sobota, 23 maja 2020

Leczenie zdalne i szpilki...

Pani O. znudzona siedzeniem w domu w czasie kwarantanny, dała się namówić kuzynce na wypad do lasu, skoro już można było.
Pojechały autem, w lesie przebrały się w obuwie sportowe, bu pobiegać i poćwiczyć formę.

Kuzynka pani O. była bardziej wprawiona w bieganiu i po krótkiej rozgrzewce pomknęła niczym sarenka, zostawiając nasza bohaterkę daleko w tyle.
Różnica rozbiegania u obu pań była widoczna, więc umówiły się, że co kawałek pomaszerują, a więc będzie to raczej marszobieg.
Po paru kilometrach pani O. nabawiła się jednak kontuzji i wróciła na parking, by oczekiwać na powrót kuzynki.
W domu noga dokuczała coraz bardziej, zatem pani O.zadzwoniła do lekarza.
Polecono jej zrobić komórką zdjęcie nogi i widocznie nie wypadło dobrze, skoro wezwano pacjentkę na godz.12.00 do szpitala.
Przed szpitalem namiot, gdzie pani O. udzieliła obszernego wywiadu, odkażono ją dokładnie i kazano czekać na lekarza ortopedę.
Lekarz pojawił się ubrany jak kosmita, obejrzał nogę z daleka, udzielał porad, wypisał recepty.

Pani O. wróciła do domu, by podjąć leczenie przy pomocy zaordynowanych leków.
Zwolnienie nie było potrzebne, nie pracowała w czasie pandemii.
Na szczęście leki zrobiły swoje i ćwiczenie nogi w domu, ale ciągle lekko utykała.

Gdy dostała wezwanie do stawienia się w pracy, długo myślała jakie założyć buty, by JAKOŚ wyglądać , ale by noga nie ucierpiała za bardzo.
W swej próżności i zgodnie z upodobaniami pani O. założyła szpilki, nie mogła się oprzeć.
I tu stał się cud!
Noga nagle ozdrowiała, a pani O. pomknęła do pracy niczym łania, zastanawiając się, czy to nie płaskie buty biegowe tak jej zaszkodziły?

środa, 20 maja 2020

Zwiedzanie w czasach zarazy...

W czasach zarazy, na początku, trudno było wyjść z domu, nawet pójście do sklepu kojarzyło się z survivalem.
Mimo wszystko staraliśmy się chodzić na spacery, o czym pisałam.

Później pozwolono iść do parku i lasu, z czego skwapliwie skorzystaliśmy, zwłaszcza że do lasu bez maseczki.
Jedyną przeszkodą bywała pogoda, choć okazuje się, że w kwietniu lepiej dopisała, niż majowe chłody.

Wreszcie otwarto muzea.
Dla nas to jak woda na młyn!
Wypróbowaliśmy, jak wygląda zwiedzanie w tym dziwnym okresie.
W niektórych miejscach obniżono ceny, z uwagi na ograniczenie ekspozycji i komfortu zwiedzania.

Pojechaliśmy do Lubostronia, Biskupina, Gołuchowa, Rogalina.
W Biskupinie pani kasjerka powiedziała, że otworzyli na próbę, by wyczuć, policzyć czy w ogóle warto, czy goście dopiszą.
Wszystkie zabezpieczenia wdrożono, ludzi niewielu, zwiedzanie tylko na powietrzu, muzeum w budynku zamknięte, ale toalety czynne, kawę i lody można było kupić na wynos, tudzież skromny posiłek.
My jednak wszystko zabieramy ze sobą, kawę kupujemy na stacji benzynowej.
Z upływem dnia ludzi przybyło, widziałam nawet znajome twarze z mojego miasta.

W Lubostroniu
zwiedziliśmy pałac i park, turyści mogli kupić kawę i posiłek w pałacowej restauracji, ale zjeść na ławce w parku lub na kocu w formie pikniku.
W Rogalinie też nie było tłumów, zwłaszcza w pałacu, natomiast do parku ze słynnymi dębami przyjechały rowerowe i motocyklowe wycieczki po kilka osób.
Dokładniej o tych miejscach napiszę wkrótce, teraz tylko kilka rozmaitych fotek z serii: SZYBKO, PSTRYKNIJ NA BLOG, TO CIEKAWE...
Mój mąż nazywa to blogowym zboczeniem, bo wiele zdjęć robię z myślą o pokazaniu na blogu właśnie.
Ogródek restauracji hotelowej w Zawoi, można poczuć się jak nad Morzem Śródziemnym, prawda?
Mapa Polski z białych i czerwonych tulipanów w ogrodach licheńskich. Były także całe poletka hiacyntów, które pachniały z daleka.
Teraz widzę, że fotkę zrobiłam ze złej strony...
Znamię czasu. Przed zamkiem w Gołuchowie czytam instrukcję zwiedzania, w maseczce oczywiście.
Do zamku jednak nie weszliśmy, bo znamy go na pamięć, woleliśmy pozostać w parku i pójść do zagrody zwierząt.
Tak pozowały nam żubry w Gołuchowie, oprócz żubrów są tam także koniki polskie, daniele i dziki.
Taki Don Kichot stoi przed jedną ze stacji benzynowych w Wielkopolsce, reklamując miejscowy warsztat kowalstwa i metaloplastyki.
Kamienna figura bożka o czterech twarzach, a raczej jego artystyczna interpretacja, o czym dowiedzieliśmy się od eksperta w Biskupinie...
Jeden z witraży prywatnej kaplicy właścicieli pałacu w Lubostroniu.
Podziwianie widoków z wieży kościelnej w Licheniu, ale wieża nie należy do słynnej bazyliki, ale do małego kościółka na terenie sanktuarium.
Próbuję ocenić wielkość dębu w parku gołuchowskim - jak widać, tamtejsze drzewa nie ustępują rogalińskim dębom.
Takie mostki lubię wszędzie, rzucane nad strumykiem, rowem, groblą robią sielskie wrażenie i stanowią urozmaicenie parkowego krajobrazu.
Myślicie, że widzicie lustro w ciekawej oprawie. To także, ale przede wszystkim są to drzwi do ukrytego przejścia w pałacu w Lubostroniu... mieli fantazję właściciele lub architekci.
A to , jak dla mnie wisienka na torcie czyli witraż RYBY samego Tiffaniego, do obejrzenia w galerii sztuki w Rogalinie.

niedziela, 17 maja 2020

Dialogi domowe:-)

Wspólna kawa o poranku i codzienne rozmowy to jeden z uroków życia.
A tematy rozmów podsuwamy sobie wzajemnie lub inspiruje nas otoczenie.

Niektóre dialogi wydały mi się na tyle śmieszne, że warte są uwiecznienia.
Nie zrobię tego jednak tak dobrze, jak Jaga czy Frytka....dziewczyny, uśmiecham się d Was:-)

Chyba trzeba będzie wkrótce napisać coś poważniejszego, bo same lekkie tematy ostatnio u mnie, a w gospodarce i w polityce wesoło nie jest, zresztą dziś chyba wszystko jest polityką, nawet piosenki bywają groźne...dla władzy.

Dialog I

- Wiesz, chodzi za mną czekolada, ale nie mleczna, tylko taka konkretna
- to trzeba kupić, zobacz jest promocja - bierzesz 3, płacisz za dwie
- ale nie wiem co wybrać, zresztą po co mi 3?
- Starczy na dłużej...
- o nie, zbyt łakomy jestem na słodycze!
- przecież nie musisz zjeść całej czekolady na raz
- jak tak siedzę przy laptopie, to chwila moment i nie ma...
- to odłam jeden rządek, a resztę schowaj, żeby nie kusiło
- jeden rządek? to nie warto otwierać!

Dialog II

- Zobacz, wczesna pora, a facet już pijany w sztok
- ciekawe czym się tak zaprawił z rana? ledwo na nogach się trzyma!
- ale obywatel wzorowy podwójnie
- jak to?
- no, wspomaga przemysł monopolowy i obowiązkowo w maseczce!

Dialog III

- Co oglądasz?
- Reksio leci, najlepsza kreskówka, zero przemocy, zero stresu
- O, tego odcinka chyba nie widziałam...
- kukułka podrzuciła jajo wróblowi i biedny zawału niemal dostał, bo wielkie to jajo!
- no to teraz pisklę kukułki narozrabia
- A nie, zobacz, Reksio wkracza do akcji, będzie dobrze!

Obejrzeliśmy jeszcze kolejny odcinek nam nieznany, o przebieraniu się w cudze piórka...szkoda, że dzieci dziś oglądają inne bajki.




poniedziałek, 11 maja 2020

Wyszedł na ludzi...

S. nie miał łatwego życia.
Ojciec opuścił dom , gdy był chłopiec był całkiem mały, zostawiając na pastwę losu matkę z trójką dzieci i słuch o nim zaginął.
Matka robiła co w jej mocy by dzieciaki miały co jeść, dopilnowane czasami przez babcię, póki ta żyła.

Najstarszy brat odszedł na swoje, gdy tylko stał się pełnoletni, znalazł dobrą pracę z daleko od rodzinnego miasta.
Matki nigdy nie odwiedził.

Siostra S. też miała pod górkę, wcześnie została wdową, urodziła czworo dzieci dwóm różnym partnerom.
W końcu dwie dziewczynki w wieku szkolnym trafiły pod opiekę babci, bo matka nie prowadziła się wzorowo.

Pozbawiony wzorów i motywacji do pokierowania swym życiem S. ciągle popadał a jakieś tarapaty.
Pił, brał różne świństwa, hodował marihuanę w pokoju za szafą, podrabiał talony sklepowe...
Gdy trafił na odwyk, poznał odpowiedniego człowieka, który podpowiedział chłopakowi, jak zejść ze złej drogi.

Najpierw S.poszukał pracy i wyuczył się fachu piekarza.
Zrobił, z pomocą syna sąsiadów, prawo jazdy, którego niemal nie stracił, bo starzy kumple przypomnieli o sobie i zaczęli wyciągać S. na piwo.

Na jakiś czas S. zniknął z oczu sąsiadom i rodzinie - czyżby trafił do więzienia lub co gorszego?

Mijały lata.

Pewnego dnia S. pojawił się pod domem matki. Nie sam jednak, z młodą kobietą i dzieckiem u boku.
Przyjechali własnym autem.
W młodym mężczyźnie trudno było poznać cherlawego blondyna z bladą twarzą i przekrwionymi oczami.
Trudniej poznać dawnego sąsiada w maseczce i okularach na nosie...

- Witaj S. Co słychać? dawno Cię nie było!
- Dzień dobry! To prawda, musiałem wyjechać, mieszkam w Gdańsku, pracuję w zawodzie, praca ciężka, ale dobrze zarabiam, mam partnerkę i syna.
- Gratulacje! a dlaczego tak daleko los Cię wywiał od rodziny?
- Uciekłem od kumpli i starych pokus, musiałem zrozumieć, co jest w życiu naprawdę ważne. Nie było łatwo, różnie bywało, pomógł mi starszy brat, poznałem M. urodził mi się syn i nie chcę powielać błędów moich rodziców .
- To dobra wiadomość, trzymaj się i oby Wam się wiodło!
- Dziękuję, proszę pozdrowić syna, bawiliśmy się jako dzieci!
- Tak zrobię i opowiem mu o Tobie.