Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 marca 2026

Zwyczajni ludzie

Pomyśleć, że są arabskie księżniczki, które marzą o najdroższych hotelach i torebkach za 105 tysięcy dolarów oraz arabscy szejkowie, którym śnią się czerwone maserati nabijane diamentami. 
 
W głowie się nie mieści, że są kobiety, które całe dnie spędzają w gabinetach kosmetycznych i na zakupach, bo mężowie milionerzy wymagają od nich odpowiedniej prezencji i organizowania życia towarzyskiego na wysokim szczeblu.

Z drugiej strony istnieją ludzie, którzy marzą o spacerze do lasu, o kupnie wypatrzonej książki, o wyprawie do teatru...

Podziwiam ludzi, którzy swoje zdolności i majątki poświęcają na rewitalizację zabytkowych budowli , często uciekają z miasta do swoich wymarzonych siedlisk , by żyć inaczej i zarażać pasjami.

Takie to rozważania po obejrzeniu kilku programów, filmów dokumentalnych o życiu ludzi z różnych środowisk.
Jak różne potrafią być aspiracje i marzenia , a od czego zależne? od wychowania, wykształcenia, statusu społecznego, zainspirowania się pomysłem lub osobą, a może podróżą lub filmem?

Na bazie podobnych rozmyślań powstał wiersz o zwyczajnych marzeniach zwykłych ludzi,
takich jak ja i Ty.

 Całkiem zwyczajni ludzie

zwykłe marzenia mają,

które do żadnych mediów

z reklamą się nie pchają.

Jakiś wieczór spokojny

przy winie, z łezką w oku,

urlop w leśnej gęstwinie,

zwyczajnie święty spokój.

Brak zmartwień, tak zwyczajnie,

choć często w kościach łamie,

słowa życzliwe i czułość,

przyjaźnie niezbyt banalne.

Cieszyć się dniem zwyczajnym

co ciche radości niesie,

zachwyt nieba błękitem

i horyzontu bezkresem.

Całkiem zwyczajni ludzie

zwykłe marzenia mają,

ale czy są mniej szczęśliwi?

Innych nie pożądają...


A jakie są Twoje marzenia? szybują wysoko, zahaczając o chmury, czy wolisz swojskie klimaty i skromne plany? 


środa, 15 listopada 2023

Gdybym był bogaty...

 

Ileż to razy słyszeliście lub mówiliście: gdybym był/a bogaty/a, gdyby tak wygrać milion, niechby choć spadek odziedziczyć!

Milion milionowi nierówny, dziś to pewnie musiałoby być  z 10 milionów, a spadek najlepiej w gotówce.

Z drugiej strony, wiele osób twierdzi, że wielkie pieniądze szczęścia nie dają i jeśli sam nie zarobisz, to wygrana może przynieść pecha.

Nie wiem, jak to jest, bo nie wygrałam, ale znam rymowankę: gdybym wygrał milion, to bym nie oniemiał , tylko szybko go wydał i znowu nic nie miał. Jest także inna strona medalu - gdy jesteś biedny, przyjaciół masz niewielu, ale gdy wzbogacisz się, wszyscy chcą być twoimi przyjaciółmi. 

Wygrana to wielkie marzenie wielu osób, bo bez wysiłku, czasem przy  mizernym nakładzie finansowym komuś udaje się wygrać fortunę. Co innego to potrafić z niej sensownie skorzystać. Nie każdy zna się na zarzadzaniu finansami, ale można zatrudnić fachowca.

Czy macie też tak, że gdy czekacie na przypływ większej gotówki, to marzycie o niebieskich migdałach, a finalnie realizujecie całkiem przyziemne życzenia? Może owoc zbyt długo wyczekiwany nie smakuje już tak dobrze lub nie potrafimy zaszaleć?

Niektórzy grają dla samego sportu, wypełniając kupony, kupując zdrapki, wysyłając rozwiązania krzyżówek i rebusów, choć te ostatnie to marna wygrana, raczej upominki czy sumy na pocieszenie.

Mój tato mawiał, że za wszystkie znaczki, i karty pocztowe, które moja mama wysłała na różne konkursy, już dawno kupiłby mercedesa...ale czy tylko o wygraną tu chodzi?

Kiedyś wysłaliśmy kody kreskowe z czekolad Wedla i wygraliśmy 200zł, co po równo podzieliliśmy na naszą trójkę ( w tym syn). Dawne dzieje...a poza tym innych wygranych nie pamiętam.

Gdyby zapytano Was, co zrobiłbyś/zrobiłabyś z wielką wygraną lub odziedziczoną kwotą pieniędzy, jaka byłaby Wasza odpowiedź?

niedziela, 20 listopada 2022

Kim chciałeś zostać?


Wysłuchałam niedawno ciekawej rozmowy na temat tego, jakie zawody i jacy specjaliści będą potrzebni w najbliższej przyszłości na rynku pracy.
Okazuje się, co zresztą nie było dla mnie niespodzianką, że są to zawody związane z branżą IT czyli programiści, sieciowcy oraz specjaliści do spraw cyberbezpieczeństwa , a także  inni specjaliści wykorzystujacy technologię komputerową w pracy.

Oni też będą najlepiej opłacanymi pracownikami, przy czym firmy poszukiwać będą tych średnio doświadczonych, bo początkujący jeszcze się uczą, a na specjalistów wysokiej klasy nie każdą firmę będzie stać.

Najbardziej poszukiwaną cechą ma być kreatywność, po drugie elastyczność, mile widziana też wielokompetencyjność. -  na przykład grafik komputerowy znający kilka języków obcych, tajniki fotografii artystycznej oraz analityki rynku reklamowego na dokładkę, może jeszcze księgowy.  Takie czasy...

Ale w zasadzie to chciałam pogadać o tym, czy udało Wam się pracować w wymarzonym niegdyś zawodzie.

Każdy z nas w dzieciństwie marzył przecież o tym, kim będzie w przyszłości. Gdy pytałam kiedyś uczniów szkoły podstawowej, co planują , odpowiadali, że chcą zostać youtuberami, piłkarzami, tancerzami, kucharzami, stylistami - to chyba efekt oglądania popularnych programów rozrywkowych.
Sama chciałam być najpierw zakonnicą, później archeologiem, może pisarką, a tak poza konkretnym zawodem - właścicielką firmy z rękodziełem artystycznym.

Moja babcia Stefania marzyła o zawodzie nauczycielki, była podobno bardzo zdolna i nauczycielka polskiego namawiała ją do kontynuowania nauki w kolegium nauczycielskim. Niestety, życie zweryfikowało te plany, bo kryzys lat 30-ych XXw. spowodował, że jako najstarsza z rodzeństwa musiała iść do pracy w fabryce. Potem wybuchła wojna, a po wojnie , bez zawodu dorabiała babcia do pensji dziadka szyciem ubrań sąsiadkom.

Podobno większość z nas nie pracuje lub nie pracowało w wymarzonym zawodzie, a część nie pracuje nawet w zawodzie wyuczonym. Nie przytaczam liczb, bo różne źródła podają różne dane, a badania nie są najnowsze. Niektórzy natomiast pracują na umowę w swoim zawodzie, ale dorabiają po godzinach lub w weekendy w całkiem innej profesji. Mój znajomy, nauczyciel zresztą dorabiał, póki siły pozwalały jako instruktor nauki jazdy, a w weekendy razem z teściem wymieniał okna w domach prywatnych.

Kobiety po urodzeniu dzieci albo nie wracają na rynek pracy, albo szukają pracy elastycznej czasowo, dziś często jest to praca zdalna, praca na własnym lub dorywcze usługi na zlecenie.

Bywa, że specjaliści w danej dziedzinie są samoukami, nie przeszkadza mi brak dyplomu czy certyfikatu, byle praca była rzetelna, a ceny rozsądne.
Bywa też, ze zatrudnienie w wielu firmach uwarunkowane jest przysłowiowymi papierami, więc jeśli nie masz świadectwa/dyplomu/ kursu nie możesz liczyć na umowę. Inną sprawą jest bycie znajomym króliczka, o czym świadczy zatrudnianie pseudospecjalistów w spółkach skarbu państwa.

Część z nas być może zdobyła upragniony zawód czy umiejętności, ale życie potoczyło się tak, że trzeba było własne plany podporządkować cudzym lub zdrowie pokrzyżowało nam szyki.

Wreszcie  pytanie zasadnicze - czy udało Wam się zdobyć wymarzony zawód, pracę czy też pracujecie/ pracowaliście w zupełnie innej dziedzinie? 
Nie namawiam do ujawniania szczegółów drażliwych, chodzi raczej o sondę, tak z ciekawości, jak to wygląda wobec badań rynku.

wtorek, 31 maja 2022

Marzenia czy cele?


Koleżanka wciągnęła mnie w dyskusję o marzeniach, bo taki temat zamierzała omawiać ze swoimi wychowankami.
Czy marzenie jest tożsame z celem, czy jednak marzenia powinny czasami pozostać w sferze niezrealizowanych planów?

Zaproponowałam podejście pragmatyczne, czyli podążanie za marzeniami małymi kroczkami. Jeśli ktoś na przykład marzy o tym, by zostać kosmonautą, musi wyznaczyć sobie małe cele możliwe do zrealizowania: 
- studiowanie nauk ścisłych
- zadbanie o kondycję i zdrowie
- aplikowanie do odpowiedniej instytucji itd.

Oczywiście, mogą się po drodze zdarzyć trudności i obiektywne przeszkody, ale zawsze marzenie ma szanse realizacji.
Co jednak w wypadku, gdy marzymy o zostaniu baletnicą lub śpiewakiem operowym, a tu ani warunki fizyczne, ani możliwości obiektywne nie gwarantują realizacji wymarzonego celu?
Odpuścić sobie, czy próbować dalej, ale w nieco innej formie?

Czytałam o osobach niewidomych czy pozbawionych kończyn, które marzyły o zdobyciu szczytu górskiego. Marzenie zostało spełnione, ale przy pomocy osób zdrowych i sponsorów, jednak spełnianie marzenia rozpoczęło się od małych kroczków, odpowiednich kontaktów i determinacji marzycieli.

Gdy mówimy o celach, mamy raczej na myśli konkretne działania - wyznaczam cel i pracuję nad jego realizacją. Przecież marzenie nie musi być nierealne, czasami wystarczy cierpliwość, ocena własnych szans i skorzystanie z wcześniejszych doświadczeń.
Wedle Słownika Języka Polskiego:
marzenie to
1. powstający w wyobraźni ciąg obrazów i myśli odzwierciedlających pragnienia, często nierealne
2. przedmiot pragnień i dążeń
3. ciąg myśli i wyobrażeń powstających podczas snu

Czy nie sądzicie jednak, że utożsamianie marzeń z celami pozbawia je pewnej dozy romantyzmu?

Może jest tak, że marzenia jednak powinny  pozostać w sferze nierealnych pragnień, jako siła napędowa naszej psychiki , pokarm dla duszy, obietnica lepszej przyszłości, coś doskonałego, ale nieosiągalnego? 


niedziela, 24 stycznia 2021

Wymarzony dom...

 

Czasami niektórym z nas udaje się ziścić marzenie o własnym domu.

Bywa także i tak, że ktoś mieszkający całe życie w wolnostojącym domu zamienia się na mieszkanie w bloku, bo to i pracy mniej i z sąsiadami można zacieśnić stosunki towarzyskie.

Zasłyszana ostatnio historia przypomniała mi jeszcze dwie inne, a każda z innym zakończeniem, jedynie wspólnym motywem jest dom właśnie.

Koleżanka zdradziła mi, że nasza wspólna znajoma kupiła dom w szeregu , gdyż zawsze o tym marzyła, choć miała piękne mieszkanie w bloku na ogrodzonym osiedlu, garaż w podziemiu i te sprawy...spokojna okolica w pobliżu parku. Ale dom to dom.

Wiosną i latem dopieszczała swój nowy domek, zajmowała się ogródkiem, co w czasie  ZOSTAŃ W DOMU, było całkiem przyjemne. osiedle domków rozrastało się, przybywało nowych sąsiadów i tu zaczęły się schody, bo znajoma trafiła na młodych właścicieli sąsiedniego domu, płot w płot, a owi lokatorzy to towarzystwo bardzo imprezowe, zwłaszcza nocami.

Znajoma sen ma czujny, więc nie wysypia się należycie i teraz zastanawia się czy zacząć wojnę z sąsiadami czy poszukać nowego domu...


Inny wymarzony dom nie doczekał się zamieszkania przez pewne młode małżeństwo, które w trakcie budowy nowego lokum zaczęło trzeszczeć w podstawach. W końcu para rozstała się, ale bez przyjaźni.
Kobieta wyjechała za granicę, nie zostawiając adresu, a mężczyzna poznał nową partnerkę.

Nowemu związkowi brakowało jedynie wspólnego zamieszkania, ale funduszy na mieszkanie brak, dom daleki od wykończenia, a sprzedać go nie można, bo współwłaścicielka przebywa nie wiadomo gdzie i  nie upoważniła nikogo do czynności prawnych związanych z domem.

Stoi więc nieukończona budowla , kiedyś cel  życia, gdzieś pośrodku pola i niszczeje, aż żal serce ściska.

Ostatnia historia związana jest z obejrzanym kiedyś filmem. Niestety nie pamiętam tytułu, ale rolę główną zagrała w nim Anna Seniuk.
Bohaterką filmu była kobieta w średnim wieku, która wyjechała do Ameryki, by zarobić na wymarzony dom. W Polsce zostawiła dorosłego syna, któremu wysyłała zarobione pieniądze, a młody mężczyzna miał dopilnować budowy domu i wysyłać matce zdjęcia, dokumentujące postęp prac na budowie.

Kobieta harowała, żyła skromnie, sił dodawało jej marzenie o pięknym domu, który powstawał w kraju, bo tak wynikało ze zdjęć, które syn regularnie wysyłał matce.

Mijały lata, kobieta wreszcie wróciła do Polski, ale chciała synowi zrobić niespodziankę.
Taksówka zawiozła ją pod wskazany adres, a tam gołe pole, ani śladu wymarzonego domu, syn mieszkający obok w jakiejś ruderze, wyniszczony alkoholem.

Pamiętam  tylko przejmujący krzyk kobiety w ostatniej scenie tego filmu, gdy okazało się, że w gruzach legły wszystkie jej wysiłki i marzenia, że została oszukana i wykorzystana przez własnego syna... posiada tylko to, co zmieściła w walizce i nie ma dokąd pójść.

Mam znajomych w podobnym wieku, posiadaczy sporego domu na wsi. Dzieci wyfrunęły z gniazda, dom jest za duży dla nich dwojga, planują przenieść się do bloku w dużym mieście.
Młodsi już nie będą, pracy przy domu sporo, do lekarza i na większe zakupy daleko. Wielu ich znajomych dziwi taka decyzja, ale oni chcą być bliżej dzieci i atrakcji, które daje duże miasto.


poniedziałek, 21 września 2020

Leć, synku leć!

Na spełnienie tego marzenia syn czekał ponad rok. Dostał w prezencie voucher na skok spadochronowy, ale warunkiem była własciwa waga uczestnika czyli do 100 kg w ubraniu i butach. Ułomkiem nie jest, a waga nie kłamie... Ambitnie więc syn przystapił do zbijania wagi dzieki diecie i ćwiczeniom. gdy juz zblizał się do ideału, ogłoszono pandemie i wszystkie imprezy oraz usługi odwołano. Weszcie nadszedł ten dzień, ustalono termin i zaproszeni zostaliśmy do kibicowania. Nie powiem, że jako matka byłam zachwycona, ale czego się nie robi dla szczęścia jedynego dziecka. Pojechalismy do Kazimierza Biskupiego i obserwowaliśmy przygotowana do skoków.
Na lotniksu aeroklubu najpierw wpadła nam w oczy strefa lądowania skoczków. Tutaj musieli trafić z wysokości 4 tysięcy metrów, a niektórzy z 10 tysiecy. Nie wszyscy trafiali, ale płyta lotniska spora jest...
Dzięki podglądaniu innych skaczących tandemów uspokoiłam się nieco, bo wyglądało to wszystko bardzo bezpiecznie - najwazniejsz, by spadochron po prostu się otworzył.
Taki sympatyczny samolocik wynosi skoczków wraz z instruktorami na spore wysokości nad lotniskiem...na wysokości 4 tysięcy metrów wyskakują kolejno, spadają bewładnie do wysokości 1,5 km nad ziemią i wtedy otwiera się spadochron.
W tym kosmicznym hangarze składano na powrót czasze spadochronów, by zmiescić je w całkiem niewielkich plecakach.
Przed wylotem syn wypełnił stosowne dokumenty, został zważony i czekał na wywołanie przez instruktora z tandemu. Otrzymał uprząż skoczka i szczegółowe instrukcje, jak postępować w trakcie przelotu samolotem i w czasie skoku. Nagrywano także film z całosci przedsięwzięcia. My w tym czasie kibicowalismy innym skoczkom indywidualnym i w tandemach.
Tuż nad naszymi głowami latały malutkie samolociki, bo w tym aeroklubie można było też wykupić przeloty turystyczne.
Ostatnie przygotowania , sprawdzenie uprzęży i skoczkowie wraz z opiekunami udali się do samolotu.
Długo wyglądalismy na niebie punkcików i kolorów, samolot krążył nad lotniskiem, najpierw wyskoczyło dwóch skoczków na mniejszej wysokości, po czym samolot poszybował znowu w górę. Już miałam wątpliwości czy w ogóle doczekamy się skoków, a nuż ktoś spanikował, ale wreszcie ujrzeliśmy zapowiadany biało-niebieski spadochron, który przybliżał się z każdą minutą.
Wreszcie są! miękkie lądowanie, przybita z instruktorem piątka i odniesienie czaszy spadochronu do hangaru.
Na koniec dyplom dla skoczka i wymiana wrażeń w strefie wypoczynkowej. To była pełna wrażeń niedziela i powiem Wam, że nie wiem czy sama nie skoczę ze spadochronem w swoje okrągłe urodziny...

poniedziałek, 27 marca 2017

Gonić króliczka...

Wszyscy mamy jakieś plany, jakieś marzenia, których realizacja napędza nam baterie niezbędne do życia, do aktywności, która nie pozwala naszemu mózgowi zwiędnąć jak niepodlewana roślina. Oprócz wspomnianych miewamy także zachcianki, niekoniecznie kulinarne i tzw. króliczki, za którymi gonimy do utraty tchu, jak koń za przysłowiową marchewką.
Bywają jednak takie marzenia czy raczej zachcianki, których realizacja okazuje się okupiona zbyt dużym wysiłkiem lub nakładem finansowym, bądź też nasze oczekiwania wobec wyczekiwanego są zbyt wygórowane i na finiszu przeżywamy rozczarowanie.
Czytałam kiedyś o nabywcach bardzo wiekowego wina za bajońskie sumy i wino to okazało się wcale nie takie smaczne, jak się spodziewali nabywcy.
Inny przykład to oszczędzanie na wakacje marzeń i okazało się, że miejsce nie było warte ceny i może lepiej było pojechać gdzieś w bardziej swojskie klimaty lub spędzić ten czas z rodziną.

Sama miałam taki oto przypadek: w czasach siermiężnych, gdy handel oferował bardzo ograniczony asortyment towarów, a sklepy prywatne i komisy towarów zagranicznych dopiero raczkowały, upatrzyłam sobie torbę marzeń, ze skóry, z pięknymi okuciami, niedostępną dla mnie od strony finansowej. Byłam jednak tak zdecydowana, że postanowiłam odkładać zaskórniaki, byle ją mieć. Oszczędzałam długo, odmawiając sobie wielu rzeczy.
Gdy wreszcie przyszedł moment zakupu, jechałam do dużego miasta po moją torbę , niesiona skrzydłami zachcianki. Ten amok trzymał mnie do powrotu do domu. Później zaczęłam mieć wyrzuty sumienia, że taka droga, że ciężka, niepraktyczna, że żal ją nosić, bo ta piękna skóra się zniszczy itd.
Po co więc kupiłam tę torbę, skoro okazała się jak drogocenny obraz, który trzeba trzymać w sejfie, bo takiego dzieła nie wiesza się po prostu nad kominkiem …wymarzona rzecz przestała mnie jakoś cieszyć od momentu, gdy stałam się jej właścicielką.

Czasami przeżywamy mniejsze lub większe rozczarowania z różnych przyczyn, ale czy to nie jest właśnie tak, że niektóre zachcianki powinny pozostać w sferze marzeń, bo ich realizacja już nas tak nie cieszy, jak samo oczekiwanie?
Znam takie osoby, które funkcjonują od marzenia do marzenia, od planu do planu, bo realizując jedno już myślą o następnym, jest to istota ich życia i jest to jakaś "pazerność" na wrażenia, uzależnienie od spełnienia, a że uczucie spełnienia szybko mija, więc szukają następnego króliczka, za którym będą gonić...

czwartek, 10 marca 2016

Chciałabym....

Mówi się, że gdy spada gwiazda powinno się wypowiedzieć jakieś życzenie. Co prawda nie widziałam na nieboskłonie spadającej gwiazdy, ale czasami wzbiera we mnie lista życzeń, których spełnienie czyniłoby świat bardziej znośnym dla wrażliwych ludzi...

Chciałabym aby:
- sen przynosił wypoczynek, a płacz ukojenie
- można było zjadać ulubione przysmaki bez ciągłego myślenia o dietach i skutkach zdrowotnych
- wynaleziono wreszcie skuteczny lek na zwykły ból głowy
- małe dzieci nie doświadczały chorób zarezerwowanych niegdyś dla dorosłych
- pacjent nie był przypadkiem chorobowym ,a lekarze mieli więcej empatii
- ludzie odchodzili razem i nie musieli przeżywać żałoby po ukochanej osobie

Chciałabym aby:
- ludzie nie zazdrościli sobie sukcesów, ale raczej sami wzięli się do roboty
- praca nie niosła ze sobą niepotrzebnych stresów, które tylko przeszkadzają w rozwoju i zabijają motywację do działania
- ludzie mówili sobie prawdę prosto w oczy, bez obgadywania za plecami
- każdy mógł liczyć na pomoc bez przymusu okazywania wdzięczności
- obowiązywał szacunek dla pracy każdego człowieka, bez lekceważenia i wartościowania

Chciałabym:
- aby nikt nie wywyższał się ponad innych z racji majątku, pochodzenia czy jakichkolwiek innych względów
- byśmy szanowali prawo innych do wypoczynku, ciszy, ładu, własności
- by rodzice uczyli swoje dzieci, jak być szczęśliwym, a nie bogatym
- by ludzie cenili pasje i zdolności, a nie tylko majątek i zaradność życiową

Chciałabym:
- by ławki w parkach służyły do siedzenia i relaksu, a nie do innych celów
- by graffiti domorośli artyści ćwiczyli w domach, a nie miejskich murach
- aby śmieci trafiały do koszy, a butelki do skupu
- nie słuchać wulgaryzmów i nie widzieć plujących na chodniki

Wiele jeszcze mogłabym wymieniać, ale o niektórych podobnych życzeniach już pisałam, o innych napiszę.

czwartek, 3 marca 2016

Serca na drodze...

Co mają ze sobą wspólnego: półsierota z bidula, wytatuowany ksiądz, nauczycielka tańca klasycznego oraz sraluch (zabłąkany kurczak)? Jeśli zaintrygowało Was to pytanie musicie obejrzeć film Jana Jakuba Kolskiego SERCE SERDUSZKO. Nie jest to film dla miłośników kina przygodowego, ani pospolitych komedii ze szczęśliwym zakończeniem. Nie jest to także mroczny kryminał ani trzymający w napięciu thriller.
Jest to film, który mnie oczarował swoim przekazem, grą aktorów, epizodami zwykłego życia szarych ludzi uwikłanych w perypetie rodzinne i psikusy losu. Film zapadający głęboko w duszę, obraz, po obejrzeniu którego dźwięczy cisza, bo emocje muszą opaść, aby głos mógł odzyskać siłę...

Jest to film opowiadający perypetie dziewczynki goniącej za marzeniem : zdać egzamin do szkoły baletowej, co w jej przypadku nie jest łatwe, ale zbieg okoliczności i życzliwi ludzie, których spotyka na swej drodze zbliżają ją powoli do celu...
Jest to niejako film drogi, bo większość zdarzeń ma miejsce w drodze przez całą niemal Polskę, różnymi środkami transportu w zetknięciu z ludźmi, którzy normalnie nie mieli szans się spotkać.
Film ten powinni obejrzeć wszyscy, którzy obwiniają los za swoje niepowodzenia, rodzice, którzy lekceważą pragnienia swoich dzieci, ludzie, którzy uważają, że posiedli wszystkie mądrości tego świata, a tak niewiele wiedzą o duszy człowieka. Ale nie jest to film smutny ani tragiczny, ma nawet momenty humorystyczne i zaskoczenia. A taniec Mai Komorowskiej w zwiewnej koszuli nocnej czy solo Marcina Dorocińskiego a'la "Jezioro Łabędzie" warto zobaczyć...
"Nie jest to idealistyczna wizja świata bez przemocy i trudności, ale obraz nieustannego dążenia do tego, co dobre i piękne, pomimo własnych słabości czy nie najszczęśliwszych okoliczności losu. To świat, w którym karci się za zło i głupotę" - czytamy w recenzji S.Blady na stronie tominowina.pl