Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 września 2026

Zapiski codzienności cz.44

 Nagromadziło się zapisków rozmaitych tyle, że muszę je podzielić. Opisuję Karkonosze, a jeszcze czekają relacje z Grudziądza i Płocka. Nie uciekną, a w deszczowe dni będzie o czym pisać.


Nowy mural w moim mieście, dla upamiętnienia kopalni soli, która już nie istnieje. 
Mam nowy telefon , który murale fotografuje z dziwnym zniekształceniem, o dziwo inne obiekty normalnie...


To mural na budynku sanatorium Oaza, pewnie był tam od dawna, ale ukryty za drzewami i od ulicy mało widoczny.


Dostałam znowu piękne filiżanki, w stylu włoskim, bosko się pije w nich kawę:-)


Najsłodsza kartka od wnuka, imię napisał sam, resztę po śladzie, a w środku naklejka ( lisica z lisiątkiem czytają książkę ) - babciu, to ty i ja!
Wzruszyłam się bardzo!


Moje letnie bukiety, teraz już jesień widać i czuć w przyrodzie...


Wreszcie remontują zabytkową kamienicę na tzw. złotym rogu, zrobiłam zdjęcie bocznej ściany, bo główna jeszcze pod rusztowaniem.


Na ogrodowego grilla u syna zrobiłam szaszłyki, fajne są mini pieczarki do tego celu.


W parku miejskim otwarto Patio Italiano, przyjemny zakątek, czynny tylko w weekendy.


Zamówiliśmy pizzę, ciasto pyszne, składniki na bogato!


Krótki wypad do lasu, który rośnie nad jeziorkiem, a tam wędkarze korzystają z prawdziwie letniej pogody.


Dwie godziny spaceru i taki zbiór grzybów:-)
Teraz suszą się w słońcu na balkonie.

niedziela, 16 sierpnia 2026

Zapiski codzienności cz.43

 W mediach same tragiczne wiadomości, więc dla przełamania zamieszczam same miłe momenty. Pewnie, ze w codzienności bywają rózne, ale po co skupiać się na tych gorszych...


Prezent od męża - filiżanki do kawy z motywem lawendy, bo lubię celebrować picie kawy w coraz to innych naczyniach.


Prezent od Iwony z Warszawy, tomik wierszy Małgorzaty Południak, czytam codziennie jeden utwór, bo są to wiersze do rozmyślań, delektowania się każdym wersem. 


Szybki wypad do lasu zaowocował w niezły zbiór jeżyn, malin tylko kilka i trzy grzybki do ususzenia.


Część jeżyn zjedzona z krzaka, część zamroziłam, a z reszty placek z jogurtem upiekłam, tak szybko znikał, że ledwo zdążyłam zdjęcie zrobić!


U koleżanki na balkonie zakwitły kaktusy, jakby czekały na jej powrót, bo była w lesie, a wróciła tylko po to, by spakować sie na pobyt w sanatorium!


Moje kwiatki, to mieczyk w obłędnym kolorze, ( uwielbiam te kwiaty, ale tylko jeden, bo nie mam wielkiego wazonu na bukiet) oraz łąkowe skarby, zerwane w drodze z garażu.


Przy drogach witacze/zaproszenia - czas dożynek, a pomysłowość twórców zadziwiająca:-)


A ten demotywator zrobił mi dzień - jaki wspaniały pomysł, kolejka jak najbardziej , a klientki spokojnie czekają i nie męczą się! No może zimą byłoby gorzej...

Koniec upałów, cieszycie się?

czwartek, 6 sierpnia 2026

Zapiski codzienności cz.42

 Muszę pokazać Wam ogrody zapachów w naszym parku, teraz królują róże i pachnące zioła, każda odmiana ma inny zapach i spacerując wokół klombów, czujemy cały czas te aromaty!


Kupiłam nowy fotel, bo stary mocno się zużył, a ceny u tapicera to ból głowy...zresztą nawet nie wiem, gdzie u nas tapicer teraz.
Zakup skomplikowany, bo w sklepie modelu nie ma, trzeba zamówić online i czekać.
A jeśli okazałby się niewygodny? odwozić do sklepu, odzyskać pieniądze itd.
Na szczęście przyszedł dość szybko, do sklepu oczywiście, mąż złożył i super!


Mały stosik książek kupionych na promocji, a tu jeszcze tyle nieprzeczytanych w szafie!
Nie szkodzi, lubię mieć zapas!


Za którymś pobytem w Licheniu trafiliśmy na pielgrzymkę pszczelarzy, z orkiestrą i sztandarami.
Miło było popatrzeć, zwłaszcza że młodzi garną się do kontynuowania tradycji.
Przy okazji odwiedziliśmy restaurację Stara Gorzelnia  nad jeziorem . Było warto. Lokal przeszedł metamorfozę, nie tylko wizualną, smacznie, szybko i bez szoku cenowego.
W Licheniu jest teraz piękna plaża, nawet dwie, woda w jeziorze ciepła...




Miła okazja rodzinna, zrobiłam więc dwie kartki z życzeniami, najważniejsze, że trafione w gust jubilatów i podobały się.



Z okna kuchni obserwuję czasami chmury i inne zjawiska, a niektóre widoki uświadamiają nam siłę i piękno  natury!


Gdy szukałam czegoś w szufladzie , znalazłam bilety wstępu do różnych miejsc, niektóre ciekawe, w formie widokówki, zakładki do książek lub przewodnika po wystawie.



Zaczęłam różami i kończę różami. Kupiłam sobie bukiecik dla rozweselenia pokoju, ale w odróżnieniu od tych parkowych - te nie pachną, za to wyglądają :-)


Różyczki już przekwitły, więc może wyruszę na poszukiwanie polnych kwiatów do sierpniowego bukietu. 

A Wy lubicie polne bukiety?

sobota, 18 lipca 2026

Zapiski codzienności cz.41

 Pisałam o książkach zakupionych na Festiwalu Pisarzy Niezależnych. Jedna już przeczytana. Powiem krótko - fabuła dość ciekawa, choć pomysł nienowy. Zabrakło tego czegoś, ale najbardziej przeszkadzały błędy,  i to nie tylko literówki, dziwny spis treści i ciągłe powtórki, jak dla czytelników z zanikiem pamięci krótkotrwałej. Dialogi też nie były idealne, mówiąc delikatnie... 

Gdyby to był debiut, to jeszcze, ale z kolejnymi książkami powinien pisarz się rozwijać, prawda?


Na spacerze po parku odkryłam nową ławeczkę ku pamięci. Tym razem upamiętniono panią Marię Patyk, krzewicielkę sztuki ludowej Kujaw. Dane mi było poznać Ją osobiście. Koleżanka prowadziła klasę o profilu regionalnym i pani Patyk zawitała kiedyś do szkoły, by nauczyć dzieci sztuki wycinanki ludowej. Przemiła pani z wielkimi umiejętnościami.


Inna Maria, to Maryla Rodowicz. Znajoma przysłała mi zdjęcie z koncertu, na którym była. Pani Maryla jak zwykle dała czadu i co by nie powiedzieć o piosenkarce, to podziwiam energię, głos i zdrowie , a najmłodsza już nie jest!


Znowu w Toruniu miła niespodzianka, czytające postaci w oknach jednego z hoteli na Starówce.


Jak miło pić kawę i jeść ciacho w towarzystwie sympatycznych wróbelków. Całe ich stadko upodobało sobie taras wśród kwiatów i drzewek ozdobnych, wypatrując czujnie każdej okazji do zjedzenia choćby okruszka...


Przed sklepem z piernikami taka sympatyczna tablica ostrzegawcza, typowa dla Torunia, w starym stylu i dowcipna:-)


W okresie turystycznym czyli od maja do października, można zwiedzić nad Wisłą bunkier z dawnych czasów. Dodatkową atrakcją jest doświadczenie symulacji nalotu bombowego.
Mąż skorzystał, ja podziękowałam. Miałam taką okazję w Szymbarku i na powtórkę nie miałam ochoty.
Okropne doświadczenie...


Gęsi nad naszym stawem osiedlowym coraz większe, czasami ćwiczą obloty nad wodą i blokami, niebawem pewnie polecą na inne miejsca, oby za rok wróciły...


Na obiad racuchy drożdżowe z jabłkami, najlepsze robi mój mąż, zjadamy z serkiem owocowym lub z dżemem. 


A co u Was latem na obiady? U nas bywały pierogi z jagodami, zupa z wiśni z makaronem, młode ziemniaki z koprem i jajkiem, makaron z truskawkami i śmietaną...

wtorek, 9 czerwca 2026

Zapiski codzienności cz.39

No jak tu nie zacząć od kwiatów, kiedy wszystko kwitnie? No nie da się! Ogrodu nie mam, więc tym bardziej zachwycają mnie rośliny w cudzych ogrodach i parkach. Teraz jeszcze apogeum kwitnienia piwonii, w jednym z ogrodów podziwiałam białe i bladoróżowe, sama nie wiem, co ładniejsze, róże czy te piwonie właśnie?


Kolejne zamówione książki przyszły, wreszcie przeczytam Siembiedę, bo wszyscy o nim mówią, sprawdzę i ja.


Na jednej z ulic w Toruniu rozbiórka. Widać zabytkowe piwnice z półkolistymi sufitami. Podobnych odkryć dokonano w piwnicach pod Sandomierzem, teraz jest tam ciekawa trasa turystyczna.


Obiadek w hinduskiej restauracji, każde z nas zamówiło inny rodzaj sosu, pyszne smaki, niesamowity ryż, tylko tam taki bywa, a w gratisie napój mango na bazie jogurtu. Raj na ziemi!
Porcja wydaje się mała, a ledwo zjedliśmy


Moje bukiety majowe: konwalie i pierwsze polne kwiaty, teraz jest ich więcej, pora wybrać się na łąki za miastem.


Kulinaria raz jeszcze - zostały mi truskawki , nikt nie miał już na nie ochoty, bo mało słodkie były. Postanowiłam zrobić szybkie ciasto. Zabrałam się do pracy, nie sprawdziwszy czy mam proszek do pieczenia, a tu niedziela, proszku brak.
Pokruszyłam więc drożdże, które znalazłam w lodówce i uratowałam honor. 
Ciasto wyszło nawet dobre.


Ta kula poniżej, to zegar słoneczny na jednym ze skwerów w Toruniu. Powstał w 500  rocznicę urodzin Mikołaja Kopernika i formą nawiązuje do odkrycia kopernikańskiego, że Ziemia jest planetą i kręci się wokół Słońca.
Patronat merytoryczny nad zegarem - Instytut Astronomii UMK.


Taki uroczy bukiecik dostałam od syna na Dzień Mamy, spóźniony, ale tym dłużej postoi:-)


Długi weekend, to musowo spotkanie przy grillu, a pogoda tak kapryśna, że trudno wybrać termin.
Te kolorowe szaszłyki, to moje dzieło:-)


Również w długi weekend koncerty na polu, czyli Dni Inowrocławia. Jak dla mnie za głośno, za dużo alkoholu, po którym młodzież dostawała małpiego rozumu i hałasowała po osiedlu do rana.
Czy naprawdę bez piwa i wódki nie umiemy się bawić?


Na koniec trzy karty art żurnala, a jeszcze tyle czeka w kolejce na pokazanie...




Smutna refleksja poweekendowa: wracaliśmy od syna do domu i w drodze widzieliśmy dwa wypadki, w tym jeden śmiertelny. A ile ich było w całym kraju?
Ilu rowerzystów przemieszcza się drogami nie tylko bez świateł, ale bez jakichkolwiek zabezpieczeń...

Szerokiej drogi, dokądkolwiek jedziecie!