sobota, 27 listopada 2021

Słodki dzień

 Nawet nie wiedziałam, że jest taki dzień w kalendarzu - 26 listopada : Dzień Ciasta.

Dzięki naszym dzieciakom w szkole i oczywiście ich rodzicom mieliśmy słodki piątek.

Oczywiście przygotowania trwały tydzień, uczniowie wyszukiwali różne przepisy, wykonali prace plastyczne na temat ciast i ciasteczek, wreszcie z pomocą dorosłych upiekli i przynieśli do szkoły swoje słodkości.

Czego tam nie było! Sernik, ciasto szpinakowe, babeczki, ciasta z owocami, murzynki, beziki, torty, wuzetki itd. Zostałam poczęstowana także, najbardziej smakował mi sernik królewski i tylko żałowałam, że ta akcja nie trwa dłużej, bo ileż ciasta można zjeść naraz?








Prawda, że ślinka leci? Dzieciaki same kroiły, dekorowały stoły, częstowały, sprzątały, wymieniały się przepisami. To także nauka, w dodatku jaka smaczna!




Nawet ten tort z kolorowych  bibułek robi wrażenie, można wyobrazić sobie smak, konsystencję oraz ilość kremu, jaka wchodzi w biodra , ale kto liczy kalorie na urodzinowym torcie?



środa, 24 listopada 2021

Z Krzysiem o polityce?

 


Kto zna opowiastki o Krzysiu ten wie, że dawniej rozmawialiśmy sobie w bibliotece na przerwach o różnych sprawach.

Teraz chłopiec jest już w 7 klasie, wyższy ode mnie i do biblioteki wpada rzadko. Miałam jednak okazję zawitać na zastępstwo do jego klasy. Uczniów mało, bo sporo choruje, więc zaproponowałam zabawy logiczne i rozwijające słownictwo, a w przerwach pogadaliśmy sobie o tym i owym.

Uczniowie zapytani, kim chcieliby zostać w przyszłości, o dziwo nie wymieniali youtubera czy piosenkarki. Dziewczyny chciałyby zostać fryzjerkami, kucharkami lub kosmetyczkami. Chłopcy wymieniali mechanika, lekarza, kierowcę.

Gdy przyszła kolej na Krzysia, usłyszałam, że chciałby zostać PREZYDENTEM, choć zaznaczył, że nie jest DESPOTĄ, ale ma własne zdanie i nie pozwoli sobą MANIPULOWAĆ.

- czyli chciałbyś zostać politykiem?

- prezydent powinien być bezstronny, więc to nie stanowisko dla polityka...

- a co chciałbyś zmienić?

- nie rozumiem na przykład, dlaczego telewizja publiczna dostaje miliony, a mimo tego puszcza reklamy

- to raczej pytanie do pana Kurskiego lub ministra odpowiedzialnego za finanse państwa

- słyszałem gdzieś, że telewizja ma misję, a misja i reklamy się wykluczają, reklamy to komercja, więc górą jest ten, kto więcej zapłaci

- i ty chciałbyś to zmienić?

- nie tylko to, ale na razie się przyglądam...

- jeszcze długa droga przed tobą

- tym lepiej będę mógł się przygotować!


niedziela, 21 listopada 2021

Czasoumilacze :-)

 Wielu z nas nie lubi szarugi jesiennej. mgły, mżawka, krótki dzień i brak słońca źle wpływają na nasz nastrój i choć rozum mówi, żeby cieszyć się każdą porą roku, to serce przeżywa swoje wzloty i upadki, nastrój siada, wstajemy lewą nogą....

Gdy zauważam u siebie objawy chandry jesiennej , ratuję się czasoumilaczami czyli detalami różnego kalibru, jak to się mówi - na poprawę humoru. Pewnie wielu z Was robi podobnie:-)


Radość z hodowli roślin nie ma sobie równych, a że nie posiadam ogrodu, radują mnie roślinki w doniczkach i to nie tylko te kwitnące. Robię rozsady z różnych roślin , mam sporo w domu i w pracy. Mam nadzieje, że gdy przejdę na emeryturę nie zmarnują w szkole tej roślinnej kolekcji...


Wypady nad jezioro lub do lasu. Horyzont szerszy, niż blokowisko na osiedlu daje odpocząć oczom od betonu i aut na każdym kroku.


Wieczorne spacery po okolicy, wystarczy wyjść na pola, drogę za miastem, by cieszyć się kolorami nieba i zachodami słońca.


Polowanie z aparatem - czy to miejskie zaułki, czy wyprawa w plener, wyszukiwanie ciekawych obiektów zawsze cieszy, a czasami zadziwia.


Świece i światełka na długie wieczory, dobry film lub ciekawa książka, ulubiona muzyka...


Obserwacje ptaków na własnym balkonie. Sikorki są cierpliwe i zgodne, wróble kłótliwe i hałaśliwe ...


Poznawanie nowych smaków w miłym towarzystwie...


Robótki ręczne, dla siebie i teraz dla wnuka. Już sam rytuał wybierania, zamawiania włóczek z koleżankami, dzielenie się doświadczeniem dziewiarskim doskonale odwracają uwagę od nieznośnej rzeczywistości.

A na koniec niezawodne demotywatory, memy czy jak je nazywają:-)

Jeśli stosujecie inne jeszcze sposoby na podły jesienny nastrój, napiszcie proszę w komentarzu:-)

czwartek, 18 listopada 2021

Nie mój pies...

 Poznajcie , proszę pieska o imieniu  Riko. To przyjaciel moich znajomych, oczko w głowie całej rodziny. 

Tak naprawdę kupiła go córka koleżanki mieszkająca w Warszawie, ale często widuje się z rodzicami, przyjeżdża z pieskiem, więc jej podopieczny ma jakby dwa domy. 

W tym warszawskim, właścicielka psa założyła kamerki w pokojach i gdy jest w pracy podgląda w telefonie, co piesek porabia. na szczęście przestał już niszczyć meble i buty, bo na taki widok trudno się skupić na pracy.

Psiak niezwykle żywy i psotny, ale z drugiej strony szybko uczy się komend, sypia w ulubionym legowisku i uwielbia wyprawy do lasu. Z ostatniej wrócił z kleszczem, pomimo że zimno było i po deszczu. 

Ta mała galeria pokazuje , jaki to słodziak:-)


Poniższe zdjęcie natomiast pokazuje dziwne zjawisko. Riko ma pluszową matę do leżenia z wielką głową misia. Mata wygląda jak skóra białego niedźwiedzia przed kominkiem.
Co w tym niezwykłego? A to, że Riko wczepia się zębami w nos tego misia, zastyga w takiej pozycji na kilka minut, po czym idzie spać.
Znajomi nazywają to zjawiskiem Kaszpirowskiego. A może w tym nosie jest jakiś usypiacz?
To ci dopiero zagadka!



wtorek, 16 listopada 2021

Krótko :-)

Pochwalę się, bo duma i radość mnie rozpierają.

Wczoraj w godzinach popołudniowych pojawił się na świecie mój wnuk Leon.

Zaczynam więc nowy rozdział życia, jako babcia małego Leosia.

 Leoś na rękach dumnego taty, mama zdrowa, wszyscy szczęśliwi, czyż można od życia chcieć więcej?

Pozdrawiam wszystkich, to był bardzo stresujący dzień, nawet nie przypuszczałam, że tak bardzo...


niedziela, 14 listopada 2021

Rozgrzej się...

 Zainspirowana wpisem Marka z Ekwadoru o drzewach postanowiłam pokazać zdjęcia roślin, które zachwyciły mnie na Krecie. Wiele z nich znamy z naszych parapetów i kwietników, bo hodujemy w donicach, tymczasem widzieć ogromne ich odpowiedniki rosnące w naturze to niesamowite wrażenie.

Ponieważ jest już chłodno, a nasze drzewa zrzuciły liście, może oglądanie zdjęć z lipca rozgrzeje Was trochę i poprawi humor nadwerężony porannymi mgłami.


Swojskie pelargonie i aloesy tutaj urastają do rozmiarów krzewów i choć pelargonii nie widziałam wiele, to aloesy rosną niemal wszędzie i to w gigantycznych rozmiarach.




Niby zwykłe  palmy, a każda inna i tak pięknie szumią na wietrze.



Są i kwiaty, nawet w sporej ilości i choć klimat niezbyt kwiatom przyjazny, to wszędzie widzieliśmy systemy nawadniania, a rośliny zraszane są na wieczór, gdy słońce już nie pali.




Juki rosnące pojedynczo i w grupach także zachwycały, sięgały wysokości ponad 2 metrów i z suszy nic sobie nie robiły...


To śliczne drzewko to fikus, znalazłam je przechodząc miedzy domkami. Patrząc pod nogi by nie przewrócić się na schodkach zauważyłam leżący na stopniu liść fikusa, zdumiałam się, skąd tutaj ten liść, spojrzałam w górę, a nade mną parasol wielkiego drzewa...



Bananowce i opuncje rosły obok hotelu, ale w drodze na klify zauważyliśmy plantację opuncji, chyba jedyna, bo wszędzie raczej gaje oliwne , hodowle kóz i owiec...


Te grubosze hodowane u nas w donicach tu pełnia role żywopłotów, pięknie pną się wokół ogrodzeń z siatki, siatka powoli znika, pojawia się zielona ściana z roślin...


Te drzewa spotykaliśmy nawet przy ruchliwych drogach, ale na tle skał i czystego nieba kojarzą się z nasza swojską sosną - taki pocztówkowy widoczek :-)

Jeśli rozgrzaliście się trochę i nacieszyliście oczy, to cieszę się bardzo!

czwartek, 11 listopada 2021

Mała galeria

Pasje i zainteresowania czynią nasze życie pełniejszym, bardziej kolorowym. Tym bardziej lubię, gdy takowe posiadają młodzi ludzie , więc zachęcam do pochwalenia się pracami. Dziś pokazuję, za zgodą autorek, prace plastyczne Michaliny i Laury, obie z klasy ósmej.
Nie jestem specjalistką, ale myślę, że mają jakiś talent, tym bardziej, że są samoukami, a Laura planuje  szkołę plastyczną. Michalina zaś , oprócz rysowania na papierze, maluje także artystyczne makijaże, ale nie posiadam żadnej fotki... 

 Prace Michaliny





Prace Laury 





Na koniec, wprawdzie to nie obraz, ale na pewno kulinarne dzieło sztuki czyli Tort Niepodległościowy, wykonany na konkurs przez siostrę mojej koleżanki, w asyście dwóch nastolatek. 



Nie wiem jak Wy, ale zauważyłam w tym roku mniej flag biało-czerwonych na budynkach, czyżby nieciekawe  nastroje, kłótnie polityków i podzielenie nas na dwa plemiona spowodowały obniżenie rangi tego święta? 
W sumie mnie to nie dziwi, bo gdy słyszę przemówienie prezesa , w którym podkreśla jakieś sny o potędze i zwycięstwie nie wiadomo nad kim, to jakoś nie mam ochoty świętować...

wtorek, 9 listopada 2021

O Stasiu i Nel przy kawie

 

Bywają w mojej pracy takie momenty, kiedy trudno jej nie doceniać .

Jednym z nich jest możliwość przeglądania przeróżnych książek w przerwie na kawę lub drugie śniadanie. 

Ostatnio wpadła mi w ręce książka Wiesława Kota " W pustyni i w puszczy -prawda i legenda", wydana w Poznaniu w 2001 roku.

Ta akurat powieść Sienkiewicza nie należy do moich ulubionych, ale jak to bywa z opracowaniami , książka o powstawaniu powieści jest ciekawsza od samego dzieła literackiego. 

Nie sposób zaprezentować wszystkie ciekawostki z wymienionego opracowania, wybrałam więc kilka dotyczących procesu powstawania opowieści o przygodach Stasia i Nel. 

1. Przystępując do pracy nad powieścią Sienkiewicz miał za sobą 40 lat pracy pisarskiej, jego dzieła przetłumaczono na 30 języków.

2. Uważa się, że " W pustyni i w puszczy" to ostatni wzlot jego epickiego talentu . 

3. Powieść pierwotnie miała nosić tytuł "Przygody dwojga dzieci w środkowej Afryce".

4. Prace nad powieścią ruszyły w 1910 roku w czasie pobytu pisarza w Baden w Szwajcarii, gdzie dopadła go malaria, na skutek wcześniejszej powodzi w tym rejonie.

5. W listach do wydawcy autor proponował wydanie książki jako prezentu pod choinkę - tradycja pisania powieści na Boże Narodzenie przyszła do nas z Anglii. Opowieść o Stasiu i Nel miała być niewielkim dziełkiem właśnie na gwiazdkę, ale w trakcie pisania rozrosła się do 2 tomów.

6. Powieść powstawała wszędzie tam, gdzie Sienkiewicz zatrzymywał się nawet na krótko - Oblęgorek, Warszawa, Kraków, Wiedeń, Paryż, miasta włoskie...

7. Prawie wszystkie swoje dzieła Sienkiewicz tworzył z dnia na dzień, odsyłając do wydawcy zapisane stronice, ale ta metoda wymagała niezwykłej czujności, pamięci szczegółów i wątków, jednak pisarz mylił się niezwykle rzadko.

8. Kolejne partie powieści docierały do wydawcy na czas, aż dziw, że nic nie zginęło - ciekawe jakby to wyglądało teraz, gdy na pocztę nie zawsze można liczyć.

9. Podróże były ulubionym zajęciem pisarza, a te po Afryce nie były niczym niezwykłym, w XIX wieku stały się udziałem wielu pisarzy, badaczy, misjonarzy.

10. Sienkiewicz w "Listach z Afryki" pisał, że lubi i chwali Murzynów, natomiast nie cierpi Arabów, których oskarżał o rozkwit niewolnictwa na tym kontynencie.


A czy Wy lubicie opowieść o Stasiu i Nel?

sobota, 6 listopada 2021

Wywiad z autorką

 

Mam przyjemność zaprezentować Wam nowa książkę Gabrysi Kotas,  znanej wielu czytelnikom z blogów Pogodna Dojrzałość oraz Z głosu serca.

Nowa książka to "Uśpione niebo",  w której to autorka opowiada historię kobiety po jej związku z księdzem. Po 15 latach życia z kochankiem w sutannie bohaterka zostaje porzucona dla kariery, musi wiec zaczynać wszystko od nowa...

Więcej nie zdradzę, bo sama nie lubię, gdy ktoś opowie mi całość w najmniejszym detalu.

Dziś, zamiast recenzji proponuję rozmowę z autorką książki. Gabrysię poznałam dzięki blogowaniu, nasza znajomość przeniosła się do realu i dziś cenię sobie bardzo nasze rozmowy pozablogowe, a nade wszystko PRZYJAŹŃ, którą nas z mężem obdarzono i staramy się ją odwzajemnić.
Tym cenniejsza jest dedykacja w autorskim egzemplarzu powieści.

Wywiad z Gabrielą Kotas

1. Przede wszystkim gratulacje z okazji udanej premiery, która to już

publikacja?


Dziękuję bardzo za gratulacje. „Uśpione niebo”, to  już moja ósma książka, jednak jest ona pierwszą moją samodzielną powieścią. 

Do tej pory były tomiki zawierające moje wiersze, książki dla dzieci i książka stworzona z historii życia ośmiu kobiet. ( Bez) ludna wyspa, w której miałam przyjemność gościć także i Ciebie, Asiu. 


2. Wiem, że tym razem ze szczególną tremą czekałaś na gotowe dzieło

od wydawcy, skąd ta trema?


Nie do końca nazwałabym to tremą, to raczej ciekawość. Ciekawość tego, co poczuję kiedy będę trzymała w rękach swoją powieść i ciekawość tego, co poczują czytelnicy, kiedy ją już przeczytają. 

Może trochę było w tym tremy , bo to jednak, mimo wszystko - mój „debiut”


3. Czy trudno było zdobyć sponsorów i jak to się robi?


Od tego trzeba zacząć, że porzuciłam już marzenia o tym, iż kiedyś moją książkę wyda jakieś popularne wydawnictwo, które zrobi to nie żądając zapłaty. 

Po pierwsze, jest to potwornie długi czas oczekiwania ( Gdy dostałam odpowiedź dotyczącą jednej z książek, ja miałam już wydane 3 kolejne) 

Po drugie - nastała moda na wydawanie książek , których „ autorami” są celebryci, bo ich nazwiska głośno krzyczą z księgarskich półek. Zatem zysk gwarantowany. 

Miałam zamiar poradzić sobie - jak zwykle - sama, lecz zbyt bliska odległość czasowa od wydania

 ( Bez) ludnej wyspy, sprawiła, że koszt jej wydania jeszcze  mi się nie zwrócił i stąd ta decyzja.  

W pewnej grupie na FB, w której zebrane są kobiety biznesu, przedstawiłam propozycję zamieszczenia logo firm, które chciałyby się zareklamować na okładce książki - w zamian za finansowe wsparcie. 

Nie było to prywatne pisanie wiadomości, kiedy zawsze można udać , że się jej nie otrzymało, tylko propozycja przedstawiona w grupie kilkunastu tysięcy kobiet biznesu. 

 Przedstawiłam w miarę szczegółowo tematykę książki i niewiele się spodziewając zamknęłam temat. 

Ogromne było moje zdziwienie, kiedy zaczęły pojawiać się propozycje i to bardzo konkretne z dokładnie podanymi ,oferowanymi sumami. 

Decyzje te zapadały po zapoznaniu się z tematyką książki z założeniem, że odniesie sukces , a reklama firmy pójdzie w świat i będzie długo po nim krążyła.

Były też obietnice nie dotrzymane - oczywiście , ale na okładce książki można już dziś zobaczyć, kto obietnicy dotrzymał. 

 

4. Czy jesteś zadowolona ze współpracy z wydawnictwem “Studio Wydawnicze Million”?


Czy jestem zadowolona? Ja jestem zachwycona!

Tak długo szukałam, a  to Wydawnictwo jest w moim mieście. Co tu dużo mówić - ludzi z pasją w oczach i działaniu nie trzeba reklamować. 

Pierwszy raz moja książka została tak szumnie zapowiedziana, wypromowana - jak bym sobie nawet wymarzyć sama nie potrafiła. 

Współpraca przy tworzeniu, korektach i każdym etapie powstawania książki , była przewspaniała i teraz tak myślę, że to Wydawnictwo jest dla mnie nagrodą za wieloletnią moją cierpliwość i konsekwencję w działaniu. Do tej pory to ja byłam dla moich książek praktycznie wszystkim: autorem, redaktorem, sama nauczyłam się promować swoje dzieła i je rozprowadzać. 

Myślę, że to wszystko było potrzebne , bo poznać i docenić,  jaka jest różnica - kiedy nagle dzieło wpada w ręce takich profesjonalistów.  


5. Może nazwa wydawcy wróży co najmniej milion czytelników?


Mam nadzieję, że tak, chociaż  wydawnictwo oferuje „ milion emocji każdego dnia” 

Ale „milion czytelników” - całkiem dobrze brzmi :) 


6. Milion emocji to więcej warte, niż milion egzemplarzy, tak myślę.

 Książka dotyczy trudnego tematu, czy jesteś przygotowana na

nieprzychylne recenzje lub po prostu złośliwości, przecież nawet film

KLER „obrażał” uczucia religijne niektórych osób.


Przyjęłam, Asiu  jedną zasadę, którą zresztą ogłosiłam publicznie  w jednym z moich filmów( na kanale YT) , dotyczących książki „ Uśpione niebo”

Ja nie podejmę dyskusji z nikim, kto książki nie przeczytał i tego mam zamiar się trzymać. 

A jeśli tak będzie, to nieprzychylnych recenzji się Asiu, nie obawiam - ale z każdym chętnie temat przedyskutuję. 

Są natomiast już osoby, które po zobaczeniu okładki , delikatnie mówiąc - skreśliły mnie oraz moją książkę. 

Szkoda, bo widać - nie wierzą ani we mnie, ani w to, że krzyż , który znajduje się na okładce - musi tam być, a dlaczego? No właśnie - odpowiedź w książce. 

Są też oczywiście osoby, które przestrzegają innych przed sięgnięciem po książkę i pewnie takich też będzie jeszcze więcej, ale myślę, że one pierwsze po nią sięgną, nikomu nic nie mówiąc, a potem - mam nadzieję, będzie im po prostu wstyd. 

To, że dotykam tematu „ związek z księdzem” nie oznacza, że chcę obrazić Boga. Wręcz przeciwnie, bohaterka stoi po przeciwnej stronie przepaści , patrzy na krzyż który znalazł się tak daleko za sprawą sługi bożego. 

Jeśli  jednak dla kogoś ksiądz Bogiem jest - bo i tak bywa , to tylko żałować takiego człowieka. 


7. Przestrzeganie przed czytaniem książki może być też niezłą reklamą, wszak bywamy przekorni.

Ja już to wiem, ale na pewno czytelników zainteresuje, jaki procent

fabuły oparłaś na prawdziwych osobach i zdarzeniach?


Trudno tu mówić o procentach.

Moja koleżanka czyta właśnie książkę i tylko co jakiś czas pisze do mnie „ cała Gabrysia, cała ona” :) 

Kto mnie zna, ten mnie tam odnajdzie , moje przeżycia, wspomnienia i emocje. 

Tytułowa historia i cały wątek jest zbiorem prawdziwych historii i emocji. W książce znajduje się jednak dużo zdarzeń fikcyjnych , które to wszystko razem łączą w całość.


8. W książce występują też prawdziwe miejscowości, czy wszystkie

poznałaś naocznie?


Aż mi się oczka zaświeciły Asiu. 

Oczywiście, że tak. Nad Bugiem - jak sama wiesz, bywałam bardzo często i zakochałam się w tamtych stronach. W Dusznikach, jak wiesz też bywałam i bywam do tej pory razem z mężem, którego tam poznałam. 

A Śląsk ? To wszystko, co dzieje się na Śląsku - to tu, gdzie się urodziłam i mieszkam . 



9. Miałam okazję towarzyszyć Twoim bohaterom w czasie powstawania

powieści i zauważam inne zakończenie historii, które sugeruje ciąg

dalszy.

Czy będzie następna część, a może cykl?


Jedna z pierwszych opinii po przeczytaniu książki , jest taka „ czekam na kolejną część” 

A ja oczywiście , już ją piszę , bo przecież historia sama domaga się dokończenia. 

 

10. Gdybyś miała krótko określić przesłanie płynące z opowiedzianej historii, jak by brzmiało?


Nie przestrzegę kobiet, przed źle ulokowaną miłością. Serca rządzą się swoimi prawami i zawsze idą przed rozumem. Temu zapobiec się nie da. Chcę jednak pokazać, że nawet gdy wydaje nam się, że w nas nie ma  już miłości , bo  oddaliśmy ją  drugiemu człowiekowi, który ją  sprzeniewierzył  - jest jeszcze coś. 

Jest miłość i szacunek do samego siebie i tego - jeśli same o to nie zadbamy -  ani nam nikt nie da, ani też nikt nie odbierze. 

A na to nigdy nie jest za późno. 



11. Czy możesz zdradzić czytelnikom, jaki jest pierwszy odzew, bo

sprzedano już sporo egzemplarzy, także w przedsprzedaży.


„ Książka nieprzespanych nocy” - to pierwsze, co mi przychodzi do głowy, bo ten motyw występuje w każdej opinii, która do mnie dociera. 

„ zarwałam noc, bo nie mogłam przerwać czytania” 

„ czemu chcesz, żebym się nie wyspała”

„ czytałam do północy” 

„ noc nieprzespana” i tak dalej…

Bardzo podobało mi się zdanie jednej z czytelniczek „ Szczerze powiem, że po temacie spodziewałam się ciężkiej lektury, ale miło się zaskoczyłam. Mimo poruszonego tematu, czytało się bardzo przyjemnie”

 

Dziękuję za rozmowę i za egzemplarz z dedykacją i już czekam na kontynuację.