Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powstanie Warszawskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powstanie Warszawskie. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 lipca 2020

Przed rocznicą...

Całkiem przypadkowo trafiłam na księgę pamięci Powstania Warszawskiego.
Świetny pomysł, według mnie, po szczegóły zapraszam TUTAJ

Jeden prosty gest, niewiele wysiłku, a można spełnić czyjeś marzenie.
Ja już się wpisałam i zachęcam wszystkich.
Zostało mało czasu.

czwartek, 1 sierpnia 2019

Z pamiętnika łączniczki

O pani Basi, łączniczce z Powstania Warszawskiego pisałam dwa razy, wystarczy odszukać w etykietach hasło Powstanie Warszawskie.
Odeszła kilka miesięcy temu, ku wielkiej rozpaczy bliskich i znajomych.

Na szczęście pozostawiła po sobie pamiątki i relacje, które wzbogaciły zbiory Muzeum Powstania Warszawskiego, a wiele czeka jeszcze na przejrzenie przez syna, który zdołał namówić mamę na krótko przed śmiercią na nagranie ustnej relacji z tego niezwykłego okresu jej życia.
A nie było to łatwe, gdyż niechętnie wracała do wspomnień z powstania.

Zrozumiała jednak, że jest to winna tym kolegom, którzy zginęli na oczach młodziutkiej łączniczki oraz swoim wnukom i prawnukom, by poznały prawdę o tym zrywie powstańczym.

Mnie wzruszyła nie tylko nagrana relacja, ostatnie wspomnienie bohaterki, którą poznałam osobiście, ale także pamiętnik spisywany pięknym charakterem pisma, w którym utrwalała także ulubione wiersze i teksty piosenek.
Prywatny śpiewnik pieśni powstańczych, tych samych, które śpiewam co roku z mieszkańcami Warszawy, tyle że przed ekranem telewizora...


Matka Boska Armii Krajowej

Nie na świętym świeciłaś obrazie
nie z legendy Cię wzięto wiekowej
stałaś z nami na barykadzie
Matko Boża Armii krajowej

W naszym mieście naszego chleba
Daj nam dzisiaj po walce pożywać
Zanim wiecznym ogarniesz niebem
Święta Panno Warszawska i tkliwa

Gną się salwy a wieczór pokrótce
Świeci jasno pod stalowym kaskiem
ze szmajcerem staje na placówce
Matka Boska ulicy Warszawskiej.

Ona jedna nie zginie bez sławy
i nie padnie pod bombą nalotu
Matka Boska, co kocha Warszawę
Tak jak strzelec krajowej piechoty...
(jeden z wierszy w pamiętniku)


Zainteresowanych sylwetką pani Barbary odsyłam do archiwum biogramów powstańczych, gdzie widnieje również biografia pani Basi oraz jej osobista relacja udziału w Powstaniu Warszawskim. Wystarczy kliknąć TUTAJ

Wszystkie informacje, w tym portret z młodości naszej bohaterki publikuję dzięki uprzejmości syna pani Barbary Sosińskiej.

wtorek, 1 stycznia 2019

List do prawnuka...

Odeszła tak cicho i skromnie jak żyła.
Pani Basia, o której pisałam kiedyś TUTAJ

Może to smutne, pisać w nowym roku o śmierci, ale w sumie, wydźwięk tej notki będzie optymistyczny, wierzcie mi.
Cieszę się, że mogłam Ją poznać i nie tylko wysłuchać opowieści o udziale w Powstaniu Warszawskim, ale porozmawiać na każdy temat, a pamięć miała świetną i życzliwość dla innych niecodzienną.
Zawsze pamiętała o urodzinach, imieninach, zawsze starała się innym zrobić przyjemność.

Nie zdążyłam Jej w grudniu złożyć osobiście życzeń imieninowych, bo była w szpitalu, ale przekazałam przez rodzinę.
Tym bardziej czułam, że należy się Jej pamięci ta notka.

Najbardziej jednak chciałam podzielić się z Wami pracą konkursową jej prawnuka, ucznia klasy piątej, który napisał o swojej prababci w nietypowej formie listu, jakby to bohaterka pisała do przyszłego potomka.

Za zgodą autora i rodziny zamieszczam tę pracę w całości, bo zrobiła na mnie wielkie wrażenie:

Najdroższy mój Wnuczku!

Najukochańszy Julku – bo może tak będziesz miał na imię...? Jak Słowacki, którego czytać nam nie wolno? Mój prawnuczku, którego urodzin tak chciałabym doczekać już w wolnej, w niepodległej Polsce. Ale gdyby mi się nie udało...chciałabym, żebyś wiedział.

Jest zimny dzień, za kilka dni kończę 18 lat, a powstanie upada. Mieszkam w okupowanej przez hitlerowców Warszawie razem z tatą i babcią. Należę do "Szarych Szeregów", gdzie nazywają mnie "NINA", choć mam na imię Basia. Jestem łączniczką, noszę pocztę dla powstańców. Jestem głodna. Chłopcy co jakiś czas przynoszą obierki ziemniaczane, cebule lub kaszę, które wykorzystujemy z innymi dziewczętami na zupę. Gdyby nie oni, umarlibyśmy z głodu.

Ludzie dookoła pomagają mi, ratują, nawet poświęcają. Pewnego dnia na ulicy Marszałkowskiej, która przez gruz bardzo się zwęziła i trzeba było przebiec przez barykadę, jakiś pan poprosił, bym go przepuściła, bo się spieszył do chorej córki. Gdy patrzyłam, jak przechodził przez gruzowisko nagle upadł – zabił go snajper. Zamiast mnie.

Innego razu rozmawiałam z chłopcem, który na moich oczach dostał w głowę granatem odłamkowym i zginął. Zginęło naprawdę wielu z nas, powstańców i wielu mieszkańców Warszawy. Mnie spadające bomby zasypywały już trzy razy, ale udało się, żyję i pomagam jak umiem, walczę.

Ale wiesz co? Mimo, że hitlerowcy wygrywają, my się nie poddamy. Będziemy walczyć do końca, aż zwyciężymy. Bo zwyciężymy prawda? Musimy! Dla nas, ale i dla Ciebie, mój Chłopcze. Nie wiem, co będzie dalej. Mówią, że jak to się skończy, wywiozą nas wszystkich do Niemiec...albo do obozów.
Mam marzenie. Że przeżyję i opowiem Ci to kiedyś sama. Spacerując po Łazienkach i jedząc lody.
I że wszystko się ułoży. Julku, chciałabym Cię poznać.
Twoja babcia Barbara Sosińska, ps. „NINA”


Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą!
Ale smutek straty rekompensowany jest nadzieją przyszłych pokoleń, które doceniają dorobek swych przodków, pielęgnują wspomnienia i doskonalą cechy odziedziczone po dziadkach i rodzicach.

niedziela, 31 lipca 2016

Pani Basia - podporucznik Nina

Jak to jest znać bohatera? Jestem zaszczycona, że dane mi było poznać tak niezwykłą osobę. Spotkana na ulicy, gdy idzie o kuli na swoje codzienne zakupy na ryneczku nie sprawia wrażenia nikogo ważnego. Ot, starsza pani, która boryka się z ułomnościami ciała i nierównością chodnika.
Pani Barbara, teściowa mojej bliskiej koleżanki, łączniczka z Powstania Warszawskiego, szeregowy "Nina Górska".
Osoba tak skromna, jak wielkie było Jej bohaterstwo. Uwielbiam z Nią rozmawiać na różne tematy, jest wykształcona, oczytana, pełna empatii, zorientowana w bieżącym życiu politycznym, pełna mądrości życiowej, ale nigdy nie poucza - co najwyżej wyraża własne zdanie i zawsze jest ciekawa Twojego. Chętnie podróżuje z synem i synową, bierze udział w rocznicowych uroczystościach ku czci bohaterów Powstania, zapraszana przez Prezydenta miasta , w którym zamieszkała po przejściu na emeryturę by być bliżej syna.

O Powstaniu Warszawskim opowiadała w mojej obecności tylko raz i widać było, jak wiele jeszcze bolesnych emocji przywołują tamte wspomnienia po tylu latach. Przez 50 lat nie opowiadała o udziale w powstaniu nikomu, zmieniła zdanie, gdy uświadomiła sobie, że jest to winna kolegom , których coraz mniej jest wśród żywych i aby dać świadectwo tamtych czasów.
Kiedy wybuchło powstanie, miała 17 lat. Jest rodowitą warszawianką, więc tak jak większość warszawiaków była przekonana, że trzeba walczyć z okupantem. Najpierw udzielała się w harcerstwie. Kiedy wybuchła wojna, zaczęły się represje ze strony Niemców. Ze względów bezpieczeństwa należało zawiesić oficjalną harcerską działalność. Dzięki koleżance, w wieku szesnastu lat, weszła w struktury Armii Krajowej. Do powstania poszła tak, jak stała. Wszyscy tak szli.
Tak opowiada:

Pamiętam niemal każdy dzień powstania. Na ulicach zaczęto budować barykady, a na budynkach zrobiło się biało-czerwono od polskich flag, z głośników i radioodbiorników płynęły polskie powstańcze piosenki. Na barykady szło wszystko: meble, cegły, tramwaje, płyty chodnikowe. Nie mieliśmy solidnych mundurów czy ubrań. Buty się rozlatywały, ubrania darły, mieszkańcy stolicy wynosili nam jednak odzież z domów. Poruszaliśmy się piwnicami i kanałami, bo Niemcy co rusz bombardowali miasto. Podczas nalotów zginęło wielu moich znajomych, kolegów. Pamiętam taką scenę, jak rozmawiałam na ulicy z moim dowódcą i kolegą. Po chwili obydwu ich już nie było, bo trafił w nich odłamek zrzuconej bomby. Ja ocalałam. Wszyscy mieliśmy świadomość zagrożenia i śmierci, ale walczyć i zginąć za ojczyznę to jest honor. Dla takiej sprawy jak niepodległa Polska, nie żal i życie poświęcić.



Byłam łączniczką. Przybrałam pseudonim Nina Górska. Nie wiem, skąd mi się wpadło do głowy to nazwisko, ale imię wzięłam po mamie, która zmarła krótko przed wojną. Miała na imię Janina, więc w skrócie Nina. Należałam do batalionu Parasol, jednak do powstania przystąpiłam na Placu Kościeleckich. Dostaliśmy rozkaz, by przejść stamtąd do Śródmieścia. Któregoś dnia, gdy przechodziłam Marszałkowską, o mało nie zginęłam, uratował mnie przypadek. Na ulicy były barykady, przez które przepuszczano ludność pojedynczo. Starszy pan, który stał przede mną, bardzo się spieszył do córki i poprosił mnie, bym go przepuściła. Tym uratował mi życie. Kiedy przechodził przez barykadę zastrzelił go snajper. Bardzo wielu ludzi ginęło na barykadach, właśnie w czasie przechodzenia. Śmierć zresztą czaiła się na każdym kroku, jednak przez cały czas przyświecała nam jedna myśl: pokonać Niemców.


Po ogłoszeniu kapitulacji Niemcy wyznaczyli miejsca, gdzie mają się stawić mieszkańcy Warszawy. Wszystkim kazali opuścić stolicę. Z Warszawy Zachodniej pani Basia trafiła najpierw do Pruszkowa, gdzie był przejściowy obóz w naprawczych zakładach kolejowych. Stamtąd przydzielono Ją do transportu kolejowego jadącego w głąb Rzeszy. Przez dziesięć dni podróżowali w wagonach towarowych do Halle. Tam więźniów podzielono i pani Barbara trafiła do Stumsdorfu. Pracowała tam fizycznie na torach kolejowych. Jej obowiązkiem było zasypywanie lejów po bombach.
W obozie pracy w Niemczech była do kwietnia 1945 roku, do czasu wyzwolenia przez Amerykanów. Do Polski wróciła w 1946 roku. Trafiła na Śląsk do Bytomia i tam pracowała w hutnictwie. Miał to być pobyt tymczasowy, jednak minęło prawie pół wieku, tyle czasu trwała ta prowizorka. Nigdy nie wstąpiła do PZPR-u, chociaż co rusz otrzymywała deklaracje do podpisania. Wszystkie lądowały jednak na dnie szuflady biurka.
Przez to jednak życie nie było łatwiejsze, wręcz przeciwnie. Ale mężnie znosiła trudy, nie zgorzkniała, zachowała otwarty umysł i pogodę ducha.
W 2004 roku szeregowy Barbara Sosińska otrzymała awans na stopień podporucznika Wojska Polskiego (dokument widoczny na zdjęciu) i jest to jedyna pamiątka tamtych czasów...

(zdjęcia dzięki uprzejmości rodzinnego archiwum bohaterki)