Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogoda. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 sierpnia 2024

Wróciłam

 Bardzo dziękuję wszystkim za komentarze pod poprzednim postem, nawet nie wiecie, jak to ciepło na sercu, gdy jedzie się daleko i  czyta miłe słowa. Wasze życzenia się spełniły i wakacje na Zakintos były wyśmienite. A jeśli w Polsce komuś za gorąco, to wierzcie mi, że w Grecji jest jakieś 10 stopni więcej, choć podróżujący często i daleko to wiedzą!

Zanim ogarnę się i zrobię porządek w zdjęciach, bo część jest w aparacie męża, zostawiam Wam dziś humor w obrazkach na temat upałów, które w mieście dokuczają szczególnie.

Na wyspach greckich jest inny klimat jednak i upał odczuwa się zupełnie inaczej!

Odpoczywając po wakacjach na wyspie, zajrzę na Wasze blogi, bo w hotelu Internet falował jak Morze Jońskie, a i detoks od mediów wskazany :-)








niedziela, 5 listopada 2023

Meteopaci mają przechlapane...

 

Aura ostatnio robi bardzo niemiłe niespodzianki. W dodatku , gdy ma to związek ze zmianami klimatu, to każą nam się do tego przyzwyczaić.

Ale jak to zrobić, gdy człek wrażliwy na każdą zmianę frontu atmosferycznego, wahania ciśnienia, opady i wiatry?

Meteopatia to nadwrażliwość na zmiany pogody. Występuje dość często, ale częściej u kobiet, nie sklasyfikowano tej przypadłości jako jednostkę chorobową, bo podobno nie ma badan naukowych potwierdzających zależność naszego samopoczucia od zmian pogody.
Dlaczego więc tak się dzieje, że wielu z nas, bez względu na wiek i stan zdrowia  cierpi katusze fizyczne i psychiczne? 

Meteopatą nie trzeba być od urodzenia, niekiedy nabywa się nadwrażliwości z wiekiem lub z pojawiającymi się chorobami przewlekłymi. Pamiętam, jak moja babcia narzekała na bóle stawów przed deszczem, a mój mąż dopiero od niedawna odczuwa skutki zmian w pogodzie, do niedawna nawet nie wiedział, co to ból głowy. Jak sięgam pamięcią, zawsze byłam meteopatką, choć nie znałam nazwy tej przypadłości.

Meteopaci reagują na różne przejawy zmian w pogodzie - jedni czują dyskomfort przed frontem deszczowym, inni wręcz przeciwnie, gdyż dostają migreny gdy nadchodzi wyż. Jeszcze inni reagują na wszelkie nagłe zmiany aury, gdy potrafi ona zmienić się w ciągu nocy lub kilku godzin dnia i położyć meteopatę do łózka. 

Nawet lekarze nie zaprzeczają temu, iż niektóre dolegliwości nasilają się przy zmianach pór roku: wrzody żołądka, bóle kości i stawów, objawy depresji, łuszczyca...

Teoretycznie można zażyć tabletkę na ból głowy, oka, stawu, ucha...ale co zażyć na nieokreślony rodzaj złego samopoczucia lub ból duszy?

Meteopatia nie jest chorobą, ale skutecznie utrudnia życie, o czym przekonuję się na własnym przykładzie i czego nikomu nie życzę.

czwartek, 23 lutego 2017

Ale wieje !

Co jakiś czas nawiedzają nas silne wiatry. Gdy wieje taki wiatr, który świszcze we wszystkich szparach, łamie gałęzie, roznosi śmieci po całym osiedlu i spać nie daje zdarzają się różne dziwne rzeczy.
Taka pogoda bardzo oddziałuje na meteopatów czyli osoby reagujące rozmaitymi dolegliwościami na zmiany frontów pogodowych. Gdy szukałam kiedyś informacji na temat wiatrów, zdziwiłam się, że tyle jest rodzajów. Każdy niemal zakątek świata ma swój rodzaj wiatru, a ich siła ma rozpiętość od lekkich powiewów, orzeźwiającej bryzy po niszczące huragany i cyklony.

Paradoksem dla mnie jest też to, że gdy latem modlimy sie o odrobinę rześkiego powiewu, to ani listek nie drgnie przez długie dni upału, za to zimą gdy tęgi mróz, to jeszcze wiatrzysko straszne na dodatek. Oczywiście jakiś geograf czy meteorolog zgrabnie to wytłumaczy, ale co z tego? Nie mamy na to wpływu...
Zawsze , kiedy tak silnie wieje odczuwam jakiś niepokój, nastrój mi siada. Najgroźniejsze są chyba gwałtowne porywy wiatru, bo nie spodziewamy się siły podmuchu, a już najgorzej przechodzić wtedy między wysokimi budynkami, których położenie powoduje zawirowania powietrza.


Takie wichury przypominają mi o zdarzeniach z moim udziałem. Kiedyś wiatr przewrócił mnie na ziemię, bo nie spodziewałam się silnego podmuchu między wieżowcami. Podmuch dosłownie przygwoździł mnie do ziemi, a ból karku odczuwałam przez 3 dni.
Innym razem, pół metra ode mnie spadła na chodnik blacha falista z dachu, chyba anioł stróż miał dobry refleks. Z kolei po powrocie z jakiejś wycieczki usłyszeliśmy komunikat, że w odwiedzanej przez nas okolicy zerwany dach zabił na drodze matkę z córką, wracające z pola...

Podobno silny wiatr, a zwłaszcza taki halny ma wpływ na wzrost liczby samobójstw oraz pogorszenie stanu osób dotkniętych depresją. Uważa się także, że silne wiatry potęgują objawy chorób psychicznych. Znalazłam nawet informację, iż wiatr halny obwinia się o wzrost zachorowań na choroby psychiczne na Podhalu, ale badacze nie są zgodni czy jest to wina halnego czy stała tendencja cywilizacyjna.
A znacie takie powiedzenia: wieje, jakby się ktoś powiesił lub "piździ" jak w Kieleckiem ?
A meteopaci? Tu też zdania są podzielone.Niektórzy lekarze twierdzą, że bóle, dolegliwości, zmiany nastroju to wytwór naszego umysłu, inni są skłonni przyznać, że coś w tym jest. Bo zmiany frontów to nie tylko zmiana z ciepła na zimno lub odwrotnie. To także zmiana jonizacji powietrza, pola elektromagnetycznego, ciśnienia itd.

Niektórzy meteopaci czują się źle w trakcie zmiany frontów, inni przewidują tę zmianę dwa dni przed...jeszcze inni źle znoszą zmiany pór roku.
Na potwierdzenie tych rewelacji podaje sie przykłady nagłych zgonów ludzi chorych na serce, pogorszenia sie zdrowia cukrzyków, reumatyków. Najgroźniejszym miesiącem pod tym względem jest marzec ( w marcu jak w garncu).
Jedno jest pewne, gdy wieja silne wiatry, zmieniają się fronty lub zbliża się burza - dzieci zachowują się inaczej, można rozpoznać po silnym pobudzeniu, bardziej przenikliwym, świdrującym krzyku i nietypowych zachowaniach, że coś wisi w powietrzu.
Z badań wynika, że większy odsetek meteopatów mieszka w miastach, chyba dlatego, że na wsi ludzie są bliżej natury i żyją zgodnie z jej rytmem.

piątek, 22 stycznia 2016

Różne oblicza zimy...

Zima ma różne odsłony i nie wszyscy za zimą przepadają, ale jak mawia mój mąż musi być porządna zima, aby zatęsknić za wiosną. Ja lubię zimę idealną czyli do -5 stopni, słoneczko, świeży śnieg pod stopami, zero wiatru, bym mogła spacerować i obserwować ślady na śniegu. Na spacerze po parku spotykają nas czasem niespodzianki, ktoś zostawił ulepione z dziećmi bałwany, kto inny robił orły na śniegu, jakiś odważny czy raczej nieroztropny piechur spacerował po zamarzniętym stawie...

W naszym parku jest tężnia, teraz nieczynna, bo woda mimo zasolenia jednak zamarza, ale odkryliśmy dzisiaj na drewnianej podporze ślady jakiegoś zwierzęcia z długimi pazurami, któremu mimo stromizny i oblodzenia udało się wspiąć na górę, aż do tarasu widokowego. Czyżby polował na ptaki, czy raczej chciał podziwiać panoramę parku z wysoka?
Innym razem gdy padał deszcz ze śniegiem naszym oczom ukazał się taki oto widok, to też jest zima...
A wczoraj wraz z obfitymi opadami śniegu spadły nam z nieba, a raczej z rąk sąsiadki pyszne, piękne rogaliki z powidłami, ledwo zdążyłam zrobić zdjęcie, bo ślinka ciekła nam na sam widok, że o zapachu nie wspomnę...
Jedyny aspekt zimy, którego nie lubię, to przemoczone buty ze śladami soli i zbyt krótkie dni, ale w końcu do wiosny coraz bliżej...