Zanim opowiem o wycieczkach w lutym, na gorąco o tym, co życie niesie.
Spotkałam w sklepie koleżankę z liceum, razem też studiowałyśmy, nie straciłyśmy kontaktu w trakcie pracy zawodowej. Lubimy się. Ja na emeryturze czwarty rok, ona dużo krócej. Rozmowa o tym i owym, głównie wspomnieniowo. Gdy powiedziała, że czasami się nudzi, zaproponowałam, by w takich momentach zadzwoniła , to umówimy się na kawę, bo ile można pogadać w sklepie między regałami....
Nie znam zjawiska NUDA, czasami wręcz czasu brak na wszystko. Teraz pięknie na dworze, to spacery zajmują sporą część mojego dnia, grzech siedzieć w domu, gdy ptaki śpiewają!
W przerwach ogarniam rzeczywistość, bo jeść i sprzątać trzeba, a zajęcia plastyczne i dzierganie na drutach też potrzebują czasu. W poniedziałek wkurzyłam się na stan wejścia do klatki schodowej. Nie ma u nas ekipy sprzątającej, każdy ogrania swoje piętro. Pani z parteru to staruszka, ledwo chodzi, sąsiadów obok nigdy nie ma. Wzięłam więc wiadro, ścierki , wymiotłam piach i pajęczyny aż do piwnicy. Korona mi z głowy nie spadła, a wejście od razu milsze. Dwoje sąsiadów dziwiło się mojej inicjatywie. Może następnym razem ktoś pójdzie w moje ślady? samo się nie zrobi...




























