niedziela, 17 października 2021

Dobrze, że są weekendy...

 Gdy jesteśmy czynni zawodowo w pełnym wymiarze, na pełną rekreację pozostają weekendy, ewentualnie spacery do i z pracy. Do pełnego szczęścia przydaje się dobra pogoda, ale na to już nie mamy wpływu.
Jeśli relaks ogranicza się do spacerów, serce radują piękne drobiazgi, które na zdjęciach poniżej.

W naszym mieście posiano owadom przyjazne łąki, obserwowałam, jak rosły poszczególne rośliny, ale dopiero teraz widać ich prawdziwe piękno, mimo że niektóre kwiaty już przekwitły!


 Przebarwiają się drzewa i krzewy, pnącza zawładnęły wysokimi słupami i latarniami...



Krótka wycieczka do Torunia , a tyle ciekawostek - spotkaliśmy na deptaku głównym pochód postaci z bajek, przechodnie dołączali w drodze, aż trudno było zdjęcie zrobić. Wesoło i kolorowo, trudno się nie uśmiechnąć.


Także w Toruniu, blisko pomnika Kopernika słyszymy nietypowe dźwięki , okazało się, ze to kataryniarz, ale katarynka jakaś inna. Podchodzę , a tu instrument niczym małe organy, melodia zapisana na perforowanej taśmie papierowej, dźwięk nie drażni uszu. Pytam kataryniarza, wyjaśnia, że to katarynka fletowa, dlatego melodia miła dla ucha.
Zdjęcia poniżej to ostatnie róże w parku, kwitną dumnie, nawet na łodyżkach bez liści.

                                    

Nie byłoby wypadu do grodu Kopernika bez słynnych pierników i zakupów w gruzińskiej piekarni, nawet tylko w tym celu warto tam pojechać:-)


Jesienne obrazki  - nowa część w parku solankowym, dlatego drzewa młode, ale obszar może zmęczyć nawet młode nogi.
Płacząca wierzba przegląda się w jeziorze Gopło, bo i tam mamy blisko, a widoki cudowne.


Ostatnie zdjęcia robione w parku w Gołuchowie, takich malowniczych mostków jest tam kilka, a ostatnio odkryliśmy ogrody kwiatowo - ziołowe, o tej porze roku już raczej niewiele rośnie na grządkach, ale i tak jest pięknie.

Zanim dopadnie nas jesienna szaruga, cieszmy się każdym słonecznym dniem i kolorami natury, nawet przyjaciół zabierzmy w plenery, zamiast siedzieć przy stole:-)

czwartek, 14 października 2021

Od stóp do głowy...

 

Jest taka seria książek "Księga 1000... rekordów/sensacji/przygód/pytań i odpowiedzi " itp.

Czasami do niej zaglądam i zawsze znajdę coś ciekawego, w dodatku można wyszukać ciekawostki z ulubionej dziedziny, gdyż każdy tom podzielony jest na rozdziały typu: nauka i technika, człowiek  i jego otoczenie, astronomia, świat zwierząt itd.

Dziś wybrałam dla Was ciekawostki o człowieku, może coś Was zadziwi, a może nie?

1. Angielska królowa Wiktoria jako pierwsza kobieta zachodu w 1853 roku przebyła bezbolesny poród. Wdychała opary chloroformu i uznała to doznanie za przyjemnie i kojące doznanie. Prekursorem takiego położnictwa był szkocki lekarz James Simpson.

2. Pierwszym pacjentem, którego leczono elektrowstrząsami był cesarz rzymski Klaudiusz. Gdy dokuczały mu bóle głowy, jego lekarz przykładał mu do czoła węgorze elektryczne, które wytwarzały słabe impulsy. Podobno przynosiło to władcy ulgę.

3. Głośne bicie dzwonów może powodować krwawienie z nosa. Nasze ucho wychwytuje tylko część dźwięków dzwonu, na silne drgania dzwonu delikatne naczynia krwionośne w nosie reagują pękaniem.

4. W ludzkim organizmie żyje ok.600 milionów różnych drobnoustrojów - od skóry, poprzez ślinę po jelita. Nawet wirusy maję się w naszym wnętrzu całkiem dobrze i specjalnie nie szkodzą, chyba że nasz system odpornościowy ulegnie osłabieniu.

5. Najbardziej wytrzymałym mięśniem w naszym organizmie jest mięsień szczęki dolnej, umożliwiający mówienie i jedzenie. W normalnych warunkach nigdy nie wiotczeje, więc ból w dolnej szczęce nam nie grozi.

6. Dorosły człowiek jest rankiem o około 2 cm wyższy, niż wieczorem, po męczącym dniu na nogach wysokość może zmienić się nawet o 3 cm.

7. Nie wszystkie włosy wypadają nam równie szybko. Włosy na brodzie mogą przetrwać nawet 20 lat. Owłosienie ciała i głowy zmieniamy średnio co 4 lata, a rzęsy co 3 miesiące.

8. Nawet gdy spokojnie stoimy, pracuje w naszym ciele wiele mięśni, by nas utrzymać w równowadze. Bez udziału świadomości mózg nieustannie reguluje nasza postawę, od błędnika po stopy. gdybyśmy byli faktycznie nieruchomi, przewróciłby nas wiatr, ale układ nerwowy automatycznie równoważy wpływ na nas sił zewnętrznych.



poniedziałek, 11 października 2021

W rzeźbę kropidłem...

 

Czytam na lokalnej stronie internetowej, ze  w pewnej szkole, z okazji jubileuszu odsłonięto i poświęcono płaskorzeźbę ku czci patrona szkoły.

Innym razem było to poświęcenie sali multimedialnej do nauki języków obcych, boiska szkolnego, całej szkoły. 
Chodziło oczywiście o państwowe szkoły publiczne, nie społeczne, katolickie czy innych wyznań.

Co roku na św. Krzysztofa proboszcz pobliskiej parafii święci samochody, rowery i motocykle.

Zainteresowałam się , czym w KK są święcenia tego typu, bo trochę dziwne mi się to wydaje. 
Znalazłam dwa uzasadnienia i oba nie przemawiają do mnie wcale, według mnie są co najmniej naciągane...

Na stronach poświęconych święceniu przedmiotów czytam mianowicie, że :

1. każdą rzecz i przedmiot można poświęcić Bogu, a woda święcona ma moc ochrony przed złem, ale działa tylko wówczas, gdy "usługobiorca" wierzy w tę moc i jest należycie religijny.
( trochę z Harrym Potterem mi się to kojarzy i jest wygodne, gdyby się okazało, że auto, mimo święcenia rozbite na amen)
Do poczytania TUTAJ

2. stosuje się błogosławieństwa osób, przedmiotów, także przy użyciu wody święconej i wprawdzie dotyczą głównie kościoła i ołtarza, to dopuszcza się błogosławienie sal szkolnych, boisk , przedmiotów, by uwolnić je spod władzy i wpływu złego ducha, jest to równocześnie  akt uproszenia o opiekę nad osobami przebywającymi w danym miejscu i używających określonych przedmiotów.
Do poczytania TUTAJ

I tak się zastanawiam, co złego może spotkać ucznia w sali języków obcych lub płaskorzeźbę na korytarzu szkolnym? Przypominam, że święceń dokonano w świeckich szkołach publicznych, gdzie uczą się dzieci różnych wyznań i niewierzące, że o pracownikach nie wspomnę.
Co przyjdzie Bogu z poświęcenia mu sklepu , gdzie codziennie sprzedaje się alkohol, papierosy, prezerwatywy, a ludzie na wiele sposobów utrudniają sobie wzajemnie życie?

Z innej nieco beczki.

Zajęta pracami kuchennymi, włączam telewizor i pilot trafia na telewizję TRWAM.
Już mam przełączyć kanał, gdy moją uwagę przykuwa napis NAGRODA IM. PROF.SZYSZKO - 
tak, tego samego, co lasy błyskawicznie i dla naszego dobra wycinał.
Przemawia ojciec dyrektor z Torunia, przemawia kapelan myśliwych. 
Wręczono nagrodę za rok ubiegły - nieodebrana z powodu pandemii. Nie wiem za co.
Wręczono wreszcie nagrodę tegoroczną. otrzymał ją dyrektor jednej ze szkół wraz z uczniami za: przygotowywanie kiełbasek i grochówki dla myśliwych w czasie corocznego Hubertusa oraz za to, że sam pan dyrektor w końcu został myśliwym i jego uczniowie także.
Przytoczyłam dosłownie, nóź niemal wypadł mi z ręki. 
I mam do Was pytanie : czy to ja jestem dziwna czy tu jednak coś jest nie tak?


To zdjęcie świetnie pasuje do stwierdzenia, że alkohol na polowaniach uratował więcej zwierząt, niż aktywiści Greenpeace. 

piątek, 8 października 2021

Nie byle jakie drzwi...

 

W każdym mieście jest kościołów wiele.

Kolegiaty, bazyliki, katedry, fary... dla wierzących to chyba bez różnicy czy modlą się w katedrze, czy w małym wiejskim kościółku?

Nie jestem religijna, ale doceniam piękno zabytków, klimat drewnianych świątyń i kapliczek. Wolę te skromne, bez nadmiaru złoceń i marmurów, budowle z ciekawą historią , czasem z życzliwym wikarym, co turystom otworzy drzwi, by wnętrze obejrzeli.

Dziś chcę napisać o nowym nabytku dla kościoła pod wezwaniem św. Mikołaja w moim mieście. Kościół stary i znany z procesu nad Krzyżakami oraz z pobytu Władysława Jagiełły i jego żony Jadwigi. Stąd ulica i szkoła średnia imienia królowej i posąg Jadwigi na rynku.


To drewniana dzwonnica przy kościele, która omal nie spłonęła, bo jacyś niefrasobliwi nastolatkowie zaprószyli w niej kiedyś ogień.


Przypadkiem, w czasie spaceru zauważyliśmy nowe drzwi w głównym wejściu do Fary. Na pierwszy rzut oka przypominają słynne Drzwi Gnieźnieńskie. Obok tablica informacyjna, ale słabo czytelna, bo litery na złotym tle, więc w słoneczny dzień, prędzej Cię oślepi, niż napis odczytasz, chyba że pod odpowiednim kątem.



(zdjęcia można powiększyć kliknięciem)

Czytam na tablicy, iż są to Drzwi Jubileuszowe, zaprojektowane i wykonane dla uczczenia 100. rocznicy odzyskania niepodległości.
Powstawały w latach 2019-2021, a autorem projektu jest Andrzej Prokopiuk. 

Tympanon przedstawia Chrystusa ukrzyżowanego i wzorowany był na najstarszym zabytku Fary czyli XIV wiecznej rzeźbie z ołtarza Krzyża Świętego.
Sentencje upamiętniają kardynała Józefa Glempa oraz Jana Kasprowicza.
 
Płaskorzeźb jest sześć, poczynając od lewego górnego rogu scenki ukazują:
 
1. Założenie miasta w 1239 roku przez księcia kujawskiego Kazimierza Konradowica.

2.Wyrok w procesie papieskim nad Krzyżakami w latach 1320-1321, w którym rozstrzygano kwestie przynależności do Polski Pomorza Gdańskiego.

3.Pobyt w Inowrocławiu Władysława Jagiełły, który z zamku inowrocławskiego przez 3 tygodnie kierował wojną z zakonem krzyżackim.
 
4. Rozwój miasta w XIX wieku, powstały wówczas kopalnia, uzdrowisko, stacja kolejowa.

5. Walka z germanizacją i  powstanie Towarzystwa Gimnastycznego SOKÓŁ, którego siedziba stoi do dziś.

6. Pierwszy dzień wolności po sukcesie Powstania Wielkopolskiego- Inowrocław odzyskuje niepodległość po 147 latach zaboru prusko-niemieckiego.

Drzwi stanowią na pewno atrakcję turystyczną, a dla mieszkańców to dobra okazja, by odświeżyć sobie dzieje własnej miejscowości.
 

wtorek, 5 października 2021

Z frontu...

 

Wykorzystuję ostatni rok pracy, by swoje obserwacje przelać na łamy bloga, później Was sprawami szkoły zanudzać nie będę.

Nie zawsze doniesienia medialne dają obraz rzeczywistości, wszak  propaganda rządowa działa skutecznie.

Pan minister od edukacji obiecywał lepszą opiekę psychologiczną dla uczniów oraz wyrównanie szans dla tych, którym zdalne nauczanie nie bardzo wychodziło i mają teraz spore braki.

Nie wiem, jak jest w dużych miastach, u nas polepszenie skutkuje tym, że mamy 2 psychologów na wszystkie szkoły podstawowe, czyli na jedną panią psycholog wypadają po 4 szkoły. Nie wyobrażam sobie, jak można taśmowo rozwiązywać problemy dzieci i często ich rodziców, a jest tych problemów coraz więcej. Wiele spraw wymaga dalszych działań pozaszkolnych.
Nasz placówka i jedna po sąsiedzku etatu dla psychologa nie dostały, bo obie panie pedagog mają wykształcenie kierunkowe psychologiczne, ale na dodatkowe dla nich godziny kasy brak. 
A tu   przecież potrzeba właśnie dodatkowego czasu dla uczniów. 
Na prywatne wizyty u psychiatry czeka się miesiącami i nie każdego stać.

Obiecywano po 15 godzin dodatkowych zajęć na klasę  dla uczniów potrzebujących wsparcia w nauce.
Finalnie okazało się, że to 15 godzin na szkołę, a wielu rodziców rezygnuje z takowych i wypisuje dzieci, bo albo musiałyby czekać  1- 2 godziny po lekcjach na wolne sale, albo uczniowie mają w tym czasie szkoły muzyczne itp.  Wreszcie dzieciaki zwyczajnie nie dają rady z liczbą godzin przebywania w szkole. Robi się z tego cały etat osoby dorosłej, a gdzie reszta życia?
 
Podobne fiasko dotyczy sponsorowanych wycieczek dla uczniów oraz programu rozwoju czytelnictwa, najpierw wymyśla się hasło i wygłasza laurki pochwalne w mediach,  dopiero później wychodzą błędy i brak konsultacji z zainteresowanymi podmiotami.

Edukacja zostaje w tyle, bo ważniejsze są procedury covidowe, odkażanie sal, wietrznie pomieszczeń i dezynfekcja klamek i poręczy, prowadzanie dzieci "na sznurku" nawet do toalety, pilnowanie by się uczniowie nie mieszali i myli ręce. Na lekcję zostaje jakieś pół godziny.
 
 

Co zauważa się u uczniów? Rozmaite niekorzystne zjawiska, od wzmożonej agresji wobec rówieśników i nauczycieli, poprzez zniechęcenie do wysiłku umysłowego w ogóle , po fobie szkolne oraz inne problemy psychologiczne.
Najbardziej zauważalnym jest jednak uzależnienie od telefonów komórkowych. niektóre dzieciaki nie wytrzymują bez zerkania na ekrany komórek jednej lekcji, zdarza się, że wymuszają częste wyjścia do toalety, byle tylko włączyć telefon i sprawdzić, czy życie nadal toczy się bez ich udziału. 
Zdarzają się spóźnienia lub nieobecności w szkole, bo uczniowie grają do rana w gry komputerowe, czatują z kolegami i koleżankami lub bawią się w youtuberów.
Rodzice czują się bezradni, szukają pomocy w szkole.

Dieta uczniów także zostawia  sporo do życzenia. Kupują mnóstwo tzw, przegryzek, różnych niezdrowych rzeczy, piją napoje energetyczne, co skutkuje brakiem koncentracji na zajęciach i wzmożoną agresją właśnie. Dawno nie widziałam, by jakieś dziecko w szkole jadło owoce lub warzywa, tym bardziej, że ustała akcja owoce i warzywa w szkole. Już w drodze na lekcje zapychają się chipsami, pizzerinkami, cukierkami.
 
Najbardziej martwi mnie upadek  czytelnictwa, tak źle nie było od dawna i nie pomagają akcje czy imprezy .
Starsi uczniowie wypożyczają tylko lektury , a młodsze dzieci coraz częściej pytają o książki do oglądania, żeby było dużo obrazków. Gdy zapytałam dzieci z pierwszych klas czy ktoś im czyta przed snem lub czy sami już czytają, to podniosło ręce kilka osób tylko, a jeden z chłopców stwierdził, że on czyta coś tam tylko w telefonie...

Oszczędności w szkołach widać na każdym kroku, pewnie to zależy też od kondycji finansowej lokalnych  samorządów, za to maski i płyny do dezynfekcji placówki oświatowe otrzymują z ministerstwa  w kolosalnych ilościach.

Zainteresowanych szerzej tematem odsyłam do znakomitego portalu EDUNEWS, skąd pochodzi cytat:

"Pandemia pokazała także, że generalnie władze oświatowe nie mają dobrego kontaktu ze szkołami i co więcej swoimi działaniami przyczyniają się raczej do pogorszenia warunków pracy dyrektorów i nauczycieli w szkołach niż do poprawy. W pandemii autonomia szkoły zaczęła się kurczyć. I słysząc o kolejnych planowanych zmianach można mieć obawy, że lepiej nie będzie. Może w polskiej oświacie też nastał czas cyklopów, czyli osób patrzących tylko jednym okiem na świat (w tym i na szkolnictwo) i nie dostrzegających szerszego kontekstu i zależności oraz wyzwań, które czekają młodych ludzi w tym skomplikowanym świecie. A może naprawdę naszej rodzimej klasie politycznej chodzi o tylko kształcenie miernych, ale wiernych obywateli…"

To słowa Marcina Polaka, który  zajmuje się zawodowo polską edukacją od ponad 15. lat i jest głęboko zaangażowany w debatę na temat modernizacji i reformy szkolnictwa.


piątek, 1 października 2021

Różne odsłony lasu...


Gdy jesień ciepłem rozpieszcza warto wybrać się w plener, na przykład do Gołuchowa, o którym już wielokrotnie pisałam, bo tam i zamek ciekawy, i park piękny,  ogromny, wreszcie zagroda zwierząt i las wokół, gdzie sarenki spotkać można.


Jeśli po komnatach zamku chodzić nie chcesz, warto choć na dziedziniec zajrzeć i kunszt architektów podziwiać.

Ale jeśli wybierzesz się do Gołuchowa w niepogodę, to też niewiele stracisz, bo otwarto ostatnio muzeum leśnictwa, a w zasadzie zmodernizowano starą jego wersję, a modernizacja i zbiory zachwycają.


Jest tu wszystko, co o lesie i jego pracownikach wiedzieć wypada. Ekspozycja jest multimedialna, zbiory bogate, poznasz las w każdej jego odsłonie. 
Podziwiać też wypada zbiory rzeźby i obrazów z materiałów ekologicznych, ale o sztuce innym razem.


Widuje się lub słyszy czasami pracowników lasu, bo nie tylko drwali, którzy dbają o jego dobrą kondycję, a liczba narzędzi, jakich na co dzień używają jest imponująca, warto poczytać, do czego służą.


Wielkie gabloty pokazują jak wygląda las w różnych porach roku i choć za wypchanymi zwierzętami nie przepadam, to trzeba przyznać, że ekspozycje  niesamowicie dobrze naśladują rzeczywistość.


Każda w zasadzie ekspozycja w tym muzeum to świetna lekcja przyrody dla młodych i starszych zwiedzających, a dodatkowe informacje czekają gotowe do odpalenia na multimedialnych ekranach i tablicach poglądowych. Spodobały mi się wizerunki i głosy ptaków.


Takie kolumny widziałam po raz pierwszy. Betonowy trzon otoczony tubą z pleksi, a w środku dary lasu - szyszki, żołędzie, kawałki kory itp.


Jako przeciwniczka polowań na zwierzęta, z mieszanymi uczuciami obejrzałam trofea myśliwskie, ale przyznać trzeba, że zbiór imponujący, z rogów były także meble i lampy.


By poznać budowę i znaczenie lasu nie musimy nawet do niego wchodzić. Specjalna ekspozycja opowiada o lesie wszystko i wciąga muzealnych gości w kolejne rozdziały opowieści. Łatwo jest stracić rachubę czasu i zgubić drogę do wyjścia.


Zapytacie pewnie, cóż to za księgi? Niezwykły zbiór 28 drzewnych książek, a każda z innego rodzaju drewna , a wewnątrz liście, kora, owoce , nasiona poszczególnych gatunków.
Zadziwia dokładność i pasja wykonawcy, imponuje idea przekazania wiedzy w nietuzinkowy sposób.

Tak niewiele o tak ciekawym muzeum na terenie kompleksu pałacowo-parkowego w Gołuchowie koło Kalisza.
Gdy dodać do tego dom pszczelarza i inne ciekawe zakątki, to już wiecie, dlaczego kilka do roku bywamy właśnie tam...

wtorek, 28 września 2021

Tajemnica...

 

Bywają filmy, które oglądamy dla zabicia czasu, bywają długo poszukiwane , bo ktoś nam polecił lub otrzymały wiele nagród i wreszcie takie, które znajdujemy i obejrzymy przez przypadek, ale ich treść zostaje z nami na długo.
Nazywam je filmami grającymi na emocjach i zmieniającymi nas samych lub przynajmniej zmuszającymi do refleksji, takich prawdziwych, a nie powierzchownych.
Takim filmem jest  FUGA. Z genialną rolą Gabrieli  Muskały.

Film trudny, wymagający uważności i czasu na dyskusję po jego obejrzeniu, bo tu nie da się wyłączyć myślenia po napisach końcowych.
Widziałam kilka filmów o zanikach pamięci, czy to na skutek chorób, wypadków czy traumatycznych przeżyć. Ten obraz jest nieco inny. Bohaterka na skutek amnezji zmienia się całkowicie. Z przykładnej żony, matki i belferki przeistacza się w wulgarną postać wolnego ptaka, bez przeszłości i bez pomysłu na jutro .

W filmie nie ma szczęśliwego zakończenia, gdyż pomimo odzyskania pamięci , przynajmniej na temat najbliższej rodziny, bohaterka nie tylko nie akceptuje dawnego imienia, ale i życia, jakie dotychczas prowadziła. Amnezja spowodowała zmianę   osobowości do tego stopnia, że kobieta nie wraca do dawnego życia, nie widzi tam siebie. Nawet uczucia macierzyńskie nie wracają z dawną siłą, ona należy już do innego świata.


Niezbadane są w dużym stopniu własności i możliwości naszego mózgu.
Czy to, kim naprawdę jesteśmy  drzemie w nas głęboko i czeka na wyzwolenie , a niecodzienny przypadek sprawia, że stajemy się kimś zupełnie innym, bez powrotu do dawnej natury?


Według słownika języka polskiego fuga to:

1. «utwór polifoniczny instrumentalny lub wokalny, w którym poszczególne głosy kolejno podejmują temat»
2.  «reakcja ucieczkowa na jakieś przykre bodźce»

Obie definicje świetnie pasują do tego filmu, druga to wiadomo, a pierwsza - osoby dramatu także kolejno próbują się zmierzyć z zaistniałą sytuacją, ale żadnej nie wychodzi to dobrze, jakby każda grała  w innej aranżacji lub podejmowała własny wątek bez wnikania w sedno sprawy.

Ciekawe, jaka natura drzemie w każdym z nas, bo przecież ukształtowały nas różne okoliczności...

sobota, 25 września 2021

Bronić wartości...

Zaglądając w medialne  zakamarki, co rusz natykam się na wypowiedzi polityków, dotyczące obrony wartości chrześcijańskich i tradycji przodków.

Powiem szczerze, że chyba tylko owi politycy i hierarchowie kościelni nie zauważyli, że nasz świat się zmienia, zmieniamy się my wszyscy, a przede wszystkim zmieniają nam rzeczywistość ci politycy właśnie, którzy wartości i tradycję mają na ustach , a postępują wedle własnych zasad lub ich braku po prostu.

Wartości i zasady wynosimy z domu, koleje losu i ludzie na naszej drodze weryfikują wszystko, czym nasiąkamy za  młodu. 

Politycy znani są z tego, że często zmieniają poglądy, partie i stanowiska, często postępują wbrew wszelkim zasadom przyzwoitości i uczciwości. Zaufanie w tym przypadku idzie w las lub raczej w knieje, bo tam ginie bezpowrotnie, choć niektórzy łudzą się, że po kolejnych wyborach musi być lepiej.

Przedstawiciele kościoła też nie są lepsi, co wykazały ostatnie afery i wypowiedzi hierarchów. Jak ma się świat polityki do kościelnego? Możesz nie głosować na konkretnego polityka lub wycofać swoje poparcie dla danej partii, a co duchownymi?  Zdarzają się nieliczne przypadki buntu w parafiach, gdy wierni nie zgadzają się z postępowaniem  miejscowego proboszcza, ale i tak o wszystkim decyduje kuria.

Ale nie o kościele zamierzam pisać. Niechaj martwią się ci, którzy należą i korzystają. Szczerze mówiąc, nie mają chyba wyboru.

Słyszę z ust polityków prawicy, że zamierzają bronić tradycyjnych wartości i walczyć o polską suwerenność. Obrona i walka kojarzą mi się z wojną. Z kim zatem walczą i przed czym chcą nas bronić?

W dobie przewartościowania wielu zasad, zakłamania , braku tolerancji i zwykłej życzliwości dla innych (nie swoich) wypada zapytać - drodzy politycy i ojcowie kościoła, jakim to jesteście dla nas autorytetem i wykładnią, by wmawiać nam, że "walczycie" o nasze dobro, kręgosłup moralny i kodeks etyczny dla następnych pokoleń?

Idąc za ciosem zapytam, bo sama już mam wątpliwości - czy widzicie  jeszcze  tradycyjne polskie wartości, o które powinni walczyć nasi przedstawiciele w Unii Europejskiej?


środa, 22 września 2021

Podglądanie, podziwianie ...

 Kolejna seria zdjęć i ciekawostek, które zapodziały się na dysku. Czasami jest to podglądanie ludzi i przyrody, czasami odkrywanie innego spojrzenia na świat daleki i bliski...


W Gnieźnie na rynku spotkaliśmy kiedyś cyklistów, którzy popisywali się sztuczkami na swoich rowerach. Czego oni nie wyprawiali!


Taką fontannę trafiliśmy na wieczornym spacerze, bodajże w Krynicy, kolory podświetlenia i natężenie wody zmieniały się co chwila.


Odwiedzając miejscowość Zamek Bierzgłowski znaleźliśmy klasztor, na dziedziniec którego można było wejść i pospacerować ścieżkami dumania, w upalne dni to bardzo przyjemny ogród.


W miejscowości Kluki, nad jeziorem Łebsko kończyła się nagle asfaltowa droga, wysiedliśmy więc z auta i dróżka zawiodła nas do wieży widokowej, ze szczytu której zrobiłam zdjęcie tego mola, a widoki wokół były cudowne. Stamtąd tez zauważyliśmy zbliżającą się burzę i zanim zeszliśmy z wieży dopadły nas pierwsze krople deszczu...


Balony to piękny widok na tle nieba, tu akurat jest jeden tylko, bo nie mogłam znaleźć fotki , na której uwieczniłam ich całe mnóstwo...


Znowu rowery! Jazda rowerem może być trudna w trudnym terenie, ale jazda po terenach górskich , w dodatku po deszczu, to nie byle jaki sprawdzian i dla ludzi, i dla jednośladów. A przecież swoją wytrzymałość na trudy górskich wyścigów prezentowały także panie! 


Nowa instalacja w naszym parku miejskim - hotel dla owadów. powstają, z tego co wiem niemal wszędzie, ale pierwszy raz widziałam tak duży.


W Lubostroniu przyroda wdziera się w ramy zabytków, budowla popadająca w ruinę udzieliła gościny różnym roślinom, a kwitnące drzewko owocowe na tle pustych oczodołów okien, to niemal symbol...
 

Kogo podejrzałam tym razem? W upalny dzień zobaczyłam z okien biblioteki , jak dzieci z III  klasy rozsiadły sie pod drzewem w szkolnym ogrodzie i słuchały swojej pani, czytającej im książkę - przepiękny widok!


Wracając z pracy, zatrzymałam się przy osiedlowej oazie nad stawem, by przyglądać się rodzinie dzikich gęsi. Gdzieś w pobliżu musiały założyć gniazdo i wychować młode. 
Moja obserwacja nie trwała długo, bo nadeszła pani z dziećmi, które rzuciły się na ptaki, jak na trofea myśliwskie...


Wyszłam w szkole na korytarz , a tu po posadzce biegały roboty, którymi dzieciaki sterowały za pomocą aplikacji w swoich telefonach. Roboty zmieniały tez kolory i wydawały różne dźwięki:-)


Na spacerze po bulwarach toruńskich nad Wisłą pomachaliśmy pasażerom statku wycieczkowego, my na brzegu, korzystając z leżaków piliśmy lemoniadę i jedliśmy lody.


Wiewiórka jest symbolem naszego parku solankowego i chyba miasta w ogóle, a taka graficzna ruda pojawiła się na jednym z budynków i o dziwo, od kiedy zaistniała, przestano bazgrać na tej ścianie byle jakie  graffiti ...


Takie kolorowe domki stawia w swoim ogrodzie starszy pan, który w zimowe wieczory wyczarowuje z drewna ozdoby dla uciechy przechodzących turystów (okolice Kudowy).

Wyszedł kompletny galimatias, ale kto powiedział, że zawsze musi być porządek?

niedziela, 19 września 2021

Kocha, lubi, gotuje...

 

Niektórzy gotują, pieką z miłości do czynności kulinarnych i smaków, inni z miłości do osób, którym przygotowują ulubione dania.

Ja należę raczej do tych drugich, mój syn prezentuje oba przypadki. Nie wiem, po kim to ma, na pewno nie po mnie. twierdzi, że praca w kuchni go relaksuje, a zadowolenie zjadaczy bardzo satysfakcjonuje.

Mój mąż ma swoje wypracowane dania i wypieki, którymi wyręcza mnie w kuchni, więc kiedy mam kulinarnego lenia, bardzo chętnie zrobi placki ziemniaczane, pulpety, wątróbkę, placek drożdżowy. Jedynie zupy nie zyskały jego zainteresowania, ale moje chwali i chętnie zjada.

Z miłości do bliskich chętnie zrobię pizzę, omlet z warzywami, sałatkę, placek z owocami lub babkę oraz wszelkie jednogarnkówki. Cała reszta to szara codzienność. Lubię , by było szybko, łatwo, a składniki nie kosztowały fortunę.

Synowa chwali moje dorosłe dziecko nie tylko za konkretne dania, ale głównie za zapał i chęć spełniania zachcianek, które w przypadku ciężarnej są uzasadnione.

Ale nie ma rozważań o kulinariach bez fotek, będą i tutaj.


To słynny i chwalony placek męża, ja drożdżówki nie tykam...


Czasami upiekę placek z owocami, ale niezbyt często, bo sama lubię, więc pokusa zbyt duża...


Ostatnio syn wypieka pyszne i kolorowe tarty na kruchym spodzie, no mówię Wam, niebo w gębie!


To pizza w jego wykonaniu...


a to moja, skromniejsza i niezbyt kształtna.


To racuchy drożdżowe męża, piękne i wyrośnięte...


a to moje liche gofry, ile razy bym nie robiła, nie są takie jak w cukierni...


A to już wyższa szkoła jazdy, kolacja meksykańska u mojego syna. Dostał kiedyś w prezencie od żony kupon na kurs gotowania, wybrał kuchnię meksykańską. Dla mnie zbyt pikantna, ale nawet wizualnie robi wrażenie:-)

Każdy pewnie ma swoje ulubione dania i wypieki, które wychodzą mu zawsze i takie, których nie tyka, bo na pewno nie wyjdą.

Będę wdzięczna, jeśli w komentarzach podzielicie się swoim kulinarnym doświadczeniem:-)