Żyjemy w czasach zakupów internetowych i bankowości elektronicznej.
Nawet kupując towar w sklepach stacjonarnych, jedząc w restauracji płacimy kartą.
Czasami usłyszymy od kasjerki: brak dostępu, proszę wykonać operację ponownie. Bywa, ze próbujemy dwa razy.
Tak zrobił mój mąż, w końcu zapłacił gotówką, ale po powrocie do domu coś mu mówiło, by sprawdzić stan konta. Okazało sie, że mimo zapłaty gotówką z karty ściągnięto dodatkowo kwotę z rachunku bankowego. Na szczęście zabrał z kasy potwierdzenie nieudanej, podobno operacji.
Kolega doradził mężowi, by udał sie do banku, by sprawę wyjaśnić. Okazało sie, że była jakaś awaria.
Pamiętam, że mnie samej zdarzyło się podobnie ze dwa razy, ale nie mieliśmy wtedy konta elektronicznego, a gdy wydruki z banku przychodziły raz na kwartał, to nikomu nie chciało się dokładnie studiować wszystkich operacji.
Okazuje się, że nawet tu trzeba być czujnym...
Inne zdarzenie miała moja koleżanka, która kupowała buty w sklepie internetowym.
Po wybraniu swoich wymarzonych czółenek weszła na konto, by wysłać pieniądze, ale zamiast 300 zł kliknęła pomyłkowo 3.000.
Gdy zrozumiała pomyłkę, transakcja się dokonała...
Oczywiście pisała i dzwoniła do sklepu, pomyłkę dostrzeżono, ale ze zwrotem pieniędzy nikt się nie kwapił.
Najpierw zwrócono część kwoty, później była długa przerwa, sklep tłumaczył się, że odkręcenie sprawy nie jest takie proste, resztę nadpłaconych pieniędzy koleżanka odzyskała w ratach w sporych odstępach czasu.
Ta historia skutecznie zniechęciła ją do zakupów online, a wówczas nie każda firma miała opcję "płatne przy odbiorze".
Podobno Polacy zajęli czołowe miejsce w zakupach przez Internet, a firmy kurierskie mnożą się jak grzyby po deszczu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bank. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bank. Pokaż wszystkie posty
środa, 6 marca 2019
poniedziałek, 16 kwietnia 2018
I odleciały...
Był piątek, znajoma szykowała się na wyjazd do domku nad jeziorem, by zrobić porządki po zimie, wszak robi się coraz cieplej i wkrótce zacznie tam bywać regularnie i całe wakacje.
Pakowała środki czystości i karmę dla pupili na dwa dni. Partner znajomej robił ostatnie przelewy ze służbowego konta, bo prowadzi małą firmę ze wspólnikiem.
Złościł się strasznie, gdyż nie mógł zalogować się na firmowe konto. Postanowił zadzwonić do osoby, prowadzącej to konto w banku. W trakcie rozmowy telefon niemal wypadł mu z ręki, gdyż na ekranie laptopa widział, jak pieniądze znikają z jego konta. Krzyczy więc do doradcy by szybko zadziałał.
Ten zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą i znikanie z konta - nie znaczy z banku, ale po pół godzinie doradca oddzwonił, że jednak nie udało się zablokować operacji i bagatela...odleciały klientowi z konta 22.000 zł
Znajoma omal nie zemdlała, odechciało się jej wyjazdu, ale partner uspokajał, że załatwi szybko na policji i oczywiście pojadą.
Na policji spędzili oboje kilka godzin, dostarczyć musieli skan ekranu z przeprowadzanej operacji i udowodnić, że laptop posiada wszelkie zabezpieczenia antywirusowe i antyhakerskie.
Sprzęt nie został zarekwirowany, funkcjonariusze zapewnili o szybkim prześwietleniu sprawy. Poszkodowani wyjechali na daczę, będąc z policją w kontakcie. Na szczęście partner znajomej ma prywatne konto, a jego wspólnik drugie firmowe...
Ostatnia informacja o stanie dochodzenia jest taka, że na 90% uda się odzyskać wyprowadzone z konta pieniądze. Co oznacza pozostałe 10% tego nie wiem...
Rozmawiałyśmy w pracy o tej sytuacji, a przy okazji o innych podobnych i o nie zawsze uczciwym postępowaniu banków i zaczęłyśmy się zastanawiać czy nie lepiej trzymać oszczędności w skarpecie lub bieliźnie?
sobota, 2 lipca 2016
Trzy po trzy...
Wybrałam się do banku. W banku pobrałam numerek w biletomacie (taki myk dla dobra klienta) i zasiadłam na wygodnej kanapie, bo zwolniło się miejsce. Nad stanowiskami dla interesantów wyświetlały się kolejne numery. Obok mnie zasiadły dwie panie i popijając wodę byłam świadkiem takiej oto rozmowy:
- Który ma pani numer, bo ja 63. Tyle tych ludzi dziś, a myślałam, że szybko pójdzie, bo ja tylko po emeryturę.
- Ja też po pieniądze i przelew muszę zrobić. Mam 64 numerek, więc trochę poczekamy, bo dopiero 51 wyświetlają...
- Czemu to tak długo trwa? O, tamta pani to udaje, że pracuje, nikt nie siedzi przed okienkiem, a ona ciągle coś pisze, a my czekamy...
- One tak wszystkie, no niech pani patrzy, ile ich tu jest, a tylko dwa okienka czynne, ciągle gdzieś wychodzą. A pani czemu z bankomatu nie wypłaca? Po co tyle czekać?
- Ja już mam 84 lata i wolę w banku, słabo widzę. O, pobrudziła się pani.
- A bo lody jadłam i kapało, a nie powinnam, bo tyję..
- Ale skąd, szczupła pani jest. Ja kiedyś byłam grubsza, ale z wiekiem chudnę, jak dożyję 90-ki to wiatr mnie porwie.
- Nie wygląda pani na 84 lata, to ile już na emeryturze?
- Poszłam w wieku 55 lat, bo w przedszkolu pracowałam. Ten bank to dziadostwo, żeby tyle czasu na te parę groszy czekać!
- To taka mała ta emerytura?
- No pewnie! A mogłam w Kanadzie mieszkać i w kolejkach nie czekać...
- Jak to? Kanada to daleko.
- Córki tam dwie mam, gdy byłam młodsza to jechałam do nich co 3 lata i córki chciały, żebym u nich została. A ja głupia wróciłam do Polski, bo syn tu został z mężem, mąż mnie zdradzał, milicjantem był. Wróciłam, żeby syna ożenić i małżeństwo ratować. Syn jest dużo młodszy od córek, nie chciałam go samego z ojcem zostawić, potrzebował mnie.
- I co? wszystko dobrze się skończyło?
- A gdzie tam! Syn sie rozwiódł i nawet wnuków nie mam, a mąż zmarł i sama zostałam. Teraz nigdzie nie polecę, za stara jestem...
- To syn może sie panią zaopiekować...ale niezgrabna jestem, plama mi po tych lodach zostanie.
- A skąd, syn też wyemigrował, niezbyt często sie odzywa...
- Ale krzepko pani wygląda jak na taki wiek, który to numerek teraz?
- Chyba 57, o teraz 58 - ta pani teraz idzie, my jeszcze trochę...
I takim oto sposobem wysłuchałam historii , jakich wiele. Ciekawe, co stanie się moim udziałem następnym razem?
- Który ma pani numer, bo ja 63. Tyle tych ludzi dziś, a myślałam, że szybko pójdzie, bo ja tylko po emeryturę.
- Ja też po pieniądze i przelew muszę zrobić. Mam 64 numerek, więc trochę poczekamy, bo dopiero 51 wyświetlają...
- Czemu to tak długo trwa? O, tamta pani to udaje, że pracuje, nikt nie siedzi przed okienkiem, a ona ciągle coś pisze, a my czekamy...
- One tak wszystkie, no niech pani patrzy, ile ich tu jest, a tylko dwa okienka czynne, ciągle gdzieś wychodzą. A pani czemu z bankomatu nie wypłaca? Po co tyle czekać?
- Ja już mam 84 lata i wolę w banku, słabo widzę. O, pobrudziła się pani.
- A bo lody jadłam i kapało, a nie powinnam, bo tyję..
- Ale skąd, szczupła pani jest. Ja kiedyś byłam grubsza, ale z wiekiem chudnę, jak dożyję 90-ki to wiatr mnie porwie.
- Nie wygląda pani na 84 lata, to ile już na emeryturze?
- Poszłam w wieku 55 lat, bo w przedszkolu pracowałam. Ten bank to dziadostwo, żeby tyle czasu na te parę groszy czekać!
- To taka mała ta emerytura?
- No pewnie! A mogłam w Kanadzie mieszkać i w kolejkach nie czekać...
- Jak to? Kanada to daleko.
- Córki tam dwie mam, gdy byłam młodsza to jechałam do nich co 3 lata i córki chciały, żebym u nich została. A ja głupia wróciłam do Polski, bo syn tu został z mężem, mąż mnie zdradzał, milicjantem był. Wróciłam, żeby syna ożenić i małżeństwo ratować. Syn jest dużo młodszy od córek, nie chciałam go samego z ojcem zostawić, potrzebował mnie.
- I co? wszystko dobrze się skończyło?
- A gdzie tam! Syn sie rozwiódł i nawet wnuków nie mam, a mąż zmarł i sama zostałam. Teraz nigdzie nie polecę, za stara jestem...
- To syn może sie panią zaopiekować...ale niezgrabna jestem, plama mi po tych lodach zostanie.
- A skąd, syn też wyemigrował, niezbyt często sie odzywa...
- Ale krzepko pani wygląda jak na taki wiek, który to numerek teraz?
- Chyba 57, o teraz 58 - ta pani teraz idzie, my jeszcze trochę...
I takim oto sposobem wysłuchałam historii , jakich wiele. Ciekawe, co stanie się moim udziałem następnym razem?
niedziela, 15 marca 2015
Co wyzwala moje frustracje?
Moi domownicy zauważyli, że potrzebny mi odpoczynek, odcięcie się od świata zewnętrznego, bo w niektórych sytuacjach reaguję jak psychopata. Może to wina kawy, niewyspania, stresów w pracy lub hormonów? Ze wszystkich wymienionych mam wpływ jedynie na kawę, ale jak się jest niskociśnieniowcem, to trudno z kawy całkiem zrezygnować. Jak się u mnie objawia zachowanie krytykowane przez rodzinę? Podobno zbyt agresywnie reaguję na telefony od obcych ludzi! Ale jak nie mam reagować gdy kilka razy w ciągu godziny dzwoni telefon i wyświetla się numer zastrzeżony, więc nie odbieram, bo najczęściej wysłuchuję info z automatu. Gdy decyduję się wreszcie odebrać mówi do mnie pani z banku. Pyta, pyta, pyta.... ja na wszystko odpowiadam, że nie, dziękuję, nie potrzebuję, ale pani nadal upierdliwie namawia, ja coraz głośniej i agresywniej się bronię. Kiedy staję się bardzo nieprzyjemna, pani mi na to, że wcale nie musiałam z nią rozmawiać(!!!), ale nie rozłącza się, to ja muszę zakończyć. Podobnie jest w banku, gdy idę coś załatwić, zawsze mają nową ofertę do zaproponowania, a ja zawsze odpowiadam, że gdybym czegoś poszukiwała, to zgłoszę się sama. W pewnym sensie rozumiem osoby pracujące w bankach, bo każą im łapać klientów, inaczej fora ze dwora. Kolega namawiał mnie kiedyś na założenie chociaż na pół roku konta w banku, gdzie pracuje jego żona, bo jeśli w określonym czasie nie znajdzie pożądanej liczby nowych klientów to ma wypad. Żal mi kobiety, ale czemu ja mam za to płacić i po co mi trzecie konto w innym banku? Naprawdę staram się panować nad nerwami, ale nie znoszę gdy ktoś obcy wmawia mi, co jest dla najlepszej, bo ja sama jeszcze tego nie odkryłam...
Subskrybuj:
Posty (Atom)





