Wykorzystuję ostatni rok pracy, by swoje obserwacje przelać na łamy bloga, później Was sprawami szkoły zanudzać nie będę.
Nie zawsze doniesienia medialne dają obraz rzeczywistości, wszak propaganda rządowa działa skutecznie.
Pan minister od edukacji obiecywał lepszą opiekę psychologiczną dla uczniów oraz wyrównanie szans dla tych, którym zdalne nauczanie nie bardzo wychodziło i mają teraz spore braki.
Nie wiem, jak jest w dużych miastach, u nas polepszenie skutkuje tym, że mamy 2 psychologów na wszystkie szkoły podstawowe, czyli na jedną panią psycholog wypadają po 4 szkoły. Nie wyobrażam sobie, jak można taśmowo rozwiązywać problemy dzieci i często ich rodziców, a jest tych problemów coraz więcej. Wiele spraw wymaga dalszych działań pozaszkolnych.
Nasz placówka i jedna po sąsiedzku etatu dla psychologa nie dostały, bo obie panie pedagog mają wykształcenie kierunkowe psychologiczne, ale na dodatkowe dla nich godziny kasy brak.
A tu przecież potrzeba właśnie dodatkowego czasu dla uczniów.
Na prywatne wizyty u psychiatry czeka się miesiącami i nie każdego stać.
Obiecywano po 15 godzin dodatkowych zajęć na klasę dla uczniów potrzebujących wsparcia w nauce.
Finalnie okazało się, że to 15 godzin na szkołę, a wielu rodziców rezygnuje z takowych i wypisuje dzieci, bo albo musiałyby czekać 1- 2 godziny po lekcjach na wolne sale, albo uczniowie mają w tym czasie szkoły muzyczne itp. Wreszcie dzieciaki zwyczajnie nie dają rady z liczbą godzin przebywania w szkole. Robi się z tego cały etat osoby dorosłej, a gdzie reszta życia?
Podobne fiasko dotyczy sponsorowanych wycieczek dla uczniów oraz programu rozwoju czytelnictwa, najpierw wymyśla się hasło i wygłasza laurki pochwalne w mediach, dopiero później wychodzą błędy i brak konsultacji z zainteresowanymi podmiotami.
Edukacja zostaje w tyle, bo ważniejsze są procedury covidowe, odkażanie sal, wietrznie pomieszczeń i dezynfekcja klamek i poręczy, prowadzanie dzieci "na sznurku" nawet do toalety, pilnowanie by się uczniowie nie mieszali i myli ręce. Na lekcję zostaje jakieś pół godziny.
Co zauważa się u uczniów? Rozmaite niekorzystne zjawiska, od wzmożonej agresji wobec rówieśników i nauczycieli, poprzez zniechęcenie do wysiłku umysłowego w ogóle , po fobie szkolne oraz inne problemy psychologiczne.
Najbardziej zauważalnym jest jednak uzależnienie od telefonów komórkowych. niektóre dzieciaki nie wytrzymują bez zerkania na ekrany komórek jednej lekcji, zdarza się, że wymuszają częste wyjścia do toalety, byle tylko włączyć telefon i sprawdzić, czy życie nadal toczy się bez ich udziału.
Zdarzają się spóźnienia lub nieobecności w szkole, bo uczniowie grają do rana w gry komputerowe, czatują z kolegami i koleżankami lub bawią się w youtuberów.
Rodzice czują się bezradni, szukają pomocy w szkole.
Dieta uczniów także zostawia sporo do życzenia. Kupują mnóstwo tzw, przegryzek, różnych niezdrowych rzeczy, piją napoje energetyczne, co skutkuje brakiem koncentracji na zajęciach i wzmożoną agresją właśnie. Dawno nie widziałam, by jakieś dziecko w szkole jadło owoce lub warzywa, tym bardziej, że ustała akcja owoce i warzywa w szkole. Już w drodze na lekcje zapychają się chipsami, pizzerinkami, cukierkami.
Najbardziej martwi mnie upadek czytelnictwa, tak źle nie było od dawna i nie pomagają akcje czy imprezy .
Starsi
uczniowie wypożyczają tylko lektury , a młodsze dzieci coraz częściej
pytają o książki do oglądania, żeby było dużo obrazków. Gdy zapytałam
dzieci z pierwszych klas czy ktoś im czyta przed snem lub czy sami już
czytają, to podniosło ręce kilka osób tylko, a jeden z chłopców
stwierdził, że on czyta coś tam tylko w telefonie...
Oszczędności w szkołach widać na każdym kroku, pewnie to zależy też od kondycji finansowej lokalnych samorządów, za to maski i płyny do dezynfekcji placówki oświatowe otrzymują z ministerstwa w kolosalnych ilościach.
Zainteresowanych szerzej tematem odsyłam do znakomitego portalu
EDUNEWS, skąd pochodzi cytat:
"Pandemia pokazała także, że generalnie władze oświatowe nie mają dobrego kontaktu ze szkołami i co więcej swoimi działaniami przyczyniają się raczej do pogorszenia warunków pracy dyrektorów i nauczycieli w szkołach niż do poprawy. W pandemii autonomia szkoły zaczęła się kurczyć. I słysząc o kolejnych planowanych zmianach można mieć obawy, że lepiej nie będzie. Może w polskiej oświacie też nastał czas cyklopów, czyli osób patrzących tylko jednym okiem na świat (w tym i na szkolnictwo) i nie dostrzegających szerszego kontekstu i zależności oraz wyzwań, które czekają młodych ludzi w tym skomplikowanym świecie. A może naprawdę naszej rodzimej klasie politycznej chodzi o tylko kształcenie miernych, ale wiernych obywateli…"
To słowa Marcina Polaka, który zajmuje się zawodowo polską edukacją od ponad 15. lat i jest głęboko zaangażowany w debatę na temat modernizacji i reformy szkolnictwa.