Pokazywanie postów oznaczonych etykietą profesje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą profesje. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 maja 2025

Nowe profesje, nowe nazwy...

 

Inspiracją do napisania tego postu była jakaś audycja czy reklama, w której mówiono o wizażankach.

Aż tchu mi zabrakło, bo nie słyszałam wcześniej takiego określenia. Wizażanka brzmi jak Świtezianka

Wąskie specjalizacje i podspecjalizacje, czasem zapytanemu trudno w prosty sposób określić czym się zajmuje...

Wszystko się zmienia galopująco, niekiedy nie nadążamy za rynkiem pracy, nie dziwi więc, że jeden fakultet to za mało, a i wielu pracowników firm zewnętrznych czy na własnym, nie pracuje w wyuczonym zawodzie.

Gdzieś w komentarzu napisałam, że zniknęły u nas dwie spore księgarnie, za to punktów poprawy urody na każdej ulicy po dwa, może to znamię naszych czasów? A i nazwy niezwykle tajemnicze: studio stylizacji brwi i rzęs, salon pielęgnacji paznokci, studio wizażu i autopromocji, nawet na zwykły masaż musisz udać się do gabinetu terapii manualnej. Odkryłam, że są takie specjalności, jak terapia blizny, gimnastyka uroginekologiczna itp.

Większość z nowych profesji i podspecjalizacji wymaga dużego zaangażowania multimedialnego, ciągłych szkoleń i wymiany doświadczeń. Nie wróży to dobrze dla tych młodych ludzi, którzy już na etapie szkoły branżowej nie mają zapału do nauki i poszerzania umiejętności praktycznych....

vlogerka
barista
dizajner
stylista (włosów, paznokci)
brafiterka
HR-owiec
agent nieruchomości
programista aplikacji mobilnych
web deweloper
operator dronów
groomer(fryzjer psów)
fundraiser (pozyskiwacz funduszy)

Oprócz nowych nazw profesji, można natknąć się na nowe dla nas, ale dawno funkcjonujące w nauce, gospodarce. Ostatnio dowiedziałam się, że badaniem zachowań ssaków naczelnych zajmuje się PRYMATOLOG, bo już odniesieniami do świata ludzi zajmie się antropolog.


A może i Was zdziwiła jakaś nazwa lub profesja, o której mało kto słyszał?

poniedziałek, 11 grudnia 2023

Fachowiec na 3+

 

Jest problem lub niebawem będzie.

O czym mowa? O kształceniu zawodowym.
Wiele się mówi o szkolnictwie branżowym, o braku nauczycieli zawodu, zwłaszcza w niektórych profesjach, bo raz, że słabo płacą, a odpowiedzialność spora. 

Po drugie , nawet jeśli znajdzie się dobry fachowiec, chętny do nauczania przyszłego narybku, to zniechęcają go : konieczność ukończenia kursu pedagogicznego , papierologia, szkolenia, zebrania, brak funduszy na materiały szkoleniowe i narzędzia. Jeden z z elektroników, w rozmowie o pracę stwierdził, że posiadając prężną firmę nie ma czasu na dodatkowe nasiadówki wieczorami, a przez tydzień zarobi więcej, niż przez cały miesiąc, szkoląc uczniów.
Podobnie jak w resorcie pielęgniarskim, w kształceniu zawodowym pracuje wielu nauczycieli w wieku emerytalnym, więc gdy skorzystają z prawa do emerytury, będzie kiepsko.

Po trzecie, wykształceni w zawodzie uciekają z polskiego rynku, z różnych powodów.
Może się zdarzyć, że ktoś okazuje się być dobrym fachowcem, choć samouk, ważne by usługę dobrze wykonał.
W czym jeszcze problem?

Z roku na rok obserwuje się większą liczbę uczniów z rozmaitymi dysfunkcjami  w zakresie przyswajania wiedzy i umiejętności, od ogólnych  po specjalistyczne, co zresztą idzie z sobą w parze, bo trudno nauczyć młodego człowieka posługiwania się specjalistycznymi narzędziami i procesami różnych branż, jeśli ma on kłopoty z opanowaniem podstawowych pojęć matematyczno-technicznych, ze skupieniem uwagi, logicznym myśleniem czy zwyczajnie z punktualnością i poczuciem odpowiedzialności.

Każda placówka, także kształcąca fachowców rzemiosła i przemysłu jest zobowiązana dostosowywać wymagania do poziomu swych wychowanków.  Poradnie psychologiczno-pedagogiczne szczegółowo określają , w jaki sposób kreować podejście do ucznia, indywidualizować treści kształcenia, organizować dodatkowe  konsultacje , konstruować programy naprawcze...

Trudno się z tym nie zgodzić, bo uczeń powinien być traktowany podmiotowo. Wytyczne określają więc, co dany wychowanek powinien umieć by zaliczyć kurs kształcenia zawodowego na daną ocenę i zdać egzamin z przygotowania do zawodu.

I tutaj, jako klient ślusarza, hydraulika, cukiernika, krawca, mechanika, fryzjera zadaję sobie pytanie - skoro pewien procent uczniów posiada specjalne dostosowanie trybu nauki w zawodzie, bo mają określone dysfunkcje, które nie pozwalają opanować w pełni programu nauczania, jak to się przekłada na jakość świadczonych później usług?

Taki na przykład piekarz, potrafi upiec chleb i bułki, a chałki i drożdżówki już nie? 

A ślusarz? Otworzy zamek, który się zaciął, ale klucza do drzwi już nie dorobi?

A fryzjerka? Nakręci włosy na wałki i uczesze, ale jak ze strzyżeniem lub obliczaniem ilości farby do koloryzacji włosów?

Podobne rozterki miewam czasami, jeśli chodzi o kształcenie lekarzy i farmaceutów czy fizjoterapeutów. Bo jeśli medyk kończy studia z ocenami w średnim przedziale skali, to czego nie potrafi?

Z tym pytaniem zostawiam Was , może jakieś refleksje się narodzą? 

poniedziałek, 12 marca 2018

Czy widział ktoś pucybuta?

Otwieram drzwi - przystojny kominiarz, ale nie z kalendarzem, jak zwykle, tylko z kartką wielkanocną i życzeniami. Należało się dwa złote, to znaczy, co łaska, ale tylko taka moneta była w portfelu męża.
Kominiarz jak się patrzy, elegancki, z identyfikatorem, więc zawód nie wymiera, kominiarze potrzebni.

W pracy podarłam rajstopy i pojawiła się refleksja - kiedyś zaniosłabym pewno do punktu repasacji. Czy pamięta ktoś takie panie, które najczęściej w sklepach z pasmanterią miały swój kącik repasacji pończoch?
Moja mama zbierała po kilka sztuk i zanosiłam do takiego punktu rajstopy i pończochy do cerowania, bo był to towar deficytowy, o który trzeba było dbać. Dziś wyrzucamy, bo najpewniej po niewprawnym zaszyciu i tak oczka lecą dalej, a i towar przestał być deficytowy.

Z czasem wyginął także fach prężenia firan i koronkowych serwet. Pamiętam, jak z babcią zanosiłyśmy niciane firany ukrochmalone po praniu do pewnej pani, która rozciągała je na specjalnych stelażach do wyschnięcia, a praca to była żmudna.
Ale kto dziś ma ręcznie robione koronkowe firanki?

Podobnie z profesją pucybuta.
Chociaż, gdy szukałam ilustracji do tej notki, znalazłam całkiem nowe, to jest współczesne zdjęcia, świadczące o tym, że gdzieś jeszcze pucybuta można spotkać lub przynajmniej maszyny do oczyszczenia obuwia przed wejściem do różnych instytucji...
sama chętnie zapłaciłabym, bo nie lubię czyścić butów z pastowaniem itd.
Są przecież myjnie dla aut, a dla butów?

Do lamusa odeszła także profesja telefonistki. Kiedyś takie panie łączyły międzymiastowe lub zagraniczne rozmowy telefoniczne, przyjmowały nadawanie telegramów lub łączyły rozmowy klientów z pracownikami różnych firm. Nawet w przychodniach i szpitalach łączeniem rozmów zajmują się automaty. Gdy dzwonię do rejestracji odzywa się automat, informujący do kogo mogę się dodzwonić i wreszcie informacja: jesteś czwarty w kolejce, jesteś trzeci w kolejce...

(Telefonistki - fot. Tekniska Museet/flickr (CC-BY 2.0)

A kto dziś pamięta takie profesje jak :KaOwiec; wodzirej; sekserka; ostrzyciel noży i nożyczek, wędrujący po podwórkach i oferujący swoje usługi.
Wiele zawodów rzemieślniczych odchodzi w niepamięć, bo nie ma kogo wyszkolić na miejsce starego już mistrza.

sobota, 4 marca 2017

Gruby czy chudy?

Profesje bywają rozmaite, słysząc czasami jakąś nazwę zastanawiamy się, czym taka osoba może się zajmować. Niekiedy pod bardzo wyszukaną nazwą kryje się zwyczajne zajęcie. Nie będę się jednak rozpisywać o kwestiach językowych. Czy zastanawialiście się na przykład, jakie atrybuty danego zawodu powodują, że do jego przedstawicieli mamy większe zaufanie lub dana osoba jest wręcz reklamą czy też antyreklamą swojej profesji?

Kiedyś mawiano, że dobry kucharz musi być gruby i mieć rumiane policzki, bo chudemu nie można ufać. Jakby na zasadzie - lubi jeść, to i dobrze gotuje. Tymczasem dziś to właśnie chudym kucharzom powinno sie bardziej ufać, bo jeśli kucharz chudy, to znaczy (przynajmniej w teorii), że gotuje zdrowo, dietetycznie i nie podjada w pracy...

A z czym kojarzymy lekarzy? czysty, bez nałogów, zdrowo żyje i nie łyka byle czego. Kiedyś odwiedzałam przychodnie medycyny pracy i pani doktor, nie dość, że nie wyglądała jak okaz zdrowia, to jeszcze miała palce żółte od tytoniu, a za paznokciami brud, słowo!
Znajoma opowiadała, że w czasie wizyty u lekarza, gdy skarżyła sie na bolące stawy i żylaki, lekarz zalecił w pierwszej kolejności schudnięcie i to znaczne, tymczasem sam ważył chyba ze 150 kg, ledwo mieścił się w fotelu za biurkiem.

Wizerunek przedstawicieli niektórych profesji zmienia się też z czasem. Kiedyś bibliotekarki były kojarzone jako starsze panie z kokiem i w szydełkowej chuście na ramionach, wszak biblioteki przeważnie niedogrzane były. A dziś? Chyba już takiej zasuszonej, smętnej bibliotekarki nie spotkacie, teraz to panie i panowie w różnym wieku, narzekający jedynie, że na czytanie nie starcza im czasu.

Mówi się, że szewc bez butów chodzi, coś w tym jest, ale czy fryzjerka lub kosmetyczka nie powinna sama być reklamą swojej profesji? Nie mówiąc o wizerunkowej roli zakładu fryzjerskiego czy gabinetu kosmetycznego. A dietetyk? Czy bardziej zaufamy komuś, kto sam ma problemy z tusza, ale walczy z nadwagą i jednocześnie podpowiada innym jak schudnąć skutecznie czy więcej zaufania będziemy mieli do osoby młodej, szczupłej z natury, o wyglądzie modelki?
Podobno najlepszymi terapeutami dla osób uzależnionych są ci, którzy sami pokonali nałóg i pomagają alkoholikom, narkomanom itp. wyjść na prostą.
A jakie wymagania mamy wobec wychowawców czy pediatrów? Czy nie lepiej zrozumie nasze dziecko ktoś, kto sam ma dzieci i wnuki, niż osoba samotna, która nawet wśród znajomych nie ma kontaktu z dziećmi?

A czy policjant nie powinien być wysoki, barczysty, wzbudzać jednocześnie respekt, ale i zaufanie?
Nie jest też dziwne, że niektóre instytucje czy firmy wymagają odpowiedniego stroju i schludnego wyglądu, by z powodu niewłaściwego wyglądu i zachowania pracowników nie ucierpiał ich wizerunek. Sama kiedyś byłam zniesmaczona wyglądem panienki biurowej w sądzie, która biegała z papierami po korytarzach, mając goły brzuch i żując gumę. Dziwne, że nikt z przełożonych nie zwrócił jej uwagi.

A jakie Wy macie refleksje na ten temat?