Pokazywanie postów oznaczonych etykietą optymizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą optymizm. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 czerwca 2025

Szarości stanowcze NIE!

 Co nadaje lekkości duszy? KOLORY! szukamy ich wszędzie, czekamy przecież na wiosnę dla kolorów właśnie. Nawet gdy ściany w domu szare, auta grafitowe, a parasole czarne, to ciągnie nas do kolorów!

Oglądam na blogach kwiaty, rękodzieło, zdjęcia z podróży, okładki książek, kulinaria, a tam wszędzie kolory! Gdzie są kolory, jest i pogodne spojrzenie na świat. Nie sposób smucić się , gdy na stole czerwienią się róże, w ogrodzie kwitną irysy, na ryneczku uśmiechają się do nas truskawki, a błękit jezior i wiosenna zieleń na fotografiach zapiera dech!

Pozwólcie więc, że i ja dorzucę kolorów do całego bogactwa wokół, co najwyżej - grozi nam zawrót głowy :-)


Dywany kwietne w naszym parku miejskim to nie tylko ozdoba, ale i najchętniej fotografowane miejsca.


Morze piwonii i irysów w ogrodach zapachowych w nowej części parku, a samo uzdrowisko obchodzi 150 lat istnienia.



No i oczywiście róże  w roli głównej i kolorowe parasolki.



Niezwykle kolorowe i zachęcające do wejścia ozdoby lokali, sklepów, lodziarni - takie spotkaliśmy w Toruniu.


A czyż można nie uśmiechnąć się do tak kolorowej łąki?


Kolorowy może też być dzień zwykły, ubarwiony pasjami. Dostałam kolejną porcję pięknych elementów do tworzenia kartek i art żurnala od nieocenionej M. , dokupiłam więc pudełka i podkładkę do prac plastycznych.


Przybyło w moim zbiorze farb i pędzli, bawię się kolorami, fakturami, mam zamiar skorzystać z podpowiedzi wykorzystania serwetek, bibułek itp. elementów.
A tak przy okazji - wolicie serwetki gładkie czy wzorzyste?

**************

Mam nadzieję, że kolejne karty karty art żurnala też są dostatecznie kolorowe?






Kolory , to także duży walor okładek książek i to nie tylko tych dla dzieci.
Obecnie szata graficzna wielu wydawnictw potrafi zachwycić, piękne są nie tylko okładki czy obwoluty, ale i grzbiety książek czy zakładki.


Gdybyście mieli wybierać po okładce, którą książkę byście wybrali dla siebie?

środa, 26 stycznia 2022

Toksyczny optymizm?

 

Wszyscy szukamy pozytywów w codziennym życiu, wolimy dni pogodne od szarych i ponurych, zdrowie od choroby, śmiech od płaczu. Ale czy każdego można i należy pocieszać niezależnie od okoliczności? Czy należy udawać, że jest dobrze, gdy widzimy wyraźnie, że wcale nie?

Na łamach Onetu natknęłam się niedawno na artykuł o optymizmie, który może być toksyczny. 
Jak to możliwe?
Każdemu z nas zdarzają się w życiu sytuacje, gdy powinniśmy przepłakać, przepracować, jakkolwiek to nazwać swój smutek, żałobę, stratę, ból, porażkę...
Tak uczymy przecież nasze dzieci (może nie wszyscy), że bywają zdarzenia, okoliczności, zachowania innych, z którymi musimy nauczyć się radzić sobie, ale jednocześnie nie ma sytuacji bez wyjścia.

Nie powiemy przecież wdowie - zmarł twój mąż? nie martw się, zostawił ci sporo oszczędności!
Nie powiemy dziecku - zdechł twój chomik? nie martw się, kupisz następnego...
Nie powiemy rodzicom, którzy stracili dziecko - nie płaczcie, spłodzicie sobie kolejne...
Nie powiemy sportowcowi, który stracił nogę - nie przejmuj się, są teraz świetne protezy!
Nie powiemy dziewczynie, którą rzucił chłopak - nie płacz, to i tak nie miało przyszłości...

Trudno jest pogodzić optymistyczne nastawienie do świata i ludzi z trzeźwym podejściem do życia, bo nie możemy jednocześnie trzymać naszych bliskich pod kloszem błogiej nieświadomości o trudach życia,  a z drugiej strony wymagać, by radzili sobie w gorszych czasach.

Znam przykład dorosłego człowieka, który mając ponad 30 lat nadal we wszystkim polega na matce, bo nauczyła go, że zawsze wszystko załatwia, naprawia, podsuwa, pożycza, bo przecież wychował się bez ojca, a dorosły syn nawet nie zauważył, że matka zachorowała na raka, po prostu jeździ do szpitala co jakiś czas, nie pytając co jej dolega ( nawet pożycza kasę na bilet) a matka powtarza, że wszystko jest O.K. 

Cieszyliśmy się z mężem, że syn idzie na studia, które sam wybrał, wspieraliśmy we wszystkim, ale jednocześnie nie ukrywaliśmy, że jeśli któreś z nas straci pracę lub zdrowie, syn będzie musiał przejść na tryb zaoczny i poszukać pracy, by studia opłacić. Na szczęście daliśmy radę, ale nie ukrywaliśmy, że czasami było ciężko i być może to zmobilizowało go, by dorobić sobie na bilety na koncerty, imprezy, spotkania z dziewczyną...

Na stratę bliskich też nie ma jednej recepty, jedni wolą wrócić do pracy i zająć myśli konkretnym działaniem, inni wolą przeżywać żałobę w samotności , wspominając i oglądając stare zdjęcia oraz inne pamiątki.
 
Spotykam się ze zdaniem, że na blogach to powinno się pisać tylko o pogodnych rzeczach, bo życie jest dość ciężkie. Każdy miewa dobre i złe dni, lepszy lub gorszy nastrój, ale pisaniem tylko o pozytywach będę oszukiwać samą siebie, bo zauważane wokół problemy i nieszczęścia innych nie znikną nagle tylko po to, bym ja mogła mieć lepszy humor -  życie to nie bajka, to bitwa!

Optymizm to dla mnie przede wszystkim trzeźwe spojrzenie na życie i nie załamywanie rąk , gdy przychodzi gorszy czas. Uciekanie od problemów, udawanie, że mnie coś nie dotyczy, bo tak wolę, nie zawsze się sprawdza. Prędzej czy później musimy wyjść spod tego komfortowego klosza i zmierzyć się z życiem.

Jak to było w tej znanej  przypowieści? 
Pan Bóg, być może ześle ci łódź w czasie powodzi, ale wiosłować musisz sam.

Gdy mówimy komuś - na pewno dasz radę, dodajmy - a nawet jak nie dasz, to spróbujesz znowu!



piątek, 3 stycznia 2020

Właściwe słowa...

Choroby chodzą po ludziach.
Czasami ktoś umiera, ale to nie znaczy, że mamy trzymać się tej ciemnej strony mocy.
Inaczej trzeba by usiąść na kanapie i czekać na najgorsze.
Wkurzyłam się na sąsiadkę.
Za pesymizm i czarnowidztwo.

Wiemy przecież, że słowa mają moc, że wiara czyni cuda, że właściwe podejście ma znaczenie itd.
Ale od początku:
Nasz sąsiad jest w wieku mojego męża, aktywny, zawsze pogodny, uczynny.
W ubiegłym roku zasłabł w pracy, pogotowie, szpital. Stwierdzono wylew.
Długo nie było go widać, ale rehabilitacja w takich razach nie trwa ekspresowo, każdy organizm jest inny, wiek też robi swoje.
Na pierwszy rzut oka nie widać spustoszenia w organizmie sąsiada, gdy spotkaliśmy go na schodach sam stwierdził, że miewa lekkie zawroty głowy i słaby jest strasznie.

Czas mijał, mężczyzna stawał się coraz bardziej aktywny, zaczął wychodzić z domu, dużo spacerował, jeszcze tylko do roweru nie palił się specjalnie.
Za każdym razem staramy się dodać mu otuchy, chwalimy za postępy, co go bardzo cieszy, bo to widać.
Upewnia się w rozmowie czy na pewno nie widać, że miał wylew, czy jego chód nie wygląda ślamazarnie.
Pociesza się nawet tym, że inny sąsiad, też po wylewie, po pół roku wrócił do pracy. Wprawdzie trochę kuleje, ale nie przeszkadza mu to w normalnym funkcjonowaniu.

Tuż przed Nowym Rokiem wracamy ze spaceru, żona sąsiada zamyka drzwi, idzie popilnować wnuki.
Składamy sobie życzenia noworoczne, prosimy o przekazanie życzeń sąsiadowi, a jego zona na to:
- To już nie ten człowiek, już skończone życie, wolniej wszystko robi, czasami zapomina, jeszcze nie taki stary, ale już po nim...
- Ale trzeba być dobrej myśli, mąż dobrze sobie radzi, cieszy się z każdej samodzielnej czynności.
- Tak pani mówi, ale to już po życiu!

Byłam tak zdołowana jej reakcją, że opadło we mnie wszystko do podłogi i powiedziałam do mojego męża:
- Mam nadzieję, że ona mu tego nie mówi, bo takim gadaniem nie pomaga mężowi dojść do formy!
- Oby nie, bo ja w podobnym stanie nie chciałbym tego usłyszeć...

A chłopisko tak się stara, w niepogodę nawet po schodach maszeruje, byle być w ruchu, byle się nie dać! Trzymamy z mężem za niego kciuki, by odpędzić negatywną energię sąsiadki!

piątek, 28 sierpnia 2015

Optymista dziwoląg?

Mówi się, że optymistom żyje się lepiej, ale czy są oni dobrze postrzegani przez ogół naszego społeczeństwa, które nagminnie lubi narzekać? Kiedyś na pytanie znajomej, co słychać? odpowiedziałam, wszystko w najlepszym porządku, a u Ciebie? Nastąpiła chwila ciszy, bo pewnie zastanawiała się czy odpowiedzieć w tym samym tonie, czy jednak skorzystać z okazji i ponarzekać trochę. W końcu odpowiedziała tylko: a wiesz stara bieda. Dlaczego akurat bieda? Nawet jeśli jest zwyczajnie i bez fajerwerków, to musi być zaraz bieda? Temat do posta nasunął się sam, gdy mój mąż wrócił z pracy i opowiedział historię, która go spotkała. Wchodzi mianowicie do pomieszczenia, gdzie kilka osób wymienia uwagi na temat zastanej sytuacji: obniżone pensje z powodu redukcji etatów. Przysłuchuje się chwilę i ktoś rzuca pytanie: a co ty stoisz i nic nie mówisz? A co mam mówić? Narzekać zawsze można, zawsze może być gorzej, ale pracę wszyscy mamy, jestem zdrowy , moi bliscy też, czym tu się martwić, że kupię jedną parę butów mniej? Może za rok będzie lepiej... I tu temat się skończył, wszystkim zrzedły miny, jakiś pojedynczy głos przytaknął i zaczęło towarzystwo rozchodzić się w różne strony... Mąż poczuł się jak na bezludnej wyspie, sam zadowolony z tego, co niesie życie, jakiś optymista dziwoląg...