czwartek, 22 lutego 2018

Wystarczy przeprosić?

Historia jaka może się zdarzyć każdemu.
Opowiedziana mi przez koleżankę, skojarzyła mi się z historią sędziego, którego uniewinniono po oskarżeniu o prawdopodobne przywłaszczenie 50 zł innej klientki w sklepie przy kasie.
Uniewinniony w sądzie, chociaż monitoring świadczył według mnie o winie oskarżonego, ale adwokat twierdził, że każdy widzi co chce zobaczyć...

A to inna nieco opowieść.
Na parkingu przed popularnym marketem koleżanka obserwowała pościg pewnej pani za inną, która właśnie opuściła sklep z siatką zakupów.
- Halo, proszę pani, proszę poczekać!
Ponieważ tamta nie zatrzymała się , wołająca dopadła do siatki z zakupami i szarpiąc za uchwyt krzyczała:
- Pani zabrała moje mandarynki!
- Słucham?
- Zabrała pani moje mandarynki, przy kasie była pani przede mną i mandarynki zniknęły…
- Nie wzięłam pani mandarynek, sama tez nie kupowałam owoców, może to ktoś inny…
- To na pewno pani, widziałam…
Kobieta blada na twarzy ze zdenerwowania i wstydu, bo gapie się już zebrali, wysypała zawartość torby zakupowej wprost na parkingowy asfalt.
- No proszę, gdzie są pani mandarynki? Mówiłam, że to nie ja!
Tamta jeszcze rozdzieliła ręką wysypane zakupy i z niepewną miną odpowiedziała:
- To faktycznie nie pani je wzięła, przepraszam!
- Przepraszam? Oskarżyła mnie pani o kradzież przy wszystkich, narobiła mi wstydu i ma mi wystarczyć przepraszam?
Kobieta oskarżona o kradzież rozpłakała się i na kolanach zaczęła pakować zakupy, tymczasem ze sklepu wybiegł ochroniarz z okrzykiem:
- Kto z państwa zostawił przy kasie mandarynki?


95 komentarzy:

  1. Zdarzają się pomyłki, ale można było podejść, zapytać spokojnie i nie robić afery. Dziwi mnie, że kobieta dobrze nie sprawdziła przy kasie czy wszystko zabrała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poza tym, trzeba mieć pewność, zanim się kogoś oskarży...

      Usuń
  2. "- Przepraszam? Oskarżyła mnie pani o kradzież przy wszystkich, narobiła mi wstydu i ma mi wystarczyć przepraszam? "
    Rozumiem, że kobieta była rozżalona i miała takie prawo, ale zastanawia mnie, czego jeszcze oczekiwała, mówiąc te słowa. Co miała zrobić ta roztrzepana? Wypłacić jej odszkodowanie? Dać ogłoszenie w telewizji ogólnopolskiej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, może przyznać, że źle zrobiła i następnym razem trzy razy pomyśli, zanim zrobi awanturę...

      Usuń
    2. Właśnie ja też nie wiem.

      Usuń
  3. W ludziach jest teraz tyle nerwów. Bardzo niemiła sytuacja.
    Zamiast najpierw coś sprawdzić, prościej oskarżyć...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już samo podejrzenie jest okropne lub pikanie na bramce i interwencja ochroniarza, choć pika nasz telefon, a cóż dopiero taka awantura na parkingu...

      Usuń
  4. Miałem podobną sytuację, tylko ja byłem po stronie kasy. To był dzień przedweekendowy, godz po 22. Ochroniarze już nie wpuszczali klientów, ale na sali sprzedażnej wciąż było kilka tysięcy osób! Otworzono więc wszystkie 24 kasy i poproszono, aby kto żyw (i był przeszkolony) zasiadł za kasą. Mnie akurat trafiła się wymiana sprzętu i dopłata gotówki (nie było zamiennika) więc na ladzie pojawiły się dokumenty, gwarancje, pieniądze, i podzespoły zwracanego sprzętu. Trafiła się też druga klientka z dzieckiem w wózku (!), która spytała, czy może poza kolejką zapłacić za jedną rzecz. Poradziłem, aby uzgodniła to z oczekującymi. Po zliczeniu i zdaniu kasy stwierdziłem, że mam nadwyżkę 100 zł., co zostało uwzględnione w raporcie kasowym.
    Następnego dnia czekało mnie miłe spotkanie u dyrektora, gdzie była już klientka z poprzedniego dnia. Z monitoringu okazało się, że w rozgardiaszu pieniądze klientów "połączyły się" i jako takie, już przeliczone wcześniej przeze mnie, zostały zdane do raportu. W nagrodę otrzymałem od klientki czekoladę i uścisk ręki dyrektora.

    Co do "przepraszam" to niestety waga tego słowa ma niesamowicie skrajne znaczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wszystko przez pośpiech i roztargnionych klientów.
      Wiele podobnych słów straciło dziś na znaczeniu...

      Usuń
  5. Nie rozumiem jak można rzucić się na obcą kobietę, oskarżyć o kradzież i rozsypać czyjeś zakupy, tylko i wyłącznie przez przez własną nieuwagę i brak... mandarynek. Dziwna sytuacja, chociaż niejednokrotnie byłam już świadkiem sytuacji równie dziwnych co ta.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludziom czasami rozum odbiera, ciekawe czy ta pani chciałaby znaleźć się w podobnej sytuacji?

      Usuń
  6. Witaj, Jotko.

    Bardzo przykra sytuacja, w której "przepraszam" nie jest żadną rekompensatą za spotwarzenie, a inna (pomijając prawne) nie istnieje:(
    To, zresztą, głębszy problem - rzucanie podejrzeń, niesprawdzonych oskarżeń, wyciąganie pochopnych wniosków. Nawet po zweryfikowaniu pozostawiają rysę na dobrym imieniu:(

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, przepraszam tu niczego nie załatwia, takie sytuacje pozostawiają ślad na długo...po co uprzykrzać sobie życie?

      Usuń
  7. Paskudna sytuacja, nie powinna miec miejsca. Jednak powtórzę za Frau Be pytanie - co wtedy, oprócz "przepraszam", powinna zrobić? Po fakcie, bo że nie doprowadzać do takiej sytuacji to jasne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie wiem, ale też uważam, że "przepraszam" niczego tu nie załatwia...

      Usuń
  8. No i cóż ja mogę? Dołączyć do chóru, co jeszcze można w takim wypadku zrobić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, co oskarżycielka zrobiłaby, gdyby trafiła na równie agresywną klientkę?

      Usuń
  9. Powiem ci ,że się uśmiałam , bo sytuacja jednak była śmieszna jak w dowcipie, ja bym kazała kobiecie w ramach rewanżu kupić dobrą kawę na przeprosiny i 25 razy przeprosić, różne się historie zdarzają i mogła się pomylić, nie należy brać wszystkiego tak do siebie i denerwować się :-)
    Reakcje ludzi są różne, ja na miejscu tej pani bym padła ze śmiechu jak by tak rzuciła się na mnie, ale ja w ogóle często się śmieję.
    Więcej luzu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie chyba nie byłoby do śmiechu, nie w takiej sytuacji...

      Usuń
    2. Ja mam do czynienia z ludźmi w realu i na Facebooku . Z ogromną ilością, dzień w dzień setki ludzi. Z dorosłymi , którzy reagują taką agresją, aż to jest absurdalne. Nie można dać się wciągnąć w emocje drugiej strony , a jeżeli już te emocje przekraczają wszelkie granice pozostaje tylko śmiech :-)
      Więcej luzu.
      Gdyby ta pani od mandarynek podeszła do sytuacji spokojnie nie byłoby takiej awantury.
      Gdyby ta pani z zakupami nie pozwoliła na grzebanie w jej torbach i umiała się zachować w tej sytuacji też inaczej by to wyglądało. Prawdopodobnie jest ofiarą przemocy domowej. Normalny człowiek nie pozwoli na grzebanie sobie w torbach.
      Więcej luzu :-)
      A swoją drogą poruszasz na blogu różne ciekawe tematy i lubię do Ciebie zaglądać :-)
      Samo życie :-)

      Usuń
    3. No masz rację, ale "gdyby" robi wielką różnicę i każdy inaczej reaguje...czasami na chłodno oceniając, zachowalibyśmy się inaczej, och te emocje!

      Usuń
  10. Nie rozumiem decyzji sądu wobec czynu sędziego-złodzieja. Jeśli nie chciał karać wystarczyło określenie „mała szkodliwość społeczna” i odstąpić od wymierzenia kary. Rzecz w tym, że w tym pełnym hipokryzji kraju, jednych każe się za batonik – więzieniem – drugich oczyszcza się z winy dla fałszywej idei.

    Jakem Zrzęda, nie wierzę w opowieść tej Twojej koleżanki. Przez drobny szczegół. Ten ochraniarz wybiegający przed supermarket. Owszem, zdarzyło mi się, że ekspedientka wołała za mną, że coś zostawiłem, ale to jest mały sklepik, a w dodatku wszyscy się tu dobrze znają. Za to w supermarketach kasjerki odstawiają pozostawiony towar i czekają, aż klient sam się zorientuje, że coś zostawił. Nigdy nie wysyła za klientem ochroniarza, bo to nie leży w jego gestii, on ma pilnować marketu, nie ganiać za roztargnionymi. Natomiast sytuacja kobiet jest też surrealistyczna. Normalny człowiek na takie oskarżenie sam otworzy siatkę do sprawdzenia, a nie czeka aż się zbierze tłum gapiów i rzekomy okradziony rozsypie mu towar na parkingu. Ale to moje zdanie, może masz większe zaufanie do relacji tej koleżanki, a tego bym nie chciał podważać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zastanawiałam się nad tymi szczegółami, skupiłam się na awanturze, może kasjerka poprosiła ochroniarza, by wyjrzał czy złapie jeszcze zapominalską?
      Nie wiem jak sama bym postąpiła, może wobec oskarżenia zdębiałabym po prostu? Ludzie różnie reagują...

      Usuń
    2. Proszę o trochę realizmu. Chyba sama nie wierzysz w to, że kasjerka poprosiła ochraniarza. Przecież przypadki pozostawiania towarów przy kasie jest multum. Może i ja bym w pierwszej chwili zdębiał, ale jeśli to nie była kradzież, a przecież nie była, sam bym sprawdził czy przez przypadek nie wziąłem nie swojego towaru.

      Tak na marginesie. W większości marketów jest tak, że póki się nie spakujesz i od kasy nie odejdziesz, następny klient musi cierpliwie czekać. Jedynie Biedronka wyłamuje się z tego zwyczaju, na co ja zawsze protestuję – niestety bez skutku.

      Usuń
    3. To chyba trafiasz na cierpliwe kasjerki, bo mnie zawsze popędzają, także w Lidlu, ale staram się być cierpliwa i nie wyciągać pieniędzy wcześniej, aż się nie spakuję...
      Widuję kasjerki proszące ochroniarzy o drobne przysługi, zwłaszcza w Biedronce.

      Usuń
  11. w sprawie sędziego, uważam, że zrobiono polityczną hucpę. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba "Ministerstwo Sprawiedliwości chce wprowadzić stałą granicę od jakiej kwoty kradzież uznawana jest za przestępstwo. Obecnie jest to 1/4 płacy minimalnej, czyli na dziś 500 zł. Jednak MS proponuje stałą kwotę w wysokości 400 zł. Ma to zmniejszyć liczbę drobnych kradzieży i ułatwić pracę wymiaru ..."
    To jedno. Po drugie, kara, zakładając nawet, że była to świadoma kradzież, jest niewspółmierna do winy.
    Po trzecie, komu nie zdarzyło się w pośpiechu, przy rozgardiaszu nie popełnić błędu. Zdarzyło mi się odejść od lady bez płacenia za towar, mimo że nie miałam zamiaru oszustwa. czyste roztargnienie. I co policja i sąd?
    Bez przesady, 50 zł?1 Ludzie, dajcie spokój. Jak kraść, to grubą kasę albo brać w majestacie bandyckiego prawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, tu także ta kwota 50 zł wydawała mi się zbyt mała jak na sprawę w sądzie, ale może dlatego, że oskarżonym był sędzia?

      Usuń
  12. Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać;) I z "roztargnionego" sędziego, i z pani "z mandarynkami". Ale to fakt, że dochodzi do kuriozalnych sytuacji, nie tylko w filmach, w życiu przede wszystkim:) Pozdrawiam Asiu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, dochodzi i często na takie zachowania przymykamy oczy...

      Usuń
  13. Great post dear. ♥
    If you want you can check out my blog. Maybe we can follow each other and be great blogger friends. :)
    https://belyfashionadress.blogspot.ba/

    OdpowiedzUsuń
  14. Odpowiedzi
    1. Myślisz, że gdzie indziej się nie zdarzają?

      Usuń
  15. Oglądałam tę scenę z sędzią i zmartwiałam: to mogło się zdarzyć także mnie. Jestem zawsze myślami trzy kroki przed chwilą bieżącą, odchodząc od kasy już myślę o miejscu, gdzie będę za chwilę, a że nieraz "udało" mi się coś gdzieś zostawić, więc odruchowo chowam wszystko, co w moim polu widzenia. Jak zobaczyłam tę kobietę, która zamiast zakupów kładzie najpierw pieniądze - drgnęłam: "co ona robi?". To było zupełnie nielogiczne, w sensie codzienności przy kasie. Zazwyczaj najpierw kładzie się towar, potem wyjmuje portmonetkę, a na końcu pieniądze.
    Okolicznością, która na pewno nie pomaga, jest ekspresowe tempo kasowania klientów. Nie wszędzie lady są rozdzielane przegrodą. Radzę sobie tak, że nie poddaję się presji: najpierw chowam zakupy, dopiero potem uważnie płacę.
    Nie wiem, co mogłaby jeszcze zrobić opisywana mandarynkowa pani. Wiem, czego mogłaby nie zrobić: awantury i przykrości innym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodać jeszcze należy, że niektórzy klienci płacą i pakują się rozmawiając przez telefon, a to potęguje nieuwagę i pomyłki...także kasjerki.

      Usuń
  16. Historii sędziego nie znam. A co do sytuacji z mandarynkami, to też uważam, że wystarczy przeprosić, tylko ważne oczywiście w jaki sposób zostanie to zrobione. A poza tym, to pani oskarżycielka zbyt nerwowo się zachowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie potem było jej głupio, może będzie to dla niej nauczką...

      Usuń
  17. Właśnie wczoraj znów słyszałam w telewizji o niezwykle roztargnionym ( sędzia) aż tak ,że w budynku sądu gdzie pracował potrafił się "zgubić". Szkoda słów na tę "szopkę". A jeżeli chodzi o taką pomyłkę to tak myślę,że jednak to słowo przepraszam -załatwia sprawę. No bo jakie jeszcze zadośćuczynienie....? Różne sytuacje zdarzają się ,ale tak z obserwacji to taki jest finał -na jakiego trafi się człowieka. Niektórzy potrafią jak to się mówi przejść samego siebie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo wyjść z siebie i stanąć obok:-)

      Usuń
  18. Skoro Ty, Jotko, dialogiem "pooperowałaś", to i ja posłużę się taką oto narracją:
    "- Nie ukradłem - zażartował pan sędzia. - Leżało, więc wziąłem.
    - Czyżby? - pan radca Krach łypnął zaczepnie okiem w stronę mecenasa Szydełki.
    - To przez to moje roztargnienie, moi panowie - rozwinął swoją światłą myśl pan sędzia.
    - O mój Boże! - westchnął inżynier Bek. - To i przez to roztargnienie nie wsunął pan tej pięćdziesiątki bezpośrednio do portfela, a ulokował banknot w kieszeni...
    - Zapewne... zapewne - zgodził się z panem inżynierem sędzia i jednym haustem opróżnił kieliszek wyśmienitego koniaku Honessy Paradis, który z takim trudem zdobył dla kawiarenki kawiarennik, pan Adam.
    - Ależ panie sędzio... - tym pełnym zdumienia apostrofem zechciał kontynuować przemiłą rozmowę pan mecenas Szydełko.
    - Cóż takiego? - głos pana sędziego zawisł w próżni zadziwienia.
    - Przed chwileczką, drogi panie sędzio, wtoczył pan do swego gardła pięćdziesiątkę koniaczku z kieliszka naszego szacownego pana radcy - ośmielił się zauważyć pan mecenas.
    Pan radca Krach, którego poczucie humoru, o czym wiedzą wszyscy bez wyjątku goście kawiarenki, nigdy nie opuszcza, nawet wtedy, gdy znajduje się on w stanie przed konsumpcją alkoholu, spojrzał na pana sędziego pobłażliwym, chciałoby się rzec: ojcowskim, pełnym wyrozumiałości wzrokiem, tudzież podsunął ku sędziemu talerzyk ze słodkościami.
    - Niechże pan sędzia skosztuje w celu przegryzienia "Paradisa" cynamonowego ciasteczka, z którego przecudownego smaku słynie lokal pana Adama... Tylko proszę bez roztargnienia, prościutko do buzi... usteczka otworzyć... o, tak właśnie."
    serdecznie poozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, na tej samej zasadzie, niektórzy przez roztargnienie zabierali sztućce z restauracji lub radia z hotelu...
      Równie serdecznie dziękuję za historyjkę:-)

      Usuń
  19. Jeżeli chodzi o sędziego to co tu komentować? " Nie mamy pana płaszcza i co pan na zrobi" Tak powiedział sąd i zademonstrował butę i bezkarność, a sędzia pięknie płakał...Widocznie biedny był, nieboraczek. Natomiast ta pani z opowiadania Twojej znajomej ( ta, która szarpała się o mandarynki) byla po prostu chamska i niewychowana. Takich ludzi jest mnóstwo i cud, że w ogóle przeszło jej przez usta" przepraszam".
    Serdeczności Jotko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, mogła zwyczajnie zapytać, zasugerować pomyłkę...wiele rzeczy można zrobić inaczej, prawda?

      Usuń
  20. Głupia sytuacja. Sama zawsze rozglądam się po ladzie sklepowej, czy na pewno wszystko ze sobą wzięłam, a z drugiej strony nawet gdyby ktoś wziął mi coś, to albo bym odpuściła, albo jakoś dyskretnie zwróciła uwagę. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo normalnie za dużo w ludziach agresji, a zbyt mało życzliwości...

      Usuń
  21. Sytuacja bardzo przykra i dla osoby posądzonej i dla roztargnionej. Myślę, że nie powinno się kierować impulsem, wiele złości jest w tych czasach, bo często spotykamy się z nietypowymi zachowaniami. Sama dzisiaj popełniłam gafę, po pracy nogi dosłownie odpadają, metro nie tak jak kiedyś, bo Londyn przepełniony, szczególnie po ostatnim dołączeniu do Unii...Nie chcę mi się stać 50 minut więc wypatruję miejsca siedzącego...Dzisiaj tak samo robiła inna kobietą, zaczęła się wpychać z innej strony. Ja się wkurzyłam i zapomniałam o czymś ważnym, że najpierw trzeba być człowiekiem, bo nie mógł wyjść mężczyzna, który powiedział może najpierw ja wyjdę i miał rację, otrzeźwiło mnie i przestałam rywalizować o miejsce z tą kobietą, mężczyzna wysiadł, a mnie było głupio. W tych czasach trzeba się o wszystko bić i dlatego tworzą się dziwne sytuacje, ciekawy post Asiu, buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Jolu - życie czasami powoduje, że zapominamy o naszych własnych zasadach ...czasami gdy mam czas i nie spieszę się nigdzie obserwuję ten pośpiech u innych, pośpiech, który rodzi różne sytuacje.

      Usuń
  22. SN zrobił tym wyrokiem sporą krzywdę społeczeństwu, choć z drugiej strony mogą zdarzać się podobne sytuacje i wtedy za przykład będzie podawany ten wyrok SN, sąd niższej instancji będzie miał orzech do zgryzienia.

    Sytuacja nie do pozazdroszczenia w całości.

    :) Czyli dużo różnych rzeczy zrobiłaś. To się w sumie chwali. A ja się obijałem, żeby równowaga na świecie była.

    No akurat ta Apteka przedstawia mieszankę nie do leczenia (chyba).

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy słońce za oknem, to więcej się chce, nawet spacer cieszy, co tam, że zimno!
      U nas jest restauracja Stara Apteka i całkiem smacznie gotują...

      Usuń
  23. Trudna sytuacja dla obu uczestniczek zdarzenia jak myślę - nie chciałabym być na miejscu żadnej z nich. Zdarza mi się popełniać błędy i wiem jak mało daje słowo przepraszam w takich sytuacjach - ale je wypowiadam kiedy zawiniłam.
    Co do sędziego...szkoda słów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudna i nie do pozazdroszczenia, dlatego lepiej 3 razy pomyśleć, a potem działać...

      Usuń
  24. kiedyś kolega stał w kolejce, a ja się kręciłem po sklepie, w pewnym momencie podszedłem do niego i sięgnąłem ręką do jego siatki... miał w niej świetny chleb razowy, który podskubywaliśmy pospołu... kolega patrzył gdzieś indziej, ale gość za nim stojący chwycił mnie za rękę... kolega odwrócił głowę, spotkały się trzy spojrzenia: nasz zdziwione, trzecie skonfundowane... ale gość szybko się połapał, puścił moją rękę, bąknął "przepraszam", tu akurat wystarczyło i na tym sprawa się zakończyła...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobnie, gdy mąż stał w kolejce do kasy, a ja poszłam po coś jeszcze do półki. Gdy wróciłam, ktoś podejrzewał, że chcę się wepchnąć do kolejki...

      Usuń
  25. Zbyt szybka reakcja, może przynieść opłakane skutki. Czasem człowiek szybciej działa niż myśli - niestety

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, może trzeba tak jak pielęgniarki - sprawdź lek 3 razy przed podaniem...

      Usuń
  26. No cóż, wydaje mi się, że "przepraszam" powinno jednak wystarczyć, bo co jeszcze można było zrobić? Mogła jeszcze odwrócić się do gapiów, uderzyć się w piersi i powiedzieć, że niesłusznie posądziła kobietę i jeszcze raz przeprosić wszystkich za zamieszanie. A co do sędziego - ewidentna, perfidna kradzież. Sąd Najwyższy rozpędzić za takie werdykty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tak by wypadało, bo sytuacja traumatyczna dla tej drugiej.

      Usuń
  27. Przyszło mi do głowy ... że to jest tagie BAGNO, które ludzie sobie sami robią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, a można wziąć pod rozwagę przysłowie - nie rób drugiemu, co tobie niemiłe...

      Usuń
  28. Przykra sytuacja. Faktem jest, że zanim się kogoś oskarży, powinno się mieć jednak dowody...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę, inaczej lepiej nie zaczynać...

      Usuń
  29. Ooo jaaa, co za sytuacja. Szkoda mi tej kobiety, którą oskarżono. Łatwo rzucać bezpodstawne oskarżenia, jeszcze publicznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano łatwo, zapomnieć trudniej, nie chciałabym sie znaleźć w podobnej sytuacji...

      Usuń
  30. Ło matko o "głupie" mandarynki tyle hałasu. Co za ludzie. :( .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, Tereniu, o głupie mandarynki...

      Usuń
  31. dlatego kiedy moje zakupy są kasowane najpierw starannie wkładam je do siatki, a dopiero potem płacę i nieszczególnie zajmuję się tym, że pani kasjerka już chciałaby kasować następnego. co oczywiście jest skuteczne tylko wtedy, gdy jestem pierwsza do kasy lub klient przede mną był szybki niczym błyskawica. inaczej muszę wygarniać swoje zakupy spomiędzy produktów poprzednika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przyspieszenie przy kasach denerwuje strasznie, a pozostałe kasy nieczynne. dla osób starszych czy niepełnosprawnych to nie lada stres.

      Usuń
  32. Ciekawa nazwa, dobrze rozumiem, że lokal jest w budynku starej apteki, stąd nazwa?

    Dam radę ze wszystkim, tylko po kolei należy podejść do poszczególnych spraw.

    No ba, to muzyczne fenomeny są.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak, kiedyś była tam apteka.
      Gdy sprawy nam się piętrzą, to lepiej na spokojnie robić wszystko po kolei, bez paniki:-)

      Usuń
  33. Zdziwiłabym się wielce, gdyby jednak sędziego skazali... wszak ręka rękę myje i takie tam inne zapewnienia.

    OdpowiedzUsuń
  34. Zatrzymaliśmy się kiedyś z mężem przy ulicznym stoisku z ciemnymi okularami. Stoimy, oglądamy, aż tu widzę, że jedna ze sprzedawczyń do drugiej coś pokazuje i na nas zerka. Potem zaczęła liczyć dyskretnie wystawione okulary i do nas z krzykiem: _ Pan wziął jedna parę, proszę oddać! My zszokowani, zdumieni, ale oczywiście mówimy, że nikt z nas nic nie ukradł. A kobieta swoje dalej: - Proszę oddać, bo zadzwonię na policję! - Proszę dzwonić, my nic do ukrycia nie mamy. jeśli nas pani oskarża, to proszę albo wezwać policję, albo nas przeprosić.
    Wezwać nie chciała, zadzwonić w końcu też nie. Postaliśmy trochę, poczekaliśmy, szczerze mówiąc to liczyłam, że jakiś strażnik miejski, albo policjant będzie przechodził, bo miałam ochotę oskarżyć tę kobietę o oszczerstwo. Pół ulicy słyszało, że jesteśmy złodziejami. Ale oczywiście żaden stróż prawa się nie pojawił. Odeszliśmy zniesmaczeni.
    To było tyle lat temu, a pamiętam nadal i wspominam z wielką przykrością. Gdyby chociaż przeprosiła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nawet gdyby przeprosiła, nie zrobiłoby się Wam milej, o czym świadczą przykre wspomnienia sprzed lat, nadal żywe...

      Usuń
  35. Okropna sytuacja. Oczywiście okropna dla tej kobiety oskarżonej niesłusznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie sytuacje zapadają głęboko w pamięć do przegródki - zdarzenia traumatyczne...

      Usuń
  36. Odpowiedzi
    1. Takie nasze swojskie piekiełko...

      Usuń
  37. Smutno mi się zrobiło... Bardzo lubię mandarynki i współczuję im, że musiały w takiej aferze wziąć udział...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście smaku im to nie zepsuje...

      Usuń
  38. Myślę, że reakcja dużo na wyrost... i to z powodu mandarynek? Smutne bardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może te mandarynki wyjątkowo drogocenne były?

      Usuń
  39. A mnie w Szwajcarii nie wydano właściwej reszty przy zakupie. a że było to w czasach, gdy miałam tylko franki kupione w Polsce i zapłaciłam ostatnim banknotem 100fr., to brak pieniędzy wyraźnie odczułam. Tyle, ze po czasie. Człowiek wydał mi resztę, jak z 50 fr, a nie jak ze 100. Nie wiem, czy celowo, czy pomyłkowo. Wróciłam do sklepu, gdy tylko zauważyłam "pomyłkę". Sprzedawca był sceptyczny, ale sprawdził kasę i okazało się, ze jednak ma superatę 50 fr. oddał mi je! Ale nie przeprosił wcale, nadal zachowywał się, jakbym to ja jego naciągnęła na pieniądze, a nie on mnie. A w Polsce sprzedawczyni także wmawiała mi, że nie zapłaciłam za towar i nie chciała mi go wydać (był duży ruch w sklepie mięsnym), wzięła moje 50 zł machinalnie, do kasy i zupełnie tego nie kojarzyła. Dokładnie wiedziałam, ze dałam 50 zł, bo zwykle płacę kartą, a tym razem miałam tylko 50 zł i żadnej innej gotówki. Sprzedawczyni była zdenerwowana, bo ja tez się uniosłam i z kolei wytykałam jej niekompetencję i obrażanie mnie. Inna sprzedawczyni poprosiła mnie, żebym przyszła za jakiś czas, ona "zrobi kasę" i przeliczy pieniądze. No i wyszło na moje, moje 50 zł znalazło się. Pani przeprosiła, ale straciły klientkę. Nie kupuję już w tym sklepie. uważasz, że sędzia połaszczył się na nie swoje 50 zł? Myślę, że jak ta sprzedawczyni, bezrefleksyjnie wziął pieniądze, bo przecież coś kupował, a myślami był daleko stamtąd. W każdym razie sprawa " kradzieży" 50 zł, jako pretekst pozbycia się kolejnego nieprawomyślnego sędziego, jest żenująca. A ponoć sprawy do 200 zł w ogóle nie są rozpatrywane przez sądy, bo to "znikoma szkodliwość czynu". Ech, strach będzie podnieść z chodnika zgubioną złotówkę, o większej kwocie nie mówiąc, bo a nuż to prowokacja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie mnie także zdziwiła kwota, bo zbyt mała by zaraz lecieć z tym do sądu, coś tu jest niejasne...
      Mój syn kiedyś wrócił z małego sklepiku bez reszty, więc poszłam sprawę wyjaśnić, ale bez awantury, bo ekspedientka miła. Przeliczyła, wszystko się zgadzało, a okazało się, że reszta była w torbie, syn wrzucił, by po drodze nie zgubić...

      Usuń
  40. Dawno temu byłam z 2- czy 3-letnią córką na zakupach przy kiosku warzywniczym. Gdy ja kupowałam warzywa, córka wzięła jedną pomarańczę ze skrzynki wystawionej przed kioskiem i włożyła do mojej siatki. Dopiero w domu zauważyłam tę "kradzież". Z córką i pomarańczą wróciłam do kiosku i się wytłumaczyłam oraz zapłaciłam za owoc.
    Z kolei niedawno w jednym z marketów zauważyłam na podłodze przed kasami banknot 20-złotowy. Podniosłam, sprawdziłam, czy jest prawdziwy, a nie jakaś podróbka i zaniosłam kasjerce. Wszyscy z kolejki popatrzyli na mnie jak na kogoś niespełna rozumu. Nie potrafiłabym przywłaszczyć sobie czegoś, co do mnie nie należy, chyba że przez roztargnienie jak ten sędzia.
    Serdecznie pozdrawiam.
    P.S. Przeczytałam też post poniżej na temat podręczników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koleżanka opowiadała, że jej sąsiadka zabrała w supermarkecie banknot 50 zł, który leżał przy kasach. tego samego dnia miała wizytę kogoś ze sklepu, bo sprawdzili na kamerze, kto wziął. Ona często robiła tam zakupy i znała kasjerkę, więc odszukali ją w domu i upomnieli się o zgubę...
      Miło mi Cię gościć:-)

      Usuń
    2. Ja miałam inną przygodę:farmaceutka w aptece dała mi dobre tabletki, ale nie tyle, ile przepisała lekarka.
      Nawet tego nie zauważyłam. Wieczorem po pracy przyszła do mnie z dobrą ilością tabletek i ledwo zmusiłam dziewczynę, aby wzięła dopłatę do tych tabletek.
      Zauważyłam, że w aptece pracują bardzo uczciwe i uczynne farmaceutki.

      Usuń
    3. To prawda, zawsze dobrze doradzą, złego słowa nie dam powiedzieć na panie z apteki:-)

      Usuń
  41. Bardzo nieprzyjemna sytuacja. Takie sprawy powinno się załatwiać łagodniej i nie w tonie oskarżenia.
    Nawet nie chce sobie wyobrazić jak ta pani oskarżona mogla się poczuć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? W takim wypadku co jej po przeprosinach...

      Usuń
  42. Konwersacje zwłaszcza z native speakerem są bardzo dobre.

    Ja tam ostatnio mało filmów oglądam, a ten głównie ze względu na Jacka Blacka.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja lubię obejrzeć wieczorem dobry film, tylko o te dobre ostatnio trudno...

      Usuń
  43. Faktycznie - niezręcznie to mało powiedziane i nie wiadomo jak się zachować będąc po obu stronach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje nie działać impulsywnie, ale łatwo powiedzieć!

      Usuń
  44. O matko, chyba bym zapadła się pod ziemię...Swoją drogą jak łatwo oceniamy i oskarżamy innych...szkoda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, a można było inaczej...

      Usuń