czwartek, 16 sierpnia 2018

Scenka osiedlowa...


Byłam świadkiem tej scenki, a podobnych na osiedlach pewnie sporo. Na balkonie stał sobie pan w średnim wieku i palił e-papierosa.
Pod balkonem spacerowała pani z dużym psem. W pewnym momencie pies zostawił na trawniku pod balkonem sporą kupę.

- Halo, proszę pani, dlaczego nie sprząta pani po swoim psie? - odezwał się pan z e-papierosem
- O co panu chodzi? Nie sprzątam,bo od tego są służby!
- A widziała tu pani kiedyś jakieś służby?
- Wszystkich się pan tak czepia?
- Pani zdaje się mieszka w tamtym bloku, poznaję z widzenia, a przychodzi pani aż tutaj, pod mój balkon...
- Trawniki są publiczne, nie będzie mi pan mówił, gdzie mam psa wyprowadzać!
- Skoro trawniki są publiczne, to dlaczego przed Waszym blokiem postawiono tablicę ZAKAZ WYPROWADZANIA PSÓW?
- To jest teren wspólnoty...
- Czyli u siebie chcecie mieć czysto, a ja mam wąchać psie odchody, bo pewnie nie pani sama ma psa we wspólnocie?
- Zaraz widać, że nie lubi pan zwierząt!
- A pani chyba nie lubi ludzi...

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Nie rozumiem...

Żyję już na tym świecie dość długo, ale chyba jednak za krótko, by pojąć wszystko, co dzieje się wokół mnie. Albo ten świat zwariował albo moja wyobraźnia jest mało pojemna. Gdyby płacono za każde zdanie – NIC MNIE JUŻ NIE ZDZIWI – byłabym bogata….
Nie znam się na polityce, prawie i gospodarce, o sprawach religii lepiej nie dyskutować publicznie, chyba że się kogoś bardzo dobrze zna, czasem coś tam skomentuję na innych blogach, ale jest to zdanie laika i raczej to ja uczę się od innych.
Mnoży się jednak liczba intrygujących mnie zagadnień, których mój umysł już nie ogarnia, może więc moi czytelnicy rozwieją część z poniższych wątpliwości i stanę się bardziej światłą…

Uprzedzam – będzie tego sporo, bo mi się nazbierało:

@ jak to możliwe, że na miesięcznicach smoleńskich czy na zaproszenie ojca dyrektora zjawiał się cały rząd, z prezydentem na czele, a gdy żegnamy generała Ścibora – Rylskiego wysyła się jedynie posła Suskiego, podrzędnego ministra?
@ jak to możliwe, że zaczęły nas dzielić nawet takie uroczystości jak rocznica obrony Westerplatte?
@ jakim cudem obraźliwym stało się słowo KONSTYTUCJA, a jego zawieszenie w jakiejkolwiek formie w miejscu publicznym jest teraz przestępstwem?
@ kto pozwala na to, by ciągle brakowało pieniędzy dla niepełnosprawnych, ciężko chorych, pacjentów onkologicznych i pensjonariuszy hospicjów, gdy tymczasem na imperium ojca dyrektora idą kolejne miliony?
@ kto tak urządził rynek towarowy, że w skupie za owoce i warzywa płaci się producentom 20-40 groszy, gdy my w handlu za te same produkty płacimy jak za przysłowiowe zboże?
@ jak to możliwe, że kształcimy w Polsce prawników na renomowanych uczelniach z tych samych podręczników, a ci prawnicy mają odmienne zdania w podstawowych kwestiach i każdy z nich ma rację?
@ jakim cudem za pracę na stanowisku prezesa jakiejś firmy przez kilka tygodni tylko dostaje się miliony odprawy, a emeryci po 30-40 latach pracy muszą wyżyć za 1000 zł emerytury?
@ jak to możliwe, że profesorowie, sędziowie, eksperci z olbrzymim doświadczeniem i wiedzą przestali być autorytetami, a osoby odpowiedzialne za przyszłość ludzi i kraju powołują się na zdanie magistrów i urzędników z przypadku?
@ jak to być może, że policja na ulicach zatrzymuje i spisuje spokojnych obywateli z białymi różami, a nie zauważa zapalonych rac ani zabronionych prawem transparentów u maszerujących narodowców ?
@ czy to nie śmieszne, że rządzący wprowadzają w życie jakieś przepisy, a potem dziwią się, że obywatele skwapliwie z nich korzystają?
@ czy nie szokują Was w świątyniach napisy typu: wykup modlitwę w dowolnej intencji lub złóż ofiarę za pomyślność modlitwy do św. Antoniego?
@ jak bardzo obniżył się poziom mediów czy może poziom kształcenia dziennikarzy i reporterów, którzy porządnej relacji z wydarzeń nie potrafią przygotować, nie mówiąc o zadawaniu pytań rozmówcom?
@ czy tylko ja odnoszę wrażenie, że więcej jest w mediach doniesień o tym, co dzieje się w USA, niż w naszym własnym kraju, a gdzie reszta świata lub Europa chociażby?
@ jak to możliwe, że w naszym katolickim kraju jest tylu złodziei, oszustów i przemocy na każdym kroku?
@ czy to nie dziwne, że urzędujący ministrowie robią wszystko dobrze i zawsze mają rację, a gdy się ich zmienia, to następcy starają się naprawić to, co poprzednicy zepsuli?
@ dlaczego każda władza zmienia wszystko niemalże, co wprowadziła poprzednia, nawet jeśli wcześniejsze ustalenia były sprawdzone, przynajmniej niektóre?
@ jak długo będzie nam się wmawiać, że to co nam się nie podoba, z czym się nie zgadzamy jest dla naszego dobra, bo władza wie lepiej?

Przepraszam za chaotyczną listę pytań, ale trudno uporządkować emocje, które nawet w trakcie pisania dają znać o sobie.

Sporadycznie zabieram głos na takie tematy, ale coraz częściej mam wrażenie, że coraz głupsza jestem...

czwartek, 9 sierpnia 2018

Pan Kazimierz...

Wracam jeszcze wspomnieniem do naszego wyjazdu w góry.
Jeden z pieszych szlaków zaprowadził nas do miejscowości Zwardoń, a dzień był gorący. Na szczęście droga prowadziła częściowo przez tereny zadrzewione, co dawało wytchnienie od słońca.
Po dotarciu do celu szukaliśmy miejsca, by usiąść przy dobrej kawie.
Niestety, w miejscu, gdzie kończył się szlak było blisko do przejścia granicznego, dookoła jakieś domy prywatne, tablica informacyjna , kapliczka ku czci św.Anny i ....niczego na horyzoncie. Jakaś pani z dzieckiem zapytana, gdzie tu można napić się kawy wskazała stację benzynową, w której kierunku ruszyliśmy, mijając nieczynną od dawna kawiarnię i liczne grupy kolonistów...

Stacja jak stacja, ktoś kupował winiety, kto inny hot dogi. Z boku długiej lady siedziało dwóch panów przy kawie, starszy z nich zapytał czego szukamy, bo rozglądałam się za expresem do kawy.
Gdy wyraziłam życzenie zamówienia gorącego napoju pan stwierdził, że ekspres został oddany do czyszczenia, ale on może nam służyć kawą parzoną lub rozpuszczalną. Ja na to, że liczyłam BARDZO na dobrą kawę. Pan zapewnił, że kawę mają świetną, więc zamówiłam.

Widzę jednak, że pan włączył po prostu czajnik elektryczny.
- Czy mógłby pan przynajmniej nalać świeżej wody? Chyba nie zaleje mi pan kawy tą używaną z czajnika?
- Ale o co chodzi z ta wodą ? - pan zapytał uprzejmie
- Żeby kawa miała piankę woda musi być świeża... zapewniał pan, że kawa będzie dobra.
- No coś takiego, pierwsze słyszę, ale wody naleję świeżej z radością i proszę nasypać sobie kawy do kubka, jak w domu.
- A mogę prosić o filiżankę?
- Nie lubi pani w kubku? pan wyciągał z szafki kolejne naczynia
- Nie bardzo, o proszę tę filiżankę.

Pan Kazimierz
, bo tak miał na imię, zalał kawę w naczyniu, zaprosił na krzesła , otworzył pudełko ciastek i podsunął talerzyk z pokrojonym arbuzem. Jak w domu.
Mąż zapytał - ile płacimy?
- Za co chce pan płacić? jesteście państwo moimi gośćmi, tak mi się spodobała pana kobieta, że z przyjemnością przysiądę się, by pogawędzić, proszę się częstować.

Okazało się, że pan Kazimierz jest właścicielem stacji benzynowej i połowy domów w Zwardoniu.
Pływał kiedyś na statkach po całym świecie, gdzie ma teraz wielu przyjaciół. Zapraszano go często do Kanady, USA, Singapuru, ale tyle się napodróżował, że teraz osiadł na stałe i prowadzi swoje interesy.
A pochodzi w ogóle z Gdyni.
Siedzieliśmy tam długo, co odbiło się na obsłudze innych klientów, opowieści pana Kazimierza były niesamowite!
Zapytałam dlaczego nie napisze wspomnień, szkoda tych wszystkich opowieści i anegdot. Wymówił się brakiem czasu.

Starszy pan, a rozsadza go energia i napędza chęć kontaktów z ludźmi, do czego stacja benzynowa przy ruchliwej drodze, obok przejścia granicznego bardzo się nadaje. Jego bezpośredniość wobec klientów niektórych trochę krepuje, może myślą, że są w ukrytej kamerze?


Na koniec pan Kazimierz opowiedział nam anegdotę o swoim bracie. Razem pływali, podobnie zarabiali (chociaż brat był raczej pracownikiem fizycznym), ale tak jak nasz rozmówca inwestował swoje zarobki, tak jego brat odkładał do skarpety. Podobno zakopał złoto w ogrodzie i chyba już nie pamięta gdzie, a według pana Kazimierza te słoiki ze złotem tak sobie dryfują z czasem w stronę pobliskiego kościoła...

Przy pożegnaniu pan Kazimierz zapytał czy mój mąż dobrze się sprawuje, odpowiedziałam, że nie mam prawa narzekać.
- W takim razie życzę szerokiej drogi i zapraszam także do Gdyni!

wtorek, 7 sierpnia 2018

Coś dla bibliofila ...

Mól książkowy, bibliofil, pożeracz książek, czytelnik nałogowy - wiele spotykamy określeń na osoby, dla których najlepszą rozrywką jest czytanie.
W ten wakacyjny czas postanowiłam zamieścić coś lekkiego, ale mam nadzieję ciekawego.
Aby jednak nie popaść w lenistwo umysłowe zapraszam do zabawy - napiszcie proszę, w jakiej pozycji najczęściej lubicie czytać książki, a może w zupełnie innej, niż na zamieszczonej ilustracji...

Druga część zabawy dla chętnych to nadanie tytułów lekturom, które czyta anonimowy czytelnik na poniższej grafice. Bardzo spodobało mi się takie zobrazowanie emocji powstających podczas czytania książek.

Pozdrawiam wszystkich, dziękując za udział w zabawie, liczę na Waszą kreatywność - może pozwoli nam to przetrwać apogeum upałów, byle do piątku...

niedziela, 5 sierpnia 2018

Jestem w szoku!

Często powtarzam, że nic mnie już nie zdziwi, a jednak ciągle mi się to zdarza.

Jeszcze na wyjeździe dostałam sms-a z wiadomością, że wysłano do mnie paczkę w podziękowaniu za zmianę konta bankowego.
Fakt - konto było starego typu, więc zmieniliśmy, dokładając opcję małych oszczędności lepiej oprocentowanych.

Dawno już mieliśmy taki zamiar, ale najpierw na różne oferty byliśmy za starzy, później za młodzi. W tej kolejności, nie pomyliłam się!

Po odczytaniu sms-a pomyślałam, że pewnie wyślą jakiś brelok lub podobny drobiazg. Zdziwiłam się, gdy napisał kurier, by umówić godzinę dostarczenia. Poprosiłam o zostawienie przesyłki u sąsiadki, która zawsze jest w domu, bo przecież my byliśmy w połowie podroży...


Zdziwiłam się jeszcze bardziej, bo sąsiadka przyniosła sporą paczkę, a w niej całkiem ładny, miękki koc.
Ponieważ koc nie był w mojej ulubionej kolorystyce, podarowałam go młodym, bo mieszkanie urządzili w odcieniach szarości.

Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się coś takiego, nie licząc wygranych lodów znanej firmy (kup jednego, wygraj drugiego lub spróbuj ponownie jeszcze raz). O! jeszcze wygraliśmy kiedyś 200 zł za wysłanie 3 opakowań po czekoladzie i to wszystkie niespodzianki ...

A może Wy macie więcej szczęścia?

czwartek, 2 sierpnia 2018

Ptasie opowieści

Są wszędzie - na parapecie okna, w parku, na cmentarzu.
Nasi przyjaciele, ptaki duże i małe, bardziej lub mniej znane, śpiewające, ćwierkające, klekoczące, nieme.
Lubimy ich obecność, bo jest kojąca, bo świadczy o jako takim stanie środowiska, bo z ciekawością podglądamy ich życie.

Tym bardziej chętnie zaglądam na karty arcyciekawej książki, której okładkę widzicie obok.

Zawiera wiele informacji z życia ptaków swojskich i bardziej egzotycznych, ciekawostki, których nie zaobserwujemy w normalnych warunkach.

Dziś podaję tylko kilka takich ciekawostek.

Jedną z pierwszych prób latania po ptasiemu podjął w IX wieku muzułmański polihistor Abbas Ibn Firnas na terenie dzisiejszej Hiszpanii. Skonstruował on kombinezon do latania z piór sępa na drewnianym stelażu, ale zapomniał o ogonie, który potrzebny jest ptakom do bezpiecznego wylądowania i strasznie poturbował się przy lądowaniu…

W dawnych wiekach wiedza o zwyczajach ptaków była mizerna. O jej poziomie świadczą m.in. wierzenia, że z nadejściem jesiennych chłodów ptaki zmieniają się w kamienie i zimują na dnie jezior. Pierwsze koncepcje na temat migracji wśród ptaków pojawiły się dopiero na przełomie XVII i XVIII wieku.

Znana jest umiejętność wyczuwania niebezpieczeństwa przez zwierzęta, zwłaszcza przez ptaki. Wykorzystywano w kopalniach kanarki do ostrzegania przed niebezpiecznym gazem. Ptaki ostrzegają przed trzęsieniami ziemi czy huraganami.
Ale funkcja czujki to także monitorowanie zdrowia ekologicznego naszych lasów. Zadanie to przypadło m.in. dzięciołom. Stwierdzono, ze jeśli liczba dzięciołów drastycznie spada, mamy do czynienia z zagrożeniem integralności ekologicznej zasobów leśnych, a sprzyjają temu wycinki i wywożenie drzew z lasów, co z kolei powoduje zaburzenia w liczebności owadów.

Ptaki bywają przewodnikami człowieka w Etiopii i Kenii. Gdy myśliwy wybiera się na poszukiwanie miodu i pszczelich barci do buszu, wzywa swego partnera – miodowoda dużego , który za udział w łupach zdobytych przez człowieka wskazuje drogę do ula.
Po dotarciu do celu ptak wydaje melodyjny dźwięk, jak radar po wykryciu obiektu.
Człowiek wykurza pszczoły za pomocą dymu i wybiera miód, a ptak zadowala się woskiem, larwami i poczwarkami owadów.

Ptaki kształtują świat roślin na wiele sposobów – uczestniczą w zapylaniu kwiatów, roznoszą nasiona, a niektóre rośliny uzależnione są wręcz o d ptaków, gdyż ich nasiona maja zdolność wykiełkowania dopiero wówczas, gdy przejdą przez przewód pokarmowy ptaków.

Wielką rolę pełnią ptaki w procesie zwalczania owadzich szkodników, nawet nasze swojskie wróble. Okazuje się bowiem, że większości ich diety stanowią nie nasiona, a owady właśnie.
W wyniku doszczętnego wytrzebienia wróbli w Chinach w latach 50-tych XX wieku na rozkaz Mao rozpoczął się w tym kraju Wielki Głód, gdyż szarańcza i inne owady zjadały całe plony z pól. W tym czasie zmarło z głodu ponad 30 mln ludzi.

Szanujmy więc nasze poczciwe wróble...

poniedziałek, 30 lipca 2018

Wojażowy mix...

Gdybyście mieli wymienić co w podróżach jest fajnego? Ja powiem, że już sama droga jest jakimś doświadczeniem i celem samym w sobie.
W drodze może wiele się wydarzyć, można zawsze zatrzymać się i podziwiać punkty widokowe, jakiś miejscowy drewniany kościółek, poznawać przydrożne knajpki, nie mówiąc o zachowaniach niektórych kierowców....

W podróżowaniu ważne są także małe przyjemności, miłe zaskoczenia oraz rozmowy z napotkanymi ludźmi. Cenne jest doświadczenie, które gromadzimy, a które przydaje się w kolejnych podróżach i w życiu codziennym.
Takie akordeonowe trio spotkaliśmy na rynku w Krakowie, darmowy i cudny koncert, miłe zaskoczenie w letni poranek...
Dobrą kawę można wypić już w wielu miejscach, nawet w najmniejszych miejscowościach, ciacho było lekkie, pyszne i za rozsądną cenę:-)
Nie mniej miłe zaskoczenie w Cieszynie. Wracając od studni trzech braci znaleźliśmy kawiarnię KORNEL I PRZYJACIELE.
Bardzo urokliwe miejsce, kawiarnia, księgarnia i antykwariat w jednym, miejsce spotkań nie tylko turystów, powstałe na cześć Kornela Filipowicza, który po Cieszynie przechadzał się z Wisławą Szymborską. Można tu nie tylko wypić kawę i zjeść dobry deser, ale także poczytać książki jak w salonie u babci, obejrzeć pamiątki po pisarzu i zbiór kolejnych wydań jego dzieł.
A lemoniada arbuzowo-pomarańczowa w upalny dzień smakowała bosko!
Przy drzwiach można było "poczęstować" się zakładką z sentencją, co skwapliwie zrobiłam.
Miłym zaskoczeniem bywają urokliwe zakątki, których nie spodziewamy się, a bardzo wpływają na naszą wyobraźnię - jakiś posąg wśród kwiatów, figurka świętego na górskim szlaku, kapliczka przy drodze, grób żołnierza w lesie czy piękna drewniana rzeźba na skwerze...
Spotkania z różnymi ludźmi to osobny rozdział podróżowania, mogą wzbogacić naszą wiedzę lepiej od przewodników turystycznych, sprzyjają wymianie doświadczeń na temat szlaków i sposobów dotarcia w wiele miejsc, pozwalają poznać ludzkie historie o jakich scenarzystom się nie śniło...
Karczmy i schroniska to na szlakach niezastąpione miejsca na odpoczynek, zasmakowanie miejscowego kolorytu i podreperowanie sił posiłkiem skromnym lub bardziej wyszukanym, w zależności od zasobności portfela. Przekonaliśmy się jednak, że karczmy oferują smaczne i dobre jakościowo posiłki w odróżnieniu od różnych dziwnych lokali.
Wracając z wojaży do domu staramy się zawsze zatrzymać w jakimś ciekawym , nieznanym miejscu, by i droga powrotna nie była bezowocna pod względem wrażeń. W tym roku zatrzymaliśmy się by zwiedzić miejsce pamięci ofiar obozu w Chełmnie, gdzie stracono około 150 tysięcy Żydów, Polaków, Romów oraz więźniów innych narodowości.
Przestało akurat padać, a wracaliśmy w ulewnym deszczu. Miejsce to robi ponure wrażenie, tym bardziej, że z drogi widać tylko nikłą jego część. Niesamowita cisza i namacalny wręcz smutek...

piątek, 27 lipca 2018

Anielska ławeczka

Kiedyś w oknie wystawowym ujrzałam taki napis:
Wszyscy jesteśmy aniołami z jednym skrzydłem - tylko w obecności innych aniołów mamy możliwość pofrunąć...

Niech te słowa będą mottem dla przedsięwzięcia, do udziału w którym zaprasza nasza blogowa koleżanka Gabriela Kotas.
Spełnia swoje pasje, pisząc dla dorosłych i dla dzieci, spotyka się z czytelnikami swoich opowiadań i wierszy, szydełkuje, prowadzi blog.
Na własny koszt wydaje tomiki, wsparcie znalazła w swoim wspaniałym mężu i przyjaciołach.
Sama także często bierze udział w różnych akcjach charytatywnych, ofiarowując swoje tomiki, aniołki i misie robione na szydełku.

Dziś zaprasza nas, by wesprzeć Jej nowy projekt i mieć możliwość subskrypcji kolejnego tomu poezji pod tytułem ANIELSKA ŁAWECZKA.
Nie trzeba więcej słów z mojej strony, bo autorka przygotowała piękne zaproszenie, sami wysłuchajcie i zdecydujcie:-)

KLIKNIJ W NAPIS 'Anielska ławeczka'- pomoc zamiast kwiatka

środa, 25 lipca 2018

W łóżku i nie tylko...

Wczoraj upał niemiłosierny, dziś mgła jak mleko, więc wyszukałam dla Was kilka śmiesznych obrazków na poprawę humoru, gdyby komuś spadł poziom dobrych wibracji. Śmiech jest dobry na wszystko, dotlenia, masuje mięśnie brzucha, rozciąga przeponę, a zmarszczki od śmiechu dodają uroku...

I trochę z innej beczki...


Miłego dnia i dobrego humoru Wam życzę, mimo wszelkich przeciwności losu :-)

poniedziałek, 23 lipca 2018

Mówić, nie mówić?

Dziś przerywnik w tematach wakacyjnych.
Czy zdarza Wam się mówić czasem do siebie lub inaczej głośno myśleć ?
Okazuje się, że nie jest to oznaka choroby umysłowej czy zdziwaczenia. Kanadyjscy naukowcy twierdzą nawet, że może to być dowód na wysoką inteligencję...
Gdy chodziłam do szkoły często na głos powtarzałam różne rzeczy, zwłaszcza te, które chciałam lepiej zrozumieć i nie jestem pewna czy był to dowód na moją inteligencję czy raczej brak zdolności szybkiego przyswajania wiedzy.

Z badań naukowców podobno wynika, że mówienie do siebie pomaga w pracy umysłowej, poprawia koncentrację i rozładowuje negatywne emocje. Jeśli więc nie potrafimy się skupić, a mamy do wykonania ważne zadanie, warto zacząć mówić o nim głośno i nie przejmować się, że w pomieszczeniu poza nami nikogo nie ma. To pomoże uporządkować myśli, zaplanować dalsze działanie i kontrolować ciało.

Ileż to razy ciche rozmawianie z sobą pomagało także pokonać strach:
- Nie bój się, po ciemku wszystko wygląda inaczej.
- Nie panikuj, ten facet za tobą nie musi być mordercą!
- Ale burza, mam nadzieję, że w nas nie trafi!

Tak właściwie cały niemal czas gadamy do siebie, tylko w myślach. Ciekawe jakbyśmy odbierali tych wszystkich, którzy zamiast w myślach mówiliby na głos?

Obserwuję jak dzieci w pracowni komputerowej często mówią do siebie, grając w gry lub rozwiązując zadania w programach edukacyjnych.

Widujemy także sportowców mamroczących pod nosem jakieś zaklęcia, co pozwala im się lepiej skupić i zaczarować wynik.

A ile razy
zdarzało Wam się gadać do swego odbicia w lustrze:
- Boże, jak Ty wyglądasz, było tyle nie pić!
- Czy ja zgłupiałam, przecież ta kiecka jest za krótka...
- No co to ma być? trzeba zmienić fryzjera...

Gdy chcemy utwierdzić się w słuszności naszego postępowania, a nie mamy pod ręką arbitra - rozmawiamy ze sobą czyli na głos wyrażamy wszelkie wątpliwości i faktycznie, wyartykułowane sprawiają, że czasem zmieniamy zdanie...

Trudno także zaprzeczyć, że mówienie do siebie niweluje uczucie samotności, na podobnej zasadzie gadamy do naszych zwierzęcych domowników, a trudno to nazwać dialogiem...

A w jakich sytuacjach
Wam zdarza się gadać do siebie i czy w ogóle przyłapaliście się na tym?

sobota, 21 lipca 2018

Powrót do domu...

Powroty do domu są najlepsze, chociaż czeka nas góra prania, uzupełnianie lodówki i odgruzowanie własnego wizerunku, bo człek zarośnięty, zapyziały, ale to co na szlakach nie wadzi, w mieście nie zawsze uchodzi...
Zanim jednak wróciliśmy w domowe zacisze, odwiedziliśmy przyjaciół w Mysłowicach, jeśli ktoś pamięta Dom pod Dobrym Aniołem, u Bogdana i Gabrysi.
Wreszcie gospodyni zrobiła dla nas kluski śląskie, bo poprzednio się nie składało, a wyszły jej tak pyszne, że w konkursie mogłaby startować.
Nawet pies Teodor przywitał nas jak swoich, miał dwie osoby do zabawy dodatkowo. Było także oczywista ognisko z kiełbaskami, spacery po lesie i wspólne oglądanie finału Mundialu.
W niedzielę wybraliśmy się do Goczałkowic. W czasie poprzedniej wizyty gospodarze pokazali nam zaporę na zbiorniku goczałkowickim i pałac w Pszczynie, teraz przyszła kolej na ogrody Kapiasa.
Zwiedziliśmy także część uzdrowiskową Goczałkowic, robi przyjemne wrażenie.

Nie będę się rozwodzić o ogrodach Kapiasa, bo informacje możecie sobie wygooglować, ale na pewno warto je zobaczyć, choćby po to by zainspirować się przy urządzaniu własnego ogrodu. Obok jest sklep, gdzie rośliny i elementy dekoracyjne można kupić.
Czas zwiedzania jest dość długi, bo zakamarków mnóstwo, po wszystkim posililiśmy się pysznymi lodami w miejscowej kawiarni, ale głodomory mogą także zjeść obiad. Dobrze, że pojechaliśmy wcześnie, bo w weekendy prawdziwe tłumy, ledwo udaje się fotki zrobić.
Najbardziej spodobały mi się: zaułek śródziemnomorski z niebieskimi okiennicami, lasek brzozowy, część skandynawska z poziomkami, ogród japoński i labirynt, a w zasadzie wszystko!

Od naszych gospodarzy dostaliśmy na drogę pyszny chleb z małej piekarni i rybę amur złowioną przez Bogdana. Sami w lesie nazrywaliśmy 3 pojemniki jeżyn, z których część powędrowała do zamrażarki, podobnie jak wspomnienia...

Naszym gospodarzom serdecznie raz jeszcze dziękujemy za gościnę i cierpliwość.

środa, 18 lipca 2018

Caffe zaprasza...

Wracam z wyjazdu do domu, a tu na blogu u Caffe niespodzianka czyli nominacja blogowa i zaproszenie do zabawy.

Dziękując za typowanie zapraszam Was jednocześnie by zajrzeć na Jej blog, bo każdy znajdzie dla siebie tam coś ciekawego i przekona się, że z pozoru zwyczajne tematy potrafi przekształcić w pasjonującą opowieść.

Wiem, że wiele osób nie lubi nominacji, ale dla mnie jest to zawsze możliwość wskazania wartościowych blogów innym, a jednocześnie poznanie nowych autorów i ich pasji.

Co to jest MYSTERY BLOG AWARD?

Cytując z bloga Caffe:
"Nagroda "Mystery Blogger Award" to nagroda dla niesamowitych blogerów o genialnych postach.
Ich blog nie tylko urzeka; inspiruje i motywuje. Są jednymi z najlepszych na świecie i zasługują na każde uznanie, jakie otrzymują. Ta nagroda jest również dla blogerów, którzy znajdują radość i inspirację w blogowaniu; i robią to z taką miłością i pasją."
- Okoto Enigma LINK TUTAJ

Co trzeba zrobić gdy dostajesz nominację?
1. Umieścić logo nominacji na swym blogu.
2. Zamieścić regulamin.
3. Podziękować osobie nominującej Ciebie i zamieścić jej link na swoim blogu.
4. Wspomnieć o pomysłodawcy nominacji i zamieścić link także.
5. Opowiedzieć krótko o sobie.
6. Wybrać nominowanych (10-20 osób) i zamieścić linki na swoim blogu.
7. O swoich nominacjach powiadomić nominowanych w komentarzach na ich blogach.
8. Zadać swoim nominowanym 5 pytań, w tym jedno dziwne lub śmieszne.
9. Udostępnić link do swojego najlepszego posta/postów.

Ponieważ niektórych zniechęca ta cała procedura, zamieszczam linki do nominowanych blogów bez zobowiązania do pisania pytań i odpowiedzi na nie, bo wiem, jakie to pracochłonne, ale jeśli macie jednak ochotę to bardzo proszę.
O sobie nie opowiadam, bo wszystko jest w zakładkach na górze.
Udział w zabawie jest dobrowolny, ale zapraszam serdecznie.

Polecam blogi, których nigdy jeszcze nie polecałam (wszystkich nie dam rady wymienić, bo ilość ograniczona)

1. Dzieciaki i wiatraki
2. Angielski z M.
3. Ekstrakt życia
4. Kobieta po 30ce
5. Książkowe zacisze
6. Majaki Amasji
7. Na ścieżkach codzienności
8. Widok na Wielki Most Seto
9. Wszystkie drogi prowadzą do
10. Wyznania estetki poetki
11. Życie Anny
12. Zdaniem Frau Be
13. Wszystko smaczne
14. Słowa zabite dechami
15. Sielskie miejsce
16. Życie Celta
17. Jaskółka
18. Dobra myśl
19. Mysz galaktyczna
20. Wrzosy


Każdy z wymienionych blogów jest ciekawy, stanowi inspirację dla mnie samej, a z ich autorami lubię wymieniać myśli na różne tematy...

Gdyby było Wam mało polecajek, wszystkie adresy są w zakładkach po prawej stronie :-)

ANEKS:
Monika w komentarzu zasugerowała, że może jednak dopiszę pytania, na szczęście tylko 5 :-)
1. Jedziesz autem serpentynami z góry na pazury, co robisz (modlisz się, śpiewasz,, zakrywasz oczy) ?
2. Jakiej potrawy na pewno nie spróbujesz, a może jednak?
3. Wolisz łykać pigułki czy szukać pomocy w medycynie ludowej?
4. Kto ostatnio wkurzył Cię "do czerwoności"?
5. Jesteś bardziej ostrożna/y czy bardziej odważna/y?

sobota, 14 lipca 2018

Dzień z Kukuczką...

Kto nie słyszał o słynnym polskim himalaiście Jerzym Kukuczce?
Będąc w Koniakowie, tak blisko Istebnej nie mogliśmy pominąć okazji zobaczenia Izby pamięci jemu poświęconej.
Izbę utworzyła i opiekuje się nią wdowa po Jerzym - Cecylia Kukuczka, która chętnie oprowadza gości i opowiada o zgromadzonych w tym małym muzeum pamiątkach.

Szkoda, że przewodniki piszą tylko o drodze dojazdowej do Izby, nam udało się znaleźć ciekawy szlak pieszy, którzy znają nieliczni - koniec języka za przewodnika zawsze się sprawdza.
Część drogi i tak trzeba pokonać szosą, ale nie całą, a to wielka różnica...

Znaki drogowe po drodze kierowały nas do celu, a pokonać trzeba było sporo kilometrów, wszak szliśmy piechotą z Koniakowa, a pogoda nie zapowiadała się dobrze, okazała się finalnie łaskawa.
Gdy wyglądaliśmy niecierpliwie domu Kukuczki za każdym zakrętem, wreszcie ukazał się naszym oczom niepozorny domek z ogrodem.
Był to dom rodzinny Jerzego, do niego przyjeżdżał nasz bohater na wypoczynek między wyprawami, to tu pracował nas swoimi książkami, tłumaczonymi na wiele języków i wielokrotnie nagradzanymi...
Po Izbie oprowadziła nas pani Cecylia. opowiedziała pięknie i wzruszająco o kolejnych wyprawach swego męża, o trudach organizowania wypraw i cenie, jaką zapłacił nasz zdobywca czternastu ośmiotysięczników.
Nie wspomniała tylko o swojej cenie bycia żoną sławnego himalaisty, tego można się domyślać z jej opowieści i biografii Jerzego Kukuczki, którą sprezentowałam mojemu mężowi na gwiazdkę.
Podziękowaliśmy gospodyni za piękną opowieść i zostawiliśmy na talerzyku datek na utrzymanie izby pamięci.
Przed drogą powrotną posililiśmy się w ogrodzie, a w tym czasie nadeszła wycieczka kilkunastu starszych osób, które też zapragnęły poznać historię zdobywcy gór z ust wdowy po nim, pani Cecylii Kukuczki.
Warto było pokonać szmat drogi by otrzeć się o atmosferę tego małego muzeum, wpisać się do księgi pamiątkowej i poznać przemiłą gospodynię, która kultywuje pamięć o swym sławnym mężu.

Zapomniałam jednak zapytać czy planuje może napisanie wspomnień. Ciekawe byłoby przeczytać jak to wszystko wyglądało z punktu widzenia żony wielkiego zdobywcy gór.

wtorek, 10 lipca 2018

Express turystyczny :-)

Na początku podziękowanie dla wszystkich, którzy wzięli udział w zabawie.
Wszyscy mieliście po trosze rację, a propozycji było wiele.
Autor natomiast nazwał swoje dzieło po prostu LATO.

Ponieważ czasu na pisanie mam niewiele, więc znowu relacja głównie fotograficzna, bo wiem, że zdjęcia lubicie. Sama lubię podglądać, gdzie kto bywa i co ciekawego robi.

Pierwsza fotka ze szlaku na Babią Górę, bo co drugi dzień łazimy po górkach, a w międzyczasie odpoczywamy, zwiedzając atrakcje i zabytki.

Tym razem szlak poprowadził z Przełęczy Krowiarki przez Sokolicę, Kępę i Gówniak na Diablak.
Trasa bardzo malownicza widokowo, tylko jak widać, można czasami spotkać żmiję...

Inny już dzień, inne miejsce. Sucha Beskidzka i zamek, który jest w remoncie, ale można zwiedzić wnętrza i napić się dobrej kawy w kawiarni zamkowej. Oprowadziły nas dwie nastolatki, może wolontariuszki? Bardzo sympatyczne...


W centrum Suchej Beskidzkiej słynna Karczma Rzym, gdzie jak głosi legenda diabeł Twardowskiego przydybał...

Po drodze udaje nam się zwiedzić piękny dwór szlachecki w Stryszowie, który pierwotnie miał także park o powierzchni 10 ha.
Niestety, po wojnie ziemie przejęły PGR-y, wszystko z dworu, łącznie z parkietem rozkradziono i to, co możemy dziś oglądać pochodzi ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie.
Kalwaria Zebrzydowska była w pobliżu, więc wstąpiliśmy, zwiedziliśmy, obmyliśmy członki w świętej studni, zjedliśmy obiad w jadłodajni i pochodziliśmy po świętych ścieżkach. Pielgrzymi musza mieć kondycję, bez dwóch zdań!

Po wycieczkowym odpoczynku kolej przyszła na wspinaczkę, najpierw do wodospadu na Mosornym Potoku, później szlakiem na Mosorny Groń.

Śniadanie na szczycie smakuje jak nigdy. Oczywiście można także wjechać wyciągiem i zrobić sobie fotkę.
Taki dialog podsłuchałam w schronisku:
- ale tu ładnie, zróbię wam zdjęcie.
- zrób, zrób, wyślemy babci i napiszemy, że weszliśmy na Giewont!

Kolejny dzień biegiem przez Kraków - wycieczka busem, by mój kierowca odpoczął od serpentyn i piwo w grodzie Kraka mógł wypić.
Zmieniliśmy miejsce pobytu na Koniaków, zdjęcie pokazuje, jakimi ścieżkami spacerujemy.

W Istebnej, kilka kroków od Koniakowa odkryliśmy nowy Dwór Kukuczka, otwarty w styczniu dopiero, warto odwiedzić i zjeść obiad, pomimo luksusowego wystroju nie powala cenami, a obsługa niezwykle sympatyczna.