poniedziałek, 26 czerwca 2017

Rozdanie świadectw z bonusem...

Złośliwość ludzka nie ma granic!
Wiele szkół i przedszkoli miewa problemy z parkingami dla pracowników i rodziców, zwłaszcza że pobudowane w środku osiedla konkurują o miejsca parkingowe z mieszkańcami bloków.
Na co dzień nie ma wielkich zgrzytów, bo auta zatrzymują się na chwilę, ale bywają sytuacje, gdy o awantury nietrudno.
Jedną z takich okazji jest koniec roku szkolnego. Na jedna godzinę zjeżdżają sie pracownicy szkoły, rodzice uczniów, zaproszeni goście. Nie jest łatwo zaparkować wtedy auto, ale wszyscy w zgodzie parkują ciasno, znajomi nawet na zakładkę, bo wiadomo, kto kogo zastawił i za chwilę odjedzie.
Trudno natomiast o dobrą wolę posądzać mieszkańców, którzy dzwonią po straż miejską i policję.
Rozumiem, że nikt nie lubi parkowania pod jego oknem czy garażem , sama mieszkam obok kina i w weekendy oraz w tanie wtorki dojść do domu nie mogę, ale uroczystość w szkole trwa krótko, na trzy tury, więc rotacja aut jest duża.
Ale wysiadywacze parapetów okiennych i obserwatorzy zafirankowi nie mogą odmówić sobie przyjemności podpatrywania zmagań kierowców z rozdawaczami mandatów.
Tak więc rodzice naszych uczniów, zaproszeni do szkoły, bo ich pociechy otrzymały nagrodę i świadectwo z paskiem, a rodzice podziękowania za współpracę, dostali w bonusie mandaty od strażników praworządności za chwilowe zaparkowanie w miejscu niedozwolonym.
Widziałam z okna biblioteki, jak nadgorliwy policjant pędził za matką z bliźniakami, która już miała odjechać, bo a nuż przepadłby mu kolejny mandat...
Brawo służby, brawo straż blokowych podglądaczy...

piątek, 23 czerwca 2017

Kłamstwo ma krótkie nogi :-)


Dziś dwie historyjki, które dowodzą, że nie ma zbrodni doskonałej, nawet w tak banalnej sprawie jak babskie zakupy.

Koleżanka poinformowała męża, że wróci późno z narady, która skończyła się znacznie wcześniej, niż zwykle. Nie chciało sie jej zaraz wracać do domu, gdzie pies chory i kupa domowej roboty, więc pojechała do galerii handlowej, zamienić gotówkę na jakiś fajny ciuch.
Gdy wróciła do domu, mąż pyta czy dzwoniła ich córka, studiująca w innym mieście. Koleżanka na to, ze telefon na naradzie miała wyciszony, ale sprawdzi. Niestety komórki nie było ani w torebce, ani w aucie, ani w przedpokoju - nigdzie. Mąż przytomnie zaproponował, ze zdazwoni, moze sie telefon odezwie. Niestety, ten pomysł spalił na panewce.
- No przypomnij sobie, gdzie dziś byłaś?
- No, na naradzie byłam.
Mąż w takim razie zadzwonił raz jeszcze, może ktoś z pracy znalazł...gdy połączenie zostało zrealizowane, usłyszeli :
- Tu sklep Monnari, znaleźliśmy pani telefon...
Mina koleżanki bezcenna:-)

Druga historia z mojego podwórka.
Wybrałam się na zakupy wyprzedażowe, zostałam właścicielką dwóch ładnych bluzek na lato i zadowolona wracałam do domu. Nagle zadzwonił mój telefon i mąż pyta:
- kupiłaś coś dzisiaj za sto kilka złotych?
- a skąd wiesz?
- właśnie jestem na e-koncie bankowym, bo robię przelew i wyświetliły mi się twoje zakupy...
Nie mogłam wiec użyć sprawdzonego tekstu : kochanie ta bluzka jest z ubiegłego roku :-)
Normalnie Wielki Brat czuwa!

wtorek, 20 czerwca 2017

Nie samym chlebem...


Toast

W kielichu kruchym
Jak skrzydło motyla
Blask słońca
Się w winie wykąpał.
Nim dopijemy
Słodycz ostatnią
Dzień nasz
dobiegnie końca.
Nim przegadamy
Myśli i słowa
Gwiazdami noc
się zapali.
Do szkła zimnego
Jak lód w kielichu
Przyłóż swe wargi
kochany.
A pośród nocy
W moich oczach
Ujrzysz
Jutrzejsze słońce….


Bliskość

Daj mi rękę
niech jej ciepło
do serca głęboko przenika.
Daj mi usta
niech ich smak
znów zmysły moje rozpali.
Zwróć swe oczy
na chwilową niepewność
mojego oblicza.
Daj mi siebie -
nasze ciała wszak tęsknią
za sobą z oddali.

sobota, 17 czerwca 2017

Fałszywy policjant lub jeszcze raz o wycieczkach szkolnych...

To miał być miły dzień i fajny wyjazd.
Na szkolną wycieczkę wybierały sie dwie klasy, a jedna z opiekunek nauczona doświadczeniem poprosiła o sprawdzenie autokaru przed wyjazdem, by dzieci nie musiały długo czekać na "odprawę".
Kierowca zajechał z małym opóźnieniem, wszyscy wsiedli do pojazdu i powinni pomachać rodzicom i ruszyć. Tymczasem jeden z ojców, odprowadzających dzieci zażądał kontroli autokaru przez policję.
Opiekunka wytłumaczyła grzecznie, ze autokar został już sprawdzony, na co kierowca ma stosowne zaświadczenie. Ojciec jednak ponowił żądanie, bo autokar ma być sprawdzony na oczach rodziców, kierowca ma dmuchać w balonik, a zaświadczenie pewnie jest fałszywe...
Zadzwoniono więc po policjanta z drogówki, który podpisał się na zaświadczeniu. Policjant pojawił się, nie natychmiast, bo drogówka rozmaite ma zadania, ale wytłumaczył rodzicom, kiedy odbyła się kontrola i na czym polegała, a jeśli zaświadczenie jest fałszywe, to może i on fałszywym policjantem jest...
Normalny rodzic spłonąłby rumieńcem i przeprosił, ale ów ojciec upierał się przy swoim i dokonano ponownej kontroli kierowcy i autokaru. Biedny kierowca był tak zdenerwowany, że balonikiem nie mógł trafić do ust, a argumentem za kontrolą było stwierdzenie jednej z matek, że kierowca niewyraźnie mówi.
Jeśli więc seplenicie lub macie problemy z nową protezą, to uwaga, możecie zostać wzięci za nietrzeźwych (taki żarcik).
Wszystko to odbywało się w bardzo nieprzyjemnej atmosferze i dogadywaniu swoich trzech groszy przez innych rodziców, co poskutkowało tym, że dzieci zaczęły w autokarze płakać, a niektóre nawet dzwonić do rodziców, bo były zdezorientowane i przestraszone. Najbardziej płakały bliźniaczki awanturującego się taty.
Kontrola oczywiście nie wykazała nieprawidłowości, a wierzcie mi, że niejedną taką przeszłam i nie jest to miłe, ani krótkotrwałe.
Wspomniany ojciec uspokoił swoje córki, pomachał im na pożegnanie i autokar ruszył.
Wyobraźcie sobie kierowcę i opiekunki w tej sytuacji i domyślcie się, dlaczego tak nie lubię jeździć na szkolne wycieczki, przynajmniej na niektóre.
Obserwując zachowania niektórych rodziców w takich sytuacjach obawiam się, że wycieczki szkolne umrą śmiercią naturalną...

środa, 14 czerwca 2017

Nic nie widzę, bo mi góry zasłaniają...

Obiecałam zdjęcia przyrodnicze i choć nie dorównam prawdziwym pasjonatom fotografii przyrodniczej, to chce się podzielić kilkoma naszymi fotkami, zrobionymi w ulubionych miejscach. Ktoś powiedział, że ludzie chodzą po górach, bo one po prostu są i kto raz połknął bakcyla ten wraca, by podziwiać te niesamowite widoki, oddychać górskim powietrzem, wycisnąć ostatnie poty, by stanąć na szczycie lub na górce tylko.
Nie jestem wytrawnym turysta, ani znawcą górskiej przyrody. Odwiedzam góry wakacyjnie, bo mam daleko, zachwycam się nieustannie i ciągle boję się, jak długo dane mi będzie wspinać się na skałki, bo czas płynie, a sił ubywa.
Jak tu nie zachwycać się drzewami wyrastającymi ze skał, a w dole wije się Dunajec....
Prawda, że pięknie? Ale nie myślcie, że wbiegam na górę jak kozica, klnę jak szewc, gdy jest stromo lub wieje silny wiatr, za to zdobycie celu jest nagrodą jedyną w swoim rodzaju i ta duma, że jeszcze raz dało się radę...
Góry podsycają apetyt, ale uczą też pokory, dlatego dziwię się niefrasobliwości napotykanych turystów, którzy bez przygotowania wybierają się np. na Rysy. Kiedyś schodząc z Nosala spotkaliśmy dwie panie na spacerze, które pytały którędy na szczyt. Ubrane niedzielnie, z torebkami i w butach na obcasach, prosto z kościoła zamierzały wejść na Nosal, bo słyszały, że ładne tam widoki.
Niektóre szlaki prowadzą przez las i dopiero prześwity między drzewami ujawniają widoki zapierające dech i uświadamiające wędrowcom, jak wysoko się weszło, no i oczywiście mokre plecy pod plecakiem...
Góry to nie tylko panoramy i spektakularne widoki, to także niespodzianki w postaci napotkanych zwierząt, wodospadów dużych i małych strumyczków, jaskiń i szczelin.
Bywa też tak, że przedzieramy się przez morze traw wysokich jak my sami, wokół nas owady, a nad nami krzyk kruka...
Trudno jest dziś znaleźć miejsca mało odwiedzane przez tłumy. Pewne jest, że wszędzie tam, gdzie dojeżdża kolejka linowa, dowozi dorożka, busik lub jest mnóstwo straganów z pamiątkami tam są tłumy, a my staramy się bywać sam na sam z przyrodą, ciszą i swoimi myślami...


niedziela, 11 czerwca 2017

Kwieciście lub dosadnie...


Czy zastanowiło Was kiedyś ilu określeń używamy , aby nazwać człowieka, który gada bzdury, postępuje irracjonalnie lub zwyczajnie chcemy mu dać do zrozumienia, że coś jest z nim nie tak?
Pomysł wpadł mi głowy, gdy słyszałam odzywki dzieciaków na przerwie...
Postanowiłam zebrać je razem w takiej ilości, jak pamiętam i sporo tego wyszło, nawet nie przypuszczałam, że aż tyle:
- masz nierówno pod sufitem
- brak ci piątej klepki
- chyba upadłeś na głowę
- masz nie po kolei w głowie
- chyba cie pan Bóg opuścił
- lecz się na nogi, bo na głowę już za późno
- nie masz chyba wszystkich w domu
- a tak poza tym, wszystko u ciebie dobrze?
- a w domu wszyscy zdrowi?
- taa, jasne, a świstak zawija w te sreberka...
- wysoki jak brzoza, a głupi jak koza
- weź młotek i puknij się w czoło
- chybaś się z głupim przez ścianę macał...
- jak rozum rozdawali, to stałeś w kolejce po urodę

Być może ten zbiór nie jest pełen, jeśli pamiętacie coś jeszcze, będę wdzięczna za wasze przykłady :-)
Zastanowić się też warto, ilu określeń używamy dla nazwania wybitnie zdolnych, mądrych i pomysłowych.

czwartek, 8 czerwca 2017

Podpatrzone, podsłuchane...

Chodzenie na własnych nogach w dużych dawkach obfituje w sytuacje podpatrzone i podsłuchane mimo woli. Nie powiem, że narzekam, bo koloryt jest ciekawy i dla celów blogowania przydatny. Dziś 3 przykłady zapamiętane i spisane z zastosowaniem oryginalnego słownictwa, ale niektóre słowa musiałam niestety wykropkować, sami rozumiecie dlaczego...

Wracając kiedyś z pracy szłam dłuższy czas za parą w średnim wieku. On drobny, niewysoki, zasuwał jak chodziarz na maratonie, ona biegła niemal za nim, mała, okrąglutka jak piłeczka, ledwo nadążała. Niosła dwie ciężkie torby, a on panisko kroczył z papierosem w ręku, nie troszcząc się czy nadąża i czy nie ma zbyt ciężko. Gdy ona odzywała sie do swego pana u boku, on ledwo raczył zwrócić głowę w jej stronę by coś odburknąć. Zatrzymali się przed wejściem do Biedronki, on wyciągnął rękę, ona wysupłała z torby portfel i dała pieniądze, po czym pan wszedł do sklepu, a pani czekała z tymi torbami przed wejściem. Smutny to był widok, ale może nie jest w tym związku tak źle, skoro ona wydziela jemu pieniądze...

Druga sytuacja spowodowała ból moich uszu lub raczej pogwałciła poczucie smaku za sprawą rozmowy telefonicznej. Znowu wracam z pracy, za mną idzie dziewczyna , rozmawiając z koleżanką przez telefon. I słyszę dialog, a w zasadzie odpowiedzi na pytania padające z drugiej strony:
- Jesteś w szkole? ja byłam u lekarza, jak mi wyje....a receptę to dwie stówy w aptece bym zostawiła, powiedziałam, niech spadają, nie będę tego gówna brać, ale zwolnienie się przyda.
- Pewnie, że będę na imprezie, tylko matka pierd....ca dostanie, jak zobaczy, co chce założyć, chyba w bramie się przebiorę.
- Jak to nie masz z kim iść? Dzwonił do mnie kumpel mojego i pytał czy znam fajne laski, a ja mu na to, że znam same fajne laski i chętne, więc kochana myj d..ę, bo nigdy nie wiadomo.
- Matce powiem, że idziemy do Jolki na urodziny, bo by stara zawału dostała...
Reszty nie słyszałam, bo nasze drogi, na szczęście się rozminęły.

Trzeci obrazek na pierwszy rzut oka sielski, idę przez park i widzę parę na ławce, objęci czule, ale widok może zmylić, bo zbliżając się słyszę :
- Bo ty k...a nigdy nic nie mówisz, jak je...a niemota!
- Ale przecież...
- Zamknij ryj i słuchaj! Wkur...a mnie, że nie odzywasz się, wszystko muszę sam w tym pier.....m urzędzie załatwiać.
- Ale mówiłeś...
- Zamknij ryj! Nigdy mnie nie słuchasz, co z tobą nie tak, głupia babo?
- Ale ja...
- Zamknij ryj!
Mijając ławkę przyspieszyłam kroku, bo byłam zażenowana, że słyszę coś takiego.

wtorek, 6 czerwca 2017

Niby wiemy...

Zwyczajne codzienne czynności mogą stać się przyczynkiem do napisania posta.
Wyrzucałam śmieci, a stoją u nas wiaty na pojemniki zamykane na klucz i dobrze, bo nikt tych śmieci nie rozrzuca i nikt obcy nie podrzuca swoich, nie płacąc.
Jakiś starszy pan mozolił się z segregowaniem swoich odpadów do poszczególnych pojemników i zauważyłam, ze niestety nie robi tego tak jak trzeba.
Wydawało mi się kiedyś, że wiem, gdzie co wrzucić, tym bardziej, że oprócz kolorów pojemników są jeszcze napisy: papier, szkło itd.
Kiedy jednak byłam z uczniami na warsztatach o segregacji odpadów, okazało się, że wiem niewiele, bo nie każdy papier powinno się wrzucać do "papierów", szkło należy przynajmniej wypłukać i pozbawić zakrętek/ nakrętek z innych materiałów, plastikowe opakowania zgniatamy, by zmniejszyć ich objętość, wytłoczki do jajek należy traktować jako śmieci zmieszane, bo są już tak przetworzone, że nie traktuje się ich jako surowce wtórne.
Z wizytami w osiedlowym kontenerze na śmieci wiążą się także pewne moje spostrzeżenia. Niektórzy z lokatorów część swoich odpadów zostawiają na pokrywach kontenerów, na przykład torbę z chlebem czy bułkami - czyli zapewniają sobie jakby spokojne sumienie - oni chleba nie wyrzucili, tylko co pytam ?
Podobnie z ubraniami - jeśli zostawił ktoś stare, przepocone buty na wierzchu, to przepraszam dla kogo, skoro wiata zamykana na klucz?
Plusem tych pojemników "strzeżonych" jest to, że o świcie nie budzą mnie zbieracze puszek, którzy najpierw wyrzucali je na chodnik, potem zgniatali butami, a hałas z tego był taki, że umarłego by obudził...
Nie będę już pisać o skrajnym lenistwie osób, które zostawiają śmieci, gdzie popadnie, bo KTOŚ posprząta, a czystych ławek w parku jeszcze sporo, ani o bezmyślności tych, którzy swoje odpady wyrzucają do lasu.
Kiedyś wychodząc ze sklepu zwróciłam uwagę dwóm dziewczynom, które kupiły lody, a papierki rzuciły dosłownie pod moje nogi. Zaczepione, wzruszyły ramionami i poszły dalej, chociaż kosze były w sklepie i przed. Chciałabym bardzo wiedzieć, skąd biorą się takie zachowania, może jakieś badania na ten temat?

Za takie widoki jak wyżej i głupotę typu - po nas choćby potop - waliłabym po łbie, bo kary finansowe to za mało...

sobota, 3 czerwca 2017

Brzuszek czy dupka?

Na świeżo zapisałam anegdoty w krótkich spodenkach, żeby podkręcić Wam humor na weekend.
Pani w szkole prowadzi zajęcia dodatkowe z dziećmi, mającymi problemy z pisaniem i czytaniem.
Aby dzieciaki lepiej zapamiętały pisownię liter B oraz D pani tłumaczy, że literka D wygląda jak dupka, a literka B ma brzuszki, podobnie jak u człowieka, też mamy dupkę i brzuszek.
W czasie kolejnych zajęć Bartek znów pomylił obie literki. Pani pyta chłopca:
- Bartuniu, literka D jak dupka, pamiętasz?
- Tak, proszę pani.
- A literka B jak?
- brak odpowiedzi...
- No pomyśl, co masz z przodu, z tyłu dupka, a z przodu?
- Z przodu mam siusiaka...

Jeszcze w bonusie anegdota z wczoraj.
Mieliśmy imprezę czytelniczą dla dzieci, ja organizowałam zgaduj-zgadulę, w której brali udział także rodzice. Jeden z chłopców przyprowadził młodszą siostrę lat 6 i dziewczynka trafiła pytanie: wymień zbiorniki wodne. Po długim namyśle pada odpowiedź - WIADRO Z WODĄ...
ŻYCZĘ WAM MIŁEGO WEEKENDU :-)

czwartek, 1 czerwca 2017

Powszechnie wiadomo...

Doprawdy, myśl ludzka dziwnymi chadza drogami...
Do czego taki wstęp? Ano usłyszałam rozmowę jednego z posłów (opcja pro-life, prawica Rzeczypospolitej) z lekarzem na temat słynnej pigułki dzień po... temat oczywista przewałkowany, ale nie będą się rozwodzić nad za i przeciw, chociaż nurtuje mnie pytanie: czy ta sama pigułka wydawana na receptę staje się mniej szkodliwa dla zdrowia kobiety, niż sprzedawana bez recepty, może ktoś wie?
Zadziwiająca dla mnie była argumentacja wspomnianego posła, potwierdzająca tezę, że owa pigułka jest środkiem wczesnoporonnym, chociaż nawet ja czytałam, że nie dopuszcza do połączenia jajeczka z plemnikiem, więc o żadnym poronieniu nie ma mowy.
Poseł zapytany, gdzie czytał o działaniu wczesnoporonnym, przy czym z całą stanowczością się upiera odpowiedział, że taka jest POWSZECHNA OPINIA i on czytać nie musi, nie jest lekarzem.
Poseł czytać powinien i to w różnych źródłach, by wiedzieć nad czym debatuje i za czym głosuje.
Gdyby iść za rozumowaniem pana posła, strażnika życia poczętego i kierować się w życiu tym, co powszechnie wiadomo, to musielibyśmy uwzględnić prawdy powszechne takie jak:
- gdy się żony nie bije, to w niej wątroba gnije czyli brudy rodzinne nie powinny wychodzić poza cztery ściany...
- od pierwszego razu nie zachodzi się w ciążę...
- żony ani prostytutki nie można zgwałcić...
- piwo to nie alkohol, więc uzależnić się nie można...
- wszyscy rudzi są fałszywi...
- cukier krzepi, a wódka jeszcze lepiej...
Tak przy okazji, to słyszałam jeszcze inne rewelacyjne wypowiedzi tegoż posła w mediach i gdyby nie zwyczajna ignorancja wobec niektórych tematów, to można by zrzucić ich absurdalność na karb zaawansowanego wieku parlamentarzysty.


A czy Wy znacie jakieś równie mądre prawdy powszechne?