Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szopki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szopki. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 stycznia 2025

Nad jeziorem...

 Nasze wyprawy często prowadzą nad jezioro lub do lasu. Zdarza się, że las leży nad jeziorem, więc łączymy dwa w jednym. Tym razem chcieliśmy sprawdzić, jak daleko posunęła się budowa mostu w Ślesinie. Most całkowicie wyburzono, ale nie mogłam zrobić zdjęć, bo był zakaz fotografowania i wszędzie kamery.


Po starym moście ani śladu, zrobiono kładkę dla pieszych, bo jest to jedyna droga przez kanał, łącząca dwie części miejscowości, a dla mieszkańców droga autem wydłużyła się o kilkanaście kilometrów.
Nie znam się na budowie mostów, ale chyba prace idą dość sprawnie. Widać jednak, ze nie wszystkie nawigacje uwzględniają brak przeprawy, bo wielu kierowców z daleka dojeżdża do zamkniętej drogi i zawraca.


Tak ma wyglądać most finalnie. Poprzedni był bardzo wąski i mocno zniszczony, ostatnio puszczano ruch wahadłowo, by zapobiec przeciążeniom. Zdjęcie kiepsko wyszło, bo nie dość, że wizualizacja za szkłem, to jeszcze mocne słońce tego dnia.


Widok z kładki na marinę, dopiero w domu zauważyłam na zdjęciu tęczę, widzicie także?


Jest i plaża. Zawsze podziwiam odbicia wodne. Tego dnia grała Orkiestra Owsiaka, więc nad jeziorem zbierali się chętni do morsowania na rzecz Orkiestry.


W lesie nad jeziorem śpią domki letniskowe, niektóre dawne ośrodki wypoczynkowe wystawiono na sprzedaż. Gdyby miał ktoś nadmiar gotówki, można kupić i letniskować!


Nie wiem dlaczego, ale uwielbiam drogi pod lasem na granicy pól, wszędzie tropy zwierząt, a cisza aż w uszach dzwoni!


I znowu wodne odbicia, czy można przejść obojętnie obok takich obrazów? Teren rozległy, droga wzdłuż kanału, a my jak Piętaszkowie i cisza, ale nie do końca, słychać wszak odgłosy przyrody!


Przy plaży sympatyczna restauracja z widokiem na jezioro i choć pogoda wiosenna, w restauracji wystrój bardzo świąteczny jeszcze.
Byliśmy jedynymi klientami, miło, muzyczka w tle, aż wpada klient , zamawia kawę i siada przy stoliku, ustawiając telefon przed sobą. Czy dajecie wiarę, że on prowadził rozmowę na kamerce z jakąś kobietą z Niemiec, nie krępując się wcale. Miałam tylko nadzieję, że oszczędzą nam intymnych szczegółów swojej znajomości...


Po obiedzie pojechaliśmy dalej, nad kolejne jezioro, a że w pobliżu licheńska bazylika, to zajrzeliśmy na wystawę szopek krakowskich. Szopki z konkursów z lat ubiegłych. Do Krakowa daleko, więc choć w pobliżu domu zobaczyłam te wszystkie cuda.


Na koniec kilka refleksji z obserwacji wycieczkowych. Jechaliśmy przez kilkanaście miejscowości, często kościoły stoją tam przy drodze. Wszędzie zbiórki na Orkiestrę, strażacy aktywni, w szkołach sztaby wyborcze, koło gospodyń sprzedawało ciasta przed jednym z kościołów.
Nawet w Licheniu, wielu wiernych nosiło z dumą czerwone serduszka na piersi.
Złe języki, na szczęście nie zniechęciły ludzi do idei pomagania.
Sympatyczna dziewczyna na parkingu zbierała datki do puszki, wrzuciliśmy i my :-)

Jeśli pogoda nadal będzie łaskawa, pojeździmy i pooglądamy to i owo, o czym oczywiście opowiem! 


czwartek, 26 grudnia 2024

Szopka u Kasprowiczów

 W ramach duchowego nastrajania się na święta, zawitaliśmy do domu rodzinnego Jana Kasprowicza. Poeta urodził się w Szymborzu pod Inowrocławiem, dziś jest to część miasta. Często chodzimy tam na spacery, choć zimą oddychać trudno, bo domy w większości ogrzewane tradycyjnie i z kominów perfumami nie pachnie.

 Wspomniany dom został niedawno odnowiony i stał się prężnym centrum kultury i sztuki. Organizuje wystawy, warsztaty, spotkania z lokalnymi twórcami. O jednej z wystaw pisałam TUTAJ


Tym razem Dom Kasprowicza zaprosił na otwarcie nietypowej szopki. Scenerią dla postaci wyrzeźbionych w drewnie są znane inowrocławskie zabytki.
Na wejściu wita nas ludowa choinka, ubrana w ozdoby ze słomy, bibułki, orzechów i wstążek. 
Pilnują jej portrety wieszcza Jana i jego matki Józefy z  Kloftów Kasprowiczowej.


Opiekunka Domu częstuje piernikami, chętnie opowiada o autorach szopki, zaprasza do przypomnienia sobie życiorysu i twórczości Jana Kasprowicza z prezentacji multimedialnej, bardzo ciekawej swoją drogą.
Na zdjęciu powyżej fragment inowrocławskiej tężni.


Na pierwszym planie wspominany Dom Rodziny Kasprowicza, w którym już siostra poety urządziła niegdyś izbę pamięci słynnego brata.


Makieta hotelu Bast, który powstał z inicjatywy Augusta H.Basta, pierwsza wzmianka pochodzi z roku 1864. Do roku 1901 hotel przechodzi kolejne przebudowy, by wreszcie stanąć otworem dla znamienitych gości. Do roku 1939 klientami hotelu bywali: Jan Kasprowicz, Stanisław Przybyszewski, Władysław Sikorski, Stanisław Starzyński, Janusz Kusociński...


Jedna z najstarszych kamienic w mieście, tzw. Złoty Róg czyli dom Czabańskich z 1832 roku, klasycystyczny styl szachulcowy, zdobiona na fasadzie płaskorzeźbami wybitnych Polaków. Płaskorzeźby nie przetrwały jednak II wojny.


Najbardziej znany i najstarszy zabytek , Bazylika Mniejsza czyli kościół "Ruina". Nazwa wywodzi się stąd, że bardzo długo po pożarze w 1834 roku pozostawał w stanie kompletnej ruiny, czyli ściany zewnętrzne i wieżyczki bez dachu. Po odbudowie i awansie do stopnia Bazyliki Mniejszej kościół nadal nazywany jest "Ruiną"


Stajenka z figurami świętej rodziny, zwierząt i pasterzy...


Autorem figur drewnianych jest inowrocławski artysta Jan Szafrański, który zaczął rzeźbić figurki 20 lat temu dla swojej wnuczki. najpierw powstały postaci Marii, Józefa i dzieciatka, z czasem przybywało innych figur. Dziś kolekcja liczy ponad 100 postaci.


Makiety inowrocławskich zabytków wykonane zostały we współpracy z Bractwem Toruńskich Belenistów, które specjalizuje się w sławieniu piękna Torunia w szopkach bożonarodzeniowych i zaprasza chętnych do rozwijania pasji, uczestnictwa w warsztatach i wystawach.

O innych szopkach pisałam TUTAJ

A czy Wy odwiedzacie szopki w święta?

sobota, 26 grudnia 2015

Od stołu do żłobu...

Tradycją moich świąt jest, iż w drugi dzień Bożego Narodzenia ruszamy się od stołu, aby obejrzeć szopki tu i tam, podejrzeć co tam ciekawego w przyrodzie, a zmienna jest bardzo. Zdarzało się, że jadąc w te same miejsca ledwie wracaliśmy, bo na drogach ślizgawica, jezioro skute lodem, a na zewnątrz nie dało się długo spacerować, bo nosy zamarzały. A dziś? Pogoda wiosenna, trawa zielona, pąki na rododendronach, łabędzie z młodymi na wodzie...

Szopki lub inaczej żłóbki w każdym kościele inne, ale te, które widzieliśmy dzisiaj raczej tradycyjne, bez zbędnych udziwnień, jakie kiedyś bywały, przynajmniej tam, gdzie ja byłam. Pierwszą szopkę trafiliśmy w Poznaniu tuż przed wigilią, na poznańskim rynku.

Kolejne szopki także urokliwe, ale trudno było zdjęcia zrobić, taki tłok panował - cóż, każdy chciał mieć fotkę przy żłóbku na pamiątkę...

W niektórych kościołach nie udało się szopek obejrzeć, bo albo msza trwała i nie wypadało przeszkadzać, albo świątynie zamknięte na głucho...

Ta szopka była tak wielka, że zdjęcie musiałam robić na 2 razy. Wszędzie pełno było prawdziwego siana i pięknie pachniało, a niebo rozgwieżdżone nad stajenką robiło wrażenie prawdziwego. Gdzie taka szopka? W bazylice w Licheniu.