Młoda kobieta zakochała się.
Zakochała się w mężczyźnie i motocyklach.
Mężczyzna odwzajemnił uczucie, a nawet się oświadczył, ślub zaplanowano, wszyscy byli szczęśliwi.
Do pełni sielanki brakowało kobiecie własnego pojazdu, wymarzony motocykl jako dopełnienie wspólnego szczęścia.
Na drodze do realizacji owego marzenia stanął ojciec:
- Po moim trupie! chuchro z ciebie takie, a motocykl jak dla harleyowca w skórze ci się marzy! zabijesz się na pierwszym zakręcie...
- Ale tato, pomożesz mi wybrać, doradzisz, sam kiedyś miałeś motocykl, znasz się!
- Nie ma mowy! Nie wezmę na siebie takiej odpowiedzialności.
Młoda kobieta charakter miała po ojcu, uparta była, pieniądze składała długo, część dostała od dziadków.
Po motocykl pojechali razem z narzeczonym, on nie miał uprawnień na motor, więc ona miała wracać wymarzoną maszyną.
Zakończenie wyprawy nikomu nie mieściło się w głowie. Dlaczego nie kobieta prowadziła motocykl, tylko jechała za narzeczonym w aucie?
Czy maszyna okazała się za wielka dla drobnej dziewczyny, czy narzeczony chciał się przejechać kawałek?
Traf chciał, że w motocyklu zablokowała się podobno kierownica i mężczyzna nie mógł wyminąć przeszkody...
W wypadku poturbował się strasznie, stracił nogę, a w lipcu miał być ślub.
Usłyszałam tę historię od znajomej ojca dziewczyny, który z jednej strony cieszy się, że córce nic się nie stało, a z drugiej...
Wyobraźcie sobie naszą dyskusję na ten temat...może gdy oboje dojdą do siebie, śledztwo wykaże, co zdarzyło się naprawdę.
Oprócz konsekwencji opisanych tutaj dojdą jeszcze prawne i długotrwała trauma powypadkowa.
Na razie wszyscy są pod opieką psychologiczną. Jedno zdarzenie na szosie zmieniło życie dwóch rodzin...

