Inspiracją do napisania tego postu była jakaś audycja czy reklama, w której mówiono o wizażankach.
środa, 14 maja 2025
Nowe profesje, nowe nazwy...
poniedziałek, 11 grudnia 2023
Fachowiec na 3+
Jest problem lub niebawem będzie.
Z roku na rok obserwuje się większą liczbę uczniów z rozmaitymi dysfunkcjami w zakresie przyswajania wiedzy i umiejętności, od ogólnych po specjalistyczne, co zresztą idzie z sobą w parze, bo trudno nauczyć młodego człowieka posługiwania się specjalistycznymi narzędziami i procesami różnych branż, jeśli ma on kłopoty z opanowaniem podstawowych pojęć matematyczno-technicznych, ze skupieniem uwagi, logicznym myśleniem czy zwyczajnie z punktualnością i poczuciem odpowiedzialności.
Każda placówka, także kształcąca fachowców rzemiosła i przemysłu jest zobowiązana dostosowywać wymagania do poziomu swych wychowanków. Poradnie psychologiczno-pedagogiczne szczegółowo określają , w jaki sposób kreować podejście do ucznia, indywidualizować treści kształcenia, organizować dodatkowe konsultacje , konstruować programy naprawcze...
Trudno się z tym nie zgodzić, bo uczeń powinien być traktowany podmiotowo. Wytyczne określają więc, co dany wychowanek powinien umieć by zaliczyć kurs kształcenia zawodowego na daną ocenę i zdać egzamin z przygotowania do zawodu.
I tutaj, jako klient ślusarza, hydraulika, cukiernika, krawca, mechanika, fryzjera zadaję sobie pytanie - skoro pewien procent uczniów posiada specjalne dostosowanie trybu nauki w zawodzie, bo mają określone dysfunkcje, które nie pozwalają opanować w pełni programu nauczania, jak to się przekłada na jakość świadczonych później usług?
Taki na przykład piekarz, potrafi upiec chleb i bułki, a chałki i drożdżówki już nie?
A ślusarz? Otworzy zamek, który się zaciął, ale klucza do drzwi już nie dorobi?
A fryzjerka? Nakręci włosy na wałki i uczesze, ale jak ze strzyżeniem lub obliczaniem ilości farby do koloryzacji włosów?
Podobne rozterki miewam czasami, jeśli chodzi o kształcenie lekarzy i farmaceutów czy fizjoterapeutów. Bo jeśli medyk kończy studia z ocenami w średnim przedziale skali, to czego nie potrafi?
Z tym pytaniem zostawiam Was , może jakieś refleksje się narodzą?
poniedziałek, 12 marca 2018
Czy widział ktoś pucybuta?
Kominiarz jak się patrzy, elegancki, z identyfikatorem, więc zawód nie wymiera, kominiarze potrzebni.
W pracy podarłam rajstopy i pojawiła się refleksja - kiedyś zaniosłabym pewno do punktu repasacji. Czy pamięta ktoś takie panie, które najczęściej w sklepach z pasmanterią miały swój kącik repasacji pończoch?
Moja mama zbierała po kilka sztuk i zanosiłam do takiego punktu rajstopy i pończochy do cerowania, bo był to towar deficytowy, o który trzeba było dbać. Dziś wyrzucamy, bo najpewniej po niewprawnym zaszyciu i tak oczka lecą dalej, a i towar przestał być deficytowy.
Z czasem wyginął także fach prężenia firan i koronkowych serwet. Pamiętam, jak z babcią zanosiłyśmy niciane firany ukrochmalone po praniu do pewnej pani, która rozciągała je na specjalnych stelażach do wyschnięcia, a praca to była żmudna.
Ale kto dziś ma ręcznie robione koronkowe firanki?
Podobnie z profesją pucybuta.
Chociaż, gdy szukałam ilustracji do tej notki, znalazłam całkiem nowe, to jest współczesne zdjęcia, świadczące o tym, że gdzieś jeszcze pucybuta można spotkać lub przynajmniej maszyny do oczyszczenia obuwia przed wejściem do różnych instytucji...
sama chętnie zapłaciłabym, bo nie lubię czyścić butów z pastowaniem itd.
Są przecież myjnie dla aut, a dla butów?
Do lamusa odeszła także profesja telefonistki. Kiedyś takie panie łączyły międzymiastowe lub zagraniczne rozmowy telefoniczne, przyjmowały nadawanie telegramów lub łączyły rozmowy klientów z pracownikami różnych firm. Nawet w przychodniach i szpitalach łączeniem rozmów zajmują się automaty. Gdy dzwonię do rejestracji odzywa się automat, informujący do kogo mogę się dodzwonić i wreszcie informacja: jesteś czwarty w kolejce, jesteś trzeci w kolejce...
(Telefonistki - fot. Tekniska Museet/flickr (CC-BY 2.0)
A kto dziś pamięta takie profesje jak :KaOwiec; wodzirej; sekserka; ostrzyciel noży i nożyczek, wędrujący po podwórkach i oferujący swoje usługi.
Wiele zawodów rzemieślniczych odchodzi w niepamięć, bo nie ma kogo wyszkolić na miejsce starego już mistrza.
sobota, 4 marca 2017
Gruby czy chudy?
Kiedyś mawiano, że dobry kucharz musi być gruby i mieć rumiane policzki, bo chudemu nie można ufać. Jakby na zasadzie - lubi jeść, to i dobrze gotuje. Tymczasem dziś to właśnie chudym kucharzom powinno sie bardziej ufać, bo jeśli kucharz chudy, to znaczy (przynajmniej w teorii), że gotuje zdrowo, dietetycznie i nie podjada w pracy...
A z czym kojarzymy lekarzy? czysty, bez nałogów, zdrowo żyje i nie łyka byle czego. Kiedyś odwiedzałam przychodnie medycyny pracy i pani doktor, nie dość, że nie wyglądała jak okaz zdrowia, to jeszcze miała palce żółte od tytoniu, a za paznokciami brud, słowo!
Znajoma opowiadała, że w czasie wizyty u lekarza, gdy skarżyła sie na bolące stawy i żylaki, lekarz zalecił w pierwszej kolejności schudnięcie i to znaczne, tymczasem sam ważył chyba ze 150 kg, ledwo mieścił się w fotelu za biurkiem.
Wizerunek przedstawicieli niektórych profesji zmienia się też z czasem. Kiedyś bibliotekarki były kojarzone jako starsze panie z kokiem i w szydełkowej chuście na ramionach, wszak biblioteki przeważnie niedogrzane były. A dziś? Chyba już takiej zasuszonej, smętnej bibliotekarki nie spotkacie, teraz to panie i panowie w różnym wieku, narzekający jedynie, że na czytanie nie starcza im czasu.
Mówi się, że szewc bez butów chodzi, coś w tym jest, ale czy fryzjerka lub kosmetyczka nie powinna sama być reklamą swojej profesji? Nie mówiąc o wizerunkowej roli zakładu fryzjerskiego czy gabinetu kosmetycznego. A dietetyk? Czy bardziej zaufamy komuś, kto sam ma problemy z tusza, ale walczy z nadwagą i jednocześnie podpowiada innym jak schudnąć skutecznie czy więcej zaufania będziemy mieli do osoby młodej, szczupłej z natury, o wyglądzie modelki?
Podobno najlepszymi terapeutami dla osób uzależnionych są ci, którzy sami pokonali nałóg i pomagają alkoholikom, narkomanom itp. wyjść na prostą.
A jakie wymagania mamy wobec wychowawców czy pediatrów? Czy nie lepiej zrozumie nasze dziecko ktoś, kto sam ma dzieci i wnuki, niż osoba samotna, która nawet wśród znajomych nie ma kontaktu z dziećmi?
A czy policjant nie powinien być wysoki, barczysty, wzbudzać jednocześnie respekt, ale i zaufanie?
Nie jest też dziwne, że niektóre instytucje czy firmy wymagają odpowiedniego stroju i schludnego wyglądu, by z powodu niewłaściwego wyglądu i zachowania pracowników nie ucierpiał ich wizerunek. Sama kiedyś byłam zniesmaczona wyglądem panienki biurowej w sądzie, która biegała z papierami po korytarzach, mając goły brzuch i żując gumę. Dziwne, że nikt z przełożonych nie zwrócił jej uwagi.
A jakie Wy macie refleksje na ten temat?









