Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Zapiski codzienności cz.40

Zanim pojawi się relacja z naszego pobytu nad morzem, nieco drobiazgów z codziennego życia, bo nazbierało się trochę, a niebawem przedawnią się kompletnie...


Książki zamówione w księgarni wysyłkowej, w tym jedna dla wnuka :-)


Mieszkam w pobliżu stawu ,  którym opiekują się wędkarze. W tym roku kolejne pokolenie gęsi odhowanych w środku osiedla. Dobrze się tu czują, a my mamy miłe towarzystwo. 


Kamień znaleziony w Toruniu nad Wisłą, nie wiem co przedstawia rysunek...


Odbyło się u nas trochę imprez plenerowych, jeszcze przed upałami. Wielka scena na łąkach w środku osiedla, można było posłuchać różnych wykonawców. Nie wiem tylko, dlaczego za każdym razem alkohol musi się lać  rzeką, zwłaszcza gdy imprezy do późna....


Zapowiadali upały greckie, więc kupiliśmy taki wentylator, sprawdza się, nie hałasuje, nie był koszmarnie drogi...


W parku miejskim nie tylko festiwal książek, ale i Jarmark Kujawski, przemarsz pań w kapeluszach, Noc Kupały i wianki, występy w muszli koncertowej.


Na głównym stawie parkowym niecodzienny widok - maszyna do usuwania glonów, bo wody stawu strasznie zarosły zielonymi kożuchami. Nie pamiętam wcześniej takiego zjawiska...


W muszli koncertowej kolejna atrakcja, czyli Folk Festiwal. Posłuchaliśmy trochę pieśni, takich w słowiańskim typie, a głosy pięknych chórzystek dobrane idelnie!

Na koniec polecajka - Ania i Arek , którzy zamieszkali w Norwegii, podróżują namiętnie i prowadzą blog Norwegia i reszta świata, zapraszają na wspólne wyprawy, które zorganizują specjalnie dla Was.
Zajrzyjcie, może nabierzecie ochoty?

Trzymajcie się w te upały, wkrótce relacja z wyprawy nad morze.

sobota, 23 maja 2026

Przerwa na art żurnal...

 Trochę się skumulowało wytworów, ale żeby nie było, że same obrazki zamieszczam, to najpierw anegdota z życia. Spacerowaliśmy z mężem wokół jeziora, po ścieżce rowerowej jeździł na hulajnodze nastolatek, w kasku, niezbyt szybko. W pewnym momencie poprosił o podanie godziny, bo nie zabrał z domu telefonu. Mąż podał czas, a ja zdumiona pytam:

-  taki młody człowiek bez telefonu? niebywałe przecież!

- a tak, często zapominam!

- w takim razie gratuluję :-)

- dziękuję, miłego dnia dla państwa!









Znalazłam idealny cytat na nasz głód podróżowania: podróżujemy nie po to, by uciec od życia, ale po to, by życie nam nie uciekło:-)

A co Was motywuje do podróżowania?

wtorek, 30 września 2025

Dusza włóczykija...

 Bywają turyści wakacyjni, bywają niedzielni, a niektórzy z nas mają duszę włóczykija. Włóczykij wędruje przy każdej pogodzie, na trudy nie narzeka, prowiant ma przy sobie, bacznie obserwuje i każdym źdźbłem trawy się zachwyca. 

W przerwie remontowej wybraliśmy się na spacer, bo sprzątanie nie zając, a głowę przewietrzyć należy!


W parku miejskim nowa instalacja z okazji Dnia Turystyki, który przypada 27 września. Wstążki w kolorach flagi naszego miasta, na wstążkach kartoniki z hasłami o podróżowaniu. Niektóre wydrukowane, inne napisane odręcznie pisakami. Skojarzyłam to z instalacjami u stóp ośmiotysięczników, gdzie członkowie wypraw i szerpowie zostawiają swoje prośby do bogów o pomyślne zdobycie szczytu.





Gdybyście mieli określić siebie i Wasz stosunek do podróżowania, jakim typem podróżnika siebie nazwiecie? A jeśli lubicie podróże małe i duże, to co Was najbardziej cieszy w podróżowaniu, pamiętając, że wyprawa zaczyna się od planowania?

A może zdarzyło się komuś, spontanicznie wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż i bilet?
Napiszcie, proszę w komentarzach.

Zamieszczam również moje karty art żurnalowe na podróżniczy temat. karty tworze ciągle, ale dawkować muszą powoli, by Was nie wystraszyć...




Złota jesień, to świetna pora na długie spacery i wycieczki, korzystajcie!


wtorek, 2 kwietnia 2024

Obserwacje wagonowe...

Moje podróże pociągami bywają zwyczajne, a bywają także ciekawe pod kątem obserwacji. Ostatnio czekałam na peronie prawie godzinę, bo wiadomo, przychodzę wcześniej, a pociąg tym razem miał 40 minut spóźnienia. Dzięki opóźnieniu, przynajmniej mąż zdążył wrócić ze szkolenia i towarzyszył mi na stacji. 

Nie jestem strachliwa, ale peron, z którego odjeżdżam, to stara stacja na peryferiach osiedla, nic tylko pola i stare sady, więc iść tam o zmroku i czekać samotnie to nic przyjemnego, zwłaszcza w dzień powszedni, bo już w niedziele więcej osób czeka na peronie.

Przed przyjściem męża nawiązałam rozmowę z panią w moim wieku, która też jechała do wnuka.
Instytucja babć na emeryturze jest bardzo  potrzebna i chętnie wykorzystywana. Opóźnienie pociągu spowodowane było awarią trakcji elektrycznej. Wichury nadal dokuczają i będą coraz częstszym zjawiskiem...

Wracałam do domu w piątkowy wieczór, bilet warto kupować kilka dni wcześniej, by nie stać całą podróż na korytarzu. W pociągu nawet w dzień powszedni mnóstwo ludzi, a cóż dopiero w piątek!
Na peronach spore zamieszanie, bo pociągi spóźnione, ludzie przesiadają się w różnych kierunkach.
 Gdy masz 3 minuty na zmianę pociągu na innym peronie, to z ciężkim bagażem jest to nie lada wyczyn! 

Obserwacje wagonowe są równie ciekawe, jak te peronowe, a duże dworce kolejowe są jak wielkie miasta , nigdy nie śpią i przewijają się przez nie tysiące ludzi...

Obok mnie bardzo cicha pasażerka w słuchawkach na uszach. W pociągu chętnie czytam, ale i tym razem okazało się to niemożliwe, bo po pierwsze strasznie bolała mnie głowa (drugi dzień globusa), a po drugie naprzeciwko siedziała para młodych ludzi (koledzy ze studiów) bardzo swobodnie traktująca podróż pociągiem, jakby wokół świat nie istniał ...
Dziewczyna najpierw wykonała kompletny makijaż, co przy wagonowym oświetleniu było wyczynem, Później ze znajomym wymieniali się szczegółami z życia swojego i wspólnych znajomych, w międzyczasie wybierając i zamawiając pizzę na kolację, którą zamierzali spożywać w Bydgoszczy.
Z rozmowy wynikało, że wybierali się na imprezowy weekend bez gwarancji noclegowych, ech młodość!

Na siedzeniach obok mojego miejsca dziwnie podminowana para, on układał kostkę Rubika w zawrotnym tempie, już od obserwowania dostałam oczopląsu, ona grała w coś na telefonie, a co jakiś czas rzucała aparatem na stolik między siedzeniami, co irytowało pewnie starszego pana, który pisał szybko na klawiaturze laptopa. Jak łatwo przychodzi niektórym odgrodzenie się od otaczającego świata i jak trudne jest to dla współpasażerów.

W pewnym momencie przez przedziały przemknęła  pielgrzymka kilku osób, na czele dziewczyna z tekstem: czy jest gdzieś wolne miejsce, bo ta pani ma chorą nogę! za jej plecami owa pani dopowiadała : najwyżej mi ją utną! Nie wiem czy miejsce znaleźli, ale nie wrócili...

Zauważyłam też, że wśród bagaży przeważają walizki na kółkach, rzadziej plecaki, a już sporadycznie inne pakunki, choć widywałam rośliny doniczkowe, drzewka, zwierzaki...

Jadąc pociągiem wieczorem niewiele widzimy przez okna, ale z prędkości pociągu zdałam sobie sprawę, gdy mijał nas inny skład. to tak jak z lotem samolotem - widzisz tylko chmury, a samolot jakby wisiał w powietrzu, póki nie minie was inny samolot!

Gdy wysiadałam  zauważyłam, że na półce przeznaczonej na spore bagaże obok wyjścia śpi w najlepsze jakiś pasażer...zwinął się jak kot, oby nie przespał swojej stacji.

poniedziałek, 23 października 2023

Nadaktywność...

 Jesteśmy  różni, zarówno zewnętrznie, jak i od wewnątrz. Oczywiście nie chodzi o wielkość serca, kształt żołądka czy średnicę żył.

Nasze istotne wnętrze, to osobowość, wrażliwość,  wyznawane wartości, ciekawość...

Różnią nas także typy zachowań - jedni są głośni, gestykulują, często wybuchają śmiechem; inni wyciszeni, rzadko się odzywają, czasem skiną tylko głową na pozdrowienie, oszczędni w gestach i mimice;  jednym usta się nie zamykają, inni milczą godzinami; jedni na przystanku przechadzają się w tę i z powrotem, inni siedzą kamieniem na ławce. 

Są cholery i flegmatycy...ale nie będzie to kurs przyspieszony z psychologii, to tylko wstęp do opisu sytuacji w pociągu.

Wracałam z Poznania w środku tygodnia, pociąg prawie pusty, nie to co w niedzielę, w moim przedziale jeden pasażer. Ucieszyłam się, bo lubię poczytać w pociągu, a gdy zdarzy się rozmowne towarzystwo lub hałaśliwa młodzież, to z czytaniem kiepsko. Pasażer był młodym człowiekiem, ale już nie nastolatkiem, choć jego ubranie "krzyczało" o uwagę, a na pewno niosło jakiś komunikat.

Pociąg stał na stacji kwadrans, w międzyczasie wsiadł i drugi pasażer, równie młody, siadł pod oknem i zanurzył w laptopie...

Wyjęłam książkę i napój, ruszyliśmy. Pasażer w krzykliwym stroju okazał się wprawdzie w miarę cichy, ale nadaktywny. Moja podróż trwała godzinę i kilka minut, a w tym czasie młody człowiek dał pokaz takiej ruchliwości, że i tak trudno było skupić się na czytaniu. 

Przesiadał się z miejsca na miejsce (pustawy przedział), ruszał nogami, popijał z pogniecionej plastikowej butelki, szeleszcząc straszliwie i nie przerywając gry w telefonie, rozmawiał z kimś na linii, ustalając menu na kolację, wychodził na korytarz, szukał czegoś w plecaku, znowu wychodził. 

Pokasływał przy tym potężnie i mam nadzieję, że nie zarażał żadnym paskudztwem. Jego nadaktywność była męcząca, drugi pasażer próbował odwrócić się maksymalnie bokiem i skupić na pracy w laptopie, ja siedziałam naprzeciwko , zastanawiając się czy nie zmienić przedziału...

W czasie kontroli biletów, nawet kod QR w telefonie pokazywał konduktorowi tak ruchliwie, że musiał to zrobić ponownie, bo konduktor nie był w stanie odczytać danych. Okazało się, że bilet jest ważny, ale na następny dzień, konduktor musiał wystawić nowy. Całe szczęście miejsc było mnóstwo...

Ja wysiadłam wreszcie, natomiast drugi pasażer, jeśli jechał z nadaktywnym do samej Gdyni, to współczuję szczerze.

Obserwowałam wielokrotnie osoby z podobną nadaktywnością w różnych sytuacjach i nie wiem, kogo bardziej ona męczy, samego zainteresowanego , czy jego otoczenie? 

piątek, 10 marca 2023

W pociągu...

 

Ostatnio często jeżdżę pociągiem, a to doskonałe miejsce do obserwacji i czasami udaje się podsłuchać rozmowy pasażerów.

Podróż nie trwa długo, można korzystać z laptopa, kupić kawę lub herbatę i coś do jedzenia, nawet bilet kupić nie wychodząc z domu.

Mam tę dogodność, że niektóre pociągi zatrzymują się na małej stacyjce w pobliżu mojego domu, dosłownie 10 minut spacerkiem.

Z punktualnością pociągów bywa różnie, akurat te, z których korzystam praktycznie nie spóźniają się , najwyżej od 1 do 10 minut na całej trasie. Gorzej z  dworcami w dużych miastach. Niedawno czekałam na swój pociąg na peronie trzecim, wedle rozkładu, ludzi mnóstwo , część przepycha się do swoich składów, które mają opóźnienie, a ludzie przesiadki. Bagaże, ścisk, szukanie pociągu...

Stoję na peronie zajętym przez dwa opóźnione składy i myślę, że pewnie i mój także będzie spóźniony, bo nie ma gdzie wjechać. Nagle na peronie wielkie poruszenie, bo na sąsiedni peron wjechał pociąg, Żadnej zapowiedzi, żadnych informacji. Ludzie ruszają do ruchomych schodów, nie wiem skąd wiedzieli. Dobrze, że odprowadzał mnie syn, bo dojrzał z daleka numer pociągu, porównaliśmy z moim biletem i hajda na górę. Syn wysoki, postawny, wziął moje bagaże, ja za nim, zdążyliśmy, uff.

 Pociągi pełne, nie przypuszczałam, że tylu ludzi korzysta z PKP, w większości ludzie młodzi i w średnim wieku, bagaże to głównie plecaki, laptopy, rzadziej walizki na kółkach.
Bywa w wagonie duszno, niektórzy rozbierają się jak do rosołu lub wychodzą na korytarz, dlatego wolę wagony bezprzedziałowe, bo w nich większy przepływ powietrza i na monitorze wyświetlane są informacje o kolejnych stacjach oraz opóźnieniach.

Ludzie przeważnie z nosami w telefonie, rzadziej w książce lub czasopiśmie, czasem zdarzy się ktoś pracujący na laptopie. Wykupiłam kiedyś bilet przy oknie, ale na moim miejscu siedziała chyba studentka, spała, więc nie budziłam, choć gdy ocknęła się, nie przeprosiła za zajęcie mojego miejsca. Mała strata, bo po ciemku i tak nic za oknem nie widać, a pociąg jedzie tak szybko, że oczy dostają kociokwiku...

Kilka dni temu przypadł mi przedział ze studentami wracającymi z nart. Chcąc, nie chcąc słyszałam ich rozmowy, nawet nie mogłam się skupić na czytaniu. Na szczęście, w pewnym momencie każdy zajął się własnymi sprawami i mogłam poczytać. Miło było posłuchać kulturalnych młodych ludzi, którzy rozmawiali bez wulgaryzmów. Poznali się chyba na nartach, bo nie studiowali razem, wymieniali się wrażeniami z uczelni, stołówek studenckich, klubów, dziwili cenom sprzętu narciarskiego i opłat za trasy. W pewnym momencie zahaczyli o sprawy brytyjskiej rodziny królewskiej i o dziwo, ostro skrytykowali wyznania Harrego i Megan na temat ich konfliktu z rodziną Karola III. 

Przyjrzałam się pociągom Inter City, a moja przerwa w korzystaniu z kolei jest spora i zauważyłam ogromne zmiany na lepsze, nawet obsługa miła i cierpliwa, ale co najważniejsze, uprzejmość współpasażerów zaskoczyła mnie pozytywnie. Jak na razie:-)

A pamiętam czasy, gdy zimą  zdarzał się lód wewnątrz wagonów lub do Katowic jechałam na jednej nodze, bo druga spoczywała na torbie, a do toalety podawano sobie dzieci górą na głowami pasażerów, dorośli nie korzystali, bo i w toalecie ktoś stał z bagażem! jak daliśmy radę? 


Na koniec jeszcze uwaga organizacyjna. Jako senior 60+ mam zniżkę na przejazdy pociągami, także pośpiesznymi, co cieszy i tylko dziwi mnie skąd różnice w cenie za bilet na tej samej trasie? Raz płacę ok.27 zł, innym razem ok.25 zł. Nie rozumiem tego, bo przewoźnik ten sam, trasa taka sama, więc skąd różnica? A może o czymś nie wiem?

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Nie moje fotki...

Miałam być na Krecie...wylot 26 lipca, przełożyliśmy z powodu pandemii, bo jeśli podróż marzeń, to w całej rozciągłości, a nie opcja okrojona, maseczki na plaży, śniadanie do pokoju itd.

Byłam w polskich górach i nad jeziorem, w lesie i wśród zabytków.
Wysyłałam i dostawałam zdjęcia na telefon od rodziny i znajomych, nawet od tych, którzy nie bali się wojaży zagranicznych.

Po każdych wakacjach spotykamy się w szerszym gronie i oglądamy, gdzie kto był i jakie przygody przeżył.

Zdjęcia, które dziś zamieszczam zrobili inni, ale pokazuję u siebie, bo warto chyba, może ktoś rozpoznał i powspomina swoje podróże.
Takie widoczki przysłał mi syn z pobytu na Krecie w ubiegłych latach...
...i tutaj obrazki jak z bajki, może zobaczę to wszystko za rok?
Jeśli mnie pamięć nie myli, to zdjęcia z Sardynii...
...a w tym basenie syn postanowił wypróbować kamerkę, prezent od dziadków synowej.
Te dwie fotki młodzi przysłali z zimowej wycieczki do Berlina, pojechali autokarem, mieszkali w hotelu blisko centrum.
Te ciekawe zdjęcia przysłała mi znajoma, jej dzieci podróżowały niedawno po Belgii i Francji, swoim autem, więc bezpieczniej, ale dobrze, że wrócili, bo znowu wzrasta liczba zarażeń tym przeklętym wirusem...

W tym roku obejrzymy jedynie fotki z wojaży po kraju, bo z kim nie rozmawiam, to przełożył lub wycofał wyjazdy zagraniczne.
Pewnie stąd taki tłok nad polskim morzem i w górach.
Ale niektórzy znaleźli zaciszny kąt w lesie lub nad jeziorem:-)

czwartek, 19 września 2019

Na walizkach...

Są ludzie, którzy chyba urodzili się do podróżowania i to nie takiego weekendowego, ale na wielką skalę.
Znajomy młody człowiek zawsze fascynował się tym, co oglądał w czasopismach i programach podróżniczych.

Od małego dojrzewało w nim marzenie, by zobaczyć na własne oczy widziane w National Geographic ciekawostki i cuda natury.
Nie był na tyle naiwny, by nie wiedzieć, że potrzeba na to pieniędzy. Pracował więc od kiedy mógł, studiował zaocznie, by zarobić na podróże. Nie było mu lekko, ale motywacja była silna.

Zaczął od bliskich dystansów - głównie Europa, ale nie były to kierunki pospolite. Jeśli Europa to Islandia z nocowaniem pod namiotem; Węgry, ale na rowerze wokół Balatonu; Hiszpania, ale autostopem...

Poznał dziewczynę, która podzielała jego pasję, z jednym wyjątkiem - bała się latać samolotem.
Znaleźli i na to radę, poradziła się terapeuty, opanowała na tyle lęk, by latać najpierw na krótszych dystansach.

Zamieszkali razem, oszczędzali, przedmiotów zgromadzili mało, mieszkanie wynajmowali. Pracowali praktycznie po to, by móc podróżować. Jedynie telefon musiał być dobry, bo pomocny w nawigacji i kontaktach ze światem.
Każdy wyjazd zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach, zobaczyli mnóstwo krajów, także te najbardziej egzotyczne, podziwiałam zdjęcia, pomysły, odwagę i ciągły głód poznawania innych kultur.

Ostatni
pomysł dwojga młodych obieżyświatów to roczny wyjazd na antypody w ramach specjalnego programu dla ludzi do 31 roku życia.
Roczny urlop bezpłatny w pracy, sprzedanie zbędnych przedmiotów, przechowanie reszty u rodziców obojga, spieniężenie auta, bo niepotrzebne, a każdy grosz potrzebny, załatwienie wizy i biletów.
Będą oczywiście pracować w miejscu docelowym, nie dłużej jednak,niż 3 miesiące u jednego pracodawcy.
Głównym celem są dla nich podróże, ale i nowe doświadczenia.

Po roku zdecydują co dalej, cieszą się bardzo, rodzice mniej, bo to tak daleko...
Kibicuję tym planom i czekam na relacje, bo to może być ciekawa opowieść.




sobota, 20 lipca 2019

Świat na dotyk...

Toruń ze swoimi zabytkami reklamuje się hasłem GOTYK NA DOTYK.
Podobne skojarzenie nasunęła mi uroczystość rodzinna.
Co jakiś czas rozlegał się dzwonek telefonu, dzwonili bliscy i znajomi z życzeniami.

Jakże trudno w dzisiejszych czasach zebrać rodzinę przy stole. Bliscy i znajomi rozpierzchli się na wszystkie strony świata, mieszkają, podróżują, pracują w kraju i za jego granicami.
Ciężko jest spotkać się w święta, jeszcze ciężej w wakacje...

Komunikujemy się przez telefony, online, rzadziej przy pomocy kartek pocztowych czy listów.

Podróżujemy coraz częściej i coraz dalej. Jednak by poznawać Polskę i świat nie zawsze musimy ruszać się z domu. Wystarczy laptop i zaprzyjaźnione blogi, które są skarbnicą wiedzy nie tylko o walorach turystycznych krajów i miejscowości, ale przede wszystkim dostarczają ciekawostek z życia zwykłych ludzi, często rodaków na emigracji.

Tak więc świat cały mamy w zasięgu ręki czy raczej oczu.
Wielu blogerów przyznaje w komentarzach na blogach, że bez wychodzenia z domu poznają nowe miejsca, niektórzy tylko taką mają możliwość, dla innych jest to podpowiedź, co nowego warto zobaczyć w czasie następnej podróży.

To zadziwiające, jak wiele sama dowiedziałam się o nieznanych mi miejscach czy ludziach z blogów właśnie:
@ Marek z Ekwadoru pisze zajmująco nie tylko o swoim azylu, ale także o USA i pobytach u rodziny w Polsce
@ Ania O. ze Szwajcarii przybliża nam uroki górskich szwajcarskich szlaków i ulubionych miejsc w kraju
@ Celt niezwykle zajmująco zapoznaje nas z kulturą i historią Irlandii i Wielkiej Brytanii
@ Hegemon opisuje piękno podróżowania rowerem i kajakiem
@ Anabell, od niedawna w Berlinie, razem z czytelnikami bloga poznaje i utrwala urodę tego miasta
@ Stokrotka to specjalista od historii i życia kulturalnego naszej stolicy
@ Igomama mieszka chwilowo w Holandii i pięknie opowiada o kraju tulipanów na zmianę z Igotatą
@ Ewa donosi o zwyczajach i życiu codziennym egzotycznego kraju
@ Zajrzyjcie do L. , która odkrywa tajemnice Pomorza Zachodniego
@ Marijana zamieszcza krótkie teksty, ale zjawiskowe zdjęcia
@ Czesia z niezwykłą troską zapisuje i upowszechnia historię i teraźniejszość Objazdy i Pomorza
@ Hania z Wielkopolski równie pięknie pisze o swoim ogrodzie,jak i o podróżach małych i dużych...
@ Mokuren zadziwia wszystkich ciekawostkami z odległej Japonii
@ Świat Amasji jest równie egzotyczny, jak Jej nick
@ Wojtek wprawdzie ucichł na chwilę, ale piękno przyrody i podglądanie fauny to jego pasja
@ Z Frau Be podróżuję po ciekawych miejscach od Rzeszowa po Tunezję
@ Puch ze słów to nie tylko piękne opisy i refleksje autorki, zajrzyjcie koniecznie
@ Anna z Norwegii uzależnia widokami norweskich fiordów i praktycznymi poradami dla turystów

Jeśli jakieś podróże pominęłam, wystarczy, że zajrzycie w zakładki po prawej stronie.

Za te wszystkie cudne podróże bardzo wam dziękuję!

Jeśli chcecie kogoś polecić, to czekam na podpowiedź, nigdy dość wiedzy i dotykania świata, choćby wirtualnie!

środa, 17 lipca 2019

Podróż ze smakiem...

Lubimy być w ruchu cały rok, ale zimą oczywiście bywamy mniej mobilni.
W czasie podróży ważne są nie tylko nowe miejsca, widoki, ludzie, ale także kulinaria.
Nie oszukujmy się, nawet człek mocno zachwycony widokami jeść musi.
Zabieramy jakiś prowiant, termos z herbatą zawsze, ale niekiedy lubimy zjeść coś ciepłego, często zatrzymujemy się na kawę, bo tej z termosu nie lubię.
Istotną częścią podróżowania poza tym, jest poznawanie nowych smaków i regionalnych przysmaków.
Nie mniejszą wagę przywiązujemy do wystroju wnętrz i zapachów.
Nie wypiję kawy i nie zjem niczego w lokalu, gdzie śmierdzi brudną ścierą, nie i już.
Miło, gdy restauracja, bar, karczma czy kawiarnia mają swojski klimat, czyste wnętrze i życzliwą obsługę. Nie zawsze w wypasionych na pierwszy rzut oka restauracjach bywa drogo i odwrotnie. Zdarza się, że knajpa pozostawia wiele do życzenia, ale cenami właściciele rekompensują sobie chyba kiepski status lokalu...
Osobnym tematem są toalety, ale dziś nie o tym...

Przed powrotem do domu poczyniliśmy zakupy, by zabrać ze sobą trochę smaków i zapachów z wakacji.
Na zdjęciu ćwiartka wielkiego bochna chleba na zakwasie z lokalnej piekarni, reszta wylądowała w zamrażarce na później. Ocet z czosnku niedźwiedziego zakupiony ze straganu na rynku w Lanckoronie, ilość różnych rodzajów octu przyprawiła mnie o zawrót głowy, najchętniej wzięłabym wszystkie...
Oscypki zakupione na targowisku w Zawoi, a miód spadziowy trafiliśmy przypadkiem na szlaku, nabyliśmy dwa słoje od miejscowego pszczelarza i mąż nosił je z poświęceniem na całej trasie w plecaku, ale warto!
Takie patio w stylu włoskim trafiliśmy przy hotelowej restauracji, nie usiedliśmy tam jednak, gdyż był to czas między deszczami i wszędzie było mokro, ale widok piękny.
To z kolei przytulny kominek w w miejscu Orawski Dwór, w okolicy Zubrzycy Górnej. Jeśli tam dotrzecie, polecam szczerze, tym bardziej, że na przeciwko umiejscowiono raj dla dzieci o nazwie Wypasiona dolina:-)
Hotel z restauracją i SPA, ale ceny umiarkowane i pyszne jedzenie, można tam też kupić miody i nalewki oraz wyroby rzemiosła.
To jeden z pysznych deserów w zawojskiej cukierni, fajnie próbować różnych ciast, z reguły dzielimy się na pół, by spróbować jak najwiecej, a nie przytyć za bardzo.
W jednej z karczm zamówiliśmy placki ziemniaczane z boczkiem dla męża , a pierogi ze szpinakiem dla mnie. Placki podobno były pyszne, moje pierogi natomiast średnie...
A to znana już szarlotka ze schroniska na Markowych Szczawinach, pyszna, wielka porcja i dobra kawa.
Pamiętam czasy, gdy w schroniskach dostępny był tylko kiepski bigos, herbata słodzona z wiadra, a toalety? Przemilczmy...
Kolejne dwa dania jedliśmy w hotelu Jawor, ceny do przyjęcia, miła obsługa, świeże i pyszne jedzenie.
Na pierwszym zdjęciu makaron ze szpinakiem, grillowanym łososiem i parmezanem, na drugim kociołek zbójnicki.
Ten kociołek to pikantna zupa gulaszowa, świetna na chłodne dni, olbrzymia porcja i atrakcyjne podanie.
Te obłędne pierogi jedliśmy bliżej domu, bo w Toruniu, w starej pierogarni, polecam wszystkim odwiedzającym Toruń, ale nie zamawiajcie większej porcji, bo nie dacie rady, słowo!
Kolejne danie na męski gust, kotlet gruby i chrupiący i fajnie podane frytki - frytek tak w ogóle najedliśmy się na rok z góry, nie spojrzę na ten przysmak dłuuugo!
Najlepszy na świecie sernik z malinowym sosem - kawiarnia w Lanckoronie.
Chociaż nie, równie dobry był w malutkiej miejscowości Żarki, w drodze do Bobolic, w kawiarni o wdzięcznej nazwie Ice love and Caffe

Powiem szczerze, że pierwsze, co zrobiłam po powrocie do domu , to zważyłam się, ale o dziwo, nie przytyłam... mam szczęście!