Wiersze

Koncert organowy

Twardość ławki
niegościnną
lekceważę by
za dźwiękiem
organów podążać.
Patrzą na mnie
kolorowe witraże,
z mroku kruchty
Pielgrzym
z czcią zerka
na ołtarz.
Rozedrgana
od dźwięków i wzruszeń
cała jestem
Symfonią lub Pieśnią.
Moc akordów
rozrywa mi duszę
lewituję pod kopułą,
nieśpiesznie.
Gdy doznania
falą dreszczy
spadają,
a koncertu finał
przedwczesny,
błądzę
wzrokiem po sali
pustawej –
dokąd wszyscy
Nagle odeszli?




Toast

W kielichu kruchym
Jak skrzydło motyla
Blask słońca
Się w winie wykąpał.
Nim dopijemy
Słodycz ostatnią
Dzień nasz
dobiegnie końca.
Nim przegadamy
Myśli i słowa
Gwiazdami noc
się zapali.
Do szkła zimnego
Jak lód w kielichu
Przyłóż swe wargi
kochany.
A pośród nocy
W moich oczach
Ujrzysz
Jutrzejsze słońce….



Przedświątecznie

Zaproś słońce do okien
i radości w sercu miejsce wymość.
Nie obrażaj się
na wiatru gwizd i mżawki szept wilgotny.
Nie odwracaj oczu od nieba błękitu
splamionego chmur atramentem.
Wsłuchaj się w ptaków śpiew,
w ich pieśń,
która zimę zwycięża.
Kilka kwiatów w wazonie i kartki
od tych, którzy nigdy nie zapominają
sprawią, że nawet
w najbardziej ponury dzień
poczujesz sie odświętnie...



Mój Walenty

Mój Walenty
aureoli nie ma,
czasem nawet
rogi mu rosną.
Nie kupuje mi róż
w bukietach,
nie gada wierszem
ni dniem, ni nocą.

Mój Walenty
jest czuły gdy trzeba
i herbatkę
nie proszony poda.
Choć na rękach
nie nosi mnie wcale,
przy nim zawsze
czuję się KOBIETĄ....



Rozmarzyłam się zimowo

Zszadział zimowy krajobraz,
w mrozie stycznia zastygły oddechy,
mgła bezdenna ulice wyludnia,
czas spowalnia leniwy, bezwietrzny.

Aksamitne u drzew gałęzie,
aż im bieli zazdroszczą Anioły.
Mglisty woal otula mnie zwiewnie,
aż znikają humory i zmory.

Gdy tak idę aleją zszadziałą
a mój oddech z mgłą się jednoczy,
widok wokół czyni mnie oniemiałą,
zima pięknem oślepia me oczy.



Mężowi

Gdybyś kupił
Najpiękniejsze kwiaty
I korale jak wino czerwone…
Gdybyś strof
Najpiękniejszych użył
I nazywał najwspanialszą żoną…
To zamienię
Te wszystkie hołdy
Czy należne nie wiem,
Na słów kilka
Prostych lecz ciepłych:
Połóż się i odpocznij…



Listopadowe pielgrzymowanie

Ten sam
coroczny rytuał
zniczowe pielgrzymowanie.
Chryzantem
biel nagrobna
cmentarne rozpamiętywanie.

Ten sam
w sercu ból rozłąki,
tęsknoty wszechpanowanie
i nieme
pod niebem smutku
z bliskimi obcowanie.

Ta sama
łuna wieczorna
to samo dusz wspominanie,
lecz prośba
o spokój daremna,
znów próżne oczekiwanie....


Upał jesienią

Miała być złota jesień
i mgły i grzybów sznury,
feeria barw w gasnącym lesie,
smak zaklęty
w aksamit konfitury.

Miały być chłodne wieczory
i spacery w kurhanach liści,
lampka wina,
w piecu ogień wesoły,
a na niebie
ptasich odlotów pieśni.

A tu aury psikus i figa
i hiszpańskie upały na przekór.
Lato skwarne
o poranku przybywa,
natchnienia brakuje poetom.


Schronienie

Pod mokrą skałą
jedność oddechów
ciał bliskość
rąk ciepło
Oczekiwanie
w niemym zachwycie
aż wygrzmi siłą
oślepi błyskiem
Burza
której z nami
po drodze.


Anielska polanka

Na anielskiej polanie
ludzie jak Anioły
piknik urządzają,
festyn dusz wesołych.

Na anielskiej polanie
dobrych dusz tysiące
tańczą taniec anielski
jak motyle na łące.

Na anielskiej polanie
słychać śpiewy anielskie,
śmiechu wibrowanie
obrazki wręcz sielskie.

Na anielską polanę
nietrudno sie dostać -
serce trzeba mieć szczere,
dobrym uczynkom sprostać...


Majówka przy kominku

Majówka od lasu
Się zbliża
Z nią sarenka
Zagląda do okien.
Bogdan żaru
Dogląda w kominku
Do Gabrysi
Wciąż mruga okiem.
Ciepło ognia
Pieści im stopy,
Pies Teodor
Merda radośnie
Doglądają kartofli
W popiele
A apetyt na miłość
Wciąż rośnie….



SERCEM

Sercem
Do mnie przemawiaj
Ciepłem dłoni
Łzą wzruszenia
Co się w oku zatoczy.
Sercem
Do mnie przemawiaj
Niechaj noc
Ma twoje ramiona
I oczy.
Sercem
Do mnie przemawiaj
Słów poezją
Niech wpół skrzydła
Spokój zawiśnie
Nad nami.
Sercem
Do mnie przemawiaj
Ust tęsknotą
Niech w niebie
Nikogo nie będzie
Poza nami.



Z wiosną mi po drodze

Dzisiaj
mi z wiosną po drodze
chociaż
poranki mroźne
Dziś się
do słońca uśmiecham
otwarta
jestem na wiosnę.

Chociaż
żonkile w wazonie
ledwo
budzą się z pąków
jednak
już żywię nadzieję
na kwietne
dywany na łąkach.

Bo kosy
i szpaki wspólnie
do słońca
wskazują mi drogę
zdążając
za śpiewem ptaków
jest mi dziś
z wiosną po drodze.

Łabędzie

szelest skrzydeł
mnie musnął o włos,
białe szyje
jak strzały pomknęły...

gdzieś znad stawu
uleciał ich głos,
ponad łąką
we mgle zniknęły...

a ja stojąc
pośrodku przedwiośnia
głowę w górę
zdumiona zadzieram...

że tak blisko
niemal o krok
tajemnicy natury
dotknęłam...




Powitanie

Chlebem cię witam
I dobrym słowem
Pogodną twarzą
I sercem błogim
Nie chcę zbyt wiele
By tylko przeżyć
Tych godzin parę
Bez większego trudu.

Chlebem cię witam
Uśmiechem pozdrawiam
Nawet gdy mroczno
I chłód na dworze
Nie chcę zbyt wiele
Tylko usłyszeć
Między drzewami
Wiatru melodię.

Chlebem cię witam
Zapachem kawy
Rozmową błahą
Spokojem niezmiennym
Nie chcę zbyt wiele
Jak tylko poczuć
Duszy swej lekkość
MÓJ DNIU CODZIENNY …



czasem...

czasem
przygasam jak płomień
czasami
ciepło fotela mnie kusi
czasem
mam skrzydła jak motyl
czasami
mi lekko na duszy
czasem
mam nos na kwintę
czasami
nerw każdy pod skórą uwiera
czasem
w marzenia odpłynę
czasami
świat mi ramiona otwiera
czasem
pytam jak długo jeszcze
życie moje z prądem popłynie
czasami
zatrzymam się w biegu
by się przyjrzeć ulotnej chwili...


Świt

Poprzez szarość
dzień wymyka się
z nocy objęć
niepostrzeżenie.
Powoli majaczy
światłość,
nieśpiesznie przed
mrokiem krocząc.

Na granicy
światła i cienia
ostatnie
smugi nocy
nikną gdzieś
między drzewami.

Znad horyzontu
już dzień
wychyla się
coraz to śmielej.

Już nie ma odwrotu!



W mojej głowie

Mam w głowie
taką szufladkę
którą nastrój
czasami uchyla
i wypuszcza
na świat
ukradkiem
myśli lekkie
jak skrzydło
motyla

Mam w głowie
taki pokój
drzwi którego
nastrój
czasem zawiera
by tam zamknąć
chwile ulotne,
parę rymów
dla duszy
wytchnienia...


Spacer z Mikołajem

Szłam z Mikołajem pod rękę,
worek niósł ciężki na plecach
i śpiewaliśmy piosenkę
o świętach, prezentach i dzieciach.

Święta w piosenkach są białe,
puch śnieżny sypie się z nieba,
święta są zwykle radosne -
bo tego ludziom potrzeba.

Prezenty w piosenkach są cudne
na miarę marzeń i życzeń,
prezenty przynosi Mikołaj,
powodem bywają do wzruszeń.

W piosenkach dzieci się cieszą
ze śniegu, świąt i choinek
pod nimi podarki znajdą
dla chłopców i dla dziewczynek.

Szłam z Mikołajem pod rękę
a worek lekki się stawał.
Fajnie było prezenty
na progach domów zostawiać...


Jak wygląda poeta?

Piszesz wiersze?
Co ty powiesz?
A nie wyglądasz!
Jak wyglądać zatem
powinien poeta?
Czy oczy ma zamglone,
powieki półprzymknięte,
Czy żywi się mrzonkami
i brzydzi go etat?

Piszesz wiersze?
A o czym?
Czy dziś jest czas
na to właściwy?
A czy poezja kiedyś
miała dobry czas?
Piszesz wiersze?
Dla kogo?
Sama powiedz:
czy wiersze są dla mas?

Jeśli nazwiesz
wierszami
myśli natłok i uczuć
co okiełznać się dają
w słów ciągi,
a poeta wyglądem swoim
nie zachwyci
to poetów spotkasz
na ulicy...

Piszę wiersze
bo myśli gdzieś
z głowy płynące,
serce w rymy
czasami zamienia.
Piszę wiersze i
choć przecież
nie jestem poetką
miewam także
przebłyski natchnienia.



Taniec liści

Tańczyłam z liśćmi na wietrze
wiatr liście mi wplatał we włosy
i tańca tego jak w transie
długo nie miałam dosyć.

Tańczyłam z liśćmi na wietrze
twarz odwracając do słońca
pijana tańcem i wiatrem,
a pląsom nie było końca.

Tańczyłam z liśćmi na wietrze
stopami burząc kobierce
słońce spać poszło wreszcie,
a ja nie dość miałam jeszcze.

Tańczyłam z liśćmi na wietrze
hołd składając jesieni
w głowie jak w barw palecie
obraz się w wiersz przemienił...



Czas leczy rany

Stary czas Dobrodziej
litościwy wielce,
ukoi cierpienie,
ukołysze serce.

Wspomnień dawnych albumy
w sepii dla nas zachowa
by świadczyły o życiu
bardziej, niźli słowa.

Stary czas patyną
pokryje obrazy
aby grymas bólu
zetrzeć z twojej twarzy.

Co było złe -
hen oddali,
kolory uczuć pozmienia
żal obróci w tęsknotę,
bukiety zasuszy
zostawi
niedopowiedzenia...

Lecz czas
nie bywa okrutny,
w pamięci twej zachowa
bezcenne obrazy,
najwłaściwsze słowa.

Stary czas Dobrodziej
w kufrze swym
odnajdzie
dar pocieszenie,
którego tak pragniesz.



Anioł zapomnianych

Siadł na kamieniu Anioł
nad grobem łezkę uronił.
Siadł na kamieniu człowiek
oddając się melancholii.

W mrok cmentarza odfrunął
Anioł i cicho zapłakał
nad opuszczoną mogiłą
nie odwiedzaną przez lata.

Dusza tam jakaś samotna
czeka na świecy płomień,
czeka na okruch pamięci,
bo ktoś zapomniał o Niej.

Przechodząc obok mogiły
człowiek przystanął zdumiony,
że taka smutna mogiła
i też zapłakał wzruszony.

Postawił znicz i zapalił
pamięci płomień rozniecił,
raduje się Anioł z oddali
radują się Wszyscy Święci.


Październik

Październik kolorem zachwyca
babim latem otula jak szalem.
Mgła w sieć pajęcza złapana,
o lecie wspominamy z żalem.

Grzyby ochoczo pod rękę
na leśno-cudnym dywanie
tańczą w słońcu przepięknie,
rudzieją niespodziewanie.

Gdzieś przemknie sarna spłoszona,
dzik gdzieś grzybiarzy przegoni,
pod lasu zielona kopułą
unosi się duch melancholii.

Kot rudy, zazdroszcząc wiewiórce
na drzewa kolumnę się wspina,
liść suchy spada na ściółkę
zmierzchem szarzeje jedlina...


Co powiem jesieni

Co dzisiaj powiem jesieni
Gdy w szparach okiennych świszcze?
Co dzisiaj powiem drzewom
Gubiącym pożółkłe liście?
Co dzisiaj powiem wiatrom
Plączącym włosy i myśli?
Co dzisiaj powiem deszczom
Siekącym mnie bezlitośnie?
Powiem że chyba za wcześnie -
Że nie jestem gotowa na jesień.


Proste radości

pajda chleba
z miodem lipowym
zapach kawy
gdy sen odejść nie chce
koc i książka
w wieczór deszczowy
czułe szepty
gdy nie dość jeszcze

niespodzianka
jakiś list, wiersz znajomy
widok z okna
co dech zapiera
wspólny czas
nieśpiesznie spędzony
na niedzielnych
leniwych spacerach

lampka wina
jakieś świece na stole
romantyczna
komedia z łzą w oku
prosty obiad
ręką męża zrobiony
pocałunkiem
oddalony niepokój

takich prostych
radości parę
a już słońce
zza chmur się wychyla
czuły dotyk
co przywraca wiarę
jakże krótka
a jak cenna chwila




Sobie na urodziny

Wieku swego
nie kryję,
próżna na tyle
nie bywam,
by wmawiać sobie
i innym,
że później
się urodziłam.

Życzenia moje
są skromne -
nie mieszam ich
z marzeniami,
bo mocno
stąpam po ziemi,
w obłokach
bujam czasami.

Nie życzcie
mi więc bogactwa
co w głowach ludziom
przewraca,
raczej by radość
dawała
zwykła, codzienna
praca.

Nie życzcie
mi też przyjaciół
fałszywych
tabuny całe,
raczej dobrych
sprawdzonych
dusz życzliwych
parę.

Bo ja
raczej skromnie
lub przeciwnie
z rozmachem,
chciałabym
szczęśliwie i zdrowo
pod bezpiecznym
budzić się
dachem...

Złoto z nieba

Deszcz
wreszcie deszcz
sznury błyskawic
wycie wiatru -
boski dar!
trzask piorunów
trwoga ptaków
wreszcie deszcz
na udręczoną ziemię
na agonię drzew
na bezpłodne pola
na spragnione
koryta rzek
złoto z nieba -
życie!


Niski stan wód

Płynie Wisła leniwie
i Polaków zadziwia
bo gdy wody ubywa
rzeka skarby odkrywa...

Jakieś sterty żelastwa -
istny raj dla złomiarzy,
fragment mostu, kolumna,
resztki starej Warszawy.

Nawet kaczki zdziwione
mieliznami wokoło
człapią z wyspy na wyspę,
wędkarz puka się w czoło.

Suchą stopą próbują
na brzeg drugi się dostać
odważniejsi letnicy
lecz to sprawa nie prosta.

Chociaż wody naparstek
w rzek królowej tej zacnej,
możesz zginąć sromotnie
w mętnej toni pułapce.

Więc choć płynie leniwie,
skarby różne odkrywa -
nie szukaj na dnie wrażeń
wszak człowiek nie ryba.




Upalny sierpień

Spalone słońcem
serce miasta,
niemota ptaków
dręczonych skwarem.

Pragnienie chłodu
we mnie gdzieś wzrasta
a żar oddechu
rośnie nad miarę.

I nieba bladość
bezchmurnie smętna,
z błękitu w szarość
upał ją zmienia.

Spalone słońcem
dusza i ciało
z leniwej głowy
rym wciąż umyka.

Pióro stępione
w rozgrzanej dłoni
poddać się nie chce
woli człowieka.

I muzy bladość
bez krzty natchnienia
nie obiecuje
w rymach spełnienia.



Bratnie dusze

Czy znasz
takie słowa,
które być może
cenniejsze są od ciszy?

Czy znasz
takie szepty,
które tylko
możesz ty usłyszeć?

Czy znasz
taki dotyk,
który ciepłem
serce twe rozpali?

Czy znasz
takie chwile,
za którymi
tęsknisz nawet z oddali?

Ja znam
takie słowa, szepty i chwile
taki dotyk,
którego wciąż głodna jestem.

I pragnę
by wybrzmiało znów,
tak zbawienne:
zostań, dobrze że jesteś!


Na targu

Pyzate morele,
wiśnie sokiem nabrzmiałe,
delikatne maliny
kuszące krwi czerwienią,
nieśmiałe papierówki obok porzeczek,
co jak klejnoty się mienią.

Przywiędły kalafior
przycupnął w starej skrzyni
pod jeszcze starszym straganem,
dotykam zieleni brokułów
słońcem lipcowym nagrzanych.

Marchew z porem
i bób z sałatą na zmianę
w tan się puściły i pląsy,
sałacie wiatr suknię rozwiewa,
selerom zaś plącze wąsy.

Tyle wokół zapachów,
tyle barw, co oko nęcą -
wystarczy, że na chwilę
kroki swe zatrzymasz,
wystarczy, że sięgniesz ręką...

Witaminowe skarby,
sezam warzywnych rozkoszy,
owoców przecudne klejnoty,
i dla tych, co na diecie
i dla tych, co wolą schabowy



Muzyka przyrody

Czy słyszysz muzykę lasu
W gęstwinie drzew ukrytą?
Czy słyszysz melodię serca
Tęsknotą wielką podszytą?

Czy słyszysz muzykę strumienia
W nurcie płynącej wody?
Rechot żab na polanie,
Pluskanie ryb w jeziorze?

Czy słyszysz wśród drzew zaklęty
Śpiew ptaków, skrzydeł szemranie,
Szum liści poruszanych wiatrem -
Słońcu na powitanie?

Siądźmy nad brzegiem strumyka
Przyjrzyjmy się otoczakom,
Błyskom słońca w potoku,
Niebu, drzewom i kwiatom.

Siądźmy na skraju lasu
Wsłuchajmy się w piękno ciszy,
W trawach twarz zanurzając,
Tętno przyrody usłyszysz.

Usłyszysz wszystkie melodie
Które od wieków powstają
W górach, lasach, potokach
Na polach i na rozstajach.

A gdy głosami natury
Duszę swą wreszcie napełnisz
Odpędzisz myśli ponure -
By wkrótce znowu zatęsknić…


Wśród róż

Dumne róże w pękatym wazonie,
w gęstwie płatków magia zaklęta,
nawet słońce w niemym pokłonie
hołd oddaje ich pąsowemu pięknu.

Gdy w zapachu się cały zanurzysz,
zamkniesz oczy porażony ich pięknem,
pożeglujesz na planetę tej jednej,
by zazdrościć Małemu Księciu.

Dumne róże w naczyniu na stole,
promień słońca, co ciepłem pieści,
chwila szczęścia, co serce nasyca,
w uszach pomruk różanej pieśni.

Bo tak mało i wiele zarazem:
róż pasowych bajeczna symfonia,
tajemnica natury zaklęta
w obraz kwiatów, co oczy przepełnia.

O ogrodach różanych marząc
tak bym chciała kwiatów naręcze
stawiać co dzień na stole rano,
by cieszyły i oko i serce.



Z książką w plecaku

Lato czeka z plecakiem,
Z książką ciekawą czeka,
spakuj ją więc do plecaka,
w trasę rusz i nie zwlekaj.

Ile jest kwiatów na łące
Tyle jest w książkach przygody.
Zabierz przygodę na lato,
Poczuj oddech przyrody.

A kiedy zajdzie słońce
Lub deszcz Cię w domu zatrzyma
Ty weźmiesz książkę do ręki,
w jej treści wnet się zaczytasz.

Bo z książką, jeśli ciekawa,
Czas płynie szybko i miło,
Z nią czeka Cię taka zabawa,
O jakiej Ci się nie śniło…



W deszczu

Struga za strugą
po gładkiej tafli
tańczące na szybie krople,
struga za strugą
w kałuży czeluść
ja moknę i świat moknie .
Parasol czarny
jak kałuż głębie
unoszę nad mokrą głową,
wodospad deszczu
z dziurawej rynny
zalewa moje nogi.
Struga za strugą
Skąd tyle wody
Spada na świat z wysoka?
Czy jest to wina
Tej czarnej chmury
Która przed słońcem umyka?
Czy też z konwiami
Ogrodów anioły
Do pracy się przykładają
I całą Ziemię
Z krańca po kraniec
Obficie podlewają?


W truskawkowym niebie

W truskawkowym niebie
rozkoszy bez liku,
truskawkowy anioł
skarby ma w koszyku.
Jest przepyszny placek
i cudowny koktajl
z truskawek galaretka,
z goździkami kompot.
W truskawkowym niebie
wszystko nam smakuje,
nic nas nie utuczy
i nic nie kosztuje.
Truskawkowy anioł
gościom swym dogadza,
na ucztę zaprasza,
desery doradza.
Co wybrać z truskawek
w tej dziwnej cukierni
gdzie anioł zaprasza
byśmy wszystko zjedli?
Truskawkowe chmury
w truskawkowym niebie
niosą biel śmietany
na deser dla Ciebie.

Pozory

w ciszy której nie słychać
szum wiatru cichnie
między drzewami

w świetle którego nie widać
promień słońca umiera
gdzieś za chmurami

w nurcie który nie płynie
kropla wody niknie
pomiędzy skałami

w miłości której szukasz
giną uczucia
pomiędzy słowami

w smutku którego nie czujesz
rodzą się łzy
pod powiekami


Gdybym...

Gdybym
umiała się modlić
nie prosiłabym o nic
bo prośby me
daremne
bo nie wiem
do kogo się modlić

Gdybym
umiała się modlić
nie wzniosłabym
oczu do nieba
niebiosa wszak za wysoko
nie tego
mi teraz potrzeba

Gdybym
umiała się modlić
mówiłabym prosto z serca
modlitewniki
nie dla mnie
nie chcę być słownym
bluźniercą

Gdybym
umiała się modlić
szukałabym słów
w górach lub drzewach
słuchałabym
śpiewu strumyka
uderzeń fal o brzegi

A że nie umiem
się modlić
i składać rąk w podzięce
przeto oddaję
na dłoni
otwarte, naiwne serce...



Nie czekaj

nie czekaj
na podpowiedź wróżki
na czas najwyższy
na porę właściwą
nie czekaj
na lepszą pogodę
na słońce
serce na dłoni
na łut szczęścia
nie czekaj
na drugą szansę od losu
na nowa drogę
na lepszą płacę
na buty wygodne
nie czekaj
na zaproszenie od świata
na list w butelce
na życie w lepszych czasach
na powodzenie
nie czekaj
na to co ci pisane
aż dni się same wypełnią
na nowa tęczę
na niebie
co zjawia się
zawsze po deszczu
nie czekaj
na wyciągniętą rękę
na oczy w ciebie wpatrzone
na drżenie głosu
na motyle w brzuchu
nie czekaj
w oknie stojąc samotnie
wyglądasz próżno
natchnienia
otwórz okno na oścież
nie czekaj
gdzieś tam wiedzie droga
do marzeń twych
spełnienia...



Mam apetyt

Mam apetyt
na zachód słońca
szum strumienia
między skałami
na wędrówkę w nieznane
bez końca
ścieżkę w lesie
wydeptaną stopami.

Mam apetyt
na świerszczy granie
wiatr we włosach
płuca pełne tlenu
na bezkresne szczytem
wędrowanie
na zapach wody w jeziorach
i ziemi.

Mam apetyt
na rozgrzane łąki
z owadami
które kwiecia szukają
na liczenie kropek
u biedronki
na konwalie, które
tylko w maju.

Mam apetyt
na zagadkę rozstajów
i kapliczek przydrożnych
piękno
i na niebo
usiane gwiazdami
bladość świtu
ziemi stygnącej
tętno.

Głodna jestem
wrażeń i wzruszeń
i zachwytu
nad pięknem przyrody
krok za krokiem
by dotrzeć tam
gdzie bije serce
turystycznej przygody.



***
oto
zjawiasz się
niespodziewanie
zdradziecko uderzasz
i celnie
ciasno głowę objąwszy
końca
czekam daremnie

powracasz
nocą, nad ranem
gdy świt
w okna zagląda
i nawet
gdy łzę uronię
zostajesz
bezwzględny do końca

kolorom
głębię odbierasz
do życia chęć i entuzjazm
trwasz
przy mnie
nawet gdy nie chcę
tumani mnie
twa zjadliwa furia

kim jesteś?
Bólem
którego sensu
nie staram się
poznać, zrozumieć
będziesz ze mną,
zostaniesz
jak długo jeszcze?



Od czasem do zawsze

czasem nie trzeba wiele,
ciepła dłoń
która Twojej dotyka,
w gęstwie włosów
palców grzebień znajomy,
uśmiech przy kawie,
żart bez ironii

czasem nie trzeba słów
by zapewnić
że wciąż masz wsparcie,
ramię w ramię
serce przy sercu
i chcesz krzyczeć do chwili:
trwaj ze mną na wieczność

czasem gdy dzień Twój
marny
sens życia zapodział się
w kącie
ramieniem otoczy lub słowem
do serca przygarnie
codzienność

zawsze u Twego boku
obecność krzepiąca
niezmienna
nawet gdy milczy
to wspólnie
milczy się Wam nawet
raźniej



Tulipany i karp

Co mają kwiaty do ryby
nikt raczej nigdy nie zgadnie,
nawet gdy długim myśleniem
rozpali swą wyobraźnię.

Co łączy pęk tulipanów
z karpiem, co w stawie pływa?
Radość- którą sprawiają
gdy prostych radości ubywa.

Kwiaty sąsiad przynosi,
na działce u niego rosną,
żonkile i tulipany,
Przepiękne symbole wiosny.

Karpia złowił znajomy
co lubi wędkę pomoczyć.
Tak leczy nerwy zszargane,
rybom się dał zauroczyć.

Obaj - znajomy z sąsiadem
uczynek dobry zrobili
i obaj do domu mego
podarki swe przytaszczyli.

I oczy moje radują
kwiaty co piękna symbolem,
a zdrowia przybędzie i siły
od karpia, co leży na stole...




Babcia Stefania

Moja babcia miała dobre oczy,
miękkie dłonie i policzki rumiane,
szczere serce, które w dzień i w nocy
było stale o coś zatroskane.

Czy rodzina czy w potrzebie sąsiadka
zawsze uśmiech miała na twarzy
I trzymając dziadka za rękę
o przeszłości lubiła pogwarzyć.

Chciała uczyć się, w szkole pracować
lecz zły los wybrał inaczej.
O marzeniach mówiła z żalem,
nie poddając się jednak rozpaczy.

Moja babcia Stefania niezłomna
pracowała ponad siły nocami,
by pokonać choroby i biedę
szyła ludziom piękne ubrania.

Sama skromna, mydłem pachnąca,
dobrym słowem umiała obdarzyć.
Smakołyki dla każdego brzdąca
miała zawsze w specjalnej szufladzie.

Trudne życie, choroby i bieda
nie zgasiły żaru w Jej oczach.
Gdy odeszła jak Anioł do nieba,
pozostała jedynie tęsknota.



W noc Sylwestrową

W noc Sylwestrową niechaj rozbrzmiewa
pochwała życia w każdej postaci,
niechaj radości w sercach przybywa,
niech się weselą biedni i bogaci.

Bo nikt nie zgadnie ani nie przeczuwa
co skrywa los pod dachem świata.
Czasem zwyciężasz, czasem się przegrywa,
dobro ze złem się ciągle przeplata.

W ostatnią noc roku starego
nie róbmy planów ani wstecz nie patrzmy,
bądźmy wytrwali w dążeniu do tego,
by iść za głosem swych pasji.

Bo czy rok nowy czy stary jeszcze
niechaj nie słabnie chęć tworzenia,
czynienia świata wokół lepszym-
pasja marzenia w czyn zamienia.

Niechaj rok nowy marzenia uskrzydli,
a stary rok doda odwagi,
byśmy wytrwali na drodze do celu
i nigdy się nie poddawali.



Bez słów

Jednym słowem można zgasić nadzieję
Jednym słowem można wiarę przywrócić.
Słowa zranią lub duszę rozgrzeją
Słowa radość niosą lub smutek.

Choćbyś zebrał całe bogactwo
słów przecudnych, prawdziwe klejnoty,
nie podsycisz uczuć, gdy gasną,
nie zagłuszysz rosnącej tęsknoty.

Kiedy miłość zaklęta w słowa
nie odnajdziesz w niej iskry płomienia.
Lecz niekiedy, gdy słowa przybledną
tlą się jeszcze o czułości marzenia.

Bo nie słowem się miłość mierzy,
wiele słów zapisano, wyryto.
W szczerość słowa nikt już nie wierzy,
błahych przysiąg nikt nie pamięta.

Kiedy słowa nic już nie znaczą
nie powtarzaj banałów i przysiąg.
Zimnym okiem niewiele zobaczysz,
patrząc sercem, odnajdziesz wszystko:

dawną czułość w dotyk zaklętą,
oczu blask, ust smak w pocałunku
zapach włosów, ramiona co tęsknią
za bliskością wzajemną, namiętną.

Tylko wtedy, kiedy odnajdziesz
ślad chwili, za którą oddałbyś życie,
stwierdzisz pewnie, że było warto
to wspomnienie trzymać w ukryciu.



Straszny Internauta

Cichy, spokojny, nie wadzi nikomu
W swoim laptopie ma cały świat.
Nawet wychodzić nie musi z domu
A każdy w Sieci to jego brat.

Bloguje, ściąga, klika na lajki
Od Naszej klasy po Facebooka.
Znajomi, gwiazdy, koleżanki –
On ciągle nowych kontaktów szuka.

Nie wie czy dzień to, czy noc ciemna
Głodu nie czuje ni zmęczenia.
Dialog na żywo z nim daremny,
Zużyte myszki na nowe zmienia.

Zakupy w Sieci i tam miłość,
Gry on-line, w tablecie książka.
Obcy mu dotyk rąk, zażyłość-
Życie w realu go nie wciąga.

Gryzie palce i złorzeczy
Jeśli czasem prądu brak.
Gdy odcięty jest od Sieci-
Cały świat jest mu nie w smak.

Lecz zostawić czasem przyjdzie
Domu bezpiecznego przystań.
Internauta na świat wyjdzie,
By do nowych ruszyć wyzwań.

To rozmową chce go męczyć
Wielobarwny, gwarny tłum,
Lub tez doznaniami dręczy
Ulicznego ruchu szum.

Bez smartfona, bez laptopa,
Gdy nieznany jest mu cel,
Wciąż po mieście on się miota
Bo jak sprawdzić, gdzie co jest?

Gdzie bankomat jest, gdzie poczta,
Gdzie na tramwaj bilet kupić?
Jak dojechać z placu, ronda
Do urzędu, do mamusi ?

Nagle patrzy gdzieś na ławce
Bratnia dusza sobie siedzi,
W uszach z kablem ma słuchawki
I pod nosem coś tam bredzi.

GPS-a mu użyczył
By azymut wziąć na dom-
Nie pochwali się nikomu,
Że bezradnie błądził wciąż.

Internauci wszystkich krajów!
Apel taki do Was mam:
Zmieńcie szybko obyczaje,
Bo szaleństwo grozi Wam.



Spóźniona wiosna


Samotny rower w śniegowej zaspie
Rdzewieją wrotki na strychu,
Nie chce się wiośnie kolorem zakwitnąć,
Pławi się w białym przepychu.

Nosy na kwintę spuszczone smętnie,
Słońce na niebie bezwstydnie próżnuje.
Smutek ogrodów, gdzie nawet krokus
Wyjść na świat nie próbuje.

Klucze gęsi widziane wysoko
Zmieniają kierunek podróży,
Bo jak tu sfrunąć ochoczo z obłoków-
By taplać się w brudnej kałuży?

Bociany remont gniazd odłożyły,
Żab tłustych pod lodem szukają,
Zające polne też się zdziwiły,
Że taka zimna Wielkanoc.

Kwiecień przekroczył gościnne progi
Wiosny, co czeka za rogiem,
Lecz zima jeszcze pokazała rogi
I straszy nieba ołowiem.

Zmartwychwstał bałwan w lodowej szacie,
Mróz ścina wiosenne kałuże.
Choć dni pełniejsze i trochę jaśniej,
Czekanie na wiosnę się dłuży.

Lecz nie miej żalu, wszak biedne słonce
Robi na niebie, co może.
Wkrótce ta zima wreszcie się skończy,
A lód cały trafi do morza.


Prawie erotyk

Tęsknię za Tobą choć jesteś obok
Wystarczy tylko sięgnąć dłonią.
Czekam na dotyk, aby błogo
Przyjmować dłoni Twojej ciepło.

Tęsknię za Tobą, za Twym dotykiem
Za smakiem ust, za oczu głębią
I za bliskością, która spełnia
Pragnienia całkiem erotyczne.

I chociaż tęsknię, mam tę pewność
Że odwzajemniasz me pragnienia
I że wystarczy sięgnąć ręką
Aby doświadczyć znów spełnienia.


Klucz gęsi

Głosy gęsi słyszę nad głową
Uwięzione w pułapce mgły.
Bura jesień przechadza się obok,
Z drzew spływają jesienne łzy.

W mokrej trawie wśród liści mrowia
Próżno szukam kasztanów wspomnienia.
Smutkiem razi jesienna trwoga
Gęsta wilgoć dosięga ramienia.

Ulice szare... duszy mrok
Przepędzam tęczą szalika,
Gdy nad kałużą robię skok
Mgła już przed słońcem umyka.

Tyle kolorów, ile liści.
Tyle błysków, ile słońc w kałużach.
Sen o zimie wkrótce się ziści
A do lata droga tak długa...


Śpieszmy się...

Śpieszmy się...
Ostatnie klejnoty jesieni,
Za chwilę ich już nie będzie.
Natura oblicze odmieni,
Rozbieli krajobraz wszędzie.

Nagość drzew bezszumnych,
Twardość ziemi zmrożonej o świcie,
Srogość wiatru i smutek bezbrzeżny,
Pustka tam, gdzie pulsowało życie.

Śpieszmy się...
Kształt żołędzi, zapach mchu
Móc zachować najpełniej, najmocniej
I podążać na ślepo, bez tchu
Za kolorami jesiennych wspomnień.

Nim biel świat nam przesłoni
Chmury ciężkie słońcu każą odejść
Podziwiajmy różnobarwność przestrzeni
I natury odchodzącą młodość.

Śpieszmy się...
Jeszcze jeden liść, jeszcze podmuch
Chłodny oddech, co włosy unosi
Jeszcze kropla deszczu spada wolno
Na ostatnie w agonii stokrotki.



Smutek jesieni


Kto powiedział, że jesień jest smutna,
Że jak łzy smutne liście roni,
Że jak tiulem mgłami zasnuta,
Że nie ma w niej nic prócz melancholii?

Chociaż czasem nastrój smętnawy,
Radość wątła jak skrzydło motyla,
Uciec chce się do jesiennej ballady,
Bo muzyka serc wrota rozchyla.

Śpiewaj sam lub posłuchaj pieśni,
Szeptu drew w otchłani kominka,
Słuchaj wiatru, co nigdy nie śpi,
Słuchaj czasu, co tykaniem pomyka.

Kto powiedział, że jesień jest smutna?
Kiedyś sama podobnie mówiłam,
Ale z wiekiem doceniam jej piękno,
Widzę czar, którego ... wcześniej nie było?


Czekając na święta

Myślały wróble, że świąt nie będzie
Bo szaro wokół, bo mglisto wszędzie.
Choinki smętnie na śnieg czekają,
Niedźwiedzie senne głośno ziewają.

Jak wyczarować świąteczną magię,
Jak celebrować noc pełną pragnień?
Księżyc za chmurą, nie mruga gwiazda,
Sanie po błocie? Co to za jazda?

Spojrzał na Ziemię Anioł z wysoka,
Posypał szczodrze puchem z obłoków
I już się bielą w świątecznej krasie
Jodły i świerki w parkach i lasach.

I już ruszają sanie z darami
I nawet cisza dźwięczy dzwonkami.
Sikory i wróble czekają w zachwycie
Na znak, że oto rodzi się Dziecię.

Gdy biało wszędzie i srogi mróz
I blask choinki i Gwiazdka tuż...
Anioły z góry do nas mrugają
I w sercach radość zapalają.


Jadą Mikołaje

Jadą Mikołaje na saniach czerwonych
Fruwają na wietrze u czapek pompony.
Każdy worek wypchany trzyma na kolanach
A w tych workach prezentów ilość niesłychana:

Plac zabaw dla dzieci z małego miasteczka,
Miska mleka dla kotka, buda dla pieseczka,
Ciepło przy rodzinie dla ludzi bez domu,
Dobre uczynki dla tych, którym trzeba pomóc.

Jadą Mikołaje, a za nimi zima,
Pada śnieg na pola, mróz siarczysty trzyma.
Ciągną sanie po śniegu renifery dzielne,
Skry się sypią spod kopyt, mruga okiem księżyc.

Czas rozsupłać worki wielkie z prezentami
By pocieszyć zmartwionych dobrymi słowami.
Zaleczyć zranione serca lub ziścić pragnienia,
Rozświetlić uśmiechem mrok osamotnienia.

Stoją Elfy przy drodze, deszcz prezentów pada,
Biegnie za saniami dzieciaków gromada.
Latarenki Elfów błyskają wokoło,
Szkraby dary zbierają , śmieją się wesoło.

Jadą Mikołaje, w workach ciągle pełno,
Noc mikołajkowa jakże jest tajemną.
Jeśli choć przez chwilę w moc darów uwierzysz,
Może będzie Ci dane piękne święta przeżyć.


Serca z papieru

Akcja za akcją , do kosza kosz,
Zbieranie darów, do grosza grosz.
W oku kamery, gdy błyska flesz
To jakże hojny każdy z nas jest.

Tymczasem obok , pewnie pod czwartym
Czeka staruszka, serce otwarte,
Lecz oczy smutne, w dłoniach różaniec,
Czeka na próżno czy masz coś dla niej.

A gdy bezdomny w okno zapuka
By ogrzać serce i dłonie,
Co zrobisz, by sumienie oszukać,
Czy siądziesz z nim razem przy stole?

Jesteśmy lepsi, hojni, serdeczni
Gdy święta, choinka za progiem.
Ślemy życzenia naszym najbliższym,
Tęsknimy za podniosłym nastrojem.

W ciemnej uliczce, z dala od kamer
Spotkasz bliźnich z szarym obliczem,
Którzy nie liczą na żaden z darów,
Na miłość świata nie liczą.

Więc zanim włączysz się w ruch pomocy
Spektakularnie, na apel mediów,
Idź z miłosierdziem sam , osobiście
Tam, gdzie smutne mogą być święta.


Przyleciał anioł

Przyleciał Anioł z daleka
Przycupnął gdzieś za kominem,
Brokat, co ze skrzydeł mu kapie
Rozświetlił ciemności na chwilę.

Przyleciał Anioł do ludzi,
Którzy w domach na Gwiazdkę czekają,
By w ich sercach nadzieje obudzić,
Rozgrzać dusze, które troski chowają.

Przyleciał Anioł do dzieci,
By sny miały piękne, spokojne,
Gdy brokat na skrzydłach świeci,
Koszmary Aniołów się boją.

Przyleciał Anioł rakietą
Bo lot na chmurze nie w modzie,
A brokat na skrzydłach przyświeca
Śniegowym bałwanom w ogrodzie.

Gdy przyjdzie czas i odleci
W dal ciemną, machając skrzydłami,
Szarością dnia znów dotkniętych
Zostawi na Ziemi nas samych.

Bo gdy Anioły są blisko
Nie czujesz zawiści ni trwogi,
Serce masz wielkie i czyste,
dusza twa w mroku nie błądzi.


Pani w pewnym wieku

Ta pani w pewnym wieku
( nie pytaj ile ma lat)
jest spełnioną kobietą
i do niej należy świat.

Ta pani w pięknym stylu
W kolejną rocznicę urodzin
Uśmiecha się do wszystkich
Wygląda coraz młodziej.

Tej pani w dniu urodzin
Kupujmy kwiaty i wino
I toast wznieśmy za zdrowie
Za wszelką życia pomyślność.

Z tą panią w pewnym wieku
Pracować jest dla mnie zaszczytem
Doświadczam jak piękne chwile
Potrafi smakować z zachwytem.

Tej pani w wieku pewnym
Nie pytaj ile ma lat-
Zapytaj czy nadal jest wierna
Marzeniom swoim sprzed lat.


Wiosna w Solankach

Staw krzyczy żab rechotem,
krzewy dźwięczą wróblim zamętem.
Pod dzięcioła upartym stukotem
drzewostan pręży się mężnie.

Stokrotki, mlecze i fiołki
z trawą się wzięły za ręce
by zatańczyć jak park szeroki,
by zaśpiewać słońcu piosenkę.

Tu wiewiórka przemknie bezgłośnie,
bażant obce pomyli ścieżki,
skrzydła kaczek furkoczą radośnie,
rozlegają się trele i pieśni.

Hołd składając słońcu i Ziemi
za dar życia od matki natury,
wszystko wokół zielenią się mieni
rozkwitają doliny i góry.

Człowiek także w tym nagłym rozkwicie
jakby lżejszy i dusza mu śpiewa,
każdy oddech pochwałą jest życia,
każda myśl ulatuje do nieba.

Kiedy chmur dotknąć chcesz ręką,
złapać wiatr we włosów gęstwinę,
kiedy ranek zaczynasz piosenką,
młodość twoja prędko nie minie.

Młody jesteś gdy ciągle słyszysz
jak magicznie w topolach wiatr śpiewa,
kiedy cieszy cię pierwszy przebiśnieg,
gdy podziwiasz majestat drzewa.

30 komentarzy:

  1. Piękne bardzo są Pani wiersze.
    Oby było ich jeszcze więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja sobie Pani wiersze czytam tak " na raty" bo każdy jest o czymś innym i każdy ma jakieś mądre przesłanie, a ten o internaucie to po prostu oddaje sedno sprawy. Wszystkie są piękne.
    I mam pytanie, czy ja mogę ten wiersz o internaucie przeczytać w piątek dzieciom w szkole? Zostałam zaproszona na warsztaty pisania wierszy i myślę, że tematyka tego wiersza jak najbardziej do przeczytania w szkole. Będę tam miała możliwość pokazania Pani bloga - więc z bloga bym go przeczytała dzieciom - " Pani od biblioteki" dalekiej biblioteki :) A zawsze coś tam w ich główkach się obudzi, z przesłania tego wiersza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście i zapraszam dzieci na Blog Bibliomaniak - biblioteczny dla dzieci właśnie. Wiersz o internaucie napisałam na konkurs pisma Biblioteka w szkole.
      Życzę owocnych warsztatów, mam nadzieję, że opisze Pani na blogu:-)
      P.s.
      Czy możemy przejść na formę imienną? Nie lubię tego "paniowania"

      Usuń
    2. Miałam też to zaproponować - Gabrysia - bardzo mi miło:)

      Usuń
  3. Widzisz Joasiu, te blogi mają minus, że nie widać kiedy zamieści się coś nowego na dodatkowych stronach. Dziękuję, że przypomniałaś mi o swoich wierszach. dawno tu nie zaglądałam. A tu - proszę ile nowości. Gdybym miała wybrać, to wiersz " Nie czekaj" jest dla mnie cudnym poradnikiem. Znowu temat " tu i teraz" nam powraca :-) Pozdrawiam i obiecuję, że się poprawię z zaglądaniem do "wierszowej "zakładki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas biegnie tak szybko i tyle chciałoby się przeżyć, że trudno wszystko ogarniać w całości na bieżąco...

      Usuń
  4. Piękny wiersz o modlitwie... taki prawdziwy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie mnie czasem nachodzą myśli ...

      Usuń
  5. Po przeczytaniu wiersza o książce, od razu sprawdziłam mój stan książek na wakacje. Wakacje co prawda mnie jakoś specjalnie nie dotyczą, ale zawsze latem przyjemniej się czyta w ogrodzie np...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię czytać na łonie natury przy śpiewie ptaków, a jeszcze tak kawusia obok..jak w raju!

      Usuń
  6. Piękne wiersze.Rozczytałam się w nich. I żałuję, że tylko tyle. Czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muza poezji kapryśna jest, raz szczodra, raz skąpo obdarza;-) Miło mi bardzo.

      Usuń
  7. Asiu, te Twoje wiersze.....podobnie jak Gabrysi są takie normalne ,o życiu ,różnych jego aspektach,o tym co nas otacza,czasami śmieszy,a czasami denerwuje. A dlatego piszę tak bo od zawsze myślałam ,że poezja to nie dla mnie,to takie trudne do zrozumienia...a tu Twoje i Gabrysi wiersze,po prostu rozumiem je . Na razie "Co powiem jesieni" i "Proste radości" przeczytałam i mogłabym tyle o tym,że to takie normalne.....codzienne..i chyba o to chodzi. Nie odpowiadają mi te poezje ,po przeczytaniu których ...zastanawiam się co autor miał na myśli....A tu nie musi mnie zacząć boleć głowa,aby coś zrozumieć.I to dla mnie Asiu jest fajne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko, najlepszy komplement, jaki usłyszałam, słowo! I coś czuję, ze w Tobie tez poetka drzemie, tylko musisz się odważyć...

      Usuń
  8. Asiu,poetka to może i drzemie,ale jak coś to pewnie....jakieś rymy częstochowskie by wyszły...Wolę jednak cieszyć się czytając te poezje,które wg mnie zasługują na podziw...
    W moim przypadku chyba sama odwaga nie wystarczy...ja po prostu nie mam "tego czegoś"..... "Smutek jesieni" -ten Twój wiersz.....wg mnie tak jak Ty doceniasz piękno tej pory roku...dla mnie jesień jest najbardziej kolorową porą roku,,,,a dodatkowo cenię ją bo o tej porze roku przyszłam na świat....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kiedy dokładnie? jeśli to nie tajemnica...
      A co do rymów: nieważne jakie, byle na duszy lżej było!

      Usuń
  9. Tajemnicza to ja wcale nie jestem....a w tamtym roku Gabrysia sprawiła mi niespodziankę,dostałam od Niej śliczny upominek (pewnie domyślasz się jaki?)
    26 dzień października,to ten dzień i jak wiem z przekazów mamy ,urodziłam się w domu,a po urodzeniu zostałam zawinięta w kożuch dziadka. To było cały czas wytłumaczeniem moich kręconych włosów ,które czasami doprowadzały mnie do szewskiej pasji.....

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam Joanno,
    dobrze, że dzisiaj zajrzałam w zakładkę.
    Ty piszesz piękne wiersze.
    Szkoda tylko, że są tutaj schowane.

    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, no właśnie już Gabrysia sugerowała, że zakładek nie można w jakis sposób "polecać"... pozostaje zaglądać tu i tam :-)

      Usuń
  11. Joasiu, prostota twych wierszy, takie „wyciąganie na dłoni otwartego serca”, ujęła mnie. Są bardzo kobiece: zwiewne, żartobliwe, ulotne, skromne, jak radość Barbary, gdy Tolibowski zrywa dla niej nenufary, jak sam walc, który słychać z offu. Śliczne! Naprawdę śliczne! I z takim subtelnym przesłaniem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, dziękuję bardzo:-) Noce i dnie to ulubiony film mojego męża, sama zresztą uważam , że Oskarowy...taka pochwała z Twojej strony to dla mnie zaszczyt:-)

      Usuń
  12. Uwielbiam przyglądać się łabędziom, aczkolwiek z daleka od nich ;D. Bardzo mi się spodobał wiesz pt. ,,Czasem". Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łabędzie potrafią bronić swoich młodych zawzięcie...
      Tak jak w CZASEM każdy chyba się czasem czuje:-)

      Usuń
    2. Oczywiście ;). Tylko akurat mi się przypomniała sytuacja, kiedy siedziałyśmy z koleżanką na ławce nad rzeką i tam chodziły łabędzie. Wyciągnęłyśmy sobie coś do jedzenia i momentalnie one znalazły się przy nas i chciały, żeby je karmić. Trochę się podzieliłysmy, ale one coraz bliżej podchodziły, więc odeszłyśmy, a jeden czy dwa z nich, już nie pamiętam, zaczęły iść za nami, a bądź co bądź, ale łabędzie są dużymi ptakami dzioby na pewno mają mocne. ;D

      Usuń
    3. Nas kiedyś otoczyło stado łabędzi nad jeziorem, siedzieliśmy nieruchomo, bo robiły groźne wrażenie.

      Usuń
    4. No właśnie łabędzie mają w sobie właśnie coś z królewskiego majestatu i to warto podziwiać, ale właśnie ja to wolę z daleka robić ;D.
      Miłego popołudnia. ;)

      Usuń
  13. Jakże znany i bliski mi klimat, poczułam się swojsko u Ciebie Jotko:) Piękne wiersze z prostym przesłaniem. Każdy zawiera życiową mądrość.
    "Gdybym umiała się modlić..." Przebywanie wśród drzew, strumyków, gór czy morza..., telepatyczna rozmowa z nimi, wzajemne przesyłanie pięknej energii istnienia. Czyż to nie jest wspaniała Modlitwa? Pozdrawiam serdecznie.Maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam więc, rozgość się:-)
      Twój blog dodałam do zakładek, bo zamierzam bywać u Ciebie:-)

      Usuń
  14. Będę gościć,z przyjemnością.Ja Ciebie też dodałam.Wiesz,w Polsce mieszkam w okolicach Bydgoszczy,niedaleko Ciebie.Może kiedyś napijemy się razem kawy - kto wie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jesteśmy sąsiadkami:-) Kawa, z miłą chęcią:-)

      Usuń