Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anegdoty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anegdoty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 sierpnia 2024

Wakacyjne anegdoty i pamiątki

 Z wakacji przywozi się nie tylko wrażenia i opaleniznę. Zdarza się także dowcip sytuacyjny, no i oczywiście pamiątki. Upominki dla rodziny i przyjaciół, widokówki, czasami smakołyki...

Tego lata zapisałam takie oto anegdoty:

W snack barze przy basenie -  nałożyłam sobie lody i pytam panią z obsługi o hamburgery. Pytam po angielsku, bo hotel grecki. Pani odpowiada mi po polsku: jak są to są, jak nie ma, to wyszły!

To zdanie przejdzie do historii w naszej rodzinie, a skąd pani wiedziała, że ja z Polski?

Idziemy z wnukiem na plażę, bo przy basenie za gorąco. Znajdujemy dobre miejsce do budowania zamku w piachu, obok nas staje pani w bardzo skąpym bikini. Na to mój wnuk woła - babciu, ta pani ma gołą pupę! Spoglądam w tym kierunku i faktycznie, goła, bo sznureczek zniknął w obfitych pośladkach.

☺  W naszym hotelu pojawiło się w pewnym momencie wielu rodaków. Kiedyś podeszłam do baru z napojami i słyszę, że jeden z panów chce zamówić drinki, ale po angielsku ani dudu. Pokazuje dwa palce i głośno krzyczy ZIE-LO-NE. Barmanka nie bardzo wie o jakie chodzi, więc mówię two green drinks, a do pana, że zielony to green. Pan cieszy się, jakby wygrał w totka:-)

Swoją drogą, kto wymyśla nazwy tych wszystkich drinków? Ionian breeze, cuba libre, Cinderella, raki lemon, tutti frutti...

Na tarasie hotelowej restauracji wieczorem obserwujemy fajerwerki na wyspie. Biorę malucha na ręce, by lepiej widział, a on na to - babciu, ale wielkie Halloween, możemy tam iść? - Nie możemy, to za daleko. - To chodźmy do małego Halloween!

A pamiątki wakacyjne przywiozłam na poły praktyczne, na poły dekoracyjne, sami oceńcie.


Nowy kapelusz, bo stary cały w soli morskiej i nieco zdeformowany w walizce.


W filiżankach codzienna kawa z niecodziennymi wspomnieniami.


Korkowe podkładki pod szklanki.


Drobiazgi: mydełko, brelok i magnes na lodówkę.
Smakołyków tym razem nie kupowaliśmy, najedliśmy się na zapas wszelkich delicji!

A jakie u Was w tym roku pamiątki z wakacji?


niedziela, 17 maja 2020

Dialogi domowe:-)

Wspólna kawa o poranku i codzienne rozmowy to jeden z uroków życia.
A tematy rozmów podsuwamy sobie wzajemnie lub inspiruje nas otoczenie.

Niektóre dialogi wydały mi się na tyle śmieszne, że warte są uwiecznienia.
Nie zrobię tego jednak tak dobrze, jak Jaga czy Frytka....dziewczyny, uśmiecham się d Was:-)

Chyba trzeba będzie wkrótce napisać coś poważniejszego, bo same lekkie tematy ostatnio u mnie, a w gospodarce i w polityce wesoło nie jest, zresztą dziś chyba wszystko jest polityką, nawet piosenki bywają groźne...dla władzy.

Dialog I

- Wiesz, chodzi za mną czekolada, ale nie mleczna, tylko taka konkretna
- to trzeba kupić, zobacz jest promocja - bierzesz 3, płacisz za dwie
- ale nie wiem co wybrać, zresztą po co mi 3?
- Starczy na dłużej...
- o nie, zbyt łakomy jestem na słodycze!
- przecież nie musisz zjeść całej czekolady na raz
- jak tak siedzę przy laptopie, to chwila moment i nie ma...
- to odłam jeden rządek, a resztę schowaj, żeby nie kusiło
- jeden rządek? to nie warto otwierać!

Dialog II

- Zobacz, wczesna pora, a facet już pijany w sztok
- ciekawe czym się tak zaprawił z rana? ledwo na nogach się trzyma!
- ale obywatel wzorowy podwójnie
- jak to?
- no, wspomaga przemysł monopolowy i obowiązkowo w maseczce!

Dialog III

- Co oglądasz?
- Reksio leci, najlepsza kreskówka, zero przemocy, zero stresu
- O, tego odcinka chyba nie widziałam...
- kukułka podrzuciła jajo wróblowi i biedny zawału niemal dostał, bo wielkie to jajo!
- no to teraz pisklę kukułki narozrabia
- A nie, zobacz, Reksio wkracza do akcji, będzie dobrze!

Obejrzeliśmy jeszcze kolejny odcinek nam nieznany, o przebieraniu się w cudze piórka...szkoda, że dzieci dziś oglądają inne bajki.




poniedziałek, 20 stycznia 2020

Podobno...

Podobno 20 stycznia wypada Blue Monday czyli najbardziej depresyjny dzień w roku.
Aby nie wpaść w jego macki pośmiać się warto!


(źródło Pinterest)

czwartek, 17 sierpnia 2017

Nie zawsze musi być poważnie, choć nie wszystko śmieszy...

Lubię podpatrywać, lubię podsłuchiwać, to już wiecie. Dziś przynoszę kilka anegdot zasłyszanych osobiście i opowiedzianych w towarzystwie, chociaż niektóre , jak tak pomyśleć, to raczej czarny humor jest….
Scenka pierwsza - ławeczka jak Wilkowyjach, siedzą panowie i prowadzą filozoficzne dysputy. Jeden z nich chodzi wokół ławki, co denerwuje siedzących. Zapytany czemu tak chodzi, odpowiada, że zapaliłby, więc ktoś częstuje papierosem.
- Ognia byście dali, zapałek nie wziąłem.
- ognia to w 39-ym dawali … a teraz to jedynie mogę ci przypalić...

Scenka druga – dziewczynki przy huśtawce prześcigają się , która babcia starsza
- moja jest młoda, bo chodzi dżinsach
- moja też w dżinsach, ale ma zmarszczki
- a moja to mogłaby w horrorach występować, bo tata powiedział, że z babci twarzą, to tylko dzieci straszyć…
Scenka trzecia – przed wejściem do znanego marketu moją znajomą zatrzymuje pan, mocno ogorzały, ale raczej nie od słońca i prosi:
- szefowo, złotóweczkę na kielicha by się zdało..
- mogę panu chlebek kupić – odpowiada znajoma
- kierowniczko, zagrychę to mam, a suszy okropnie…

Scenka czwarta – w parku płacze dziecko użądlone przez osę, na szczęście nic groźnego, ale zawodzi strasznie. Gdy mama pyta, czemu aż tak krzyczy, malec odpowiada:
- bo to niesprawiedliwe, mogła ugryźć tatę, tata jest większy!

Scenka piąta – w poczekalni szpitalnej siedzi znajoma w oczekiwaniu na prześwietlenie nogi, bo miała wypadek w pracy. Jakiś pan jęczy strasznie, innemu krew kapie z dłoni na podłogę. Sąsiadka rannego idzie do łazienki po papierowy ręcznik i owija nim dłoń mężczyzny, bo żadnej z pielęgniarek ten widok nie przeraża. Gdy jęki pana z bólem brzucha nasilaja się, wypada z gabinetu lekarz z komunikatem:
- proszę ciszej, nie jest pan sam, witajcie państwo w państwowej służbie zdrowie, tu każdy swoje 6 godzin musi odczekać…
Ostatnia anegdota wiąże się z oglądaniem telewizji. Trafiłam kiedyś na film Winnetou, który dawno temu rozśmieszył mnie dialogami w wersji niemieckiej, gdy usłyszałam z ust kowboja hände hoch. Ale tym razem telewizja silesia puściła ten sam film w gwarze śląskiej i usłyszałam takie perełki:
- blade pyski
- indianery
- sztajger tego obozu
- pogodomy w cztery ślipia…
Nie obejrzałam do końca, bo po jakimś czasie przestałam wiele rozumieć, a łzy lały się ze śmiechu.


niedziela, 11 czerwca 2017

Kwieciście lub dosadnie...


Czy zastanowiło Was kiedyś ilu określeń używamy , aby nazwać człowieka, który gada bzdury, postępuje irracjonalnie lub zwyczajnie chcemy mu dać do zrozumienia, że coś jest z nim nie tak?
Pomysł wpadł mi głowy, gdy słyszałam odzywki dzieciaków na przerwie...
Postanowiłam zebrać je razem w takiej ilości, jak pamiętam i sporo tego wyszło, nawet nie przypuszczałam, że aż tyle:
- masz nierówno pod sufitem
- brak ci piątej klepki
- chyba upadłeś na głowę
- masz nie po kolei w głowie
- chyba cie pan Bóg opuścił
- lecz się na nogi, bo na głowę już za późno
- nie masz chyba wszystkich w domu
- a tak poza tym, wszystko u ciebie dobrze?
- a w domu wszyscy zdrowi?
- taa, jasne, a świstak zawija w te sreberka...
- wysoki jak brzoza, a głupi jak koza
- weź młotek i puknij się w czoło
- chybaś się z głupim przez ścianę macał...
- jak rozum rozdawali, to stałeś w kolejce po urodę

Być może ten zbiór nie jest pełen, jeśli pamiętacie coś jeszcze, będę wdzięczna za wasze przykłady :-)
Zastanowić się też warto, ilu określeń używamy dla nazwania wybitnie zdolnych, mądrych i pomysłowych.

sobota, 3 czerwca 2017

Brzuszek czy dupka?

Na świeżo zapisałam anegdoty w krótkich spodenkach, żeby podkręcić Wam humor na weekend.
Pani w szkole prowadzi zajęcia dodatkowe z dziećmi, mającymi problemy z pisaniem i czytaniem.
Aby dzieciaki lepiej zapamiętały pisownię liter B oraz D pani tłumaczy, że literka D wygląda jak dupka, a literka B ma brzuszki, podobnie jak u człowieka, też mamy dupkę i brzuszek.
W czasie kolejnych zajęć Bartek znów pomylił obie literki. Pani pyta chłopca:
- Bartuniu, literka D jak dupka, pamiętasz?
- Tak, proszę pani.
- A literka B jak?
- brak odpowiedzi...
- No pomyśl, co masz z przodu, z tyłu dupka, a z przodu?
- Z przodu mam siusiaka...

Jeszcze w bonusie anegdota z wczoraj.
Mieliśmy imprezę czytelniczą dla dzieci, ja organizowałam zgaduj-zgadulę, w której brali udział także rodzice. Jeden z chłopców przyprowadził młodszą siostrę lat 6 i dziewczynka trafiła pytanie: wymień zbiorniki wodne. Po długim namyśle pada odpowiedź - WIADRO Z WODĄ...
ŻYCZĘ WAM MIŁEGO WEEKENDU :-)

środa, 1 marca 2017

Anegdoty o muzykach...


Gdy słońce świeci, a w powietrzu czuć zapach wiosny- dusza w nas śpiewa, to dobry pretekst by rozweselić się anegdotami o znanych muzykach.
Zebrałam dla Was kilka humorystycznych opowieści z malutkiej książeczki PLOTKI Z PIĘCIOLINII.

1. Przyjaciel pyta Schuberta czemu jest taki zmartwiony? Ten odpowiada, że zgubił okulary. Na to gość, że koniecznie trzeba ich poszukać. Ale bez okularów ich nie znajdę i w tym cały problem, odpowiedział kompozytor..

2. Brat Beethovena, Jan przywiązywał wielką wagę do posiadania majątku. Na nowy rok wysłał kompozytorowi życzenia podpisując się:
Johann Beethoven - właściciel ziemski. Na co kompozytor odpowiedział podpisując się: Ludwig van Beethoven – właściciel rozumu.

3. Jeden z krytyków zapytał wiekowego już Liszta dlaczego nie pisze wspomnień. Ten odpowiedział, że życie zajmuje mu tyle czasu, że na pisanie wspomnień już go nie starcza .

4. Czy nie zechciałaby pani nauczyć się moich pieśni? – zwrócił się Kazimierz Wiłkomirski do pewnej śpiewaczki. Ależ ja wykonuję pańskie utwory na koncertach, odpowiedziała urażona. Właśnie dlatego proszę by się ich pani wreszcie nauczyła...

5. Leo Slezak wytargował od pewnego dyrektora teatru bardzo korzystny kontrakt. Wręczając mu dokument dyrektor powiedział: nie jest pan taki głupi na jakiego wygląda.
- Czego nie mogę powiedzieć o panu, odpowiedział słynny tenor.

6. Gdy Piotr Czajkowski postanowił ostatecznie porzucić pracę w ministerstwie sprawiedliwości i wstąpić do konserwatorium w Petersburgu, jego dziadek gderał: oj, Pietia, Pietia – zamieniłeś prawo na dudy, co za wstyd!


7. Pewien koneser win zaprosił Brahmsa do swojej piwnicy na degustację. Podając kieliszek gościowi rzekł: oto Brahms mojej piwnicy. Kompozytor posmakował, obejrzał kolor i rzekł: podaj pan lepiej Beethovena...


8. Anton Bruckner był bardzo nieśmiały i małomówny w towarzystwie kobiet. Gdy posadzono go na przyjęciu obok pięknej niewiasty, ta rzekła: mistrzu, na pana cześć włożyłam swą najładniejszą suknię. Jeśli o mnie chodzi, to mogła pani na siebie nic nie wkładać...

9. Jedna z wielbicielek Toscaniniego zwróciła się doń po koncercie: dziś znów udowodnił pan, że ma nadal 20-letnie serce. To dlatego, łaskawa pani, że dawno już nie robię z niego użytku, odpowiedział sędziwy artysta.

10. Verdi został zaproszony przez jakiś prowincjonalny teatr do poprowadzenia Traviaty. Orkiestra była przygotowana, maestro miał udzielić ostatnich wskazówek, próba rozpoczęła się i w pewnym momencie Verdi zapytał: wszystko bardzo ładnie, tylko proszę mi powiedzieć czyja to muzyka?

Na koniec anegdota z życia i nie tyle o muzykach, co o wizycie w operze. Jako licealistka pojechałam z klasą na spektakl operowy do Poznania. Nie za bardzo wiedzieliśmy na jaką operę jedziemy. Internetu wtedy nie było, znawcami nie byliśmy, a okazało się, że występuje zespół śpiewaków z Węgier. Nie rozumiałam o czym śpiewają, niewiele pamiętam, zresztą w wieku kilkunastu lat bardziej interesowały mnie inne atrakcje wyjazdu, poza tym spektakl operowy późnym wieczorem po zwiedzaniu miasta to nie był dobry pomysł...w dodatku w drodze powrotnej zepsuł się nasz autokar i czekaliśmy w nocy gdzieś w polu na przysłanie innego.

czwartek, 26 stycznia 2017

Śmiech to zdrowie...


Nie wiem jak u Was, ale u mnie szaro, buro i ponuro, słońce strajkuje, zimno przenika do kości, nastrój siada, więc poszperałam w literaturze rozrywkowej i zamieszczam kilka dowcipów na poprawę humoru.
Jeśli choć mały uśmiech pojawi się na Waszych twarzach, to będę usatysfakcjonowana:-)

1. Podróżny podchodzi do okienka informacji na dworcu i pyta:
- O której odchodzi pociąg do Gdyni?
- Nie wiem – pada odpowiedź
- Ale to jest przecież informacja!
- Więc informuje pana, że nie wiem.

2. Wędkarz przyjechał nad jezioro i pyta miejscowego:
- Czy tu wolno łowić?
- A jakże!
- I nie dostane mandatu za wykroczenie?
- Wykroczenie? Jak pan coś tu złowi to będzie cud, nie wykroczenie!



3. Rozmawia dwóch znajomych:
- Wiesz, wczoraj ukradli mi samochód!
- I co, dzwoniłeś na policję ?
- Tak, powiedzieli, że to nie oni!

4. Do pomalowania linii na szosie wynajęto pracownika. Pierwszy odcinek pomalował w kilka minut, drugi w kilka godzin, trzeci rozciągnął się na kilka dni.
- Co z tobą – pyta pracodawca – tak dobrze ci szło i nagle zwolniłeś.
- Bo mam coraz dalej do puszki z farbą...

5. Mama pyta synka:
- Kim chciałbyś być, gdy dorośniesz?
- Kretynem- odpowiada chłopiec
- No co ty wygadujesz, taki mądry z ciebie chłopiec, skąd ten pomysł?!
- Tata ciągle powtarza: zobacz, jaką brykę kupił ten kretyn; ale ten kretyn wybudował wielki dom; ale kretyna wybrała sobie ta nasza piękna sąsiadka...

6. Pani domu mówi do służącego:
- Janie, powiedz gościom, że teraz podamy kawę, a po kawie ja zaśpiewam kilka pieśni.
Po chwili służący wraca ze słowami:
- goście podziękowali za kawę


7. Przy barze
jeden z mężczyzn pije piwo przez słomkę, kolega go pyta:
- dlaczego pijesz przez słomkę?
- Bo obiecałem żonie, że nie wezmę kufla do ust!

8. W restauracji klient woła kelnera:
- W mojej zupie pływa mucha!
- Tylko jedna? To ta druga się jednak utopiła...

poniedziałek, 9 maja 2016

Podpatrzone, podsłuchane...

Poruszanie się po mieście na własnych nogach ma pewne zalety:
- pozwala na utrzymanie jako takiej kondycji, gdy chodzi się codziennie i daleko
- można przemyśleć sobie wiele spraw lub ułożyć wiersz...
- obserwacje przyrodnicze wzbogacają ogląd na zmiany pór roku
- oszczędzamy na opłatach za komunikację miejską
- wzbogacamy wiedzę o ludziach

Oczywiście mówię o tym z perspektywy małego miasta, gdzie wszędzie dojść można na piechotę w godzinę lub nieco dłużej. Bywając w dużych miastach sama nieraz korzystałam z autobusu lub tramwaju, bo jedna ulica w takiej "metropolii" jest kilka razy dłuższa, niż moja trasa z krańca na kraniec... W tym wpisie chcę się podzielić obserwacjami i podsłuchanymi rozmowami w czasie codziennych wędrówek do pracy i z pracy. Przytoczone tutaj mówią same za siebie, więc nie będę dokładać mojego komentarza...
Na osiedlowej ławce siedzi dwóch wielbicieli piwa z wkładką, w stanie wskazującym na spożycie kilku. Mało zrozumiałym językiem rozmawiają o tym i owym, przeliczając drobne na kolejne piwo. Nagle jeden drugiego trąca łokciem i mówi:
- Ty patrz, idzie GEJ !
- Gej? To ten tego? Fuj!
- No! nie to co MY, PRAWDZIWE CHŁOPY!

Kilka kroków przede mną idzie kobieta z chłopcem, na oko 10-letnim. W pewnym momencie chłopiec mówi: mamo, usiądźmy wreszcie na ławce, nogi mnie bolą, a ty zapalisz sobie, nie powiem nic tacie...
Inny obrazek: na ławce siedzą rodzice z dzieckiem, dziecko liże lody w oparach dymu tytoniowego, bo rodzice jednocześnie palą papierosy...a przed chwilą mijałam przystanek autobusowy z plakatem NIE PAL PRZY MNIE!
Pod szkołą stoją mamy oczekujące na wyjście dzieci po lekcjach i wymieniaja poglądy na temat metod nauczania. Jedna z mam dziwi się :
- Ja nie wiem, jak oni tego alfabetu uczą, zamiast po kolei ABCD... to najpierw MAMA, TATA
- A moja w trzeciej już i pani nawet w ferie kazała im książkę przeczytać!
- U mojego syna z klasą na wycieczkę do Torunia jadą, co może być ciekawego w Toruniu?

Byłam kiedyś na ślubie w kościele, koleżanki syn się żenił. Kazanie proboszcza skierowane do młodych było co najmniej dyskusyjne, ale uwaga skierowana do gości powaliła mnie na łopatki:
- Nie rzucajcie państwo młodym ryżu na szczęście, bo jeszcze im się skośnookie dzieci urodzą!

Wracając z niedzielnego spaceru, wstąpiłam do sklepu znanej sieci, aby dokupić coś do obiadu, nie lubię tego, ale czegoś mi zabrakło. czynna była jedna kasa, utworzyła się kolejka, widocznie więcej było zapominalskich, ale każdy cierpliwie czekał. Na końcu kolejki stał facet, trzymający w rękach dwa piwa.Nagle krzyknął do kasjerki:
- Niech pani zadzwoni żeby otworzyli drugą kasę, jak długo mam czekać? Kilka osób obejrzało się na awanturnika, a pani kasjerka na to:
- Tak pana suszy? Dzisiaj niedziela, a ja muszę pracować, zamiast z dziećmi iść na spacer... Kolejkowicze zaśmiali się i niemal bili kasjerce brawo.
W tym samym sklepie, innego dnia jakiś pan grzebie w pojemniku z bułkami, nie używając rękawic , które leżały tuż obok. Podszedł do niego inny gość i głośno na cały sklep zwrócił mu uwagę w sposób dosadny: czego pan tak grzebiesz w tych bułkach brudnymi łapskami, może wcześniej po jajach się głaskałeś, a teraz bułki macasz...

W podawanych przykładach konwersacji pominęłam słowa powszechnie uważane za wulgaryzmy, bo musiałabym dużo wykropkować...

niedziela, 24 stycznia 2016

Przychodzi uczeń do biblioteki...

Pisałam co nieco o typach czytelników, ale dziś będzie o szczególnym typie czytelników dziecięcych, którzy dzielą się na podtypy. Z odwiedzinami uczniów w bibliotece wiąże się także kilka anegdot, które postaram się przytoczyć, a niektóre brzmią jak w znanych dowcipach z serii "przychodzi baba do lekarza"...
Są dzieciaki, które wypożyczają JEDNĄ starannie wybraną książkę i przychodzą dopiero po następną. Są tacy, którzy przychodzą codziennie, pokręcić się miedzy regałami i czasami coś dopożyczą. Jeszcze inni biorą po kilka książek, często nie zwracając uwagi na tytuł. Niektóre dziewczynki lubią, by wybrać im kilka książek na dany temat i w czytelni przeglądają, z namysłem wybierają od 1 do 3. Zdarzają się czytelnicy, którzy nie wypożyczą książki, jeśli nie ma ilustracji lub czcionka jest zbyt mała. Są czytelnicy pytający o określone tytuły, czasem mają je zapisane na mikroskopijnych kartkach.
Często spotykanym typem czytelnika biblioteki szkolnej są spacerowicze czyli dzieciaki, które nie lubią wychodzić na przerwę i przechowują się w czytelni, nie mam nic przeciwko, jeśli sięgają chociaż po czasopismo...Najbardziej "zajmującym" czytelnikiem jest taki, który zajmie bibliotekarzowi całą godzinę, wymyślając różne zagadki i żądania i NICZEGO NIE WYPOŻYCZY! Zawsze przy takiej okazji przypominam anegdotę o kliencie, co to pyta panią w piekarni czy są czerstwe bułki i gdy pani odpowiada, że są oczywiście, to klient odpowiada: to po co żeście tyle napiekli?


Anegdoty z życia wzięte:

1. Uczeń prosi o chudą książkę. Zwracam mu uwagę, że chudy może być człowiek lub pies, a książki są cienkie, na to uczeń: a mój tata mówi, że on z matmy to jest cienki Bolek...

2. Kolega tego pierwszego prosi o byle jaką książkę, bo pani kazała wypożyczyć. Podpowiadam, żeby mówił raczej jakąkolwiek, bo byle jaka to nieładnie brzmi, a on na to, że wszystko jedno, bo i tak nie lubi czytać...

3. Trójka uczniów przybiega z misją wypożyczenia słowników na lekcję. Pytam o rodzaj, patrzą na siebie porozumiewawczo i jeden mówi: fizjologiczne...Chyba chodzi o frazeologiczne? Niepewnie kiwają głowami...

4. Siostra katechetka przysyła uczniów z klasy IV po kilka Biblii. Podaję opasłe tomiska , na okładce dużymi literami PISMO ŚWIĘTE NOWY I STARY TESTAMENT, biorą po 3, wychodzą, po chwili drzwi się uchylają i jeden z uczniów niepewnie zwraca mi uwagę: ale siostra prosiła o Biblie...

5. Przed feriami często uczniowie wypożyczają lektury i Kuba z V klasy przychodzi po książkę ANNA Z ZIELONEJ GÓRY. Pytam, czy nie chodzi czasami o ANIĘ Z ZIELONEGO WZGÓRZA? Jeśli to ta sama, to może być, byle nie była za gruba...

6. Wesołe zazwyczaj bliźniaczki z II klasy przychodzą jakieś nie w sosie. Pytam: dziewczynki, co dzisiaj takie miny? A, bo proszę pani , mamy dziś sprawdzian z WF-u! I to jest takie straszne? No pewnie, bo ktoś jest giętki, a ktoś nie, a z przewrotów nie ma korepetycji...

7. Nicola Z II klasy pyta kiedyś: a pani się tu nie nudzi tyle godzin? Z Wami, nigdy!

8. Koleżanka przed feriami sama wyprodukowała anegdotę: chłopak z VI klasy tuz przed zamknięciem przybiegł zdyszany po TAJEMNICZY OGRÓD. Koleżanka podeszła do półki i na pamięć sięgnęła po lekturę. Uczeń podziękował i wyszedł. Podliczając ilość wypożyczeń zauważyłam, że wziął Małą księżniczkę tej samej autorki. Uśmiałyśmy się obie, tym bardziej, że winny był brak okularów na nosie , a obie książki miały zielone okładki. Ale chłopak też chyba nie przeczytał tytułu, bo nie wrócił by wymienić...