środa, 25 lutego 2026

Wspomnienie...

Nie każdy miał to szczęście, że studiował w rodzinnym mieście i nie musiał wynajmować stancji, a nie wszystkim studentom spoza miasta uniwersyteckiego przysługiwał akademik. 
Ile razy jestem w Toruniu, przypominają mi się moje stancje, ich poszukiwanie i historie z tym związane.
Gdy dostałam się na studia, pojechałyśmy z koleżanką oglądać pokoje oferowane studentom przez prywatnych właścicieli, bo akademik niestety nam nie przysługiwał.

Co to była za pielgrzymka! wszelkie grzechy powinny nam zostać darowane!
Dziś chyba takie kwatery nie miałyby racji bytu, choć nie jestem pewna...
Ludziom wydawało się, że łózko i dostęp do toalety, to wszystko, czego student potrzebuje, jeść i myć się nie musi, pranie wozi do mamusi.


Wierzcie mi, że powyższy mem wcale nie jest przesadzony, widywałam gorsze kwatery.
Ale stancje, to nie tylko warunki bytowe, to także właściciele i ich stosunek do studentów.
Pierwsza moja stancja była na osiedlu Wrzosy, w nowym domku jednorodzinnym, do którego skierowała nas starsza pani, bo u niej już pokój był zajęty, za to córka otworzyła działalność.

Dom zasobny, wielki salon z kominkiem, a dla studentek pokoik z dwoma łóżkami, stołem i szafką, dostęp do łazienki z prysznicem.
Niby nie tak źle, ale właściciele okazali się trunkowi, a po kielichu kłócili się strasznie, on wojskowy, ona gospodyni domowa i tylko dzieci żal, że musiały tych kłótni słuchać.
O porzuceni tejże stancji myślałam od jakiegoś czasu, ale szalę przeważył jeden incydent.
Po powrocie na stancję z jakiegoś weekendu zauważyłam ślady bytności w naszym pokoju, a w łóżku plamę na prześcieradle.
Spakowałam się natychmiast, klucz i kartkę  z wyjaśnieniem wrzuciłam do skrzynki na listy i tyle mnie widzieli...
Resztę roku akademickiego dojeżdżałam pociągiem, na szczęście już była wiosna.

**********************

Kolejna stancja, był to pokój u emerytowanych nauczycieli, przemiłych i towarzyskich bardzo, ale skrajnie oszczędnych, co przekładało się na komfort życia studentek, zwłaszcza zimą.
Generalnie oszczędzali na ogrzewaniu, czasami ucząc się do egzaminów siedziałyśmy pod kołdrami, rozgrzewając się herbatą. W "naszej" łazience była tylko zimna woda i umywalka, uprosiłyśmy o możliwość skorzystania raz w tygodniu z wanny, po basenie, by zmyć z siebie chlor!
Jeden raz zastałyśmy dom nagrzany jak nigdy, wszędzie zapalone światła i zapach ciasta.
Okazało się, że w tym dniu była kolęda i na cześć księdza te wszystkie zbytki.
W innych porach roku mieszkało się przyjemnie, a i za drogo nie było...

W sumie przez 4 lata studiów, 2,5 mieszkałam na stancji, bo na ostatnim roku zajęć było niewiele, głównie pisanie pracy magisterskiej i dojeżdżałam pociągiem.

U koleżanek w akademikach bywało się oczywiście, no i w czasie praktyk studenckich też mieszkaliśmy w akademikach. Ciekawe to było doświadczenie...

********************************

Gdy mój syn szukał kwatery, sytuacja była już inna, albo od razu dobrze trafił.
Wynajęli z kolegami mieszkanie, jedynie meble i co nieco do kuchni trzeba było kupić, ale od czego Ikea? Wszystko później odsprzedał kolejnym lokatorom.

Podobno teraz ceny strasznie wysokie, ale i akademiki tanie nie są...

niedziela, 22 lutego 2026

Próby i próbki...

Lepiej próbować, niż żałować, że się nigdy nie spróbowało!
Czyż takie hasło nie jest odpowiednie dla wielu sytuacji w naszym życiu? jak na tym obrazku obok , odsunie smutki,- jeśli nigdy nie spróbujesz swoich skrzydeł, to nigdy nie poznasz smaku latania...

Wielokrotnie powtarzałam, że wszystko może być inspiracją do działania: dobry przykład, Internet, życzliwa zachęta , marzenie, potrzeba rozwoju.

Wszystko co przynosi radość i poczucie spełnienia warte jest próbowania, nawet jeśli brak nam wiary we własne siły, bo nigdy nie wiemy , co stanie się naszą pasją, odsunie smutki, ograniczy poczucie samotności. 

Próbuję i ja, realizuję się plastycznie i choć wiem, że nie będę ARTYSTKĄ, to zabawa jest przednia, poznaję nowe techniki, o których nie miałam pojęcia, czasami zakupię jakiś nowy gadżet, poszukam tutorialu, wyszukam cytaty, pogłówkuję nad zestawieniem faktur itd. 
A ile frajdy daje stworzenie kartki bez okazji i wysłanie komuś po prostu z serca...

Poniżej kilka przykładów nowych kart AJ, gdzie albo łączę wyklejanie z rysowaniem, albo tylko wykorzystałam podpatrzone pomysły z użyciem kredek i mazaków.




Spodobały mi się mandale, ale nie chodzi tylko o kolorowanie, ale także o szkicowanie i ozdabianie własnych.


Najpierw szkice ołówkiem...


....potem wypełnianie kolorem i wykorzystanie gotowej mandali na karcie AJ.


Ta większa jeszcze nieskończona, może powstanie z niej obrazek do sypialni...


A tu pokazuję Wam skarb prawdziwy czyli moc przydasi do tworzenia kartek i AJ - przesyłka od wspominanej już kiedyś nieocenionej znajomej z Finlandii.
Wzorniki, wytłaczanki, pieczątki, naklejki, pomysły tematyczne, torebeczki z malutkimi elementami - poczułam się jak dziecko w sklepie z zabawkami!
Słowo DZIEKUJĘ to za mało!


Na koniec anegdota z życia wzięta:
zimny dzień, po spacerze chce się siusiu, ale gdzie tu iść, do domu daleko.
Wchodzę do pijalni wód w naszym parku, pytam o możliwość skorzystania z toalety, pani zza baru odpowiada , że owszem, ale za 5 zł. Widząc moją minę mówi: może pani kupić butelkę wody za 8 zł, to toaleta będzie gratis.
Kurtyna!

Życzę wszystkim przełamywania obaw, wstydu i niechęci - uwierzcie w siebie, a radości nie będzie końca!
Podobno raz w roku powinno się zrobić coś nietypowego lub odwiedzić nieznane miejsce.
Nie musi to być od razu lot balonem :-)


czwartek, 19 lutego 2026

Z poczekalni...

 

Poczekalnia to czekanie, czasem bardzo długie, niekiedy całkiem  krótkie, a i miejsc oczekiwania na coś może być wiele ( przychodnia, dworzec, kolejka w sklepie, lotnisko, restauracja).

Czy wiecie, że nawet CZEKANIE doczekało się badan naukowych?

Okazuje się, że w różnych poczekalniach spędzamy od roku do dwóch lat!
90% czasu oczekiwania znosimy bez problemu, najgorsza jest końcówka. Gdy to przeczytałam, to faktycznie przyznaję, że najgorszy był rok do emerytury, ciągnął się strasznie...

Dzisiaj czas oczekiwania, nawet bardzo długi, upływa nam znośniej dzięki postępowi technicznemu, mamy do dyspozycji telefon z Internetem, audiobooki, tablety, wreszcie książki lub czasopisma. Rozmowy też należą do czasoumilaczy (chyba że trafisz na trudnego rozmówcę ), w dodatku w wielu miejscach oczekiwania, wyświetlają nam informacje  typu: czas oczekiwania, zmiany w opóźnieniu, numer klienta itd.

Pandemia covidowa spowodowała, że w wielu miejscach już obowiązują zapisy godzinowe, a nawet minutowe i jak najmniej ludzi w poczekalni, zdarzają się jednak poślizgi, a wówczas w poczekalni przydają się czasopisma. Często z tego korzystam, bo jednak do książki potrzebny jest inny rodzaj skupienia.

Nawet te rewelacje o czekaniu wynotowałam z czasopisma, bodajże Świat Wiedzy.

Zwróciło moją uwagę podsumowanie na temat turystyki. Podano miasta, które najwięcej zarabiają na turystach z całego świata:
Dubaj - 29 mld dolarów
Londyn - 16,1 mld
Amsterdam - 13,6 mld

Barcelona - 12,7 mld
Nowy Jork - 12,5 mld
Paryż - 9,8 mld

Liczby te mogą przyprawić o ból głowy!
A czym jest ból głowy? jest doznaniem wywołanym przez podrażnienie receptorów bólowych w obrębie opon mózgowych, w naczyniach krwionośnych w głowie oraz w tkankach otaczających np. mięśniach karku.
W dziewięciu na 10 przypadków jest to ból napięciowy, spowodowany najczęściej stresem. Bardziej dotkliwa bywa migrena, gdyż towarzyszą jej dodatkowe elementy, jak mdłości, dreszcze, wrażliwość na światło, dźwięki i zapachy... jak mawiała moja babcia - najgorszemu wrogowi nie życzę.
Równie ciekawym jest, co powodować może ból głowy?
Zimno, kaszel, ciasna gumka do włosów, zmiany w obrębie odcinka szyjnego kręgosłupa, wady wzroku, nocny bezdech, alkohol, hormony, brak snu, strach, podekscytowanie...
A leki? najczęściej środki przeciwbólowe, ale i akupunktura, sok z selera, ruch na świeżym powietrzu....


Jeśli macie jeszcze trochę cierpliwości, to warto poczytać o dzięciurach!
Dzięciury, to kuzyni naszych dzięciołów, występujące w obu Amerykach. Nasze swojskie dzięcioły są przy tych amerykańskich leniwe, bo robią jeden lub kilka otworów w drzewie, zjadają robala, soku popiją, a te za oceanem potrafią w jednym dębie zrobić 50 tysięcy otworów i naupychać w nich zapasy na bardzo długo.
W dodatku, ich spiżarnie liczą nieraz ponad 100 lat, bo są dziedziczone! w okresie lęgowym dzięciury żywią się owadami, owocami i sokiem drzew.

Na koniec, już dla najbardziej wytrwałych, kilka ciekawostek o wskrzeszaniu. Na szczęście nie o ludzi tu chodzi, a o próby przywracania wymarłych gatunków zwierząt, takich jak ptak dodo, ptak moa, wilk workowaty.
Powstał bowiem zespół pod nazwą COLOSSAL, który zajmuje się ratowaniem gatunków zagrożonych wyginięciem. Szacuje się , że do 2050 roku zniknie z naszej planety 1/3 dzisiejszych gatunków zwierząt.
Zespół naukowców (m.in.biolog ewolucyjny, genetyk) twierdzi, iż możliwym byłoby reaktywowanie niektórych zwierząt uznanych za wymarłe. Jest oczywiście wielu przeciwników tego zamierzenia, bo problemem byłoby znalezienia miejsca we współczesnym ekosystemie dla przywróconych przedstawicieli fauny.
Na razie, uczeni skupiają się na modyfikacjach genetycznych pod kątem zwiększenia odporności zwierząt na choroby. Około 80% populacji diabła tasmańskiego wyginęło z powodu nowotworów pyska. Naczelnym celem badań stało się maksymalne przyspieszenie  prac naukowych tak, by ocalić jak najwięcej  znikających gatunków...

Niebawem znów będę w poczekalni, może coś ciekawego znajdę:-)