Pokazywanie postów oznaczonych etykietą higiena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą higiena. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 kwietnia 2015

Higiena naszych przodków

Właśnie wróciłam z wycieczki do Muzeum mydła i historii brudu. Też zdziwiłam się, że takie istnieje. Przy wejściu wita nas sklepik pachnący mydełkami, a każde mydełko wygląda apetycznie: jak babeczka, lizak, tartinka, makowiec itp. Mydełka można kupić wszelakie: marsylskie, syryjskie, ręcznie robione, z płatkami róży, z lawendą, z kawą, co kto lubi. Szatnia w formie chatki z bratkami w oknach. Zdjąwszy okrycie wierzchnie przekraczamy progi muzeum, a tam aranżacje: manufaktury mydła, sklepu kolonialnego, magla, łazienki z czasów PRL-u, prymitywnej łaźni. Jest tez stanowisko do samodzielnego wykonania mydełka swojego pomysłu. Pan przewodnik oprowadza, opowiada ciekawostki, prezentuje pracę niektórych urządzeń. Niektóre pamiętam z dzieciństwa, używano ich w domach babć, a teraz oglądamy je w muzeach i skansenach.



Zainteresowały mnie ciekawostki o higienie naszych przodków i hasła wymalowane na ścianach lub wydrukowane na plakatach.
"Ten kto z Franią robi pranie, ma czas na całowanie"
"Po skończonej robocie załóż majtki"
"Tam gdzie wszyscy śmierdzą - nie czuć smrodu"
"Ręce myj często, stopy rzadko, głowę wcale"
Niektóre z ciekawostek pana przewodnika były mi znane, chociażby te, że mieszkańcy Wersalu nie grzeszyli czystością, a damy dworu w swoich torebkach nosiły srebrne młoteczki do zabijania wszy w ogromnych perukach lub pod nimi, we włosach. Wielu ascetów świata chrześcijańskiego za jedyne godne mycie ciała uważało chrzest i obmywanie ciała po śmierci. Medycy odradzali zabiegi higieniczne, jako przyczynę wielu chorób, a picie wody miało sprzyjać epidemiom. Zanim ludzie zaczęli do mycia używać wody, oczyszczali skórę przy użyciu mieszanki tłuszczu i popiołu, którą zeskrobywano specjalnymi narzędziami.
Oglądanie zgromadzonych eksponatów wywoływało czasem uśmiech, czasem zdziwienie, czasem wspomnienie(mydło Jacek i Agatka, perfumy "Być może", żyletki Polsilver).


Śmiejemy się z higieny bardzo dawnych przodków, ale przecież pamiętam z opowiadań dziadków i rodziców, że w nie tak dawnej przeszłości tradycyjne kąpiele całej rodziny odbywały się przed świętami typu Wielkanoc i Gwiazdka, w najlepszym wypadku raz w tygodniu, przeważnie w sobotę.
Pranie rodzinne stanowiło nie lada wyzwanie, zwłaszcza tam, gdzie nie było ciepłej wody, a wysuszone pranie nosiło się do magla, firany krochmaliło się i naprężało na specjalnych stelażach. W wielu przypadkach częste pranie oznaczało niszczenie ubrań czy pościeli, więc prano rzadko.
Jednak ostatnio, szczególnie w dni ciepłe mam wrażenie, że niektórzy raczej wietrzą, a nie piorą, a w kwestii higieny cofnęli się do epoki przodków...