Co roku niemal jeździmy na pożegnanie lata w skansenie Dziekanowice, więc i teraz nie mogło być inaczej. Pogoda pod znakiem zapytania, ale po lekkim deszczyku wyszło słonce i wyprawa udała się. Co roku więcej odwiedzających, więcej stoisk z ciekawostkami kulinarno-rękodzielniczymi, scena z występami, pokazy prac wiejskich. Wielka poprawa po czasie pandemii...
Skansen warto odwiedzić ( niedaleko Gniezna), bo jest jednym z większych w Polsce, oprócz chat z różnych okresów są też: kościół z plebanią, dwór, wiatraki, młyn wodny, karczma, szkoła, są uprawy ogrodowe i zwierzęta gospodarskie.
Lokalni twórcy prezentowali swoje wyroby, niektóre cieszyły sie sporym powodzeniem, zwiedzający z upływem czasu spacerowali z coraz większymi zakupami...
Takie widoki jak wyżej, to wieś sielska, anielska... chodzisz między kwiatami, zrywając z drzew jabłka!
W chatach pokazy prac gospodyń wiejskich: wyplatanie wieńca dożynkowego oraz przygotowywanie baby ziemniaczanej. Pani podała przepis:
2 kg ziemniaków starych na tarce
120 gram maki
3 jaka, sól, pieprz, soda oczyszczona
boczek krojony w kostkę i przysmażony na patelni
Wszystko wymieszać i zapiec w piekarniku.
Inna pani obierała jabłka na zupę (nie znam, u nas zupę z wiśni sie gotowało), a w chacie nieco dalej gotowano powidła śliwkowe.
Dużym zainteresowaniem cieszyły się kosze wiklinowe, może na grzyby?
W karczmie w centrum wsi próbowaliśmy podpiwku, smakował jak mniej słodka i niegazowana cola lub czeska kofola.
Porozmawialiśmy z ptaszkarzem czyli rzeźbiarzem ludowym, który wyczarowuje rozmaite ptaszki z konarów, gałązek, z każdego kawałka drewna i maluje je pięknie, co widać na pierwszym zdjęciu we wpisie.
Na scenie pokazy obrzędów ludowych oraz występy kapel ( folklor wielkopolski, piosenki przeplatane z anegdotami )
Męża zainteresował pokaz prac kowalskich, była moc i wielki piec z żarem , że hej!
Na straganach wszelkie dobro , od sztuki ludowej, poprzez wyroby kosmetyczne z naturalnych składników, po rozkosze dla podniebienia czyli ciasta, kiełbasy i piwa z małych browarów , wreszcie kuchnia wielkopolska: szare kluchy, pyry z gzikiem, placki ziemniaczane, chleb ze smalcem, żur.
Zajrzeliśmy także do dworu, odświeżono elewację, posadzono więcej kwiatów, wewnątrz klimatycznie i historycznie.
Na koniec wycieczki obiad w Gnieźnie i tu odkryłam nowy mural. Bolesław robi wrażenie, a to spojrzenie!
Kolejny wpis będzie o medycynie w Biskupinie :-)










Nostalgiczne spojrzenie na niedaleką przeszłość. Cudności wszelkiego rodzaju. Lubię takie imprezy z rękodziełem, ludowymi artystami, a jeszcze gdy takie atrakcje do zwiedzania, super! Dwór dosyć spory, dotąd widziałam raczej mniejsze dworki szlacheckie, a ten wydaje się zamożniejszy.
OdpowiedzUsuńKiedyś kupiłam na kowalskim straganie oryginalny wieszak do przedpokoju.
Kupiliśmy miód, swojskie wędliny , sernik - wszystko pyszne...
UsuńPodpiwek kojarzy my się z wakacjami u babci pod Siedlcami. Uwielbialismy go!
OdpowiedzUsuńA babę u nas nazywało się blacharzem.
O, nie znałam tej nazwy, w folderze ze skansenu nazwano go BAMBRZOK...
UsuńTo są regionalizmy
UsuńPo tym poznaje się krajan:)
Zdaje mi się, że medycyna w Biskupinie będzie dla mnie ciekawsza. Bardzo nie lubię folkloru. Mamy niedaleko największy skansen w Polsce i kilkukrotnie w nim bywałam, ale z musu - jako nauczyciel na wycieczce z uczniami. Do tych wszystkich chałup nie wchodziłam albo wchodziłam z najwyższą niechęcią. Jeszcze bliżej mamy skansen w Kolbuszowej (niecałe pół godzinki drogi), a nigdy jeszcze w nim nie byłam. Nie ciągnie mnie do ludowizny.
OdpowiedzUsuńW Biskupinie było ciekawie, ale na pogadanki o medycynie przystawali emeryci, młodzież mało zainteresowana...
UsuńMłodzież dzisiaj nie jest zainteresowana niczym, poza piciem, paleniem, ćpaniem i seksem. Wyjątki zaś potwierdzają regułę.
UsuńBabę ziemniaczaną chyba zrobię, ale z cebulką i papryką zamiast boczku. No i trochę mniejszą porcję...Mural prezentuje się okazale jak na króla przystało :-)
OdpowiedzUsuńPiękny widoczek na 4 fotce. Wygląda jak Chełmoński z zachmurzonym niebem połączony z impresjonizmem kwiatowej ścieżki.
Baba z 2 kg to dużą rodzinę!
UsuńZa boczkiem tez nie przepadam, dodałabym marchew lub bataty dla koloru.
baba pyrowa próbuje podkradać show, ale bez podpiwku to co ona może?...
OdpowiedzUsuńmoja babcia robiła przeważnie zupę jabłkową właśnie, ale czasem jakąś inną owocową na bazie zawartości weków, ale to była raczej mieszanka owoców, nie same wiśnie...
p.jzns :)
p.s. uwaga techniczna: Blogspot zakorkował linkownię, a ja nie prowadząc własnej korzystam z Twojej i jest drobny kłopot...
UsuńWszyscy mamy kłopot, muszę codziennie sprawdzać listę, a jest tego trochę...
Usuńech uwielbiam skanseny:-)
OdpowiedzUsuńwbrew temu co pierniczy pan Janicki. zauważając oczywiste, że chaty tak nie wyglądały, gdy były użytkowane....tez mi odkrycie.
Dziki za polecajkę, może kiedyś na szlaku, choć, jak wiesz mam tu swoje na podorędziu.
Hmmmm Teatralna uważasz że dla wszystkich odwiedzających skanseny to jest oczywiste, że prawdziwe wiejskie życie tak nie wyglądało? Że to tylko lukier? ;)
UsuńJa uważam że "pierniczenie" Janickiego jest bardzo ważne i powinno docierać do większej grupy ludzi, tak aby wszystkie mieszczuchy przeprowadzające się na wieś były w pełni świadome realiów wiejskiego życia. Nie byłoby może wtedy zatargów a nawet procesów o "pianie koguta".
Ja też lubię skanseny, ale pomimo tego że całe długie życie przeżywam w dużym mieście, znam życie wiejskie nie ze skansenów, ale z autopsji, bo ze wsi pochodzą moi przodkowie i ja na niej bywałam od wczesnego dzieciństwa. I ta wieś którą znałam z dzieciństwa wyglądała inaczej niż ta w skansenach.
O tych różnicach wiem ja i wiesz ty Teatralna, ale cała masa ludzi o tym nie wie, więc niech ten Janicki "pierniczy" o realiach polskich wsi, bo ta jego gadka pożyteczna jest :)
Mario, zgadzam się z Tobą. Podobnie napisałam w swoim komentarzu poniżej. Fajnie popatrzeć na pięknie zachowane i zadbane obiekty, ale dla większości ludzi nie mających do czynienia z typową wsią, tym bardziej tą dawniejszą mogą one być totalną zmyłką i takie książki jak Janickiego są potrzebne 👍🙂
UsuńW zasadzie wszyscy mamy rację, i ci, co krytykują Janickiego i ci, co lubią skanseny i ci, co znają realia z autopsji.
UsuńJa też nam, ale niby jak miałyby te skanseny wyglądać, skoro to obiekty muzealne? ktoś mógłby się i do piorunochronów przyczepić.
Po drugie, od odtwarzania realiów, a i tak nie zero-jedynkowo są festyny oraz imprezy okolicznościowe typu: zaduszki, święta kościelne, dożynki itp.
Od poszerzania wiedzy są w skansenach przewodnicy i foldery, ale jeśli ktoś odporny na wiedzę, to mu kury i kozy na wsi przeszkadzają.
Tak naprawdę, jeśli na wsi nie zamieszkasz, nie nabierzesz doświadczenia i wiedzy, bo nawet na filmach jest sielsko i anielsko...a trudno, by zamieszkać w skansenie, choćby na tydzień.
Babkę ziemniaczaną uwielbiam, muszę kiedyś zrobić. :)
OdpowiedzUsuńCo do tego Chrobrego, był z nim niezły skandal. Po pierwsze dlatego, że obraz wygenerowało czy "tylko" ulepszyło AI (i te barokowe wieże też pasują do tego władcy jak wiadomo co do czego) - ale fama głosi, że konkurs był ustawiony i tak czy owak wygrałby tzw. krewny i znajomy królika.
W każdym razie takie informacje znalazłam w internecie...
Czasami takie detale obrzydzają odbiór, wolę chyba podziwiać efekt...
UsuńJakkolwiek by nie było, lepszy taki malowany król Polski, niż kibolskie bazgroły.
UsuńZdecydowanie wolę murale, niż bazgroły i odpadający tynk ;-)
UsuńCudnie tak wpasc w inne czasy choc jednak wspolczesne. :))). Z fotek powstaje duzo skojarzen w tyl, w bok, w przod, po prawo i na lewo. Mily, inny dzien. Czy sie cos lubi czy nie mozna okreslic dopiero jak sie uczestniczy w tym. Interesujacy i intensywny dzien mieliscie i to wazne. Tez bym uczestniczyla, hmmm.
OdpowiedzUsuńMedycyna w Biskupinie to dopiero brzmi zachecajaco. :))))
Oj, było wiele ciekawostek.
UsuńDzień na świeżym powietrzu, w miłym klimacie , ze smakołykami - cóż chcieć więcej?
Nie uwierzę...i nie było nic z Chin?
OdpowiedzUsuńŻadnego plastiku?
Jak widać nasza rodzima oferta potrafi zapełnić stragany i przyciągnąć ludzi.
No niczego z plastiku, a nie , były pudełka do kremów i naturalnych balsamów, ale pewnie szkło z drogie...
UsuńPrzeczytałam - ziemniaki starte na tarce.
OdpowiedzUsuńOstatnio wpadłam na pomysł przekręcenia przez maszynkę do mięsa. Moim zdaniem- nie ma istotnej różnicy a szybciej i palce nie są pokaleczone.
Można i mechanicznie, choć znawcy placków ziemniaczanych twierdzą, że najlepsze tarte na tarce...
UsuńMama mojej mamy gotowała pamułę - tak mówiła na zupę z jabłek. Pychota to była, ale nie pamiętam jak ją robiła.
OdpowiedzUsuńA ja nie jadłam, tylko kompot z jabłek znam!
UsuńByłam w niejednym skansenie ale nie na imprezach, z wielkim zainteresowaniem oglądałam nie tylko domy mieszkalne, tak że kuźnia też by mnie zainteresowała :) Pokazy kowalskie odbywają się i na wrocławskim Rynku w trakcie jarmarków. Kute dzwonki sobie kupowałam na takich pokazach.
OdpowiedzUsuńNo i bardzo lubię plecioną wiklinę. Mam w domu kosze różnej wielkości, pomimo tego że rzadko jeździłam na grzyby :) W wiklinowych koszach wełnę na ten przykład przechowywałam. A mój kosz na brudną bieliznę ma już przeszło 40 lat! Fotel z wikliny też kiedyś miałam, ale poręcze nie były wytrzymałe, zastąpiłam go fotelem ratanowym.
Fotel z wikliny też był, ale tarasu nie mam, a poza tym bardzo niski i na zimę nie miałabym gdzie chować. Kosze z wikliny mam, przechowuję włóczkę, a jeden specjalnie na grzyby.
UsuńPodpiwek pamiętam z dzieciństwa, tata robił i bardzo mi smakował. Pyry z gzikiem nigdy się w moim domu nie przyjęły, chociaż dziadek z Poznania. U mnie tylko ziemniaki/kartofle z twarożkiem 😉😄
OdpowiedzUsuńLubię skanseny, ale osobiście byłam tylko w jednym, dawno temu, w Muzeum Wsi Opolskiej. I chociaż po lekturze "Życia w chłopskiej chacie" Janickiego mam inne spojrzenie na te "wystawki", a do tego pamiętam z dzieciństwa wiejskie domy moich ciotek i wakacje w nich spędzane, to i tak zachwycam się takimi widokami 😍😃
No właśnie, zwiedzamy przecież muzea, chaty muszą być zabezpieczone, pościel jest prana itd. Czasami tylko rozpalają w piecach, robi się pokazy szewstwa, tkactwa, pieczenia chleba.
UsuńKsiążki Janickiego nie czytałam, słyszałam fragment podcastu, ale jakoś autor nie wzbudził mojej sympatii...
No ma taki specyficzny sposób mówienia, opowiadania, ale też i wiedzy nie można mu odmówić 🙂
UsuńMuszę posłuchać więcej w takim razie ;-)
UsuńKlik dobry:)
OdpowiedzUsuńDrewniane ptaszki pamiętam z odpustów. Dmuchało się w nie i wtedy śpiewały.
Pozdrawiam serdecznie.
Teraz są gliniane ptaszki jako gwizdki...trzeba je zmoczyć, by ćwierkały.
UsuńWspaniały ten skansen i wspaniała impreza. Byłam kilka razy w skansenach, ale nigdy nie trafiłam na podobną imprezę - albo nie miałam szczęścia, albo w dawnych czasach nie odbywały się.
OdpowiedzUsuńPrzepis na babkę ziemniaczaną zapisuję :) Kiedyś chciałam zrobić, ale potrzebna była specjalna forma zamykana i chyba trzeba było gotować na parze, w każdym razie kłopotliwe to było. A ta wydaje się łatwa.
Baba gotowana w takiej specjalnej formie też mi nie wyszła, ale faktycznie zapiekaną można by spróbować :-)
UsuńKolejna wspaniała wycieczka! Tych ptaszków drewnianych to bym chętnie kilka kupiła :). W dzieciństwie nie cierpiałam zup owocowych, z czasem przekonałam się tylko do jabłkowej, moja teściowa robiła pyszną.
OdpowiedzUsuńA moja właśnie wiśniową, dawno nie robiłam...
UsuńLubię skanseny i jeśli mogę jakiś odwiedzić, to chętnie to robię. Zup owocowych nie lubię, ale lubię kofolę więc podpiwek pewnie by mi posmakował. Babka ziemniaczana też brzmi pysznie:-)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam z Kadyksu. U nas dziś muzealnie:-)
Och, ale nazbierasz wrażeń i zdjęć, czerp pełnymi garściami!
UsuńStrasznie zdziczałam, kiedyś lubiłam takie imprezy, teraz za żadne skarby, chętnie pójdę, jak nie będzie ludzi 😁co to sie z człowiekiem robi na starość...
OdpowiedzUsuńMy w Biskupinie trafiliśmy szkolne wycieczki, koszmar...
UsuńA to inna bajka 😁
UsuńMnóstwo tych wszelakich zajęć w skansenie, w nas jak jest impreza skansenowa to raczej jednotematyczna: albo pieczenie chleba, albo żniwa, albo wykopki...
OdpowiedzUsuńZupę z jabłek znam, dobrze, że mi przypomniałaś, bo właśnie mam "kradzione" z miedzy jabłka, a takie kwaśne najlepiej się nadają:) Muszą się rozpadać w gotowaniu, ja je obieram przed gotowaniem, potem jeszcze się je przeciera lub miksuje, dosmacza cukrem i cynamonem albo goździkami, dodaje słodką śmietankę i gotowe:) Musi być gęsta, jabłka zagotowuje się w małej ilości wody. Ja taką zupę lubię:)
Przynieśliśmy kiedyś jabłka z miedzy, w kieszeniach i torebce, chciałam zrobić mus, ale jabłka nie rozpadły sie, jak kamienie, może za bardzo zdziczały?
UsuńMural robi wrażenie! Skanseny ostatnio jakoś mniej, najcześciej wracam do Olendrów w Nieszawce. Nie znam zupy z jabłek, zawsze była z wiśni, ale może być dobra :)
OdpowiedzUsuńW Nieszawce byliśmy ze dwa razy, piękne domy, podobały mi się bardzo!
UsuńCzytając Twoje Jotko relacje z Waszych wypraw, i iwycieczek po kraju coraz bardziej się utwierdzam w tym jak prawdziwe jest to przysłowie:
OdpowiedzUsuń„Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”..
W tym roku wakacyjnym większość moich znajomych urlopy spędzało gdzieś w świecie.. A jeśli w kraju to - morze, i góry.
My z kolei lubiliśmy dzikie wędrówki i wyprawy namiotowe w miejsca z góry upatrzone.
Niestety nie da się tego nadrobić.
Wow świetny ten mural!
OdpowiedzUsuńZawsze Wasze wycieczki sa bogate w rejonowe ciekawostki i....smaczne. Chleb ze smalcem - gdy zyl maz czesto topilam i byl naszym przysmakiem, teraz nie robie choc tesknie za tym przysmakiem. Moj polski sklep ma smalec ale po pierwszej probie ocenilam ze swinstwo i nie kupuje. Podobnie z pyzami.
OdpowiedzUsuńUzywaj na wycieczkach dopoki pogoda sprzyja, w zimie tez mozna zwiedzac, spacerowac jednak ona stwarza ograniczenia.
Piękne pożegnanie lata, moje klimaty a kosze z wikliny nadają się też na włóczkę u mnie.Mural jest niesamowity, nie gustuje w nich ale ten to dzieło sztuki.Pozdrawiam, dzisiaj deszczowo.
OdpowiedzUsuń