Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pandemia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pandemia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 grudnia 2021

Scenki z maseczką w tle...

 Stoję w kolejce do kasy, za mną trzy dziewczyny ze szkoły średniej, bez maseczek, roześmiane na głos...

- dziewczyny, a w szkole maseczek nie nosicie?

- u nas w szkole nie trzeba!

- ciekawe, chyba dowiem się co to za szkoła...

Kasjerka odzywa się także

- dziewczyny, jeśli nie będziecie nosić masek w naszym sklepie, nie zostaniecie obsłużone!

Znajoma, również w kolejce do kasy prosi pana bez maseczki, by zachował dystans lub założył maseczkę. 

Pan zakłada, ale po chwili zrywa maskę z twarzy

- a co mi tu, k....a będzie mówiła, co mam robić, co to jest k.....a?

- nie zniesiono obowiązku noszenia maseczki i zachowania dystansu

- a czepiasz się kobito, pilnuj swojej maski, znalazła się  k...a  nawiedzona...

Nikt się nie odezwał, więc znajoma zwróciła się do ochroniarza:

- a pan nie reaguje nie tylko na brak maseczki, ale i na to, że ten pan mi ubliża ... państwo mogą poświadczyć!

Państwo solidarnie odwracali głowy lub szukali czegoś nerwowo w koszykach.

W galerii handlowej na ławce siedzi młoda kobieta bez maseczki, ochroniarz przechodzący akurat zwraca uwagę, by założyła maseczkę. Kobieta zakłada, po czym, gdy ochroniarz się oddala, znowu zdejmuje. 

Na to reaguje starsza pani:

- przecież proszono panią o założenie maseczki?

- ale mi jest duszno!

- to niech pani idzie do parku, a nie w galerii przesiaduje!

Na przystanku zatrzymuje się autobus, podchodzi młodzian bez maseczki, kierowca nie otwiera drzwi.

Zdziwiony pasażer puka w szybę przednich drzwi, oburzony, że nie może wejść do pojazdu. 

Ktoś z oczekujących na inny autobus krzyczy:

- maseczkę załóż, baranie!

- nie noszę maseczki

- to nie pojedziesz!


Gdy tak słucham, jakie pomysły ma nasz rząd na szczepienia i restrykcje, to dochodzę do wniosku, że najlepiej być niezaszczepionym pracownikiem z silnym genem sprzeciwu .

Jako zaszczepiona trzecia dawką muszę chodzić do pracy i pracować w maseczce, gdy niezaszczepieni siedzą w domu na kwarantannie, a my zaszczepieni zastępujemy ich za friko, bo to przecież wyższa konieczność i ktoś pracować musi.

Nie mam też znajomego lekarza, który wystawi mi zwolnienie , bym mogła uciec przed szczytem zakażeń, bo i takie sytuacje widać gołym okiem, choć udowodnić tego nie mogę.

Bądźcie zdrowi , byle do świąt!

wtorek, 5 października 2021

Z frontu...

 

Wykorzystuję ostatni rok pracy, by swoje obserwacje przelać na łamy bloga, później Was sprawami szkoły zanudzać nie będę.

Nie zawsze doniesienia medialne dają obraz rzeczywistości, wszak  propaganda rządowa działa skutecznie.

Pan minister od edukacji obiecywał lepszą opiekę psychologiczną dla uczniów oraz wyrównanie szans dla tych, którym zdalne nauczanie nie bardzo wychodziło i mają teraz spore braki.

Nie wiem, jak jest w dużych miastach, u nas polepszenie skutkuje tym, że mamy 2 psychologów na wszystkie szkoły podstawowe, czyli na jedną panią psycholog wypadają po 4 szkoły. Nie wyobrażam sobie, jak można taśmowo rozwiązywać problemy dzieci i często ich rodziców, a jest tych problemów coraz więcej. Wiele spraw wymaga dalszych działań pozaszkolnych.
Nasz placówka i jedna po sąsiedzku etatu dla psychologa nie dostały, bo obie panie pedagog mają wykształcenie kierunkowe psychologiczne, ale na dodatkowe dla nich godziny kasy brak. 
A tu   przecież potrzeba właśnie dodatkowego czasu dla uczniów. 
Na prywatne wizyty u psychiatry czeka się miesiącami i nie każdego stać.

Obiecywano po 15 godzin dodatkowych zajęć na klasę  dla uczniów potrzebujących wsparcia w nauce.
Finalnie okazało się, że to 15 godzin na szkołę, a wielu rodziców rezygnuje z takowych i wypisuje dzieci, bo albo musiałyby czekać  1- 2 godziny po lekcjach na wolne sale, albo uczniowie mają w tym czasie szkoły muzyczne itp.  Wreszcie dzieciaki zwyczajnie nie dają rady z liczbą godzin przebywania w szkole. Robi się z tego cały etat osoby dorosłej, a gdzie reszta życia?
 
Podobne fiasko dotyczy sponsorowanych wycieczek dla uczniów oraz programu rozwoju czytelnictwa, najpierw wymyśla się hasło i wygłasza laurki pochwalne w mediach,  dopiero później wychodzą błędy i brak konsultacji z zainteresowanymi podmiotami.

Edukacja zostaje w tyle, bo ważniejsze są procedury covidowe, odkażanie sal, wietrznie pomieszczeń i dezynfekcja klamek i poręczy, prowadzanie dzieci "na sznurku" nawet do toalety, pilnowanie by się uczniowie nie mieszali i myli ręce. Na lekcję zostaje jakieś pół godziny.
 
 

Co zauważa się u uczniów? Rozmaite niekorzystne zjawiska, od wzmożonej agresji wobec rówieśników i nauczycieli, poprzez zniechęcenie do wysiłku umysłowego w ogóle , po fobie szkolne oraz inne problemy psychologiczne.
Najbardziej zauważalnym jest jednak uzależnienie od telefonów komórkowych. niektóre dzieciaki nie wytrzymują bez zerkania na ekrany komórek jednej lekcji, zdarza się, że wymuszają częste wyjścia do toalety, byle tylko włączyć telefon i sprawdzić, czy życie nadal toczy się bez ich udziału. 
Zdarzają się spóźnienia lub nieobecności w szkole, bo uczniowie grają do rana w gry komputerowe, czatują z kolegami i koleżankami lub bawią się w youtuberów.
Rodzice czują się bezradni, szukają pomocy w szkole.

Dieta uczniów także zostawia  sporo do życzenia. Kupują mnóstwo tzw, przegryzek, różnych niezdrowych rzeczy, piją napoje energetyczne, co skutkuje brakiem koncentracji na zajęciach i wzmożoną agresją właśnie. Dawno nie widziałam, by jakieś dziecko w szkole jadło owoce lub warzywa, tym bardziej, że ustała akcja owoce i warzywa w szkole. Już w drodze na lekcje zapychają się chipsami, pizzerinkami, cukierkami.
 
Najbardziej martwi mnie upadek  czytelnictwa, tak źle nie było od dawna i nie pomagają akcje czy imprezy .
Starsi uczniowie wypożyczają tylko lektury , a młodsze dzieci coraz częściej pytają o książki do oglądania, żeby było dużo obrazków. Gdy zapytałam dzieci z pierwszych klas czy ktoś im czyta przed snem lub czy sami już czytają, to podniosło ręce kilka osób tylko, a jeden z chłopców stwierdził, że on czyta coś tam tylko w telefonie...

Oszczędności w szkołach widać na każdym kroku, pewnie to zależy też od kondycji finansowej lokalnych  samorządów, za to maski i płyny do dezynfekcji placówki oświatowe otrzymują z ministerstwa  w kolosalnych ilościach.

Zainteresowanych szerzej tematem odsyłam do znakomitego portalu EDUNEWS, skąd pochodzi cytat:

"Pandemia pokazała także, że generalnie władze oświatowe nie mają dobrego kontaktu ze szkołami i co więcej swoimi działaniami przyczyniają się raczej do pogorszenia warunków pracy dyrektorów i nauczycieli w szkołach niż do poprawy. W pandemii autonomia szkoły zaczęła się kurczyć. I słysząc o kolejnych planowanych zmianach można mieć obawy, że lepiej nie będzie. Może w polskiej oświacie też nastał czas cyklopów, czyli osób patrzących tylko jednym okiem na świat (w tym i na szkolnictwo) i nie dostrzegających szerszego kontekstu i zależności oraz wyzwań, które czekają młodych ludzi w tym skomplikowanym świecie. A może naprawdę naszej rodzimej klasie politycznej chodzi o tylko kształcenie miernych, ale wiernych obywateli…"

To słowa Marcina Polaka, który  zajmuje się zawodowo polską edukacją od ponad 15. lat i jest głęboko zaangażowany w debatę na temat modernizacji i reformy szkolnictwa.


środa, 14 kwietnia 2021

Jaś Wędrowniczek

 

Jaś czy Jan, a może Janeczka?
Jakoś ten wirus w końcu się przenosi, a że jak mówią lekarze, sam nie wędruje, roznoszą go ludzie.

Pan Jan, miły emeryt, dusza człowiek wędrował codziennie po wsi, od domu do domu, od sklepu do kościoła.
A to go kawą poczęstowali, a to obiadem, poplotkował, szedł dalej.
Syn pana Jana pracował w sporej ubojni drobiu, gdzie na produkcji ludzi od groma... 

Gdy w ubojni wykryto ognisko koronawirusa, syn także ojcu załatwił testowanie, tak w razie czego. Cóż z tego, skoro pan Janek zdołał tego wirusa po domach roznieść i pół wsi już chorowało.
Ale nikt do pana Jana pretensji nie miał, bo to skąd wiadomo, że od niego zaraza przeniosła się na sąsiadów?

****

Inny pan Janek dorabiał do emerytury jako agent małej firmy ubezpieczeniowej. Ludzie chętnie się u niego ubezpieczali, bo przyszedł z polisa, doradził, pilnował terminów.

Gdy wybuchła pandemia, żona prosiła, by zaprzestał procederu, bo jeszcze się zarazi. Może trochę i o siebie się bała, bo od lat chora na cukrzycę, a wiadomo...

Pan Janek nie bał się, używał maseczki , byle gdzie nie chodził. Gdy żona poczuła się gorzej i dostała gorączki, oboje zrobili sobie testy, choć jemu nic nie było, ale zapłacił za test dla pewności.

Okazało się, że oboje są pozytywni, a pan Janek dziwił się, że żona taka chora, a on nic, nawet kataru.

Gdy trafiła do szpitala było już na tyle późno, że po 3 dniach zmarła. Wszyscy sąsiedzi żałowali sympatycznej żony pana Janka od ubezpieczeń, ale nie wszyscy mogli iść na pogrzeb. Obostrzenia.

                               ****
Pani Janeczka lubiła pomagać. 
Jako młoda emerytowana polonistka nie dała się długo prosić, by pomóc korepetycjami dzieciom w małej miejscowości.
Wszak nauczanie zdalne w pandemii to ciągłe braki i zaległości.

Mieszkali z mężem w domku z ogródkiem, mąż zachorował na raka płuc, a wiadomo, każdy grosz potrzebny.

Córka prosiła, by mama zastanowiła się, możliwość zarażenia duża, a ojciec w grupie ryzyka. Ona sama też może poważnie zachorować.
- Ależ córciu, czym ja ryzykuję tu na wsi, do dzieci idę na pół godzinki!

Pani Janeczka cieszyła się, że jest użyteczna, a córka na pewno przesadza , przecież nie chodzi tam, gdzie tłumy i gdzie o zarażenie łatwo.
Pewność siebie straciła, gdy po kilku telefonach odwołujących korepetycje dowiedziała się, że jednak covid to nie plotka i ludzie kolejno chorują, jedni lżej, inni bardziej.

Wieść gminna niesie, że pani Janeczka i jej mąż są w izolacji, oboje pozytywni, na razie wirus potraktował ich łagodnie...
Teraz pani Janeczka martwi się, czy nie zaraziła córki i wnucząt.
A może to nie ona zaraziła męża, może to wnuki z przedszkola przyniosły?