1. W przymierzalni sklepu znanej, a niedrogiej marki słyszę dialog pewnej pary :
wtorek, 10 lutego 2026
Dialogi sklepowe
1. W przymierzalni sklepu znanej, a niedrogiej marki słyszę dialog pewnej pary :
czwartek, 26 czerwca 2025
Gotówka czy karta?
Na wstępie dziękuję wszystkim , którzy próbowali odgadnąć zagadkę. Roślinka w doniczce, to deser tiramisu zwieńczony listkami melisy. Zdjęcie nadesłane i wiem tylko, że podano takowy w jakiejś kawiarni w Jeleniej Górze.
A teraz do sedna. Wybrałam się kiedyś na pocztę po znaczki, bo oczywiście monopol, a dawniej znaczek kupiło się tam, gdzie widokówki.
Już na schodach widziałam kolejkę jak po mięso w PRLu, myślę o co chodzi? Może pójdzie szybko?
Ale skąd, na poczcie sami emeryci, każdy pobierał emeruturę/rentę w gotówce. No rozumiem, że ma ktoś fobię by korzystać z bankomatu, sama nie lubię. Choć teraz odkryłam bankomaty bez konieczności wkładania karty do dziury, wystarczy przyłożyć kartę, jak w sklepie, no i kod pin wklepać oczywiście.
Po kiego czorta wypłacać całą gotówkę, gdy teraz wszędzie, nawet na ryneczku, jest możliwość płacenia kartą. Parę groszy zawsze warto mieć, bo technologie bywają złośliwe, terminale nieczynne, ale cała emerytura czy wypłata?
Żeby nie było, to nie tylko przypadłość staruszków. Miałam w pracy młodszą koleżankę, która pierwszego każdego miesiąca leciała do banku wypłacić pensję. Zapytana dlaczego tak robi, odpowiadała, że nie ufa bankom.
Podobnie z płatnościami za czynsz, media itp. Płatność online jest szybka, bez dodatkowych opłat itd. Można ustawić płatność z góry, gdy chcemy wyjechać. Tymczasem ciągle widuję kolejki do punków opłat, a stawki za te operacje są nieraz wysokie, w skali roku to niezła suma wyjdzie.
Czy przywiązanie do gotówki nie wynika z dawnych czasów, gdy pieniądze kładło się na stół i dzieliło na kupki lub wkładało do kopert? Niektórzy twierdzą także, że płacąc kartą, tracą kontrolę nad wydatkami...
A jak jest u Was, gotówka czy karta?wtorek, 5 grudnia 2023
Aktualności...
Grudzień jakoś lepiej nam się kojarzy, niż listopad, dzieciaki cieszy śnieg i lepienie bałwanów, czekamy na świąteczne spotkania z rodziną i mikołajkowe prezenty, rozpieszczamy się słodkościami, rozgrzewamy czekoladą i życzliwością.
W ramach grudniowego rozpieszczania poszliśmy przetestować nową cukiernię w mieście. Wystrój zadowoli zarówno zwolenników stylu klasycznego, jak i industrialnego, do końca grudnia promocje, w gablotach pyszne ciasta i pomysły na słodkie prezenty.
piątek, 13 stycznia 2023
Nie słyszę skrzypiec...
O pasji audiofilskiej pisałam już kiedyś, jeśli jesteście ciekawi, zajrzyjcie Tutaj.
środa, 9 marca 2022
Takie buty...
Wracając z pracy, postanowiłam wstąpić do sklepu z obuwiem.
Idzie wiosna, może kupię jakieś niedrogie buty na wiosenne wyprawy?
W sklepie ludzi sporo, widocznie więcej osób wyszło z podobnego założenia albo zwabiła klientów promocja.
Znalazłam dla siebie odpowiedni fason, półsportowe, jasny popiel, na miękkiej podeszwie. Jedyny szkopuł taki, że akurat ta marka nie została objęta promocją, szkoda... Gdy oglądam buty, podchodzi młoda kobieta i pyta, jaki rozmiar podać.
- Wie pani, nie wiem czy się skuszę, bo liczyłam na promocję, a tu niespodzianka...
- a karta klienta? jeśli ma pani przy sobie, to sprawdzę!
- oj, chyba mało tam punktów, bo i zakupów mało było...
Okazało się, że z kartą klienta 10% zniżki, ale to i tak drogo.
- Proszę chociaż przymierzyć, naprawdę będą wygodne.
Idę więc do strefy przymierzania, pani za mną. Buty faktycznie super wygodne, mogłabym w nich przejść sporo kilometrów. Tylko ta cena...
- Widzę, że spodobały się pani te buty. Pamiętam panią ze szkoły, ja już mam 20 lat, więc pewnie mnie pani nie kojarzy. Niech pani kupi te buty, dam pani zniżkę 30 procent z mojej karty, mamy takie bonusy...
Patrzę na twarz przysłoniętą maseczką, dorosła osoba, dorosły makijaż, fryzura...ale oczy Kasi!
- Oczywiście, że kojarzę, z nazwiskiem gorzej, ale na pewno Katarzyna!
- Pamięta mnie pani, tyle lat minęło!
- Dla ciebie to pół życia, dla mnie tylko mały fragment pracy zawodowej. Dziękuję Ci bardzo, zawsze skojarzę te buty z tobą, co za niesamowity przypadek.
I tym sposobem nabyłam nowe byty po całkiem dobrej cenie...ale nie buty były tu najważniejsze.
poniedziałek, 27 lipca 2020
Odrobina życzliwości...
Wybrałam się więc do znanego marketu z różnościami dla domu i ogrodu.
W dziale ogrodniczym donic wielki wybór, wybrana na oko przeze mnie stała wysoko na regale.
Szukam kogoś z obsługi, by pomógł mi tę donicę z regału wydostać.
Proszę pana ubranego na zielono o pomoc, pan grzecznie odpowiada, że później podejdzie, bo zajęty z innym klientem.
O.K. myślę, nie śpieszy mi się, mam urlop.
Kręcę się po dziale, oglądam rośliny, czas mija, pan nadal zajęty.
W maseczce duszno, rozglądam się więc po sklepie w poszukiwaniu innego pracownika.
Jakaś pani myje podłogę, zresztą słyszała, że prosiłam o pomoc, więc chyba to nie jej bajka.
Znajduję w pobliżu pana z działu ŁAZIENKA, siedzi wpatrzony w laptop, znaczy chyba wolny.
- Przepraszam, czy mogę pana prosić o zdjęcie donicy z regału?
- Tam jest kolega...
- Pytałam już, ale ciągle zajęty a ja już długo czekam.
Pan z miną cierpiącego na hemoroidy ruszył się ze swego stanowiska, idziemy razem do działu OGRÓD.
Sprawdził, że kolega faktycznie zajęty, ale koleżanka przy biurku siedzi, nie zagadał jednak do niej, może się bał naruszać jej spokój.
Westchnął tylko ciężko i coś mamrotał pod nosem.
Powoli wziął drabinę:
- to gdzie ta donica?
- ta biała, na najwyższej półce
Pan znowu westchnął, aż mi się go żal zrobiło.
- ale wie pani, to nie mój dział, ja mam inne biurko i inne obowiązki
- ale to tylko chwila...
- muszę chyba biurko przestawić, bo koledzy za bardzo się schowali i wszyscy do mnie...
- no taki pański los, że klienci ciągle głowę zawracają, co za ludzie...
Pan spojrzał z ukosa, ale nic nie odpowiedział.
Za to sprzedawca z innego działu był bardzo uczynny i cierpliwy, nawet sprawdził, kiedy będzie dostawa towaru i poinformował, kiedy najlepiej przyjść, by nie fatygować się dwa razy.
Można? Jak najbardziej!
Ale przy kasach kolejny incydent. Dwie kasy czynne, kolejka rośnie, ale nie czekam długo.
Trzecia kasjerka zajmuje swoje stanowisko.
Jakiś pan podchodzi i mało grzecznie zwraca pani w kasie uwagę, że tylu klientów, a ona sobie gdzieś chodzi.
- Proszę sobie wyobrazić, że nawet kasjerki muszą do toalety, a gdy wychodziłam nie było kolejek wcale...a pan był w toalecie?
Pan nie odpowiedział, strzelił focha i wyszedł, obsłużony przez inną kasjerkę.
No cóż, są ludzie i ludziska.
niedziela, 7 czerwca 2020
Przeplatanka :-)
Nie pomoże lista, zawsze przyniosę więcej, dziś miałam kupić tylko osłonki na doniczki, a dokupiłam dwie draceny, bo ładne liście miały...
Swoją drogą, niektórzy panowie nie zabierają chyba list zakupowych, wolą konsultacje telefoniczne.
Moja znajoma ukradkiem chowa mężowi telefon, gdy wybiera się na zakupy, bo ze sklepu ciągle dzwoni i pyta ją o wszystko.
Stoję razu pewnego w kolejce do kasy i słyszę dialog:
- Idę jeszcze poszukać czegoś słodkiego na wieczór
- no i co, jednak nie nic nie wybrałaś?
- nie, bo mi dupa rośnie
- to weź mi coś do piwa
- dobra, to wezmę też coś słodkiego, bo wieczorem będę zła, że nie ma nic w domu...
Przed lodówkami z nabiałem jakiś pan rozmawia przez telefon:
- No hej, jestem w Biedrze, to jaka miała być śmietana, bo tu pełno różnych...
- ???
- jest słodka, kwaśna, gęsta...ile procent? to śmietana, nie alkohol!
Dwaj panowie miedzy regałami:
- Witam sąsiada, dawno nie widziałem!
- a bo korzystam z pandemii
- jak to?
- gdy mnie stara gdzieś wysyła, to mówię, że nie ma mowy, nie będę się narażać!
- ale czasami zakupy trzeba zrobić
- eeetam, obiad raz na 4 dni, a gdy się mniej chodzi, to i mniej prać trzeba
- a spacer? trochę ruchu musowo!
- w moim wieku? ja swoje już wychodziłem...
Pani pyta sprzedawczynię:
- Czy to masło jest w promocji?
- tak, za trzy kostki płaci pani jak za dwie
- super, ale po co mi 3 kostki masła, sama jestem!
- nie musi pani brać trzech
- ale jest taniej...
Dziadkowie robią zakupy z wnuczką:
- Dziadku, czemu nie przywitałeś się z tym panem?
- przywitałem się na odległość, lepiej nie podawać ręki
- to mogłeś się przywitać ŁOKIECIEM chociaż
Zaprawdę, wizyty w Biedronce bywają inspirujące:-)
piątek, 23 sierpnia 2019
Patent na wnuki...
Dla seniorów to często nie lada wyzwanie, gdy wnuków kilkoro, w dodatku żywiołowych.
Tym bardziej byłam pod wrażeniem sprytu pewnej babci, która zabrała ruchliwą trójkę w młodszym wieku szkolnym na zakupy w dużym markecie.
Pomyślałam, wchodząc za nimi, że niezły Meksyk będzie, ale o dziwo moje obawy nie sprawdziły się, a to co widziałam postanowiłam opisać.
Babcia wzięła najpierw kosz dla siebie, trójce wnucząt przydzieliła 3 mniejsze koszyki, zaprowadziła do stoiska z artykułami szkolnymi i określiła kwotę do wydania dla każdego dziecka.
Sama robiłam dość spore zakupy, bo po weselu pustki w lodówce (poza zapasami w zamrażarce), więc mijałam towarzystwo i obserwowałam poczynania maluchów.
Najpierw był rwetes, bo tyle dobra w zasięgu wzroku, potem wybieranie wszystkiego, co wpadło w oko i zaglądanie sobie do koszyków, wreszcie próby podliczania, ile kto nabrał towaru.
Gdy zmierzałam do kasy, babcia powróciła do swoich pociech i sprawdziła zawartość koszyków. Przy czytniku kodów sprawdziła pobieżnie czy dzieciaki zmieściły się w limicie kwotowym.
Później wszyscy po kolei podeszli do kasy, każdego kasjerka skasowała osobno, dostał osobną torbę i czekali na babcię grzecznie na ławeczce.
Gdybyście widzieli ich miny - duma i satysfakcja i nikt nie marudził.
Zapamiętam sobie tę historyjkę, może kiedyś skorzystam :-)
środa, 6 marca 2019
Brak dostępu...
Nawet kupując towar w sklepach stacjonarnych, jedząc w restauracji płacimy kartą.
Czasami usłyszymy od kasjerki: brak dostępu, proszę wykonać operację ponownie. Bywa, ze próbujemy dwa razy.
Tak zrobił mój mąż, w końcu zapłacił gotówką, ale po powrocie do domu coś mu mówiło, by sprawdzić stan konta. Okazało sie, że mimo zapłaty gotówką z karty ściągnięto dodatkowo kwotę z rachunku bankowego. Na szczęście zabrał z kasy potwierdzenie nieudanej, podobno operacji.
Kolega doradził mężowi, by udał sie do banku, by sprawę wyjaśnić. Okazało sie, że była jakaś awaria.
Pamiętam, że mnie samej zdarzyło się podobnie ze dwa razy, ale nie mieliśmy wtedy konta elektronicznego, a gdy wydruki z banku przychodziły raz na kwartał, to nikomu nie chciało się dokładnie studiować wszystkich operacji.
Okazuje się, że nawet tu trzeba być czujnym...
Inne zdarzenie miała moja koleżanka, która kupowała buty w sklepie internetowym.
Po wybraniu swoich wymarzonych czółenek weszła na konto, by wysłać pieniądze, ale zamiast 300 zł kliknęła pomyłkowo 3.000.
Gdy zrozumiała pomyłkę, transakcja się dokonała...
Oczywiście pisała i dzwoniła do sklepu, pomyłkę dostrzeżono, ale ze zwrotem pieniędzy nikt się nie kwapił.
Najpierw zwrócono część kwoty, później była długa przerwa, sklep tłumaczył się, że odkręcenie sprawy nie jest takie proste, resztę nadpłaconych pieniędzy koleżanka odzyskała w ratach w sporych odstępach czasu.
Ta historia skutecznie zniechęciła ją do zakupów online, a wówczas nie każda firma miała opcję "płatne przy odbiorze".
Podobno Polacy zajęli czołowe miejsce w zakupach przez Internet, a firmy kurierskie mnożą się jak grzyby po deszczu.
poniedziałek, 3 grudnia 2018
Pamiątki z podróży.
Często są to zdjęcia, magnesy na lodówkę, wyroby regionalne (oscypki, koronki, lalki w strojach ludowych, obrazy), książki, foldery, mapy.
Wiele z tych pamiątek ma charakter praktyczny - wizytówki pensjonatów, restauracji, wystaw i muzeów zawierają cenne informacje, przydatne nie tylko dla nas, ale także dla rodziny i znajomych, sprawdzone adresy i kontakty.
Ciekawie wydane foldery i przewodniki stanowią dobrą zachętę dla niezdecydowanych.
Mapy, zwłaszcza gdy zaznaczymy pokonane szlaki i poznane miejsca są alternatywą naszej pamięci, która bywa dobra, ale krótka...
Widoczny na drugim zdjęciu Paszport Podróżnika otrzymaliśmy wraz z biletem w Muzeum Podróżników w Toruniu. Zachęca on do zbierania pieczątek i poznawania zabytków Torunia i okolic.
Niesamowita frajda, zwłaszcza gdy podróżuje się z dziećmi.
Czy trafiliście kiedyś na bilety wstępu wielokrotnego przeznaczenia?
Uwielbiam takie - bilety widokówki, które można wysłać z pozdrowieniami; bilety zakładki do książek wiadomego przeznaczenia; bilety jako informatory, pogłębiające naszą wiedzę o danym miejscu.
Szkoda, że niektórych smaków, wrażeń, zapachów i innych fascynujących elementów podróżowania nie da się zapakować i przewieźć, by później odtwarzać w cieple domowego ogniska w zimowe wieczory...
niedziela, 27 maja 2018
Toast bez procentów...
W dużym sklepie samoobsługowym młoda para z dzieckiem pakowała przy kasie zakupy, liczyli na jakąś promocję, w której za zakupy ponad 50 zł należał się kupon na dalsze zakupy.
Ostatnim towarem na taśmie był szampan dla dzieci, na urodziny rzecz jasna. Para była z 3-letnią dziewczynką. Kasjerka po podliczeniu zakupów zakomunikowała, że kuponu nie będzie, bo szampan dla dzieci kasa liczy jako ALKOHOL!
Przy kasie stało kilka osób, spojrzeliśmy na siebie z niedowierzaniem. Jak to alkohol, przecież to oranżada, tylko w innym opakowaniu?
- Ale stoi na stoisku z alkoholem - taka była odpowiedź kasjerki.
Jakaś starsza pani zwraca się do dziecka:
- To jak wypijesz ten szampan, to będziesz śpiewać!
- Tak, sto lat! - odpowiedziała rezolutnie mała solenizantka.
Towarzystwo rozbawione podwójnie, bo dziecko zabawne, a oranżada okazała się alkoholem! To może na Sylwestra lepiej kupić szampan dla dzieci, w końcu tańszy?
I nie kupujcie w takim razie dzieciom i wnukom, bo rozpijacie małe dzieci:-)
czwartek, 22 lutego 2018
Wystarczy przeprosić?
Opowiedziana mi przez koleżankę, skojarzyła mi się z historią sędziego, którego uniewinniono po oskarżeniu o prawdopodobne przywłaszczenie 50 zł innej klientki w sklepie przy kasie.
Uniewinniony w sądzie, chociaż monitoring świadczył według mnie o winie oskarżonego, ale adwokat twierdził, że każdy widzi co chce zobaczyć...
A to inna nieco opowieść.
Na parkingu przed popularnym marketem koleżanka obserwowała pościg pewnej pani za inną, która właśnie opuściła sklep z siatką zakupów.
- Halo, proszę pani, proszę poczekać!
Ponieważ tamta nie zatrzymała się , wołająca dopadła do siatki z zakupami i szarpiąc za uchwyt krzyczała:
- Pani zabrała moje mandarynki!
- Słucham?
- Zabrała pani moje mandarynki, przy kasie była pani przede mną i mandarynki zniknęły…
- Nie wzięłam pani mandarynek, sama tez nie kupowałam owoców, może to ktoś inny…
- To na pewno pani, widziałam…
Kobieta blada na twarzy ze zdenerwowania i wstydu, bo gapie się już zebrali, wysypała zawartość torby zakupowej wprost na parkingowy asfalt.
- No proszę, gdzie są pani mandarynki? Mówiłam, że to nie ja!
Tamta jeszcze rozdzieliła ręką wysypane zakupy i z niepewną miną odpowiedziała:
- To faktycznie nie pani je wzięła, przepraszam!
- Przepraszam? Oskarżyła mnie pani o kradzież przy wszystkich, narobiła mi wstydu i ma mi wystarczyć przepraszam?
Kobieta oskarżona o kradzież rozpłakała się i na kolanach zaczęła pakować zakupy, tymczasem ze sklepu wybiegł ochroniarz z okrzykiem:
- Kto z państwa zostawił przy kasie mandarynki?
środa, 10 stycznia 2018
No i kup tu dżinsy....
Tak też z mężem zrobiliśmy, bo teraz mamy trochę czasu i skusiły nas połączone promocje. Bo skoro można kupić drugą parę ze zniżką 90 % to czemu nie?
Ale wcale nie tak łatwo kupić dżinsy, chociaż na półkach tysiące spodni - poprawka, nie tak łatwo dojrzałym osobom obojga płci, ale lubimy chodzić w dżinsach, więc co zrobić?
Przygotowani psychicznie udaliśmy się na zakupy. Wiedzieliśmy, że lekko nie będzie…
Najpierw trzeba określić bardzo młodej sprzedawczyni jakich spodni szukamy, a ona przy kolejnych wymogach robi coraz większe oczy. Bo jak można szukać klasycznych dżinsów, bez przetarć, dziur, postrzępionych nogawek , plam gdzie popadnie itp. Dinozaury normalnie, nie klienci!
Przymierzyłam chyba ze sto par, znalazły się wreszcie jedne jedyne na milion innych w sklepie i nie musiałam ich zdejmować, siedząc na podłodze, bo inaczej zejść z nogi nie chciały takie tam rurki.
Mąż cierpiał katusze już w fazie dostarczania przez panią kolejnych modeli, ja usiadłam z boku, zadowolona, że zdobycz trzymam na kolanach. W przymierzalni podobne katusze znosili niski młody pan i wysoka piękna dziewoja.
Pan jednak był bardzie postępowy od mojego męża, bo przymierzał co dawali i nawet wychodził przed duże lustro w sklepie, by pokazać się żonie i ekspedientkom, ku mojej uciesze. Bo pan był niski, krępy, na krótkich krzywych nogach i nie to mnie śmieszyło, tylko jego nogi w tych dżinsach. Ale panu się podobało, zonie też, więc jest O.K.
Piękna dziewoja nie miała problemu z coraz węższymi rurkami, problem był z długością, bo przy jej wzroście spodnie nijak nie chciały nawet kostki zakrywać… a dziury i inne felery jej nie przeszkadzały, mamie dziewczyny zresztą także nie. No cóż, ja jestem zaściankowa i mało postępowa jeśli chodzi o spodnie…
Mąż po przymierzeniu nieprzeliczalnej ilości dżinsów wszelkiego typu, wreszcie trafił na swoje, tyle że czarne, bo jako jedyne nie były dziwnie ufarbowane, dziurawe i nie były rurkami ani ogrodniczkami amerykańskiego farmera.
Zaprawdę, ciężko jest kupić normalne dżinsy dojrzałej osobie… może jakiś apel do producentów?
niedziela, 17 grudnia 2017
Gorączka zakupów...
Gdy wreszcie wyszłam z domu zaczęłam zauważać przedświąteczną gorączkę zakupów. Okazało się także, że owa gorączka wcale nie wpływa na to, że ludzie są dla siebie milsi czy bardziej pomocni, wręcz przeciwnie.
Zbliżając się do dużego marketu z parkingiem, słyszę krzyk. To jakaś para zaczyna kłócić się ze sobą obok samochodu zaparkowanego z dala od wejścia. Po otwarciu drzwi auta słychać płaczące dziecko. Przekonana o tym, że żona krzyczała na męża, bo zostawił dziecko samo w aucie, posyłam mu w myślach epitet: ale palant!
Nagle kobieta otwiera z impetem tylne drzwi i krzyczy do dziecka:
- Czego drzesz ryja, przecież nic się nie stało…
Samochód był cały zaparowany, dziecko pewnie spało, gdy obudziło się samo w ciemności, przerażone zaczęło płakać. Nie wiem jak długo to trwało, bo moja droga do auta była dość długa, a kiedy dziecko zostawiono samo, wiedzą tylko rodzice.
Drugą scenę zaobserwowałam wewnątrz sklepu. W kolejce do kasy stali przede mną mama z chłopcem w wieku szkolnym. Jeszcze przy kasie kobieta wzięła paczkę papierosów, swoja droga zdumiewa mnie ich cena, a niektórzy palą jedna lub dwie paczki dziennie.
W drodze do wyjścia podsłuchałam taki dialog:
- Nie chciałaś mi kupić chipsów, a sobie kupiłaś takie drogie papierosy, to niesprawiedliwe…
- Nie kupię ci chipsów, ale nie z powodu ceny, chipsy są niezdrowe!
- A papierosy to niby zdrowe? W szkole pani mówiła co innego…
I na koniec jeszcze taka moja refleksja, mało świąteczna, niestety.
Gdy wędrowałam po dużym sklepie, obserwując ludzi, nie dało się nie zauważyć kontrastu pomiędzy zawartością koszyków poszczególnych klientów. Zdarzały się często kosze wypchane po brzegi towarami nierzadko luksusowymi, a ich ilości nie dają szans właścicielom na skonsumowanie wszystkiego nawet do Nowego Roku. Bywają kosze umiarkowanie wypakowane towarami pierwszej potrzeby, ale serce się ściska na widok koszyków starszych ludzi, posuwających się wolno przez sklep i podpierających laską , czytających uważnie ceny i poszukujących konkretnego produktu.
Chętnie pomagam takim przygarbionym i zagubionym sięgnąć coś z wysokiej półki, odczytać cenę lub datę ważności.
Nigdy nie wiemy, co nas samych czeka...
I jeszcze jedna uwaga: nikt nie pomyślał o osobach wspomagających dla ludzi niepełnosprawnych na wózkach, którym ciężko robi się zakupy, za to ochroniarzy pełno na każdym kroku. Gdyby taki ochroniarz raczył pomóc klientowi na wózku, zamiast flirtować z kasjerką, to już byłby postęp, nie uważacie?
czwartek, 3 sierpnia 2017
Rozmowa w przymierzalni...
Wybraliśmy się na zakupy, by wybrać coś nowego do mieszkania, w którym robimy mały lifting i korzystając z okazji weszłam do babskiego sklepu, by co nieco przymierzyć.
W przymierzalni obok mnie słyszę jakieś dwie panie, a do rozmowy włącza się ekspedientka, która coś tam donosi, wymienia itd.
- Ale duszno, nie chce mi się przymierzać, bo gorąco.
- Przymierzaj i płać, to szybciej wyjdziemy. Mówiłaś, że musisz kupić spodnie - zachęca koleżanka.
- No tak, muszę mieć nowe do pracy, w plażowych nie pójdę, a inne za ciasne.
- Zaczniesz biegać do pracy to schudniesz.
- Ale ja lubię jeść, więc schudnąć trudno.
- Jeszcze parę lat temu ja też byłam szczupła, mogłam zagryzać golonkę tortem i nic nie przybywało, a teraz mam swoje lata i ciągle tyję...a jem dużo mniej, niż kiedyś.
- Ja nigdy nie byłam szczupła, ale zawsze kochałam jeść.
- Oj, drogie panie, nie tylko wy macie ten problem... proszę, tu jest większy rozmiar - wtrąciła ekspedientka.
- Te granatowe są ładne i gładkie, a ja mam wzorzyste bluzki, ale czy nie będą za ciepłe?
- Te są bardzo przewiewne i wyszczuplające, bo ciemne.
- Jak przewiewne, to biorę, we wzorzystych grubo wyglądam.
- Ma pani po prostu pełną sylwetkę i powiem jeszcze, że lepiej być grubym , niż głodnym!
- Ale to pani fajnie powiedziała, to będzie moje motto życiowe...
piątek, 23 czerwca 2017
Kłamstwo ma krótkie nogi :-)
Dziś dwie historyjki, które dowodzą, że nie ma zbrodni doskonałej, nawet w tak banalnej sprawie jak babskie zakupy.
Koleżanka poinformowała męża, że wróci późno z narady, która skończyła się znacznie wcześniej, niż zwykle. Nie chciało sie jej zaraz wracać do domu, gdzie pies chory i kupa domowej roboty, więc pojechała do galerii handlowej, zamienić gotówkę na jakiś fajny ciuch.
Gdy wróciła do domu, mąż pyta czy dzwoniła ich córka, studiująca w innym mieście. Koleżanka na to, ze telefon na naradzie miała wyciszony, ale sprawdzi. Niestety komórki nie było ani w torebce, ani w aucie, ani w przedpokoju - nigdzie. Mąż przytomnie zaproponował, ze zdazwoni, moze sie telefon odezwie. Niestety, ten pomysł spalił na panewce.
- No przypomnij sobie, gdzie dziś byłaś?
- No, na naradzie byłam.
Mąż w takim razie zadzwonił raz jeszcze, może ktoś z pracy znalazł...gdy połączenie zostało zrealizowane, usłyszeli :
- Tu sklep Monnari, znaleźliśmy pani telefon...
Mina koleżanki bezcenna:-)
Druga historia z mojego podwórka.
Wybrałam się na zakupy wyprzedażowe, zostałam właścicielką dwóch ładnych bluzek na lato i zadowolona wracałam do domu. Nagle zadzwonił mój telefon i mąż pyta:
- kupiłaś coś dzisiaj za sto kilka złotych?
- a skąd wiesz?
- właśnie jestem na e-koncie bankowym, bo robię przelew i wyświetliły mi się twoje zakupy...
Nie mogłam wiec użyć sprawdzonego tekstu : kochanie ta bluzka jest z ubiegłego roku :-)
Normalnie Wielki Brat czuwa!
środa, 26 kwietnia 2017
...bo on taki biedny
Tym razem wybrałam się po skarpetki i wchodząc czuje silny zapach jakiegoś odświeżacza. Pani ekspedientka przeprasza, że tak wypachniła sklep, ale wietrzenie nie pomagało. Gdy zapytałam co sie stało, powiedziała, ze to przez pewnego pana, który roztaczał niemiły zapach.
- Ale przecież jest zimno, gdyby panowały upały, to co innego, nie wszyscy używają wody i mydła...
Pani na to, że to inny przypadek. Przychodzi do sklepu pewien starszy pan, bardzo zaniedbany, może bezdomny. Kupuje zawsze jedną parę skarpetek, więc przebywa w sklepie krótko, ale tak brzydko pachnie, że potem trzeba wietrzyć sklep.
- Ale to nie szkodzi, on taki biedny przecież, a zapach się wywietrzy. A czy pani to nie przeszkadza? Bo klienci są różni.
- Nic nie czuję, oprócz tego zapachu, który pani rozpyliła tak szczodrze, a bieda to nie grzech, bardziej zbulwersowało mnie kiedyś znalezisko w przymierzalni, gdzie jedna z pachnących klientek zostawiła brudną podpaskę.
- No co też pani mówi, ludzie to też są...
- Ano różni, jak pani powiedziała, nawet ci pachnący...
piątek, 12 sierpnia 2016
Wybaczcie, trochę ponarzekam...
Pierwsze narzekanie o zakupach będzie i może nawet sie powtórzę. Zakupy mnie czasem dołują, bo albo ciągle to samo w sklepach, 25-ta przecena wymęczonych ubrań, z których wiele nadaje sie już tylko na przemiał, bo dziury, brud, zwisające nitki, popsute zamki, brak guzików, a sprzedający łudzą się, że jeszcze ktoś sie nabierze na obniżkę 80%, kiedy widzę, że od tygodni cena ta sama.
Nudzące się w sklepach panie sprzedające potrafią skutecznie uprzykrzyć zakupy, bo albo chodzą za człowiekiem krok w krok (czuję się jak potencjalna złodziejka), poprawiając wiecznie ubrania lub wieszaki, albo koniecznie chcą mi doradzić, kiedy ja sama nie wiem czego szukam...kobiety tak mają!
Numeracja brana jest często z kapelusza, co powoduje, że muszę często przymierzać zbyt wiele rzeczy, czego nie lubię, a ubrania mam w 3 różnych rozmiarach - jak to możliwe? Pół biedy, gdy napiszą rozmiar 36, 38 lub 40, ale gdy na spodniach lub innych częściach garderoby pojawia się oznaczenie S, M, L to już masakra, tu mogę przymierzać do woli, nic nie pasuje i jednocześnie wszystko. Do tego uwaga pani sklepowej - bo tak się teraz nosi. No trudno, ja nie zamierzam.
Osobny rozdział to przymierzalnie, które chyba nigdy nie są sprzątane, o wietrzeniu nie wspomnę. Kiedyś natknęłam się w kabinie na brudną podpaskę, więc szybko po wejściu zgłosiłam obsłudze, ale odechciało mi się zakupów w tym sklepie.
Drugie narzekanie będzie o darmowych podręcznikach. Nie chcę już użalać sie nad sobą, bo każda praca ma plusy i minusy, a do emerytury dotrwać trzeba i znaleźć sposób na pokonanie trudności (chociaż zaprosiłabym pomysłodawcę darmowych podręczników w szkołach, żeby zobaczył jak to wygląda w praktyce i w realiach bibliotek szkolnych). Narzekać będę na poszanowanie owych podręczników przez obdarowanych czyli uczniów. Nie powiem, są domy, gdzie o książki się dba, owija, metkuje, uczeń nie nosi ich w plecaku razem z napojem, bułkami i bananami, ale są i takie tornistry uczniów, gdzie podręcznik staje sie zbędnym balastem, o który dbać nie trzeba, bo darmowy. Przeglądamy podręczniki oddawane pod koniec czerwca i wierzcie mi, gdyby były własnością uczniów i byłaby możliwość ich odsprzedania innym uczniom lub w antykwariacie, inaczej by wyglądały, już mamy zadbałyby choćby o owijacz. Niektóre egzemplarze po roku nie nadawały sie do niczego. Nie, nie rozpadły się, to nie wina drukarni, jak niektórzy wcześniej sugerowali. Są tak zniszczone i poplamione, jakby na rajdzie Paryż - Dakar były, a zwłaszcza podręczniki do 4 klasy.
Trzecie narzekanie dotyczy mojej kondycji fizycznej. O dziwo, turystycznie po szlakach mogę chodzić całymi dniami, wspinam sie tu i tam, wylewam siódme poty i jeszcze fotki robię, a w robocie - trochę się nadźwigam, poprzestawiam, poprzesuwam ( a podobno praca bibliotekarza umysłową jest, zaksięguję ledwie... 1000 książek, a plecy bolą, jakbym weszła na ośmiotysięcznik. Rankiem nie wstaję już rześka jak szczygieł, dopiero po drugiej kawie w głowie mi trybi i kończyny ruszają jak trzeba...litości, czy ktoś też tak ma?
Coś tam jeszcze by się znalazło, ale na razie wystarczy, bo wystraszę czytelników...


















































