 2-letnim synem, nie chciałam palić papierosów w mieszkaniu. Wyszłam za drzwi i wtedy złajał mnie sąsiad. Wróciłam do mieszkania i już nigdy nie zapaliłam na półpiętrze. Ktoś z komentujących napisał, że zasady wynosi się z domu i to jest prawda. Uczyłam syna właściwego zachowania, ale wiem, że gdy się jest w grupie rówieśniczej, to się często zapomina o tym, co mówią rodzice.
OdpowiedzUsuńZgadza sie, uczyłam syna by nie rzucał papierków na ziemie, ale w grupie robił jak koledzy.
UsuńZięć sąsiadki często pali na klatce, gdy idę na spacer, wciągam ten smród papierosowy...
A ja chyba na stare lata robię się bardziej tolerancyjny - wiele zachowań to zupełnie nowe sytuacje, których nie mam do czego porównać.
OdpowiedzUsuńAlbo stare sytuacje w nowym wydaniu...
UsuńDo oceny obyczajów podchodzę zdecydowanie łagodniej. Owszem, nie podobają mi się zachowania o których piszesz, ale ... kiedyś nie było lepiej, było inaczej . Były plotki okrutne, szkalujące, alienujące inność. Na porządku dziennym były intrygi, pomówienia, zachowania przemocowe.
OdpowiedzUsuńLudzie się nie zmienili, zmieniły się sposoby.
I zamiast lepiej, jest tak samo. Prym wiodą parlamentarzyści i dziennikarze. Skoro oni się nie krępują i nie przejmują, to reszta też nie zachowuje się elegancko.
Co do strojów. Absolutnie mi nie przeszkadza jak są ubrani. Ważne, że im wygodnie ( mam nadzieję).
Niektórzy muszą rozmawiać z włączonym głośnikiem, bo nie dosłyszą. A niech tam... mnie nie przeszkadza. Gdyby stali i głośno gadali byłoby to samo.
Co do księży - tej katolickiej hipokryzji wyłażącej zewsząd i wszędzie, nie będę komentowała.
Branża beauty się rozwija w myśl zasady - jest popyt...
Jest moda na szybkie jedzenie i koniecznie mięsne. Cóż zrobić, skoro nawet pewna arcymądra posłanka uznała, że nikomu nie służy dieta parlamentarna.
Moja znajoma śpi z zatyczkami w uszach, bo jej sąsiad słucha Radia Maryja na cały regulator i żadne prośby nie pomogły.
UsuńA tak, owa posłanka znana jest z różnych "mądrych" wystąpień ;-)
Ja chyba też jestem nico bardziej wyrozumiała. Na modę nie ma lekarstwa- obezwładnia młodzież ale i dorosłych wcale nie mniej. Nie lubię tego owczego modowego pędu, więc się do niego nie stosuję- tak po prostu.
OdpowiedzUsuńA grzeczność, kultura. Wszystko to zależy od człowieka- czego nauczył się w domu a czym nasiąknął w społeczności , w której się obraca.
Mnie to też ni ziębi, ni parzy, raczej dziwi, skąd taki owczy pęd na wszystko?
UsuńChyba rzeczywiście coraz częściej brakuje nam zwykłej uważności na drugiego człowieka — tego, żeby pomyśleć, czy swoim zachowaniem nie przeszkadzamy, nie ranimy, nie lekceważymy innych. I nie chodzi przecież o wielkie zasady dobrego wychowania, tylko o zwykły szacunek i odrobinę empatii. Na szczęście wciąż spotykamy ludzi, którzy potrafią być życzliwi, kulturalni i uważni. I może właśnie od takich drobnych gestów warto zaczynać zmianę. 🙂
OdpowiedzUsuńNa szczęście ludzie życzliwi i empatyczni osładzają nieprzyjemne sytuacje:-)
UsuńZ moimi koleżankami ustaliłyśmy, że na dłuższe rozmowy telefoniczne się umawiamy. Właśnie po to, żeby każda miała czas. Kiedy słyszę krzątaninę, wiem, że czas mi się skończył i "do następnego" :) Jeśli sama muszę narobić szumu, to mówię o tym "daj mi chwilę", a potem rozmowa może dalej się toczyć.
OdpowiedzUsuńZ tym gadaniem do komórek to jakby się trochę uspokoiło, ale ja rzadko wychodzę. Ty natomiast masz kuracjuszy, to inna para kaloszy.Może u siebie by się tak nie zachowywali, jak Anglicy w Krakowie? ;)
No trochę tak, roznegliżowani panowie jak na plaży, głośne rozmowy przez telefon, a my na przykład chcemy ptaków posłuchać lub po prostu ciszy.
UsuńAkurat pizzerię i bar z kebabem postawiłabym w tym samym szeregu - jedno i drugie nie nasze 😉
OdpowiedzUsuńZ resztą się zgadzam 😄
No tak, pizza też nie nasza, ale chyba ma więcej smakoszy...
UsuńNastąpiło rozluźnienie obyczajów, ale jeszcze nie upadek. Ludzie stali się dla siebie mniej oficjalni, stąd właśnie robienie czegoś podczas rozmowy, np. zdarza mi się odebrać telefon w trakcie jazdy na rowerze, mam wszak słuchawki. Nie czuję, by trzeba było się zatrzymywać.
OdpowiedzUsuńCóż, stok jest takim miejscem, że ciężko by było przerwać to zajęcie. Odebrał, bo oczekiwał telefonu, ale rozmowa w takim punkcie może być niebezpieczna. Zwyczajnie może ktoś w niego wjechać, jeśli stoi w miejscu.
Albo ubranie – wiele sytuacji jest niestosownych, są twarde konwenanse, których nie należy łamać, ale czy ja bym nie poprowadziła jakichś zajęć w stroju rowerowym? Myślę, że jeśli nie byłyby to przed np. głowami urzędowymi, lecz przed osobami prywatnymi, to czemu nie.
Głośne rozmowy w miejscach publiczny są denerwujące. Naprawdę nie sposób skupić myśli wtedy, to wkurza!
Sąsiedzi... o rany... Marzę o:
1) zakazie palenia na balkonie, bo niestety mam cały dym w sypialni.
2) zakazie posiadania psów w bloku (niestety, sorry. Kocham zwierzęta, ale pies w bloku się męczy. Sąsiedzi też.)
3) Trudna sprawa, bo przejeżdżanie drogą jest dozwolone o każdej porze doby, ale niestety przejazd pierdzącym skuterem pod oknami, o 5 rano... Nie wiem jak by to ugryźć prawnie. Chyba się nie da.
Słuszna uwaga, kosmetyczek i fryzjerów zrobiło się więcej niż było monopolowych, bo te, zauważyłam, zamykają się na potęgę.
Bary mleczne jeszcze są, przynajmniej w Łodzi znajdę choćby jeden na każdą dzielnicę. Ale na to miejsce znajdę kilka kebabów.
Siedzenie na oparciu, praktykuje się odkąd pamiętam.
Proszę nie demonizować mi czarnych ubrań. :D
A poprowadziłabyś zajęcia w stroju kąpielowym? facet miał bardzo skąpe gacie!
UsuńCzarnych ubrań nie zamierzam demonizować, niektórym kobietom nawet pasują, raczej dziwi mnie brak indywidualności u młodzieży, a buntują się przeciw mundurkom!
A nie można usiąść po prostu na ławce jak wszyscy?
Dla mnie problemem było palenie papierosów na ulicy przez innych i konieczność chodzenia w dymie papierosowym. W Japonii praktycznie się to nie zdarza - przez prawie 10 lat zdarzyło mi się ledwie kilka razy.
OdpowiedzUsuńGadania głośno przez komórki w miejscach publicznych też praktycznie nie ma. Chociaż zdarza się, że młodzież słucha czegoś przez głośnik zamiast przez słuchawki, ale to raczej na ulicy, a nie w zamkniętym pomieszczeniu.
Pamiętam, że wiele lat temu, kiedy zaczynałam prowadzić firmę zdarzyło mi się odebrać telefon od klienta w warzywniaku, takim małym. I akurat byłam obsługiwana. Ależ to była katorga. Tak źle się czułam, że pamiętam tę sytuację do dziś. Miałam nauczkę i nigdy już tak nie zrobiłam.
Te różne takie zachowania wynikają głównie z braku szacunku do drugiej osoby - myśli się o sobie, a mniej o innych i grupie. W Japonii z kolei trochę jest przegięcie w drugą stronę - grupa, społeczeństwo ważniejsze niż własne potrzeby, więc takie zachowania są krytykowane i na ogół nie praktykowane.
Myślę, że w każdej sytuacji miałoby zastosowanie porzekadło: nie czyń drugiemu, co i tobie nie jest miłe :-) tylko tyle i aż tyle...
UsuńJechałam dzisiaj autobusem i pani na cały autobus obgadywała swojego męża z którym się rozwiodła z jakąś psiapi , było to niesmaczne i obrzydliwe .Na mojej klatce nie da się palić papierosów, mamy czujniki.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńOj, dawno temu byłam świadkiem rozmowy kochanków, pikantne to było, nie powiem, ale w autobusie niesmaczne...
UsuńNajgorsze jest jednak to, że gdy się komuś zwróci uwagę na niewłaściwe zachowanie to albo chamsko odpowie, albo zdziwienie wielkie "o co ci/pani chodzi?".
OdpowiedzUsuńOtóż to, czasami strach się odezwać!
UsuńŁo matko, temat rzeka:)! Poruszyłaś dwie sprawy - zachowania się i dostępu do usług. Tu popyt napędza podaż. Nie ma szewca, bo mało kto nosi buty, gdy się zepsują, są z plastiku, więc się wyrzuca. Nie ma dentysty na każdym rogu, bo nauka jest limitowana ilością studentów i otwarcie gabinetu jest drogie, nie każdego po studiach byłoby na to stać, w tym przypadku popyt napędza ceny, a nie podaż, itd. Co do zachowania się w miejscach publicznych. Mnie oburzają rodzice nie zwracający uwagi na niewłaściwe zachowanie się swoich dzieci, bo w takim wypadku widać, że brak kultury jest dziedziczny.
OdpowiedzUsuńWychowanie bezstresowe, a potem dziwią się, że dorośli ludzie wybierają hotele i restauracje 16+
UsuńGabinety - ciekawe jest to, że kupę kasy wydaje się na poprawianie urody, ale gdy mowa o płatnych usługach medycznych, to wielkie oburzenie...
Na głośne rozmowy albo oglądanie czegoś na telefonie bez słuchawek to powiem Ci jestem uczulona. Raz, że nie rozumiem jak tak można robić, a dwa to nie rozumiem jak można nie być świadomym tego, że się przeszkadza np. współpasażerom jadącym tym samym autobusem. Kilka dni temu wracałam do domu i kierowca autobusu przez swój mikrofon zwrócił uwagę chłopakowi prowadzącemu videorozmowę, kazał mu wysiąść albo wyłączyć telefon. Mi też się zdarza zwrócić uwagę i poprosić o korzystanie ze słuchawek lub ściszenie telefonu.
OdpowiedzUsuńŚwięcenie strzelnicy? O matko! Chociaż w sumie jeśli chodzi o kościół to nic mnie już nie zdziwi, aczkolwiek ta strzelnica trochę zdziwiła 😃
Święci się chyba wszystko, u nas poświęcono salę językową, ciekawe czy ktoś zbadał, jak szybko angielski wchodzi do głowy?
UsuńBardzo lubię tego typu obserwacje socjologiczne, śledzenie zmian, trendów...
OdpowiedzUsuńMam podobną naturę do Ciebie, bo wiele z tych rzeczy, które wymieniłaś - też mnie denerwuje. Za rozmowami telefonicznymi, z odgłosami krzątaniny, nie przepadam, ale często się z tym spotykam. I nawet trochę podziwiam rozmówczynię (bo to przeważnie są rozmówczynie) za podzielność uwagi - ja przyciskam telefon do ucha i skupiam się tylko na słuchaniu, może dlatego długie rozmowy mnie męczą... Nie lubię też słuchać cudzych rozmów telefonicznych w sklepach czy autobusach.
Czasem czuję się jak dziwadło, ze względu na wysoką wrażliwość, nadmiar bodźców mnie męczy...
Szacunek dla drugiego człowieka jest podstawą, ale jakoś coraz go mniej niestety.
Chyba za bardzo ludzie żyją w swoich bańkach, nie bacząc na innych, a tak niewiele potrzeba, trochę empatii i wyobraźni :-)
UsuńZ tym siadaniem na ławkach to nie jest nowa moda, tak było już kiedyś, kiedy chodziłam do szkoły, malo kto siadał normalnie... A w rozmowach telefonicznych najbardziej mnie irytuje jak ktoś dzwoni do mnie, a rozmawia jeszcze z kimś, kto jest obok...
OdpowiedzUsuńMoże i moda stara, ale ciągle nie wiem dlaczego tak, przecież to niewygodne...
UsuńDzisiaj na spokojnie przeczytałam notkę i wszystkie komentarze...
OdpowiedzUsuńUnikam jak ognia sytuacji, gdy coś robię i zadzwoni telefon. Czasem jest tak, że z powodu szacunku dla rozmówcy, odbieram, chociaż nie jest mi to wcale na rękę, bo jestem w trakcie czegoś i mam np. upaćkane ręce. Ale odbieram wtedy gdy wiem, że ktoś dzwoni gdy ma wolny czas( w ciągu dnia) bo potem kontakt może być utrudniony, ze względu na np.popołudniowe obowiązki.
A gdy sytuacja jest odwrotna i ja dzwonię- szybko kończę rozmowę chyba że ktoś przestanie się rozdwajać lub dzielić na czworo. :-)
Czas, uwaga, życzliwość - tylko tyle i aż tyle!
UsuńA ja słyszę czasem, że "mam kij wie dupie", gdy zżymam się na upadek obyczajów. Tymczasem sama jestem upadła (do łóżka) i pozdrawiam, rzężąc.
OdpowiedzUsuńWygrzewaj się i łykaj witaminki, bo czekam na nowe wpisy !
UsuńJuż starożytni Rzymianie narzekali na ówczesną młodzież. I wiemy jak to się skończyło. A teraz to dotyczy nie tylko młodzieży. Powiem więcej- czasem mam wrażenie, że głównie młodzież patrzy dalej niż czubek własnego nosa.
OdpowiedzUsuńTo prawda, dlatego nie narzekajmy generalnie, a indywidualnie!
UsuńKiedyś, kiedyś miałam mnóstwo rzeczy denerwujących mię. Te, co wymieniłaś też. I sporo innych. Ale jakoś powoli, powoli mam tego mniej. Spokojniej żyję. Chyba to się zaczęło, gdy uświadomiłam sobie, że nie mam wpływu na nikogo, poza mną samą. I, że żadne zwyczaje, paragrafy, etykiety ludzi wszystkich na raz nie ogarną. I jedyne co mogę, to tak ułożyć życie, żeby mój system nerwowy czuł się w miarę komfortowo. I lubię teraz obserwować ludzi w różnych sytuacjach, to ciekawe.
OdpowiedzUsuńLżej się żyje mi Jotko :)
Spokój ducha jest ważny, dlatego przeważnie uciekam od niekomfortowych sytuacji, nie zawsze się da, ale od czego dojrzałość i doświadczenie, prawda?
UsuńKiedy się nagromadzi tych nieprzyjemnych spostrzeżeń, zakłócania spokoju w miejscach publicznych, brudzenia ławek itd. też mi czasem wywala korki, czyli system nerwowy szuka wtedy ucieczki gdzieś daleko od ludzi.
OdpowiedzUsuńTeż mam niestety wrażenie, że dobre zachowania i zwyczaje zanikają, a przykład idzie z góry, czyli m.in. od osób publicznych. Z drugiej strony to my (społeczeństwo) ich wybieramy, czyli na tej podstawie widać, co ludzie traktują już jako normę.
Przyjemne to nie jest, masz pełną rację.
Co do młodzieży natomiast mimo wspólnych obserwacji to u nich częściej widzę spontaniczną chęć pomocy (np. pomoc mi w zbieraniu przy rozsypanych jagodach przy kasie), niż od ludzi starszych, mijających człowieka w potrzebie całkowicie obojętnie, mimo fikuśnego kapelusika.
Są też oczywiście inne przykłady, ale każde pokolenie narzekało na młodzież a jakoś każda młodzież w końcu wyrasta i część na porządnych ludzi, a część na słabiej funkcjonujących. Ale przecież te dzieciaki nie wychowują się same, mają rodziców i o nich rzadziej się mówi.
Serdeczności Joteczko :)
Ostatnio bardziej nawet narzekam na seniorów, ewentualnie dzieci, których nikt nie nauczył odpowiednich zachowań, bo na przykład restauracja to nie dom, gdzie czasami dziecko robi co chce.
UsuńNasi rodzice dziwili sie naszemu pokoleniu, , nas dziwią wnuki i tak to chyba się ciągnie z pokolenia na pokolenie...
Ważne, by szukać punktów wspólnych i nie stać się zgorzkniałym dziadersem:-)
"A czy podoba Wam się poświęcenie strzelnicy?"
OdpowiedzUsuńNie może się podobać coś takiego.
Chociaż z drugiej strony wszystko da się poświęcić ostatnio.
Pomimo wszystko patrzmy z optymizmem na świat.
Pomimo wszystko!
Patrzymy jak najbardziej, inaczej życie byłoby smutne bardzo!
UsuńMam podobne spostrzeżenia - a to znaczy, niestety, że się starzejemy. To samo nasi dziadkowie mówili o nas, a ich dziadkowie - o nich.
OdpowiedzUsuńNo coś Ty, to nasze dzieci się starzeją, my dojrzewamy ;-)
Usuń