sobota, 17 stycznia 2026

Zimowe impresje

Gdy spojrzałam na zdjęcia zim w różnych latach, to widać wyraźnie, że dawno nie było dłuższych okresów zimna i śnieżenia. Nie chcę wybiegać daleko wstecz, bo nie wszyscy ten czas pamiętają, zwłaszcza zimy za czasów naszych rodziców czy dziadków, ale i za mojego życia zdarzały się spektakularne zimy!


Gdy byłam w liceum, pojechałyśmy jako delegacja, na pogrzeb ojca naszej koleżanki do Pakości. Już w czasie naszej podróży zaczął padać śnieg. Do wieczora napadało go tyle, że żaden samochód nie mógł przebić się przez zaspy, a nie było wtedy aut z napędem 4x4 ani innych udogodnień, nie jechał PKS ani kolej. Utknęłyśmy w Pakości na 3 dni, a sąsiedzi jednej z koleżanek, u której nocowałyśmy, dokarmiali nas codziennie...




W przerwie opowieści zimowych, zamieszczam zdjęcia z naszego parku.



Na studiach pamiętam dwa "ataki" zimy.
Pierwszy w okolicach 13 grudnia, gdy ogłoszono stan wojenny. Jechałam pociągiem do Grudziądza, bo tam mój ukochany stacjonował w wojsku, nie włączałam radia, by nikogo nie budzić, dopiero na miejscu dowiedziałam się o ogłoszeniu stanu wojennego, mróz był straszny, śniegu mnóstwo, wszędzie stały koksowniki, ja miałam byle jakie buty...
Do koszar oczywiście nas nie wpuszczono, wróciłam na dworzec, czekaliśmy długo na pociąg powrotny. Gdy lokomotywa przyciągnęła wagony, staliśmy w środku wagonów, bo na siedzeniach leżał  lód i sople wisiały z sufitów.
Do dziś pamiętam jak zmarzłam...



Drugi epizod zimowy był bardzo śnieżny i zaspowy, mało co jeździło, pociągi miały spóźnienia po kilka godzin, odwołano zajęcia na studiach, mieliśmy dłuższe ferie, bo nawet przerwy w dostawie prądu zdarzały się często.


Pamiętam także nagły, a obfity opad śniegu w pewnego sylwestra. Mój syn miał kilka lat, wędrowaliśmy przez miasto na imieniny mojego taty. Powrót był zaplanowany na późne godziny, jak to w sylwestra. Śnieg zaczął sypać gdzieś w połowie drogi do rodziców, podobało nam się, bo szliśmy przez park.
Gdy wracaliśmy do domu, śniegu było już tyle, że nasze ścieżki prowadziły na wysokości oparć ławek, nie wiem jaka to wysokość, około metra?
Ale wtedy nikt nie narzekał na wiosenne susze...



Jak widać, zimowe niebo może także zauroczyć, zwłaszcza gdy wieczorem zanosi się na duży mróz!




Ostatnie 3 zdjęcia, to nasz spacer nową drogą przez pola, gdzie tylko wiatr, wrony i spektakl na niebie!

Nie wiemy, co jeszcze tegoroczna zima nam przyniesie, oby każdemu same pozytywne doznania i miłe niespodzianki!


środa, 14 stycznia 2026

Alfabetycznie...


Uwielbiam blogowe inspiracje. Tyle pomysłów niesie czytanie o tym, co robicie na co dzień i od święta. Czasami to poważne sprawy służące rozwojowi w różnych dziedzinach, a czasami zabawy, które także nie są tylko rozrywką, ale czymś więcej.

O zabawach już było, ale dzisiejsza propozycja, to pomysł od Ireny, który bardzo mi się spodobał i zmotywował do spróbowania własnych sił. 

Autorka uczęszcza na warsztaty twórczego pisania i tym razem podzieliła się zadaniem stworzenia opowiadań, w których każde zdanie zaczyna się kolejną literą alfabetu. Napisałam tak kiedyś życzenia świąteczne, ale opowiadania jeszcze nie próbowałam.

Usiadłam więc z długopisem w dłoni i na kartce pojawiały się kolejne zdania. Zawsze piszę najpierw ręcznie, później przepisuję na klawiaturze, z wyjątkiem krótkich tekstów na blog lub podpisów pod zdjęciami. Nie potrzeba do tego aż takiego skupienia.

Moje opowiadanie poniżej:

Zjazd rodzinny

A gdyby tak zaprosić ich wszystkich na niedzielę?

Będzie się działo, rozrywka gwarantowana lub całkowita porażka.

Cała rodzinka razem pod jednym dachem, to mieszanka wybuchowa.

Dziadek, to silny charakter, babcia wręcz przeciwnie, szara myszka.

Elżbieta na pewno przywiezie swoje psy, bez nich się nie rusza.

Franciszek tez nie zostawi swoich persów w domu, nawet sąsiadce nie ufa.

Grono wyjątkowych indywidualności wymaga odpowiednich przygotowań.

Herbatę z melisy podam wszystkim na początek, tak profilaktycznie.

I ciasteczka według przepisu prababci, wszyscy je lubią!

Jeśli pogoda dopisze, zjemy obiad na werandzie lub w ogrodzie.

Krzeseł na pewno mi zabraknie, ale pod jabłonią można postawić skrzynie lub ławy.

Lepiej od razu sprawdzić prognozy, by uniknąć zaskoczenia.

Łatwiej będzie zorganizować grilla, panowie lubią doglądać mięsa, a panie zrobią sałatki.

Może o zmierzchu pójdziemy wszyscy na spacer?

Nad jeziorem najlepiej podziwiać zachód słońca.

Ostatnio przybyło tam ławek i miejsce na ognisko.

Podobno to prywatna inicjatywa, byle terenu nie ogrodzili.

Ruszymy ścieżką wzdłuż sadu i pastwiska, kawałek drogą, to niedaleko.

Stryj Stefan nie lubi spacerów, z pewnością wymyśli jakąś wymówkę.

Trzeba przygotować odpowiednią zachętę dla wszystkich seniorów.

Ulubionym trunkiem skuszę panów, a panie może wolą tańce wokół ogniska?

Wiara czyni cuda! Chcieć, to móc!

Zjazd rodzinny to moja misja, ale czy dam radę? 

Żal tylko, że co roku jest nas coraz mniej...

Jeśli znajdziecie chęci i czas, spróbujcie sami, chętnie poczytam na Waszych blogach lub w komentarzach poniżej. 

A może ktoś uczestniczył w takim rodzinnym zjeździe?

Do poczytania!


niedziela, 11 stycznia 2026

Zapiski codzienności cz.30

 Na początek miła niespodzianka, która dotarła z Gdańska. Przesyłka od JoAnny z jej świateczno-noworocznego pobytu. Gdańsk mnie wzywa kartkami, magnesem i zachwytami Joasi nad jej ulubionymi zakątkami. W dodatku zawsze przejeżdża prze moje miasto, może kiedyś wysiądzie w drodze i wypijemy kawę?


Burze zimą rzadko bywają. Miałam okazję zaobserwować jedną rok temu, drugą tego roku, niemal o tej samej porze. Sprawdziłam daty! Na zdjęciach poniżej - widok z kuchennego okna, najpierw ciemność i groźne chmury, idące od północy. Później zawierucha i śnieg stopniowo pokrywał wszystko...


W zimowe dni mój domowy składacz Lego zabrał się za nowy projekt. Prezent gwiazdkowy czekał na dogodny czas, bo gdy człowiek przeziębiony, to nie o klockach myśli.


Kilka paczek klocków, instrukcja grubości książki telefonicznej, stół w kuchni i zaczynamy!


Z każdą godziną przybywało kształtów i ruchomych części...


Wreszcie jest! samochód niczym pojazd z przyszłości!
Składanie zajęło z przerwami 7 godzin, ale jaka satysfakcja!


W życiu bywają sytuacje wesołe i smutne. Pożegnałam ciocię, która zmarła 1 stycznia. Dokładnie rok wcześniej zmarł nasz przyjaciel. Żeby było dziwniej, na pogrzebie dowiedzieliśmy się, że dwa dni po cioci zmarł jej brat. Jeden pogrzeb, podwójny smutek. Stypa w pięknym miejscu. Wrażenie niesamowite, gdy żałobnicy, zmarznięci i zasępieni wchodzą nagle do sali niczym ze świątecznego filmu, pełnej pięknych dekoracji, z cichą muzyką w tle...
Ciarki przeszły po plecach, gdy z głośnika popłynęła piosenka Edyty Geppert - Ech życie, kocham cię nad życie!


Pokrzepieni i rozgrzani, wspominaliśmy zmarłych i odświeżaliśmy rodzinne relacje.
Między innymi po to są stypy.


Kolejne książki czekają na przeczytanie, inny stosik przygotowałam dla koleżanki. Wymiana w gronie przyjaciół, to jak prywatna biblioteka.


Koleżanka przysłała mi zdjęcie domowych pączków, jej siostra robi nie tylko piękne domki z piernika na każde święta, dla siebie i przyjaciół, ale i pyszne pączki w karnawale!
Z sentymentem wspominam pączki mojej babci!


Taki widok na spacerze, usiadły na latarni ulicznej gołębie, niczym tresowane !




Zwyczajowo, kolejne karty art żurnala. 

Trzymajcie się ciepło:-)


czwartek, 8 stycznia 2026

Zaradność w kryzysie

Inspiracją dla tego wpisu był blog Królowej Karo, na którym autorka pisze o nadawaniu drugiego życia ubraniom, poprzez malowanie ich specjalnymi farbami. 

Od razu uaktywniły mi się wspomnienia z czasów PRL, gdy trudno było nie tylko o ciekawe ubrania, ale i o tkaniny, włóczkę, dodatki krawieckie.

Miałam to szczęście, że babcia była krawcową samoukiem, trochę nauczyłam się od niej; od cioci podejrzałam szydełko i robótki na drutach ; przyszedł też czas na hafty itp.

Gdy nie było włóczki, przerabiało się w kółko te same swetry, dodając nieco innych materiałów lub ozdób (koronka, skóra, cekiny, guziki). Po włóczki trzeba było jeździć do Łodzi. W ogóle w tym czasie odbywały się wycieczki po wszystko. Do Łodzi po włóczkę i bieliznę , do Gniezna po koszule męskie i buty, do Warszawy po kawę, czekoladę i wina, nowinki modowe z Hofflandu, na Śląsk po wędliny i w zasadzie po wszystko...

Brak tkanin nie był o tyle problemem, że kupowało się pieluchy tetrowe do farbowania domowymi sposobami. Oj, niejeden garnek z domowej kuchni zepsułam! A jakie spódnice szyło się z tych pieluch!


A swoją drogą - farbowanie, to niezła zabawa!

Ale nie tylko tetra bywała surowcem. Kiedyś z babcią uszyłyśmy spódnicę z namiotu/wigwamu. Była to zabawka dla dzieci, ale tkanina wspaniale nadawała się na spódnicę, a jaka kolorowa była!

Innym razem kupiłam kilometry tzw. kieszeniówki w kolorze szaro-błekitnym i dawaj - ile fajnych falbaniastych spódnic można było z niej uszyć. Niestety farbowała się słabo...ale i z podszewki wykreować dało się świetne ciuchy, podszewki były w różnych kolorach, fajnie się gniotły, błyszczały. satyna to nie była, ale na bezrybiu...

Wspaniałym surowcem na oryginalne ciuchy były koszule taty. Wystarczyło odciąć sztywne mankiety, wyhaftować coś z przodu lub zmienić guziki na kolorowe, zawiązać supeł na brzuchu i kreacja gotowa. przydatne były też zwykłe koszulki gimnastyczne, dziś nazywane t-shirtami. Dekolt, babcia przerabiała mi na zapięcie typu Polo, ja dodawałam jakiś haft lub kieszonkę i była bluzka niepowtarzalna...

To były czasy, gdy jeansy kupowało się w Pewexie lub w komisach, czasami trafiały się w sklepach sztruksy lub polskie jeansy, tzw. Odry, które wycierało się cegłą lub pumeksem na kolanach, by udawały te zagraniczne.

Dziś widuję sukienki, torby, spódnice całe z dżinsu w różnych kombinacjach i za drogie pieniądze sprzedawane, ale gdy byłam nastolatką, szyło się takie samemu ze starych spodni , dodając przeróżne ozdoby. Bo wszystko w modzie już było, oprócz podartych spodni, poszarpanych swetrów oraz innych dziwnych ubrań.


Teraz sklepy pełne wszelkich towarów, których nikt nie chce, nawet po siódmej przecenie, a wielu klientów poszukuje czegoś oryginalnego, często z metką od znanego projektanta.
Może warto więc odkurzyć domowe zasoby, maszyny do szycia, materiały dziewiarskie i wyczarować coś własnego, niespotykanego?
A może macie babcię, ciocię, koleżankę z talentem rękodzielniczym, które pomogą w wyczarowaniu czegoś oryginalnego lub przerobieniu ubrania z sieciówki w fajny ciuch?
Powodzenia!


poniedziałek, 5 stycznia 2026

Zabawy blogowe

 Przełom starego i nowego roku obfituje w rozmaite zabawy blogowe, niektóre świetnie gimnastykują nasze szare komórki.

 Polecam zabawę u MaB, dla wszystkich , którzy sporo czytają i lubią pisać opowiadania.

Podobnie u JoAnny, która tym razem nie o poezji, a książkach i twórczym pisaniu właśnie!

Wreszcie u Iwony, która podniosła poprzeczkę i proponuje zabawę ze znanymi wierszami, trzymajcie się!

******************************************************

U mnie dziś propozycja łatwiejsza, na poprawę humoru. Wybrałam ze strony pixabay.com kilka śmiesznych zdjęć i proponuję ich podpisanie, jak w poniższych przykładach lub podobnie:




Teraz kolej na Was, oto moje propozycje:

1.

2.

3.

4.

5.

A jakie rozrywki umysłowe lubicie najbardziej?

piątek, 2 stycznia 2026

Przegląd noworoczny

 Tak myślałam, czym zacząć kolejny rok, by nie było zbyt górnolotnie ani zbyt wesoło. Przeglądam ostatnio mnóstwo czasopism, które zbieram na wycinki do art żurnala, a gdy przeglądam, to co nieco wyczytam. Dziś więc garść ciekawostek, może coś Was zaskoczy...

1. Rysunki na skórze


Nie dziwią już dziś nikogo, przestały być charakterystyczne dla pewnych subkultur, robią je sobie i młodzi, i seniorzy. Niektórzy ukrywają tatuaże przed obcym spojrzeniem, inni wręcz przeciwnie. Rozmaite także są powody, dla których powstają.
Badania wykazały, że mężczyźni wydają się bardziej męscy z tatuażami, ale uwaga! tylko w swoich oczach, bo już w opinii kobiet niekoniecznie!
Mało tego, często panie robią sobie tatuaże na prośbę partnerów, bo to ich kręci, zwłaszcza gdy rysunek pojawia się w miejscach niedostępnych dla nikogo, prócz partnera...
Usuwanie tatuaży bywa kosztowne, długotrwałe i bolesne, zdarzają się powikłania, bo różnej jakości są  salony i artyści, ale to jak ze wszystkim.
Tatuażu nie mam i raczej już nie zrobię, nie mam takiej potrzeby.

2. Oswojone zmarszczki


Znalazłam termin - zmarszczki wypielęgnowane, bo już od jakiegoś czasu i tutaj wiele się zmienia w kosmetologii. Odchodzą do lamusa zabiegi chirurgiczne. Ze zmarszczkami można wyglądać pięknie, są przecież mapą naszych emocji i życiowych zdarzeń, urody dodają zmarszczki uśmiechnięte, surowy wygląd zawdzięczamy zmarszczkom gniewnym i spiętym mięśniom twarzy.
Cuda zdziałają tu masaże, zwłaszcza masaż Kobido, który niweluje napięcia zarówno twarzoczaszki, jak i szyi oraz barków.
Sama na takim byłam i polecam, ponad godzina seansu i zdziwienie, że tyle mamy miejsc na twarzy, które można głaskać, ściskach, rozcierać, klepać!

3. Popatrz, posłuchaj, połącz...


Nikt nie uczy nas pewnych zachowań w trudnych sytuacjach, nie każdy nosi w sobie ogromne pokłady empatii, ale każdy z nas może potrzebować lub stanie wobec sytuacji pomocy innym w kryzysie psychicznym. Jak reagować, gdy ktoś w naszym otoczeniu przeżywa trudne chwile?
Pomocną może być tzw. Pierwsza Pomoc dla  Zdrowia Psychicznego.
Na czym polega? Na wsłuchaniu się w drugiego człowieka. Nie musisz być specjalistą, by zauważyć, posłuchać i zaproponować konkretną pomoc. 
1.oceń sytuację, zapewnij bezpieczeństwo sobie i temu, , komu pomagasz
2.zadaj właściwe pytania (o emocje, samopoczucie, sytuację), wysłuchaj, nie oceniaj...
3. zaproponuj konkretne wsparcie lub skieruj do osób, które na pewno takiego udzielą, bądź osobą wspierającą, podnoszącą na duchu.
Może w ten sposób uratujesz komuś życie...

4. Młodzi pracują i głosują


Z zainteresowaniem poczytałam, co młodzi ludzie mówią o sobie lub rówieśnikach, zwłaszcza gdy chodzi o prace zawodową i czas wolny oraz  egzekwowanie praw obywatelskich.
Dla wielu młodych praca nie jest celem samym w sobie, nie chcą pracować 12 godzin dziennie, a dochód nie jest najważniejszy. Liczy się rozwój, atmosfera w miejscu pracy, balans między pracą zawodową, a życiem prywatnym i bardzo ważny - relaks. Równie ważne są podróże i relacje.
Zmiana pracy nie jest problemem, tu wyraźna zmiana pokoleniowa.
Nasi rodzice i często moje pokolenie, to praca w jednym miejscu do emerytury.

A jak młodzi głosują w wyborach? Młodzi wyborcy nie dzielą się na zwolenników prawicy czy lewicy. Poszukują raczej wyrazistych, silnych osobowości, kandydatów niezależnych od niczego i nikogo.
Może dlatego sporym poparciem cieszą się tacy politycy, jak Mentzen, Zandberg itp.
Badania pokazały także, że jeśli w związku partnerzy popierają skrajnie różne opcje polityczne, to nie wróży  trwałości danego związku.

5. Przymus aktywności


Odziedziczyliśmy po poprzednich pokoleniach pewne stereotypy, wedle których to kobieta prowadzi dom i wychowuje dzieci, a nawet odpowiedzialna jest za dziury w skarpetach męża. Współczesne kobiety powoli uczą się odpuszczać. Sama pamiętam audycję radiową, a byłam młodą mężatką i mamą, gdzie pani psycholog uświadamiała młode kobiety, że szczęśliwa kobieta, to szczęśliwa rodzina, a dziecku nie jest potrzebny obiad z 3 dań, tylko wypoczęta mama, która wyśle męża na spacer z dzieckiem, a sama poleży na kanapie lub pójdzie do fryzjera. 
Nawet to leżenie na kanapie nam nie wychodzi, bo jak  czytać książkę, gdy stos ubrań do prasowania lub zlew pełen naczyń?
Czy naprawdę ciągle coś MUSIMY?
Musimy robić co najmniej dwie rzeczy naraz, nałożyć maseczkę w łóżku lub wannie, nauczyć się 5 języków obcych i haftowania, odnieść w pracy sukces i urodzić dzieci, przeczytać odpowiednie książki i bywać w teatrze, zrobić ciasto równie dobre jak teściowa i uprawiać ogród jak sąsiadka, zawieźć dziecko na milion zajęć i zaplanować idealny urlop!
Jeśli nie jesteś ambitna - to jesteś leniwa; gdy nie robisz kilku rzeczy naraz - jesteś mało zorganizowana; gdy dbasz o siebie - jesteś próżna!
Każdy wariant zły, bo jesteś kobietą.

Zamieńmy przymus aktywności na przyjemność celebrowania , dla własnego dobra !