sobota, 16 lutego 2019

Litości...

Sceptycznie podchodzę do wszelkich nowinek w poglądach na odżywianie, leczenie , do odkryć w badaniach naukowych, tym bardziej, że jak pokazuje doświadczenie, to co kiedyś było szkodliwe i naganne, dziś już nie jest i odwrotnie, bo wiadomo - rynek napędza także badania w wielu dziedzinach.

Oglądam i czytam doniesienia o szkodliwości naszych codziennych pokarmów, typu chleb, mięso, wędliny, margaryna, a nawet owoce i warzywa.
To co normalne jest be, powinniśmy jeść tylko Eko lub Bio, mięsa w ogóle, a cukier, nabiał i pieczywo to istna trucizna. W dodatku "specjalna" żywność ma specjalne oznaczenia, jest 2-3 razy droższa i co chwila wmawia się nam, ze sami sobie kopiemy grób za życia.

Już na starcie czuję się jak dziwoląg, skoro nie kupuję EKo i Bio, a już z glutenem i laktozą to całkiem ciemnogród.
Mamy czytać etykiety i dokonywać świadomych wyborów, jeśli chcemy być zdrowi do późnego wieku...ale z drugiej strony, taki wybór jest często niemożliwy, bo konia z rzędem temu, kto znajdzie dziś np. chleb bez żadnych dziwnych dodatków.
Wiem, mogę sama piec chleb, robić wędliny, humusy, twarożek, ale czy półprodukty są w pełni zdrowe?
Poza tym, kiedy to wszystko robić, a może na emeryturze jest na to czas? Nie chciałabym jednak spędzać całego dnia w kuchni...
Oto moje przemyślenia w tym temacie:

- skoro zjadamy same trucizny, co na to Ministerstwo Zdrowia i służby odpowiedzialne za dopuszczanie żywności do szerokiego obiegu?
- skoro istnieją normy, przepisy, dawki dozwolone itp. dlaczego nie ściga się producentów za oszukiwanie?
- skoro zamyka się nieuczciwe ubojnie, zakłady przetwórstwa, fermy itd., to dlaczego nie zamyka się fabryk produkujących żywność, która truje i uzależnia?
- skoro na pudełkach z papierosami umieszcza się hasła ostrzegawcze i zdjęcia, to dlaczego nie ma podobnych na etykietach i stoiskach ze słodyczami lub z pieczywem?
- skoro przy sprzedaży alkoholu sprawdza się pełnoletność kupujących, to dlaczego nie sprawdza się pełnoletności kupujących cokolwiek, czy nastolatek lub dziecko potrafią dokonywać świadomych wyborów w temacie zdrowa żywność?
- Skoro bada się mięso na obecność pasożytów, azotanów i innych takich, to dlaczego nie ma podobnych badań przed przyjęciem towaru do sklepów – jeśli za dużo cukru i konserwantów – won!

Znowu negatywne zjawiska w pewnych dziedzinach życia i gospodarki zrzuca się na barki konsumentów, klientów, nas wszystkich, bo przecież jeden przemysł wspiera drugi – im więcej świństwa jemy, tym więcej leków będziemy potrzebować lub szybciej umrzemy, z czego ZUS się ucieszy.
Nie wiem tylko, po co ciągle zapełniają podobnymi tematami audycje radiowe, telewizyjne i czasopisma, skoro nic się w tym względzie nie zmienia, od gadania i pisania o szkodliwości zdrowsi nie będziemy.

Marzyłoby mi się przeczytać lub usłyszeć o pozytywnych zmianach w podejściu do produkcji żywności na skalę globalną i bym nie musiała spędzać w sklepie godzin całych na czytaniu etykiet pisanych maczkiem, od czego jeszcze i wzrok mi się pogorszy...

środa, 13 lutego 2019

Walentynki w kapciach...






Mój Walenty

Mój Walenty
aureoli nie ma,
czasem nawet
rogi mu rosną.
Nie kupuje mi róż
w bukietach,
nie gada wierszem
ni dniem, ni nocą.

Mój Walenty
placek upiecze
bardzo chętnie
zakupy zrobi.
Opiekuńczym gestem
mnie wesprze,
bym nie dawała
się złemu losowi.

Mój Walenty
jest czuły gdy trzeba
i herbatkę
nie proszony podaje.
Choć na rękach
nie nosi mnie wcale,
przy nim zawsze
czuję się KOBIETĄ....


Życzę Wam miłości i radości rok cały, nie tylko w Walentynki, kwiaty zwiędną, smak czekoladek przeminie, a wspólne wędrowanie drogami miłości i przyjaźni rządzi się innymi prawami.
Co nie znaczy, że powinniśmy rezygnować z rozpieszczania się nawzajem:-)

niedziela, 10 lutego 2019

Zimowe wycieczki

Ciepło domowego ogniska docenimy wtedy, gdy wyrwiemy się z domu, wstaniemy z przytulnego fotela i ruszymy w trasę.
Jak mówią starzy górale, nie ma złej pogody, tylko niewłaściwe ubranie.
Wystarczy trochę zmarznąć, przewietrzyć kapotę i zmusić nogi do maszerowania, aby po powrocie obiad zdawał sie królewskim, a kawa smakowała niebiańsko.
Staramy się co weekend dużo spacerować lub wyjeżdżać w plener. W wielu znanych miejscach byliśmy o różnych porach roku.
Zima ma także swoje uroki i skrywa czasem niesamowite niespodzianki.
Mijaliśmy ten drogowskaz wiele razy, wreszcie wybraliśmy się specjalnie w to miejsce, by odkryć krainę ciszy i pięknych widoków - PUNKT WIDOKOWY DUSZNO. Drewniana wieża, pierwotnie miała 70 m, została spalona, odbudowana przez wojsko o wiele mniejsza - ok. 25 m, udostępniona do zwiedzania, prowadzą do niej trasy rowerowe. Autem ciężko, droga polna, ale można dojść na piechotę, latem to nawet wskazane, wyobrażam sobie pola pełne zboża, niczym ocean i my na środku w drodze do wieży.
Zdjęcie na górze slajdu to taras górny wieży z fragmentem krajobrazu, na zdjęciu dolnym swoista róża wiatrów z symbolami miejsc, które widać z wieży przy dobrej widoczności.
Widoki zapierają dech w piersiach, do tego cisza, że aż uszy bolą, nigdzie żywego ducha, do najbliższych zabudowań kawał drogi, a pod lasem śmigają sarny...
Gdyby komuś było mało, po drodze zabytkowa kuźnia z 1854 roku, nieoczekiwany widok w tak małej mieścinie, jak nagroda za trudy zimowego wędrowania. Na czubku komina bocianie gniazdo. Ciekawe, czy wrócą do niego ptaki na wiosnę?
Inna wyprawa, w zasadzie wcześniejsza zawiodła nas do parku, rozciągającego się wokół pięknego pałacu, w kawiarni którego wypiliśmy pyszną kawę z deserem.
Na dziedziniec owego pałacu przywędrował Orszak Trzech Króli. W parku równie pięknie jak wiosną, tyle że inaczej.
Na brzegu rzeczki spłoszyliśmy czaplę i nie zdążyłam zrobić zdjęcia.
Trzecia wycieczka nad jezioro, gdzie latem mnóstwo wypoczywających, ale i teraz sporo spacerowiczów. Sądziliśmy, że będziemy sami na plaży, a tu niespodzianka... pary z psami, rodzice z dziećmi, jak na molo.
Na jeziorze cienki, niemal przeźroczysty lód, musiałam dotknąć, by sprawdzić, że istotnie zamarznięte.
Ten wiatrak widzieliśmy z daleka, z miejsca, które zwykle zasłaniają liściaste drzewa. O tej porze roku dostrzegliśmy przez gołe gałęzie zarysy wiatraka i postanowiliśmy go odszukać, co nie było łatwe.
Gdy do niego dotarliśmy, nie było żadnych informacji, poza tabliczką, ze obiekt grozi zawaleniem.
szkoda, ze o takie zabytki nie ma kto dbać, jedna silna wichura i niewiele z niego zostanie...

Znowu wyszło długo, ale przynajmniej fotek sporo, więc chyba wybaczycie?

czwartek, 7 lutego 2019

Na ulicy...

Idę dziś do pracy, zimno, głowa mnie boli, gonitwa myśli, co muszę dziś i jutro zrobić.
Zatrzymuje mnie mężczyzna w średnim wieku, schludnie ubrany, pod kurtką widać białą koszulę i krawat.
Widzę, że wyjmuje z torby jakieś broszury. Robię się czujna...

- Dzień dobry, czy zastanawiała się pani nad tym, czy cierpienie kiedykolwiek się kończy?
- Niech pan sobie wyobrazi, że nawet tak, wszystko się kiedyś kończy, ale co to za pytanie o poranku?
- Chciałbym panie wręczyć...
- Za broszury dziękuję, nie jestem zainteresowana, a pan nie w pracy?
- Ja głoszę słowo boże, to moja praca.
- A ja do pracy właśnie...

Tak sobie szłam i myślałam: może ja też rzucę robotę, będę ludzi na ulicy namawiać do czytania książek.
Tylko kto moje rachunki zapłaci?

****
Wczoraj w naszym mieście zdarzył się wypadek.
Na ruchliwym skrzyżowaniu blisko centrum zderzyły się dwa samochody. Bywa.
Pech chciał, że jedno z aut wpadło na chodnik i uderzyło w dwie kobiety, stojące przed pasami, bo było czerwone światło dla pieszych.
Jedna z tych kobiet, młodsza ode mnie zmarła w szpitalu.
To mogłam być ja - często stoję w tym miejscu, gdy jest czerwone światło...

Nie macie wrażenia, że najwięcej wypadków z udziałem pieszych zdarza się na pasach?
Uważajcie na siebie, zwłaszcza na pasach!

wtorek, 5 lutego 2019

Z Krzysiem o filmach...

Chłopiec wpada ostatnio dość często, nie zawsze mamy możliwość pogadać, bo czytelników sporo.
Tym razem udało się porozmawiać o filmach, które Krzyś lubi na równi z książkami.

- Dzień dobry, ale dużo uczniów!
- Sporo, bo zimno i zamiast na boisko przyszli tutaj.
- A wie pani, że mam już wszystkie części H.Pottera?
- Tak, mówiłeś, że to prezent gwiazdkowy.
- Mam nawet tę ostatnią książkę o przeklętym dziecku.
- A ile przeczytałeś?
- Na razie jestem w pierwszym tomie...
- A filmy widziałeś wszystkie?
- Tak, na niektórych byłem w kinie, z mamą lub tatą
- I który najbardziej ci się podobał?
- Piąty i siódmy, oczywiście efekty specjalne, a czy pani wie, że mam zasnęła na siódmej części?
- Widocznie była bardzo zmęczona...
- Ona zasypia nawet na Jamesie Bondzie, wyobraża sobie pani?
- Nie dziwię się, moja znajoma też zasnęła w kinie na Bondzie...
- O! To dziwne w sumie!
- Czy ja wiem? Gdy jestem zmęczona to nawet na westernie zasnę, choć strzelają.
- Ale ta ostatnia książka o Harrym to dziwna jest.
- Bo to scenariusz, z podziałem na role.
- Aha! Bo zajrzałem, a tu taki dziwny druk...
- A kto jest twoim ulubionym bohaterem z Hogwartu?
- Oczywiście Harry Potter, a pani kogo lubi?
- Nevilla Longbottoma oczywiście!
- A dlaczego?
- Chyba dlatego, że z pozoru gapowaty i nieśmiały, a okazał się prawdziwym bohaterem i najwierniejszym przyjacielem...