niedziela, 22 stycznia 2017

Tata co dwa tygodnie...

Pisałam już dwa razy o rozmowach z Krzysiem, który odwiedza mnie w bibliotece i jest bardzo rozmownym dzieckiem, żeby nie powiedzieć gadatliwym, bo gdy zacznie, potrafi zmęczyć…
Jesli ktos chciałby przeczytać to TU i TUTAJ
Krzyś dużo czasu spędza w świetlicy szkolnej, więc zagląda często do biblioteki, siada w czytelni i przegląda różne rzeczy, umie słuchać, gdy czytam dzieciom na głos książki, jest nawet oburzony, gdy inni nie słuchają, ale czasami przychodzi po prostu pogadać.
Dziś przedstawię Wam kolejną rozmowę:
- A za co moi koledzy dostali karę na komputery?
- Bo kłócili się między sobą o miejsca, nie słuchali pani Kasi i w końcu zaczęli kłócić się ze mną ..
- Nie powinni kłócić się, prawda? A co dopiero z panią!
- No właśnie!
- A najgorszy jest Mateusz, on wszystkim się psoci, jak pani nie widzi , a dziś nie chciał iść z bratem do domu.
- Nie chciał iść do domu? A dlaczego?
- Bo on ma starszych braci i nie ma się komu psocić i chyba w domu się nudzi…
- To smutne, co mówisz.
- A zna pani może Nadię z drugiej klasy?
- Znam prawie wszystkie dzieci…
- Nadia co weekend śpi u mnie w domu.
- Co tydzień przychodzi do was i zostaje na noc?
- No tak, bo jej tata mieszka z nami, więc przychodzi do swojego taty i jeszcze jej źle, a ja widuję mojego tatę tylko raz na dwa tygodnie…
- Tak bywa i co, tęsknisz ?
- Trochę tak, ale tata kupuje mi za to prezenty.
- Na każde spotkanie kupuje prezenty, czy to nie przesada?
- Ja tam wolę, gdy tata zabiera mnie do Mac Donalda albo do kina…
- A co najbardziej lubisz jeść?
- Najlepsze są frytki, a jadła pani kiedyś takie bardzo grube frytki?
- Jadłam, ale za frytkami nie przepadam.
- Ja bardzo lubię i nie wiedziałem, że są takie grube frytki, chyba długo je smażą, bo nie były surowe w środku…
- Lubisz bawić się z Nadią?
- Nie zawsze, to nie to, co brat, ale na szczęście lubi mojego psa, bo gdyby się nie lubili, to nie wiem co by było…
W tym momencie musiałam zająć się innymi dziećmi , ale Krzyś zagadał do innej pani:
- Nasza pani mówi, że jesteśmy gadatliwą klasą.
- Ale największym gadułą chyba jesteś ty, prawda?
- Chyba ma pani rację, to ja już pójdę, do widzenia.
Następnego dnia Krzyś przyszedł z kolegą i koleżanką. Przynieśli laurki i przeprosili za niewłaściwe zachowanie. Krzyś nie miał powodu do przeprosin, ale też przyniósł obrazek. Nie wiem, kto był inicjatorem tej akcji. Może Krzyś, a może wychowawca świetlicy, to nie takie istotne.
Lubię rozmowy z Krzysiem i nauczyłam się je zapamiętywać...dla Was.


czwartek, 19 stycznia 2017

Rozmarzyłam się zimowo....


Zszadział zimowy krajobraz,
w mrozie stycznia zastygły oddechy,
mgła bezdenna ulice wyludnia,
czas spowalnia leniwy, bezwietrzny.

Aksamitne u drzew gałęzie,
aż im bieli zazdroszczą Anioły.
Mglisty woal otula mnie zwiewnie,
aż znikają humory i zmory.

Gdy tak idę aleją zszadziałą
a mój oddech z mgłą się jednoczy,
widok wokół czyni mnie oniemiałą,
zima pięknem oślepia me oczy.


Takie bajeczne widoki mam z okien mojej biblioteki i gdy zmęczy mnie czytanie, pisanie oraz inne "biurowe" czynności wyglądam przez okno i przenoszę się daleko... a widok ten zmienia sie wraz z porami roku. Wyobraźcie sobie te same drzewa wiosną lub jesienią...

wtorek, 17 stycznia 2017

Nieoficjalny Rok Leśmiana

Zainspirowana postem Ultry z bloga Bez pukania postanowiłam włączyć się w Nieoficjalne Obchody Roku Bolesława Leśmiana.
Skąd taki pomysł? Sejm i Senat RP corocznie rozpatrują wnioski o uhonorowanie osób i wydarzeń poprzez patronat nad danym rokiem.
Czasami patronat uzasadniony jest okrągłą rocznicą, zasługami dla historii państwa lub innymi znaczącymi przyczynami, a czasami być może sami wybralibyśmy inną postać, inne wydarzenie bardziej godne upamiętnienia.
Oficjalnymi patronami roku 2017 zostały postaci naznaczone patriotycznie lub duchowo i dobroczynnie, nie będę wymieniać, możecie zajrzeć tu: KLIK
Odrzucono kandydaturę Bolesława Leśmiana, młodopolskiego poety.
Któż nie zna wierszy Leśmiana? Chociażby ze szkoły...
Nawet nie wiem co bardziej lubię - jego erotyki, ballady czy neologizmy - leśmianizmami zwane. Nie czytałam dawno wierszy Leśmiana i dzięki Ultrze wyszperałam z szafy swój tomik kupiony na studiach w małej księgarence obok rektoratu. Wydanie Biblioteki Narodowej, ale okładka i papier wołają o pomstę do nieba. Niestety, wtedy tylko takie były dostępne...
Najbardziej znany utwór znają chyba wszyscy, bo wiersz W malinowym chruśniaku omawiany był w szkole, ale dziś wybrałam i przepisałam dla Was zupełnie inny, zawierający w sobie tyle pięknych i niecodziennych zabiegów poetyckich, które wskazują na geniusz poetycki autora.
Nawet jeśli ktoś za poezją nie przepada - musi przyznać, że jest to MISTRZOSTWO ŚWIATA !

Chałupa

Gdy się żal do świata wiśniami napłoni,
Będę ci chałupę budował w ustroni.

Błyskuńcem siekiery pień rozszczepię w deski,
W szalejąca twardziel wbiję gwóźdź niebieski.

Porozwieram w słońce okna przeciwsenne,
Żeby po pułapie strachy pełzły dzienne.

Przesosnowe progi do twych stóp przymuszę,
A świetlicy każę jaśnieć w twoją duszę.

Poobciosam niebyt tak, że będzie gładki,
I wyryję na nim wzorzyste zagadki.

Ulegnie mym dłoniom niepochwytność świata
I krzepkiego drzewa osoba liściata.

Oczom twym przywłaszczę
wszystek las i pole,
Ustom podam w szepcie moja wolną wolę!

Wolną podam wolę na złoconej misie –
Niech panuje światu moje widzimisię!

Niech ci się spodobam groźny, zły i dumny,
Bylebym się w drzewie nie dorąbał trumny!

Bylebym w nicości nie brzęczał, jak komar!
Bylebym się w słońcu do Boga nie domarł!

Pozwoliłam sobie wytłuścić w tekście wiersza te środki, które mnie najbardziej zauroczyły.


Na okoliczność włączenia się w nieoficjalne obchody roku Leśmiana pokusiłam sie o stworzenie banera promującego i jeśli macie ochotę włączyć się także, zapraszam - kopiujcie baner na swój blog lub stwórzcie własny.
Na przekór dobrej zmianie, która nie docenia poetów, za to przecenia inne wartości, stańmy po stronie Leśmiana.

niedziela, 15 stycznia 2017

Z Orkiestrą po drodze...

Wybraliśmy się dziś na spacer w poszukiwaniu wolontariuszy ze skarbonkami WOŚP, bo co roku polujemy na czerwone serduszka.
Nasz syn na szczęście nie musiał korzystać ze specjalistycznej aparatury zakupionej przez WOŚP, ale może będziemy mieli wnuki lub jako seniorzy sami skorzystamy , nigdy nie wiadomo.
Jak co roku wrzuciliśmy pieniądze do puszek i trafiliśmy na serc granie w galerii handlowej. Przygotowano tam scenę z występami dzieci w różnym wieku oraz stragany z domowymi ciastami i ciasteczkami. Dwukrotnie stawaliśmy w kolejce, bo sporo chętnych było i zakupiliśmy pyszne babeczki i rogaliki z powidłami. Znowu przybędzie nam tu i tam, ale trudno, w szczytnym celu jestem gotowa przytyć :-)

Ciacha widoczne na zdjęciu to tylko część zakupu, bo resztę zjedliśmy na miejscu. Czego tam nie było! Serniki, szarlotki, babeczki w kilku rodzajach, rogaliki duże i małe, ciasteczka kruche w kształcie serc i wiele innych. W kawiarni obok można było nabyć kawę, więc przyjemność podwójna.
Stragany pięknie udekorowano , a dzieciom w sprzedaży pomagali dorośli. Dziś nikt nie liczył kalorii, ani monet, z rąk do rąk podawano tylko banknoty. Z tego co wiem, Orkiestry granie odbywało sie także na hali sportowej, na stadionie miejskim, na lodowisku. Miał być także kulig w parku, ale nie wiem, czy śnieg się nie roztopił, bo w nocy wprawdzie sporo spadło, ale temperatura na plusie...

A jakie atrakcje udało Wam się zaliczyć po drodze z Orkiestrą?

czwartek, 12 stycznia 2017

A kurtka była biała...

Nasza stara drukarka komputerowa HP odmówiła współpracy i trzeba było nabyć nową.
Zepsuty egzemplarz oczekiwał w niełasce na wyniesienie do miejsca składowania elektrośmieci o niewielkich gabarytach.
W poszukiwaniu odpowiedniego kontenera wyruszyliśmy na spacer, zabierając ze sobą stary opiekacz do chleba, który także chcieliśmy utylizować.
Spacer zakończył się sukcesem, gdyż znaleźliśmy kontener na elektrośmieci w pobliżu sklepu Kaufland.
Wrzuciwszy doń opiekacz, wróciliśmy do domu po drukarkę, wszak spacerów nigdy dość. Nie zdarzyłoby się nic przykrego, gdyby przedtem mój mąż wyjął z drukarki pojemnik z resztkami tuszu. Drukarka w torbie wykołysała sie znakomicie, wylewając tusz czarny do wnętrza torby. Mąż zgrabnie wyrzucił drukarkę do pojemnika, torba pusta, więc postanowiliśmy wejść do sklepu i coś tam zakupić. Ja szłam przodem, nie widziałam więc niczego niepokojącego w wyglądzie męża, a w sklepie patrzymy przecież na regały i towary, a nie sobie w oczy.
Gdy podeszliśmy do kasy i mąż zaczął wykładać towar na taśmę, sam sie bardzo zdziwił, jakie ma czarne dłonie, ja z kolei spojrzałam na niego i osłupiałam, bo cała kurtka ( biała zresztą, z kolorowymi wstawkami) była upaprana tuszem, CZARNYM!
Spakowaliśmy sie błyskawicznie, bo kasjerka dziwnie się mężowi przyglądała i wróciliśmy do domu jak najmniej uczęszczanymi uliczkami, a małżonek cała drogę użalał sie nad swoją kurtką.
W domu nastąpiły liczne próby wywabienia plam, także z pomocą porad z google, ale niestety nasze wysiłki spełzły na niczym i ciepła zimowa kurtka trafiła na śmietnik.
Była już wprawdzie leciwa i swoje wysłużyła, ale zawsze żal...