Na sobotniej wycieczce trafiła nam się niezła gratka. Zimno było straszliwie, ale słonecznie, więc obowiązkowe hartowanie na świeżym powietrzu.
Kierunek - jezioro i las. Po dotarciu na miejsce okazało się, że nasz przyjazd zbiegł się w czasie z inauguracją sezonu motocyklistów.
Nie liczyłam jednośladów i ludzi, ale sporo ich przyjechało, w dodatku byli też turyści samochodowi, tacy jak my. Kilku organizatorów zlotu skierowało się w stronę głównego pomostu nad jeziorem, dzierżąc słomiano-drewnianą postać marzanny.
Część uczestników poszła za korowodem na pomost, część obserwowała wszystko z brzegu. Zastanawialiśmy się z mężem czy kukłę utopią czy spalą. Na jeziorze lodu już nie było, ale woda stojąca , więc marzanna nie popłynie...
Okazało się, że kukłę podpalono, paliła się pięknie, resztki wrzucono do wody.
Wszystko poprzedzone zostało wiosennym zaklęciem, które przytaczam z pamięci:
Niechaj z tą kukłą zniknie nie tylko zima, ale i ten paskudny wirus . Zimie i pandemii mówimy stanowcze NIE!
