Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biskupin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biskupin. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 września 2026

Medycyna w Biskupinie

 Lubię medyczne tematy: dzieje medycyny, opowieści chirurgów i neurologów, ciekawostki z badań naukowych i farmaceutyczne. Bardzo mi zależało na odwiedzeniu skansenu archeologicznego w Biskupinie , gdyż w tym roku poświęcono festyn medycynie średniowiecznej. 

Trafiliśmy niestety na tłumy wycieczek szkolnych, ale na szczęście młodzież interesowały inne atrakcje, niż ciekawe pogadanki o metodach leczenia naszych przodków, więc przy stanowiskach "wiedzowych" tłoku nie było. 


Stanowisko medyka/cyrulika - ciekawa opowieść o narzędziach chirurgicznych, wyrywaniu i leczeniu zębów, stawianiu baniek, znieczulaniu i wybudzaniu. Znieczulano mieszanką ziół z winem, a wybudzano różnymi sposobami, na przykład wkładając do nosa odrobinę musztardy.


Wiedza chirurgiczna stała na dość wysokim poziomie, medycy potrafili wykonać trepanację czaszki czy usunięcie zaćmy. Problemem były powikłania, brak higieny, zakażone rany, a najlepszymi specyfikami pomocnymi medykom były czosnek, cebula i miód. Okłady na jęczmienie na oku robiono na bazie białego wina, nie czerwonego, by świata nie widzieć na różowo.
Powierzchowne rany smarowano miodem.


Na dłużej zatrzymało nas stanowisko farmaceuty. Pan opowiadający ciekawe historie jest z wykształcenia farmaceutą, a po godzinach pasjonuje się zgłębianiem wiedzy historycznej o dawnych medykamentach. Sam także sporządza atrament i farby do zapełniania manuskryptów pisanych na pergaminie.


Ilustracje i teksty w owych kodeksach pokazują dawne metody leczenia i sporządzania leków, zalecenia na wypadek epidemii, a wszystko po łacinie.
Najważniejsza zasada 3 kroków na wypadek pandemii brzmiała: uciekaj szybko, daleko i długo nie wracaj.


Stanowisko medyka na polu bitwy - o dziwo najwięcej ludzi ginęło nie na wojnach czy od ran, ale z powodu chorób i epidemii, na drugim miejscu był głód, później pożary, dlatego w modlitwie mamy słowa: od powietrza (złego), głodu, ognia i wojny uchowaj nas Panie!


Zestaw narzędzi wojskowego chirurga przypominał narzędzia tortur, a na zdjęciu powyżej replika niezbędnika - scyzoryk, łyżeczka, widelec, jakieś szpikulce oraz po lewej stronie miniaturowa łyżeczka do wyciągania woskowiny z uszu.


W jednej z chat grodziska, prezentacje studentów UAM w Poznaniu: ślady urazów na czaszkach i kościach kończyn, dawne choroby układu kostnego wynikające z braków pokarmowych lub chorób genetycznych, ciekawostki o mierzeniu ciepłoty ciała i zaglądanie przez okular profesjonalnego mikroskopu.


Była także prezentacja o zielarstwie i okadzaniu pomieszczeń, o olejkach zapachowych i kąpielach zdrowotnych.


Na placu głównym skansenu archeologicznego, różni wojowie prezentowali rodzaje urazów zadanych mieczem na polu bitwy lub w pojedynkach, za modele służyły fragmenty szkieletu ludzkiego zatopione w masie plastycznej, podobnej do skóry.


Była i szamanka, która malowała tajemne wzory na skórze lub zaczyniała uroki...


Trafiliśmy do szałasu rzemieślnika, który  wytwarzał groty do strzał, z niezwykłą precyzją i znawstwem.
Groty przymocowywano do drzewca za pomocą ścięgien zwierzęcych.
Co ma wspólnego ów rzemieślnik z medycyną?
A no to, że wielkość ran człowieka czy zwierza zależała od rodzaju grotu, nie mówiąc o tym, że niektóre bywały zatrute. Używano nawet specjalnych strzał na ryby.
Nie popieram polowań, ale opowieść i prezentacja były zajmujące...

Nie pamiętam, czy już kiedyś polecałam książki Noaha Gordona z cyklu o Medicusie? 
Niezwykle ciekawa seria o dziejach medycyny od czasów najdawniejszych, beletrystyczna, ale pełna konkretnej wiedzy historycznej!

poniedziałek, 5 sierpnia 2024

Kawa w Biskupinie

 Jakoś nigdy nie polubiłam kawy zbożowej, no może za wyjątkiem Inki, ale nie wiem czy to taka zwykła zbożówka, bo kawa jaką pamiętam z dzieciństwa, miała nieciekawy smak.

Moja babcia i  teściowa parzyły w dzbankach kawę zbożową, w upały podobno zimna kawa najlepiej gasiła pragnienie.

Ale próbowałam niedawno kawy z jęczmienia palonego, wytwarzanej tradycyjną metodą,  za pomocą specjalnych przyrządów i powiem Wam - wspaniała kawa. Gdybym nie wiedziała, że z jęczmienia, powiedziałabym, że to normalna łagodna kawa.

Skąd ta kawa zbożowa? W Biskupinie trafiliśmy na prezentację regionalizmów i warsztaty związane z Pałukami , a do skosztowania napoju zachęcał stary kredens i przemiła para w dawnych wiejskich strojach.


Urządzenia i przepis do produkcji pysznej kawy z jęczmienia odkrył na babcinym strychu pan Grzegorz Kosowski i metodą prób i błędów opracował autorską metodę parzenia owej kawy, za co otrzymał nagrodę Grand Prix w konkursie "Smaki na lato 2023"


Urządzenia do produkcji kawy jęczmiennej - piecyk do palenia ziaren jęczmienia oraz młynek do kawy.


Palone ziarna należy dwa razy przepuścić przez młynek, by były dostatecznie drobne i by wydobyć ich smak.
Jedynym zmartwieniem pana Grzegorza jest brak następców w kontynuowaniu pasji przywracania dawnych smaków teraz i w przyszłości. Młodzi nie garną się do pracochłonnych zajęć.
Przeszkodą może być też brak urządzeń. Te w posiadaniu pana Grzegorza, to jedyne sprawne, drugi egzemplarz posiada muzeum, ale nie nie jest używany... 


A co jeszcze ciekawego w Biskupinie? Za każdym pobytem coś nowego, a to nowa wystawa czasowa, a to zasłyszane w jakiejś chacie ciekawostki, a to nowe smaki czy obserwacje.


Zawsze warto zajrzeć , poczuć zapach drewna i słomianej strzechy, zamyślić się nad skromnym i prostym życiem ówczesnych ludzi. Można było wziąć udział w warsztatach lepienia z gliny, wycinanek z papieru, kupić miód, wina regionalne, chleby czy zjeść dobry obiad.


Uliczki, mury, palisady - niezła gratka do fotograficznego oka...


Na górnym zdjęciu uprawy w skansenie - dawne zboża i rośliny strączkowe.
Na dolnym widoczne święte źródełko, którego woda wybija spod mulistego dna sadzawki.
Dla dociekliwych podaję link do ciekawego artykułu o tym źródle TUTAJ


W chacie mincerza miła pani opowiadała o znaczeniu awersów i rewersów dawnych monet, odkrywanych a trakcie kolejnych wykopalisk. Chętne osoby mogły wybić za opłatą pamiątkowe monety: rzymskie, celtyckie lub średniowieczne.

W biskupińskim muzeum nowa wystawa w 90-tą rocznicę rozpoczęcia wykopalisk, a dla wszystkich chętnych, zaproszenie na festyn archeologiczny we wrześniu :-)


Na zdjęciu poniżej niezwykła mapa - w okresie prowadzenia badań na terenie dzisiejszego skansenu, nie było ani dronów, ani specjalistycznej aparatury do zabezpieczania poszczególnych stanowisk. 
Archeolodzy ręcznie, z benedyktyńską cierpliwością przenosili na papier wszystkie szczegóły odkrywanych detali, ich położenie względem siebie , z zachowaniem proporcji i stanu zniszczenia.


Pozdrawiam Was serdecznie, pakując powoli walizki przed kolejnym wyjazdem :-)


niedziela, 30 lipca 2023

Byle blisko...

 Powinnam  robić przerwy w relacjach z urlopowego wyjazdu ( tzn, mąż ma urlop, bo ja emerytka), bo nie będę pisać dziennika podróży, a i po powrocie wiele się dzieje. Myślę, że tematycznie potraktuję te moje zasoby fotek z wyjazdu na Dolny Śląsk i w Sudety, a póki co, trochę ciekawostek z krótkich wojaży. 

Ilekroć pogoda sprzyja i planujemy wypad wakacyjny jednodniowy, to pada hasło - byle blisko! Nie zawsze mamy ochotę spędzić kilka godzin w aucie, bo i kręgosłup już się buntuje, i bardziej cenimy ruch na powietrzu, niż oglądanie świata zza szyb samochodu.

Tym razem padło na Biskupin, który znamy bardzo dobrze, podobnie jak Lubostroń, Wenecję...no po prostu Pałuki. Ale są przecież miejsca, gdzie wracać warto. Tak było i tym razem, bo skansen archeologiczny ożywiły stragany z pysznościami, warsztaty zajęciowe, sympatyczna kawiarnia pod chmurką, a i statkiem po jeziorze można było popływać.
Spodobały mi się te figurki bożków z różnych epok, niczym figury szachowe...trochę podobne do figur z Wyspy Wielkanocnej.
Stoisko z cudownym chlebem w kilku rodzajach i sympatyczna Ukrainka za ladą, która zapraszała do degustacji skiby ze smalcem i ogórkiem kiszonym...
Na ruszcie obok stoiska z wędlinami dopiekała się cała noga świńska, z której później odkrawano plastry smakowitej szynki...
Przed tym straganem było najwięcej klientów, my przyjechaliśmy stosunkowo wcześnie, więc zdołałam zrobić fotkę z całej okazałości oferty! Było także stoisko z serami z małej rodzinnej manufaktury oraz lokalne wina z pałuckiej winnicy nad Jeziorem Żnińskim.
Zajęcia warsztatowe : garncarstwo, zielarstwo, pokazy haftu, papieroplastyka, lekcje muzealne dla dzieci.
W przerwie spacerowania po skansenie pyszna kawa i sernik lub jak kto woli, frytki i kiełbasa z grilla.

Muzeum na terenie skansenu prezentuje wystawę stałą na temat dziejów Biskupina i odkryć archeologicznych oraz wystawy czasowe, co sezon inne, ale równie ciekawe. Tym razem eksponaty wypożyczone z UMK w Toruniu, m.in. szkielet konia z XI wieku oraz mnóstwo ozdób i narzędzi z brązu, znalezionych w miejscowościach wokół jezior pałuckich.
Dysk z Nebry - odnaleziony w 1990 roku na terenie Niemiec jest jednym z najstarszych wyobrażeń mapy nieba i do dziś naukowcy sprzeczają się czy był to tylko symbol kultu, czy przyrząd astronomiczny...

Do domu wróciliśmy z pysznymi nabytkami : z chlebem z dodatkiem prażonej cebulki, z serem pałuckim z dodatkiem czarnuszki i pomidorów oraz z długo dojrzewającą kiełbasą z rodzinnej manufaktury w Bożejewiczkach.

Chcącym zwiedzić Biskupin przypomnę, że można tam dojechać kolejką wąskotorową ze Żnina, a przy okazji zwiedzić też muzeum w Wenecji.  
Na parkingach miejsca sporo, jest też restauracja samoobsługowa i lodziarnia, nie ma problemu z toaletami, można zanocować w zajeździe, a i dla dzieci atrakcji nie zabraknie.
No i nie zapomnijcie odwiedzić muzeum rybactwa po drugiej stronie szosy, bo warto, kiedyś o nim pisałam TUTAJ.

poniedziałek, 16 września 2019

Gladiatorzy i Apacze w łodzi Wikingów

Tak, wiem - niedawno byliśmy w Biskupinie, ale czytamy w sieci, że ma być 25 jubileuszowy festyn archeologiczny z wszelkimi atrakcjami, więc jak nie jechać?
Wybraliśmy się dość wcześnie, a i tak ledwo zaparkowaliśmy na parkingu przy restauracji, później to już tylko miejsca w szczerym polu.
Miejscowi przygotowani na zmiany pogody, obok stał ciągnik, bo po deszczu to z pola trzeba wyciągać auta na holu.
Kolejek do kas nie było, organizacja dobra, wolontariusze służyli informacjami wszędzie.

Zaczęliśmy od wypicia kawy z plackiem drożdżowym, przy okazji wspomagając jakieś okoliczne przedszkole.
Co krok jakieś stoiska gastronomiczne, nikt nie wyjedzie głodny, nawet kawiarnia pod chmurką z prawdziwym ekspresem, ciastami i deserami.
Zaopatrzeni w program imprezy odwiedzaliśmy po kolei stanowiska przygotowane przez organizatorów, a tam gospodarze z całej niemal Europy - przydała się znajomość języka angielskiego by zapytać o to i owo.
Indianie na szczęście mówili po polsku, podziwialiśmy piękne stroje i pióropusze, namioty i wyposażenie wykonane z naturalnych materiałów. Jeden z wtajemniczonych opowiadał ciekawostki z życia Indian, pokazał przedmioty codziennego użytku wykonane ze spreparowanych części zwierząt. Ogólne zdziwienie wywołał toporek, którego obuch wykonano z kamienia , a trzonek z wysuszonego prącia bizona, a długiego na ok.40 cm, wyobrażacie sobie?
Do tego stoiska wróciliśmy jeszcze później by obejrzeć rytualne tańce mężczyzn i kobiet w tradycyjnych strojach.
Na polu bitwy przygotowano występy grup rekonstrukcyjnych z różnych epok. Tutaj walki gladiatorów, którzy walczyli z różnym wyposażeniem, różnili się także wzrostem i wagą, przez co ich zmagania były jeszcze ciekawsze.
Walki na polu bitewnym zawsze gromadziły sporo widzów.
Na terenie wczesnosłowiańskiej wioski można było podziwiać niecodzienne rękodzieło - wyroby wełniane z alpaki, tkactwo na miniaturowych krosnach (panie tkały krajki i przepaski), zaplatanie ozdób z nici srebrnej, bardzo ciężkiej, wykonywanie ozdób i narzędzi z drewna i rogu, instrumentów z gliny, wyplatanie lin, pieczenie podpłomyków, wybijanie monet i medali i nie pamiętam co jeszcze...
Na scenie głównej odbywały się prelekcje i występy. My trafiliśmy na występ zespołu litewskiego, który wykorzystywał przeróżne instrumenty i wykonywał piękne pieśni słowiańskie i skandynawskie. Głosy wokalistek po prostu hipnotyzowały publiczność.
W namiocie obok możną było zrobić sobie tatuaż henną roślinną, wzory oczywiście związane z dawnymi kulturami.
W namiocie kultury japońskiej obejrzeliśmy wystawę bonsai, ceremoniał parzenia herbaty, ubierania kimona oraz prezentację zbroi dawnych rycerzy japońskich. Każda zbroja bardzo skomplikowana w budowie i przerażająca w wyrazie, zwłaszcza maski.
Staraliśmy się zajrzeć wszędzie, ciekawe były hełmy gladiatorów, napisałam swoje imię znakami hieroglificznymi w wersji fonetycznej (bardzo skomplikowana sprawa), podejrzałam prace rękodzielnicze z bliska i wypytałam o szczegóły, zwiedziliśmy wystawy w chatach biskupińskich, między innymi wystawę ubiorów i biżuterii od epoki kamiennej do średniowiecza, dzieje odkryć archeologicznych na terenie Biskupina i okolic, warsztat snycerza, bursztynnika, garncarza i wiele innych.
Na koniec pokaz musztry legionistów rzymskich oraz fragment starcia żołnierzy z barbarzyńcami. Niewiasta na zdjęciu wspina się na mur utworzony z tarcz, by pokazać jak zwarty i mocny szyk potrafili utworzyć legioniści w walce.

Kto ma ochotę na podobne doznania, ma szansę do 22 września, bo tak długo trwa festyn archeologiczny.


poniedziałek, 12 sierpnia 2019

W gościnie u Mieszka

Najlepsze bywają spontaniczne wypady.
Mąż mówi - jedziemy do Biskupina odwiedzić stare kąty, spokojnie będzie nad jeziorem, wycieczek mało...
Jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że parkingi pełne, ludzi mnóstwo, na szczęście kolejek do kas nie było.
No, może kilka osób.

Za bramą skansenu przywitał nas transparent o treści:
W wiosce Mieszka, festyn wakacyjny 10-11 sierpnia.

Dało się zauważyć, że zwiedzanie całymi rodzinami stało się popularne, słychać także różne języki: angielski, hiszpański, rosyjski.

Dzieci nie nudzą się zwiedzaniem, bo przygotowano dla nich wiele atrakcji:
- strzelanie z łuku
- wybijanie pamiątkowych medali
- przebieranie się w stroje z epoki
- lepienie z gliny
- próbowanie podpłomyków, chleba ze smalcem
- przekrój przez ul w zagrodzie bartnika
- zagrody ze zwierzętami
- wystawy tematyczne w muzeum na terenie skansenu
- rejs statkiem po jeziorze

Nowością dla mnie była plenerowa wystawa kamieni z rozmaitymi płaskorzeźbami, nie znalazłam jednak informacji skąd te kamienie i co przedstawiają rzeźby...
Dzieci zwracały uwagę na łabędzia, który wyszedł na ląd, ale nie pozwalał się do siebie zbliżyć, syczał na dzieciaki, a szczególnie na psy...

W muzeum dwie wystawy czasowe:
pierwsza to Świat komiksów Janusza Christy. "Kajko i Kokosz" jako ambasadorzy popularyzacji naszych dawnych dziejów.
Słychać było zachwyty nie tylko dzieci, ale także ojców - popatrz, mój ulubiony komiks z dzieciństwa...
W gablotach rekonstrukcja naczyń i narzędzi oraz strojów z epoki.

Druga wystawa, niezwykle ciekawa to proces powstawania naczyń glinianych od neolitu do współczesności.
Wielu eksponatów można było dotknąć, wiele ciekawostek znalazłam w specjalnych zakamarkach dla dociekliwych.
Na dużych ekranach wyświetlano filmy dotyczące historii garncarstwa na ziemiach polskich.
W wiosce Mieszka obrazki z codziennego życia wczesnośredniowiecznych mieszkańców tych ziem - organizatorzy wykorzystali do tego celu rekonstrukcje wykonane jeszcze dla planu filmowego produkcji "Stara baśń".

Każdorazowo wizyta w Biskupinie przynosi jakieś ciekawostki historyczne, kiedyś zwiedziliśmy muzeum rybactwa, tuż obok skansenu archeologicznego.
Tym razem zapoznaliśmy się z wystawą o tajemnych kręgach i kultowych źródłach, którym nasi przodkowie oddawali cześć.
Ślady ich życia i wierzeń sięgają 6000 lat wstecz.

Poprawia
się także baza turystyczna z noclegami, restauracjami, zniknęły obskurne stragany z pamiątkami, pojawiły się darmowe, schludne toalety.
W drodze powrotnej mijaliśmy kolejkę turystyczną, wąskotorową, którą dojedziemy ze Żnina do Biskupina przez Wenecję, gdzie diabeł straszy.

Kolejny duży festyn w sierpniu pod hasłem Smaki przeszłości i we wrześniu jubileuszowy, więc jeśli będziecie w pobliżu...


środa, 2 maja 2018

Piknik neolityczny

Dziś zapraszam do Biskupina, wybraliśmy się na piknik archeologiczny, ale nie tylko z archeologią mieliśmy do czynienia.
Bywam tam czasami z wycieczkami szkolnymi, ale mąż dawno nie był, więc niektóre wystawy były dla niego nowością.
Biskupin to i muzeum i skansen, który nazywany bywa żywym, gdyż oprócz wystaw czasowych i stałych stanowisk organizowane są tam pikniki archeologiczne z różnymi tematami przewodnimi.
Niektórzy przewodnicy i rekonstruktorzy przebywają w skansenie pół roku, od wczesnej wiosny do później jesieni.
W chatach i szałasach zrekonstruowano warsztaty tkackie, brązownicze, garncarskie itd. Można się przyglądać, a można za niewielką opłatą wziąć udział w produkcji dawnego rękodzieła, ku uciesze dzieci i dla frajdy dorosłych.
Po jeziorze śmiga stateczek, a w okresie wakacyjnym wielka łódź Wikingów. Zauważyłam także, że dzieci chętnie korzystały z przejażdżek na kucyku.
Do Biskupina możecie dojechać kolejka wąskotorową z Wenecji lub Żnina, co jest dodatkową atrakcją nie tylko dla dzieci.

Próbowałam między innymi wywiercić otwór w muszelce za pomocą prymitywnego, ale skutecznego wiertła, smakowałam podpłomyków z konfiturą, chleba ze smalcem i sernika z kawą, ale ten ostatni smakołyk to już wytwór bardzo współczesny.
Dla smakoszy nie zabrakło wojskowej grochówki, golonki z kapustą, szaszłyków itp.
Widowiskowe są walki wojowników z dawnych epok, tym bardziej że członkowie grup rekonstrukcyjnych sami wykonują ubrania i oręż do walki.
Mąż rozmawiał z jednym ze swych uczniów, który należy do takiej grupy i okazuje się, że jest to hobby bardzo pracochłonne, kosztowne i oparte o ścisłe reguły co do rodzaju materiałów, grubości ostrza, bezpieczeństwa itd. ale siniaki oraz inne kontuzje zawsze są prawdziwe...
Jedna z wystaw czasowych w pawilonie muzealnym pokazuje odkrycia archeologiczne prowadzone w podziemiach Lwowa, a trafiają się nie tylko skorupy naczyń, kafli piecowych czy stare buty, czasami są to prawdziwe skarby...
Ciekawe, co na podstawie naszych śmieci powiedzą o nas potomni za jakieś 100 lat?
Na zdjęciu poniżej zagroda Wisza, zbudowana specjalnie do filmu Stara baśń, bo część kadrów do tej produkcji filmowana była w Biskupinie właśnie.
Drugie ujęcie to widok na bramę główną z poziomu murów obronnych. Na mur od strony jeziora można wejść i podziwiać całość z góry...
W zagrodzie neolitycznej piękne dziewczyny uczyły chętnych obróbki muszli, z których wyczarowywały oryginalną biżuterię.
Próbowałam wiercenia otworów, ale obsługa tego wiertełka to wcale niełatwa sprawa, trzeba nabrać wprawy by w ogóle wprawić to ustrojstwo w ruch.
Nad torami kolejki wąskotorowej pobudowano most drewniany, aby móc pomachać nadjeżdżającej ciuchci, a przede wszystkim by skrócić dojście do zagrody neolitycznej.
Nowością od ostatniego mojego pobytu są poletka z eksperymentalną uprawą dawnych zbóż.
Ostatnie fotki to zając przyłapany na obiedzie w środku skansenu oraz amerykański krążownik szos przyłapany na zlocie przed pałacem w Lubostroniu, który odwiedziliśmy w drodze powrotnej.

To nie ostatnia wycieczka tej majówki, więc jeśli macie ochotę, to zaproszę wkrótce na kolejną...