sobota, 5 września 2026

Na poważnie...

 Poszłam za radą dla zaprzyjaźnionych blogerek, którym napisałam w mailu RÓBMY SWOJE. Piszemy chyba wszyscy z potrzeby duszy, ale i dla rozmów w komentarzach, dla przyjaźni zawartych poprzez blogowanie.  Przede wszystkim jednak z potrzeby czytania  tekstów, jakie piszą inni, bo wiele w nich mądrości, humoru, refleksji na rózne tematy, a i często sztuki.

Wiedza i rozrywka - czyż może być coś lepszego? Inspirujemy się nawzajem; pocieszamy, gdy trzeba; wymieniamy przepisami i recenzjami; tworzymy specyficzną społeczność.

Zamieszczam dziś kilka kart art żurnala, które dedykuję wszystkim czytelnikom, trzymajmy się, może nie zmuszą nas do zakładania nowych blogów na innej platformie...











Pozdrawiam i życzę udanego weekendu!

piątek, 4 września 2026

Alarm!

 


Od wczoraj występują spore problemy z komentarzami na blogach.

Udało mi się wstawić tylko dwa anonimowe i to z telefonu. 

Blogspot próbuje nas zniechęcić do blogowania chyba...

Nie mogę nawet odpowiedzieć na komentarz na swoim blogu.

A może to tylko u mnie ten problem?

środa, 2 września 2026

Na szlaku - Wang

 Na karkonoskich szlakach spędziliśmy 4 pełne dni, w nogach tysiące kroków, przeszliśmy sporo kilometrów. Widoki i powietrze jedyne w swoim rodzaju, a najprzyjemniej tam, gdzie żadne busy ani kolejki nie wjadą. Z poziomu własnych butów widać więcej ciekawostek. 

Od razu uprzedzę pytanie: a byliście tam, czy tam? Postanowiliśmy nie ruszać auta, wszystkie okoliczne atrakcje dawno zobaczone, skupiliśmy się na wędrówkach w pięknych okolicznościach przyrody.


Zapora na Łomnicy, to nie tylko obiekt chroniący Karpacz przed powodzią, ale i dobry punkt wypadowy na szlaki i ścieżki.


Budowla robi wrażenie, a wyobrażam sobie, ile musi być tu wody gdy wzbierają rzeki i strumienie.


Znad zapory prowadzi piękna trasa na punkt widokowy Karpatka, łatwa do przejścia, urozmaicona głazami i korzeniami, a po obejrzeniu panoramy gór ruszamy czerwonym szlakiem, potem zielonym do światyni Wang.


Pierwszy raz byłam tu na wycieczce szkolnej w liceum, zapamiętałam drewniany kościół, stojący wśród kwitnących rododendronów. Nawet ludzi było mało.



Teraz wokół cała infrastruktura, tłumy, całe szczęście, że widziałam kiedyś Wang od środka, bo tym razem tylko obejrzeliśmy z zewnątrz.
Ciekawy opis historyczno-architektoniczny TUTAJ


Zrobić zdjęcia przy tej świątyni bez ludzi, to sztuka nie lada. Ale udaje się, gdy wyczekasz odpowiedni moment. Kościół mały, niczym z parku miniatur, a ile ciekawych detali, wystarczy szeroko otworzyć oczy i włączyć wyobraźnię :-)


Równie ciekawy jest cmentarz przy kościele, o dziwo, nie tylko stare groby tu znajdziemy, zwróciły moja uwagę trzy nagrobki.


Miałam okazję być na spektaklu pantomimy Tomaszewskiego w Poznaniu, przepiękny Sen Nocy Letniej, kostiumy i taniec artystów pamiętam do dziś.


Ciekawy nagrobek młodego człowieka, studenta i instruktora snowboardu. Moje skojarzenie?
Łza matki, niczym strzała przebija kamień, pod którym spoczął jej syn.

Tego dnia przeszliśmy 20 km, nasyciliśmy oczy i dusze, a przed nami jeszcze dwa dni górskich szlaków powyżej 1000 m npm.