Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lipca 2026

Obserwacje i zdarzenia...

 Obserwacje bywają różne, czasem takie, że krew człowieka zalewa, czasem zabawne, że boki zrywać....

Nie zamierzałam pisać o polityce, ale niektóre poczynania prezydenta zza oceanu  w zasadzie trudno polityką nazwać. Takie dwa zdarzenia zwróciły moją uwagę. Jedno już odeszło do przeszłości, drugie bardzo aktualne. Donald zza oceanu zafundował sobie ( i nie tylko) huczne obchody urodzinowe, ma prawo, ale zaproszenie zawodników MMA do Białego Domu, to lekka przesada. Bo czyż ideał nie sięgnął w bruku w momencie, gdy na tle portretów kolejnych prezydentów, w eleganckim fotelu zasiadł zawodnik w gaciach, spocony i szykujący sie do następnej walki?

Drugi zgrzyt wizerunkowy, to zakwestionowanie czerwonej kartki dla zawodnika amerykańskiej drużyny futbolowej na mistrzostwach świata. No przecież nie mogą grać biedni Amerykanie bez najlepszego zawodnika, trzeba interweniować. Zadzwonił Donald gdzie trzeba i czerwona kartka anulowana, świat sportu oburzony, świetny przykład dla młodych sportowców!

W temacie programy rozrywkowe: czy zauważyliście, że w programach o motoryzacji,  remontach, usterkach pojawiły się głupie komentarze narratora oraz liczne powtórki po przerwie reklamowej, jakby emisja owych była przeznaczona dla opóźnionych umysłowo widzów.
Przykłady: 
- Krzysiek, teraz pokaż, jak się parkuje  niemieckie fury!
- Tu odpicują beemkę i merca na tip top!
- Dorotka, to niepodważalna królowa remontów, ale Darek stolarz nie boi sie królowej!
- Prawdziwy ekspert, odróżnia linijkę od ekierki!
- Pan fachowiec, to prawdziwy Don Juan, ale drabiny nie przywiózł!

Jednak musi być polityka, a raczej wypowiedzi polityków, sami oceńcie czy to nie Matrix:
* poseł nie ucieka , a przemieszcza się; 
* poseł nie kłamie, a przedstawia inny punkt widzenia; 
* minister nie rozdawał, a dzielił się; 
* zamówił wadliwy sprzęt? ale w dobrej wierze!
* poseł nie kradnie, a wykorzystuje luki w prawie 
* polityk nie bywa hipokrytą, on zmienia zdanie!

Coś z letniego podwórka - niektóre cukiernie i lodziarnie doliczają do ceny lodów opłatę za wafelki lub kubeczki. A jeśli nie zechcę zapłacić, to co, wydadzą mi lody wprost na dłoń czy mam nosić własne naczynie?
Podobnie jest w restauracjach, gdzie dolicza sie opłaty za naczynia i sztućce lub za serwis kelnerski. Przecież na tym polega wizyta w restauracji, zamawiam danie, kelner przynosi. To co, mam przynieść własne naczynia i odebrać danie bezpośrednio od kucharza? Nie mówiąc o obligatoryjnym naliczaniu napiwku do rachunku, jeśli liczba gości przy jednym stole przekracza 6, przecież im więcej gości, tym lepiej chyba dla lokalu?

Obserwuję, że sprawdził się skup butelek i puszek w butelkomatach. Mnóstwo ludzi przyjeżdża z torbami pełnymi opakowań zwrotnych, na osiedlu nie walają się ani  butelki, ani puszki, z wyjątkiem małpek oczywiście. Zdarza się jeszcze w małych sklepikach, że sprzedadzą nam butelkę niekaucjowaną, ale sklep kaucję doliczy...pewnie stare zapasy.

Wreszcie śmieszne zdarzenie z życia. Sprzedawczyni w sklepie z pieczywem zapytała mnie nieśmiało, czy nie nazywam sie czasami T....a, bo jestem łudząco podobna do jej sąsiadki i pomyślała, że jesteśmy siostrami. Podobno każdy ma swojego sobowtóra. Teraz już wiem, dlaczego czasami nie rozpoznaję ludzi, którzy mi sie kłaniają, pewnie myślą, że to owej sąsiadce mówią dzień dobry ...

Obecnie u mnie w domu oglądamy na okrągło sport, tzn. mąż ogląda, a ja zerkam, bo marny ze mnie kibic, ale niektóre mecze nawet fajnie się ogląda, bo na wysokim poziomie graczy, to już inne widowisko. A najbardziej lubię rzuty karne!

Podziwiam kondycję sportowców, 2-3 godziny maksymalnego wysiłku i to w takim upale!

środa, 13 maja 2026

Pani da na chleb...

 Co jakiś czas zdarza mi się spotykać osoby żebrzące na ulicy.

Kiedyś szybciej łapałam za portfel, by poratować potrzebującego, ale teraz zapala mi się najpierw lampka ostrzegawcza, zwłaszcza gdy w historyjce, mającej skruszyć sumienia, coś nie styka... 

Ostatnio dwa takie przypadki.

Starsza pani, znajoma z widzenia siedzi na ławce przed galerią handlową i zaczepia ludzi : pani / pan da na chleb. Pytam, dlaczego nie ma na chleb? Bo ze szpitala wyszła, a emerytura za dwa dni... 

Tu złapana na kłamstwie, bo widuję ją niemal codziennie, do lodówki społecznej chadza, na papierosy ma, a jeszcze niedawno z panami na ławeczce popijała, ale ławeczkę zlikwidowano, bo mieszkańcy na hałasy się skarżyli. 
Po kilku dniach idziemy z mężem, podobna sytuacja, podobne teksty do przechodniów. 
Zagaduję: a pani miała emeryturę dostać, bo ja dostałam.  Pani mi na to, że nie dostała i nie ma na chlebek...

Pan dość młody, dobrze ubrany, zaczepia nas na parkingu , jest sobota, my na wycieczce.
Recytuje : jestem samotnym ojcem, od 5 miesięcy nie mam pracy, nie mam żadnej rodziny ani znajomych, a muszę pilnie ratę dziś zapłacić. gdybyście państwo mogli jakąś kwotę...
Samotny ojciec bez rodziny, a gdzie teraz te dzieci? nie ma pracy? ogłoszenia widujemy co krok: pomocnik piekarza potrzebny, praca przy produkcji mebli, praca dla magazyniera, kasjer/sprzedawca w sklepie, praca przy wymianie okien itd.
Pan mówi, mówi, mówi, póki nie informujemy, że nie posiadamy gotówki, wszędzie płacimy kartą. Wówczas odwraca się na pięcie i odchodzi.

Kiedyś zaczepiła mnie pani z prośbą o datek na chleb. Gdy zaproponowałam, że wejdę z nią do sklepu i chleb kupię, wzruszyła ramionami i odeszła. 

Zawsze miewam mieszane uczucia, ale zbyt często dawałam się nabierać...

sobota, 28 marca 2026

Za dużo myślenia?

 Moja mama mawiała: nie martw się na zapas, co ma być, to będzie, a jak będzie, to się z tym zmierzymy! I nie był to bynajmniej hurra optymizm, bo raczej twardo stąpała po ziemi, nie uznawała jednak biadolenia i negatywnego myślenia.

Sama staram się robić podobnie, bo już samo myślenie może wywołać lawinę nie do zatrzymania, a do paniki już wówczas blisko.

Wystarczy jedna natrętna myśl i już sen oddala się... hen daleko. A znacie układanie strasznych scenariuszy? bo co będzie, jeśli to czy tamto? 

Jak się zdarzy, to wtedy zaradzimy!

Pamiętam, jak syn wybrał się do kolegi na drugi koniec osiedla. Długo nie wracał, telefonu nie odbierał, ja w oknie, a w głowie scenariusze z najgorszych horrorów. Gdy wreszcie wrócił, okazało się, że telefon padł po prostu i jak to nastolatek - nie wpadł na to, by do matki z telefonu kolegi zadzwonić.

Mawiają, że kto za dużo myśli, na pewno wymyśli problem, którego nie ma. Wystarczy zafiksować się na myślach typu: 

* czy zamknęłam drzwi,

*  czy wyłączyłam gaz, 

*  czy wszystkie okna zamknięte przed wyjazdem?

Ileż to razy dręczyły nas myśli :

-  brać kredyt czy lepiej nie? a jeśli stracę pracę lub choroba mnie dopadnie?

- podżyrować pożyczkę koleżance? a jeśli przestanie spłacać lub wyemigruje? 

- lecieć na urlop daleko czy wypoczywać w kraju? a jak biuro zbankrutuje lub zaginie bagaż?

Pół biedy, gdy potrafimy z podobnymi myślami uporać się racjonalnie, ale gdy powodują stan lęku lub bezsenność, to mamy problem...

A co z myślami, które nas samych zaskakują? czy mieliście tak kiedyś, że własny strumień myśli galopujących w głowie przeraził was nieco? czy to moje myśli, czy podszept  diabła, czy jestem złym człowiekiem lub coś ze mną nie tak?

Przypomniały mi się porzekadła o myśleniu:

Od myślenia głowa boli.

Nie myśl tyle, bo cię zjedzą motyle.

Kogut myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścięli.

Wyszukałam także cytaty znanych i mniej znanych:

1. Człowiek może, choć nie zawsze, kontrolować to, co mówi, ale nigdy tego, co myśli. (W.Herman)

2. On za wiele myśli. Tacy ludzie są niebezpieczni. (W. Shakespeare)

3. I do tego właśnie prowadzi myślenie, pomyślał. Prowadzi do kłopotów. Nawet kiedy wiesz, że inni potrafią myśleć za siebie, ty zaczynasz myśleć za nich też. (T. Pratchett)
 
4. Głowa mi pęka. Myśli chyba galopują mi z jednego końca mózgu na drugi, bo słyszę wewnątrz czaszki stukot ich kopyt. (K.Wilczyńska)

5. Najważniejszych problemów, przed którymi stoimy, nie da się rozwiązać na tym samym poziomie myślenia, na jakim je stworzyliśmy. (A.Einstein)

6. Niesamowite, że tam, gdzie świat ma tysiące odcieni, kościół chciałby, żeby był czarno-biały. Za to tam, gdzie trzeźwe myślenie nie widzi więcej niż dwie opcje, kościół dopatruje się istnienia trzeciej. (A.Eldrycz)


Jak radzicie sobie z natrętnymi myślami? A może nie nękają Was wcale?

środa, 4 lutego 2026

Alimenty dla żony...

 

W większości, nie jesteśmy znawcami przepisów prawa, ustaw i rozporządzeń. 
Mało interesujemy się tą stroną życia, póki ona nie zainteresuje się nami.
Spadek, alimenty, skomplikowane podatki, darowizny, roszczenia itd.

Pojawia się czasami w przestrzeni publicznej temat alimentów, czy funduszu alimentacyjnego dla dzieci, na które ojcowie przeważnie nie płacą.
 Najczęściej kojarzymy chyba alimenty, jakie sąd zasądza dla dzieci po rozwodzie rodziców.

Bywają jednak alimenty dla byłych żon, czy dla rodziców dorosłych już dzieci, alimenty dla wnuków zasądzone do wypłacania przez dziadków oraz dla dziadków ze strony dorosłych wnuków.

 Najtrudniej chyba pogodzić się z obowiązkiem spłacania długów, które się dziedziczy, a nieznajomość prawa nie zwalnia z jego przestrzegania. Dlatego warto skorzystać z pomocy prawnika.

Zgodnie z literą prawa, alimentów od byłego małżonka można domagać się , jeśli popadłeś/aś w niedostatek lub w związku z rozwodem obniżył się twój poziom życia. Pozwany wówczas wypłaca alimenty zarówno dzieciom, jak i byłej żonie, czasami tylko żonie, gdy dzieci są już dorosłe i samodzielne. Ustalając wysokość świadczenia, sąd bierze pod uwagę dwa kryteria: uzasadnione potrzeby uprawnionego oraz możliwości zarobkowe i majątkowe zobowiązanego.

Tyle przepisy, a wiemy, że w życiu bywa różnie...

Kiedyś poruszyła mnie sprawa alimentów, jakich domagał się stary ojciec od córki. Ojciec, który pił przez całe życie, dręczył żonę i dziecko, aż musiały uciekać z domu. Gdy córka dorosła i stanęła na nogi, kochający ojciec przypomniał sobie o niej i wniósł o opiekę, którą sąd zasądził.  Ojciec pijak wybrał sobie prywatny dom opieki, za który płacić miała córka, a na który nie było ją stać. Koszmar dzieciństwa dopadł kobietę nawet po latach. Taka niesprawiedliwość bulwersuje bardzo.


Znam też przypadek przyznania  alimentów dla żony, która całe dorosłe życie była wsparciem dla męża robiącego karierę, zrezygnowała z pracy zawodowej, by jak to się mówi, prowadzić dom na odpowiednim poziomie i przyjmować gości z zagranicy.
Po latach mąż znalazł sobie inną, młodszą  i zostawił żonę z głodową emeryturą.
Po pierwszym szoku, kobieta zaczęła ubiegać się o alimenty od byłego męża i sprawę w sądzie wygrała.

*********************

Idąc trochę innym torem - pojawił się kiedyś pomysł emerytur dla kobiet, które nigdy nie pracowały zawodowo, ale wychowały kilkoro dzieci. Nie mam nic przeciwko, ale pod warunkiem, że wówczas, kobiety, które pogodziły pracę w wychowaniem dzieci, dostaną podwójne emerytury.



sobota, 29 listopada 2025

Rozmaitości...

Dzieci bywają świetnymi obserwatorami życia dorosłych. 
Gdy byłam u wnuka, towarzyszyłam mu w zabawach po powrocie z przedszkola.  
W jednej z zabaw chłopiec wyobrażał sobie, że mechaniczny rekin połyka samochody wyścigowe. W pewnym momencie  drapieżnik "podpłynął' do garażu o kilku poziomach i zaczął przegląd aut - ten po dacie, do kosza! ten czerwony też po dacie - do kosza!
No niezdrowo jadać dania z nieaktualnym terminem do spożycia!

Pewnego dnia miałam ugotować wnukowi marchewkę do obiadu. Chciałam to zrobić po spacerze, bo pogoda była wyśmienita, więc zapisałam sobie na kartce : Marchewka! Długopis wzięłam ze stoliczka wnuka. Zanim wyszłam z domu zerknęłam na kartkę, która leżała na moim laptopie. Kartka była pusta! Okazało się, że pisałam długopisem ze znikającym tuszem! a gdyby takim długopisem podpisywać ważne dokumenty?
 
Spotkałam na cmentarzu koleżankę, jej mama miała na imię Leokadia, Zawsze chciałam ją zapytać o zdrobnienie tego imienia. Okazało się, że Lodka, Lodzia. Przy okazji zastanowiłam się , jak zdrabniano takie imiona jak: Prakseda, Wawrzyniec, Ildefons, Judyta? 
A czy lubicie wersje imion typu: Seba, Aga, Grażka? Bo ja nie bardzo...

Na jednym ze spotkań towarzyskich, pewna młoda mama wspominała swój drugi poród w publicznym szpitalu. Pierwsze dziecko rodziła 4 lata temu. Jaka zmiana w podejściu do pacjentek! Osobna sala, przekąski i owoce  do samego porodu, co chwilę pytanie o samopoczucie, znieczulenie na życzenie. Pytanie tylko, czy to zmiana ogólna w podejściu do rodzących?  A może spowodowana niżem demograficznym, gdy o każdy poród szpitale rywalizują między sobą ? Swojego porodu sprzed 33 lat wole nie wspominać...


Taki kwiatek z klocków LEGO mój mąż złożył w jeden wieczór. Obym się nie pomyliła i nie podlała go razem z tymi w doniczkach :-)

Wreszcie porcja art żurnalowych wytworów:





Miłego weekendu i uważajcie na śliskich drogach!


piątek, 7 listopada 2025

Zapiski codzienności cz.25

 Codzienność zaskakuje na każdym kroku. Kto twierdzi, że dni są jednostajne i mało się dzieje, niechaj wyjdzie życiu na przeciw, nawet wizyta w sklepie może owocować  ciekawymi obserwacjami.


Byłam w markecie budowlanym po ziemię do kwiatów (ciągle coś przesadzam). Widzę kątem oka, że coś lata po sklepie, a hala przecież spora. To sikorka  spryciara wyszukała stoisko z karmą dla zwierząt i wyjadała ziarenka z opakowań dla ptaków.
Ale to nie jedyne spotkanie z tym ptaszkiem. Często wietrzymy mieszkanie, siatki przeciw owadom zdjęte na zimę i pewnego dnia wleciała nam do pokoju sikorka właśnie.
Na szczęście nie zaplatała się w firanki , a okno balkonowe było blisko. Wyleciała bezpiecznie, ale wyobrażam sobie, jak była przerażona...


Do gwiazdki kawał czasu, ale już od października zamawiam w Internecie upominki dla bliskich, zwłaszcza dla wnuka. Spokojniej , taniej, zamówione odbieram w sklepie stacjonarnym lub paczkomacie.
Na zdjęciu, dwie gry edukacyjne, kolejne są w drodze, bo jeszcze po drodze urodziny wnuka.


Przeniosłam z kuchni do pokoju roślinę, która wyrosła niemożliwie, sami widzicie, że wyższa od lampy, to ten sam gatunek, co sansavieria. Wzięłam kiedyś szczepkę ze szkoły , koleżanka dbała by roślin w jej klasie było dużo, ta akurat mnie zainteresowała, bo łodygi jak ołówki, ale w klasie miały wysokość kilkunastu centymetrów...


Księżyc powyżej to jego halloweenowa wersja, jakby wiedział, jaki to dzień.



Dwa kolejne zdjęcia, to księżyc ostatnich dni, hiperksiężyc, nazywany też bobrowym, bo podobno bobry przy takim księżycu są szczególnie aktywne.



Na emeryturze mój mąż zajmuje się składaniem Lego, zajęcie fajne , a  i pojazdy do zabawy z wnukiem się przydadzą, tylko gdzie to wszystko trzymać, a potem odkurzać?


Kolejny stos do czytania, jedna książka nowa, reszta od koleżanki, bo już nie ma gdzie chować, nawet stoliki koło łózka zapełnione, więc wzięłam trochę.


Mój krokomierz pokazał wynik za październik, niezły dystans, ale rekord lipca nie został pobity.
Nie wędrujemy jednak dla rekordów, a dla zdrowia!


Na jednym ze spacerów odkryliśmy blisko nas winnicę. Na płaskich Kujawach winnica!
Trzeba będzie się zainteresować i może zapisać na degustację?


Zakupiłam schodki do kuchni, bo szafki po sam sufit, zgrabne, żółte pasuje do szarego, ale do najwyższych szafek i tak nie sięgam. na szczęście na najwyższych półkach mało używane przydasie.

Dobrego weekendu, a po weekendzie będzie o wycieczkach...

środa, 5 listopada 2025

Nagroda...

Wszyscy lubimy docenianie, zwłaszcza gdy w parze z dyplomem czy medalem idzie gratyfikacja finansowa.

Pan NN otrzymał zaproszenie na uroczystość wręczenia nagród nauczycielom z okazji Dnia Edukacji.

Ucieszył się bardzo, bo nagroda starosty to konkretna kwota, a i satysfakcja niemała, nie dostaje się jej często, niektórzy raz w życiu.

Imprezę wyznaczono na godziny przedpołudniowe, w programie znalazły się występ artystyczny oraz bankiet.

Zadowolenie belfra nie trwało jednak długo. Kwota przelana na jego konto była o 1/3 mniejsza niż na papierze, takie przepisy, mówi się trudno. Jednak czarę goryczy przelał fakt, że za czas przebywania na uroczystości czyli za 3 godziny poza placówką , nie wypłacono panu NN pieniędzy.
Gdyby wiedział, odpuściłby sobie uroczystość i czekał na swój przelew oraz dyplom, bez ściskania rąk starosty i bankietu.
A można było zaprosić nauczycieli na imprezę po godzinach pracy - ale wówczas starosta musiałby pracować dłużej...

Czy w każdej beczce miodu musi się znaleźć jakaś łyżka dziegciu?

sobota, 18 października 2025

Zapiski codzienności cz.24

 Łapiemy okna pogodowe, by pospacerować lub do lasu wybyć, a zdjęcia przydają się na blog. Na początek migawki ze spaceru - tajemniczy dom porośnięty winobluszczem, który wreszcie się przebarwił, bo długo był zielony.


Te urokliwe grzyby, to z parku, rosły sobie na trawniku w sporej liczbie!


Pojechaliśmy do Torunia po zapas pierników i miło było jesienne dekoracje przed sklepami oglądać. Restauracje tym bardziej kolorami i jesiennym menu przyciągają, a to zupa z dyni, a to pierogi z kurkami, my zamówiliśmy pizzę z pieczonymi gruszkami, serem pleśniowym , orzechami i rukolą - pycha!


Przerwa na kawę w ulubionej kafejce, a w gablocie istne cuda, sami zobaczcie!


Witryna zakładu optycznego zaprasza frywolnym aniołkiem, no jak tu się nie uśmiechnąć?


Kolejna niespodzianka - Piernikowy domek. Sprawdzam w googlach, a to hotelik w centrum, do wszystkich atrakcji miasta blisko.


Dwa murale nowo odkryte - warto przejść się bocznymi uliczkami starówki, by trafić na takie okazje!


Drugi mural powstał z okazji 30 rocznicy podpisania umowy między miastami bliźniaczymi Toruń i Lejda.


W komentarzu u Stokrotki napisałam od ręki lepiej, który teraz wkleiłam w jedno z jesiennych zdjęć, ku pamięci...


Odebrałam miłą przesyłkę od mojej mentorki kartkowej z daleka. Przyszły materiały do tworzenia kartek świątecznych. Nie pozostaje nic innego, jak zabrać się do roboty, ale najpierw kolorowanie, malowanie, kombinowanie.
Najbardziej w przesyłkach od M. imponują mi opakowania na drobne elementy, które robi sama i jeszcze ozdabia...


Był też las, wyprawa w dzień z mżawką, choć w prognozie miało być słońce. Znaleźliśmy tylko dwa grzybki, ale tlenu łyknęliśmy sporo. Mąż nadal nie może uwierzyć, że po prostu w środku tygodnia wsiadamy w auto i jedziemy...jak to emeryci :-)


Na koniec karty art żurnala, bo cały czas powstają. Pierwsza zainspirowana wierszem Frau Be, z jej tomiku, który mam w domu i zaglądam...




Mam pytanie - co w mijającym tygodniu zrobiliście tylko dla siebie?

Dla chętnych - napiszcie lepieja o jesieni:-)

poniedziałek, 13 października 2025

Pożeracze czasu...

 Mówi się, że seriale to pożeracze czasu, zwłaszcza gdy są to tasiemcowe produkcje, nadawane codziennie. Jedna z moich sąsiadek zdradziła kiedyś, że stara się pozałatwiać wszystko do trzeciej po południu, bo potem zasiada do swoich seriali.

Nie oceniam, niech każdy spędza czas jak lubi, sama kiedyś oglądałam jakieś seriale, ale z kolejnymi sezonami było tylko gorzej, powtarzalnie, a poza tym odkryłam ciekawsze zajęcia.

Jeśli serial, to krótki, kilka odcinków i zaskakujący finał!

Zresztą, co to znaczy POŻERACZ CZASU? gdy pracuje się zawodowo, większość czasu zabiera nam praca i obowiązki domowe. Nie oszukujmy się, mało kogo stać na panią do sprzątania czy jadanie na mieście. Na hobby czy rozrywki zostaje mało czasu...

Mówi się też, że prawdziwa pasja, pozwala z sensem przejść przez życie i bardzo je ubarwia. Wybierając ulubione zajęcia, zapominamy o całym świecie i o upływie czasu właśnie. Może dlatego, ludzie bez pasji, hobby, zainteresowań, tak boją się emerytury, bo zaleje ich nadmiar czasu wolnego, z którym nie wiadomo, co zrobić. 

Niektórzy uciekają w seriale lub szukają towarzystwa w klubach seniora i innych grupach towarzyskich. Każda forma jest dobra, byle czas zagospodarować z sensem, nie zestarzeć się zbyt wcześnie i nie zaśniedzieć mentalnie:-)


A jakie są Wasze pożeracze czasu? 
Pochwalcie się w komentarzach, może ktoś z czytających znajdzie nową pasję dla siebie?

sobota, 27 września 2025

Zapiski codzienności cz.23

 Z każdej wakacyjnej podróży trzeba wrócić do rzeczywistości , ale i tu czekają nieraz miłe niespodzianki. A jeśli takowych brak, sami stwórzmy sobie klimat spokojnego oczekiwania na jesień!


Krótki wyjazd za miasto i takie wielkie hibiskusy! kwiaty niczym talerze deserowe i w dwóch urzekających kolorach.


O nadchodzącej jesieni przypomina stroik, który dostałam od najbliższych, a i zupę z dyni zrobiłam, z dużą dawką imbiru! 


Odebrałam stosik książek z księgarni. zamówione wysyłkowo w promocji, tym razem polscy autorzy, ciekawa jestem zwłaszcza Kronik islandzkich, bo ostatnio poczytałam na blogach o tym fascynującym kraju.


Schowałam wakacyjne walizki, znalazłam serwetki i wizytówki z restauracji w Kolympii.
Czy zabieracie czasami firmowe serwetki lub podkładki pod szklanki na pamiątkę?


 Koleżanka nadesłała zdjęcia znad morza, spędziła ciepły weekend w okolicach Łeby, wędrowała po wydmach. Co za niebo!


Oprócz zdjęć dostałam piękne kartki od zaprzyjaźnionych blogerek: Hiszpania, Finlandia, nasze Trójmiasto. Wszystkim serdecznie dziękuję:-)


Ostatnie zdjęcia kroniki codzienności, to widok mojego bałaganu przed remontem. Stare szafki opróżnione i wyniesione, bajzel jako tako ogarnięty, teraz zacznie się brudny bałagan, bo trzeba odświeżyć ściany w kuchni przed montażem nowych mebli.  Później czeka sypialnia...
To, co można, staramy się zrobić sami, ale nie wszystko można, nie wszystko damy radę, PESEL robi swoje. Gdyby to od nas tylko zależało, zdążylibyśmy w 3 dni, na szczęście oboje mamy czas.
Byle cierpliwości starczyło.
Trzymajcie kciuki!

A, i jeszcze muszę pochwalić moją przyjaciółkę, która obdarowała mnie prowiantem na czas remontu - specjalnie zrobiła gołąbki i sos do nich, sałatkę jarzynową i upiekła ciasto ze śliwkami!
Wyobrażacie sobie?



Niech moc będzie z Wami!