poniedziałek, 29 czerwca 2026
Zapiski codzienności cz.40
sobota, 23 maja 2026
Przerwa na art żurnal...
Trochę się skumulowało wytworów, ale żeby nie było, że same obrazki zamieszczam, to najpierw anegdota z życia. Spacerowaliśmy z mężem wokół jeziora, po ścieżce rowerowej jeździł na hulajnodze nastolatek, w kasku, niezbyt szybko. W pewnym momencie poprosił o podanie godziny, bo nie zabrał z domu telefonu. Mąż podał czas, a ja zdumiona pytam:
- taki młody człowiek bez telefonu? niebywałe przecież!
- a tak, często zapominam!
- w takim razie gratuluję :-)
- dziękuję, miłego dnia dla państwa!
wtorek, 30 września 2025
Dusza włóczykija...
Bywają turyści wakacyjni, bywają niedzielni, a niektórzy z nas mają duszę włóczykija. Włóczykij wędruje przy każdej pogodzie, na trudy nie narzeka, prowiant ma przy sobie, bacznie obserwuje i każdym źdźbłem trawy się zachwyca.
W przerwie remontowej wybraliśmy się na spacer, bo sprzątanie nie zając, a głowę przewietrzyć należy!
wtorek, 2 kwietnia 2024
Obserwacje wagonowe...
poniedziałek, 23 października 2023
Nadaktywność...
Jesteśmy różni, zarówno zewnętrznie, jak i od wewnątrz. Oczywiście nie chodzi o wielkość serca, kształt żołądka czy średnicę żył.
Nasze istotne wnętrze, to osobowość, wrażliwość, wyznawane wartości, ciekawość...
Różnią nas także typy zachowań - jedni są głośni, gestykulują, często wybuchają śmiechem; inni wyciszeni, rzadko się odzywają, czasem skiną tylko głową na pozdrowienie, oszczędni w gestach i mimice; jednym usta się nie zamykają, inni milczą godzinami; jedni na przystanku przechadzają się w tę i z powrotem, inni siedzą kamieniem na ławce.
Są cholery i flegmatycy...ale nie będzie to kurs przyspieszony z psychologii, to tylko wstęp do opisu sytuacji w pociągu.
Wracałam z Poznania w środku tygodnia, pociąg prawie pusty, nie to co w niedzielę, w moim przedziale jeden pasażer. Ucieszyłam się, bo lubię poczytać w pociągu, a gdy zdarzy się rozmowne towarzystwo lub hałaśliwa młodzież, to z czytaniem kiepsko. Pasażer był młodym człowiekiem, ale już nie nastolatkiem, choć jego ubranie "krzyczało" o uwagę, a na pewno niosło jakiś komunikat.
Pociąg stał na stacji kwadrans, w międzyczasie wsiadł i drugi pasażer, równie młody, siadł pod oknem i zanurzył w laptopie...
Wyjęłam książkę i napój, ruszyliśmy. Pasażer w krzykliwym stroju okazał się wprawdzie w miarę cichy, ale nadaktywny. Moja podróż trwała godzinę i kilka minut, a w tym czasie młody człowiek dał pokaz takiej ruchliwości, że i tak trudno było skupić się na czytaniu.
Przesiadał się z miejsca na miejsce (pustawy przedział), ruszał nogami, popijał z pogniecionej plastikowej butelki, szeleszcząc straszliwie i nie przerywając gry w telefonie, rozmawiał z kimś na linii, ustalając menu na kolację, wychodził na korytarz, szukał czegoś w plecaku, znowu wychodził.
Pokasływał przy tym potężnie i mam nadzieję, że nie zarażał żadnym paskudztwem. Jego nadaktywność była męcząca, drugi pasażer próbował odwrócić się maksymalnie bokiem i skupić na pracy w laptopie, ja siedziałam naprzeciwko , zastanawiając się czy nie zmienić przedziału...
W czasie kontroli biletów, nawet kod QR w telefonie pokazywał konduktorowi tak ruchliwie, że musiał to zrobić ponownie, bo konduktor nie był w stanie odczytać danych. Okazało się, że bilet jest ważny, ale na następny dzień, konduktor musiał wystawić nowy. Całe szczęście miejsc było mnóstwo...
Ja wysiadłam wreszcie, natomiast drugi pasażer, jeśli jechał z nadaktywnym do samej Gdyni, to współczuję szczerze.
Obserwowałam wielokrotnie osoby z podobną nadaktywnością w różnych sytuacjach i nie wiem, kogo bardziej ona męczy, samego zainteresowanego , czy jego otoczenie?
piątek, 10 marca 2023
W pociągu...
Ostatnio często jeżdżę pociągiem, a to doskonałe miejsce do obserwacji i czasami udaje się podsłuchać rozmowy pasażerów.
poniedziałek, 3 sierpnia 2020
Nie moje fotki...
Byłam w polskich górach i nad jeziorem, w lesie i wśród zabytków.
Wysyłałam i dostawałam zdjęcia na telefon od rodziny i znajomych, nawet od tych, którzy nie bali się wojaży zagranicznych.
Po każdych wakacjach spotykamy się w szerszym gronie i oglądamy, gdzie kto był i jakie przygody przeżył.
Zdjęcia, które dziś zamieszczam zrobili inni, ale pokazuję u siebie, bo warto chyba, może ktoś rozpoznał i powspomina swoje podróże.
Takie widoczki przysłał mi syn z pobytu na Krecie w ubiegłych latach...
...i tutaj obrazki jak z bajki, może zobaczę to wszystko za rok?
Jeśli mnie pamięć nie myli, to zdjęcia z Sardynii...
...a w tym basenie syn postanowił wypróbować kamerkę, prezent od dziadków synowej.
Te dwie fotki młodzi przysłali z zimowej wycieczki do Berlina, pojechali autokarem, mieszkali w hotelu blisko centrum.
Te ciekawe zdjęcia przysłała mi znajoma, jej dzieci podróżowały niedawno po Belgii i Francji, swoim autem, więc bezpieczniej, ale dobrze, że wrócili, bo znowu wzrasta liczba zarażeń tym przeklętym wirusem...
W tym roku obejrzymy jedynie fotki z wojaży po kraju, bo z kim nie rozmawiam, to przełożył lub wycofał wyjazdy zagraniczne.
Pewnie stąd taki tłok nad polskim morzem i w górach.
Ale niektórzy znaleźli zaciszny kąt w lesie lub nad jeziorem:-)
czwartek, 19 września 2019
Na walizkach...
Znajomy młody człowiek zawsze fascynował się tym, co oglądał w czasopismach i programach podróżniczych.
Od małego dojrzewało w nim marzenie, by zobaczyć na własne oczy widziane w National Geographic ciekawostki i cuda natury.
Nie był na tyle naiwny, by nie wiedzieć, że potrzeba na to pieniędzy. Pracował więc od kiedy mógł, studiował zaocznie, by zarobić na podróże. Nie było mu lekko, ale motywacja była silna.
Zaczął od bliskich dystansów - głównie Europa, ale nie były to kierunki pospolite. Jeśli Europa to Islandia z nocowaniem pod namiotem; Węgry, ale na rowerze wokół Balatonu; Hiszpania, ale autostopem...
Poznał dziewczynę, która podzielała jego pasję, z jednym wyjątkiem - bała się latać samolotem.
Znaleźli i na to radę, poradziła się terapeuty, opanowała na tyle lęk, by latać najpierw na krótszych dystansach.
Zamieszkali razem, oszczędzali, przedmiotów zgromadzili mało, mieszkanie wynajmowali. Pracowali praktycznie po to, by móc podróżować. Jedynie telefon musiał być dobry, bo pomocny w nawigacji i kontaktach ze światem.
Każdy wyjazd zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach, zobaczyli mnóstwo krajów, także te najbardziej egzotyczne, podziwiałam zdjęcia, pomysły, odwagę i ciągły głód poznawania innych kultur.
Ostatni pomysł dwojga młodych obieżyświatów to roczny wyjazd na antypody w ramach specjalnego programu dla ludzi do 31 roku życia.
Roczny urlop bezpłatny w pracy, sprzedanie zbędnych przedmiotów, przechowanie reszty u rodziców obojga, spieniężenie auta, bo niepotrzebne, a każdy grosz potrzebny, załatwienie wizy i biletów.
Będą oczywiście pracować w miejscu docelowym, nie dłużej jednak,niż 3 miesiące u jednego pracodawcy.
Głównym celem są dla nich podróże, ale i nowe doświadczenia.
Po roku zdecydują co dalej, cieszą się bardzo, rodzice mniej, bo to tak daleko...
Kibicuję tym planom i czekam na relacje, bo to może być ciekawa opowieść.
sobota, 20 lipca 2019
Świat na dotyk...
Podobne skojarzenie nasunęła mi uroczystość rodzinna.
Co jakiś czas rozlegał się dzwonek telefonu, dzwonili bliscy i znajomi z życzeniami.
Jakże trudno w dzisiejszych czasach zebrać rodzinę przy stole. Bliscy i znajomi rozpierzchli się na wszystkie strony świata, mieszkają, podróżują, pracują w kraju i za jego granicami.
Ciężko jest spotkać się w święta, jeszcze ciężej w wakacje...
Komunikujemy się przez telefony, online, rzadziej przy pomocy kartek pocztowych czy listów.
Podróżujemy coraz częściej i coraz dalej. Jednak by poznawać Polskę i świat nie zawsze musimy ruszać się z domu. Wystarczy laptop i zaprzyjaźnione blogi, które są skarbnicą wiedzy nie tylko o walorach turystycznych krajów i miejscowości, ale przede wszystkim dostarczają ciekawostek z życia zwykłych ludzi, często rodaków na emigracji.
Tak więc świat cały mamy w zasięgu ręki czy raczej oczu.
Wielu blogerów przyznaje w komentarzach na blogach, że bez wychodzenia z domu poznają nowe miejsca, niektórzy tylko taką mają możliwość, dla innych jest to podpowiedź, co nowego warto zobaczyć w czasie następnej podróży.
To zadziwiające, jak wiele sama dowiedziałam się o nieznanych mi miejscach czy ludziach z blogów właśnie:
@ Marek z Ekwadoru pisze zajmująco nie tylko o swoim azylu, ale także o USA i pobytach u rodziny w Polsce
@ Ania O. ze Szwajcarii przybliża nam uroki górskich szwajcarskich szlaków i ulubionych miejsc w kraju
@ Celt niezwykle zajmująco zapoznaje nas z kulturą i historią Irlandii i Wielkiej Brytanii
@ Hegemon opisuje piękno podróżowania rowerem i kajakiem
@ Anabell, od niedawna w Berlinie, razem z czytelnikami bloga poznaje i utrwala urodę tego miasta
@ Stokrotka to specjalista od historii i życia kulturalnego naszej stolicy
@ Igomama mieszka chwilowo w Holandii i pięknie opowiada o kraju tulipanów na zmianę z Igotatą
@ Ewa donosi o zwyczajach i życiu codziennym egzotycznego kraju
@ Zajrzyjcie do L. , która odkrywa tajemnice Pomorza Zachodniego
@ Marijana zamieszcza krótkie teksty, ale zjawiskowe zdjęcia
@ Czesia z niezwykłą troską zapisuje i upowszechnia historię i teraźniejszość Objazdy i Pomorza
@ Hania z Wielkopolski równie pięknie pisze o swoim ogrodzie,jak i o podróżach małych i dużych...
@ Mokuren zadziwia wszystkich ciekawostkami z odległej Japonii
@ Świat Amasji jest równie egzotyczny, jak Jej nick
@ Wojtek wprawdzie ucichł na chwilę, ale piękno przyrody i podglądanie fauny to jego pasja
@ Z Frau Be podróżuję po ciekawych miejscach od Rzeszowa po Tunezję
@ Puch ze słów to nie tylko piękne opisy i refleksje autorki, zajrzyjcie koniecznie
@ Anna z Norwegii uzależnia widokami norweskich fiordów i praktycznymi poradami dla turystów
Jeśli jakieś podróże pominęłam, wystarczy, że zajrzycie w zakładki po prawej stronie.
Za te wszystkie cudne podróże bardzo wam dziękuję!
Jeśli chcecie kogoś polecić, to czekam na podpowiedź, nigdy dość wiedzy i dotykania świata, choćby wirtualnie!
środa, 17 lipca 2019
Podróż ze smakiem...
W czasie podróży ważne są nie tylko nowe miejsca, widoki, ludzie, ale także kulinaria.
Nie oszukujmy się, nawet człek mocno zachwycony widokami jeść musi.
Zabieramy jakiś prowiant, termos z herbatą zawsze, ale niekiedy lubimy zjeść coś ciepłego, często zatrzymujemy się na kawę, bo tej z termosu nie lubię.
Istotną częścią podróżowania poza tym, jest poznawanie nowych smaków i regionalnych przysmaków.
Nie mniejszą wagę przywiązujemy do wystroju wnętrz i zapachów.
Nie wypiję kawy i nie zjem niczego w lokalu, gdzie śmierdzi brudną ścierą, nie i już.
Miło, gdy restauracja, bar, karczma czy kawiarnia mają swojski klimat, czyste wnętrze i życzliwą obsługę. Nie zawsze w wypasionych na pierwszy rzut oka restauracjach bywa drogo i odwrotnie. Zdarza się, że knajpa pozostawia wiele do życzenia, ale cenami właściciele rekompensują sobie chyba kiepski status lokalu...
Osobnym tematem są toalety, ale dziś nie o tym...
Przed powrotem do domu poczyniliśmy zakupy, by zabrać ze sobą trochę smaków i zapachów z wakacji.
Na zdjęciu ćwiartka wielkiego bochna chleba na zakwasie z lokalnej piekarni, reszta wylądowała w zamrażarce na później. Ocet z czosnku niedźwiedziego zakupiony ze straganu na rynku w Lanckoronie, ilość różnych rodzajów octu przyprawiła mnie o zawrót głowy, najchętniej wzięłabym wszystkie...
Oscypki zakupione na targowisku w Zawoi, a miód spadziowy trafiliśmy przypadkiem na szlaku, nabyliśmy dwa słoje od miejscowego pszczelarza i mąż nosił je z poświęceniem na całej trasie w plecaku, ale warto!
Takie patio w stylu włoskim trafiliśmy przy hotelowej restauracji, nie usiedliśmy tam jednak, gdyż był to czas między deszczami i wszędzie było mokro, ale widok piękny.
To z kolei przytulny kominek w w miejscu Orawski Dwór, w okolicy Zubrzycy Górnej. Jeśli tam dotrzecie, polecam szczerze, tym bardziej, że na przeciwko umiejscowiono raj dla dzieci o nazwie Wypasiona dolina:-)
Hotel z restauracją i SPA, ale ceny umiarkowane i pyszne jedzenie, można tam też kupić miody i nalewki oraz wyroby rzemiosła.
To jeden z pysznych deserów w zawojskiej cukierni, fajnie próbować różnych ciast, z reguły dzielimy się na pół, by spróbować jak najwiecej, a nie przytyć za bardzo.
W jednej z karczm zamówiliśmy placki ziemniaczane z boczkiem dla męża , a pierogi ze szpinakiem dla mnie. Placki podobno były pyszne, moje pierogi natomiast średnie...
A to znana już szarlotka ze schroniska na Markowych Szczawinach, pyszna, wielka porcja i dobra kawa.
Pamiętam czasy, gdy w schroniskach dostępny był tylko kiepski bigos, herbata słodzona z wiadra, a toalety? Przemilczmy...
Kolejne dwa dania jedliśmy w hotelu Jawor, ceny do przyjęcia, miła obsługa, świeże i pyszne jedzenie.
Na pierwszym zdjęciu makaron ze szpinakiem, grillowanym łososiem i parmezanem, na drugim kociołek zbójnicki.
Ten kociołek to pikantna zupa gulaszowa, świetna na chłodne dni, olbrzymia porcja i atrakcyjne podanie.
Te obłędne pierogi jedliśmy bliżej domu, bo w Toruniu, w starej pierogarni, polecam wszystkim odwiedzającym Toruń, ale nie zamawiajcie większej porcji, bo nie dacie rady, słowo!
Kolejne danie na męski gust, kotlet gruby i chrupiący i fajnie podane frytki - frytek tak w ogóle najedliśmy się na rok z góry, nie spojrzę na ten przysmak dłuuugo!
Najlepszy na świecie sernik z malinowym sosem - kawiarnia w Lanckoronie.
Chociaż nie, równie dobry był w malutkiej miejscowości Żarki, w drodze do Bobolic, w kawiarni o wdzięcznej nazwie Ice love and Caffe
Powiem szczerze, że pierwsze, co zrobiłam po powrocie do domu , to zważyłam się, ale o dziwo, nie przytyłam... mam szczęście!















































