czwartek, 30 czerwca 2022

Z festynu na festyn...


 Każda miejscowość, który liczy na turystów lub chce uatrakcyjnić czas swoim mieszkańcom organizuje imprezy plenerowe ogólnie dostępne, zgodnie z hasłem - chleba i igrzysk.

Osoby z mało zasobnym portfelem mają możliwość udziału w kulturze bez kupowania biletów na spektakl czy dojazdy do instytucji typu teatr, opera galeria sztuki.

Moje miasto ma status uzdrowiska, wiec kuracjuszy mamy mnóstwo cały rok, a oprócz tego widuję coraz więcej osób z plecakami. Przy okazji zwiedzania turyści mogą uczestniczyć w wielu sympatycznych imprezach.




Jedna z takich imprez było Święto Królowej Jadwigi obchodzone w Parku Solankowym.
Królowa Jadwiga wizytowała kiedyś nasze miasto przy okazji sądu nad Krzyżakami, uczyniono jej wysokość patronką uzdrowiska, jej imię nosi jedno z liceów, główny deptak miasta oraz kościół.
W trakcie wspomnianego święta, w muszli koncertowej widzowie obejrzeli inscenizację z udziałem uczniów liceum im.Królowej Jadwigi , przemarsz orszaku królewskiego oraz festyn średniowieczny z różnymi atrakcjami. 




W mniejszym gronie spotkali się miłośnicy robótek ręcznych, którzy przed gmachem biblioteki publicznej dziergali różności dla uczczenia Dnia Dziergania w Miejscach Publicznych.
Na krzewach zawisły kolorowe wytwory zdolnych i cierpliwych czytelniczek .
W Poznaniu widziałam kiedyś pnie drzew i znaki drogowe przyozdobione szalikami udzierganymi na drutach i szydełkiem.




Od wielu już lat odbywa się w naszym mieście Festiwal Orkiestr Dętych.
Popisy uczestników to nie tylko koncerty w muszli koncertowej, ale i pokazy musztry orkiestrowej.
W tym roku po raz pierwszy widziałam grę na tubie, z której ogień buchał w górę, a na końcu muzyk musiał zmienić pióropusz na czapce, bo poprzedni okopcił na czarno:-)
Ale w końcu była to orkiestra strażacka!



Ostatnia plenerowa atrakcja to Przegląd Zespołów i Kapel Ludowych. Ale nie tylko muzyką i śpiewem człowiek żyje. Na stoiskach w parkowej alei głównej prezentowały wyniki swego kunsztu gospodynie wiejskie, a czego tam nie było!
Placki, miody, kiełbasy, pierogi, smalec, ale i  serwety, kapelusze i wiele innych ... mimo upału apetyt zwiedzającym dopisywał!

Oczywiście to nie wszystko, to tylko wycinek z maja i czerwca tego roku.

Czy lubicie podobne atrakcje plenerowe?

poniedziałek, 27 czerwca 2022

Stało się...

Ostatni szkolny dzwonek, ostatnie spotkanie w świetlicy szkolnej, kwiaty, laurki, serdeczność w każdym geście, ogrom miłych słów, podziękowania, pamiątkowe zdjęcia  i słodki poczęstunek.

Kwiatów przywiozłam do domu tyle, że podzieliłam się nimi z sąsiadkami.

Upominki, to bony podarunkowe, książki, zaproszenie na masaż relaksacyjny, słodycze i piękne karty z życzeniami.

Łez wzruszenia tego dnia było mnóstwo, nawet uczniowie klas 8 na pożegnaniu ze szkołą płakali, najwięksi twardziele ocierali skrycie łezki...

Teraz jeszcze ogarnąć ostatnie zawodowe sprawy, przekazać obowiązki, oddać dokumenty do ZUSu, wykorzystać urlop i od 26 sierpnia będę wolnym człowiekiem.

Niezwykłą radość sprawiło mi przyznanie certyfikatu podsumowującego całokształt wysiłku na rzecz propagowania czytelnictwa.


A najmilszą laurkę z okazji emerytury zamieściła na swoim blogu Gabrysia Kotas, co możecie przeczytać  TUTAJ

Życzę wszystkim udanych wakacji i niezapomnianych chwil w gronie przyjaciół.

piątek, 24 czerwca 2022

W rozkroku...

 

Czy zdarza się Wam czasami stanąć wobec sytuacji, gdy nie macie pewności czy dokonany wybór jest najlepszym, co mogliście zrobić, a chciałoby się wszystkiego, co w danym momencie możliwe? 

Nie  jest to więc kwestia dokonania wyboru, choć i z tym miewamy problem, ale nawet jeśli zdecydujemy się w końcu na jedną czynność lub przedmiot, z tyłu głowy mamy wątpliwości czy  na pewno dobrze robimy...

Najprostszy przykład - siedzisz sobie wygodnie w fotelu, kawka z ciasteczkiem, a tu coś szepce do ucha : idź na spacer, nie siedź bezczynnie! Chciałoby się poleniuchować, ale i spacer dobrze ci zrobi...

Idziesz w końcu na spacer, a tu znowu głos w głowie - co tak się wleczesz krok za krokiem, trza było wyciągnąć z piwnicy rower! Przyspieszasz więc kroku, a tu znowu - skoro tak gnasz, to dlaczego kijki w domu zostały, znowu nie dałaś im szansy.

Przychodzi weekend po ciężkim tygodniu, oczy naczytały się druków wszelakich , nawet z ekranu laptopa, wybierasz więc film z Netflixa, bo telewizyjne reklamy powodują rozstrój nerwowy, wprowadzasz się w nastrój thrillera albo skandynawskiego kryminału, a tu koło ucha ostrzeżenie - obiecywałaś sobie nadrobić zaległości książkowe, a znowu marnujesz czas na głupie filmy! a jak juz gapisz się w ten telewizor, to choć swetra kawałek udziergaj...

Podobne rozterki dotyczą wyborów typu : wino czy piwo, tort czy lody, spodnie czy sukienka, teatr czy kino? Pojechaliście ze znajomymi na działkę rekreacyjną, a można było nad jezioro lub do lasu samotnie...

Nie można mieć wszystkiego i robić kilku rzeczy naraz, wybierasz więc na chybił trafił i zawsze zostajesz w rozkroku, zawsze jakiś niedosyt...


poniedziałek, 20 czerwca 2022

Babcie mawiały...

Moje babcie Marianna i Stefania znały powiedzonka i przysłowia na każdą okazję. Były żywymi księgami mądrości ludowych, ale nie tylko, także domowych sposobów na różne problemy.
Dziś po prostu idziemy do apteki lub drogerii i kupujemy gotowe specyfiki, które nie zawsze skutkują.

Nieraz żałowałam, że nie zapisałam wszystkich powiedzeń i przepisów, nie mówiąc o wspomnieniach z długiego ich życia.

To, co pamiętam, wpisałam na blogu z nadzieją, że nie zaginie, a być może Wasze babcie też znały jakieś porzekadła, dziś już zapomniane i podzielicie się nimi w komentarzu.

1. Ale masz włosy, jak na Popiardowie żyto...

2. Fryzura, jakby piorun w rabarbar strzelił.

3. Wystroiła się, jak kamienica na przyjazd cesarza.

4. Wyszykowany, jak diabeł do ośpic.

5. Bystry jak woda w klozecie.

6. Nie patrz w lustro, bo diabła zobaczysz.

7. Nie patrz w ogień, bo łóżko zmoczysz.

8. Nie zszywaj dziury na człowieku, bo mu rozum zaszyjesz.

9. Buty z miasta, nogi ze wsi.

10. Tyle zjadł, co kot napłakał.

11. Nie mów dupie, że cię głowa boli, bo będzie rada leżeć.

12. Znak krzyża kreślę, by nam nigdy chleba nie zabrakło.

13. Jaki kto do jedzenia, taki do roboty.

14. Myjcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny.

15. Trafiło mu się, jak ślepej kurze ziarnko.

16. Modli się przed figurą, a diabła ma za skórą.

17. Gadasz, jak przekupka na targu, tylko ci kosza z jajkami brakuje.

18. Ciebie po śmierć wysłać, to by ten chory długo żył!

19. Kto nie ma miedzi, niechaj w domu siedzi.

20. Wysoki do nieba, a głupi jak trzeba.

Mądrość ludowa zawsze zadziwia,  więc jeśli dopiszecie coś od siebie, to będę wdzięczna.


piątek, 17 czerwca 2022

Grochem o ścianę

 

Takie dialogi można usłyszeć w bibliotece szkolnej podczas oddawania książek na koniec roku i choć wszyscy znają zasady, ciągle te same problemy, bo tam, gdzie wszystko jest za darmo i wspólne, tam nie szanuje się własności i cudzej pracy. Stan oddawanych książek to jeszcze inna bajka, ale tej bajki już nie opowiem, za chwilę to nie będzie mój problem...

Powtórzę po raz ostatni - wymyślają ministrowie darmowe podręczniki dla wszystkich - dobre rozwiązanie dla rodziców - nikt jednak nie wymyślił i nie dał na to środków, jak takie ilości książek w szkołach wydać uczniom i zebrać na koniec roku, przechować przez wakacje i przypilnować by nadawały się do użycia przez 3 kolejne lata.

1. Brajan, kiedy oddasz książkę z biblioteki? - Szukam. - To samo mówiłeś tydzień temu. - Szukam. - Tyle masz szaf w domu? -  No mam !

2. Fabian, masz nieoddaną jedną książkę z biblioteki! - Ja nic nie wypożyczałem! - To Katarynka. - Ach to, jutro przyniosę.

3. Zuzia, oddajesz dwie książki, ale dwie jeszcze masz w domu. - Nie, mam w plecaku. - To czemu nie przyniosłaś teraz?  Wzruszenie ramion.

4. Agatko, cała klasa oddała już podręczniki, a kiedy Ty przyniesiesz? - A to trzeba już oddać?

5. Robert, dlaczego nie przyniosłeś reszty książek, jak twoi koledzy?  - Bo mam za ciężki plecak, będę nosił po trochu.

6. Czy można jeszcze oddać podręczniki, bo już po terminie? - Nawet trzeba, co to za pytanie?

7. Dlaczego wasza klasa nie oddaje podręczników do geografii? - Bo nie ma naszej pani i jest zastępstwo. - A co to ma wspólnego z oddawaniem książek na koniec roku?  Zbiorowe wzruszenie ramion.

8. Oddajesz wszystkie swoje podręczniki, Aniu? - Tak, bo wyjeżdżam do Zakopanego. - Ale koniec roku za dwa tygodnie! - Wpadnę może po świadectwo!- To pozdrów ode mnie Giewont!

9. Max, przyniosłeś książki kolegów, a kiedy oddasz swoje? - Ostatniego dnia szkoły! - a dlaczego tak? - mama w skarbówce też ostatniego dnia rozlicza PIT!

10. Proszę pani, zgubiłem Dziennik Cwaniaczka, czy mogę przynieść jakąś lekturę z domu? - Dziennik Cwaniaczka jest w księgarni, proszę odkupić. - A, to poszukam w pokoju brata.

11. Michał, jeśli zgubiłeś podręcznik do historii, mama musi go odkupić w wydawnictwie i przyniesiesz do biblioteki. - Mama powiedziała, że nie będzie płacić za moją głupotę.

12. Dlaczego oddajesz książki kolegi, złamał nogę? - Nie, ale jest mu wstyd, niech pani zobaczy, jakie zniszczone!


wtorek, 14 czerwca 2022

Droga z pracy...

 Moja droga do pracy i z powrotem to jakieś ponad 7 km, które pokonuję codziennie na nogach przy każdej pogodzie , weszło mi to w krew i nie wyobrażam sobie inaczej.

Jeździłam kiedyś autobusem lub busem, zwłaszcza gdy miałam małe dziecko, ale stanie na przystankach, przeciskanie się do kasownika biletów i szukanie tychże w portfelu, to za wiele zachodu.

Od lat więc chodzę, dobrze mi to robi na ciało i głowę i czasami zmieniam trasę marszu, by mieć jakąś odmianę w widokach. Na zdjęciach poniżej pokazuję miejsca, które mijam w drodze z pracy, gdy wybieram trasę przez park miejski.

Niektóre fotki już były na blogu, ale może nie wszyscy widzieli.


Najpierw mijam gmach sądu rejonowego, przed którym jest piękny skwer z fontanną.


To budynek ratusza, a w zasadzie jego część zabytkowa, do której dobudowano później nowoczesny segment. W piątki mijam czasami gości weselnych pod ratuszem, bo przechodzę obok USC.


Ten piękny budynek, czekający na remont to także zabytek, a mieszkał w nim kiedyś Stanisław Przybyszewski.


Ulicą Solankową dochodzę do parku, a wzdłuż ulicy krzewy róż i figurki wiewiórek na budynkach.


Na budynku sanatorium płaskorzeźba symbolizująca leczenie uzdrowiskowe.
Dochodzę wreszcie do parku, gdzie zachwycają białe budynki zakładów przyrodoleczniczych, których jest kilka.



Jeden z pomników ku czci Zygmunta Wilkońskiego, założyciela uzdrowiska w moim mieście.


W mijanych ogrodach irysy, yukki, krzewy róż, piwonie, a przy wejściu do parku stacja meteo w starym stylu.


Kolejne piękne budynki na mojej drodze, stawy i fontanny...


Codzienny trening powoduje, że nie mam zadyszki po wejściu na trzecie piętro, dotleniam się, rozmyślam, obserwuję, robię zdjęcia, czasami wskazuję drogę kuracjuszom...

Mam już plany spacerowe na czas emerytury, bo organizm przyzwyczaja się do wysiłku, a oczy głodne widoków czekają na kolejne trasy.

sobota, 11 czerwca 2022

Wieczorny telefon...

 

Wieczorny telefon niczego dobrego nie wróży, zwłaszcza gdy dzwoni dawno niewidziana osoba.

Tak było i tym razem, po podniesieniu słuchawki i krótkim  - słucham?- kobiecy głos z wyrzutem atakuje:

- jak mogłeś zaprosić mojego byłego na Wigilię, poczułam się zdradzona!

- po pierwsze - mogę zapraszać, kogo mi się podoba, po drugie - znam człowieka ponad 20 lat i nic mi złego nie zrobił, po trzecie - to ty odizolowałaś się od rodziny i znajomych, bo nie chcieli zeznawać w sądzie przeciwko Markowi, ale i tak zabrałaś mu wszystko i zniszczyłaś psychicznie

- przesadzasz, rozwód to nie przedszkole, musiałam walczyć o siebie i córkę

- córkę też nastawiłaś przeciw niemu, choć to  Marek ją praktycznie wychował , ty robiłaś karierę!

- nie wyciągaj starych brudów, odwołasz zaproszenie?

- ani mi się śni, Marek jest samotny i przygnębiony i chętnie zastąpimy mu rodzinę w te święta, wasz rozwód nie oznacza, że mam się wyrzec wszystkich przyjaciół, których ty nie akceptujesz

- ale mnie nie zaprosiłeś!

- a dziwisz się? słyszałem, że nie doskwiera ci nadmiar przyjaciół, ciekawe dlaczego?

Rozstania, rozwody, to także fatalna sytuacja dla rodzin i znajomych bohaterów dramatu. Oni zaczynają nowe życie, często u boku kolejnych partnerów, a członkowie rodziny  czy  znajomi nagle znajdują się w dwuznacznej sytuacji towarzyskiej. Nie zawsze przecież ludzie rozstają się w przyjaźni i utrzymują kontakt ze sobą i wszystkimi dawnymi przyjaciółmi.

wtorek, 7 czerwca 2022

Trochę historii, trochę zoologii

 Tym razem nie o szkole, a o weekendzie. Staramy się każdy niemal koniec tygodnia spędzić w ruchu i z pożytkiem dla umysłu. Piątek i sobota były więc przedreptane ( razem ok.45 tysięcy kroków), a w niedzielę wybraliśmy się do Torunia.

Chcieliśmy sprawdzić, co tam słychać w ogrodzie zoobotanicznym, a później połazić po starówce.

Ogród zoologiczny w Toruniu jest niewielki, uczęszczany chętnie przez rodziny z małymi dziećmi, ale dorośli mogą się napić kawy i zjeść lody lub gofra.
Na powietrzu wybiegi dla kóz, niedźwiedzi, karakala, alpak, osiołka, surykatek, lemurów, żółwi, emu  i wielu innych. Pod dachem ptaszarnia i pawilon z gadami.
W ptaszarni spotkałam małego chłopca z notesem, w którym rysował ptaki i podpisywał drukowanymi literami. Tak pięknie nie rysują dużo starsze dzieci. Obok stała mama malca, zapytałam ile dziecko ma lat, okazało się, że dopiero 5,5 . Pogratulowałam mamie zdolnego dziecka, a przecież rodzice nie poświęcali mu całej uwagi, bo mieli jeszcze młodszych dwoje.

Zrobiłam zdjęcie kartki na wybiegu letnim dla małpek, bo bardzo spodobał mi się dowcipny napis.
W klatce dla lemurów zauważyłam, że ktoś załapał się na prywatne karmienie zwierząt z ręki, pani towarzyszyły małe dzieci i zastanawiałam się, na ile to bezpieczne, w końcu to dzikie zwierzęta...
Po spotkaniu ze zwierzętami przyszła kolej na spotkanie z historią, ale tym razem w miarę szybko nacieszyliśmy oczy gotykiem, bo na deptaku, pan w mundurze zapraszał na widowisko historyczne.
Z okazji kolejnej rocznicy śmierci dowódcy  Błękitnej Armii generała Józefa Hallera.

Rekonstrukcja historyczna tym razem dotyczyła procedury przyjmowania ochotników do ówczesnej armii z udziałem publiczności. Prowadzący miał niesamowite poczucie humoru i rozbawił największych ponuraków.

Nie czekaliśmy do końca imprezy, która miała się przenieść jeszcze na Bulwar Filadelfijski nad Wisłą, bo paliło niemiłosiernie słonce, a my byliśmy już głodni.
Nie skorzystaliśmy jednak z usług restauracji, bo w porze obiadowej trudno na starówce o wolny stolik, ale kupiliśmy co nieco ciepłych wypieków w piekarni gruzińskiej i zjedliśmy je nad Wisłą, z widokiem na barki przycumowane do brzegu.
Pierwszy weekend czerwcowy uważam za udany:-)

piątek, 3 czerwca 2022

Ale pycha!

 Zostałam zaproszona na nietypową lekcję geografii. Uczniowie, z pomocą rodziców i w ramach ciekawego projektu przygotowali potrawy z różnych krajów, przynieśli je do szkoły i zaaranżowali wspólną degustację. Także pan geograf upiekł pizzę i ciasto bananowe.

Czego tam nie było! Wymieniam to, co zapamiętałam: pizza, paella, boeuf strogonow, tortilla, tacos, krewetki, naleśniki z syropem klonowym, ciasto bananowe , ciastka francuskie z jabłkami, rożki francuskie z serem, makaroniki z malinami, babeczki z czekoladą.

Do potraw i deserów dowolnie dodatki : rukola, oliwki, śmietana, konfitura, syrop klonowy.

Wszystko smaczne, świeże, potrawy wymagające podgrzania były ciepłe, dzięki uprzejmości szkolnych kucharek. Nie dałam rady spróbować wszystkiego, ale zapachy i estetyczne podanie powodowały i tak większy apetyt.







Fajnie, gdy dzieciaki angażują się w takie projekty, fajnie gdy nauczycielom się chce, chwała rodzicom, że dopingują i pomagają. W tej klasie bardziej chyba zaangażowali się kulinarnie chłopcy, dziewczynki wybrały raczej desery. Kto wie, może kiedyś usłyszę o znanym kucharzu, którego pamiętam ze szkoły podstawowej?

A czy Wasze dzieci, wnuki lubią zaglądać do kuchni?