Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fast food. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fast food. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 czerwca 2015

Diabeł tkwi w sklepikach?

Znowu ministrowie wyszli przed szereg i chcą walczyć z nadwagą u dzieci poprzez wycofanie słodyczy, chipsów i innych "niezdrowych" rzeczy ze sklepików szkolnych. Tak jakby to sklepiki szkolne winne były błędów żywieniowych młodych ludzi. U nas w szkole nie ma sklepiku od lat, usunięte zostały automaty z napojami gazowanymi, pod szkołą też nie ma kiosku ani sklepu. I co? Liczba uczniów ze sporą nadwagą rośnie, co widać gołym okiem. W plecakach uczniów często więcej słodyczy, niż pożywnych kanapek, a chipsy zjadają dzieci w drodze do szkoły. Jeżdżę na wycieczki i widzę ile śmieciowego jedzenia rodzice kupują na wyjazd z klasą, oprócz tego dzieciaki kupują co popadnie w automatach i sklepikach w różnych miejscach.
Szkoła bierze udział w różnych akcjach promujących zdrowe odżywianie, dzieci z klas 1-3 dostają codziennie soki, owoce i warzywa fundowane przez państwo, ale przecież nawyki żywieniowe wynosi się z domu, a to w domu dziecko spędza większość czasu, obserwuje dorosłych i rówieśników.
Poza tym pieniądze na śmieciowe jedzenie dają właśnie rodzice lub dziadkowie. Zobaczcie, ilu klientów mają sieci MacDonald czy KFC w tygodniu, a zwłaszcza w weekendy. Kiedyś w moim mieście, a myślę że w wielu innych też rozgrywały się batalie przeciwko budowaniu restauracji fast food, a przecież bywanie w takich miejscach i jedzenie frytek, hamburgerów itp. nie jest obowiązkowe. U nas KFC jest od kilku lat, a ja jeszcze tam nie byłam, a w MacDonald's bywam na kawie i lodach ewentualnie. Sorry, raz jadłam tortillę w drodze powrotnej z wakacji.
Myślę więc, że obarczanie sklepików szkolnych winą za otyłość dzieci jest dużą przesadą, bo już w drodze do szkoły dzieciaki kupują masę słodyczy i chipsów, a poza tym umieją liczyć: w Biedronce jest taniej...

(Źródło:motywator dietetyczny)