niedziela, 17 grudnia 2017

Gorączka zakupów...

Choroba uziemiła mnie w domu na kilkanaście dni, jakieś paskudztwo, które nie chciało się odczepić i dokuczyło bardzo, a niby dbam o odporność…

Gdy wreszcie wyszłam z domu zaczęłam zauważać przedświąteczną gorączkę zakupów. Okazało się także, że owa gorączka wcale nie wpływa na to, że ludzie są dla siebie milsi czy bardziej pomocni, wręcz przeciwnie.

Zbliżając się do dużego marketu z parkingiem, słyszę krzyk. To jakaś para zaczyna kłócić się ze sobą obok samochodu zaparkowanego z dala od wejścia. Po otwarciu drzwi auta słychać płaczące dziecko. Przekonana o tym, że żona krzyczała na męża, bo zostawił dziecko samo w aucie, posyłam mu w myślach epitet: ale palant!
Nagle kobieta otwiera z impetem tylne drzwi i krzyczy do dziecka:
- Czego drzesz ryja, przecież nic się nie stało…
Samochód był cały zaparowany, dziecko pewnie spało, gdy obudziło się samo w ciemności, przerażone zaczęło płakać. Nie wiem jak długo to trwało, bo moja droga do auta była dość długa, a kiedy dziecko zostawiono samo, wiedzą tylko rodzice.

Drugą scenę zaobserwowałam wewnątrz sklepu. W kolejce do kasy stali przede mną mama z chłopcem w wieku szkolnym. Jeszcze przy kasie kobieta wzięła paczkę papierosów, swoja droga zdumiewa mnie ich cena, a niektórzy palą jedna lub dwie paczki dziennie.
W drodze do wyjścia podsłuchałam taki dialog:
- Nie chciałaś mi kupić chipsów, a sobie kupiłaś takie drogie papierosy, to niesprawiedliwe…
- Nie kupię ci chipsów, ale nie z powodu ceny, chipsy są niezdrowe!
- A papierosy to niby zdrowe? W szkole pani mówiła co innego…

I na koniec
jeszcze taka moja refleksja, mało świąteczna, niestety.
Gdy wędrowałam po dużym sklepie, obserwując ludzi, nie dało się nie zauważyć kontrastu pomiędzy zawartością koszyków poszczególnych klientów. Zdarzały się często kosze wypchane po brzegi towarami nierzadko luksusowymi, a ich ilości nie dają szans właścicielom na skonsumowanie wszystkiego nawet do Nowego Roku. Bywają kosze umiarkowanie wypakowane towarami pierwszej potrzeby, ale serce się ściska na widok koszyków starszych ludzi, posuwających się wolno przez sklep i podpierających laską , czytających uważnie ceny i poszukujących konkretnego produktu.
Chętnie pomagam takim przygarbionym i zagubionym sięgnąć coś z wysokiej półki, odczytać cenę lub datę ważności.
Nigdy nie wiemy, co nas samych czeka...
I jeszcze jedna uwaga: nikt nie pomyślał o osobach wspomagających dla ludzi niepełnosprawnych na wózkach, którym ciężko robi się zakupy, za to ochroniarzy pełno na każdym kroku. Gdyby taki ochroniarz raczył pomóc klientowi na wózku, zamiast flirtować z kasjerką, to już byłby postęp, nie uważacie?

środa, 13 grudnia 2017

Świąteczna dieta...

Któż z nas nie lubi świąt?
Każdy z innego powodu, nawet ci, którym święta kojarzą się głównie z czasem wolnym od pracy.
Tradycja każe, aby na stołach było bogato i to już w Wigilię, a to dopiero wstęp do biesiady.
Teraz nawet znoszony jest ścisły post i może lepiej, bo niejeden wyposzczony żołądek buntował się przeciw wszystkim ciężkim potrawom przygotowywanym na świąteczne stoły. A znam biesiadników, którzy zaraz po pasterce grzeją bigos i kiełbasy.

Znany jest dowcip - nie jedzcie,bo to na święta; a za chwilę - no jedzcie, bo się zepsuje...
Ledwo święta się kończą, a już słyszymy z prawa, z lewa , że mamy mało czasu do Sylwestra, czas nagli by wbić się w sukienkę lub garnitur zakupione przed świętami. Ciekawe, że mężczyźni mają jednak z tym mniejszy problem, po prostu nie kupują dopasowanych sukienek :-)

Co zrobić, żeby radość ze smakowania tych wszystkich świątecznych obfitości nie została przyćmiona przez wyrzuty sumienia? A pamiętajmy, że jemy nie tylko własne wytwory, ale częstujemy się obficie w gościnie u bliskich i znajomych.
Sposobów jest wiele, ale ja znalazłam kilka śmiesznych obrazków, których obejrzenie pozwoli nam wszystkim zagłuszyć nieco głos sumienia.

Jeśli jednak postanowicie odchudzać się po świętach, weźcie sobie do serca kilka uwag na marginesie, może pomogą wam podjąć właściwą decyzję:


Życzę Wam zdrowego apetytu i radości z częstowania się wszystkimi smakołykami :-)

niedziela, 10 grudnia 2017

A kiedy miasto na święta się stroi...

Co roku gospodarze miast prześcigają się w ozdabianiu różnych miejsc świątecznymi akcentami.
Dla mnie jest to o tyle sympatyczne, że stwarza fajny klimat na wieczorne spacery. Gdy wracam z pracy jest już ciemno o tej porze roku i te wszystkie świetle dekoracje powodują, że droga do domu jest przyjemniejsza.
Dziś zamieszczam tylko zdjęcia z parku solankowego, bo w centrum jeszcze nie byłam, choroba zatrzymała mnie w domu, ale słyszałam, że na rynku są jakieś nowe dekoracje, które przy najbliższej okazji zamierzam obejrzeć.
U nas inauguracja tych świetlnych rozmaitości ma miejsce zawsze 6 grudnia. Tradycja ta spodobała się kuracjuszom i jednego roku instalacja została przedłużona o tydzień na prośbę kuracjuszy właśnie, którzy w związku ze zmianą turnusów chcieli to wszystko obejrzeć.


Pewnie im większa miejscowość, tym możliwości większe, widziałam dekoracje w Tv, w święta obejrzę te w Poznaniu na żywo.
Niektórzy tysiącami światełek i figur ozdabiają domy i ogrody, ciekawe, czy mają sponsora na opłaty za prąd?

czwartek, 7 grudnia 2017

Weekendowe dylematy...

Niemal każdy z nas czeka na weekend, a wtedy , jak mówią znawcy, powinno się robić zupełnie inne rzeczy, niż w tygodniu. Dlaczego? Aby zachować równowagę między życiem zawodowym, a prywatnym, aby nabrać sił na następny tydzień pracy.
I tutaj nawet nie trudno o problemy, bo jak pogodzić preferencje dotyczące czasu wolnego małżonków, pracujących w różnych branżach, nie mówiąc o dzieciach… a już nastolatki mają swoje pomysły na miejsca i rodzaje rozrywki.
Pojawia się często swoisty konflikt interesów. Przykłady?

Gdy mąż pracuje codziennie za kierownicą, jeździ po całej Polsce lub nawet Europie, to w weekend najchętniej zaległby na kanapie z piwem w dłoni lub przesiadł się na rower, by zażyć trochę ruchu. Żona natomiast czeka na powrót męża z trasy, by zabrał ją na zakupy do większego miasta lub w odwiedziny do rodziny mieszkającej daleko.

Ludzie pracujący w mundurach służbowych i garniturach, najchętniej przebierają się w strój swobodny i nawet w niedzielę nikt nie namówi ich do włożenia ubrań tzw. wyjściowych, ku oburzeniu niektórych członków społeczeństwa, których dewizą jest uczczenie niedzieli odpowiednim strojem.
Ktoś pracujący ciężko fizycznie, nie marzy raczej o sobotnim rajdzie rowerowym lub kopaniu działki, z kolei pracownicy biur i podobnych instytucji preferują ruch na świeżym powietrzu.

Znam osoby bardzo towarzyskie, dla których weekend bez imprezy jest straconym, ale jeśli pracuje się na okrągło wśród tłumu ludzi, w hałasie i z milionem spraw na wczoraj, to imprezowanie odchodzi na plan dalszy w planowaniu weekendu.

Dzieci dopóki małe, chętnie przystają na propozycje rodziców, byle wspólnie z mamą i tatą spędzać czas.
W przypadku nastoletnich pociech to już trudniejsza sprawa, bo często młodzi ludzie wolą towarzystwo rówieśników i imprezowanie według własnego pomysłu. Ale i tu można znaleźć kompromis, jeśli ma się dobry kontakt z dzieckiem i uwzględnia jego potrzeby.

Kwestią sporną bywają także miejsca – jedni wolą morze i leniwe plażowanie, inni aktywny wypoczynek w górach, jeszcze inni poświęcają każdą wolną chwilę na wędkowanie lub pielęgnowanie ogrodu.
Bywa więc, że małżonkowie spędzają wakacje czy weekendy osobno, twierdząc nawet, że to wzmacnia związek i zapobiega rutynie. Ale optymalnie jest chyba, gdy dwoje ludzi podziela swoje pasje lub planują czas wolny po pracy na zasadzie kompromisów.
Znam małżeństwo, gdzie żona jeździ z mężem na wyprawy motocyklowe, chociaż nie przepada, za to w wakacje, ona spędza czas na wycieczkach zagranicznych z koleżanką, a on robi to, co lubi najbardziej czyli zajmuje się ogrodem, ogląda filmy i popija piwko w hamaku.

Na studiach miałam zamężną koleżankę, która w soboty chodziła na imprezy sama, a mąż siedział w domu, bo nie lubił imprezowania.Jakoś się dogadywali, on miał święty spokój, ona nie musiała rezygnować z zabawy.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Historyjki z wodą w tle...

Dzwonek do drzwi, sąsiadka przynosi małżeństwu emerytów rachunek za wodę, bo w czasie ich nieobecności spisywano stany liczników.
- Ale dużo płacicie, ja tam prawie nic nie płacę!
- To nie myje się pani czy jak?
- Trzeba wiedzieć, jak oszczędzać, ja kropelkuję, przez cały dzień sporo mi nakapie, a licznik stoi.
- To nie oszczędność, to oszustwo, bo my wszyscy w bloku za panią płacimy...
- Muszę oszczędzać, nie stać mnie na wiele rzeczy.
- Emeryturę ma pani ładną, więc na co to oszczędzanie?
- Ojcu dyrektorowi 200 zł wysyłam, na zbożny cel!
- A jak się ma pani sumienie, bo oszukiwać chyba nie wolno?
- Oj, zaraz oszukiwać, ja biedna emerytka jestem.

*************************************************
Siedzi sobie mąż z żoną przy kawie, zmęczeni sprzątaniem po remoncie, łazienkę już drugi raz odświeżali, bo sąsiad z góry ciągle ich zalewa.
Właściwie nie on osobiście, tylko ludzie, którym wynajął mieszkanie po matce.
Kawa małżonkom smakuje, ciastka z cukierni obok też. Ona idzie do kuchni po dolewkę kawy z expresu i nagle słychać krzyk.
On biegnie zaniepokojony, bo ze zdrowiem żony bywa różnie, a ona stoi w kuchni z głową zadartą w górę.
- No popatrz, nowiutki sufit i znowu nas zalewają, a obiecał, że naprawi hydraulikę...
- Idę na górę, bo mnie krew zaleje...
- Tylko spokojnie, bo ty porywczy jesteś!

Starszy pan udaje się piętro wyżej do mieszkania sąsiadów, dzwonek zepsuty, wali do drzwi. Otwiera mu młoda osoba w szlafroku, z kubkiem herbaty w dłoni.
- Pani sobie herbatkę pije, a nas woda zalewa, dopiero remont zrobiliśmy!
- Co pan mi głowę zawraca, ja wynajmuję. Niech pan do właściciela dzwoni i proszę mnie nie nachodzić, bo po Policję zadzwonię. Ja w negliżu, a pan mnie niepokoi od rana!

Starsi państwo skontaktowali się z właścicielem, pogrozili prokuratorem i sądem, usterkę naprawiono, ale łazienka i część kuchni znowu zalane...

piątek, 1 grudnia 2017

A sprawiedliwość?

Poszliśmy do kina na MORDERSTWO W ORIENT EXPRESIE bo na Listy do M 3 mąż nie dał się namówić.
Trochę obawiałam się tej ekranizacji, bo znam serial o H.Poirot z Davidem Sachetem w roli głównej i znam książkę A.Christie.
Postanowiłam jednak nie uprzedzać się nadto i dać szansę kolejnej wersji opowieści o słynnym detektywie.
Wprawdzie odtwórca głównej roli nie do końca mi pasował, ale w sumie nie zawiodłam się, bo gdy spytacie, cóż nowego można zrobić z tą fabułą, to powiem , że można. Nie będę rozpisywać się o grze aktorskiej, bo to sprawa subiektywna, a ja krytykiem filmowym nie jestem, choć obsada, trzeba przyznać doborowa.
Zachwycił mnie klimat filmu i zimowe krajobrazy, momentami jak z filmu EKSPRES POLARNY, gdy pociąg zasuwa przez kolejne góry i doliny.
Brawa należą się także autorowi zdjęć, który zmaga się z ograniczoną przestrzenią wagonów pasażerskich. Oglądając film wchodzimy w atmosferę wielkiego świata, pełnego jednak tajemnic z przeszłości, które muszą doprowadzić do tragedii.

Zapytacie, skąd tytuł notki?
A stąd, że na uwagę zasługują sedno i zakończenie całej historii oraz skojarzony z nimi dylemat - czy wolno nam samym wymierzać sprawiedliwość, zwłaszcza w poczuciu, że za niewyobrażalną krzywdę sprawca uchodzi ciągle przed wymiarem sprawiedliwości lub wydany na niego wyrok jest niewspółmierny do zbrodni?
Ta akurat historia o Poirocie jest chyba jedyną w całej serii, gdzie detektyw odchodzi od swoich niepodważalnych zasad moralnych i staje po stronie pokrzywdzonych, naginając prawdę obiektywną do poczucia sprawiedliwości.
Sama kiedyś zastanawiałam się, co bym zrobiła, gdyby ktoś straszliwie skrzywdził moje dziecko, a tzw. wymiar sprawiedliwości stanąłby po stronie krzywdziciela lub organy ścigania okazałyby się zbyt opieszałe...
Czy zadawaliście sobie kiedykolwiek takie pytanie? Czy mamy prawo brać sprawiedliwość w swoje ręce? Czy nie zniżamy się wtedy do poziomu naszego krzywdziciela?
Czy będzie to szukanie sprawiedliwości czy zwykła zemsta i co na to nasze sumienie?

Pamiętam, że wiele przykładów tego typu istnieje w literaturze i filmografii, a obejrzenie tej właśnie ekranizacji powieści, jednej z moich ulubionych autorek , przywołało temat. Nie jest to może przedświąteczna w nastroju dyskusja, ale święta to nie tylko pierniki i prezenty...

Media donoszą, że istnieje szansa na następny film ŚMIERĆ NA NILU, czekam niecierpliwie.

środa, 29 listopada 2017

Pierniczyłam w dobrym towarzystwie ;-)

Za oknem nieciekawie, weekend wolny, więc przystąpiliśmy do akcji PIERNIKI ŚWIĄTECZNE.
Ciasto zagniecione dzień wcześniej dojrzewało w lodówce, by doczekać wałkowania na cienka warstwę, z której wykrawaliśmy figurki.
Kilka nowych wykrawaczy kupiliśmy w tym roku: bałwanek, choinka, miś,anioł. Z kilograma mąki wyszła spora kula ciasta. Nie mam specjalnej stolnicy do takich prac kuchennych, ale kupiłam rok temu fajną ceratę ze świątecznym motywem, stół ochroniony i łatwo się czyści.

Po wyjęciu z piekarnika pierniki okazały się dość grube, twardawe, ale po dwóch dniach zmiękły i są pyszne, zapełniliśmy trzy puszki, które trzymamy specjalnie do pierników. Są może zbyt mało pierne (te pierniki), więc do następnej partii wrzucimy więcej korzeni. Następna partia musi być, bo degustacja dziesiątkuje ciastka w zastraszającym tempie...
Nagrodą za kulinarny dyżur był dwugodzinny koncert orkiestry pod kierunkiem Andre Rieu. Kupiliśmy na blue-ray nagranie z koncertu z okazji 30-lecia Orkiestry Johanna Straussa. To nasza trzecia płyta. Rynek w Maastricht gromadzi każdorazowo tłumy widzów z wielu krajów świata.
Zadziwia mnie zawsze, że słuchacze znają słowa arii, pieśni i piosenek w różnych językach i z różnych spektakli operowych, operetkowych, musicalowych - prawdziwi miłośnicy i znawcy.
Koncerty zawierają utwory muzyki poważnej i mniej poważnej, ale słuchanie jest równie ciekawe, co obserwowanie widzów, reagujących żywiołowo na występy orkiestry i solistów, a są momenty komiczne i nostalgiczne.

Tu wstawiłam filmik, ale jest niestety niedostępny, muszą więc wystarczyć Wam zdjęcia...


Tym razem dodatkowy smaczek, solistka śpiewająca pięknym sopranem - Anna Majchrzak, odkrycie dyrygenta, którego zauroczyła głosem i wyglądem.
Pośpiewałam, ponuciłam, wzruszyłam się. Najlepszy sposób na odreagowanie stresów całego tygodnia. Polecam, jeśli ktoś lubi taki rodzaj rozrywki :-)
(źródło zdjęć)

sobota, 25 listopada 2017

Przyganiał kocioł garnkowi...

Zawsze gdy stanie się coś złego nasilają się akcje i doniesienia medialne, poszukuje się winnych, odpowiedzialnych, nawołuje do dymisji, organizowane są kontrole, pogadanki itd.
Gorzej jest z profilaktyką.
Gdy mija trochę czasu, przechodzimy nad pewnymi sprawami do porządku dziennego...do następnego razu, do następnej tragedii.
Może tak byc musi, może taka natura człowieka, ale podobno są przepisy i procedury. One jednak nie zwalniają od samodzielnego myślenia, rozsądku i zwyczajnej przyzwoitości.
Do czego taki długi wstęp? Pasowałby do wielu problemów dzisiejszych czasów, ale ja skupię się na CYBERPRZEMOCY.
Nie mam zamiaru robić wykładu, nie obawiajcie się, żaden ze mnie specjalista. Ile osób nie zapytacie o przejawy tego zjawiska, tyle opinii usłyszycie.
Dlaczego o tym teraz? Bo mam wrażenie, że wokół wszyscy uczestniczą w szkoleniach na temat cyberprzemocy właśnie. Niedługo pogadanki obejmą dzieci w żłobkach, bo tablety i telefony dajemy do rąk kilkumiesięcznym maluchom.
Nie mówię, że edukacja jest zła, tej nigdy za wiele, ale uderzmy sie w piersi, my dorośli! Chcemy edukować dzieci i młodzież, a co sami robimy?

W naszej bibliotece jest zakaz wchodzenia na portale społecznościowe, bo dzieciaki dokuczają sobie w mediach ile wlezie, często za pozwoleniem rodziców. Miałam dość śledztwa, kto kiedy i o jakiej porze napisał coś obraźliwego na kolegę. Rodzice uczniów tego nie ogarniają i oczekują, że szkoła rozwiąże ten problem.
Ale jak ma rozwiązać, skoro sami rodzice włączają się do kłótni dzieci, wysyłając pod adresem kolegów groźby! Przesadzam? A co powiecie na taki wpis:
TY GÓWNIARO, JAK NIE ODCZEPISZ SIĘ OD MOJEJ CÓRKI, TO JEJ STARSZA SIOSTRA PRZYJDZIE ZE SWOIMI KOLEGAMI I ZROBI Z TOBĄ PORZĄDEK!

To tylko jeden z przykładów.

A dorośli?
Co powiecie o radnym miejskim, który hejtuje w lokalnych mediach innego radnego, przyznaje się do tego publicznie, ale to nie przeszkadza mu awansować?
Nie wspomnę nawet o wypowiedziach niektórych polityków, wpisach posłów czy polubieniach nienawistnych wpisów na Tweeterze, FB czy innych portalach. Co z tego, że niektóre są usuwane, zaistniały i dały świadectwo!

W komentarzach pod wpisami na blogach tego pełno, zwłaszcza anonimowo używają sobie niektórzy do woli, powołując się na wolność słowa, niekiedy nie czytając wpisów, których tytuły świadczą często o przewrotnym podejściu do tematu. Wystarczy przeczytać artykuł, ale dla hejterów to zbyt duży wysiłek, wystarczy tytuł i już rozkręcają swoje jadowite języki.

Oburzające są według mnie niektóre demotywatory, które nie obnażają zjawisk, cech czy sytuacji, ale ośmieszają imiennie konkretne osoby, a przecież nawet dzieci uczymy, że powinno się krytykować zachowania, a nie osoby. Ośmieszanie czy wywlekanie życia prywatnego, kalectwa, wyglądu też dają świadectwo o autorach takich pomysłów.

Oburzamy się, że młodzież nagrywa swoich rówieśników w intymnych sytuacjach i wstawia filmiki do sieci, cóż, dorośli nie są lepsi. Nigdy nie wiemy, kto nas filmuje lub robi zdjęcie i gdzie się owe cuda pojawią...
Znajomi, którzy mają konta na FB lub innych portalach łapią się czasem za głowę, jakie zdjęcia i filmy wstawiają rodzice uczniów czy sami nauczyciele.




środa, 22 listopada 2017

Pięćsetny i chyba nie ostatni...

Tak się zastanawiałam jak uczcić ten 500-y post i czy w ogóle i doszłam do wniosku, że fanfar nie będzie, ale jakiś akcent być może.
Gdy czytałam kilka pierwszych notek na tym blogu to widzę, że jakiś postęp nastąpił, a poza tym czytelnicy i komentatorzy zmieniali się często.
Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję, bardzo żal mi blogów, na które lubiłam zaglądać, a które zniknęły, ale najbardziej przykro, gdy znika ktoś bez słowa i klikając w znajomy link, czytam komunikat: nie znaleziono adresu lub blog nie istnieje...

Dziś, zamiast poważnych rozważań czy ambitnych tekstów przynoszę fotki zrobione kiedyś w galerii poznańskiej. Roboty, mechanizmy i inne cuda, występujące w filmach SF.
Niektóre okropne w odbiorze, przerażające, ale efekty specjalne w filmach pamiętam i były rewelacyjne, w przeciwieństwie do poziomu fabuły często.
Nie nazwę wszystkich tych Robocopów, Terminatorów, bo już nie pamiętam, ale myślę, że zdjęcia mówią same za siebie.


Cóż mogę dodać? Podobno roboty zawładną kiedyś naszym życiem, już teraz operują chorych, obsługują klientów restauracji, wycinają skomplikowane kształty w każdym materiale, zastępują saperów itd. Wprawdzie nie posiadają jeszcze samodzielności myślenia i inteligencji wyższej od ludzkiej, ale kto wie, co będzie za 30 lat?

Życzę nam wszystkim, aby w dobie cyfryzacji życia i robotyzacji wszystkiego nie zniknęły proste odruchy serca, a komunikacja nie ograniczała się do wpisów na FB czy Twitterze :-)

sobota, 18 listopada 2017

Podsłuchane...

Czasami zdarza mi się podsłuchiwać między regałami bibliotecznymi, czasami w sklepie, często na ulicy.
Chociaż nie wszystko jest podsłuchane, raczej zasłyszane, bo rozmowy bywają głośne i nikt szeptem nie daje znać, że rozmowa jest poufna.
Nie chodzę ze słuchawkami w uszach, więc to i owo uda się podsłuchać.
Staram się ciekawsze rozmowy zapamiętać, by potem napisać Wam na blogu, co ciekawego niesie każdy nowy dzień.

Scenka I

W czytelni siedzą dziewczyny z 7 klasy i powtarzają materiał do sprawdzianu z religii:
- Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze
- no to sędzią jest czy królem?
- Bóg ojciec kocha nas jak swoje owieczki
- to ojciec czy pasterz, a w ogóle to skąd wiadomo, że mnie kocha?
- bo jest naszym ojcem
- no weź przestań, mój ojciec tylko kasę kocha...

Scenka II

Rozmowa w księgarni, w tej samej, do której weszła cyganka:
- O, tu ma pani książki o tych arabskich kobietach
- Tak, klientki chętnie kupują
- wszędzie ten islam, buddyzm, same obce religie
- ale buddyzm to filozofia raczej
- a co za różnica, to nie chrześcijaństwo, oni po 5 żon mają, co to za mężczyźni, co to za religia!
- na świecie są różne religie
- i źle, powinno zwyciężyć chrześcijaństwo, ale ile to czasu trzeba, żeby wszystkich nawrócić...
- liczą się wartości, które w różnych religiach są uniwersalne
- ale chrześcijaństwo jest najlepsze, uczy najlepszych wartości...

Scenka III

Na korytarzu szkolnym:
- Igor, dlaczego uderzyłeś kolegę? Nie wolno się bić!
- bo on powiedział, że moja matka daje wszystkim za darmo!
- a ty, jak rozumiem broniłeś honoru mamy?
- prze pani, dostał w pysk, bo przy całej klasie powiedział...

Scenka IV

Rozmawiają dwie panie, jedna z nich, jak wynika z rozmowy jest posuniętą w latach panienką:
- dziś nie ma porządnych mężczyzn, wszyscy diabła warci
- ale co też pani mówi, nie wszyscy są tacy źli
- ostatni porządni na wojnie wyginęli, a najporządniejszy był mój ojciec, ja nie byłam nigdy zamężna, bo nikt mu nie dorównał
- a ja nie narzekam, dobrego mam męża, a i w rodzinie dobrzy się trafiają, może miała pani złe doświadczenia?
- skoro pani nie narzeka,to widocznie miała szczęście, ja nie miałam...

środa, 15 listopada 2017

Pani da powróżyć...

Weszłam ostatnio do małej księgarni i schowana za stojakiem z kartkami okolicznościowymi wybierałam książki dla mojej biblioteki. Jak na spadek czytelnictwa i wysokie ceny książek, to ruch w sklepie spory, ciągle otwierane i zamykane drzwi wpuszczały zimne powietrze do środka.
Gdy w księgarni zrobiło się bezludnie , a właścicielka zaproponowała mi herbatę, weszła cichutko do sklepu kobiecinka.
Podeszła od razu do lady i ochrypłym głosem, z lekkim zaśpiewem zwróciła się do właścicielki:
- ty dobra pani, ja wróżka, daj rękę kochana, to ja przyszłość przepowiem

Wyjrzałam zza stojaka, bo zaintrygował mnie dialog, a kobiecinka wyglądała wypisz, wymaluj jak cyganka z filmu Brunet wieczorową porą...
No może trochę przesadziłam, ta w sklepie była ładniejsza.

- pani da 10 złoty, pani dobrze z oczu patrzy, ja powróżę...
- ale ja nie jestem zainteresowana!
- a co ci szkodzi , kochana? tylko 10 złoty i ja ci o przyszłości powiem...
- co ma być, to będzie, naprawdę nie skorzystam!
- to daj 10 złoty, ty dzisiaj więcej zarobiłaś, nie żałuj 10 złoty...
- ja mam pani dać 10 zł, bo co?
- pani da 10 złoty, to się nic złego nie stanie...
- no wie pani, to szantaż, ja na ulicy pieniędzy nie zbieram!

Nie wytrzymałam i podeszłam do lady. Cyganka zrobiła w tył zwrot i ruszyła do drzwi, marudząc pod nosem, że nieużyte ludzie w tym mieście i grosza żałują.

Wyobrażacie sobie? Myślałam, że takie postaci i sytuacje to już tylko na filmach, a tu taka niespodzianka.
Gdy obie ochłonęłyśmy, zaczęłyśmy zastanawiać się, czy to aby nie była ukryta kamera?


sobota, 11 listopada 2017

Ktokolwiek widział...

Czasami w mediach słyszymy apele osób, zgłaszających zaginięcie swoich bliskich. Część z takich historii kończy się tragicznie, choć dla zainteresowanych nawet odnalezienie zwłok członka rodziny jest "lepszym" rozwiązaniem , niż życie latami w niepewności...

Bywa także, że zaginiona osoba nie znajduje się nigdy, nawet w moim mieście był taki głośny przypadek: zaginęła młoda kobieta. Wyjechała do pracy w Anglii, zostawiając 3-letnie dziecko i słuch po niej zaginął. Była poszukiwana, sprawę nagłośniono w ogólnopolskich mediach. Było to kilkanaście lat temu i kobieta nie znalazła się. Dziecko wychowali dziadkowie. O ojcu dziecka nic nie wiem.

Była także głośna sprawa zaginionej 18 lat temu kobiety. Podejrzanym, którzy widzieli ją ostatni niczego nie udowodniono. Nagle po wielu latach jeden z nich wyszemrał w knajpie po spożyciu, że kobieta została w czasie kłótni zamordowana i zakopana na działkach, takich co to koperek i marchewka rosną...
Ktoś to usłyszał i zgłosił gdzie trzeba, zwłoki faktycznie odnaleziono, rodzina doczekała się finału.

Ale zdarza się także, że zaginione osoby nie chcą by je odnaleźć, uciekają, znikają i zacierają po sobie ślady...
Czytałam kiedyś ciekawą książkę (tytułu niestety nie pamiętam) której bohaterka skorzystała z okazji, by zmienić swoją tożsamość i zacząć nowe życie.
Uczestniczyła w wypadku drogowym, będąc pasażerką tramwaju czy autobusu. Gdy zobaczyła obok siebie zwłoki kobiety ze zmasakrowaną twarzą, zamieniła torebki i od tej pory żyła nowym życiem, a ją uznano za zmarłą. To był impuls, sama później nie wiedziała dlaczego tak zrobiła. Była lekarzem, miała rodzinę, a w nowym wcieleniu zatrudniła się początkowo jako pomoc kuchenna. Nie będę rozwodzić się o szczegółach, ale zastanawiało mnie, że nie tęskniła choćby do dzieci...

Różne są powody, dla których ludzie znikają. Myślę, że sama nie wybaczyłabym braku jakiejkolwiek wiadomości, znaku życia, bo dla tych opuszczonych, pozostawionych bez wieści jest to niewyobrażalny dramat.

środa, 8 listopada 2017

Wyjątkowa życzliwość?

Mówią, że to czasy się zmieniają, że świat jest całkiem inny.
To nie czasy się zmieniają lecz ludzie...
Od jakiegoś już czasu obserwuję, jak zwykły dobry uczynek uważamy za wyjątkowy gest wobec bliźniego, za pomoc w trudnej sytuacji przyznajemy ordery, a za koleżeńską przysługę poczuwamy się do sowitej rekompensaty...
To prawda, dobre uczynki powinny być przykładem dla innych i powinno się o nich mówić, bo to z kolei żaden wstyd.
Kiedyś ogłoszono akcję dla uczniów, które wywołała we mnie mieszane uczucia. Dzieci miały przez jakiś czas robić dobre uczynki (nie było ścisłych wytycznych jakie ) i zapisywać z potwierdzeniem osób dorosłych. Finalnie najlepszy (?) otrzymywał w nagrodę rower.
Nie będę się nad tym rozwodzić, bo to pewnie elaborat można napisać, ale w moim przekonaniu DOBRE UCZYNKI robi się z zasady nie oczekując zadośćuczynienia.
Do podjęcia tego tematu skłonił mnie wywiad dziennikarza ze znanym pisarzem, a dziennikarz ów stwierdził, że pisarz, choć sławny okazał się serdecznym, pomocnym człowiekiem i wcale nie zadzierał nosa.
Doszliśmy więc do etapu (już dawno chyba) że normalność znanych osób, brak gwiazdorzenia i wymyślania kaprysów lub grzeczność w rozmowie uważamy za niebywały ewenement, a zwykła życzliwość urasta do rangi niespotykanej cechy.
Od lat tępię zachowania typu: ty mi przysługę, ja tobie czekoladę. Pyta koleżanka jak może się odwdzięczyć? Uśmiechem i dobrym słowem!
Dlaczego? Bo to działa w dwie strony...gdy ktoś będzie miły lub uczynny to ja też od razu mam lecieć z upominkiem?
A zwyczajne dziękuję nie wystarczy?
Może faktycznie, w świecie, gdzie wszyscy na wszystkich warczą, podejrzewają podstęp, nieszczerość i bóg wie co jeszcze, powinniśmy się zachwycać zwyczajnym ludzkim odruchem pomocy i życzliwości?

niedziela, 5 listopada 2017

Każdy ma jakiegoś bzika ?

Jak by nie nazywać tego zjawiska, każdy ma jakiegoś bzika, fobię, natręctwo itd.
Czasami nas to drażni u innych, ale bez tego świat miałby mniej barw.

Pamiętacie może detektywa Monka? Jego nerwica natręctw to był wprawdzie hardcore, ale wielu ludzi miewa swoje bziki w nieco mniejszym nasileniu.

Takie na przykład uporczywe przywiązywanie wagi do tego, by przedmioty stały na swoim miejscu, jedni nazywają pedanterią, a inni niemal nie rozwiedli się z powodu dylematu czy stół ma stać 5 czy 10 cm od ściany...

Zdarza mi się zostawiać otwarte szafki, niedokręcone nakrętki, które tak denerwują mojego męża, że ciągle wszystko zamyka i dokręca.
Mam koleżankę, która potrafi przerwać rozmowę, bo widzi, że coś stoi krzywo lub inaczej niż zwykle i musi to poprawić, NATYCHMIAST.
Nie jestem zresztą lepsza, gdy widzę , że coś jest nie tak z książkami na półkach, to MUSZĘ to poprawić, żeby nie wiem co...

Sporo takich bzików związanych jest z jedzeniem, są osoby, które jedzą tylko różowe jogurty, inne rozdzielają jedzenie na talerzu i za nic nie wezmą sosu, bywają smakosze rodzynków, ale zawsze osobno, broń Boże w ciastach lub sałatkach!
Ja np. lubię owoce leśne, ale nigdy w jogurtach...
Bywają też osoby, które czytają skład każdego produktu na opakowaniach i to na głos!
Ja złapałam się na tym, że czytam głośno napisy przy drogach, gdy jadę samochodem, to się powinno leczyć, podziwiam męża za cierpliwość:-)

W temacie higiena bywa też zabawnie. A to bardzo długo wyciera ktoś sztućce, a to ciągle myje ręce i w torebce nosi zawsze chusteczki odświeżające lub żel odkażający.

Mam sąsiadkę, która zawsze sprawdza czy zamknęła drzwi i to kilkakrotnie, a z okien kuchni widuję sąsiada, który obchodzi auto po kilka razy, by sprawdzić czy zamknął drzwi w aucie. Masakra.
Słyszałam też o bziku noszenia wyłącznie czarnej bielizny i skarpetek lub zupełnie gładkich T-shirtów, bez napisów, haftów, naszywek itp.

Oczywiście, niektóre takie bziki i narowy mogą bardzo utrudniać życie, bo jeśli na przykład ktoś za nic nie może skorzystać z innej, niż własna toalety, to w podróżach ma wielki problem...
Obejrzałam kiedyś film o leczeniu nerwicy natręctw i najbardziej utkwiła mi w pamięci kobieta, która notorycznie czyściła piekarniki. Nawet idąc w gości, wędrowała od razu do kuchni i zabierała się za szorowanie pieca. Wyobrażacie sobie?

Może znacie jakieś nietypowe zachowania i przyzwyczajenia?

czwartek, 2 listopada 2017

Spójrz w niebo...

Czy zastanawialiście się, ile razy patrzymy w niebo? Jakimi nazwami opatrujemy ten cały bezmiar nad naszymi głowami: niebo, nieboskłon, niebiosa, niebieski firmament... niby zbadany, podpatrywany, śledzony bezustannie najnowszą aparaturą, a jednak ciągle tajemniczy.
Spoglądamy w górę gdy się modlimy, gdy wspominamy naszych bliskich, gdy wypatrujemy oznak zmiany pogody, gdy wypowiadamy życzenie na widok spadającej gwiazdy, gdy szukamy właściwego kierunku.

W nadmiarze pochmurnych dni wypatrujemy choć skrawka błękitu, bo ten błękit rozświetlony promieniami poprawia humor, przynosi optymizm i wiarę w to, że po każdej burzy zaświeci nam słońce.
Z nieba nadlatują ptaki, samoloty i owady, niebo jest źródłem opadów atmosferycznych, tych życiodajnych w największe upały i tych niosących często śmierć w największe mrozy...
Z nieba spływa na nas strach jak grom , przed którym nie ma ucieczki lub ukojenie niosące nadzieję.

Obserwując z okna własnego mieszkania ten sam skrawek nieba widujemy takie spektakle natury, których człowiek nie odtworzy w żaden sposób.


Gdy w górach zmienia się pogoda, widoki nieba zapierają dech w piersi , ale lepiej być wtedy na kwaterze, niż na wysokości prawie 2000m npm

Jako pasażer samochodu lubię podziwiać niebo wieczorne i zmieniające się kolory, trudne do uchwycenia za kolejnym zakrętem, wybaczcie więc jakość zdjęć robionych przez szybę pędzącego auta...



A tak zmieniał się widok z mojego okna, gdy zbliżały się sławetne wiatry z ulewami, które szalały nad wieloma miejscami w Polsce...



I moja ulubiona wersja nieba wieczornego, wszystkie odcienie różu...jak zorza polarna.

A pamiętacie te wszystkie frazeologizmy związane z niebem?
@ być w siódmym niebie...
@ przychylić komuś nieba...
@ mieć niebo w gębie...
@ wyglądać / obiecać gwiazdkę z nieba...
@ wołać o pomstę do nieba...
@ poruszyć niebo i ziemię...
@ coś spada jak manna z nieba...
@ wszystkie znaki na niebie mówią, że...