Arkady Fiedler pisał o Kanadzie pachnącej żywicą. Od tego czasu wiele się w tym kraju zmieniło, ale chyba przyroda nadal jest zachwycająca, a ludzie gościnni. Nie byłam w Kanadzie i pewnie nie będzie mi dane, dlatego tak zaciekawiły mnie relacje pewnego młodego człowieka z pobytu w krainie jezior, lasów i surowego klimatu.
Ten chłopak na zdjęciu obok, niczym kosmita, to wnuk mojej przyjaciółki, zdolny i pracowity, znający już kilka języków ( a jest dopiero w liceum) i wiecznie głodny wiedzy, ale i podróży, nowych znajomości i wyzwań sportowych.
Dzięki swoim sukcesom naukowym zwiedził już kawał świata, nawet zwiedzał na rowerze Tajlandię, oczywiście w ramach obozu naukowego. Teraz opowiada o Kanadzie. Trafił tam jako podopieczny toruńskiego klubu Rotary, uczy się, poznaje kulturę, uprawia sporty. Gości go bardzo usportowiona rodzina, latem rowery, pływanie i kajaki, zimą narty, sanki i wszelkie atrakcje związane ze śniegiem.
Następuje także wymiana przepisów kulinarnych, co jest o tyle skomplikowane, że jego host family jest pochodzenia meksykańskiego, więc dzieje się... on sam sprzedał już przepis na ruskie pierogi, pierniki, bigos, a teraz dzięki babci, propagować będzie naszą szarlotkę na kruchym spodzie.
Jak mówi nasz bohater w filmiku do przyjaciół w Polsce, wielu nowości się człowiek w obcym kraju spodziewa, ale nie na wszystko można być przygotowanym.
Zabrał garderobę na wszystkie pory roku, ale gdy mrozy zimą sięgnęły 42 stopni, to gospodarze musieli mu kupić specjalne buty, a i wizyta u dermatologa była konieczna, bo delikatna skóra twarzy nie zaznała nigdy takich mrozów.
Gdy zachorował z wysoką gorączką i do domu wezwano lekarza, przyjechał medyk w stroju kosmity, zapisał leki i kazał wypoczywać 2 tygodnie. Żadnego leku, nawet na grypę nie kupisz tam bez recepty!
Na szczęście, ubezpieczenie zdrowotne młodzieży przed wyjazdem było obowiązkowe, bo opłaty za pomoc medyczną, nie mówiąc o szpitalnej bywają ogromne!
Po długiej przerwie w nauczaniu, nikt w szkole kanadyjskiej nie robił chłopcu trudności, wręcz przeciwnie, spotkał się z wielką serdecznością i pomocą ze strony całej społeczności.
Jak widać na zdjęciach, zima tam urokliwa, a chłopak z Polski zaprawiony w jeździe na nartach, więc nie odstawał od kanadyjskich kolegów.
Licealista wybrał prowincję Quebec, by doskonalić swoją znajomość języka francuskiego, choć nie spodziewał się, że z angielskim będzie miał tak mało do czynienia...
Oprócz nart i sanek, używa się wielkich kół do zjeżdżania na torach lodowych, są tego całe sterty i żadna pogoda nie jest przeszkodą do przebywania na zewnątrz. Gdy pada śnieg, oczekujący na swój zjazd zamieniają się niemal w lodowe rzeźby...
Gdy zmarł dziadek chłopca, kanadyjska rodzina otoczyła go serdeczną opieką, a on sam napisał piękny list pożegnalny, który przeczytał jego ojciec na pogrzebie dziadka.
List bardzo dojrzały i wzruszający.
Oddalenie od kraju i rodziny osładza wszystkim możliwość komunikowania się online i przez WhatsAppa, pamiętać tylko trzeba o różnicy czasu...
Wymiana uczniów jest dwustronna, w pokoju licealisty w Polsce zamieszkała sympatyczna Meksykanka :-)
Następnym razem będzie o Finlandii, bo otrzymałam niezwykle ciekawą przesyłkę...






