poniedziałek, 11 listopada 2019

Zamiast flagi...

O patriotyzmie i obchodach świąt państwowych napisano wiele.
Jak widać i słychać z wszystkich stron, definicje patriotyzmy bywają rozmaite, więc i spory gorące.

Młodzi ludzie
dziś są bardziej kosmopolityczni i myślą w dużej mierze globalnie.

Dlatego właśnie zamiast laurki na narodowe święto postanowiłam zamieścić myśli bardziej uniwersalne, bo problemy i refleksje, które towarzyszą nam w codziennej egzystencji mają charakter bardziej filozoficzny, niż patriotyczny...

sobota, 9 listopada 2019

Co tak pachnie?

Wystarczy katar, jesienna infekcja i nie czujemy zapachu, smak zanika, perfumy ani potrawy nie sprawiają radości.

W któreś święta miałam taki katar, że wszystkie potrawy smakowały jak dykta, ominęły mnie świąteczne aromaty.
Czasami po wypadkach ludzie tracą węch lub smak, taka przypadłość może oznaczać tragedię dla kucharza lub someliera...

Kolejna moja lektura i kolejny ciekawy (moim zdaniem) temat czyli świat zapachów. Niektóre aromaty uwielbiamy, inne nas odrzucają, z wieloma mamy konkretne skojarzenia z przeszłości.

Także podróże sprzyjają zapamiętywaniu zapachów: specyficznie pachnie stary drewniany kościół, każdy rozpozna zapach lasu, znanym zapachem przyciągnie nas smażalnia ryb, wiemy kto na polu rozrzucił obornik...

W książce Katarzyny Skawskiej i Krzysztofa Świdraka "Świat w zasięgu nosa" znajdziecie wspomnienia znanych osób z podróży po świecie, ale wspomnienia zapisane z punktu widzenia zapamiętanych zapachów.

Jeśli sami podróżujecie dużo i często, może znajdziecie tu potwierdzenie swoich obserwacji...


· Skandynawia pachnie lasem i borówkami, ale miasta to zapach kawy. W Finlandii i Szwecji pije się 5-6 kubków dziennie.
Dania pachnie cygarami i dymem z fajki. Lofoty pachną rybami, a najbardziej sztokfiszem czyli solonym suszonym dorszem.
· Włochy pachną jak dolce vita – pięknie ubrani i pachnący Włosi siedzą w ulicznych kafejkach , piją kawę i wino... każda część Włoch pachnie inaczej – od surowej szynki, poprzez oliwki i pomidory, po białe trufle.
· Hiszpania i Portugalia to taki konglomerat zapachów, gdzie jednak owoce morza i wino przebijają się na plan pierwszy.
· Francja pachnie kosmopolitycznie, niektóre rejony pachną lawendą, rozmarynem i szałwią, ale wszędzie wyczuwa się zapach pieniędzy...
· Austria to kawa, cynamon i pieczone jabłka.
· Węgry przywitają was zapachem papryki i smażonej cebuli oraz Tokaju
· Amazonia to zapach kawy, rozgrzanego oleju do frytowania wielu rzeczy, prawdziwego ognia i dymu z drewna. Puszcza amazońska pachnie zwierzętami i wilgocią, a niektóre rejony Ameryki Pd pachną strachem...
· Azja to zapach lotosu i przypraw korzenno-ziołowych, ale też zapach brudu, moczu i strachu...
· Zupełnie inaczej pachną Kaukaz i Mongolia, co ma związek z tym, jak ludzie żyją i co jedzą ( mięso, tłuszcz, mleko, ser, kumys)
· Syberia pachnie drewnem i bimbrem- podróż w tamte strony może poważnie nadwerężyć wątrobę...
· Wody – inaczej pachną morza i oceany, inaczej jeziora i stawy. Na wet wiatr ma swój zapach, po dniu spędzonym na silnym wietrze, czujemy jego zapach w e włosach i w ubraniu.
· Arktyka nie pachnie. Śnieg, lód i wielkie mrozy wykluczają istnienie zapachów. Wędrując po Arktyce zapachy odczuwa się jedynie w porach posiłków. Natomiast oaza zapachów jest namiot wędrowca – poczujesz tam zapach żywności, niemytego ciała i ubrań. Pachną za to wioski Eskimosów – rybami i wielorybim tłuszczem. Po powrocie z Arktyki wszystkie znane dotąd zapachy odczuwa się bardziej intensywnie i przyjaźnie, ale dopiero po kilku dniach...


Do niektórych miejsc można trafić, idąc za nosem. Zawsze lubiłam zapach kawiarni - wymieszane aromaty kawy i ciast, natomiast źle działa na mnie zapach skoszonej trawy, ale nie świeżo skoszonej, tylko gnijącej na stercie...

Bywają także potrawy, które lubimy, ale ich przygotowanie nie zawsze pięknie pachnie, na przykład : kalafior, kapusta, ryby...

A jaki zapach jest dla Was najbardziej przykry?

środa, 6 listopada 2019

Paciorki, koraliki, szkiełka...

Obejrzeliśmy wystawę pod nazwą: OD ZIARENKA PIASKU DO PACIORKA. NASZYJNIKI SZKLANE OD EGIPTU PO SKANDYNAWIĘ.
Wystawa w naszym muzeum im.Jana Kasprowicza, niewielka ale bardzo ciekawa.
Skłoniła mnie także do poszukiwania dodatkowych informacji na temat sztuki wytapiania szkła.

Wszak w naszym mieście jest huta szkła i kryształów, słynnych niegdyś na cały kraj.

Odkryto, że szklane paciorki jako ozdoba stroju kobiecego były znane przed tysiącami lat, o czym świadczą liczne znaleziska archeologiczne.

Skarb sprzed 2,5 tys. lat odkryto w Lubatowej k. Krosna w Beskidzie Niskim. Pod górą Cergowa znaleziono m.in. bransolety z brązu, szklane paciorki i fragmenty naczyń - taka informacja pochodzi z Muzeum Podkarpackiego w Krośnie.
Podobne znaleziska zgromadzono także w Muzeum Archeologicznym w Gdańsku.

Paciorki mają różne kształty, są starannie wykonane i często bogato zdobione, kolia gdańska jest połączeniem paciorków ze szkła i bursztynu.

Więcej okazów tego typu możecie zobaczyć TUTAJ

Pogłębianie wiedzy dzięki takim wystawom jest przyjemne i nie wymaga wertowania wielu źródeł, wszystko mamy podane jak na tacy.

Okazuje się, że szkło, choć twarde uważane jest za ciało amorficzne czyli bezpostaciowe (ani gaz, ani ciecz, ani ciało stałe). Otrzymuje się je poprzez szybkie ochładzanie niektórych cieczy.
Zdolność tworzenia szkła mają zwłaszcza tlenki krzemu, boru, germanu, arsenu i fosforu.
Proces tworzenia zależy od szybkości chłodzenia, przy wolniejszym następuje krystalizacja, bardzo szybki powoduje powstawanie szkła.

Rodzaje szkła bywają także różne, zawierają inne domieszki, poddawane są innym procesom.
Szkło butelkowe - zawiera domieszki żelaza, laboratoryjne - może zawierać tlenek boru, a nawet arszeniku.
Szkło kryształowe - zawiera spore ilości tlenku ołowiawego.

W laboratoriach celowo lub przez przypadek opracowano produkcję szkła hartowanego, ogniotrwałego, laminowanego, klejonego...

Szkło jest chyba najbardziej uniwersalnym materiałem recyklingowym, gdyż można je przetwarzać w nieskończoność bez utraty jego właściwości.

W czasie zwiedzania wystawy zauważyliśmy, że w sali obok dzieci biorą udział w warsztatach wykonywania paciorków z modeliny, inspirowanych zabytkowa szklana biżuterią.

niedziela, 3 listopada 2019

Z Krzysiem po wyborach...

Gwoli wyjaśnienia - chłopiec startował w wyborach do samorządu uczniów.
Dzień przed wyborami wszyscy kandydaci wzięli udział w debacie przed kolegami.

Wpadł na chwilę, jak zwykle on, z tajemniczym uśmiechem i już widzę, że chce o wyborach pogadać, a właściwie o wynikach:

- No gratuluję Ci wyniku, dostałeś się do zarządu!
- Szczerze? Byłem dopiero piąty, ale jestem też przewodniczącym klasy...
- Piąty wynik to też sukces, głosowało prawie 500 uczniów, przecież chciałeś działać w samorządzie?
- No tak, nawet z tej okazji przyniosłem cukierki dla klasy.
- A pogratulowali Ci?
- ..................
- No widzisz, nieładnie, a ja pogratulowałam i cukierka nie dostałam...
- yyyy, zraz wracam !
- Ale poczekaj, żartowałam...

Wrócił po chwili i poczęstował mnie kwaśnymi nadziewanymi szklakami, które lubię.
- To uczciłeś, jak rozumiem swój sukces?
- Może sobie z tej okazji fotel do klasy wstawię, w końcu jestem w zarządzie...
- Ale i tak masz lekcje w różnych salach.
- To fotel na kółkach.
- A twój pierwszy pomysł do realizacji?
- Szafki dla uczniów!
- Z tym może być ciężko, kasy i miejsca brak.
- To można załatwić, szafki gdzieś się upchnie, a na przykład MacDonald's zasponsoruje kupno.
- Ale sponsor chce coś w zamian...
- To może logo Maca na każdej szafce, to chyba nic złego?
- Widzę, że masz na wszystko rozwiązanie...
- W końcu przygotowałem się do debaty!
- Wypadłeś dobrze, byłam, słuchałam...
- Podobało się pani?
- Najmniej pomysł z zostawianiem po lekcjach uczniów, którzy się biją...
- Mogliby zostawać z nauczycielami...
- To kto tu będzie ukarany?
- Już wiem, pani dyrektor z nimi posiedzi!
- No nie wiem czy się ucieszy.
- To lecę, zostały mi jeszcze cukierki do rozdania...

czwartek, 31 października 2019

Ostatnie ślady...

Ostatnie ślady babiego lata.
Ostatnia wycieczka w ciepłych promieniach słońca.
Ostatki złotej jesieni, bo od północy już mrozem dmucha, już mgły nad polami, a łąki szronem oprószone, błotniste ścieżki lodem utwardzone...

Dywany liści w zadziwiających kolorach, a pod nimi kapelusze grzybów, kretowiska i zapomniane spiżarnie wiewiórek.
Nie rozumiem, dlaczego uparcie grabimy to złoto i czerwień z kobierców, płoszymy owady i sprawiamy, że ziemia czuje się naga i bezbronna, a wszystko dlatego, by okiełznać naturę i podporządkować naszej estetyce.
Na szczęście w lasach nikt nie sprząta umarłych liści, nie wymiata nostalgii z cichych zakątków kniei, co najwyżej na obrzeżach barbarzyńcy podrzucają swoje śmieci, jak grzechy cywilizacyjnego rozpasania.
Zostawmy matce ziemi jej klejnoty, niechaj w ponure jesienne dni, zanim biały puch ją ozdobi, cieszy się czerwienią korali, brązem kasztanów i szyszek, fioletem wrzosów, mnogością chryzantem.
Wyjdźmy za miasto, by oderwać oczy i uszy od ulicznego zgiełku, spójrzmy daleko, aż po horyzont, unieśmy głowy, by podziwiać sekrety nieboskłonu i dojrzeć ostatnie spóźnione klucze gęsi.
Pochylmy się nad każdą rośliną i każdym robaczkiem, podziwiajmy owoce ocalałe dla ptaków, posłuchajmy wiatru - wszak jesteśmy tu na chwilę tylko - a czas w swej łaskawości być może pozwoli nam dotrwać do następnej wiosny...