Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stres. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stres. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 lutego 2017

By nie zwariować...

Bywają w życiu takie chwile, sytuacje, sploty wydarzeń, że wyć się chce…
Często osoby pracujące w zawodach narażających je na nieustanny kontakt z innymi ludźmi (pacjenci, petenci, uczniowie, klienci, pasażerowie) ulegają od czasu do czasu takiej presji ze strony czynników zewnętrznych, że w pewnym momencie dochodzą do przysłowiowej ściany. Gdy dodamy do tego takie elementy jak : gorsze samopoczucie, kłopoty rodzinne, zmęczenie, konflikt z szefem lub współpracownikami itp. to nic tylko palnąć sobie w łeb.

Czasami sytuacja nas przerasta na tyle, że niektórzy wpadają w depresję, mówi się o wypaleniu zawodowym, fobiach różnego rodzaju. Nie każdy czuje się na siłach lub nie ma możliwości skorzystania z fachowej porady terapeuty, zmiany miejsca pracy lub wzięcia dłuższego urlopu dla poratowania zdrowia psychicznego.

Sama miałam taki epizod w życiu, kiedy wykonywałam pracę przewidzianą dla dwóch osób, pracowałam po 9 godzin i do podejmowania codziennie swoich obowiązków motywowała mnie perspektywa pracy w takich warunkach tylko przez rok .
A bywa, że ktoś ma podobnie lub gorzej przez kilka lat. Jeśli jest się młodym, można wiele wytrzymać, ale w pewnym wieku, z dwudziestokilkuletnim stażem nie jest łatwo sprostać presji psychicznej, a i nasza fizyczność domaga się odpoczynku, dłużej odreagowuje się zmęczenie fizyczne i psychiczne.
Przyznam się, że gdy sytuacja bardzo mi dopiekła i czułam, że będę warczeć na wszystkich i na wszystko lub po prostu zwariuję , robiłam sobie godzinną przerwę od czytelników. Nie od pracy, bo przecież nie przysługiwała mi taka przerwa, ale od kontaktów z żywym człowiekiem, który ciągle coś mówi, ciągle czegoś chce, telefon dzwoni, drzwi się nie zamykają.
Taka przerwa z herbatą, w całkowitej ciszy, oderwanie myśli od czynności zawodowych ma zbawienny wpływ na psychikę, czego nie doceniają niektórzy pracodawcy. Chociaż słyszałam o praktykach w nielicznych firmach, które oferują swoim pracownikom pokoje socjalne, gdzie można wypić w spokoju kawę i zjeść ciastko ( na koszt firmy), pograć w piłkarzyki, posłuchać muzyki.
Na przeciwnym biegunie są pracodawcy, którzy specjalnie zatrudniają młodych pracowników, by wycisnąć z nich wszystkie soki i potem wyrzucić jak zużyty kapeć.

Takie stresy w pracy ludzie różnie odreagowują, jedni w miarę zdrowo, inni niestety mniej:
• Uprawiając różne sporty tzw. zwyczajne
• Próbując sportów ekstremalnych, co nie zawsze jest bezpieczne
• Wychodząc z przyjaciółmi na drinka, co często kończy się uzależnieniem
• Zajadając stresy lub pijąc zbyt duże ilości kawy i napojów energetycznych
• Oddając się pasjom rozmaitym, pozwalającym zapomnieć o problemach w pracy lub innych
Szczęściarzami mogą nazwać się te osoby, którym udało się połączyć pasję z zarabianiem pieniędzy i nie narażają się na niekorzystne czynniki z zewnątrz.
Ale czy dziś istnieją takie miejsca pracy lub tacy pracodawcy?

Poza tym podobne reakcje i konieczność podreperowania psychiki mogą dotyczyć nie tylko osób pracujących zawodowo. Wielu z Was pewnie mogłoby sypać przykładami jak z rękawa i oburzyć się, że piszę tylko o osobach w tzw. wieku produkcyjnym. A nie zapominajmy też o kobietach wychowujących dzieci i nawet jeśli nie pracują zawodowo, to sytuacji przyprawiających o ból głowy im nie brakuje...
Bywają także skomplikowane sytuacje życiowe, które powodują wieczny stres, bezsenność, liczne problemy zdrowotne, których przyczyn doszukujemy się wszędzie, tylko nie w naszej psychice, bo zapominamy o relaksie, odseparowaniu się na jakiś czas od sytuacji lub osób, które mają na nas niekorzystny wpływ.

A jak Wam udaje się odreagować sytuacje, przyprawiające o ból głowy?

poniedziałek, 16 marca 2015

Indywidualnie do ucznia

Nauczyciel pasjonat, belfer z powołania jest w pracy 24 godziny na dobę(no, może odliczając czas na sen, ale każdy śpi inaczej, czasami nawet śniąc o szkole). Oczywiście bywają wyjątki, jak w każdym zawodzie, ale z incydentu nie można robić reguły, jak robią to media. Uogólnianie, że wszyscy są niekompetentni, niedouczeni, znerwicowani i trafili do zawodu przez nieudolność życiową jest krzywdzące dla całej reszty owych pasjonatów. A znam to z autopsji, bo mam w rodzinie i w otoczeniu wielu takich pozytywnie zakręconych na punkcie swej pracy. Dokładają nam ze wszystkich stron, bo w Polsce wszyscy znają się na polityce, medycynie i edukacji. Pamiętam swoje zdziwienie z zebrania z wychowawcą mojego syna w szkole średniej. Jeden z ojców zaraz na początku wystąpił ze stwierdzeniem, że "pani od angielskiego źle uczy". Pyta wychowawca: a na czym opiera pan swój osąd? Bo córka tak mówi.Dodać należy, że pan rodzic nie był metodykiem nauczania języków obcych, ale rolnikiem, z całym szacunkiem dla jego pracy. Sama miałam w kolejnych szkołach nauczycieli wspaniałych, nieco dziwnych i takich, którzy może źle wybrali zawód, dyscyplina była straszna, a gdy uczeń przyniósł ze szkoły uwagę, to nie dziwił się rodzic: co oni ci tam znowu wpisali, tylko pytał z pasem w ręku: co zrobiłaś, że zdenerwowałaś nauczycielkę?
Jakoś w tej mało nowoczesnej szkole na ludzi się wyszło, studia skończyło, a komu bozia zdolności nie dała lub się nie chciało, to szedł do zawodówki. Teraz gdy uczeń nie umie to wina nauczyciela i szkoły oczywiście. Bo do ucznia, panie to trza indywidualnie... Duży nacisk kładzie się na indywidualizację nauczania(jakby do tej pory jej nie było, a nauczyciele nie siedzieli po lekcjach, żeby do konkursów przygotować, nie mówiąc o darmowych zajęciach wspomagających), ostatnio nawet coraz większy, co jest zwykłą teorią w 30 osobowych klasach, gdzie połowa dzieci ma w dodatku ADHD, ADD, jest opóźniona w różnym stopniu lub ma takie problemy w domu, że nie w głowie im nauka. Jeśli klasa zbyt mało dzieci liczy, to nie ma podziału na grupy i nauka języków, zajęcia komputerowe, WF odbywają się z całym 24 osobowym zespołem czyli tak wygląda wg ministerstwa indywidualne podejście do ucznia, którzy mają 1 komputer na 2-3 osoby do jednego zadania. Sukcesem jest w ogóle doprowadzić lekcję do końca, gdy w niektórych klasach większość uczniów wymaga skrajnie indywidualnego podejścia. Najciekawsze jest to, że pani minister od edukacji wysuwa wobec oświaty publicznej wydumane, bo teoretyczne wymagania, posyłając swoje prywatne dzieci do prywatnej szkoły. Na studiach podyplomowych prelegent z Warsaw pokazał nam zajęcia zintegrowane, gdzie tematem wiodącym było światło i działania dzieci z tym światłem były bardzo zróżnicowane i ciekawe, po prostu marzenie, jeśli chodzi o wyposażenie w pomoce i uwaga:liczba uczniów w klasie - 8 osób. Pytamy więc co to za szkoła? Pan nam na to, że prywatna. Bez komentarza...
Jeśli więc większość wolnego czasu poświęcam na wymyślanie innowacji, na zmotywowanie dzieci do aktywności, na samokształcenie w wielu dziedzinach, żeby nie stać w miejscu i lubię swoją pracę - to czuję głęboko dotknięta stwierdzeniem, ze trafiłam do szkoły bo jestem nieudacznikem!
Jak to śpiewa zespół Pod budą?
Moi koledzy poszli w biznesy.... a ja zostałem sam z gitarą!

niedziela, 15 marca 2015

Co wyzwala moje frustracje?

Moi domownicy zauważyli, że potrzebny mi odpoczynek, odcięcie się od świata zewnętrznego, bo w niektórych sytuacjach reaguję jak psychopata. Może to wina kawy, niewyspania, stresów w pracy lub hormonów? Ze wszystkich wymienionych mam wpływ jedynie na kawę, ale jak się jest niskociśnieniowcem, to trudno z kawy całkiem zrezygnować. Jak się u mnie objawia zachowanie krytykowane przez rodzinę? Podobno zbyt agresywnie reaguję na telefony od obcych ludzi! Ale jak nie mam reagować gdy kilka razy w ciągu godziny dzwoni telefon i wyświetla się numer zastrzeżony, więc nie odbieram, bo najczęściej wysłuchuję info z automatu. Gdy decyduję się wreszcie odebrać mówi do mnie pani z banku. Pyta, pyta, pyta.... ja na wszystko odpowiadam, że nie, dziękuję, nie potrzebuję, ale pani nadal upierdliwie namawia, ja coraz głośniej i agresywniej się bronię. Kiedy staję się bardzo nieprzyjemna, pani mi na to, że wcale nie musiałam z nią rozmawiać(!!!), ale nie rozłącza się, to ja muszę zakończyć. Podobnie jest w banku, gdy idę coś załatwić, zawsze mają nową ofertę do zaproponowania, a ja zawsze odpowiadam, że gdybym czegoś poszukiwała, to zgłoszę się sama. W pewnym sensie rozumiem osoby pracujące w bankach, bo każą im łapać klientów, inaczej fora ze dwora. Kolega namawiał mnie kiedyś na założenie chociaż na pół roku konta w banku, gdzie pracuje jego żona, bo jeśli w określonym czasie nie znajdzie pożądanej liczby nowych klientów to ma wypad. Żal mi kobiety, ale czemu ja mam za to płacić i po co mi trzecie konto w innym banku? Naprawdę staram się panować nad nerwami, ale nie znoszę gdy ktoś obcy wmawia mi, co jest dla najlepszej, bo ja sama jeszcze tego nie odkryłam...