Obie sprawy podsłuchane, jedna z realu, druga z mediów.
Obie dają do myślenia.
Idę przez osiedle, z bloku wychodzi starszy pan, z laską i torbą na kółkach.
Spotyka dużo młodszego mężczyznę. Słysze taki dialog:
- I jak Zyguś, moja koperta dostarczona?
- A tak, witam. Wczoraj byłem w Toruniu i zawiozłem swoją, pana kopertę i moich teściów.
- A to dobrze, będę oglądać telewizję, to może darczyńców z nazwiska wymienią?
- Tak pan myśli, ale chyba za dużo tego...
- Zobaczymy, za datki wypada podziękować!
- Zdrowia życzę, do widzenia!
Spojrzałam na starszego pana i moja refleksja była taka, że zamiast wysyłać koperty do Torunia, lepiej by sobie nowe buty kupił lub kapelusz od słońca...
Ale cóż, nie moja kasa, nie mnie boli głowa.
Za to jeden ojciec z Torunia zaciera ręce i prosi o jeszcze.
*****
Druga sprawa zdziwiła mnie nie mniej.
Słyszę mianowicie w TV wypowiedź z ministerstwa zdrowia, jak to urzędnicy przygotowują nas na sezon zachorowań jesienią.
Na pierwszą linię pójdą lekarze rodzinni, do których będzie należało rozróżnienie zwykłej grypy od covid-19.
Ciekawe jak to zrobią, czyżby przez telefon?
Bo u nas przychodnie zawarte przed pacjentami na amen, pielęgniarki jak na barykadach strzegą dostępu nawet do rejestracji.
Zapotrzebowania na recepty wrzuca się do skrzynki.
O dziwo, prywatnie lekarze się nie boją i przyjmują, w dodatku jest drożej, bo to pacjenci płacą za dodatkowe środki ostrożności.
Gdyby ktoś nie wiedział, jak wygląda wizyta w przychodni na telefon ( o ile uda się dodzwonić):
- Dzień dobry, pani doktor, boli mnie gardło
- to na pewno od noszenia maseczki
- ale co z tym dalej?
- proszę wziąć lusterko i zajrzeć głęboko
- ale ja nic nie widzę, słabe światło mam chyba
- to proszę wziąć latarkę i lusterko powiększające
- na mam i co?
- gardło czerwone tylko czy z nalotem?
- czerwone, ale nalotu chyba nie ma...
- pani kupi coś do płukania, a jak nie przejdzie, to słyszymy się znowu...
Nie jest to scena kabaretowa, to autentyczna rozmowa z lekarzem pierwszego kontaktu.
Z ostatniej chwili - liczba zakażeń rośnie, minister przerwał urlop, ale pan premier nie widzi problemu...
Nie jestem miłośnikiem tego radia, ale cóż, zostało stworzone dla starszych ludzi i oni tam czują się we wspólnocie, więc nie bardzo się dziwię starszemu panu... Szczególnie, że teraz tylko to im pozostało, gdy zamknęli uniwersytety trzeciego wieku.
OdpowiedzUsuńA gardło w tych czasach nie ma prawa boleć, leczy się tylko chorych na COVID, reszta musi poczekać. Ja do diabetologa od początku roku się nie dostałem, chociaż wizyty powinny być raz na kwartał
Teraz nic nie ma prawa boleć ani dokuczać, bo można się nie dodzwonić...
UsuńSasiad znajomej słucha radia Maryja bardzo głośno, ona by spać, zakupiła zatyczki do uszu...
Podobna wizytę u lekarza miałam kontrona. Lekarka - jak się Panu czuje. Ja odp. - dobrze. Lekarka - no to do następnego telefonu. Serdeczne pozdrowienia.
OdpowiedzUsuńJa zleciałam z mokrych schodów, ale nigdzie nie dzwoniłam, bo po co?
UsuńKlik dobry:)
OdpowiedzUsuńPrzecież pan premier ogłaszał koniec epidemii, więc po co szykować się na sezon zachorowań? Jak koniec, to koniec, o! Czyżby nie wierzyli panu premierowi? ;) :)))
Pozdrawiam serdecznie.
Pan premier delikatnie zmienia zdanie, ale tylko delikatnie:-)
UsuńPomysł z tymi lekarzami orzecznikami z ZUSu uwaąam za znakomity!!!!:):):):) Uzdrowią wszystko!!!!:):):):
OdpowiedzUsuńPrawda? Może chociaż na coś się przydadzą!
UsuńNiedostępność lekarzy jest karygodna ... oni teraz nadużywają sposobności do nicnierobienia. Po co się nadwyrężać kiedy można odebrać albo i nie kilka tel. dziennie i wziąć pensję jak zawsze. Oni nie chronią się przed covid-19 a przed pacjentami i w ten sposób naganiają sobie ich do gabinetów prywatnych. Właśnie wróciłam ze szpitala gdzie praca wre, lekarze leczą , operują od rana do późnego popołudnia ...i co ? Oni mogą a ci inni nie ?
OdpowiedzUsuńCo do toruńskich "smaków" to ręce opadają ... na naiwność i głupotę ludzką nie ma leku.
Też się zastanawiam, skąd tak różna odporność lekarzy i jeśli oni się boja, to co ma pacjent powiedzieć, gdy chorób ma moc i leki potrzebne?
UsuńPrzychodnie zamknięte, a szkoły mają pracować normalnie, ciekawe...
O! A ja myślałam, że tylko u nas porady w ośrodku zdrowia tak wyglądają. Zaiste, syndrom oblężonej twierdzy... ;(
OdpowiedzUsuńTo chyba ogólnopolska barykada...
UsuńWszędzie tak jest
UsuńCiekawe, jak długo...
UsuńZ tymi lekarzami rodzinnymi teraz to naprawdę kabaret...
OdpowiedzUsuńCiekawe czy gips zakłada się zdalnie?
UsuńKiedyś kupiłam książkę na Allegro.Za zakładkę robiła kartka z podziękowaniem za comiesięczne wpłaty od pana z Torunia.I prośba o więcej,więcej
OdpowiedzUsuńPrzyjmą nie tylko gotówkę, auto od bezdomnego także...
UsuńNo nie wiem, tu podają wiadomość, że mamy drugą falę covidu, ale np. "moja" przychodnia czynna, z tym, że jak zawsze wpierw się należy umówić i zapisać na określony dzień i godzinę.Recepty na leki stale pobierane przysyłają listem do domu, gdy zgłosisz, że właśnie ci się kończą, no ale tak to było zawsze.Oczywiście w niektórych landach jest więcej obostrzeń niż akurat w Berlinie (Berlin jest wydzielony z Brandenburgii , w której granicach stoi). Do endokrynologa nie miałam kłopotu by się zapisać, co oczywiście odbyło się drogą mailową. Praktycznie do każdego lekarza można się zapisać mailowo. Kiedyś włączyłam niechcący Radio Maryja i w ciągu 10 minut zrozumiałam, czemu emeryci sobie odejmują od ust i zdrowia a walą pieniądze na RM- oni po prostu każdemu mówią, że ci starsi ludzie są super, niezbędni, pożądani, najważniejsi dla RM, godni szacunku i są dla RM ostoją. Gdy na co dzień stary emeryt jest zewsząd przeganiany, to nie dziwne, że inwestują w RM, skoro ta rozgłośnia tak ich szanuje.
OdpowiedzUsuńSą niezbędni, bo kto będzie słał emerytury? Zwłaszcza te trzynaste, czternaste itd.
UsuńMoja fryzjerka zwichniętą nogę leczyła przez telefon...
Jeszcze trochę a poród będą odbierać przez telefon;)))
UsuńA operacje? trudno będzie...
UsuńW państwowych przychodniach zdrowia lekarzy obowiązują zapewne wytyczne państwowe - tak przynajmniej sądzę.
OdpowiedzUsuńA może wszystkich do szpitali skierowali, w końcu przez telefon nie wiem nawet czy z lekarzem rozmawiam...
UsuńW rodzinach bywają ,,czarne owce,, Czyźby wśród tzw. Rrodziny Pacjentow taką ,,czarną owcą,, okazał się lekarz rodzinny?
OdpowiedzUsuńSwietna propozycja z tymi orzecznikam ☺
Nie wiem czy lekarze rodzinni to czarne owce czy mają słabszą odporność i się zwyczajnie boją...
UsuńO tym radiu to szkoda gadać, a z lekarzami... cóż. Mój kardiolog przyjmuje, ale reszta ani moich, ani męża lekarzy nie. Owszem, teleporady, na przykład u mojej pani endokrynolog i ginekolog w cenie normalnej wizyty. Dziękuję, poczekam. Albo padnę.
OdpowiedzUsuńJa najbardziej boje się jesieni, bo zdarzają mi się infekcje gardła i problemy z kręgosłupem, chyba że ze strachu mój organizm zmobilizuje się i nie odmówi współpracy:-)
UsuńU nas tez na telefon, a termin do pobrania krwi dopiero na sierpień. Uważam, że lekarze w ośrodkach po prostu robią sobie labę. Wszystko mogą tłumaczyć wirusem.
OdpowiedzUsuńCi rydzykowi są w jakiś sposób upośledzeni. Sami biedują, a chama pasą swoją emeryturą.
Czyli część z nas podwoi statystyki, nawet nie wiedząc na co chorowało...
UsuńByłbym za tym, aby te wizyty u lekarza na telefon na stałe weszły w praktykę lekarską. W końcu wszyscy podobno jesteśmy doskonałymi lekarzami, tylko nie wszyscy mamy uprawnienia do wypisywania recept. A szkoda... ;)
OdpowiedzUsuńNo w sumie teraz tak się leczymy, jedna pani drugiej pani, o ile zwolnienia nie potrzeba...
UsuńAle nie wszystkie leki bez recepty są dostępne.
UsuńMało tego, czasem po badaniach trzeba leki lub dawkę zmienić !
UsuńDziwi mnie niezmiernie, że ludziom wydaje się, że kościół sprzedaje przepustki do nieba. Wystarczy dać temu i owemu pare groszy i wstęp załatwiony. Na codzień można nawet być gnidą.
OdpowiedzUsuńKiedyś czytałam, że można wykupić udział w pielgrzymce lub wyspowiadać przez internet:-)
UsuńSytuacja niestety nie wygląda za dobrze, jadę niedługo do PL z dziwnym uczuciem, że do paszczy lwa. Oby mnie tylko nie wysłali na kwarantannę, chociaż z Polski na zewnątrz to raczej wypuszczają jak i poprzednio bez problemu.
OdpowiedzUsuńPozdrowienia
Naradzają się podobno, które obostrzenia przywrócić, okaże się...
UsuńJa nikomu do kieszeni nie zaglądam więc niech robi z pieniędzmi co chce. Byleby tylko nie narzekał potem, że nie ma chleb czy leki.
OdpowiedzUsuńMoja mama miała telefoniczną wizytę u kardiologa. EKG przez telefon niestety jej nie zrobili chociaż nalegała;-)
Dobrego weekendu, Jotko.
Leków i chleba nie potrzeba, zbawienie cenniejsze.
UsuńPrześwietlenia też raczej przez telefon nie zrobią.
kadencja jeszcze trwa, więc naród może wymierać...
OdpowiedzUsuńZUS się ucieszy, nowe pałace postawi...
UsuńPierwsz historia mało mnie obchodzi, bo nie dotyczy mojej rodziny i moich seniorów( świadomi) A druga... Tak, kabaret to chyba najbardziej trafne określenie! Wiesz, nawet nie chce mi sie komentować, bo co by nie napisać nie odda skali absurdu, w który jesteśmy "wkręcani" No, szok! Szlag mnie trafia!
OdpowiedzUsuńAle...spokojnie... uspokój się Polka!
Buziak :*
Spokój na wagę złota, jestem spokojna, póki zdrowie w normie:-)
UsuńPrzyjemności na weekend!
1. To nie kabaret. Lekarze też są ludźmi i zwyczajnie - boją się. Nauczyciele będą następni w kolejce do tego, jak to zwiecie, "kabaretu" Ja ich wszystkich rozumiem...
OdpowiedzUsuń2. Starszy pan i jego "ofiara" radiowa...
Tak oto robi się sobie wrogów.
Skarży mi się emerytka, z tych ludzi, którzy niewiele się kształcili, niewiele umieją, niewiele pracowali.
- Mam małą emeryturę - 1060, a jeszcze MUSZĘ co miesiąc wysyłać Ojcu Dyrektorowi 60 zł. Raz mu wysłałam i teraz co miesiąc dostaję kopertę z przypomnieniem i przekazem.
- Dostaje pani o 1000 zł za wiele... - odpowiadam.
- Dlaczego?
- Żeby starczyło dla Ojca Dyrektora.
Zawsze spotykam ją i pozdrawiam...
Zawsze odpowiada mi szczerym, nienawistnym spojrzeniem.
Wierzę, ludzka rzecz, a ci w szpitalach nie boją się? A kasjerki w Biedronce? a opiekunki w Domach Opieki?
UsuńCiekawe, czy w razie czego ta pani liczyłaby na pomoc z Torunia?
Ojciec Derechtór poucza swoje owieczki i baranoów, że "koronawirus to ściema, a Jezus w kościele nikogo nie zaraża"
UsuńA ksiądz tym bardziej, bo ma uświęcone ręce...
UsuńTen rząd tak ma, że podejmuje decyzje, za realizację których, odpowiedzialnością obarcza innych. Przecież to, że nie działają poradnie, to nie wymysł lekarzy rodzinnych.
OdpowiedzUsuńByłam wczoraj w prywatnej klinice. ***** ***. Ceny z kosmosu.
Co do datków dla Ojca z Torunia...Cóż, rodzinę trzeba wspierać ;)
Nie obwiniam lekarzy, skoro w całej Polsce to samo, widać prikaz z góry szedł. O tych absurdach wiele się pisało, tylko że nie wszystkie absurdalne decyzje zagrażają zdrowiu obywateli.
UsuńJeżeli chodzi o wszelkie datki, to oczywiście wolna wola, ale pamiętam o kilku sprawach:
OdpowiedzUsuń1. Wręczenie datku nie zmienia tego, że zachowuję się tak, jak się zachowuję, ani gorzej, ani lepiej i jeśli chcę coś naprawdę zmienić w życiu, to swoje zachowanie.
2. Jeżeli wspieram instytucję datkami, oznacza że akceptuję i popieram działalność tej instytucji i czuję się za nią współodpowiedzialny.
3. Pomaganie światu najlepiej zacząć od pomocy samemu sobie, bo gdy sobie nie jesteśmy w stanie pomóc, to nie możemy pomóc nikomu, bo sami wymagamy pomocy.
4. Angażujemy się finansowo - znaczy, że nas stać. Nie płaczemy, że nie starcza od pierwszego do pierwszego.
System opieki w czasie pandemii daleki jest od doskonałości, nie tylko w Polsce, ale to właśnie nad Wisłą ruchy są chaotyczne i strategicznie nieprzemyślane od strony opieki zdrowotnej, czego nie można powiedzieć o stronie propagandy politycznej w kontekście wyborów prezydenckich. Natomiast od strony medycznej, to takie "róbmy cokolwiek, a potem się zobaczy".
Czyli jak zwykle: jakoś to będzie, co współgra także z hasłami - dał bóg dzieci, to da i na dzieci, byle do pierwszego, ludzie nie pozwolą zginąć człowiekowi i wiele innych podobnych.
Usuń
OdpowiedzUsuńZamiast lekarz, infolinia z płatnym połączeniem a pani sprawdzi w internecie co nam jest i udzieli porady. Później dla pewności dać na msze za zdrowie i będzie dobrze a jak nie to znaczy,że mieliśmy choroby współistniejące, istniejące bez pozwolenia w czasie zarazy.
Na msze nie daję, wiec trudno będzie...
UsuńA mnie się udało wygrać z orzecznikami ZUS, ale to długa i zawiła historia.
OdpowiedzUsuńNasza lekarka rodzinna ma adres mailowy, więc zapotrzebowanie na leki stałe zgłaszam tą drogą i zwrotnie dostaję numer PIN.
A niedawno napisałam do lekarki maila, a pielęgniarka do mnie zadzwoniła i podała numer PIN. Dla mnie jest to prostsza droga niż wydzwanianie, bo dodzwonić się jest bardzo trudno.
Teraz są e-recepty, zapotrzebowanie u nas wrzuca się do skrzynki, ale czasem trzeba do lekarza, bo nie wiadomo czy te same leki i w tej samej dawce.
UsuńSkoro wygrałaś z ZUSem, to jesteś bohaterką! napisz o tym koniecznie!
Ach, cyrk na kółkach i tylko tyle przychodzi mi na pierwszą myśl. Czuć bezsilność i po prostu lenistwo i brak dobrej woli co niektórych. Wszystko mogłoby lepiej funkcjonować. Wszystko da się poprawić i ulepszyć. Trzeba tylko chcieć, ale u nas się wychodzi z założenia, że po co i kto to zrobi. Nikt przecież nie chce. No i wszystko kosztuje.
OdpowiedzUsuńA zwykły człowiek miota się w tym wszystkim jak dziecko we mgle...
UsuńTo tak jak kiedyś w banku usłyszałem pytanie od starszej pani do pracownika skierowane: ,,Czy przyszła już emerytura od pana Kaczyńskiego". Wszystko mi opadło, pracownicy widać już się przyzwyczaili do takiego rozumowania klientów. Swoją drogą ktoś powinien w telewizji mówić, że rząd nie ma swoich pieniędzy. Może wtedy część ludzi inaczej by patrzyła na te ,,dary".
OdpowiedzUsuńSądzę, że z biegiem czasu bezsenność minie. I sił przybędzie Staruszkowi wtedy.
Pozdrawiam!
Niektóre media mówią, tylko nie wszyscy to słyszą.
UsuńOby Twój tato szybko wracał do zdrowia, a sen też w tym pomaga.
Radio Maryja działa na zasadzie sekty, więc finansowanie też jest podobne, ale z drugiej strony, gdybyśmy się tak zastanowili, to nie ma na medialnym rynku rozgłośni przeznaczonej dla ludzi w podeszłym wieku...
OdpowiedzUsuńDo swojej przychodni pierwszego i ostatniego kontaktu to jeszcze się dodzwonię, ale spróbuj się dodzwonić do ZUSu!!! Jeden na całą Polskę numer, muzyczka gra, jakaś pani miłym głosem informuje, że jeżeli petent nie dodzwoni się, niech wejdzie na stronę ZUSu i wybierze jakiś inny numer. A kiedy wejdzie się na tę stronę, to widnieje tam informacja, że po 20 lipca pozostałe numery są zlikwidowane. Zalogowałem się do PUE (własne konto w ZUSie). Aby konto zadziałało, należy w ciagu tygodnia udać się do najbliższej placówki ZUS - to takie udogodnienie.
Morawiecki nie ma posłuchu nie tylko wśród opozycji. Zdymisjonowany wirus powrócił...
Powstał już przecież dowcip, że prędzej dodzwonisz się do prezydenta, niż do ZUSu :-)
UsuńWirus powrócił, bo już po wyborach, więc teraz mamy siedzieć w domu!
Jak potrzebowałam do ortopedy zapytać, co to mnie boli w dole pleców to najpierw mnie zapisano na konsultację telefoniczną, bo na osobistą wizytę nie było numerków. 85 pln kartą online. Lekarz oddzwonił na drugi dzień, ja się mu poskarżyłam, a on na to, że przez telefon nie będzie mnie leczył, zaprasza do poradni. 95 pln i nagle numerki się znalazły. Oj, zła byłam jak nie wiem co! Lekarzy nie lubię, a teraz jeszcze mają okazję do naciągactwa:)
OdpowiedzUsuńA przez te dziadki i babcie z datkami dla toruńskiego ojczulka to ręce opadają... tyle lat żyję i nadal nie pojmuję, jak można być takim naiwnym...
No niestety, az starch zachorować!
UsuńTeraz powstał pomysł, by najpierw pacjent trafiał do pielęgniarki, która i tak zwolnień nie wystawi, więc czekanie w kolejce będzie podwójne, super!
oj Kochana jak ja to znam u nas tez wizyt na telefon leki tylko wpisują i kod podają oczywiście telefonicznie
OdpowiedzUsuńa jak mi gardło siadło i był naloty i cuda na kiju to najpierw antybiotyk
potem było rożnego rodzaju specyfików do ssania płukania i psikania
az wreszcie w aptece pani mi dała płyn Lugola i to mnie uratowało
szczerze az strach pomyśleć co będzie na jesieni i jak to ogarną przeraza mnie to trochę
Mnie też, tym bardziej, że gdy wrócę do pracy - to jak w paszczę lwa, szkoła to wylęgarnia wszelkich zarazków, a i mój kręgosłup czasami wysiada...oby moja znachorka od pleców zdrowa była...
UsuńMoją opuchniętą nogę pani doktor przez telefon leczyła. Ta sama prywatnie za 400 zł osobiście dotknęła nogi, wypisała zabiegi, dała skierowanie na badania, czyli zajęła się leczeniem. A podobno służba zdrowia jest bezpłatna w Polsce.
OdpowiedzUsuńSerdeczności zasyłam
Bo masz drogocenną nogę, a za darmo leczenie nie jest tak efektywne ;-)
UsuńObydwie sprawa przez Ciebie opisywane są tak beznadzieje.... a raczej wkurzające, że ręce opadają.
OdpowiedzUsuńI najgorsze że nic nie możemy zrobić...
Kto wierzy, niechaj się modli o zdrowie...
UsuńNajważniejsza zasada w dobie C-19: Nie chorować na nic innego niż na C-19. A jak się zachoruje na coś innego "podawać" dodatkowe objawy swoiste dla C-19. Powiecie: cwaniactwo! I będziecie mieli rację.
OdpowiedzUsuńPopatrz, to jest sposób, nie pomyślałabym!
OdpowiedzUsuńO tak, wkurzające obydwie jak nie wiem co. Mam sąsiadkę, która teraz jest radiomaryjna, (a taką była fajną dziewczyną), obserwowałam jak jej z mózgu sieczkę robią... Jaka spora część rodaków na to cierpi - aż strach myśleć.
OdpowiedzUsuńW drugiej kwestii - wszystkie wizyty u specjalistów odwołane od początku epidemii, tylko laryngolog mi się trafił, bo nagle i skierowanie przez telefon tylko dlatego, że już podobna sytuacja w karcie zapisana była sprzed 2 lat. Pomysł z Jakubowa - przedni rzec można, jakoś trzeba sobie radzić, a przecież Polak potrafi...
Nie daj się Jotko żadnym wirusom, ani tym "właściwym", ani żadnym innym, pozostaje miód z cytryną i czosnek...
Staram się od wielu lat, raczej służby zdrowia nie nadużywam, ale czasami trzeba skorzystać.
UsuńObyśmy, Aniu zdrowi byli!
U nas też przychodnia jak bunkier przeciwatomowy. Powinni jeszcze tam zrobić oddzielny obieg powietrza, bo oddychają tym samym, co ci zarażeni na zewnątrz. Byłam prywatnie u internisty i ginekologa. Zero spięcia, maseczki nawet niepotrzebne. U rehabilitanta też prywatnie, tu maseczka mogła być pod nosem ;) Bezsens zaleceń budzi we mnie już tylko wzruszenie ramion. Powinniśmy żyć normalnie, może czyściej tylko, ale i tu bez przesady. Jak każdy wirus, tak i ten pojawia się i znika. Nie mamy na to wpływu, tak jak na wirusa grypy i kilkaset innych. Już wiemy, że śmiertelność jest bardzo niska. Jeśli ludzie myślą, że znajdzie się szczepionka, to niech myślą...Na grypę musimy się szczepić co rok, bo wirusy mutują. Więc co? Każdej jesieni będziemy się ustawiać w kolejce na aktualne szczepienie na grypę, potem w następnym tygodniu na covid, potem może na rotawirusy, potem może na inne? I tak co tydzień inna szczepionka :) Będzie zabawa ;) Sami się zdepopulujemy, dobrowolnie, z pieśnią na ustach.
OdpowiedzUsuńOjciec Grzyb w sumie robi to, co lubi, a my mu pozwalamy. I co się go czepiać ;)
Co do grzyba masz rację, przymusu nie ma!
UsuńMam w pracy koleżankę, którą ojciec lekarz faszerował wszelkimi szczepionkami na wszystko - dziś zwykły katar ją zabija, że jeszcze pracuje, to dar boski lub raczej konieczność, z renty nie starczy na leki!
Nie mam osobistego doswiadczenia na obecne sposoby leczenia sie na cos innego niz wirus - bo tak sie sklada ze nie chorowalismy.
OdpowiedzUsuńMialam kontrolna wizyte u dermatologa no ale to polega na ogladnieciu skory, mialam wizyte u dentysty gdzie to stosowali bardzo wysoki poziom zabezpieczen, poza tym maz mial odnowic recepte a tym razem laczylo sie z wizyta osobista, nie telefonicznym wywiadem - ale tak zrobiono, odrzucono wizyte, recepte odnowiono zdalnie. O ile wiem tak lekarze zalatwiaja jesli sie da - telefonicznie - by ograniczyc wizyty w klinikach jesli sie da.
Ludzie rowniez nie lataja po lekarzach z byle czym jak wczesniej.
U nas media donoszą o zmniejszonej liczbie różnych chorób - ciekawe, skąd ta wiedza, skoro przychodnie zamknięte?
UsuńWychodzi na to, że panaceum na wiele chorób, to maseczka i mycie rąk!
Zdrowia dla Ciebie i Twoich bliskich:-)
Panaceum to jest właśnie zamknięcie przychodzi i utrudnienie dostępu do lekarzy ;) I pacz Jotko, od razu mniej chorób :D
UsuńTo może zamknąć szpitale i będziemy mieć kraj najzdrowszych ludzi na świecie:-)
Usuńci orzecznicy to już w ogóle jest niezła jazda... wyszło im jakiś czas temu, że skoro do jednej choroby dochodzi druga choroba, to człowiek staje się zdrowszy...
OdpowiedzUsuńsprawa wlecze się w sądzie od półtora roku...
zajebiście...
p.jzns :)
Mój ojciec mawiał, że aby chorować, trzeba mieć końskie zdrowie...
UsuńU nas też przychodnia zabarykadowana.
OdpowiedzUsuńA co do kopert, to żal starszych ludzi, że dają się tak zmanipulować.
Może liczą na dojścia na górze, takie wstawiennictwo może pomóc.
UsuńW samym środku pandemii miałam okazję za jedyne 150 zł popatrzeć sobie na moją panią neurolog przez całe 20 min. Przepisała mi to co pewnie przepisałby lekarz rodzinny za darmo, gdybym tylko mogła się do niego dodzwonić. Ale za to jaka atrakcja - widzieć panią neurolog z większymi odrostami, niż moje :) Pozdrawiam juz z domeczku
OdpowiedzUsuńTeraz jest pomysł, by najpierw mieć kontakt z pielęgniarką, a dopiero w poważniejszych wypadkach z lekarzem. Pytanie, kto o tym zdecyduje?
UsuńMnie to się wydaje, że jakaś część ludzi na starość głupieje, a nawet jeżeli nie to na pewno traci krytycyzm. Mam 82 letniego sąsiada, jest samotny, chory, pies z kulawą nogą do niego nie zajrzy, bo ze wszystkimi zdążył się skłócić. Na obiady chodził do pobliskiej szkoły, ale jak szkolę zamknęli to został bez obiadów. Zaproponowałam, że córka, która robiła nam zaopatrzenie może też kupować jemu. Zgodził się, ale od razu zastrzegł, że rzeczy z listy można kupować tylko jak są w promocji, bo jak nie to on się obejdzie. Następna kwestia to obiady. Chciałam zamówić mu w jakiejś garkuchni dowóz obiadów, to też stwierdził, że nie, dziękuje, bo za drogo. Stanęło na tym, że mąż latał ze słoikami i zanosił mu zupę. Sąsiad przyszedł podziękować i zapytać ile jest mi winien za te zupy. Nie chciałam żadnych pieniędzy, bo to raz, że jest zobowiązanie, dwa, wolałam, żeby sąsiad za bardzo się do tej mojej pomocy nie przyzwyczajał. Mieliśmy więc taki rytuał, że sąsiad co dwa tygodnie meldował się z bombonierką, ja dziękowałam mówiąc, że nie trzeba było. Na szczęście otworzyła się garkuchnie Gucio, która serwowała obiady w cenie stołówkowej kuchni i przestałam karmić sąsiada zupami. Sąsiad biedny nie jest, bo ma emeryturę wypracowaną na uczelni plus pieniądze z tzw. odwróconej hipoteki mieszkania, ale pieniędzy nigdy nie ma i na wszystkim oszczędza, bo wspiera światłe inicjatywy o. Rydzyka. Sam jest starym kawalerem, a okropnie przeżywa genderyzm. No nie wiem dlaczego, bo chyba nie boi się, że go przerobią na geja, dzieci ani wnuków nie ma, więc tym bardziej nie rozumiem jego troski. Patrzę na to z boku i jest mi przy tym i straszo o śmieszno.
OdpowiedzUsuńW przychodni byłam nie dalej niż wczoraj, bo miałam wizytę u laryngologa. Podejrzenie było paskudne, więc szłam po te wyniki na miękkich nogach. Pani pielęgniarka już od wejścia musztrowała mnie jak kapral rekruta, ale byłam tak przestraszona, że potulnie się podporządkowywałam. Wyniki na szczęście nie potwierdziły najgorszych obaw laryngologa i znowu na jakiś czas mam spokój. Dostałam tylko pierdyliard zaleceń i proszeczków, ale to dam radę ogarnąć. Jak wyszłam z przychodni, to byłam taka szczęśliwa, że postanowiłam sobie jeszcze to szczęście wzmocnić, więc kupiłam sobie dużego loda, bo szczęście duże to lud też. Spotkałam sąsiadkę, która bez żadnej zachęty z mojej strony zaczęła mnie pouczać jak przedszkolaka, że niezdrowo, że sama chemia itp. Wkurzyłam się, bo gdzieś mam taką troskliwość. Babę ledwie znam, a ona mi chce układać, jakie desery mam jeść. Dlatego twierdzę, że starość to ani przyjemność, ani mądrość. Też jestem stara, więc wiem co mówię. Ale ja się przynajmniej pilnuję, żeby tą starczą mądrością nie włazić ludziom w życiorys.
Niektórzy pouczanie i wtrącanie się mają we krwi, jakby rodzicami całej ludzkości byli.
UsuńMasz rację, takie przypadki to i śmieszno i straszno, powinien człowiek współczuć, ale jakoś nie pasuje...
Mam taką obawę, że na wrzesień znowu obostrzenia wrócą i ta kwarantanna. Bardzo bym nie chciała, bo roboty wtedy zaczynam szukać.
OdpowiedzUsuńTo takie moje prywatne myśli.
Powiem Ci, że jak porozmawia się z ludźmi u źródła, to gospodarka w realu wygląda inaczej (gorzej) niż w mediach...
UsuńTrzymam kciuki, obyśmy wszyscy jakoś przetrwali!
Witaj, Jotko.
OdpowiedzUsuńU nas ze służbą zdrowia też nieciekawie.
A darczyńcami maści wszelakiej nie zawracam sobie głowy.
Jestem też bardzo "cięta" na teksty typu: "Na to daje? Na tamto daje? Taka/i owaka/i! A byłoby komu dać! To - nie! T a m musi!"
Jej/jego ciężko zarobione, to niech robi z tym, co chce. Nawet wsadzi w słoik, zaleje octem i postawi na półce, by podziwiać.
Będziesz miał/a swoje, też rozporządzisz, jak będziesz chciał/a. Na przykład dasz temu, "komu byłoby dać":) I też nikomu nic do tego.
Pozdrawiam:)
Oczywista, zabraniać nikt nie ma prawa, ale szlag człowieka trafia, gdy taki staruszek w starych butach, ledwo chodzi, a na imperium posyła...tak po ludzku mi żal...
UsuńRozumiem, Jotko.
UsuńPamiętasz "Ojca Goriot" H. Balzaka?
Ja mówię o sytuacji, w której nie daje się człowiekowi prawa do rozporządzania jego własnym dobrem.
I w tym kontekście powiedzenie "chcę twojego dobra" nabiera nagle dwuznaczności:)
Pozdrawiam:)
O, tu już wkraczamy na drogę rozważań filozoficznych:-)
UsuńU mnie w mieście co by się komuś nie działo wszystkich próbują leczyć przez e-poradę i do lekarza naprawdę bardzo ciężko się dostać. I okej ja rozumiem zagrożenie wciąż jest duże, ale ile osób codziennie musi się narażać
OdpowiedzUsuńNo właśnie, a są jeszcze inne choroby i chorzy, których nie stać na prywatne leczenie...
UsuńPierwszej sprawy chyba w ogóle nie będę komentować...
OdpowiedzUsuńDruga sprawa - niestety, skorzystanie z pomocy lekarza w przychodni graniczy z cudem. Nie zawsze konsultacja telefoniczna jest wystarczająca. I słuszna uwaga Jotko, prywatni przyjmują i się nie boją. Ale ceny ... tzw. opłata epidemiologiczna woła o pomstę do nieba :(
Wczoraj byłam na urodzinach starszej pani i rozmowy dotyczyły głównie braku dostępu do lekarza oraz zabiegów i sanatoriów, które przepadły...
UsuńPodczas pandemii ludzie nauczyli się sami strzyc, piec chleb itd, to może i leczyć się sami też zaczną ;) Też trochę słyszałam covidowych absurdów i nieraz brzmi to jak czarna komedia, ale pewnie nie każdemu jest do śmiechu.
OdpowiedzUsuńNo masz rację, ale na przykład operację trudno bez narzędzi zrobić ;-)
UsuńJa tylko mam nadzieję, że nie będę chorować i nie będę musiała przeprowadzać takich absurdalnych rozmów przez telefon. Raczej jestem odporna, więc może się uda.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam :)
Mam podobna nadzieję i liczę na to, że jeśli już, to sama sobie poradzę...
UsuńA ja się zastanawiam skąd wiedzą już od kilku miesięcy, że na jesień będzie rzut? Oby tylko nikogo z nas żadne choróbsko nie dopadło.
OdpowiedzUsuńEpidemiolodzy wiedzą wszystko ;-)
UsuńWrócimy do starych praktyk...Kowal zamiast Dentysty...Znachorzy zamiast Lekarzy...A "Szeptuchy" dostaną kategorię w Regonie...;o)
OdpowiedzUsuńJeszcze by się przydał Profesor Wilczur, jakby potrzebna była bardziej skomplikowana operacja...;o)
Na tą pierwszą przypadłość, którą opisałaś, lekarstwa medycyna nie ma...;o)
Świetny pomysł, znachorkę od kręgosłupa znam, refleksolożkę znam, gorzej z domorosłym dentystą czy chirurgiem, w zielarstwie sama się douczę...
UsuńChyba mnie zaraziłaś... pomysłem, żeby coś zrymować na temat, wirtualnych porad lekarskich!:)
OdpowiedzUsuńTo super, ciekawa jestem, co tam napiszesz!
UsuńObyśmy zawsze zdrowi byli, bo nic cenniejszego nie ma!
OdpowiedzUsuńNic cenniejszego nad zdrowie, nawet migrena może nieźle dać popalić!
UsuńJotko, nawet nie mam siły, by to komentować...
OdpowiedzUsuńRozumiem:-)
Usuń