Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ptaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ptaki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 września 2023

Pawie w restauracji

 Miła niedziela z bliskimi. Obiad we włoskiej restauracji w Gnieźnie. Stoliki w ogrodzie, tu fontanna, tam mostek, piękne rośliny, miła obsługa. Dania palce lizać, zwiedzanie i rozmowy pobudziły apetyt na potrawy i zimne napoje. Mimo upału w ogrodzie chłodno, woda szumi, między stolikami spacerują pawie.

Para kolorowych ptaków , oswojonych i ciekawskich. Spacerują, pozwalają się fotografować z bliska, zaglądają niemal do talerzy. Pytamy kelnera, czy można je dokarmiać, bo wyraźnie na coś czekają? Kelner na to, że tutejsze pawie są jak kaczki żebraczki i jedzą dosłownie wszystko...
Rzucam nieśmiało kawałek sałaty, ptak porywa z szybkością błyskawicy! Woła samiczkę. Mąż rzuca odrobinę kurczaka, samiczka połyka łapczywie, czekają...
Rzucamy kawałki warzyw i makaronu, zjadają. Gdy odkładamy sztućce, by napić się soku, pawie oddalają się nieco, skubią niby trawkę, ale zerkają w stronę stolika.
Po raz pierwszy jadłam obiad w tak bliskim towarzystwie pawi, bo wróble czy gołębie się zdarzały...

Gdy wychodzimy z restauracji przez kaskadowy ogród, pawie już tańczą wokół innego stolika, gdzie sympatyczna rodzinka z dziećmi popija lemoniady , czekając na obiad...

Ciekawe, ile potrafią zjeść takie pawie i czy ludzkie jedzenie im nie szkodzi?


poniedziałek, 28 marca 2022

Ptakom podobni...

 Od czasów Ikara marzeniem człowieka było dorównać ptakom w zdobywaniu przestworzy. 

Latawce, lotnie, balony, samoloty - to tylko marne namiastki geniuszu natury. Często zadajemy sobie pytanie - jak taka kupa złomu potrafi w ogóle unieść się w powietrze? ale gdzie szum skrzydeł, wiatr we włosach, prądy powietrza?

Człowiek nie posiadł umiejętności latania bez pomocy techniki, jedynie niektórym "konsumentom" dopalaczy wydaje się, że potrafią latać.

Zazdrościmy ptakom i podziwiamy za zmysł nawigacji, wytrzymałość, piękno skrzydeł, kolory upierzenia, mistrzostwo w budowie gniazd i cierpliwość w wysiadywaniu jaj, no i śpiew!













Miałam gdzieś zdjęcie czapli i bocianów, ale nie mogę znaleźć w archiwum, a żurawie widujemy, ale nie było okazji zrobić zdjęcia. W naszym miejskim parku jest wiele ptaków, zadomowiły się na dobre i nie są strachliwe, czasami stoją na ścieżce i przyglądają spacerowiczom.

Codziennie rano budzi nas śpiew kosa, przepiękna muzyka. 

Oby z Ukrainy nie uciekły wszystkie ptaki.... u nas znikają na długo po sylwestrowych fajerwerkach, a co dopiero po hałasie, jaki robi wojna!


A strusie?

Być ptakiem
i nie móc odlecieć.
Mieć skrzydła
i nie czuć przestworzy...
to kara
najcięższa z możliwych
pokuta
i dopust boży

wtorek, 29 czerwca 2021

Próba włamania...

O czwartej nad ranem obudził męża jakiś harmider i pukanie w okno. Wstał, by sprawdzić o co chodzi, a tu dwie sroki siedziały na parapecie okiennym i dziobały w siatkę przeciw owadom.


Zrobiły nam w tej siatce 3 dziury, co nie wygląda estetycznie i pewnie z czasem dziury się powiększą.
Istne utrapienie, jak nie gołębie, to sroki!
Skąd taki atak? W ramie okiennej zamieszkał jakiś owad, co odkryłam myjąc okna. Na szczęście rama z tworzywa, więc się nie rozleci. Już kiedyś sroka dziobała w to okno, widocznie wcześniej owada wyczuła.
Najpierw sroki polowały na wróble, które zamieszkały na balkonie, ale gniazdo ćwierkaczy dobrze ukryte, sroki za wielkie, by się tam dostać.

A gdyby tak drapieżniki dostały się do mieszkania i na przykład zapolowały na chomika lub kanarka? No horror normalnie!

Nie przypuszczałam, że siatki przeciw owadom mogą być zagrożone!
Dbamy o te siatki, bo tanie nie są, chowamy na zimę za radą producenta, by mrozy im nie zaszkodziły, a tu dwa ptaszyska i po siatce...

środa, 10 czerwca 2020

Zaatakowana...

Miejsce zdarzenia- ścieżka wokół stawu osiedlowego.
Czas - powrót na skróty ze sklepu.
Piękne okoliczności przyrody - trzciny, ptaki wodne i latające, drzewa, krzewy.

Idę sobie spokojnie ścieżką, podglądam kaczki i samotnego łabędzia na stawie, aż tu nagle coś czarnego przeleciało mi koło ucha, za chwilę znowu...

Zadzieram głowę, a nade mną dwa czarne ptaszyska zawisły jak śmigłowce i wrzeszczą niemiłosiernie! Znalazłam się w środku ptasiej awantury.
Przyspieszyłam kroku, bo ten czarny ptasi nalot przypominał PTAKI Hitchcocka.
Po kilku metrach zrozumiałam w czym rzecz.
Kawki przystąpiły do obrony swoich gniazd przed srokami, które czaiły się w zaroślach.
Miałam na sobie białą kurtkę, może podpadałam im pod srokę?

Wróciwszy do domu, zasięgnęłam opinii cioteczki Wikipedii:

Kawka jest podobno ptakiem towarzyskim, zazwyczaj tworzy niewielkie stada. Zimą ptaki te łączą się w większe grupy, bardzo często z gawronami.
Do zachowań towarzyskich (?) należy odruchowy atak na potencjalnego drapieżnika.
Agresja udziela się innym osobnikom i w ten sposób informacja o potencjalnym drapieżniku przekazywana jest reszcie stada, także międzypokoleniowo. Osobniki ze stada włączają się również w grupową obronę zaatakowanego pobratymca, co ma miejsce np. w czasie lęgów.

Kawki gniazdują w koloniach. Typowe gniazdo to duże, chaotyczne zbiorowisko gałęzi, jednak materiały na gniazdo bywają bardzo różnorodne. Pierwotnie gniazda mieściły się w dziuplach i szczelinach skał, później kawki zaczęły gniazdować w szczelinach budynków, przewodach kominowych i wentylacyjnych.
(By Patrick Clement from West Midlands, England - Jackdaw chick and eggs in nest box., CC BY 2.0, wikimedia commons)

Przy okazji znalazłam zdjęcie kawkowego gniazda, nie przypuszczałam, że takie nieciekawe z wyglądu ptaszyska składają tak kolorowe jajka!

Obrazek poniżej to wprawdzie nie atak przypuszczony przez kawki, ale tak mogło wyglądać powitanie gołębi na rynku w Krakowie lub innym mieście w Polsce po okresie pod hasłem Zostań w domu!

Dobrze, że wiewiórki nie atakują spacerowiczów gromadnie!

piątek, 30 listopada 2018

To tu, to tam...

Codzienne obserwacje obfitują czasem w ciekawe scenki.
Samo życie można powiedzieć.

Z reguły każda z tych scenek przynosi późniejsze refleksje, z którymi idę do pracy lub wracam do domu.
Taka filozofia życia codziennego

Nawet obserwacje przyrodnicze takim rozważaniom mogą służyć, uświadamiają nam wszak, że wszystko jest ulotne, a my wobec natury mali jako te mrówki...
****
Idąc do pracy utartym szlakiem widuję panie z jakiejś firmy, sprzątające klatki schodowe.
Wyposażone w sprzęt specjalistyczny i kanistry z wodą. Zawsze zastanawiam się, skąd tę wodę czerpią, ale najgorsze jest to, że brudna woda z wiader po umyciu schodów wylewana jest na trawniki, a przecież tuż obok studzienki ściekowe.
Obawiam się, że trawa pod wpływem tych wszystkich środków do szorowania, mycia, pucowania nie odrodzi się na wiosnę...

****
Szukałam kiedyś czegoś w TESCO, krążyłam z koszykiem między regałami, mijając co jakiś czas ochroniarza.
Nagle słyszę za plecami monolog:
- Mamy tu klientkę, krąży długo po sklepie z towarem w koszyku, coś tam z nim robi, a przy stoisku domaga się obniżenia ceny, na razie obserwujemy, ale zwróć też uwagę w kamerze, nie chcę za blisko podchodzić.
Poczułam się średnio i gdybym miała coś w koszyku, to pomyślałabym, że to o mnie.
Uważam, że ani ochroniarze, ani ekspedienci nie powinny mówić o jednym kliencie w obecności drugiego.

****
Kupowałam na poczcie koperty, przede mną mocno starsza pani płaciła za jeden znaczek, zdziwiona, że tak drogo.
- Wie pani, ja już tylko wymieniam kartki na święta z moją kuzynką, żeby tradycję zachować, a wszyscy to tylko sms-y albo życzenia przez telefon. My wolimy z kuzynką kartki.
- Ma pani rację, tak miło znaleźć w skrzynce życzenia od bliskich.
Na poczcie jest także stanowisko ubezpieczeń i bank pocztowy. Pani z okienka pyta staruszkę czy ubezpieczyła mieszkanie i szybko recytuje, co i za ile można ubezpieczyć.
- Kochana, ja bym wszystko ubezpieczyła, ale za co? Mnie na leki ledwo starczy...

****
Codziennie czynię obserwacje balkonowe. Zawiesiłam kulę z ziarnami ptaszkom na balkonie, miała być dla sikorek głównie, a tu boje prawdziwe między wróblami, jeden drugiego w ogon dziobie, a sikorki kulturalnie na swoją kolej czekają...

****
Na koniec obserwacje jesiennego nieba, nie miałam przy sobie aparatu, więc zdjęcia zrobione telefonem...


piątek, 7 września 2018

Jeszcze o wróblach :-)

Mogłabym je obserwować bez końca.
Pisząc post siedzę w fotelu koła okna, a one spacerują po parapecie okiennym, wycierają dziobki o rant i czasem kłócą się niemiłosiernie.
Rankiem znaczą swoje ślady na parapetowej powierzchni, wilgotnej od nocnej rosy, a na kaflach balkonu zostawiają resztki kolacji lub śniadania.

Wróble nasze pospolite. Obserwuję ich zachowania w różnych miejscach. Zadomowiły się na dobre i to dosłownie. W ocieplinie budynku wydziobały małe otwory, z których wystają elementy ich gniazd - trawa, nitki, piórka...
Potrafią też zbudować dom w rynnie, w szczelinie między cegłami, wszędzie gdzie czuja sie bezpieczne.

Materiał do budowy dostępny łatwo - kiedyś sąsiadka wywiesiła na balkonie pościel do wietrzenia i zauważyłam, że wróble siadały na poduszce i wyciągały piórka z poszwy.
Dokarmiane zimą naśladują czasem sikory lub kolibry nawet, posilając się w pozycji pionowej lub zawisając nad jakimś smakołykiem niczym helikopter.
Nie krepują się korzystać z ludzkich jadłodajni. Widywałam jak siadały na stołach w ogródku Mac Donalda i porywały klientom frytki lub w parkowej kawiarni zebrały od spacerowiczów okruszki ciastek lub kawałki lodowych wafelków.

W dużym markecie - to dopiero raj dla wróbli. Wlatują zapewne drzwiami, co jak bramy stoją otworem i zwabione zapachem, dobierają się do pieczywa, a zmęczone lub spłoszone siadają na belkach pod wysokim sufitem.
Gdy pada deszcz chowają się pod zaparkowanymi autami lub pod dachem wiaty śmietnikowej. Uwielbiają gęste krzewy, niekiedy z cierniami, w których siedzą ukryte przed kotem lub sroką. Blisko mojego bloku rosną krzewy, na których wróble przesiadują stadami i gdy nastroszą piórka, wyglądają jak żywe bombki na choinkę.

Czasami znikają po burzy, jakby przestraszone nawałnicą, ale mam nadzieję, że ich świergot nigdy nie umilknie, bo raźniej z nimi witać dzień:-)

czwartek, 2 sierpnia 2018

Ptasie opowieści

Są wszędzie - na parapecie okna, w parku, na cmentarzu.
Nasi przyjaciele, ptaki duże i małe, bardziej lub mniej znane, śpiewające, ćwierkające, klekoczące, nieme.
Lubimy ich obecność, bo jest kojąca, bo świadczy o jako takim stanie środowiska, bo z ciekawością podglądamy ich życie.

Tym bardziej chętnie zaglądam na karty arcyciekawej książki, której okładkę widzicie obok.

Zawiera wiele informacji z życia ptaków swojskich i bardziej egzotycznych, ciekawostki, których nie zaobserwujemy w normalnych warunkach.

Dziś podaję tylko kilka takich ciekawostek.

Jedną z pierwszych prób latania po ptasiemu podjął w IX wieku muzułmański polihistor Abbas Ibn Firnas na terenie dzisiejszej Hiszpanii. Skonstruował on kombinezon do latania z piór sępa na drewnianym stelażu, ale zapomniał o ogonie, który potrzebny jest ptakom do bezpiecznego wylądowania i strasznie poturbował się przy lądowaniu…

W dawnych wiekach wiedza o zwyczajach ptaków była mizerna. O jej poziomie świadczą m.in. wierzenia, że z nadejściem jesiennych chłodów ptaki zmieniają się w kamienie i zimują na dnie jezior. Pierwsze koncepcje na temat migracji wśród ptaków pojawiły się dopiero na przełomie XVII i XVIII wieku.

Znana jest umiejętność wyczuwania niebezpieczeństwa przez zwierzęta, zwłaszcza przez ptaki. Wykorzystywano w kopalniach kanarki do ostrzegania przed niebezpiecznym gazem. Ptaki ostrzegają przed trzęsieniami ziemi czy huraganami.
Ale funkcja czujki to także monitorowanie zdrowia ekologicznego naszych lasów. Zadanie to przypadło m.in. dzięciołom. Stwierdzono, ze jeśli liczba dzięciołów drastycznie spada, mamy do czynienia z zagrożeniem integralności ekologicznej zasobów leśnych, a sprzyjają temu wycinki i wywożenie drzew z lasów, co z kolei powoduje zaburzenia w liczebności owadów.

Ptaki bywają przewodnikami człowieka w Etiopii i Kenii. Gdy myśliwy wybiera się na poszukiwanie miodu i pszczelich barci do buszu, wzywa swego partnera – miodowoda dużego , który za udział w łupach zdobytych przez człowieka wskazuje drogę do ula.
Po dotarciu do celu ptak wydaje melodyjny dźwięk, jak radar po wykryciu obiektu.
Człowiek wykurza pszczoły za pomocą dymu i wybiera miód, a ptak zadowala się woskiem, larwami i poczwarkami owadów.

Ptaki kształtują świat roślin na wiele sposobów – uczestniczą w zapylaniu kwiatów, roznoszą nasiona, a niektóre rośliny uzależnione są wręcz o d ptaków, gdyż ich nasiona maja zdolność wykiełkowania dopiero wówczas, gdy przejdą przez przewód pokarmowy ptaków.

Wielką rolę pełnią ptaki w procesie zwalczania owadzich szkodników, nawet nasze swojskie wróble. Okazuje się bowiem, że większości ich diety stanowią nie nasiona, a owady właśnie.
W wyniku doszczętnego wytrzebienia wróbli w Chinach w latach 50-tych XX wieku na rozkaz Mao rozpoczął się w tym kraju Wielki Głód, gdyż szarańcza i inne owady zjadały całe plony z pól. W tym czasie zmarło z głodu ponad 30 mln ludzi.

Szanujmy więc nasze poczciwe wróble...

piątek, 9 marca 2018

W ptasim raju :-)

Wybraliśmy się w jeden z ostatnich mroźnych dni na poszukiwanie wiosny. Jeziora wielkopolskie są ogromne i pełne ptactwa, lubimy jeździć na obserwacje przyrodnicze wtedy, kiedy ludzi jak najmniej, a obcowanie z przyrodą daje tyle radości i dobrze robi na psychikę.
Woda w jeziorach zamarznięta, lód dość gruby, ale spękany, na tyle jednak mocny, aby utrzymać dość ciężkie łabędzie...
Co chwila w powietrze wzbijały się jakieś ptaki, ruch jak na ptasiej autostradzie.

Gdy tylko zbliżyliśmy się do pomostu przypłynęła cała łabędzia rodzinka. Jedno z rodziców trzymało sie jednak z daleka, obserwując czy nie dzieje się coś złego. Widać było, ze ptaki obcują z ludźmi, bo podpływały śmiało, nie tylko zresztą łabędzie.
Mieliśmy z sobą dwie bułki na wypadek nagłego głodu, ale jedną zjadły nam ptaki...


Gdy skończyły się okruszki łabędzia rodzinka oddaliła się w równym szyku, po czym podpłynął tata łabędź, dosłownie ułożył skrzydła w serce, jakby chciał podziękować za poczęstunek...
Bywaliśmy na tym brzegu często, łabędzie i kaczki to tutaj swojski widok, ale tym razem ruszyliśmy dróżką wokół jeziora, bo słońce mocno przygrzewało. Dokonaliśmy pewnego odkrycia, mianowicie doszliśmy do urokliwej zatoczki, gdzie nie tylko było ciepło i bezwietrznie, ale to był ten właściwy ptasi raj. Na jeziorze zero lodu, cisza bez oznak jakiejkolwiek cywilizacji, słychać było tylko ptaki, głosy i szelest skrzydeł - kaczki, gęsi, łabędzie, łyski - reszty nie rozpoznałam, nie jestem ornitologiem, więc wybaczcie. Nie mogliśmy nasycić się tym widokiem.
Ruszyliśmy z powrotem dopiero gdy porządnie zmarzliśmy , a żołądki domagały się paliwa.


W drodze powrotnej na innym jeziorze widzieliśmy wędkarzy, łowiących ryby pod lodem. Siedzieli tam kilka godzin, że też im nogi do lodu nie przymarzły. Kawałek dalej dostrzegłam także spacerowiczów z dziećmi, wychodzących na środek jeziora i dwie dziewczyny na łyżwach.
Jak mówiłam, lód był spękany, choć gruby, a tyle się mówi, by nie wchodzić na lód, gdy przygrzewa słońce i mróz słabnie...

sobota, 9 maja 2015

Gołębiofobia...

Nie lubię gołębi. Lubię wszystkie ptaki, oprócz gołębi. To moje nielubienie związane jest z bardzo przykrym doświadczeniem sprzed lat. Wybrałam się na cmentarz, na groby dziadków. Była piękna pogoda, ja w świetnym humorze, posprzątałam wokół grobu, zapaliłam znicze i usiadłam na ławce pod drzewem. Gołębie nade mną gruchały, cieszyłam się ciszą. Nagle spada na mnie deszcz czegoś z drzewa, deszcz czegoś ciepłego i lepkiego. Zmroziło mnie i przygwoździło do ławki z obrzydzenia. Co to było? Sięgnęłam ręką do włosów - ptasie gó...a w dużej ilości, na całych włosach! Zdjęłam sweterek, cały w tymże w dużej ilości, w dodatku przez sweterek przesiąknęło na bluzkę.
Chwilę trwało, zanim zebrałam myśli: jak tu wracać do domu? Swetrem starałam się wytrzeć włosy, co z każdą chwilą było trudniejsze, bo maź owa zasychała szybko. Czułam się strasznie. Gdy uznałam, że nie będę straszyć, schowałam sweter do torby i najszybciej jak umiałam, ruszyłam do domu, mając ciągle wrażenie, że oczywiście wszyscy się za mną oglądają. Myłam się długo, włosy wielokrotnie. Swetra nie udało się uratować, bo jak wiadomo ptasie, a szczególnie gołębie odchody są żrące jak kwas. Incydent ten przypomniał mi się , gdyż ostatnio znowu prześladują mnie gołębie.
Upodobały sobie podwórko przed moim blokiem, siadają na balustradzie balkonu, produkują nawóz w ogromnych ilościach lub o świcie siadają na parapetach i budzą głośnym gruchaniem. Nie dziwię się, gdy widzę kolczaste zapory zakładane przeciw gołębiom na kamienicach.
Wyobraźcie sobie moje obawy, gdy np.na rynkach miast, które odwiedzam trzeba przejść między gołębiami karmionymi chętnie przez dzieci i turystów i nagle całe stado ptaków zrywa się do lotu. Stoję wtedy skamieniała jak posąg... Nie cierpię gołębi!