Miał być ciąg dalszy doniesień z wyjazdu, ale komentarz Stokrotki pod ostatnim postem przypomniał mi pewną dawną historię, którą chcę się podzielić, jednak osoby o słabych nerwach proszone są o łyknięcie positivum...
Moi teściowie mieli kiedyś działkę, na której bywaliśmy, pomagaliśmy w różnych pracach, czasami jeździł tam mój mąż sam. Tak też wybrał się kiedyś by pomóc teściowi w usuwaniu starych drzewek owocowych.
Do dyspozycji miał skromne narzędzia, ale sił i ochoty do pracy sporo. Doświadczenia w pracy z siekierą nie miał zbyt wiele lub wcale, więc zdarzyło się, że w trakcie operowania siekierą sporych rozmiarów obciął sobie koniuszek palca.
Koniuszek mały, ale krwi było sporo. Mąż zostawił wszystko, pobiegł do pobliskiej przychodni przy zakładach chemicznych, gdzie na swoje szczęście trafił na życzliwego lekarza i doświadczoną pielęgniarkę. Koniuszek przyszyto, opatrunek jak złoto, miał tylko codziennie przychodzić na zmianę opatrunku. Jakoś wtedy nikt o ubezpieczenie i pesele nie pytał.
Były to czasy bez telefonów komórkowych, więc wyobraźcie sobie miny moich teściów, gdy przyjechali na działkę i zobaczyli taki widok - na środku działki stoi pieniek, na nim siekiera, dookoła mnóstwo krwi i ślady po bytności ich syna.
Sama w takiej sytuacji nie wiedziałabym, co robić. Na szczęście, zanim zdecydowali gdzie biec i co robić, mąż zdążył wrócić na działkę, bo wszystko zostawił jak stał, nawet się nie przebrał, aż dziw, że niczego nie ukradli.
Ja dowiedziałam sie o wszystkim ostatnia, bo byłam w domu. Poszkodowany chodził na zmiany opatrunku, nie będę Wam opisywać co robiła z palcem pielęgniarka, bo na samo wspomnienie mi słabo, ale dzięki temu nie ma PRAWIE śladu po tym wypadku.
Jedyne, czego nie udało się zarejestrować to miny teściów, wiele bym dała by je zobaczyć. Wiem - jestem bez serca...ale taki mały diabełek chyba tkwi w każdym z nas?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą działka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą działka. Pokaż wszystkie posty
sobota, 22 lipca 2017
piątek, 24 lipca 2015
Przyjemne z pożytecznym
Popołudnie między burzami spędziliśmy na działce u mojego ojca w otoczeniu morza kwiatów i drzew owocowych. Zrobiłam kilka fotek, by uwiecznić piękno niektórych, wszak wkrótce już ich nie będzie. Myślałam,że hortensje znam, a tu okazuje się, ze jest więcej odmian, każda ładniejsza od drugiej, a ich kolor można zmieniać przez podsypanie jakimś nawozem i zmianę PH, faktycznie widziałam w ogrodach takie niesamowicie niebieskie.
Równie piękne są lilie: białe, różowe, dwukolorowe, silnie pachnące.
Na działce było też kilka urokliwych miejsc zaaranżowanych przez gospodynię, tu grzybki, tam żaba, drewniany bociek lub wiatrak.
Działki, niegdyś pracownicze ogródki działkowe, obecnie zmieniają się w rekreacyjne, bo właściciele coraz starsi, bo warzywa udają się średnio (bez nawożenia), bo właściciele często się zmieniają itd. Powstaje też wiele basenów przenośnych i na stałe, ale są one dozwolone tam, gdzie założono liczniki zużycia wody, bo czemu wszyscy mają płacić za wodę do basenu kogoś, kto liczników nie chciał zainstalować...
Z działki przywieźliśmy trochę owoców i musiałam przemóc swoje kuchenne lenistwo i zrobiłam dżemy z moreli, porzeczek czarnych i czerwonych oraz wieloowocowe.
Jabłka były bardzo kwaśne i w większości spady, zrobiłam więc deser dietetyczny z jabłek i ledwo zdążyłam zrobić zdjęcie, bo mąż zjadał niemal w drodze z pieca na stół. Przepis jest bardzo prosty i szybko się robi. Jeszcze szybciej się zjada...
Przepis:
* ok. kilograma jabłek pokrojonych na ósemki, wymieszanych z cynamonem i cukrem (mało)
* 1 jajko
* trochę cukru, trochę mąki, 1 łyżeczka proszku do pieczenia
* trochę masła
Ze wszystkich składników oprócz jabłek robimy kruszonkę, jabłka układamy w naczyniu żaroodpornym i zasypujemy kruszonką, pieczemy ok.35 minut.
Świetne na ciepło i na zimno, u nas deser nie dotrwał do wieczora.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





