niedziela, 18 października 2026

Serce w rozterce...

 

Zaczęło sie od tego, że mój doktor ostatniego kontaktu uparł się na skierowanie do kardiologa. No trudno, posłuchałam i zarejestrowałam się, jeszcze w marcu 2025.

Dostałam termin - październik 2025. Sukces!
Wizyta trwała 5 minut, wcześniej 2 razy zmieniano mi termin i godzinę. Pan kardiolog napisał skierowanie na holter , zarejestrowano mnie na 7 lipca 2026! 

Znając termin badania holterem, zapisałam się na wizytę kontrolną do kardiologa - wrzesień 2026. Tuż przed planowanym terminem odebrałam telefon, że wizyta nie może się odbyć, bo nie miał kto opisać "wyniczków" - od 7 lipca, przypomnę!

Nowy termin to październik, znowu godzina przełożona, ale nawet lepiej, bo nie musiałam czekać do wieczora. Nawet ludzi w poczekalni nie było, nowość zupełna!
Wizyta w gabinecie trwała 10 minut, z czego 5 przeznaczone na pisanie na klawiaturze komputera. Żadnych pytań, żadnego stetoskopu, krzesło twarde...
Dostałam kilka papierów: informacja dla lekarza POZ, recepta, wyniki badania holterem, recepta i skierowanie na echo serca.

Pytam lekarza, co to za lek i jakie ma skutki uboczne - lek na spowolnienie akcji serca, może powodować omdlenia. No super!

Mówię lekarzowi, że czuję się dobrze, jestem aktywna, biorę magnez i żadnych innych leków.
Na to lekarz, że serce sobie jakoś radzi , więc mam brać jeszcze potas, a gdybym po zalecanym leku czuła się źle, to mam SOBIE zmienić dawkę! to coś nowego...

W zaleceniach na przyszłość czytam: aktywny tryb życia, zmniejszyć spożycie mięsa, leki brać jak dotychczas! jakie leki?

Po zbadaniu serca na USG mam zgłosić się na kontrolę. Na pewno! Zrobię badania i ewentualnie pójdę prywatnie, ale najpierw poszukam dobrego kardiologa.

Gdybyście byli ciekawi, echo serca mam 2 grudnia, a wizyta kontrolna 13 października 2027, jeśli dożyję! A skierowano mnie do kardiologa, bo utrzymywał mi się uporczywy kaszel po infekcji, który skończył się, gdy wzięłam lek wziewny.

Pacjencie - lecz się sam lub prywatnie i nie zawracaj głowy!

czwartek, 15 października 2026

Czasem jest zabawnie...

 

Codzienność przynosi rozmaite sytuacje - smutne , poważne, zadziwiające i zabawne.

Czasami to po prostu humor sytuacyjny, podsłuchane rozmowy, zaobserwowane relacje.

Spotykamy wycieczkę seniorów, panie straciły orientację i nie wiedzą, gdzie ich autokar. Zadzwoń do księdza, mówi jedna. Nie dzwoń, mówi druga; wiesz, co ksiądz powie? Ksiądz niech się modli, a nie riposty wymyśla...

Mąż wybiera się na zakupy, a że ma skłonność do nadmiarowego zaopatrywania spiżarni, pytam - zapisać Ci na kartce? no coś ty, zapamiętam! Gdy wraca, widzę kolejne pomidory w oleju, a majonezu brak. Zapytany, dlaczego nie kupił majonezu, odpowiada - mówiłaś, że majonez jest, a pomidorów nie ma. Mówiłam dokładnie odwrotnie, ale po co zapisywać?

Rankiem mąż mnie pyta: wstawałaś w nocy? 
- nie, a co? 
- szafka pod zlewem otwarta była! 
-nawet gdybym wstała, to po co miałabym szafkę otwierać? 
- to może jakiś szczur się zakradł? 
- no matko i córko, ty to potrafisz człowieka uspokoić...

- I jak te nowe buty, wygodne ? - pyta małżonek. 
- Wygodne, miękkie i szerokie podeszwy...
- To na bagna dobre!

Co za paradoks, gdy za długo siedzę bolą mnie kolana...
- to musisz chodzić w takim razie
- ale przecież książkę czytam!
- to czytaj chodząc, audiobooka kup!

Na targowisku:
- ma pan jajka?
- są, a jakże!
- a duże?
- żona nie narzeka...


O kardiologu też będzie, innym razem!

Wszystkim Jadwigom i Teresom najlepsze życzenia!!!

wtorek, 13 października 2026

Mój Kraków cz.2

 Na spacer po krakowskim Kazimierzu wybraliśmy się rankiem po śniadaniu, by tłumów nie było. Mieliśmy porównanie z okresem pandemicznym, gdy Kraków mało ludzi odwiedzało i nawet koło Sukiennic bezludnie bywało... Teraz mnóstwo wycieczek, nawet w hotelowej restauracji tłok.

Swoją drogą, protestowali kiedyś Hiszpanie przeciw tłumom turystów u siebie, a co krok hiszpański słychać, zaraz po angielskim.


Na Kazimierz nie musisz iść piechotą, zabiorą was chętnie elektryczne pojazdy lub dorożki, ale my jak psy,  swoje wybiegać musimy, a nigdy nie zobaczysz tylu detali, co w marszu.
Arkady, bramy, zakamarki, wszędzie ciekawie!


Znany budynek, Stara Synagoga.
Zwiedzaliśmy kiedyś inną, plus cmentarz żydowski, trzeba było nakrycie głowy wypożyczyć.


Księgarnia niezwykłej urody, nie znam wprawdzie hebrajskiego, ale lubię jej klimat , a oglądanie i dotykanie książek to zawsze przyjemność!


Był i mural przed księgarnią, wtopiony w wodospady zieleni...



Charakterystyczne bramy, symbole, otoczenie... kiedyś mąż zrobił mi zdjęcie z ortodoksyjnym Żydem, w jarmułce i z pejsami. Kilka lat temu widzieliśmy więcej podobnych postaci, tym razem żadnej.



Sklepiki, knajpki, kluby muzyczne, stare cegły, koszerne potrawy reklamowane na każdym kroku...jest klimat, tylko dlaczego wszyscy mówią do nas po angielsku?


Fontanny i pomniki, to nie tylko cecha Kazimierza, a w radiu podano, że Kraków ma aż 78 parków!


Muzeum Miasta Krakowa zza kraty też mi się spodobało...


Tuk tuki czekają na turystów, a chętnych nie brakowało!


Stara zajezdnia, a na jej terenie domy w kratkę?


Nawet industrialne budynki mogą być miłe dla oka.

I tak na czasie - wybory w Krakowie - zdziwiła mnie niska frekwencja w II turze.
Poprzedni prezydent odwołany w referendum, więc chyba nie spełniał oczekiwań.
Teraz była szansa dla każdego wybrać po swojej myśli.
I co?
Połowa mieszkańców oddała wybory walkowerem!
Nie rozumiem...