Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żywność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żywność. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 marca 2025

Zero waste, czyli jak nie marnować...

 

Marnowanie żywności, to chyba najcięższy grzech naszego pokolenia. Moja babcia mawiała, że nawet okruszynę chleba trzeba uszanować i nigdy okruchów nie zrzucała na podłogę. Obierki od ziemniaków zostawiała dla sąsiadki, bo jej mąż hodował nutrie, z suchego chleba robiła bułkę tartą, zawsze potrafiła zagospodarować resztki jedzenia.

Ludzie, którzy przeżyli głód, chłód i biedę potrafią docenić dostatek, który nam towarzyszy.

Najwięcej wyrzucamy po każdych świętach i długich weekendach, co obserwuje od lat. Za dużo kupionego chleba, ciasta, na śmietnik trafiają makowce i kiełbasy. Niektórzy wyrzucają całe opakowania przeterminowanych sałatek, serów, bułek, opróżniają piwnice ze słoików z przetworami...

A już serce boli, gdy widzę w mediach relacje z bitew na pamarańcze, pomidory, niszczenie zbiorów, by zachować konkurencyjność cen ... a tyle jest głodu na świecie!
Oby opanowanie przyszło w porę!

Tyle słychać narzekań na ceny żywności, sama obserwuję ciągłe podwyżki, a z drugiej strony wyrzucamy ciągle za dużo. Często tzw. promocje w sklepach powodują, że kupujemy za wiele, bo taniej było, a potem nadmiar trafia na śmietnik. Zagospodarowywanie resztek bywa pracochłonne i wymaga wysiłku, ale pomysły można znaleźć wszędzie , od czego Internet?


Sałatki można zrobić błyskawicznie i ze wszystkiego, a sałatka z dodatkiem mięsa czy jajek może być daniem obiadowym, do tego bagietka i posiłek gotowy!

Moja propozycja powyżej, to makaron zrobiony z naleśników z wczoraj, do tego kiełbaska biała z dodatkiem warzyw z mrożonki, trochę przecieru lub ketchupu i pychota na talerzu.
Naleśniki to podstawa do zrobienia krokietów z różnymi farszami, a z pomarańczami i waniliowym sosem to świetny deser...

Z chleba możemy zrobić nie tylko bułkę tartą. Przydadzą się grzanki do zupy kremu, można zrobić tosty zapiekane z szynką i serem lub tosty francuskie, maczane w rozbełtanym jajku z mlekiem i smażone na patelni.

Makaron to świetny półprodukt do zapiekanek, sałatek, dań jednogarnkowych itp.

Resztki czerstwego ciasta deserowego, nasączone kawą lub likierem można wykorzystać do zrobienia deserów w kielichu.

Niezbyt jędrne jabłka, starte na grubej tarce wystarczy zalać galaretką lub kisielem, dodać rodzynki i zdrowy podwieczorek gotowy.


A czy Wy, macie jakieś sekretne sposoby na wykorzystanie resztek w Waszej kuchni?

środa, 4 marca 2020

Bo oczy chciały...

Wyrzucałam wczoraj śmieci i co widzę?
Na kontenerach na bogato - siatka pieczarek, torba bułek, nierozpakowana kiełbasa w plastrach, koszyk kiwi...
W dodatku zostawił ktoś na wierzchu w jakim celu?
Mam się poczęstować?

Bywając w różnych jadłodajniach i sklepach zwracam uwagę na to, co i ile kupują klienci.
Zastanawia mnie czasami nie tyle zawartość portfela niektórych, bo każdy ma inne możliwości finansowe, ale bardziej podziwiam apetyt i wielkość żołądków.
Swoją drogą część tych zakupów trafia potem na śmietnik, wyrzuca się mnóstwo niezjedzonej żywności: całe bochenki chleba, bułki, ciasta, główki kapusty, cebulę, ziemniaki, nawet przetwory w słoikach.
Gdy pojawia się promocja niektórych produktów, to jakby ludzie dostawali głupawki , no bo kto jest w stanie zjeść kilka kilogramów mandarynek, całą reklamówkę pieczarek, pięć zgrzewek schabu po 2,5 kilograma każda, 20 kilo cukru, czy 5 litrów oleju rzepakowego?
Podobnie w restauracjach. Bywam czasem w sieci Ikea, gdzie można zjeść niedrogi obiad.
Przychodzą na posiłki całe rodziny przy okazji zakupów.
Obserwuję załadowane po brzegi wózki - zupa, drugie danie, sałatka, soki, kawa, deser...
Przy oddawaniu tac w wyznaczonym miejscu okazuje się, że z niektórych talerzy najadłby się niejeden bezdomny i głodny.
Czyżby oczy chciały więcej, niż żołądki mogły pomieścić?
Rozumiem, że poprawiły się rodzinom finanse, ale szkoda zwyczajnie wyrzucać to, co zostało na talerzach.

Mój syn był kiedyś w Londynie i poszli z narzeczoną do chińskiej restauracji, bo taniej.
Płaciło się tam raz, a można było nakładać, ile dusza zapragnie.
Warunek był jeden - nic na talerzu nie zostawiasz, jeśli przeholowałeś z nakładaniem, dopłacasz za to, czego nie zjadłeś i to niemało...
Podoba mi się ten pomysł.

Mamy w Poznaniu ulubioną restaurację, gdzie karmią dobrze i tanio, ale porcje są zbyt duże. zawsze prosimy o pojemniki jednorazowe i zabieramy niedojedzone danie do domu.
Niektórzy twierdzą, że to obciach, ale ja tak nie uważam.
Zapłaciłam za posiłek, który okazał się dla mnie zbyt obfity, więc resztę wykorzystam następnego dnia lub na kolację.

Jest wiele sposobów na zagospodarowanie żywności, która nam została.
Z domu rodzinnego wyniosłam przepis na grzanki z czerstwego chleba w cieście naleśnikowym, na kopytka z ziemniaków z dnia poprzedniego lub po prostu na zapiekankę z wszystkiego, co znajdziemy w lodówce.
A jakie Wy macie sprawdzone sposoby na to, by nie marnować żywności?

sobota, 16 lutego 2019

Litości...

Sceptycznie podchodzę do wszelkich nowinek w poglądach na odżywianie, leczenie , do odkryć w badaniach naukowych, tym bardziej, że jak pokazuje doświadczenie, to co kiedyś było szkodliwe i naganne, dziś już nie jest i odwrotnie, bo wiadomo - rynek napędza także badania w wielu dziedzinach.

Oglądam i czytam doniesienia o szkodliwości naszych codziennych pokarmów, typu chleb, mięso, wędliny, margaryna, a nawet owoce i warzywa.
To co normalne jest be, powinniśmy jeść tylko Eko lub Bio, mięsa w ogóle, a cukier, nabiał i pieczywo to istna trucizna. W dodatku "specjalna" żywność ma specjalne oznaczenia, jest 2-3 razy droższa i co chwila wmawia się nam, ze sami sobie kopiemy grób za życia.

Już na starcie czuję się jak dziwoląg, skoro nie kupuję EKo i Bio, a już z glutenem i laktozą to całkiem ciemnogród.
Mamy czytać etykiety i dokonywać świadomych wyborów, jeśli chcemy być zdrowi do późnego wieku...ale z drugiej strony, taki wybór jest często niemożliwy, bo konia z rzędem temu, kto znajdzie dziś np. chleb bez żadnych dziwnych dodatków.
Wiem, mogę sama piec chleb, robić wędliny, humusy, twarożek, ale czy półprodukty są w pełni zdrowe?
Poza tym, kiedy to wszystko robić, a może na emeryturze jest na to czas? Nie chciałabym jednak spędzać całego dnia w kuchni...
Oto moje przemyślenia w tym temacie:

- skoro zjadamy same trucizny, co na to Ministerstwo Zdrowia i służby odpowiedzialne za dopuszczanie żywności do szerokiego obiegu?
- skoro istnieją normy, przepisy, dawki dozwolone itp. dlaczego nie ściga się producentów za oszukiwanie?
- skoro zamyka się nieuczciwe ubojnie, zakłady przetwórstwa, fermy itd., to dlaczego nie zamyka się fabryk produkujących żywność, która truje i uzależnia?
- skoro na pudełkach z papierosami umieszcza się hasła ostrzegawcze i zdjęcia, to dlaczego nie ma podobnych na etykietach i stoiskach ze słodyczami lub z pieczywem?
- skoro przy sprzedaży alkoholu sprawdza się pełnoletność kupujących, to dlaczego nie sprawdza się pełnoletności kupujących cokolwiek, czy nastolatek lub dziecko potrafią dokonywać świadomych wyborów w temacie zdrowa żywność?
- Skoro bada się mięso na obecność pasożytów, azotanów i innych takich, to dlaczego nie ma podobnych badań przed przyjęciem towaru do sklepów – jeśli za dużo cukru i konserwantów – won!

Znowu negatywne zjawiska w pewnych dziedzinach życia i gospodarki zrzuca się na barki konsumentów, klientów, nas wszystkich, bo przecież jeden przemysł wspiera drugi – im więcej świństwa jemy, tym więcej leków będziemy potrzebować lub szybciej umrzemy, z czego ZUS się ucieszy.
Nie wiem tylko, po co ciągle zapełniają podobnymi tematami audycje radiowe, telewizyjne i czasopisma, skoro nic się w tym względzie nie zmienia, od gadania i pisania o szkodliwości zdrowsi nie będziemy.

Marzyłoby mi się przeczytać lub usłyszeć o pozytywnych zmianach w podejściu do produkcji żywności na skalę globalną i bym nie musiała spędzać w sklepie godzin całych na czytaniu etykiet pisanych maczkiem, od czego jeszcze i wzrok mi się pogorszy...

wtorek, 13 lutego 2018

Beznadziejnie zdrowi...

Od dawna nurtowało mnie pytanie : skąd nagle taka liczba ludzi z alergiami pokarmowymi i tyle modnych diet?
Niektórzy wystrzegają się wszystkiego: glutenu, laktozy, soli, cukru, tłuszczu zwierzęcego, mięsa czerwonego, ryb morskich, drożdży itd.
Ilość diet i przeciwwskazań pokarmowych jest tak duża, że życia nie starczy by je wszystkie wypróbować, w dodatku wiele z nich wyklucza się wzajemnie.
Nie jestem taka mądra w te klocki, ale oglądałam świetny film dokumentalny poparty badaniami dietetyków, biologów, gastrologów i tzw. dziennikarzy śledczych, którzy niektóre rewelacje wypróbowali na sobie.
Film zawierał także wypowiedzi producentów tzw. zdrowej żywności.
Bardzo spodobało mi się określenie jednego z piekarzy, właściciela tradycyjnej wytwórni pachnącego pieczywa bez polepszaczy, który stwierdził, że w dzisiejszym świecie nie wypada być BEZNADZIEJNIE ZDROWYM, więc ludzie wymyślają alergie pokarmowe i modne diety, a rynek farmaceutyczny i spożywczy szybko te mody wychwytują i rozkręcają machinę wyciągania pieniędzy od podatnych klientów.
Badania medyczne dowodzą, że tylko nikły odsetek populacji nie toleruje glutenu czy innych składników pokarmowych, a niektóre makro i mikroelementy musiałyby być jedzone w astronomicznych ilościach by nam zaszkodzić.
Zauważcie, że z wiekiem nasz organizm nie potrzebuje już nieprzetworzonego mleka, ja np. mam po mleku w kawie mdłości, ale już farmaceuci proponują lek na to – łykaj i pij mleko… a skutki uboczne? Wybierz sam!
miewasz wzdęcia po golonce z kapustą? Łyknij tabletkę i zjedz następną golonkę...
Z drugiej strony, proponuje się zamienniki naturalnej żywności - chrupkie pieczywo, które mój mąż nazywa płyta pilśniową, kotlety sojowe, ser tofu,sernik bez sera, czekoladę bez czegośtam, kawę bez kofeiny, piwo bez piwa...
Zamiast tradycyjnego pieczywa proponuje się bezglutenowe, a żywność bezglutenowa zawiera często całą tablicę Mendelejewa oraz 3x więcej cukru i tłuszczu, nie mówiąc o kilkakrotnie wyższej cenie. W dodatku jeden z producentów pieczywa bezglutenowego zawsze zamawia pizzę tradycyjną, a bezglutenowego chlebka próbuje z powodów zawodowych wyłącznie.
Diety wykluczające pewne składniki pokarmowe powinny być prowadzone pod nadzorem dietetyka lub lekarza bo np. całkowita eliminacja glutenu u ludzi zdrowych może powodować inne choroby i nowe alergie, zwłaszcza u dzieci.
Jak stwierdził jeden z lekarzy – życiowe przyjemności są ważne, trzeba je równoważyć rozsądnym odżywianiem i zdrowym stylem życia. Nie ma diety cud uniwersalnej dla wszystkich.

Wiele diet wyklucza się wzajemnie, czego dowiodła jedna z dziennikarek, która szukała porad u 3 różnych dietetyków, pracujących rozmaitymi metodami.
Pytała także specjalistów o detoks, czy są dowody zdrowotne na odtruwanie organizmu? Jeden z lekarzy stwierdził, że tzw. detoks ma taki sam sens, jak ablucje rytualne czy rekolekcje wielkopostne. Nie ma uzasadnionych powodów przeprowadzania detoksu, bo żadnych potworności w tych naszych jelitach nie ma…
Według autorów filmu media szukają skandali, także związanych z żywnością. Zauważcie, że co jakiś czas szkodzi nam – ludziom co innego, a to jajka, a to kawa, a to czarna herbata, raz masło od krowy , a innym razem tłuszcze roślinne.

Modny ostatnio orkisz to nic innego jak pszenica (rzekomo niezdrowa) tylko dawnego rodzaju, mająca obniżone plony z kwintala…
Wielu ludzi w poszanowaniu życia zwierząt przechodzi na wegetarianizm czy weganizm, ale nie wszyscy potrafią zbilansować prawidłowo posiłki, bo jest to trudne, pracochłonne i niekiedy drogie.

Ludzie płacą słono za diety pudełkowe, diagnozy alergologów, śledzą blogi żywieniowo-dietetyczne głównie po to, by ukoić niepokoje wszelkiego rodzaju i iść za duchem czasu. Ale czy słusznie? Jeśli tradycyjne jedzenie jest tak niezdrowe, to dlaczego wraca się do dawnych receptur i panuje moda na slow-food i slow-life?
Wydaje mi się, że najlepszą modą jest zdrowy rozsądek i słuchanie własnego organizmu…