Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beksiński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beksiński. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 maja 2018

Beksiński w wielu wymiarach

Grafika, malarstwo, fotomontaż... to ledwie zapowiedź tego, co można było zobaczyć na wystawie, która gościła u nas 11-12 maja. Wystawę zorganizowano pod auspicjami Fundacji Beksińskiego. Miejscem ekspozycji był Teatr Miejski. Sala teatralna zamieniona została w kino, gdzie obejrzeć można było filmy dokumentalne z prywatnych archiwów artysty (3 godziny niepublikowanych dotąd materiałów, w których bardzo często narratorem jest sam artysta) przybliżające życie i drogę twórczą Beksińskiego.
W holu wyeksponowano ponad 50 prac wykonanych różnymi technikami.
"Pragnę malować tak, jakbym fotografował marzenia i sny. Jest to więc z pozoru realna rzeczywistość, która jednak zawiera ogromną ilość fantastycznych szczegółów" – tak o swojej twórczości mówił artysta.
Żył z pozoru zwyczajnie, zginął tragicznie, jego twórczość zachwycała, niepokoiła, ale nikogo nie zostawiała obojętnym.
Kto oglądał film "Ostatnia rodzina" inaczej patrzy na obrazy i zdjęcia Beksińskiego.
Jeszcze raz obejrzenie wystawy utwierdza w przekonaniu, że reprodukcje w albumach czy pismach nie oddadzą klimatu obrazów, z jakimi obcujemy na żywo.
Z twórczością Beksińskiego zetknęłam się we wczesnej młodości, mój narzeczony, potem mąż zafascynował się fantastyką literacką, a co za tym idzie także ilustracjami do tekstów. Ze swoją wyobraźnią Beksiński nadawał się do ilustrowania opowieści fantastycznych jak nikt.
W latach 90-tych zainteresował się grafiką komputerową, a to dawało jeszcze większe pole dla kreacji.
Ale tym, co mnie najbardziej zachwyciło był projekt wykorzystujący technologię Virtual Reality (wirtualnej rzeczywistości)- "pozwalający wniknąć w świat stworzony w oparciu o niezwykłą wyobraźnię Beksińskiego, niemal „wejść” do jego nieodgadnionego umysłu, spacerować po surrealistycznych sceneriach z pogranicza jawy i snu" - jak napisano w programie wystawy.
Uzbrojona w takie, jak na zdjęciu ustrojstwo, miałam możliwość obejrzenia filmu zainspirowanego obrazami malarza. Ścieżka dźwiękowa była niesamowitym dopełnieniem obrazu, a w okularach wirtualnych miałam wrażenie lewitowania gdzieś w przestworzach, wokół roztaczały się obrazy, dźwięki,widziałam i słyszałam ogień, czułam grozę i piękno Kosmosu.
Wierzcie mi, że po skończonej projekcji byłam mokra z wrażenia i niema z zachwytu...

Z tego, co wiem, wystawa podróżuje po kraju, może więc i do Was zawita?