Pani Wanda nie lubiła ruszać się z domu. Długo już żyła na tym świecie, męża pochowała, ale może ze dwa razy wyjeżdżała ze swojego miasteczka, w tym raz na pogrzeb siostry. Zdrowie pani Wandy pogarszało się z roku na rok, jak to w tym wieku bywa i dorosłe dzieci namawiały starszą panią na sanatorium. Pani Wanda miała zawsze tę sama odpowiedź - jak mi lekarz z przychodni nie pomoże, to po co sanatorium, szkoda nerwów i pieniędzy, a towarzystwa nie potrzebuję. Jedyną jej rozrywką było chodzenie 2 razy w tygodniu na grób męża i spotkania z wnuczką. Na zakupy chodziła czasem z córką, ale rzadko coś sobie kupiła. Lubiła popatrzeć, nadziwić się i ponarzekać.
Zdarzył się jednak cud i pani Wanda dała się namówić na wyjazd, tym bardziej, że w pobliżu miała być synowa w sanatorium także i razem miały wracać samochodem syna.
Długo marudziła, ze zakupy wyjazdowe musi poczynić, bo w sanatorium tego i owego potrzebować będzie.
Już w pociągu pani Wanda stłukła termos z herbatą, a że miała go w torebce, pod ręką, zalała wszystko, co w niej było, także pieniądze na wyjazd ( bo przecież bankomaty to jej zmora ). Pokój trafiła z zacną panią Eugenią, która ciągle i głośno słuchała Radia Maryja, a gdy uprosiła zamianę pokoju, okazało się, że kolejna sublokatorka strasznie chrapie. Na wyżywienie pani Wanda nie narzekała zbytnio, bo wymagająca nie była, chociaż godziny posiłków nie bardzo jej odpowiadały.
Wymęczona bieganiem na zabiegi doczekała wreszcie pani Wanda terminu wyjazdu i niecierpliwie oczekiwała na przyjazd syna, z którym razem mieli jechać po synową do pobliskiej miejscowości.
Pech chciał, że w drodze po matkę syn miał wypadek, o czym telefonicznie ją powiadomił. Nic mu się nie stało, ale auto nie nadawało się do dalszej jazdy. Pani Wanda usiadła z wrażenia i wykrzyknęła: a mówiłam, że najlepiej siedzieć w domu. Nie dość, że zmartwił ja wypadek syna, to jeszcze musiała zorganizować sobie podróż powrotną do domu. Jakaś dobra dusza pomogła zakupić bilety na pociąg, pani z recepcji w dzień wyjazdu przywołała taksówkę.
Szczęśliwie wsadzona do wagonu umościła się pani Wanda na swoim miejscu, nic już nie mogło zakłócić jej podróży, termos wyrzuciła, kanapki nie wybuchają, bagaż miała na oku. Nie mogła jednak przypuszczać, że na tory , po których jechał skład osobowy do miejsca urodzenia pani Wandy, jakis młodzieniec rzuci sie w akcie desperacji i wstrzyma podróż pasażerów na 3 godziny.
Jak łatwo się domyślać, wszystkie okoliczności podróży do sanatorium i z powrotem utwierdziły naszą bohaterkę w tym, aby nigdy więcej nie ruszać się z domu...
Chce mi się wykrzyknąć: O Matko!!!!!
OdpowiedzUsuńNiefortunne sploty okoliczności z pewnością wyleczą Panią Wandę ze wszystkich wyjazdów. Patrząc z boku wydaje się, że właściwie nic aż tak strasznego się nie stało, ale dla Pani Wandy pewnie były to kłopotliwe wydarzenia. Niestety na wiele rzeczy nie mamy wpływu, natomiast starsza Pani może odebrać te "wydarzenia" jako fatum.
Pozdrawiam ;)
Masz rację, na pewno nie wybierze się już w długą podróż...
UsuńTo chyba jakieś przyciąganie pecha po prostu. U mnie rodzice to biegają po świecie, a teściowej z domu ruszyć się nie da... pewnie też by ją jakiś pech dopadł.
OdpowiedzUsuńPodobno niektórzy przyciągają i pecha i niewłaściwych partnerów.
UsuńHistoria tak tragiczna, że aż zabawna. Pani Wanda to urodzona pesymistka, która przyciąga do siebie wszystkie "plagi" i chyba jest jej z tym... dobrze? W zasadzie narzeka na wszystko, zanim to jeszcze się wydarzy. Dla niektórych wszystko co nowe lub nieznane - kojarzy się źle.
OdpowiedzUsuńNo właśnie, może jej nastawienie powoduje, że zwykłe wydarzenia odbiera jako dopust boży?
UsuńSmutna historia ale jednocześnie uśmiecham się troszeczkę,bo poczułam się jakbym czytała bardzo interesującą książkę....a to wszystko przydarzyło się w realnym świecie . Z jednej strony trudno się dziwić,że po takich niesamowitych "przygodach" najlepiej w domu. Jednak nie wyobrażam sobie takie siedzenie w domu i "świadomość" że nic złego mnie nie spotka.Można się naprawdę zdziwić.
OdpowiedzUsuńGrażynko, dobrze wiemy, że w domu najlepiej, ale docenia się to po powrocie z wojaży :-)
UsuńOjjjj... jak się na tyłku siedzi to też można się pechowo odcisków na odwłoku nabawić albo o próg potknąć :)
OdpowiedzUsuńŚwięta prawda, podobno najwięcej wypadków zdarza się w domu...
UsuńŚwietne! Ale tak to jest- gdy się całe życie siedzi w domu, to każda wyprawa poza znany teren przynosi różne, dziwne niespodzianki, najczęściej mało miłe.
OdpowiedzUsuńMiłego;)
Gdy boimy sie nieznanego, to może sami prowokujemy pecha?
UsuńA to coś w tym jest, bo jak siedzę w domu to nic się nie dzieje zbytnio. Robię, co lubię lub co zrobić muszę i mam spokój. A jak wyjdę to albo mnie ktoś zaczepi, albo coś się stanie. Mnóstwo rzeczy. Ale w domu też ciągle siedzieć nie można.
OdpowiedzUsuńNo nie można, a w domu też coś się moze wydarzyć i często tak bywa...
UsuńZnałem takich pechowców. W jednej piaskownicy się bawili ... najczęściej z mamą, z domu nie wyjeżdżali dalej niż na wczasy w Polsce, za granicą nie bywali, prawa jazdy nie mieli, konta bankowego nie potrafili założyć, no w ogóle pecha mieli.
OdpowiedzUsuńChyba wiem, o jakich pechowcach mówisz...
UsuńRano pisałam o moim ostatnio - prześladującym mnie pechu i nawet to " zżarło" . To już nic nie napiszę tylko pożałuję panią Wandę...
OdpowiedzUsuńKomentarze tak maja, że czasami coś je zżera, chochlik jakiś lub blogowy pech!
UsuńHa ha ha !!! Ten pech był, dlatego że wcześniej pani Wanda nie ruszała się z miejsca, więc jak już wyruszyła w podróż, to była jakby nieprzystosowana do różnych niedogodności, które niesie ze sobą życie. Wszystko zależy od interpretacji. Dla pani Wandy te wydarzenia były "pechem", ale dla kogoś innego mogły być po prostu przypadkami, które zdarzają się każdemu.
OdpowiedzUsuńPodczas moich wakacji odwiedziłam moją ciocię - dziewięćdziesięcioletnią i stwierdziłam, że skoro ciocia nie rusza się z domu, to żyje jakby "pod kloszem" i omijają ją przykre zdarzenia i wypadki. Może w ten sposób dożyć sędziwego wieku, czego jej życzę. Pozdrawiam :)
To tak jak w tym dowcipie o pani, która nie wychodziła z domu w obawie przed wypadkiem, a tu na głowę baldachim wiszący nad łóżkiem jej spadł i zabił...
UsuńJak najbardziej, tylko imię zmieniłam, jakby co...
OdpowiedzUsuńJak się jest przekonanym, że stanie się coś złego, to się staje, jak się wierzy w szczęśliwą gwiazdę, to los sprzyja :-)
OdpowiedzUsuńPodobno coś w tym jest lub odwrotnie, gdy nie mamy ochoty iść na imprezę, to okazuje się, że była świetna...
UsuńWitaj, Jotko.
OdpowiedzUsuńJak widać - pecha też można sobie zaprogramować :)
Ja bym to chyba nazwała katatymią - bohaterka tak bardzo chciała, żeby wszystko poszło "nie tak" i nie musiała już nigdy opuszczać swojej strefy komfortu, że nawet błahe niedogodności odczuwała jako "wielkie klęski" potwierdzające jej wcześniejsze przeczucia :)
Pozdrawiam :)
Z pewnością tak jest, cokolwiek by się nie wydarzyło - dla niej było potwierdzeniem jej przekonań.
UsuńSłoneczności:-)
Oj rzeczywiście pechowa kobieta z tej starszej Pani:) Ale chyba rzeczywiście złymi myślami jesteśmy w stanie "przyciągać" pecha. Wtedy potrafi on imać się nas w każdej sytuacji. A więc: myślmy pozytywnie:) Wiem coś o tym;)
OdpowiedzUsuńTo chyba tak działa, że gdy wstajemy lewą nogą, to wszystko idzie nie tak, a gdy rozsadza nas dobra energia, to nic nie jest w stanie zepsuć nam humoru.
UsuńNo, w sumie własny dom to nie najgorsze miejsce pod słońcem :) Sytuacja byłaby tragiczna, gdyby się nie chciało do niego wracać, a tak to tylko pech.
OdpowiedzUsuńJest jednak jakiś odsetek ludzi, którzy nie lubią nigdzie wyjeżdżać i dobrze im z tym.
UsuńCzasami są takie "pechowe ciągi".
OdpowiedzUsuń:-)
To prawda, jak to mówią - nieszczęścia chodzą parami, a nawet gromadami :-)
UsuńNiestety czasami spada na nas taki "czar" i wszystko idzie źle. Jednak samym nastawieniem można wiele zmienić. Bohaterka tej historii wyraźnie jednak wolała pozostać przy swojej racji. :)
OdpowiedzUsuńPodobno w każdej sytuacji można znaleźć jakieś pozytywy, a w każdym razie czegoś sie nauczyć.
UsuńByć może swoim negatywnym nastawieniem pani Wanda przyciągała do siebie jak magnes wszystkie te negatywne zdarzenia .
OdpowiedzUsuńZ drugiej strony jeden wyjazd a tyle się zdarzyło... z całą pewnością więcej niż przez dekadę jej siedzenia w domu :)
No właśnie, więc może jednak pech? Nie każdemu tak kumulują się wydarzenia...
UsuńWitaj Jotko, wnioskuję w ten sposób, że pani Wanda zapomniała zamówić na okoliczność podróży i sanatorium swojego albo choć tego zza rogu Anioła... może by w czym pomógł... ot życia kawałek... pozdrawiam
OdpowiedzUsuńA może pani Wanda na bakier z Aniołami?
UsuńTo przypomniało mi się, jak byłem jakiś czas temu w szpitalu. Pierwsze dni mój współlokator był super, ale wyszedł dzień szybciej, niż ja i pół dnia, jedną noc i kolejne pół dnia musiałem przesiedzieć z trochę nawiedzonym zwolennikiem PiSu. No, nie było to przyjemne, ale mogę się pochwalić, że w sprawie Puszczy Białowieskiej, legalizacji małżeństw jednopłciowych i częściowo afery wokół TK dał się przekonać. Mimo to non stop puszczał PiSowskie "wiadomości" czy "teleexpress", a gdy leciało coś innego, np. radio TOK FM to od razu gburowato komentował. Dobrze, że to był tylko jeden dzień. :-D
OdpowiedzUsuńNa salach szpitalnych spotykają się przypadkowi ludzie, więc różne incydenty się zdarzają...
Usuńniezwykły splot wydarzeń, który utwierdził panią Wandę, że pozostanie w domu jest najbezpieczniejszym sposobem na życie - szkoda, wielka szkoda. mój dziadek miał 90 lat, jak jeszcze samodzielnie podróżował samolotem ;)
OdpowiedzUsuńKażdy ma inną naturę, Twój dziadek był po prostu ciekawy świata :-)
UsuńJak pech, to pech, najbardziej to współczuję P.Wandzie za tego syna. Najważniejsze jednak, że nic mu się nie stało. Mój syn jechał do ojca do szpitala i miał wypadek. Najważniejsze, że nic mu si nie stało, samochód skasowany. Asiu powiem Ci, że teraz jak do nas jadą, to mam jakiś lęk.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam. :) .
Też tak mam, mój syn kupił niedawno samochód, cieszę się i jednocześnie martwię, bo po drogach różni szaleńcy jeżdżą.
UsuńBoziu, biedna ta Pani Wanda. Szkoda, żeby zrażała się do wyjazdów, ale z drugiej strony wcale jej się nie dziwię :(
OdpowiedzUsuńPrawda? Raz się wybrała, a tu taki splot wydarzeń...
UsuńStwierdzam bezczelnie, że pech nie istnieje. Jest jedynie stanem umysłu.
OdpowiedzUsuńPodobnie jak nuda i lenistwo :-)
UsuńCzasami nasze negatywne nastawienie, odzwierciedla się w rzeczywistości. Dlatego warto się uśmiechnąć i pewnym krokiem iść do przodu.:)
OdpowiedzUsuńNo właśnie, może sami wywołujemy negatywne strony rzeczywistości?
Usuń