poniedziałek, 19 lutego 2018

Podręcznik nie jest niezbędny...

Przy poniedziałku prozaicznie będzie, ale życie to nie sielanka...
Pisałam już dwukrotnie o podręcznikach, więc jeśli ktoś nie czytał, odsyłam TUTAJ.
Jeśli zaś temat zbyt przyziemny, nie zawracajcie sobie głowy.

Na prośbę Szarabajki wracam do tematu, ale obiecuję nie narzekać i nie użalać się nad sobą, każda praca ma wady i zalety. Już pogodziłam się z tym , że zrobiono ze mnie magazyniera…
Do podjęcia tematu skłoniły mnie ostatnie wypowiedzi pani minister od edukacji, takich bzdur już dawno bowiem nie słyszałam… daleko władza odchodzi od realnego życia, jak się okazuje.
Jak może wiecie darmowe podręczniki otrzymują wszystkie dzieci w podstawówkach i w wygaszanych klasach gimnazjalnych.
U nas jest prawie 600 dzieci, każde dostaje od10-12 książek i niemal tyle samo ćwiczeń lub innych materiałów edukacyjnych. Jeśli chce Wam się mnożyć, to sobie policzcie, ile to sztuk, ile to kasy.
Pieniądze te są nasze wspólne, tymczasem obserwuję kolosalne marnotrawstwo tychże, bo co darmowe, tego się nie szanuje, po drugie kolejna reforma edukacji skróciła żywot zakupionych podręczników z 3 do 2 lat użytkowania, bo nowa podstawa programowa wymaga nowych książek.
Podręczniki wycofane idą na przemiał, chociaż część z nich mogłaby spokojnie uczniom posłużyć jeszcze jakiś czas. Ale trzeba było zakupić nowe.
Zakupionych nie ma gdzie przechowywać, bo wbrew temu, co mówi pani minister, szkoły w większości nie mają pomieszczeń nie tylko na szafki dla uczniów, ale przede wszystkim na przechowanie podręczników przez wakacje.
Nie wspomnę o scedowaniu odpowiedzialności za reformę na szkoły i samorządy, bo ministerstwo daje jedynie dotację, a zbyt późne skierowanie nowych podręczników do realizacji spowodowało, iż ostatnie podręczniki i ćwiczenia rozdawaliśmy dzieciom w listopadzie i to wcale nie były nieliczne wyjątki!
Po protestach m.in. środowiska bibliotekarzy w sprawie podręczników otrzymaliśmy od pani minister jedynie stwierdzenie, że przecież podręcznik w nauczaniu nie jest obowiązkowy czy raczej niezbędny!
Są przecież e-podręczniki!
Nie ma chleba? Niech jedzą ciastka! To dokładnie to samo!
Dlaczego? Bo do e-podręcznika musi być chociaż tablet… nie chcę tu wchodzić w logistykę, koszty i problemy techniczne, nie mam na to siły!

Drugi problem to ciężar tornistrów. Sprawdzaliśmy dwukrotnie ciężar plecaków z planem lekcji. Jedynie w starszych klasach ciężar przekracza nieco zalecany, ale dochodzą : ciężkie piórniki( nieraz podwójne), zeszyty w twardych okładkach, śniadanie, napoje, strój na WF, u dziewcząt kosmetyki, u maluchów maskotki. Prawdą też jest, że niektórzy uczniowie nie przepakowują się na następny dzień, bo to zbyt dużo zachodu…
Inna sprawa to ciężar samych książek – po co drukować podręczniki na ciężkim kredowym i drogim papierze, skoro okładki są broszurowe, a książki rozpadają się nieraz tuż po otwarciu…
Mały procent uczniów ma owinięte książki, co zwiększą stopień ich zniszczenia, w plecakach wszak nosi się owoce, mleko w kartonikach, napoje, chleb i słodycze… resztę sobie wyobraźcie :-(

Uczniowie dostają komplet książek na cały rok, ale zdarzają się przeprowadzki, nawet do innych miast i każdemu nowemu uczniowi szkoła musi zapewnić nowe podręczniki i nowe ćwiczenia.
W razie zniszczenia lub zagubienia podręcznika rodzice płacą grosze (4,34 zł za jedna część elementarza), ale zamówić można komplet, nie pojedynczy egzemplarz… czas oczekiwania – kto to wie?
W zeszłym roku ubytkowaliśmy podręczniki do 1 i 4 klasy, w tym roku pójdą na przemiał podręczniki do 2 i 5 klasy, a co nowego ministerstwo wymyśli do września?
Zobaczymy…

piątek, 16 lutego 2018

Gość w dom...

Współbiesiadnicy bywają równie ważni lub ważniejsi, niż to, co na stole możemy znaleźć. Najskromniejsza kolacja może być wspaniałą ucztą, gdy zjemy ją w miłym towarzystwie…
Siostra mojej koleżanki mawiała, że nawet chleb z pasztetową inaczej smakuje, gdy zapalimy świece i damy się ponieść chwili.
Kilka razy miałam okazję przekonać się, że zaproszeni goście lub towarzysze przy stole we wczasowej stołówce mogą odebrać człowiekowi apetyt.
Nie mam tu na myśli dyskusji o polityce czy religii, bo tego można uniknąć, naprowadzając gości na inne tory rozmów, choć nie zawsze się to udaje, gdy goście bardzo zacietrzewieni.
Myślę raczej o rozmaitych wpadkach osób, które uważają się za kulturalne i grzeczne, a podstawowych zasad współżycia nie stosują celowo lub wynika to … właśnie, z czego właściwie?
Kiedyś jako młoda mężatka starałam się godnie przyjąć teściów na nowym mieszkaniu. Do dziś nie jestem wytrawną kucharką, idę raczej na łatwiznę, ale wtedy naprawdę się starałam, sami rozumiecie…
Przygotowałam kaczkę w sosie miętowym, sałatkę jarzynową, kurczaka z rodzynkami… teściowej smakowało wszystko lub przynajmniej była na tyle wyrozumiała, ze złego słowa nie rzekła. Teść natomiast skrytykował każde danie uwagami w stylu: co to za pomysł kaczką i mięta, przecież nie jestem chory, rodzynki to się dodaje do ciasta, a sałatkę trzeba pokroić drobniej…
Po prostu płakać mi się chciało, tym bardziej, że teść słynął z tego, że potrafił tylko wodę na herbatę ugotować, a zmywaniem naczyń zhańbił się dopiero po śmierci żony…
Na początku drogi zawodowej zapisaliśmy się z mężem na tzw. wczasy pracownicze, niedrogie, dom wczasowy, wszystko podane pod nos. Jedyny mankament – towarzysze przy stole. Dwoje emerytowanych nauczycieli, on zjadał wszystko bez słowa, nie podnosząc wzroku znad talerza, ona marudziła na temat każdej potrawy, a wszyscy na sali słyszeli na co jest chora i jaką ma dietę…
Zdarzyło się także, że przygotowałam poczęstunek dla koleżanek z pracy, nie pamiętam już z jakiej okazji. Ciasto, sałatka, jakieś owoce. Apetyt wszystkim popsuła koleżanka, która dopytywała nie tylko o szczegóły przepisów, bo ona nie wszystko LUBI, ale nawet o miejsce zakupu produktów, bo ona w Biedronce nie kupuje…
Innym rodzajem problemów z przyjmowaniem gości jest jadłospis. Nauczyłam się, że należy pamiętać o tych, co mięsa nie jadają oraz o tych gościach, którzy nieufnie podchodzą do nowinek kulinarnych…
Starałam się bowiem kiedyś przygotować dość oryginalne dania, wyszukałam przepisy, spędziłam sporo czasu w kuchni, a tymczasem największe powodzenie miały zwykłe klopsy z mięsa mielonego i grzana kiełbasa…

Czasami zastanawiam się czy nie lepiej zaprosić gości do restauracji? Wówczas nawet gospodarze przyjęcia mogą być gośćmi...

wtorek, 13 lutego 2018

Beznadziejnie zdrowi...

Od dawna nurtowało mnie pytanie : skąd nagle taka liczba ludzi z alergiami pokarmowymi i tyle modnych diet?
Niektórzy wystrzegają się wszystkiego: glutenu, laktozy, soli, cukru, tłuszczu zwierzęcego, mięsa czerwonego, ryb morskich, drożdży itd.
Ilość diet i przeciwwskazań pokarmowych jest tak duża, że życia nie starczy by je wszystkie wypróbować, w dodatku wiele z nich wyklucza się wzajemnie.
Nie jestem taka mądra w te klocki, ale oglądałam świetny film dokumentalny poparty badaniami dietetyków, biologów, gastrologów i tzw. dziennikarzy śledczych, którzy niektóre rewelacje wypróbowali na sobie.
Film zawierał także wypowiedzi producentów tzw. zdrowej żywności.
Bardzo spodobało mi się określenie jednego z piekarzy, właściciela tradycyjnej wytwórni pachnącego pieczywa bez polepszaczy, który stwierdził, że w dzisiejszym świecie nie wypada być BEZNADZIEJNIE ZDROWYM, więc ludzie wymyślają alergie pokarmowe i modne diety, a rynek farmaceutyczny i spożywczy szybko te mody wychwytują i rozkręcają machinę wyciągania pieniędzy od podatnych klientów.
Badania medyczne dowodzą, że tylko nikły odsetek populacji nie toleruje glutenu czy innych składników pokarmowych, a niektóre makro i mikroelementy musiałyby być jedzone w astronomicznych ilościach by nam zaszkodzić.
Zauważcie, że z wiekiem nasz organizm nie potrzebuje już nieprzetworzonego mleka, ja np. mam po mleku w kawie mdłości, ale już farmaceuci proponują lek na to – łykaj i pij mleko… a skutki uboczne? Wybierz sam!
miewasz wzdęcia po golonce z kapustą? Łyknij tabletkę i zjedz następną golonkę...
Z drugiej strony, proponuje się zamienniki naturalnej żywności - chrupkie pieczywo, które mój mąż nazywa płyta pilśniową, kotlety sojowe, ser tofu,sernik bez sera, czekoladę bez czegośtam, kawę bez kofeiny, piwo bez piwa...
Zamiast tradycyjnego pieczywa proponuje się bezglutenowe, a żywność bezglutenowa zawiera często całą tablicę Mendelejewa oraz 3x więcej cukru i tłuszczu, nie mówiąc o kilkakrotnie wyższej cenie. W dodatku jeden z producentów pieczywa bezglutenowego zawsze zamawia pizzę tradycyjną, a bezglutenowego chlebka próbuje z powodów zawodowych wyłącznie.
Diety wykluczające pewne składniki pokarmowe powinny być prowadzone pod nadzorem dietetyka lub lekarza bo np. całkowita eliminacja glutenu u ludzi zdrowych może powodować inne choroby i nowe alergie, zwłaszcza u dzieci.
Jak stwierdził jeden z lekarzy – życiowe przyjemności są ważne, trzeba je równoważyć rozsądnym odżywianiem i zdrowym stylem życia. Nie ma diety cud uniwersalnej dla wszystkich.

Wiele diet wyklucza się wzajemnie, czego dowiodła jedna z dziennikarek, która szukała porad u 3 różnych dietetyków, pracujących rozmaitymi metodami.
Pytała także specjalistów o detoks, czy są dowody zdrowotne na odtruwanie organizmu? Jeden z lekarzy stwierdził, że tzw. detoks ma taki sam sens, jak ablucje rytualne czy rekolekcje wielkopostne. Nie ma uzasadnionych powodów przeprowadzania detoksu, bo żadnych potworności w tych naszych jelitach nie ma…
Według autorów filmu media szukają skandali, także związanych z żywnością. Zauważcie, że co jakiś czas szkodzi nam – ludziom co innego, a to jajka, a to kawa, a to czarna herbata, raz masło od krowy , a innym razem tłuszcze roślinne.

Modny ostatnio orkisz to nic innego jak pszenica (rzekomo niezdrowa) tylko dawnego rodzaju, mająca obniżone plony z kwintala…
Wielu ludzi w poszanowaniu życia zwierząt przechodzi na wegetarianizm czy weganizm, ale nie wszyscy potrafią zbilansować prawidłowo posiłki, bo jest to trudne, pracochłonne i niekiedy drogie.

Ludzie płacą słono za diety pudełkowe, diagnozy alergologów, śledzą blogi żywieniowo-dietetyczne głównie po to, by ukoić niepokoje wszelkiego rodzaju i iść za duchem czasu. Ale czy słusznie? Jeśli tradycyjne jedzenie jest tak niezdrowe, to dlaczego wraca się do dawnych receptur i panuje moda na slow-food i slow-life?
Wydaje mi się, że najlepszą modą jest zdrowy rozsądek i słuchanie własnego organizmu…


sobota, 10 lutego 2018

Wiosna zimą ?

Zanim dopadła mnie choroba udaliśmy się na tzw. łono natury, by odnaleźć oznaki zbliżającej się wiosny, bo ptaki za oknem podejrzanie wiosennie śpiewają. Poza tym, czasem szuka się innych widoków , aniżeli stałe obrazki w drodze do pracy.
Słońca było jak na lekarstwo, ale widok jeziora i okolicznych lasów rekompensował kąpiele słoneczne.

W zbliżeniu można zobaczyć łabędzią rodzinę. Widać, że młode zaczynają tracić szare upierzenie na rzecz białych piór i stają się większe od rodziców.

Wszędzie z ziemi wyłażą jakieś nowe roślinki, a bazie widzieliśmy nie pierwszy raz, kiedyś na styczniowym spacerze też natknęliśmy sie na takowe i trochę wczesne mi sie to wówczas wydało...

Tak jak przebiśniegi stanowią normalny widok o tej porze (stąd przecież ich nazwa), tak kiełkujące tulipany 3 lutego to już raczej widok niecodzienny, były także pąki na rododendronach...

Mam nadzieję, że po kilku dniach z mrozami to wszystko nie zmarzło, a przecież nawet gdy w dzień grzeje słońce, to noce są jeszcze bardzo zimne...
Swoja drogą, jak zmienna jest aura, jednej soboty wiosna, następnej zimowe klimaty, aż chce sie zakrzyknąć - kiedyś to były zimy!

Trochę jeszcze z innej beczki, jako ciekawostka. Obserwuję ostatnio umiejętności naszych uczennic, które wprawiają się w rysowaniu, czytelnia to dobre miejsce dla małych artystów. Namawiam dziewczyny, nie tylko rysujące, by pochwaliły się talentami, marzy mi się szkolna wystawa, a być może i pozaszkolna? Pozwoliłam sobie zrobić zdjęcie jednej pracy, by pokazać, jakie to umiejętności.
Co Wy na to? Bo ja jestem pod wrażeniem, tym bardziej, że sama mam dwie lewe...

środa, 7 lutego 2018

Wkurzona jestem...

Wkurzona jestem podwójnie, bo po pierwsze: dopadło mnie paskudne przeziębienie i domowe środki guzik pomagają, muszę udać się do przychodni, co równa się prawie zdobyciu K-2 latem; po drugie znikają nagminnie komentarze na blogach, przynajmniej na blogspocie.
Niektóre komentarze lądują w spamach, co jest o tyle dziwne, że autorzy tychże niczego spamowego nie piszą, poza tym nie są nowymi czytelnikami...
Na szczęście na poczcie gmail jest ślad, że został wysłany i wtedy przeszukuję spam.

Ale bywa też tak, że komentarz znika w niebycie. I jak to tłumaczyć? Nie wiem...
Obserwuję zjawisko znikania komentarzy głównie na platformie Blogger, bo gdy wpisuję komentarz na Wordpressie czy innej platformie, takich problemów nie ma...
Najpierw myślałam, ze Blogger na mnie sie pogniewał, ale zaczęły znikać komentarze innych osób.
Nie jestem dobra w techniczne klocki i nie mam pojęcia od czego to zależy.W ustawieniach bloga tego nie ma, w pomocy także nie.
Nigdy nie wiem czy komentarz poszedł czy nie, zwłaszcza tam, gdzie jest włączona moderacja komentarzy...

Kilka osób sygnalizowało, że znalazły w swoich spamach zaległe wpisy czytelników, więc jeśli tego nie robicie, spróbujcie, może się zdziwicie...
Życzę Wam i sobie wiele cierpliwości :-)

Żeby nie kończyć smętnie, zamieszczam komentarz do prognozy dla mojej emerytury, którą przysłał mi ZUS:

niedziela, 4 lutego 2018

Wszystko przez świece...

W piątek na przerwie przybiega Krzyś (znowu!) i przejęty mówi od progu:
- Czy pani wie jaki mam problem?
- No nie wiem, skąd?
- Pewnie nie obejrzę Harry'ego Pottera, a na pewno nie od początku!
- A to dlaczego?
- Wszystko przez świece!
- A co, prądu nie macie?
- Prądu? Nie (śmieje się) ksiądz zarządził poświęcenie świec do komunii, akurat dzisiaj!
- Ale film dopiero po dwudziestej...
- A my do kościoła na osiemnastą, a potem o 19.00 zebranie z rodzicami, więc muszę zostać z mamą i tak szybko nie skończą!
- To zebranie w kościele aż godzinę potrwa? Niemożliwe...
- O, to nie zna pani naszego proboszcza! Żebyśmy tylko na dziewiątą wrócili!
- A co mama na to?
- Na szczęście mama powiedziała, że coś wykombinuje...
- Może wymkniecie się wcześniej lub poprosi kogoś by zabrał Cię do domu na film...
- Oby miała pani rację, bo zależy mi na tym filmie, a za tydzień ostatnia część!
- Jeszcze nie, będą dwie, ale ta ostatnia to trochę mroczna...chyba nie dla dzieci?
- No przecież Harry jest już wtedy dorosły, więc rozumie się, że to już nie żarty...
I poleciał, bo zadzwonił dzwonek na lekcję...

czwartek, 1 lutego 2018

Między regałami....

Czytelnicy zdarzają się różni, od 6 do 13 lat, przychodzą samotnie lub parami, czasami stadnie, zwłaszcza gdy ukrywają się przed wyjściem na boisko.
Siadają w zakamarkach, wnękach, czasem na podłodze, tak wolą...
Szepczą, chichoczą, przeglądają komiksy, dziewczyny plotą sobie wzajemnie warkocze.
W bibliotece jak w maglu (czy ktokolwiek chadza jeszcze do magla?), rozmawia się o wszystkim, a ja coś tam czasem usłyszę...

1. Urywek rozmowy dwóch dziewczynek:
- a księdzowi nie wolno mieć dzieci
- dlaczego? papież zabronił?
- bo nie może mieć żony…

2. Chłopcy szukają informacji o zwierzętach Afryki:
- ten skoczek egipski to skacze szybciej niż ja idę do szkoły
- bo go w łapy piasek parzy, jakbyś leciał po pustyni to też byś pobił rekord

3. Pierwszoklasistki oglądają komiksy w kąciku:
- chodź już, zejdziemy do świetlicy
- nie idź tam, opowiadają dziś bajki, a potem trzeba będzie rysować
- dobra, przeczekamy

4. Koniec przerwy obiadowej, uczennice przyszły na komputery:
- dziewczynki, byłyście na obiedzie?
- ja nie idę, nie lubię grochówki
- a jak mama zapyta, czemu nie jadłaś?
- to powiem, że się odchudzam, mama zawsze tak mówi, gdy czegoś nie lubi…

5. Chłopcy oglądają filmiki w pracowni komputerowej:
- widziała pani te zwierzaki na youtube?
- rzadko ogladam…
- te psy są mądrzejsze od ludzi… a papuga nawet mówić umie!

6. Starsi uczniowie przeglądają półkę "wychowanie seksualne":
- wypożyczymy te o seksie?
- zgłupiałeś? Matka mnie zabije!