Zanudzę Was relacjami z okolic Krynicy, ale tyle jest tutaj do pokazania! Codziennie inny szlak, ciągle nowe obserwacje. Chyba powinnam przeprowadzić się w góry, bo na moich nizinach mi duszno, ciągle narzekam, sił brak...a tu jak nowo narodzona i Pesel mniej się daje we znaki.
Nie tylko na szlakach cisza i spokój, choć tu szczególnie, spotykamy naprawdę mało ludzi, większość w naszym wieku. Tym razem wybraliśmy się do Tylicza przez Huzary. Z naszej bazy to dość daleko, ale nie są to trudne szlaki, a gdy komuś ciężko, zawsze może podjechać autem.
Na szlaku takie kapliczki i ławeczka jak wyżej...
W Tyliczu cisza, aż w uszach dzwoni, nigdy nie spotkałam tak spokojnej miejscowości! Nawet samochodów jak na lekarstwo, a był to dzień powszedni.
Miejscowość zyskała swa nazwę od nazwiska biskupa Tylickiego, który nadał jej prawa miejskie w 1612 roku.
Mały ryneczek, wokół którego toczy się codzienne życie, bo i zakupy zrobisz i lody zjesz. Obok rynku dwa kościoły: parafialny pod wezwaniem Piotra i Pawła oraz była cerkiew Kosmy i Damiana, obecnie jest to kościół pomocniczy, niestety był zamknięty, gdy my tam byliśmy.
W kościele parafialnym spotkaliśmy sympatyczną zakonnicę, która opowiedziała o planach tutejszego proboszcza i zaprosiła do odwiedzenia ścieżek dumania i modlitwy za kościołem.
Świątynia szczyci się także licznymi relikwiami, ale ich nie szukałam.
A plany tutejszego proboszcza i parafian dotyczą wybudowania nowoczesnej golgoty (widzieliśmy projekt), bo stara groziła zawaleniem i rozebrano.
Odniosłam wrażenie, że parafia tylicka robi mnóstwo dla przyciągnięcia turystów i zaspokojenia lokalnych ambicji o wielkości... taki inny Licheń! Do odwiedzenia ścieżek zaprasza się prawdziwych i odpowiednio myślących Polaków, tak głosi napis nad bramą.
Nie wiem czy się zaliczam, ale weszłam.
Powyżej fontanna z figurą św. Floriana i figura Jezusa a'la Świebodzin.
Obok drogi krzyżowej pod daszkami, liczne groty dla upamiętnienia sanktuariów maryjnych, m.in. Lichenia i Częstochowy...
Figur na tym terenie wiele: S.Wyszyński, K.Wojtyła, J.Popiełuszko...fundatorów nie brakuje.
Jest też i fontanna z rybkami:-)
Długi szlak i dumanie na religijnych ścieżkach zaostrzyły nam apetyt, czas był więc na znalezienie restauracji, o co nie było trudno, bo choć miejscowość mała, to od razu trzy lokale rzucają się w oczy.
My weszliśmy do Restauracji Tylickiej - swojsko, niedrogo, obsługa przemiła!
Po obiedzie poszliśmy na kawę i sernik do innej restauracji, gdzie było bardziej nowocześnie.
Wracaliśmy tym samym szlakiem do Krynicy... oj, licznik kroków rozgrzany do białości!
Kolejny dzień i kolejny szlak - wzywała nas Góra Krzyżowa!
Nie są to ani trudne ścieżki, ani wielkie wysokości, czasami trzeba wspiąć się pionowo, ale i spacerowe odcinki pozwalają wyrównać oddech.
Na naszej drodze stanęły pozostałości dawnej skoczni narciarskiej, gdzie przed II wojną odbywały się zawody ogólnopolskie oraz akademickie mistrzostwa świata.
Dotarliśmy wreszcie na szczyt góry, na którą zimową porą kursuje wyciąg.
Widoki piękne, a na tle ciemnych chmur wysoki krzyż, a pod nim tablica ku czci duchownego jezuity, który tutejszymi ścieżkami wędrował i medytował, by po medytacjach pewnie, udzielać rozgrzeszenia siostrze Faustynie.
Jutro ruszamy do Szczawnicy, ale jeszcze opiszę ostatni szlak krynicki. Jest szansa na spotkanie z blogową Anką , która do Szczawnicy zjechała z rodzinką:-)
Udanej niedzieli, uważajcie na burze!













