wtorek, 6 grudnia 2016

Mikołaju, nie przynoś mi prezentów...

Kiedyś czytałam swojemu synowi, później swoim czytelnikom piękną i mądrą książkę DROGI MIKOŁAJU, PROSIMY NIE PRZYJEŻDŻAJ DO NAS W TYM ROKU....
O czym jest książka?
W dużym skrócie - o listach pisanych przez dzieci do Mikołaja. Zatroskany Mikołaj i jego pomocnicy nie mogą sie nadziwić wzrastającej zachłanności dzieciaków na coraz droższe zabawki, bo nie proszą o misie, słodycze i inne zwyczajne rzeczy, ale o komputery, pieniądze, telefony itd.
Wśród tego ogromu korespondencji znalazł się list grupy dzieci zatroskanych o los swoich rówieśników w krajach trzeciego świata i zrezygnowały z prezentów dla siebie na rzecz pomocy dla głodujących, chorych, bezdomnych na całym świecie.
Stąd właśnie tytuł książki. Mikołaj wraz ze swoimi pomocnikami jedzie do Afryki by kopać studnie, uczyć uprawy roślin, organizuje nauczanie itp.
Zapytałam uczniów, kto byłby w stanie zrezygnować ze swoich prezentów na rzecz osób potrzebujących pomocy? Część dzieci odpowiedziała szczerze, że nie zrezygnowałaby z prezentów, ale chętnie podzieli się pieniędzmi ze skarbonki lub kieszonkowym. Były także dzieci, które bez zastanowienia zaoferowały pomoc, rezygnując z prezentów. Nie wiem, jak mogło być naprawdę, nie wiemy czy sami zrezygnowalibyśmy z prezentów pod choinką.

Piszę o tej książce nie tylko przy okazji Mikołajek, ale głównie dlatego by mieć dobry wstęp dla polecenia akcji charytatywnej FUNDACJI SŁONECZKO.
Najlepiej posłużę się słowami z innego bloga, który propaguje anonimową zbiórkę funduszy:



O jakie tu pieniądze chodzi? O każde! O ten jeden procent z podatku, o drobne na piwo, którego z jakiegoś powodu nie kupimy, o wyraz wdzięczności, którego przyjaciel nie chce przyjąć i nie bardzo wiadomo co z tym zrobić… Ja wiem – powiedz mu, że wpłacisz na Niedźwiadka Koala do fundacji „Słoneczko”.
Czujesz, że masz zobowiązanie wobec przyjaciela i on nie chce tego przyjąć – powiedz mu, że wpłacisz to na fundację „Słoneczko” – i on będzie zadowolony, i Ty, i jeszcze ktoś!
Jeżeli są jeszcze jakieś pomysły na finansowanie Naszego Niedźwiadka, to bardzo proszę!!!


A teraz jeszcze fundacja i konto:
Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „SŁONECZKO”
77-400 Złotów, Stawnica 33A
konto: 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010

w tytule wpłaty podać subkonto osoby, której chcemy przekazać naszą wpłatę: 442/P
Można też rozliczyć PIT na stronie fundacji:
Fundacja Słoneczko
KRS: 0000186434


Kto nie chciałby wcielić się w rolę Mikołaja lub jego pomocnika? Ja chyba skorzystam z odpisu podatkowego w rozliczeniu PIT, bo co roku 1% przekazujemy na jakąś organizację, więc teraz nie muszę szukać :-) A jeśli na pomoc czeka jeden z blogerów, to tym bardziej akcja bliska sercu, bo kto jak nie MY?

sobota, 3 grudnia 2016

Dziwny ten smak...

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, dlaczego te same potrawy lub napoje jednym smakują, a innym wręcz przeciwnie?
Albo dlaczego niektóre osoby przyprawiają wszystko na ostro, a inne preferują smaki łagodne ?
Nietrudno też zauważyć, że odczuwanie smaków związane jest z zapachem, gdy mamy katar i upośledzony węch, to i smaki odczuwamy inaczej.
Zdarza się także, że po urazach neurologicznych lub po przebyciu niektórych chorób nie rozpoznajemy smaków i zapachów wcale, a jedzenie przestaje być przyjemnością.
Z mądrych źródeł możemy dowiedzieć się, że człowiek dorosły ma około 10 tysięcy kubków smakowych, które rozlokowane są nie tylko na języku, ale już taka swojska krowa ma ich aż 45 tysięcy...i po co?
Samo słowo SMAK ma zresztą kilka znaczeń - zmysł odczuwania smaków, właściwość pokarmu, dobry gust i wreszcie ochota na coś.
Mówimy: to nie jest mój ulubiony smak; ta potrawa nie ma smaku; jaka wysmakowana stylizacja; mam smak na truskawki...
Podobno niektóre upodobania smakowe są dziedziczne, inne przypisane może do płci, bo jak wytłumaczyć, że piwo w większości lubią panowie, a jeśli panie to z sokiem? A jak wytłumaczyć, że są osoby, które nie lubią słodyczy, a inne dałyby się pokroić za tort lub czekoladę? Poznałam kiedyś panią, która nie lubiła i nie jadała owoców, warzywa tak, ale mało.
Podobnie jest z przyprawami lub bakaliami - kardamon, cynamon, goździki należą do przypraw, które nie wszyscy akceptują w potrawach czy napojach.

Znam osoby, które lubią bakalie, ale nie w ciastach. Ja np. uwielbiam owoce leśne, ale nie w jogurtach, w ogóle owoce jagodowe smakują mi najlepiej prosto z krzaczków, wiem, że niehigienicznie, ale trudno, całe życie tak jem...
Oglądałam kiedyś ciekawy program o rozpoznawalności smaków i okazało się, że:
- trudniej rozpoznać niektóre smaki z zasłoniętymi oczami lub z zatkanym nosem,
- niektóre osoby mają wrażliwsze kubki smakowe i potrafią rozpoznać więcej smaków,
- niektórzy mają większą tolerancję na smak ostry, inni od bardzo ostrych przypraw mogą stracić oddech,
- dla lepszego odróżnienia kolejnych smaków, dobrze przepłukać usta wodą,
- aby zneutralizować ostrość potraw, palenie w przełyku - najlepiej zjeść trochę słodkich lodów


Fenomenem jest też dla mnie istnienie zależności między dodawaniem do potraw lub napojów pewnych dodatków, które podnoszą smak tychże. Dobrze jest np. do kawy dodać odrobinę czekolady lub soli, gorzka czekolada świetnie smakuje z dodatkiem chilli, a lody czekoladowe dobrze komponują się z gorącym sosem z wiśniami (jak dla mnie).
Smakosze lodów czy ciast tortowych też mają preferencje smakowe, niektórzy jedzą tylko lody waniliowe, inni tylko śmietankowe w czekoladzie, a smakosze tortów dzielą sie na tych, co wolą torty czekoladowo - orzechowo - kawowe i tych, którzy tylko owocowe lub bezowe.
Mówi się także, że poprosić w restauracji o przyprawy to brak szacunku dla szefa kuchni, ale przecież najlepszy nawet kucharz nie ma naszych kubków smakowych, prawda?

Może więc należałoby powiedzieć nie dziwny ten smak, ale raczej dziwne te kubki smakowe...

środa, 30 listopada 2016

Bo w tym kraju...

Niektórzy ludzie nie doceniają tego, co mają.
Gdyby chodziło o nieustanną potrzebę rozwoju, bo ciekawość świata, ludzi i praw rządzących naturą jest jak najbardziej pozytywna, to wypadałoby tylko przyklasnąć. Nie mówię też o potrzebie otaczania się przedmiotami czy gromadzenia majątku, bo to jeszcze można zrozumieć.
Dziwne dla mnie są osoby, które mimo niezłej sytuacji życiowej i zaspokajaniu kolejnych potrzeb czy zachcianek wciąż okazują niezadowolenie ze swojego życia, nic ich nie cieszy lub we wszystkim widzą jakieś wady.
Na czym to polega postaram się przedstawić na przykładzie dialogu z pewną znajomą. Jest to osoba energiczna, wesołego usposobienia (w pierwszym kontakcie), ale wprowadza jakiś element niepokoju, a każda z nią rozmowa toczy się wokół pieniędzy lub polityki. O polityce ludzie rozmawiają często, ale jaki cel ma taka rozmowa w przypadku osoby, która powtarza, że nie interesuje ją polityka, niech rządzi kto chce, byle jej było dobrze. Z drugiej strony narzeka na każdą opcję polityczną i na tych u władzy, ktokolwiek by to był.
Jej samej ptasiego mleka tylko brakuje, ale temat do narzekania znajdzie zawsze, nawet gdy chwali się nowy strój czy fryzurę tej pani, to zaraz dodaje, że strasznie utyła...

A oto przykład dialogu:

- Oj zima idzie, musiałabym jakiś płaszcz sobie kupić...
- No to leć, wyprzedaże teraz duże, coś na pewno znajdziesz.
- Kasy nie mam...nie wiem kiedy następna gotówka wpadnie, to co miałam wpłaciłam na lokatę. W tym naszym kraju to nigdy nie wiadomo.
- Czyli kasę masz, nie narzekaj.
- A ty wiesz, jakie mam kredyty?
- Jak każdy, ale masz dom z ogrodem, dwa samochody, ostatnio motocykl kupiliście...
- E, taki tam grat, bo mąż miał kaprys, młode lata mu się przypomniały.
- To chyba dobrze, że ma jakąś pasję?
- A ty wiesz, ile taka pasja kosztuje? A tu dziecku trzeba pomagać.
- Dziecko masz wykształcone, pracuje, mieszkanie mu kupiliście w dużym mieście.
- Ale babcią chciałabym zostać!
- Nic na siłę, sama mówiłaś, że to typ naukowca i samotnika, nie wiadomo czy rodzinę założy...
- To fakt, ale tak w ciepłe kraje by się chciało...
- Przecież jeździsz co roku...
- A co to za ciepłe kraje, Chorwacja, Hiszpania - tak Kanary albo Hawaje...
- To zlikwiduj lokaty, będziesz miała na Kanary.
- No coś ty, czy ja wiem, co w tym kraju jeszcze mnie czeka? Tu nikt się nie dorobi...

niedziela, 27 listopada 2016

Dobre serce...

Braci było dwóch, a tak różnych, jak tylko bracia mogą sie różnić i właściwie nie o wygląd chodzi, ile raczej o charaktery i podejście do życia.
Starszy ożenił się i miał dzieci, młodszy został z matką, którą zaopiekował się na stare lata. Mieszkali w małym miasteczku, w starej kamienicy z piecami na węgiel, więc pomoc syna przydawała sie starszej pani, nawet gdy była jeszcze sprawna i samodzielna.
Młodszy syn był bardzo pracowity, dojeżdżał codziennie do pracy do dużego miasta, żyli z matką skromnie, więc na wszystko starczało. Matka ze skromnej emerytury pomagała starszemu synowi i wnukom.
Starszy syn miał skłonności do popadania w tarapaty, bo jak mówił rodzina kosztuje, a robota się go nie trzymała... Kiedyś poprosił młodszego o podżyrowanie pożyczki, pieniądze GDZIEŚ sie rozeszły, pracy nie było, więc pożyczkę spłacał młodszy brat. Niektóre problemy bracia zresztą ukrywali przed matką, żeby jej nie martwić.
Po pewnym czasie w ślady ojca poszedł jeden z synów starszego brata, więc były już dwie rodziny oczekujące pomocy. Każde dodatkowe pieniądze i premie świąteczne szły na pomoc dla rodziny.
Gdy zmarła matka obu braci i babcia wnukom, ani starszy brat, ani jego dzieci nie mieli już powodów aby krępować się prosić o pomoc. Przez pewien czas nawet młodszy brat gościł bratanka z rodziną, żywił ich i opierał, organizował potrzebną odzież i drobiazgi dla dzieci.
Na szczęście bratanek z żoną wyprowadzili się do dużego miasta i wydawało się, że młodszy z braci odbije sie od dna. Marzył o kupnie nowego samochodu, bo stary się sypał, a codziennie trzeba dojeżdżać do pracy.
Odwlekał jednak kupno nowego auta, jakby przeczuwał, że znów pojawią się kłopoty. Jakby zgadł. Nie dość, że starszy brat od jakiegoś czasu miał odcięty prąd, bo nie płacił rachunków, to jeszcze , po odrzuceniu kolejnych ofert z urzędu pracy, eksmitowano go z mieszkania.
Dzieci odmówiły przyjęcia ojca do siebie, nad bezdomnym i jego żoną ulitował się znowu młodszy brat. Idzie zima, święta za pasem, więc rodziną trzeba sie zająć. Może na wiosnę, gdy poszukają pracy...
Wszyscy wiedzą przecież, że na młodszego z braci zawsze można liczyć, bo on ma takie DOBRE SERCE...

środa, 23 listopada 2016

Dziwak, ekscentryk, odmieniec...

Ileż to razy słyszymy określenia: to stary dziwak; tam mieszka taka nieszkodliwa dziwaczka; nie bądź dziwakiem; on na stare lata zdziwaczał...
Ale co tak naprawdę to określenie znaczy? I czy zawsze ma wydźwięk negatywny?
Według słownika języka polskiego DZIWAK - to człowiek o osobliwych upodobaniach i przyzwyczajeniach, oryginał, cudak, ekscentryk.
Dziwaczny zaś znaczy - zwracający uwagę swoją osobliwością, nietypowością, śmieszny, cudaczny, osobliwy.
Właściwie w dzisiejszych czasach już nic nie powinno nas dziwić, ani to , że ktoś zakłada dwie różne skarpetki, farbuje włosy na niebiesko, nie ma w domu telewizora, jada tylko na surowo, śpi w trumnie, chodzi na bosaka - przykłady kiedyś uznawane za ekstrawagancję już nie szokują.

W drodze do pracy mijam czasami młodego człowieka w krótkich spodniach i T-shircie, z plecakiem płóciennym na plecach. Tak, jesienią, gdy ja w ciepłej kurtce i rękawiczkach i zastanawiam się czy to choroba, czy niezwykła odporność na zimno czy ekstrawagancja za cenę zdrowia...
Ekstrawagancje ubraniowe są chyba najbardziej zauważalne, rzucają się w oczy, inne czasami poznajemy po pewnym czasie lub w bliższych kontaktach z daną osobą. W naszym mieście widuje się panią ubraną zawsze w stroje wyjęte jakby żywcem z teatralnej garderoby i wielkie kapelusze i muszę przyznać, że w galerii handlowej wygląda dziwacznie, ale już w parku na koncercie w muszli koncertowej stanowi urokliwy dodatek do parkowego klimatu.

W jednej z definicji dziwactwa wspomniano o stronieniu od ludzi, akurat to wydaje mi się dyskusyjne, bo wielu z nas woli bardzo wąskie grono znajomych i na co dzień żyje jeśli nie samotnie, to w zaciszu swoich 4 ścian i ulubionego fotela. Więc jeśli nie chadzam na imprezy i nie robię co tydzień przyjęcia to jestem dziwakiem? A jeśli nie znam wszystkich sąsiadów wokół i nie plotkuję z sąsiadkami, to jestem odludkiem?

Wśród wyznawców wysokoprocentowych trunków dziwakiem jest smakosz wina lub nalewek domowych, dla mięsożerców dziwnym jest wystrzeganie się produktów pochodzenia zwierzęcego itd.
Czasami za zachowania dziwaczne odpowiedzialne są tzw. trendy. Jeśli "obowiązkowe" są : depilacja owłosionych części ciała, regulacja brwi, malowanie paznokci, farbowanie siwych włosów itp. to osoby, które robią inaczej uważane są za dziwne.
Nawet w temacie telefony uważamy za ekscentryka kogoś kto ma zwykły klawiszowy aparat, zamiast wypasionego smartfona...
Jako posiadacze auta jesteśmy z mężem uważani za dziwnych, bo wszędzie chodzimy na własnych nogach, a samochód wyciągamy z garażu tylko na dłuższe wyjazdy.
Każde odstępstwo od ogólnie przyjętych standardów budzi zdziwienie, z drugiej strony powiedział ktoś, że dziś bycie uważanym za dziwaka, to zaszczyt, bo w ogólnym parciu do podążania za modami i trendami niełatwo zachować oryginalność stylu życia.
Gdzie więc leży granica między oryginalnością i życiem według własnych zasad i upodobań, a dziwacznością w sensie negatywnym, o ile taki negatywny wydźwięk w ogóle istnieje...