Przyzwyczajamy się szybko do nowych słów, zwrotów, powiedzonek.
Sama łapię się na tym, że przebywając wśród młodych zaczynam używać ich języka.
Zdaję sobie sprawę, że czasami z językiem literackim niewiele mają wspólnego, ale bywają krótszą formą, wygodniejszą wersją, środowiskową naleciałością...
Kontakty internetowe i media także mają na to wpływ. Ileż to razy słyszymy:
- sie ma, nara, hejka, pozdro, zdzwonimy się
- super, spoko, luzik, gitara, Oki
Oprócz zwrotów związanych z konwersacją spotykamy w codziennym życiu nazwy, których jeszcze niedawno w naszym języku nie było. Niektóre przywędrowały z obcych słowników i nie bardzo dają się przetłumaczyć, inne naśladują dźwięki towarzyszące czynnościom lub ilustrują wykonywanie innych.
Nad poprawnością naszego ojczystego języka czuwają lingwiści i mądre stowarzyszenia, ale nawet oni dali zielone światło niektórym nowomodnym słowom, pozwolili także na używanie polskich form obcojęzycznych nazwisk - Szekspir, Szopen...
Czasami warto posłuchać jak mówią dzieci, ich sposób wyrażania się bywa prosty i logiczny. Gdy mój syn był mały, a nie mógł czegoś zobaczyć, bo było za wysoko, mówił - podsięgnij mnie. Samochód to był brum - brumek, a piesek hałek.
Dzieci nie mówią - wymazać gumką, ale wygumkować i na szczęście nie przyjął się lunch box tylko śniadaniówka lub chlebak.
Wkradły się do naszego języka takie własnie wyrazy, mieszanina logicznych i dźwiękonaśladowczych określeń. Na pewno także takie spotykacie na ulicy, w korespondencji, na portalach społecznościowych.
Zrobiłam sobie listę, gdy przeczytałam reklamę: Świetne pisaki do tablic i potykaczy! potykaczy? musiałam sprawdzić o czym mowa...
Oprócz potykaczy są więc zakreślacze, trytytki, bazgroszyty, zdrapki, organizery, strunowce, podpiętki, zakolanówki, rozświetlacze, pałerbanki, peny, energetyki...
To w zakresie przedmiotów, a w temacie czynności - lajkowanie, mailowanie, drinkowanie, hejtowanie, kijkowanie, luzowanie, wrzucanie na insta lub na fejsa, kserowanie, klikanie, katering...
Jednak o ile toleruję podobne mody językowe, to nie przemawiają do mnie formy: ministra, psycholożka, premiera, marszałkini...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słowa. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 22 września 2019
piątek, 23 listopada 2018
Wreszcie piątek...
...koniec tygodnia i początek :-)
Aby oderwać się od tematów politycznych, od smutków własnych, lokalnych zdarzeń i problemów światowych proponuję moim czytelnikom zabawę w skojarzenia.
Nie jest pracochłonna, nie wymaga wiele myślenia, a być może przyniesie nam wspólnie trochę weekendowej radości.
Skojarzenie to według słownika języka polskiego połączenie ze sobą wrażeń, wyobrażeń i innych zjawisk psychicznych w taki sposób, że pojawienie się w świadomości jednych z nich powoduje uświadomienie sobie innych czyli mówiąc ludzkim językiem - szybkie przywołanie z pamięci znaczeń, wrażeń, uczuć, które kojarzą się z podanym słowem lub zdaniem.
Jeśli lubicie takie zabawy to zapraszam:
1. zawsze czarno-białe...
2. gorzki (nie tylko smak)
3. coś dziwnego...
4. sytuacja patowa...
5. w kropki lub plamki...
6. na ustach...
7. lepiej nie wiedzieć...
8. w kopercie...
9. nigdy zbyt wiele...
10. niezawodny i niezastąpiony...
Z góry dziękuję za Wasze odpowiedzi, ale jeśli ktoś nie lubi takich zabaw i nie weźmie udziału nie przestanę go lubić ;-)
Pomysł zaczerpnęłam z jakiegoś projektu dla młodzieży, który polegał na robieniu zdjęć wybranych obiektów na podstawie skojarzeń do podanych poleceń. Efekt był świetny!
Nie sądzicie, że to dobry pomysł na blog?
Aby oderwać się od tematów politycznych, od smutków własnych, lokalnych zdarzeń i problemów światowych proponuję moim czytelnikom zabawę w skojarzenia.
Nie jest pracochłonna, nie wymaga wiele myślenia, a być może przyniesie nam wspólnie trochę weekendowej radości.
Skojarzenie to według słownika języka polskiego połączenie ze sobą wrażeń, wyobrażeń i innych zjawisk psychicznych w taki sposób, że pojawienie się w świadomości jednych z nich powoduje uświadomienie sobie innych czyli mówiąc ludzkim językiem - szybkie przywołanie z pamięci znaczeń, wrażeń, uczuć, które kojarzą się z podanym słowem lub zdaniem.
Jeśli lubicie takie zabawy to zapraszam:
1. zawsze czarno-białe...
2. gorzki (nie tylko smak)
3. coś dziwnego...
4. sytuacja patowa...
5. w kropki lub plamki...
6. na ustach...
7. lepiej nie wiedzieć...
8. w kopercie...
9. nigdy zbyt wiele...
10. niezawodny i niezastąpiony...
Z góry dziękuję za Wasze odpowiedzi, ale jeśli ktoś nie lubi takich zabaw i nie weźmie udziału nie przestanę go lubić ;-)
Pomysł zaczerpnęłam z jakiegoś projektu dla młodzieży, który polegał na robieniu zdjęć wybranych obiektów na podstawie skojarzeń do podanych poleceń. Efekt był świetny!
Nie sądzicie, że to dobry pomysł na blog?
wtorek, 15 listopada 2016
Zastępcze słowa...
Często spotykam się ze stwierdzeniem, że szczerość jest jedną z bardzo cenionych cech. Na pewno wielu ludzi tak deklaruje w teorii, ale czy naprawdę chcemy tej szczerości i czy mamy odwagę szczerze powiedzieć każdemu co myślimy?
Myślę, że łatwiej być szczerym na tematy, które nie dotykają nikogo osobiście, gdy wyrażamy swój pogląd w jakiejś sprawie. Inaczej, gdy mamy wyrazić opinię w stosunku do bliskiej osoby. Nie powiemy przecież przyjaciółce: co ona ci z tymi włosami zrobiła, wyglądasz jak własna babcia!
Podobno przyjaźń wymaga szczerości, ale niech walnie się w pierś ten, kto tak potrafi...Małe dzieci bywają do bólu szczere i mówią co myślą lub zauważają, bo nie nie mają jeszcze wyobrażenia na temat, jak ich szczerość może ranić czyjeś uczucia. Człowiek dorosły nie zapyta nagle w autobusie : a czemu ta pani ma taki wielki nos?
A która kobieta na pytanie: kochanie, chyba przytyłam, nie sądzisz? chce usłyszeć odpowiedź twierdzącą...
Zauważyłam, że najczęściej udzielamy wymijających odpowiedzi lub używamy słów i zdań zastępczych i nie jest to do końca złe czy fałszywe. Po prostu chęć zaspokojenia własnej potrzeby szczerości nie powinna prowadzić do zdołowania bliźniego. Nasze dobre samopoczucie nie zawsze równa się dobre samopoczucie rozmówcy, a jeśli trafimy na kogoś z niskim poczuciem wartości, to raczej nie dokładamy mu jeszcze od siebie... Oczywiście istnieją sytuacje, gdy taka szczerość jest konieczna, bo pomoże uchronić kogoś od złej decyzji lub brnięcia w szkodliwe nawyki. Z drugiej strony, nie każdy te naszą szczerość odbierze jako dobrą monetę. Ileż to razy słyszymy, że mówimy tak lub inaczej z zazdrości, z niewiedzy, że jesteśmy niegrzeczni lub brak nam empatii.
Kiedy więc używamy słów zastępczych?
* gdy nie chcemy kogoś urazić
* gdy nie umiemy odmówić wprost
* gdy nie jesteśmy zdecydowani lub czekamy na lepszą propozycję
* gdy wstydzimy się powiedzieć, że nas nie stać
* gdy zapomnieliśmy o jakimś terminie
* gdy nie jesteśmy pewni swoich możliwości
Jakie to zwroty zastępcze stosujemy?
@ zamiast TEGO NIE LUBIĘ - dziękuję, nie mam ochoty; jestem na diecie; mam alergię na jeden ze składników; mam chory żołądek
@ zamiast NIE CHCĘ SIĘ Z TOBĄ SPOTKAĆ - zdzwonimy się; odezwę się później; skontaktujemy sie z panią
@ zamiast TEGO NIE ZROBIĘ - pomyślę o tym; propozycja warta rozważenia; to jest jakiś pomysł
@ zamiast ŹLE WYGLĄDASZ - to chyba nie twój kolor; chyba źle spałaś; powinnaś raczej chodzić w sukienkach; wolałam Cię w poprzedniej fryzurze
@ zamiast TO JEST STANOWCZO ZA DROGIE - muszę się zastanowić; rozejrzę sie jeszcze; chodźmy do innego lokalu - tu jest za ciemno;
@ zamiast OBIECUJĘ - postaram się; zobaczę co da się zrobić; nie obiecuję, ale popytam
@ zamiast CAŁKIEM ZAPOMNIAŁAM - nie przywiązuję do takich rzeczy wagi; tyle mam teraz na głowie; wyjechałam służbowo
Na pewno nie wyczerpałam wszystkich przykładów, więc jeśli wpadnie Wam coś do głowy, napiszcie proszę w komentarzach, co kilka głów, to nie jedna:-)
Myślę, że łatwiej być szczerym na tematy, które nie dotykają nikogo osobiście, gdy wyrażamy swój pogląd w jakiejś sprawie. Inaczej, gdy mamy wyrazić opinię w stosunku do bliskiej osoby. Nie powiemy przecież przyjaciółce: co ona ci z tymi włosami zrobiła, wyglądasz jak własna babcia!
Podobno przyjaźń wymaga szczerości, ale niech walnie się w pierś ten, kto tak potrafi...Małe dzieci bywają do bólu szczere i mówią co myślą lub zauważają, bo nie nie mają jeszcze wyobrażenia na temat, jak ich szczerość może ranić czyjeś uczucia. Człowiek dorosły nie zapyta nagle w autobusie : a czemu ta pani ma taki wielki nos?
A która kobieta na pytanie: kochanie, chyba przytyłam, nie sądzisz? chce usłyszeć odpowiedź twierdzącą...
Zauważyłam, że najczęściej udzielamy wymijających odpowiedzi lub używamy słów i zdań zastępczych i nie jest to do końca złe czy fałszywe. Po prostu chęć zaspokojenia własnej potrzeby szczerości nie powinna prowadzić do zdołowania bliźniego. Nasze dobre samopoczucie nie zawsze równa się dobre samopoczucie rozmówcy, a jeśli trafimy na kogoś z niskim poczuciem wartości, to raczej nie dokładamy mu jeszcze od siebie... Oczywiście istnieją sytuacje, gdy taka szczerość jest konieczna, bo pomoże uchronić kogoś od złej decyzji lub brnięcia w szkodliwe nawyki. Z drugiej strony, nie każdy te naszą szczerość odbierze jako dobrą monetę. Ileż to razy słyszymy, że mówimy tak lub inaczej z zazdrości, z niewiedzy, że jesteśmy niegrzeczni lub brak nam empatii.
Kiedy więc używamy słów zastępczych?
* gdy nie chcemy kogoś urazić
* gdy nie umiemy odmówić wprost
* gdy nie jesteśmy zdecydowani lub czekamy na lepszą propozycję
* gdy wstydzimy się powiedzieć, że nas nie stać
* gdy zapomnieliśmy o jakimś terminie
* gdy nie jesteśmy pewni swoich możliwości
Jakie to zwroty zastępcze stosujemy?
@ zamiast TEGO NIE LUBIĘ - dziękuję, nie mam ochoty; jestem na diecie; mam alergię na jeden ze składników; mam chory żołądek
@ zamiast NIE CHCĘ SIĘ Z TOBĄ SPOTKAĆ - zdzwonimy się; odezwę się później; skontaktujemy sie z panią
@ zamiast TEGO NIE ZROBIĘ - pomyślę o tym; propozycja warta rozważenia; to jest jakiś pomysł
@ zamiast ŹLE WYGLĄDASZ - to chyba nie twój kolor; chyba źle spałaś; powinnaś raczej chodzić w sukienkach; wolałam Cię w poprzedniej fryzurze
@ zamiast TO JEST STANOWCZO ZA DROGIE - muszę się zastanowić; rozejrzę sie jeszcze; chodźmy do innego lokalu - tu jest za ciemno;
@ zamiast OBIECUJĘ - postaram się; zobaczę co da się zrobić; nie obiecuję, ale popytam
@ zamiast CAŁKIEM ZAPOMNIAŁAM - nie przywiązuję do takich rzeczy wagi; tyle mam teraz na głowie; wyjechałam służbowo
Na pewno nie wyczerpałam wszystkich przykładów, więc jeśli wpadnie Wam coś do głowy, napiszcie proszę w komentarzach, co kilka głów, to nie jedna:-)
środa, 29 czerwca 2016
Słowa czy obrazy?
Słowo jest wielką tajemnicą. Magiczna siła słowa tkwi w jego zdolności wywoływania obrazów. Jest ono niewidzialnym znakiem rzeczy postrzeganych zmysłami.
( Jan Parandowski, Alchemia słowa )
Tytuł ze znakiem zapytania, bo taki jest główny problem w filmie, którego obejrzenie zainspirowało mnie do pewnych rozmyślań i napisania tego posta. No właśnie: co bardziej do nas przemawia, a właściwie do naszej wyobraźni, słowo czy obraz? Wszyscy wielbiciele prozy i poezji zakrzykną zgodnie, że pierwszeństwo ma słowo, ono rozpala naszą wyobraźnię, wyciska łzy wzruszenia, pozwala dawkować emocje gdy wracamy do tekstu lub opóźniamy z premedytacją zakończenie dzieła. Słowo może być też mówione, wówczas mają na nas wpływ także inne czynniki: głos mówiącego, jakieś skojarzone wspomnienie, pomieszczenie i okoliczności, w których słuchamy. Podobno zakochać można sie w samej barwie głosu.
Słowo rozpala nasza wyobraźnię - dlatego tak trudno po przeczytaniu książki zaakceptować jej ekranizację, bo często wytwory naszej wyobraźni nie pokrywają sie z wizją reżysera, kostiumologa, scenografa...
Ale z drugiej strony potężną moc mają także obrazy. Czy zdarzyło Wam sie oglądać obraz w galerii czy muzeum i nie mogliście oderwać wzroku? Zawsze lubiłam obrazy Rembrandta, zwłaszcza jego portrety, czytałam biografię artysty, ale do końca życia zapamiętam wizytę w Muzeum Narodowym w Warszawie, gdy udało mi sie obejrzeć wystawę "Rembrandt i uczniowie". Żadna reprodukcja nie odda piękna oryginału. Inne z kolei emocje budzi sztuka współczesna, która ma tyluż zwolenników, co przeciwników.Ja przyznam się, nie jestem wielką zwolenniczką udziwnionych dzieł typu czarna kropka na białym tle, wobec takich dzieł moja wyobraźnia milczy...
Ktoś inny powie, że obrazy zbyt dosłowne nie powiedzą nic więcej, aniżeli to, co wyszło spod pędzla artysty. Zaprzecza tej tezie malarstwo wielu artystów symbolicznych, do odbioru ich dzieł trzeba mieć szeroką wiedzę historyczną, religijną, polityczną i Bóg wie, jaką jeszcze.
W tym samym dziele artysty malarza każdy z oglądających zobaczyć może kilka różnych rzeczy, czasem ku zdziwieniu samego autora. Kiedyś byłam z dziećmi na wystawie prac miejscowego malarza i jedno z dzieci przed obrazem "Burza" zapytało, dlaczego ten obraz wisi odwrotnie? Nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie...
Zdarza się, że słowa i obrazy są dla siebie wzajemną inspiracją lub powstają niesamowicie ciekawe rozważania krytyczne na temat sztuki, które stają się samodzielnymi bytami i dostarczają wiele informacji na temat epok, technik malarskich, życiorysów autorów itp. Polecam książki Waldemara Łysiaka, który niewtajemniczonym objaśnia świat sztuki, odczarowując to wszystko, czego przeciętny odbiorca nie widzi na płótnie.
Rozważaniom na temat wyższości słowa nad obrazami lub odwrotnie poświęcony jest film, o którym wspomniałam. Nie jest to film dla wszystkich, nie ma w nim wartkiej akcji, zaskakujących zwrotów fabuły, ale jest tam wszystko, co lubię: inteligentne dialogi, żonglowanie słowem, trochę humoru, barwne postaci, niedopowiedzenia.
Na dodatek świetna obsada aktorska i pojedynek między silnymi osobowościami dwojga ludzi doświadczonych przez los lub własne słabości.
Film polecam, jeśli takie lubicie, zadając jednocześnie pytanie: czy zastanawialiście się co do Was bardziej przemawia - słowo czy obraz?
( Jan Parandowski, Alchemia słowa )
Tytuł ze znakiem zapytania, bo taki jest główny problem w filmie, którego obejrzenie zainspirowało mnie do pewnych rozmyślań i napisania tego posta. No właśnie: co bardziej do nas przemawia, a właściwie do naszej wyobraźni, słowo czy obraz? Wszyscy wielbiciele prozy i poezji zakrzykną zgodnie, że pierwszeństwo ma słowo, ono rozpala naszą wyobraźnię, wyciska łzy wzruszenia, pozwala dawkować emocje gdy wracamy do tekstu lub opóźniamy z premedytacją zakończenie dzieła. Słowo może być też mówione, wówczas mają na nas wpływ także inne czynniki: głos mówiącego, jakieś skojarzone wspomnienie, pomieszczenie i okoliczności, w których słuchamy. Podobno zakochać można sie w samej barwie głosu.
Słowo rozpala nasza wyobraźnię - dlatego tak trudno po przeczytaniu książki zaakceptować jej ekranizację, bo często wytwory naszej wyobraźni nie pokrywają sie z wizją reżysera, kostiumologa, scenografa...
Ale z drugiej strony potężną moc mają także obrazy. Czy zdarzyło Wam sie oglądać obraz w galerii czy muzeum i nie mogliście oderwać wzroku? Zawsze lubiłam obrazy Rembrandta, zwłaszcza jego portrety, czytałam biografię artysty, ale do końca życia zapamiętam wizytę w Muzeum Narodowym w Warszawie, gdy udało mi sie obejrzeć wystawę "Rembrandt i uczniowie". Żadna reprodukcja nie odda piękna oryginału. Inne z kolei emocje budzi sztuka współczesna, która ma tyluż zwolenników, co przeciwników.Ja przyznam się, nie jestem wielką zwolenniczką udziwnionych dzieł typu czarna kropka na białym tle, wobec takich dzieł moja wyobraźnia milczy...
Ktoś inny powie, że obrazy zbyt dosłowne nie powiedzą nic więcej, aniżeli to, co wyszło spod pędzla artysty. Zaprzecza tej tezie malarstwo wielu artystów symbolicznych, do odbioru ich dzieł trzeba mieć szeroką wiedzę historyczną, religijną, polityczną i Bóg wie, jaką jeszcze.
W tym samym dziele artysty malarza każdy z oglądających zobaczyć może kilka różnych rzeczy, czasem ku zdziwieniu samego autora. Kiedyś byłam z dziećmi na wystawie prac miejscowego malarza i jedno z dzieci przed obrazem "Burza" zapytało, dlaczego ten obraz wisi odwrotnie? Nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie...
Zdarza się, że słowa i obrazy są dla siebie wzajemną inspiracją lub powstają niesamowicie ciekawe rozważania krytyczne na temat sztuki, które stają się samodzielnymi bytami i dostarczają wiele informacji na temat epok, technik malarskich, życiorysów autorów itp. Polecam książki Waldemara Łysiaka, który niewtajemniczonym objaśnia świat sztuki, odczarowując to wszystko, czego przeciętny odbiorca nie widzi na płótnie.
Rozważaniom na temat wyższości słowa nad obrazami lub odwrotnie poświęcony jest film, o którym wspomniałam. Nie jest to film dla wszystkich, nie ma w nim wartkiej akcji, zaskakujących zwrotów fabuły, ale jest tam wszystko, co lubię: inteligentne dialogi, żonglowanie słowem, trochę humoru, barwne postaci, niedopowiedzenia.
Na dodatek świetna obsada aktorska i pojedynek między silnymi osobowościami dwojga ludzi doświadczonych przez los lub własne słabości.
Film polecam, jeśli takie lubicie, zadając jednocześnie pytanie: czy zastanawialiście się co do Was bardziej przemawia - słowo czy obraz?
wtorek, 3 maja 2016
Darmozjad u dusigrosza nic nie wskóra...
Nawet powrót z długiego spaceru może stać się inspiracją dla wpisu na blogu.
Kiedyś wyrwało mi się, że jesteśmy jak te powsinogi, co to domu nie mają i już zapaliła się w głowie lampka, że dawno tego określenia nikt nie używał, słyszałam je czasem od babci. Wiele takich określeń przywołałam z pamięci, więc zapisałam, aby znów nie uleciały. Zawsze mówiło się, że inne języki np. niemiecki mają wiele takich określeń, które łączą w sobie kilka nawet słów na opisanie jednej osoby lub rzeczy, a tu proszę w naszej polszczyźnie tez takowe znajdziemy. Być może wiele z nich wyszło już z użycia, zostało zapomnianych lub funkcjonowały tylko w gwarach lub lokalnie w mowie potocznej. Niektóre są nawet śmieszne, ale znaczenie nie wszystkich jest już takie oczywiste.
Przypomnę więc chociaż te, które pamiętam, a jeśli znacie jeszcze jakieś dorzućcie proszę, będę wdzięczna.
POWSINOGA – osoba nie mogąca zagrzać miejsca, traktująca swój dom jak sypialnię, odwiedzająca wielu znajomych w krótkim czasie.
MĘCZYDUSZA – ktoś namolny, wiercący komuś dziurę w brzuchu, uparty
URWIPOŁEĆ – mały rozrabiaka, wszędzie go pełno, łazi przez płoty, dziurawi spodnie, ale budzi sympatię…
MOCZYMORDA – pijak, menel, pije dużo , byle co i z byle kim
PODFRUWAJKA – dziewczyna nosząca zbyt krótkie spódniczki, w domyśle niezbyt dobrze prowadząca się, nastolatka udająca dorosłą kobietę
DUSIGROSZ – skąpiec, osoba przesadnie oszczędna, odmawiająca sobie wielu rzeczy, lubiąca liczyć zera na koncie
ZAWALIDROGA – wolno jadący samochód lub przeszkoda na drodze typu powalone drzewo
BRAKORÓB – ktoś wytwarzający mało wartościowe rzeczy lub wyroby z usterkami
DZIECIORÓB – mężczyzna mający wiele dzieci, najczęściej z różnymi kobietami, ale niechętnie dbający o ich utrzymanie
DARMOZJAD – osoba niepracująca, żyjąca kosztem rodziny
KRWIOPIJCA – wyzyskiwacz, dorabiający się majątku na cudzej krzywdzie
SIUSIUMAJTEK – inaczej żółtodziób, udaje starszego, niż jest w rzeczywistości, czasem mówiło się, że ma mleko pod nosem…
ŻABOJAD – określenie Francuza (trochę pogardliwe, bo jak można jeść żaby i ślimaki)
ZAPIEWAJŁO - osoba jako pierwsza podejmująca śpiew podczas biesiady i nadająca ton reszcie biesiadników
GOŁODUPIEC - ktoś kto nigdy nie miał pieniędzy (bo nie umiał zarobić) lub nagle je stracił, kiepska partia po prostu.
OBSZCZYMUREK - (przypomniane przez Boję) pijak, menel pijący pod kioskiem, sklepem i załatwiający swe potrzeby gdzie popadnie...
Myślę, że na podobnej zasadzie powstawały nazwiska takie jak: Woziwoda, Twardygrosz, Kręcichwost, Koniecpolski, Niedopytalski, Solipiwko, Krzywonos, Ojczenasz - prawda, że wiele mówiące?
Kiedyś wyrwało mi się, że jesteśmy jak te powsinogi, co to domu nie mają i już zapaliła się w głowie lampka, że dawno tego określenia nikt nie używał, słyszałam je czasem od babci. Wiele takich określeń przywołałam z pamięci, więc zapisałam, aby znów nie uleciały. Zawsze mówiło się, że inne języki np. niemiecki mają wiele takich określeń, które łączą w sobie kilka nawet słów na opisanie jednej osoby lub rzeczy, a tu proszę w naszej polszczyźnie tez takowe znajdziemy. Być może wiele z nich wyszło już z użycia, zostało zapomnianych lub funkcjonowały tylko w gwarach lub lokalnie w mowie potocznej. Niektóre są nawet śmieszne, ale znaczenie nie wszystkich jest już takie oczywiste.
Przypomnę więc chociaż te, które pamiętam, a jeśli znacie jeszcze jakieś dorzućcie proszę, będę wdzięczna.
POWSINOGA – osoba nie mogąca zagrzać miejsca, traktująca swój dom jak sypialnię, odwiedzająca wielu znajomych w krótkim czasie.
MĘCZYDUSZA – ktoś namolny, wiercący komuś dziurę w brzuchu, uparty
URWIPOŁEĆ – mały rozrabiaka, wszędzie go pełno, łazi przez płoty, dziurawi spodnie, ale budzi sympatię…
MOCZYMORDA – pijak, menel, pije dużo , byle co i z byle kim
PODFRUWAJKA – dziewczyna nosząca zbyt krótkie spódniczki, w domyśle niezbyt dobrze prowadząca się, nastolatka udająca dorosłą kobietę
DUSIGROSZ – skąpiec, osoba przesadnie oszczędna, odmawiająca sobie wielu rzeczy, lubiąca liczyć zera na koncie
ZAWALIDROGA – wolno jadący samochód lub przeszkoda na drodze typu powalone drzewo
BRAKORÓB – ktoś wytwarzający mało wartościowe rzeczy lub wyroby z usterkami
DZIECIORÓB – mężczyzna mający wiele dzieci, najczęściej z różnymi kobietami, ale niechętnie dbający o ich utrzymanie
DARMOZJAD – osoba niepracująca, żyjąca kosztem rodziny
KRWIOPIJCA – wyzyskiwacz, dorabiający się majątku na cudzej krzywdzie
SIUSIUMAJTEK – inaczej żółtodziób, udaje starszego, niż jest w rzeczywistości, czasem mówiło się, że ma mleko pod nosem…
ŻABOJAD – określenie Francuza (trochę pogardliwe, bo jak można jeść żaby i ślimaki)
ZAPIEWAJŁO - osoba jako pierwsza podejmująca śpiew podczas biesiady i nadająca ton reszcie biesiadników
GOŁODUPIEC - ktoś kto nigdy nie miał pieniędzy (bo nie umiał zarobić) lub nagle je stracił, kiepska partia po prostu.
OBSZCZYMUREK - (przypomniane przez Boję) pijak, menel pijący pod kioskiem, sklepem i załatwiający swe potrzeby gdzie popadnie...
Myślę, że na podobnej zasadzie powstawały nazwiska takie jak: Woziwoda, Twardygrosz, Kręcichwost, Koniecpolski, Niedopytalski, Solipiwko, Krzywonos, Ojczenasz - prawda, że wiele mówiące?
poniedziałek, 1 lutego 2016
Przytulić słowo...
Przy okazji Dnia Przytulania (31 stycznia) pojawiły się na blogach i w mediach wzmianki o tym, jak ważne jest przytulanie dla wszystkich, nazywane witaminą M może być wyrazem okazywania uczuć, sposobem budowania poczucia bezpieczeństwa, pocieszeniem, grą wstępna między kochankami.
A ja chcę dziś, trochę przewrotnie podzielić się z Wami refleksjami na temat przytulania słowa i to zarówno pisanego, jak i mówionego. Ale czy można PRZYTULIĆ SŁOWO ?
Trochę inaczej przytulam słowa pisane, a inaczej wygłaszane przez różne osoby. Słowo pisane kojarzy nam się głównie z literaturą i nie chce się tu wymądrzać na temat rodzajów, gatunków i innych szczegółów teoretycznych. Miłośnikom czytania dla przyjemności nie jest obcy podział na książki do poduszki, książki jako balsam dla duszy, poradniki lub podręczniki, wspomnienia i pamiętniki, wreszcie antologie poezji i "złotych myśli". Oczywiście nie wymieniłam książek dla pasjonatów wszelkiego rodzaju. Pasjonaci wiedza o czym mowa...
Jakie słowo pisane warte jest przytulenia? Ja przytulam książki, które są dla mnie balsamem dla duszy, takie, do których wracam choćby we fragmentach,dobre na chandrę lub dla wywołania refleksji o życiu. Tomiki wierszy trzymane pod ręką lub na stoliku nocnym, by przeczytać choć jeden wiersz przed zaśnięciem.
Ostatnio przytulam w ten sposób dwa tomiki wierszy Gabrysi Kotas, która mówi o sobie, że nie jest poetką, ale skoro nie umie grać na instrumencie, wszystkie emocje przelewa na papier, a właściwie na klawiaturę komputera. Przytulam jej słowa, bo trafnie określają nastroje, emocje, ulotne chwile, przeczytasz wiersz i już wiesz, że to właśnie pomyślałeś...
Dla równowagi przytuliłam także książkę - wspomnienia Jadwigi Śmigiery ZWARIOWAŁAM. Oprócz wspomnień o konkretnych miejscach i osobach znajduję tam poetyckie wręcz niedopowiedzenia, trochę melancholii, czułości, a co najważniejsze inspiracji. Pod jej wpływem zaczęłam spisywać OKRUCHY PAMIĘCI, w hołdzie tym, którzy odeszli...
Oprócz słowa pisanego bardzo chętnie przytulam słowa mówione, piękna polszczyzna jest u mnie w cenie na równi z poezją. Bardzo ważne bowiem jest nie tylko to, co się mówi czyli treść, ale także to, jak się mówi czyli oprawa. Dlatego lubię słuchać poezji śpiewanej, a tekst w piosenkach doceniam na równi z muzyką.
Jak powiedział Pawlak w komedii Chęcińskiego : mądrego warto posłuchać, a jeśli te mądrości wygłoszone zostają piękną polszczyzną to korzyść podwójna. pielęgnowanie starannej mowy jest równie ważne jak pielęgnowanie urody i tu warto skorzystać z podpowiedzi Jana Miodka czy Jerzego Bralczyka, którzy nie tylko uczą jak poprawnie, ale też jak ciekawie mówić...rozwiewają różne wątpliwości językowe i to w tak ciekawy sposób, że słucha się ich wykładów jak frapujących opowieści.
Inny rodzaj słowa mówionego, które przytulam to refleksje lub rozważania znanych, cenionych i zasłużonych dla polskiej kultury osób, o niektórych już kiedyś wspominałam: Władysław Bartoszewski, Agnieszka Holland, Krzysztof Zanussi, Krystyna Janda.
Przyjemność słuchania w tych przypadkach łączy się z mądrością treści i elementami edukacyjnymi.
Na koniec wspomnę tylko dla sprawiedliwości o wpisach na blogach, które odwiedzam i przytulam z czułością, kierując się różnymi upodobaniami, zależnie od nastroju i potrzeby duchowej, ale zawsze przyczyną jest słowo...
A ja chcę dziś, trochę przewrotnie podzielić się z Wami refleksjami na temat przytulania słowa i to zarówno pisanego, jak i mówionego. Ale czy można PRZYTULIĆ SŁOWO ?
Trochę inaczej przytulam słowa pisane, a inaczej wygłaszane przez różne osoby. Słowo pisane kojarzy nam się głównie z literaturą i nie chce się tu wymądrzać na temat rodzajów, gatunków i innych szczegółów teoretycznych. Miłośnikom czytania dla przyjemności nie jest obcy podział na książki do poduszki, książki jako balsam dla duszy, poradniki lub podręczniki, wspomnienia i pamiętniki, wreszcie antologie poezji i "złotych myśli". Oczywiście nie wymieniłam książek dla pasjonatów wszelkiego rodzaju. Pasjonaci wiedza o czym mowa...
Jakie słowo pisane warte jest przytulenia? Ja przytulam książki, które są dla mnie balsamem dla duszy, takie, do których wracam choćby we fragmentach,dobre na chandrę lub dla wywołania refleksji o życiu. Tomiki wierszy trzymane pod ręką lub na stoliku nocnym, by przeczytać choć jeden wiersz przed zaśnięciem.
Ostatnio przytulam w ten sposób dwa tomiki wierszy Gabrysi Kotas, która mówi o sobie, że nie jest poetką, ale skoro nie umie grać na instrumencie, wszystkie emocje przelewa na papier, a właściwie na klawiaturę komputera. Przytulam jej słowa, bo trafnie określają nastroje, emocje, ulotne chwile, przeczytasz wiersz i już wiesz, że to właśnie pomyślałeś...
Dla równowagi przytuliłam także książkę - wspomnienia Jadwigi Śmigiery ZWARIOWAŁAM. Oprócz wspomnień o konkretnych miejscach i osobach znajduję tam poetyckie wręcz niedopowiedzenia, trochę melancholii, czułości, a co najważniejsze inspiracji. Pod jej wpływem zaczęłam spisywać OKRUCHY PAMIĘCI, w hołdzie tym, którzy odeszli...
Oprócz słowa pisanego bardzo chętnie przytulam słowa mówione, piękna polszczyzna jest u mnie w cenie na równi z poezją. Bardzo ważne bowiem jest nie tylko to, co się mówi czyli treść, ale także to, jak się mówi czyli oprawa. Dlatego lubię słuchać poezji śpiewanej, a tekst w piosenkach doceniam na równi z muzyką.
Jak powiedział Pawlak w komedii Chęcińskiego : mądrego warto posłuchać, a jeśli te mądrości wygłoszone zostają piękną polszczyzną to korzyść podwójna. pielęgnowanie starannej mowy jest równie ważne jak pielęgnowanie urody i tu warto skorzystać z podpowiedzi Jana Miodka czy Jerzego Bralczyka, którzy nie tylko uczą jak poprawnie, ale też jak ciekawie mówić...rozwiewają różne wątpliwości językowe i to w tak ciekawy sposób, że słucha się ich wykładów jak frapujących opowieści.
Inny rodzaj słowa mówionego, które przytulam to refleksje lub rozważania znanych, cenionych i zasłużonych dla polskiej kultury osób, o niektórych już kiedyś wspominałam: Władysław Bartoszewski, Agnieszka Holland, Krzysztof Zanussi, Krystyna Janda.
Przyjemność słuchania w tych przypadkach łączy się z mądrością treści i elementami edukacyjnymi.
Na koniec wspomnę tylko dla sprawiedliwości o wpisach na blogach, które odwiedzam i przytulam z czułością, kierując się różnymi upodobaniami, zależnie od nastroju i potrzeby duchowej, ale zawsze przyczyną jest słowo...
Subskrybuj:
Posty (Atom)














