Zamęczam Was Toruniem, ale co zrobić, skoro za każdym pobytem coś nowego znajdujemy. Wstąpiliśmy na kawę do lokalu obok Dworu Artusa, jeszcze ciepło było, więc w ogródku siedzimy, a tu patrzę plakat - impreza w domu Heleny Grossówny. Aktorkę pamiętam, ale gdzie ten dom?
Pani od biblioteki
wszystko, co mnie porusza...
piątek, 25 września 2026
W domu Heleny Grossówny
Znaleźliśmy, przeniesiony z ulicy PCK na ulicę św.Jakuba, niedawna inicjatywa.
Najpierw rozebrany, później złożony w nowej lokalizacji, bo nowy właściciel posesji przy ul. PCK chciał budynek zniszczyć i parking zrobić. Dobrzy ludzie o dom zadbali i wspólnymi siłami udało się zabytek uratować.
Wymieniono tylko stare belki, zgniłe i słabe, zmieniono rozkład pomieszczeń, by mogły służyć nowej instytucji, wyposażono w multimedia i toalety...
Kto pamięta bohaterkę mojej opowieści?
Helena Grossówna (1904 - 1994), aktorka, tancerka, choreografka, wystąpiła w wielu przedwojennych filmach , które znam z cyklu "W starym kinie" , w rewiach oraz przedstawieniach teatralnych.
Dzieciństwo i młodość spędziła w Toruniu, po wojnie odwiedzała tu swą matkę.
Dwukrotnie wyszła za mąż, ale pierwsze małżeństwo było lawendowe, a mąż zginął w obozie jenieckim.
Drugie małżeństwo zawarła dopiero po uzyskaniu statusu wdowy, co nie było takie proste.
Urodziła syna w dość późnym wieku.
W czasie wojny brała udział w Powstaniu Warszawskim.
Po wojnie miała okazję wyjechać z mężem do Kanady, ale nie chciała opuszczać ojczyzny.
Liczyła, że będzie gwiazdą scen i estrady, jak przed wojną, ale tak się nie stało, grywała w teatrze drugo- i trzecio-planowe role.
Nigdy jednak nie narzekała, uważana była za wielką optymistkę, bardzo pogodnie podchodziła do życia.
To wszystko opowiedziała nam przemiła pani przewodnik.
Syn aktorki przekazał dla domu - muzeum suknię i buty, w których występowała oraz wycinki prasowe z przebiegu jej kariery.
W toruńskim domu z 1881 roku, zachowanym na pamiątkę aktorki odbywają się odczyty, projekcje filmów, koncerty, nawet dla maluchów przygotowano zajęcia plastyczne i puzzle.
W jednej z sal, można podziwiać wystawę prac uczniów szkoły snycerstwa w Zakopanem, szkoły z tradycjami, istniejącej od 1886 roku.
Wśród rzeźbionych eksponatów podziwialiśmy: świeczniki, formy do oscypków, sztukaterie, figurki zwierząt itp.
Każda , nawet jednodniowa wycieczka, bywa źródłem nowej wiedzy
i wielu zachwytów!
wtorek, 22 września 2026
Zapiski codzienności cz.45
Nie nadążam z wpisami. Zaległe schroniska z Karpacza, wycieczki jednodniowe i nowe odkrycia, a tu codzienność puka do drzwi... w dodatku blogger aktualizuje jak chce, więc przeglądanie listy blogów zajmuje sporo czasu.
Na wielkim terenie zielonym w środku osiedla miały odbyć się targi rolno-ogrodnicze, tak to szumnie nazwano. Miałam i ja swoje nadzieje, choć ani ogrodniczką, ani rolniczką nie jestem.
Tymczasem zainstalowano kilka stoisk, a niektóre nie miały z tematem nic wspólnego.
Obejrzeliśmy stragany z ciastami i miodami, zerknęliśmy na kampery z frytkami...
Wreszcie stanowisko roślin, parę traw ozdobnych, drzewka owocowe, dalej krasnale ogrodowe i fontanny, ogrodzenia i bramy, kilka małych traktorków.
Krótki spacer bez zakupów , za to wielkie rozczarowanie.
Na lodówce i w szufladach pamiątki z wojaży wakacyjnych, nadesłane przez znajomych i rodzinę: Machu Picchu, Beskid Niski i Turcja...
Upominki z Grecji, która była jednym z przystanków w rejsie statkiem wycieczkowym.
Przyprawa boska, już próbowałam!
Przesyłka od blogerki Kasi Dudziak - miejsca bliskie Jej sercu!
Kolejny mural w moim mieście - upamiętnienie Huty Szkła Irena, która słynęła w kraju i na świecie z kryształów!
Ten motocyklowy mural znaleziony nad jeziorem w Ślesinie - sporo motocyklistów zjeżdża w te strony przy różnych okazjach, np. na topienie marzanny.
A takim autkiem pewna pizzeria w Toruniu przyciąga klientów, ale my znaleźliśmy ją już po zjedzeniu obiadu, a szkoda...
Ten obiadek zamówiliśmy w Ślesinie przy plaży, nie uwierzycie, ale to mała porcja, za dwadzieścia kilka złotych!
Galeria grzybków - w lesie bywamy często, trochę mamy ususzonych, oczywiście nie takich z obrazka!
Świeże całkiem odkrycie - dwie knihobudki cudnej urody, jedna w Pyzdrach, druga w Kórniku :-)
A ten budynek, to nie Kaszuby, to środek Torunia i wcale nie rodzynek!
A to karta AJ na pożegnanie lata...
Pięknej i ciepłej jesieni, kochani!
sobota, 19 września 2026
Medycyna w Biskupinie
Lubię medyczne tematy: dzieje medycyny, opowieści chirurgów i neurologów, ciekawostki z badań naukowych i farmaceutyczne. Bardzo mi zależało na odwiedzeniu skansenu archeologicznego w Biskupinie , gdyż w tym roku poświęcono festyn medycynie średniowiecznej.
Trafiliśmy niestety na tłumy wycieczek szkolnych, ale na szczęście młodzież interesowały inne atrakcje, niż ciekawe pogadanki o metodach leczenia naszych przodków, więc przy stanowiskach "wiedzowych" tłoku nie było.
Stanowisko medyka/cyrulika - ciekawa opowieść o narzędziach chirurgicznych, wyrywaniu i leczeniu zębów, stawianiu baniek, znieczulaniu i wybudzaniu. Znieczulano mieszanką ziół z winem, a wybudzano różnymi sposobami, na przykład wkładając do nosa odrobinę musztardy.
Wiedza chirurgiczna stała na dość wysokim poziomie, medycy potrafili wykonać trepanację czaszki czy usunięcie zaćmy. Problemem były powikłania, brak higieny, zakażone rany, a najlepszymi specyfikami pomocnymi medykom były czosnek, cebula i miód. Okłady na jęczmienie na oku robiono na bazie białego wina, nie czerwonego, by świata nie widzieć na różowo.
Powierzchowne rany smarowano miodem.
Na dłużej zatrzymało nas stanowisko farmaceuty. Pan opowiadający ciekawe historie jest z wykształcenia farmaceutą, a po godzinach pasjonuje się zgłębianiem wiedzy historycznej o dawnych medykamentach. Sam także sporządza atrament i farby do zapełniania manuskryptów pisanych na pergaminie.
Ilustracje i teksty w owych kodeksach pokazują dawne metody leczenia i sporządzania leków, zalecenia na wypadek epidemii, a wszystko po łacinie.
Najważniejsza zasada 3 kroków na wypadek pandemii brzmiała: uciekaj szybko, daleko i długo nie wracaj.
Stanowisko medyka na polu bitwy - o dziwo najwięcej ludzi ginęło nie na wojnach czy od ran, ale z powodu chorób i epidemii, na drugim miejscu był głód, później pożary, dlatego w modlitwie mamy słowa: od powietrza (złego), głodu, ognia i wojny uchowaj nas Panie!
Zestaw narzędzi wojskowego chirurga przypominał narzędzia tortur, a na zdjęciu powyżej replika niezbędnika - scyzoryk, łyżeczka, widelec, jakieś szpikulce oraz po lewej stronie miniaturowa łyżeczka do wyciągania woskowiny z uszu.
W jednej z chat grodziska, prezentacje studentów UAM w Poznaniu: ślady urazów na czaszkach i kościach kończyn, dawne choroby układu kostnego wynikające z braków pokarmowych lub chorób genetycznych, ciekawostki o mierzeniu ciepłoty ciała i zaglądanie przez okular profesjonalnego mikroskopu.
Była także prezentacja o zielarstwie i okadzaniu pomieszczeń, o olejkach zapachowych i kąpielach zdrowotnych.
Na placu głównym skansenu archeologicznego, różni wojowie prezentowali rodzaje urazów zadanych mieczem na polu bitwy lub w pojedynkach, za modele służyły fragmenty szkieletu ludzkiego zatopione w masie plastycznej, podobnej do skóry.
Była i szamanka, która malowała tajemne wzory na skórze lub zaczyniała uroki...
Trafiliśmy do szałasu rzemieślnika, który wytwarzał groty do strzał, z niezwykłą precyzją i znawstwem.
Groty przymocowywano do drzewca za pomocą ścięgien zwierzęcych.
Co ma wspólnego ów rzemieślnik z medycyną?
A no to, że wielkość ran człowieka czy zwierza zależała od rodzaju grotu, nie mówiąc o tym, że niektóre bywały zatrute. Używano nawet specjalnych strzał na ryby.
Nie popieram polowań, ale opowieść i prezentacja były zajmujące...
Nie pamiętam, czy już kiedyś polecałam książki Noaha Gordona z cyklu o Medicusie?
Niezwykle ciekawa seria o dziejach medycyny od czasów najdawniejszych, beletrystyczna, ale pełna konkretnej wiedzy historycznej!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























