Pani B. urodziła troje dzieci. Jednak to z synów była najbardziej dumna, o nich ciągle opowiadała, później także o wnukach, krew z krwi męskich potomków rodziny.
Co innego córka, ani zdolna, ani wnuka nie urodziła, jedynie wnuczkę, no i rozwiodła się, bo zięć uciekł do innej. Widocznie nie umiała go zatrzymać....
Męża też raczej za nieudacznika miała, tyle lat na jednej posadzie, ani auta, ani domu z ogródkiem. Tyle potrafił, a ludziom za darmo pomagał, no ofiara losu!
Za to o sobie, mniemanie pani B. miała wysokie, mogłaby wszystko, gdyby chciała, znała tyle właściwych osób, wszystko umiała załatwić. Lubiła być w centrum uwagi, ale nie wszędzie chętnie ją goszczono, bo mącić lubiła, podjudzać. Zawiść, to jej drugie imię, mawiano.
Lata mijały, synowie okrzepli na swoich włościach, wnuki rozjechali się po świecie, starość i choroby dopadły panią B. bez litości. Zaczęła narzekać na synów, że matkę zaniedbują, że wieści o wnukach nie ma, że do siebie na wieś nie wezmą, a tak by posiedziała w sadzie...
Uwięziona na ostatnim piętrze w blokowisku, zrzędliwa, czasami agresywna, skazana na pomoc córki i towarzystwo męża. Ten w swojej dobroci nie chce zgodzić się na dom opieki, choć córka widzi, że ojciec marnieje w oczach, a i ona sama najmłodsza już nie jest i sił brak na zabiegi higieniczne przy matce. Renta córki nie wystarcza, by pomagać finansowo rodzicom, sama potrzebuje leków i rehabilitacji.
A synowie? mają się dobrze, bez wyrzutów scedowali opiekę nad matką młodszej siostrze, w końcu jest na miejscu, nie pracuje, a jeśli jej ciężko, to od czego są domy opieki?
********************************************************************************
Chyba tylko życie pisze podobne scenariusze, pewnie wszyscy znamy ich mnóstwo.
Bo życie nie jest czarno-białe i nigdy nie wiemy, jak potoczy się nasza historia...















